ostatniraz7
29.12.06, 23:08
Pomyliłam się, i teraz jest miźłe , na własne życzenie. To trwało rok, było cudownie jak gdybyn odkryła drugą połówkę-w każdej dziedzinie i byłoby wspaniale gdyby nie to ,ze ja od lat wielu mężata a o on żonaty. Układ był jasny i prosty , nic nie chciałam a zwłaszca burzyć małżeństwa-wystarczały mi, nam, spotkania raz na jakiś czas , rozmowy, to dawało siłę by jakoś żyć. Czego oczekiwałam- może zabrzmi głupio ale lojalnośći i myśałam że jestem dla niego ważna. Zona zaczęła cos podejrzewać...bardzo łatwo ograniczył nasze kontakty, dla mnie zbyt łatwo, jak na pozbawienie sie możłiwości kontaktu z bliską sobie osobą.....nie chce takiego udawanego uczucia, ryzykowałam tyle samo co on....jest mi po prosty źle...wiem sama jestem sobie winna...nie wiem czy definitywnie zakończyć związek, boję się...bo go kocham ale moja ...duma