Apetyt na linię, czyli ..

31.12.06, 22:35
.. Zmagania z kilogramami, czyli Okragla walczy o linię mając pomocnika w
postaci opaski na żołądku.

Zaczynamy się toczyć ...

Od 15 lat jestem grubasem. Osobą grubą, okrągłą, puszystą, przy kości, wielką,
jak woła na mnie moja Mama. Teraz się to zmieni, bo nabrałam apetytu na linię
i mam dobrego sprzymierzeńca. Tym sprzymierzeńcem jest kilkunastocentymetrowa
opaska na żołądku, którą mam od kilku tygodni. Jest ona ostatnią szansa na
powrót do normalnego życia. Osoby szczupłe, czy te o normalnej wadze nie zdają
sobie sprawy, jak zbędne kilogramy mogą utrudnić funkcjonowanie. Prosta
czynność- zakładanie butów jest problemem a kupno szałowego ubrania w większym
niż 46 rozmiarze graniczy z cudem.

Większość ciuszków dla kobiet w polskich sklepach dla puszystych to produkty
skierowane do babć a nie dla osób, które chcą być modne. Największy problem
mam z kupnem biustonoszy, bo która firma szyje je w rozmiarze G? Od biedy na
większe okazje mogę sobie coś uszyć u krawcowej, ale potrzebna do tego jest
przynajmniej bela materiału i krępujące przymiarki. Co innego, gdybym była
szczuplejsza- wtedy to byłaby przyjemność, przecież każda z nas lubi się
przebierać i stroić w fatałaszki! Tak pozostają więc ciucholandy lub zakupy za
granicą, albo chodzenie w workowatych swetrach i spodniach w gumkę. Mam
nadzieję, że za kilka miesięcy to wszystko się zmieni i strój będzie ozdobą a
nie tylko zakrywaniem ciała.

Podobnie jest z jedzeniem, które teraz jest zwykłą czynnością zapychania worka
zwanego żołądkiem w przyszłości ma być smakowaniem i radością samą w sobie.
Opaska na żołądku już na wstępie zmieniła radykalnie moje nawyki żywieniowe.
Nie jest mi już potrzebny do zaspokojenia głodu cały kurczak z rożna,
zadowalam się mięskiem z 1 (słownie: jednego) ugotowanego skrzydełka. Teraz
dzienny limit kalorii to 800-1000 a wcześniej było bez żadnego limitu około
4000 kcal! Dobre jest to, że dzięki opasce mała ilość jedzenia daje mi sytość
a tym samym mocny oręż do walki o linię.

Najważniejsze jednak jest, aby waga spadała w dół. Jak na razie stoi w
centralnym punkcie mojej kuchni, przypominając niepotrzebnie o sobie co pół
godziny. Po miesiącu od operacji jestem lżejsza o całe 12 kilogramów.

Okrągła
    • mamakrzysia4 Re: Apetyt na linię, czyli .. 31.12.06, 23:48
      hej, powiedz jak załatwić sobie taką opaske-też mam problem-proszę odezwij się
      na priv dzięki i do siego Roku
      • okragla Re: Apetyt na linię, czyli .. 03.01.07, 17:27
        Witam :)

        Po pierwsze trzeba byc otylym z BMI powyzej 35, miec udokumentowane proby
        odchudzania innymi metodami itp.
        Operacje zakladania opaski wykonuje wiele ostrodkow w kraju :)
        • asiencja86 Re: Apetyt na linię, czyli .. 21.08.07, 18:00
          koniec wakacji ale to nie powod by nic nie robic! :-)

          Sprawdź
          allegro.pl/item227630649_schudnij_bez_diety_nowy_system_fitness_ttf_.html
      • kree1 Re: Apetyt na linię, czyli .. 26.01.11, 11:26
        ja się długo zastanawiałam nad odpowiednia dieta , która nie spowoduje efektu jojo. znalazłam na tej stronie www.iwoman.pl/uroda/nowosci/dieta;kopenhaska;czy;dieta;proteinowa,194,0,752066.html. trzeba się jej trzymać dość rygorystycznie ale polecam.
        • mrs.g Re: Apetyt na linię, czyli .. 26.01.11, 12:04
          1,5 tygodnia na proteinowej minus 3 kg
          Chyba jest niezle
          • aneta-skarpeta Re: Apetyt na linię, czyli .. 26.01.11, 12:08
            zeby kilogramy nie wrocily trzeba zmienic sposob zywienia , a nie przechodzic na diete

            zmienic przyzwyczajenia i sie tego trzymac- a jesli tos ma tendencje do tycia i lubi jesc to bedzie ja wiecznie niepijacy alkoholik- wieczna walka
    • philozophy Re: Apetyt na linię, czyli .. 01.01.07, 11:56
      życzę Ci powodzenia:)
      • zenia78 Re: Apetyt na linię, czyli .. 01.01.07, 12:28
        Super,zycze powodzenia.oje sie tylko,ze terz takie popie..ne lalki co to
        maja 5 kg za duzo beda Cie atakowaly, ze one tez tak chca.Ale Trzymam kciuki
        zeby sie Ci udalo.
        • okragla Re: Apetyt na linię, czyli .. 04.01.07, 08:51
          Witajcie :)

          Dzieki za slowa otuchy :)
          Mam nadzieje, ze sie to uda :)
          Metoda raczej sluzy temu, bo malo kto po zalozeniu opaski nie chudnie.

          Aga
    • okragla Re: Apetyt na linię, czyli .. 03.01.07, 02:23
      Zakorkowało mnie na jedzenie.

      Kilka ostatnich dni chodziłam jak zakorkowana. Lekarz prowadzący moje
      odchudzanie docisnął mi po raz pierwszy opaskę. Ciekawe, jak zmieścił tam aż 4
      cm3 soli fizjologicznej. Opaska od środka jest jak dętka rowerowa, wypełnioną
      płynem, można ją zaciskać wpuszczając poprzez mikroport pod skórą płynną sól.
      Zaciskanie wykonuje się, aby zmniejszyć prześwit między małym a dużym żołądkiem
      i tym samym zmniejszyć ilość pokarmu, który się zjada.

      Sama operacja, podczas której założono mi opaskę nie jest traumatycznym
      przeżyciem, zasypia się na stole operacyjnym i budzi już po fakcie. Nawet dla
      takiego trzęsiportka jak ja. Znacznie bardziej nieprzyjemna była gastroskopia,
      czyli oglądanie przy pomocy chyba metrowej czarnej rury mojego przewodu
      pokarmowego od środka. To jedno z badań, które trzeba wykonać przed założeniem
      opaski i nie ma wyjścia, tak jak przed wizytą u dentysty, czy ginekologa. Mus,
      to mus. Zresztą, co bym zrobiła jeszcze, aby być szczupłą?

      Teraz po zaciśnięciu mogę tylko pić, tak jak po samej operacji. Żadnych stałych
      pokarmów, tylko płyny i papki. Chęć ruszania szczęką pozostała, może jestem
      nałogowym żarłokiem, kto to wie...

      W ramach umartwiania duszy, poszłam na tortury do sklepu. Chodziłam między
      regałami ze słodyczami, pączkami i ciastkami tylko patrząc łakomie i ...
      wąchając. To nic, że na razie nie mogę zjeść odrobiny pachnącego chleba czy
      kawałka jakiegoś smakowitego mięska- chociaż się napatrzyłam i nawąchałam do
      woli. Wyszłam prawie najedzona i zaspokojona.

      Chyba nie do końca umiem oddzielić chęci od możliwości, bo w domu jednak nie
      wytrzymałam- akurat na obiad były wątróbki drobiowe. Dałam radę zjeść jedną i za
      chwilę tak się zapchałam, że oczy wyszły mi z orbit. Zupełny korek, bunt i
      chadzanie własnymi ścieżkami w tym przypadku się nie opłaciły. Nie dość, że
      wątróbka to nie płyn, to przecież mam na kartce od doktora jak wół napisane:
      „Jeść ZAWSZE małymi kęsami, bardzo dokładnie żując przed połknięciem” a ja ją
      wciągnęłam prawie w całości.

      Późniejszy ból w okolicy żołądka minął dopiero po godzinnym wysiłku fizycznym
      podczas aerobicu.

      Okrągła
    • okragla 3 03.01.07, 09:10
      Na jesienną depresje seks, słońce i słodycze.

      Na jesienną depresję najlepsze jest słońce, seks i słodycze. Niekoniecznie w tej
      kolejności i dawkowane razem. Z braku możliwości poleżenia na egzotycznej plaży
      chodzę raz w tygodniu do solarium. Taka namiastka lata w pięć minut. Nie ja
      pierwsza i jedyna wpadłam na pomysł poprawy nastroju za pomocą słońca z żarówki.
      Oprócz tego wyraźnie poprawia mi się kolor skóry. W okresie jesiennym przewija
      się przez solarium wiele kobiet.

      Następny pocieszyciel, czyli słodycze, są dla mnie zakazanym owocem. Co
      ciekawsze, mam na nie o wiele większą ochotę, niż przed założeniem opaski.
      Doktor twierdzi, że to z powodu chudnięcia i tym samym obrony organizmu i spadku
      poziomu cukru we krwi. Nie wiem, co mi tam spada, a co rośnie, wiem, że mam
      ochotę na czekoladę! Nie mam silnej woli i przy okazji Barbórki skusiłam się na
      kawałek imieninowego ciasta. Potem przyszła senność, która często mi towarzyszy
      popołudniami. Po części, to wina mojego odchudzania, ale pewnie tez mglista i
      typowo jesienna aura ma tu swój wkład. Do spania tak jak i do słodkości nie mam
      silnej woli i często po pracy pozwalam sobie na lenistwo i krótką drzemkę.

      Z ostatnim z pocieszycieli jesiennych, seksem jest już bardziej skomplikowana
      sprawa. Zbędne kilogramy nie tylko źle wyglądają w dzień, ale stresują w nocy.
      Akrobacjom erotycznym tusza nie sprzyja, bo jak się skupić na doznaniach, kiedy
      w głowie kołaczą myśli typu:

      - czy jak tak leżę nie widać fałdek na brzuchu?

      - może lepiej zaprezentować się z tyłu?

      - ale wtedy nie będę wiedziała, na co się patrzy, zostaję na plecach...

      Coraz częściej udaje mi się kupić ładną bieliznę dla puszystych i nawet nie mam
      jej jak zaprezentować mężczyźnie, bo zwyczajnie się wstydzę swojej tuszy.
      Radość, jaką jest z przeżywania przyjemności z miłości fizycznej zasłania tusza.
      Muszę to zmienić, bo seks, mimo, że jest cichym tematem dwojga kochających się
      ludzi, jest bardzo ważnym elementem związku.

      Okrągła
    • okragla 4 03.01.07, 09:10
      Ciepłe łóżko długo trzyma

      Nadal mam ochotę na ruszanie szczęką, czyli mimo zaspokojenia głodu chce mi się
      coś zjeść. Opaska daje wczesne uczucie sytości, ale nie zwalcza nałogu, jakim
      jest jedzenie. To ciągła walka ze sobą, w każdej godzinie. Do tego ta ochota na
      słodkości i tłumaczenie, że to przez spadek cukru we krwi, kiedy sięgam pełna
      poczucia winy po kawałek czekolady. Myślałam, że opaska na żołądku rozwiąże
      problem podjadania wieczorem, kiedy pracuję przy komputerze. Jednak widzę, że to
      nie jest kwestia głodu i sytości a wyłącznie silnej woli. Chyba zacznę wcześniej
      chodzić spać, aby zlikwidować to nocne podjadanie.

      Podczas ostatnich zakupów stwierdziłam, że jak będę miała pustą lodówkę, to nie
      będzie pokusy i tym samym mniej zjem. Kupiłam więc tylko słoiczek z cielęcinką
      dla dzieci. Żadnych słodyczy, czy pieczywa. Znajoma pani przy kasie nabijając
      cenę popatrzyła bystro na mnie i stwierdziła z uroczym, wcale nie złośliwym
      uśmiechem:

      - Nie wiedziałam, że ma pani takie malutkie dziecko. Po puszystych nie widać, że
      są w ciąży. Takim to dobrze.

      Nie pierwszy raz moja tusza była przyczyna takiej pomyłki. Kilka razy w tramwaju
      ludzie ustępowali mi miejsca widząc mnie obok, myśląc że jestem w ciąży.
      Podobnie w sklepach najpierw oferowano mi ciążowe ogrodniczki. Z miejsca w
      tramwaju z premedytacją korzystam a ogrodniczek i tak nigdy nie lubiłam nosić.

      Szarówka i brak słońca za oknem trzymają mnie codziennie rano o wiele za długo w
      ciepłym i miękkim łóżku. Potem cały dzień chodzę taka jakaś niedospana i
      półprzytomna na oczach, z poczuciem winy, że nie umiem sobie poradzić z własnymi
      słabościami. Kolega, który zna mnie dobrze, nie przebierając w słowach
      stwierdził, że to nie jesień i pogoda tak na mnie działają. Tu potrzeba
      naturalnych słodyczy, czyli chłopa i seksu.

      Ciekawa teoria, może coś w niej i jest, w sumie to seks jest dobry na poprawę
      humorku. Wyzwalają się wtedy endorfiny, czyli hormony szczęścia. Mając na uwadze
      owe endorfiny, które pojawiają się też po wysiłku fizycznym, chodzę dwa razy w
      tygodniu na aerobic do klubu za rogiem.

      Seks zostawiam na deser. ;)


      Okrągła
    • okragla 5 03.01.07, 09:11
      Siedzę w domu i czekam na święta, trudne święta.

      Przed świętami zaszyłam się w domu jak chory i stary wilk. Wolę najtrudniejszy
      czas przetrwać w bezpiecznym miejscu. Nadal walczę z nałogiem jedzenia, nadal
      mam ochotę na coś słodkiego. Waga waha się raz w dół a raz do góry, z przewaga
      do góry. Po dwóch miesiącach od założenia opaski na żołądku stanęło na minus 12
      kg i wcale nie chce zejść niżej.

      W ubiegłym tygodniu byłam u lekarza na drugim dociśnięciu opaski- tylko 2,5 cm3
      ze względu na zbliżające się święta. Przy okazji dostało mi się za
      nieprzestrzeganie zaleceń i podjadanie słodkości. Wagą mam się nie przejmować,
      bo podobno za dużo schudłam w pierwszym miesiącu po operacji. Teraz organizm się
      broni i walczy z utratą masy ciała a ja się jak zwykle niepotrzebnie denerwuję.
      . Zupy nie są wskazane, tak samo jak i popijanie podczas posiłku.

      Po wizycie u lekarza znów jestem zakorkowana na jedzenie, ale teraz jest troszkę
      inaczej, przynajmniej nie boli, tylko jest nieprzyjemnie. Nawet po wypiciu łyka
      maślanki, bądź co bądź płynnego pokarmu, musze chwilę odczekać, zanim złapię
      oddech, dławię się mocno. O zjedzeniu czegoś stałego mogę sobie pomarzyć. Trudne
      to jest, kiedy na korytarzu unoszą się smakowite zapachy przygotowywanych przez
      sąsiadów świątecznych potraw. Najbardziej podobał mi się zapach pieczonego
      mięska na parterze. Pieczony makowiec snujący się na pierwszym piętrze też był
      niczego sobie. Bigos na drugim już tak średnio, bo nie lubię kwaśnej kapusty.

      W domu dla bezpieczeństwa mam pustą lodówkę. Nie pomagam też dziadkom w
      świątecznych przygotowaniach, bo nie dałabym chyba rady obojętnie przejść obok
      blach z pieczonym mięsiwem czy słodkimi ciastami, które przygotowuje moja Mama.
      Ciekawe jak sprostam tradycji rodzinnej i spróbuje wszystkich 12 potraw
      wigilijnych? Może sobie zmiksuję śledzia z cebulką, pieczonego karpia, resztę
      potraw zjem po okruszku. Nie wspominam o przesłodkiej kutii, bo po ostatniej
      wizycie u lekarza mam zupełny zakaz jedzenia słodkości.

      Siedzę w domu i czekam na święta. Będą to bardzo trudne święta, nie tylko z
      powodu opaski.

      Okrągła
    • okragla 6 03.01.07, 09:11
      Pierwsza Wigilia bez obżarstwa!

      Chyba jestem zadowolona z siebie. Po raz pierwszy nie wstawałam od wigilijnego
      stołu objedzona do samego gardła. Wprawdzie jadłam kolacje wigilijną około
      trzech godzin, ale patrząc na ilość zjedzonego pokarmu odniosłam sukces!

      Udało mi się zjeść:

      - trzy fasolki,

      - trzy malutkie uszka z kapustą i grzybami,

      - jednego pieroga,

      - pół dzwonka smażonego karpia (pyyyycha, ale mnóstwo kalorii),

      - dzwonek śledzia,

      - krążek cebulki,

      - dwie łyżki łazanek z makiem,

      - pół łyżki ziemniaków,

      - pół łyżeczki kutii,

      - łyżkę kapusty, tej od grzybów.
      To popiłam (wiem, wiem, nie wolno mi popijać w trakcie posiłku) barszczem,
      kompotem z suszu i wsio!

      Zatkało mnie najbardziej po ziemniakach, ale chwila medytacji i poszło.

      Okrągła
    • okragla 7 03.01.07, 09:12
      Schudłam po świętach 3 kg! Niewiarygodne!

      Schudłam po świętach aż 3 kg! To istny cud patrząc na moje dotychczasowe
      osiągnięcia poświąteczne w poprzednich 14 latach bycia grubasem. Jadłam mało, to
      fakt, ale ubytek trzech kilogramów od razu?

      Rodzice widząc mnie modlącą się godzinami nad talerzem dorzucali swoje pięć
      groszy typu "Nie jedz tyle, bo nie schudniesz!"," Nie za dużo jesz?!" Co zrobić,
      skoro zjedzenie czegokolwiek zajmuje mi trzy razy więcej czasu niż innym.

      Te uwagi bardzo mnie denerwują, podobnie jak głośne rady koleżanek w pracy:
      "Będąc na diecie jada się banany?! Może zamień je na jabłko czy marchewkę?",
      "Wcale nie widzę tych 12 kg mniej, ale ty pewnie sama najlepiej czujesz spadek
      wagi". Każda nawet najdrobniejsza uwaga jest przykra, bo oni wszyscy nie zdają
      sobie sprawy, ile kosztuje wyrzeczeń kilogram mniej na wadze. Bardzo potrzebne
      mi są słowa otuchy, jakiegoś wsparcia, prawie jak nałogowcom podczas terapii
      odwykowej.

      Wiem, że w większości mówią tak do mnie w trosce i z sympatią, ale potrafi to
      też zaboleć. Szczególnie wtedy, kiedy uparta waga stanęła w miejscu i ani myśli
      słuchać moich próśb.

      Teraz się ruszyła i była przyczyną dzikiego zwycięskiego tańca z samego rana. Od
      razu więcej we mnie chęci do odchudzania i walki z kilogramami. Pierwszy telefon
      do lekarza (chyba go kocham!), drugi do Rodziców (wolałabym, abyś szybciej
      chudła córeczko), kilka smsków do przyjaciółek (gratulacje, cieszę się razem z
      tobą).

      Z takiego stanu nie jest chyba do końca zadowolony mój syn. Musi się stołować
      poza domem, bo ja profilaktycznie nadal mam pustą lodówkę. Na słodycze tez jakoś
      przeszła mi chętka. Łykam chrom, którego wprawdzie skutkiem ubocznym jest ochota
      na coś innego(na seks- ale o tym nie powinnam pisać, bo gorszy to moją młodszą
      odmienną wersję), ale da się przeżyć.

      Mniej jeść, mniej myśleć o jedzeniu, aby nie kusiło, aby przetrwać, aby do dołu
      z wagą, aby do Nowego Roku 2007 wejść z optymizmem i otucha!

      Okrągła
      • azha Re: 7 04.01.07, 13:13
        Trzymaj się!!!!!! Jesteś dzielna i dobrze, że o tym piszesz - często nic o tym
        nie wiemy.
        Powodzenia!!
        • tygrysek27 a propos chudnięcia 04.01.07, 14:57
          nie jestem otyła ale na zime zauważyłam kilka kg więcej postanowiłam zatem
          przeciwdziałać
          wzięłam swoja przyjaciółkę która znacznie przytyła przez ostatnie pół roku i
          poszłysmy na aerobik
          po miesiącu u niej było widac spore efekty, miała dużo do zrzucenia, u mnie
          zniknęły boczne fałdki i brzuszek
          cały czas komplementowałam i dopingowałam ją a ona wciąz się cieszyła że
          wchodzi w mniejsze ubrania
          i super

          ale miałam jakis gorszy dzień i zaczęłam narzekac jaka to ja jest niefajna i
          gruba i ze bez sensu ten aerobik bo nie ma efektów ......bla bla takie gadanie
          zeby usłyszec zaprzeczenie: no co Ty mówisz!
          no i oczywiście milczenie, że nie powinnam sie tym przejmowac że nic sie nie
          zmieniło (?)
          czy ja sobie wymysliłam że mieszczę się w spodnie w które nie wchodziłam czy
          ona specjalnie tak mi powiedziała?
          potem zastanawiając się doszładm do wniosku że nigdy nie odpłacała się
          komplementami pławiąc się w moich
          kurde czemu ja taka głupia jestem, no błaha sprawa ale mi sie przykro zrobiło
    • czekam7 Re: Apetyt na linię, czyli .. 04.01.07, 15:46
      Gratuluję....
      Zatanawiam się tylko dlaczego dopuściłas się do takiego stanu? Czy wcześniej
      nie widziałaś, czy masz az tak słabą wolę?
      Pytam, bo ja od zeszłego roku przytyłam 15 kg (leczę się hormonalnie).
      Podejrzewam, że mogłam schudnąć choć trochę, ale łatweiej mi się było
      wytłumaczyć "tyję bo biorę hormony". Poza tym nie mam silnej woli. I tak się
      męczę, zamiast cos robić.
      Chętnie poszłabym z kimś na siłownię albo basen, ale wszystkie moje kolezanki
      albo w ciąży albo po porodzie....:(

      Powodzenia!
      • okragla Re: Apetyt na linię, czyli .. 09.01.07, 22:01
        czekam7 napisała:

        > Gratuluję....
        > Zatanawiam się tylko dlaczego dopuściłas się do takiego stanu? Czy wcześniej
        > nie widziałaś, czy masz az tak słabą wolę?

        Zawsze mialam slaba wole :( Przytylam po ciazy, jakies hormony mi dawali na
        podtrzymanie, pozniej byla zabawa w dom i gotowanie rodzinie obiadkow,
        stabilizacja i tak lecialo w gore z waga :(

        > Pytam, bo ja od zeszłego roku przytyłam 15 kg (leczę się hormonalnie).
        > Podejrzewam, że mogłam schudnąć choć trochę, ale łatweiej mi się było
        > wytłumaczyć "tyję bo biorę hormony". Poza tym nie mam silnej woli. I tak się
        > męczę, zamiast cos robić.

        O widzisz :)

        > Chętnie poszłabym z kimś na siłownię albo basen, ale wszystkie moje kolezanki
        > albo w ciąży albo po porodzie....:(
        >

        Teraz z perspektywy czasu widze, ze sama ciaza i kilogramy po niej byly do
        zgubienia, zabilo mnie pichcenie i zabawa w gospodynie ;)

        > Powodzenia!

        dzieki :)

        Okragla
        • deodyma Re: Apetyt na linię, czyli .. 21.06.07, 09:23
          jedna z moich kolezanek z pracy miala to samo. podczas ciazy nie przytyla duzo.
          nawet schudla 8 kg, ale juz po urodzeniu z 68 kg jej waga skoczyla do 96 kg. i
          to wlasnie przez pichcenie, czeste podjadanie i brak silnej woli. w koncu doszla
          do wniosku, ze dalej tak byc nie moze i zaczela sie odchudzac. schudla juz 24 kg
          i wazy obecnie 72 kg. zostaly jej wiec tylko 4 kg do zrzucenia.
          • okragla Re: Apetyt na linię, czyli .. 21.06.07, 09:27
            Witam :)

            No mi zostalo jeszcze z 25kg do zrzucenia. Juz za soba mam 32 kg :)
            • deodyma Re: Apetyt na linię, czyli .. 21.06.07, 10:25
              jak bedziesz konsekwentna i uparta, to napewno Ci sie uda. moja kolezanka
              walczyla rok czasu, zeby zrzucic te 24 kg. wiadomo, ze sporo tego, wiec nie da
              sie tak schudnac od razu.
              • okragla Re: Apetyt na linię, czyli .. 21.06.07, 16:32
                Witam

                Tu upartosc w moim przypadku malo ma do powiedzenia, opaska na zoladku to
                troszke inny rodzaj odchudzania. Opisalam go w poprzednich postach. I tam tez
                pisalam, ze nie chce schudnac od razu...
      • agnissa Re: Apetyt na linię, czyli .. 19.01.07, 18:35
        bo Twoja kolezanka to zwyczajna zazdrośnica jest i predzej sobie język
        odgryzie, niz skomplementuje osobę, której zazdrości czyli Ciebie
    • okragla 8 09.01.07, 21:59
      Noworoczne postanowienia

      W Nowy Rok, jak większość z nas, coś sobie obiecuję. Zazwyczaj pamiętam o tych
      postanowieniach kilka dni, potem odpływają w niepamięć celową lub nieświadomą.
      Teraz będę je miała spisane czarno na białym, więc będzie trudno się ich
      wyprzeć. Myślałam o nich kilka dni, zastanawiałam się, co jest dla mnie w tym
      roku priorytetem.

      Pierwszym postanowieniem jest skuteczne zgubienie około 30 kg. To nie wydaje się
      takie trudne patrząc na moje możliwości i ilości przyjmowanego pokarmu ostatnimi
      czasy. Doszło do tego, że podczas licznych imprez zbiorowych, czy wizyt u
      znajomych nic nie jem. Boję się reakcji mojego organizmu. Nie będę przecież
      każdemu obok tłumaczyć, czemu mi się odbija, czemu jem powolutku, czemu
      przeżuwam wszystko jak senna krowa na pastwisku. Po kawałku mięska mdli mnie i
      zbiera się na wymioty, a do tego wchodzi z oporami. Lepszym sposobem jest
      zadowalanie się potrawami płynnymi. Może tylko są one bardziej ryzykowne, bo
      zazwyczaj w płynie serwowane są napoje wyskokowe. Po lampce winka, której nie
      trzeba żuć pół godziny, tylko się w głowie kręci i mam dobry humorek. Niby same
      plusy a jednak minusem jest kac i ból głowy następnego dnia.

      Drugie postanowienie jest wczorajsze, po przypadkowym spojrzeniu w lustro-
      zlikwidować skawalone pierze z poduszek na udach i pupie!!! Zazwyczaj widziałam
      się w lustrze już ubrana, na chwilę przed wyjściem z domu. Żyłam więc w błogiej
      nieświadomości myśląc, że problem wielu kobiet omija mnie, urodzoną pod
      szczęśliwą gwiazdą szerokim łukiem. Następnego dnia z rana udałam się do apteki
      i drogerii, gdzie drogą kupna zaopatrzyłam się w kilka kremów, balsamów i maści
      o podobno rewelacyjnych właściwościach antycelulitowych. Kupiłam też drewniane
      narzędzie do masażu i szorstką rękawicę ze sznurka. Potraktowałam tym w
      odpowiedniej kolejności swoje ciało, co zaowocowało piekącą czerwoną skórą i
      zmęczonymi rękami. Muszę chyba do tego zatrudnić specjalistę.

      Trzecie postanowienie noworoczne, to solidniej ćwiczyć na aerobicu i zacząć
      chodzić na basen przynajmniej dwa razy w tygodniu. Wiem, że tortury na aerobicu
      są odkupieniem za te 15 lat jedzenia do woli, ale buntuję się na prawie każdych
      ćwiczeniach. Na basen będę chodziła z przyjaciółką i mam nadzieję, że inni nie
      potopią się z nadmiaru wody, kiedy do niego wejdę.
      Musze też sobie znaleźć jakąś nową przyjemność, bo jedzenie się skończyło.

      Okrągła
    • okragla 9 19.01.07, 02:11
      Chyba za szybko chce być laską

      Chyba za szybko chcę być laską, trochę moja psychika wyprzedza ciało. To pewnie
      jest jak z osobami starszymi wiekiem a młodymi duchem. Czuje się podobnie.
      Szkoda, że nie mamy większego wpływu na stan swojej fizyczności.

      Ostatnio mam fazę na dopasowane ubrania, które są deko za małe. Cieszy to, jak
      zauważam płeć przeciwną, łasą na widok uwięzionego biustu w obcisłej bluzce.
      Jeśli jest do tego duży dekolt, przyciąga on także wzrok kobiet. Lubię czasami
      pogorszyć, nie tylko wyglądem, ale i słowem. Lubię zakłopotanie i zmieszanie w
      oczach moich rozmówców. Niestety, większość moich znajomych się do mnie
      przyzwyczaiła. To, że jestem okrągła w jakiś sposób ogranicza moją odwagę. Taka
      naturalna bariera przed wyjściem przed szereg. Mimo, że wydaje się być krok z
      przodu, niekoniecznie jest to akceptowane przez ogół otoczenia. Mój krok do
      przodu, to według wielu krok w bok.

      Może to ciągła chęć sprawdzania wytrzymałości na mnie innych i sprawdzania
      siebie w różnych okolicznościach. Myślę, że wiąże się to z obniżoną samooceną.
      Może jak wrócę do dawnej wagi, wróci mi spokój i wyciszenie?

      Nie będę wtedy musiała się sprawdzać, pytać czy jestem ok?

      Okrągła
    • triskell Re: Apetyt na linię, czyli .. 19.01.07, 02:21
      Okrągła, dopiero teraz zauważyłam Twój wątek.

      Moja siostra ma opaskę od jakichś 5-6 lat. W ciągu kilku lat schudła do ok. 65
      kg (przy 174 cm wzrostu). W lipcu, ze względu na pewne problemy, musiała mieć
      wypuszczony płyn z opaski i od tamtej pory przytyła do ok. 85, ale ma niedługo
      mieć ten płyn ponownie uzupełniony.

      A teraz uwaga: przed operacją ważyła... 188 kg! Zwykłe wyjście z domu sprawiało
      jej trudność, nie mówiac już o np. zawiązaniu sznurowadeł. Teraz może normalnie
      żyć, jeździ na rowerze, chodzi na basen - dzięki opasce żyje jak normalny
      człowiek. :-)

      POWODZENIA!!!
      • okragla Re: Apetyt na linię, czyli .. 19.01.07, 02:29
        Witaj :)

        Ja mam od 3 miesiecy i juz polecialo 15 kg.
        Zaczynalam od wagi 140 kg... chcialabym tak do 70 zejsc.
        To ostatnia szansa ...
        • triskell Re: Apetyt na linię, czyli .. 19.01.07, 02:34
          Dasz radę. :-) Moja siostra też próbowała wcześniej wszystkich możliwych metod,
          ta miała być już ostatnia, na zasadzie "Jak to nie wyjdzie to po prostu się z
          tym pogodzę i nie będę próbowała walczyć". No i udało się. :-)

          Jak sobie radzisz ze skórą? Moja siostra musiała mieć operację usuwania nadmiaru
          skóry z brzucha, no ale ona ważyła więcej.
          • okragla Re: Apetyt na linię, czyli .. 19.01.07, 09:14
            Witam :)

            Na razie schudlam tylko 15 kilogramow, wiec az tak duzego proble,mu ze skora ni
            mam. Wprawdzie zauwazylam wiotczejaca na udach i problem celulitu, ale wcieram,
            masuje i robie wszystko, aby bylo ok :)
            Lekarz twierdzi, ze jesli bede chudla tak 4 kg na miesiac, nie powinnam miec
            problemow z nadmiarem skory :)
            Zreszta, to chyba indywidualan sprawa... :)
    • napoleo Re: Apetyt na linię, czyli .. 19.01.07, 10:03
      a kupowałaś biustonosze firmy VIKI?

      www.allegro.pl/search.php?string=viki&category=1454&category=530
      z tego co widzę mają b. duży wybór sporych rozmiarów.. myślę, że pojedyncze
      egzemplarze innych firm też się na Allegro znajdą.. aha, jest takie forum:
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=32203 - dziewczyny Ci doradzą, gdzie
      kupić ładny i wygodny stanik
      • okragla Re: Apetyt na linię, czyli .. 19.01.07, 10:07
        Witam :)

        Widzisz, teraz to chyba kupowac nic nie ebde, bo... chudne i jak zauwazylam
        biust tez.
        Przed samym zalozeniem opaski kupilam sobie kilka fajnych rzeczy, jeszcze w
        rozmiarze F i juz po nich widze, ze moga za jakis czas byc... za duze :)
        Tak jak koszula nocna, ktora kupilam sobie ostatnio z salonu wysylkowego-
        musialam ja doeslac, bo sie topilam w niej, co mnie bardzo cieszylo :)))

        Do tego jestem fanka firmy triumph- podoba mi sie ksztalt i rozstawienie ;)
        • napoleo Re: Apetyt na linię, czyli .. 19.01.07, 10:27
          ja też jestem fanem Triumpha - moja kobietka kupuje je najczęściej, a i wygląda
          w nich prześlicznie ;) są przyzwoicie uszyte: nic się nie pruje, można
          wielokrotnie prac i nie tracą kształtu ani nie płowieją, są po prostu solidne

          moja kobitka kupowała sobie biustonosze u tej babki:
          ssl.allegro.pl/show_user_auctions.php?uid=3216705 ponoć ma sporo i
          większych rozmiarów, także jak masz chęć - skontaktuj się z nią :)

          • napoleo Re: Apetyt na linię, czyli .. 19.01.07, 10:32
            a przede wszystkim życzę powodzenia i wytrwałości w walce ze zbędnymi
            kilogramami - na pewno uda Ci się ich pozbyć :)

            i polecam siłownię (budujesz masę mięśniową, a ta spala 3 razy tyle kalorii co
            tłuszczowa), myślę, że lepsza jest od aerobiku.. oczywiście przed siłownią
            niezbędna jest rozgrzewka - minimum 20 min na rowerku stacjonarnym albo
            stepperze (świetny na uda, pośladki i brzuszek)
            • okragla Re: Apetyt na linię, czyli .. 19.01.07, 18:18
              Witam :)

              Widzisz, jest problem, bo podobno urzadzenia w silowni, do ktorej chodze na
              aerobic sa z gorna granica wagowa, jest to 100kg. Jesli ktos ma powyzej, to nie
              mzoe na nich cwiczyc.. tak twierdzi wlascicielka klubu :> Musze wiec schudnac
              jeszcze 24 kg, aby moc wejsc na rowerek czy stepper.
      • kohol Re: Apetyt na linię, czyli .. 19.01.07, 11:04
        VIKI ma zaniżoną rozmiarówkę. Ich I to tak naprawdę E-F. Nie polecam.
    • kohol Re: Apetyt na linię, czyli .. 19.01.07, 11:05
      Okrągła, a nie myślałaś o założeniu bloga?
      • okragla Re: Apetyt na linię, czyli .. 19.01.07, 18:20
        Witaj :)

        Mam blog, na gazecie wlasnie :)
        Adres jest w stopce.
    • okragla 10 20.01.07, 09:59
      Dla kogo opaska?

      Znajomi, którzy wiedzą o moim odchudzaniu przy pomocy założonej na żołądek
      opaski dopytują się, gdzie i za ile można sobie coś takiego zafundować. W
      większości są to ludzie, którzy nie kwalifikują się do takiej operacji.
      Koleżanki z lekka nadwagą chcą ode mnie kontakt do mojego lekarza, bo chcą być
      atrakcyjniejsze dla swoich mężów i chłopaków.
      Niestety operacji założenia opaski na żołądek, czy innemu chirurgicznemu
      sposobowi leczenia otyłości, mogą się poddać osoby będące otyłe. Osoby, które
      mają BMI większe niż 35. BMI (Body Mass Index) jest wskaźnikiem, który obliczany
      jest przez porównanie wzrostu z masy ciała. Operacji mogą się również poddać
      osoby, które bezskutecznie odchudzały się innymi tradycyjnymi metodami oraz mają
      medyczne wskazania do przeprowadzenia takiej operacji (cukrzyca, stany zapalne
      stawów i kręgosłupa, nadciśnienie).

      Do chirurgicznego leczenia otyłości kwalifikują się osoby w wieku od 18 do 60
      roku życia.

      Odchudzanie za pomocą skalpela, to nie tylko opaska na żołądku. Lekarz decyduje,
      jaką metodę wybrać. Jedne są bardziej, inne mniej inwazyjne, odwracalne. Można
      zastosować ograniczenie przyjmowanych przez pacjenta pokarmów oraz zmniejszenie
      wchłaniania (absorpcji) wartości odżywczych ze spożytego jedzenia. Ograniczenie
      ilości jedzenia jest możliwe właśnie po założeniu opaski na żołądek i do tego ta
      metoda jest mało ingerująca w nasz organizm i zupełnie odwracalna.

      Tyle wytycznych od lekarza. Jeśli spełnione są te warunki, można się zapisać w
      kolejkę. Mnie się udało i po 3 tygodniowym oczekiwaniu już byłam podziurkowana i
      z opaską. W Polsce jest kilka ośrodków, które leczą otyłość za pomocą skalpela.
      Wybór zależy od bliskości zamieszkania oraz zasobności portfela. Operacje
      założenia opaski można więc przeprowadzić w Warszawie, Białymstoku, Zabrzu i
      Łodzi. Ceny wahają się od kilkunastu, do 1,5 tys. zł w Łodzi. W różnych
      szpitalach jest też inny czas oczekiwania.

      Operowana byłam w Łodzi i tam na zabieg czeka się średnio pół roku. Sporo
      informacji można znaleźć w internecie. Puszyści mają swoje fora i strony, na
      których wymieniają się radami i uwagami dotyczącymi odchudzania przy pomocy
      chirurga.

      Okrągła
    • okragla 11 28.01.07, 10:30
      Poznałam Kogoś...

      Ten świat nigdy nie przestanie mnie zastanawiać i zadziwiać swoją zawiłością a
      jednocześnie jakąś celowością. Poznałam dziś przypadkiem Kogoś bardzo
      interesującego. Przypadkiem zastanawiającym. Po 10 minutach rozmowy się
      umówiliśmy na randkę a po 3 godzinach już na niej byłam.

      Jak było? ;)))

      Świetnie!!!!

      Powinnam tu wstawić trzy kropki na domysły, ale co mi tam, podzielę się
      wrażeniami... przyjaciółka śpi, syn u dziadków, pies obrażony. Ów osobnik
      rodzaju męskiego jest młodszy ode mnie kilka lat. Zaleta, zawsze lubiłam pełnię
      siły i młodzieńczy zapał. Jest wysoki i ciemnowłosy i ma orzechowe ślepia, takie
      jakie najbardziej lubię. Ma świetne ciało, umięśnione i wysportowane. Do tego
      jest wykształcony, szarmancki i dobry w łóżku. Tak, poszliśmy do łóżka, wcale
      nie raz się.. ;) Czy do zalet mogę zaliczyć to, że podoba mu się moje miękkie
      puszyste ciało i widziałam akceptację w jego oczach?

      Kolejna zaleta, będzie prawdopodobnie przez najbliższe pół roku w delegacji w
      moim mieście, więc ech i mhmmm. Jest wolnego stanu, zaleta. Mam już dość
      namolnych żonatych panów, którzy liczą na seks, bo ja jestem przecież wolna.

      No i na koniec najlepsze! Tańczył w jednej z najbardziej znanych szkół tańca w
      Polsce.

      Same zalety, gdzie jest więc haczyk?

      Jak w każdej nowej znajomości na początku zwykle nie ma haczyków, zadr i cieni.
      Są za to różowe okulary i plany za górami i lasami...

      Trzymajcie kciuki za tę znajomość.

      Okrągła
    • okragla 12 02.02.07, 21:57
      Schudłam już 19 kg

      Powinno się cieszyć, a jest inaczej..

      Zima za oknem nie nastraja mnie optymistycznie, nigdy nie lubiłam tej pory roku.
      Zaczynam myśleć o cieple wakacji, rozglądac się za ofertami wyjazdów do gorących
      krajów. Do tego dochodzi praca i brak systematyczności w niektórych działaniach.
      Także tych związanych z odchudzaniem. Jem zdecydowanie mniej, niż przed
      założeniem opaski, waga spada, ubrania robią się luźniejsze, ale... czemu nie
      skaczę do góry?

      Jedzenie nie jest już przyjemnością a tylko koniecznością i walką ze swoimi
      flaczkami. One buntują się i chcą oddać prawie wszystko, co uda mi się
      przełknąć. Kiedyś świeżo zamarznięte białawe koleiny na chodniku kojarzyły mi
      się z lukrem na pączkach, teraz tylko z zimnym kolącym ręce lodem. Zapach
      kurczaka z rożna czy kebabu na rogu kusił i zmieniał kierunek mojej drogi. Teraz
      powoduje chyba tęsknotę. Tylko za czym?

      Nie znalazłam sobie jeszcze nowej przyjemności i jest tak jakoś nijako.

      Sobotnia wielka radośc zamieniła się w ciągu tygodnia w szarą rzeczywistość.
      Książę z bajki okazał sie tylko facetem. To jednak nie ten Ktoś, na kogo czekam :(

      Mam tez nauczkę, aby nie ufać, wierzyć w ładne oczy i szybkie niepełne znajomości.

      Okrągła
    • okragla 13 10.02.07, 00:18
      Gruba, to bezpieczna od facetów?

      Chyba wole być gruba, ale bezpieczna od płci przeciwnej.

      Ważąc te 140 kg nie liczyłam na czyjeś względy, wegetowałam sobie spokojnie za
      swoim sadełkiem i krągłościami. Kiedy kształty mi się poprawiają nabieram ochoty
      na emocjonalne plecy, na kogoś przy sobie. Tylko mam pecha, albo świat taki jest
      dziwny. Nie jestem już nastolatką a jak widać po stanie ducha, doświadczenie w
      tej materii mam do bani.

      Ostatnio poznany osobnik płci męskiej wydawał się być w porządku. Po sytuacji z
      szałową sobotą i ideałem w łóżku a paskudnym dniem codziennym, postanowiłam być
      ostrożniejsza. Nie zaczęłam znajomości od dupy strony a od tej
      inteligentniejszej, czyli od... oczu i typowych rozmów o życiu. Podobne
      upodobania, odpowiadający wygląd fizyczny, kultura i brak oznak internetowego
      zepsucia. Jako że karnawał zbliża się ku końcowi zaproponowałam wspólną imprezę.
      Przyjęte to zostało z dużym aplauzem. Jednak im bliżej jutrzejszego balu, tym
      słabszy kontakt z nowym znajomym.

      Czemu?

      Nie mam zielonego pojęcia.

      Ani nie nalegałam, ani nie zmieniłam swojego zachowania.

      Pewnikiem pójdę na bal sama, bo nie zrobię z gęby cholewy wobec znajomych. Teraz
      .. coś tam boli w środku. Ktoś się zaśmieje i powie: przecież to świeża
      znajomość, jak może bolec? Może. I narasta z tym bólem bunt. Wobec siebie,
      mężczyzn, zawiłości ludzkich zachowań.

      Żebym tylko jeszcze umiała wcielić w życie do końca swoje odżegnania i
      złorzeczenia na rasę męską. Na pierwszy ruch poszły martwe kontakty na gg.
      Oczywiście milczący nowy pan uleciał w nieznaną przestrzeń cyberkosmiczną wraz z
      kilkoma innymi osobami. Na drugi ogień kontakty z telefonu.

      Okno na świat, jakim jest komórka zamknięte do odwołania!

      Okrągła
    • okragla 14- Czy to powodzenie? 11.02.07, 13:36


      Wbrew stanowi ducha, jaki mam ostatnio, na sobotnim samotnym balu bawiłam się
      fajnie. Było na nim sporo osób, które znam ponad 25 lat, więc po jakimś czasie
      rozwiązały nam się wspominkowe języki.

      Jednemu z kolegów z dzieciństwa powiedziałam, że jako małolata się w nim
      podkochiwałam. Nie zareagował wprawdzie jakbym chciała, ale chyba dlatego, że
      miał żonę obok. Brak entuzjazmu odkupił później w żartach, kiedy nie chciałam z
      nim tańczyć. On tak chciał, że aż się pokłócił z moim partnerem tanecznym.

      Właśnie, taniec. To mój żywioł. Zawsze lubiłam pląsy na parkiecie, czy to solo,
      czy w duecie. Coś, co lubie tak mocno jak podróże, drapanie po plecach, ranne
      biedronki i seks.

      W młodości nie wyobrażałam sobie bez niego życia. Potem niestety zmieniły mi się
      priorytety. Ostatnio mam szczęście co tydzień być na tanecznych imprezach. Na
      ostatnim balu problem był, kiedy naraz dwóch chciało ze mną tańczyć. Chyba
      miałam powodzenie.

      Jeden z tancerzy nie szczędził mi komplementów, twierdząc, że tańczy mu się ze
      mną równie dobrze jak z żoną. Co chwilę wracał do tematu, chwaląc moją lekkość w
      tańcu. Dziwne mu się wydało, że skoro jestem przy tuszy, dobrze się mnie prowadzi.

      Inny dobijał się do mnie wtedy, kiedy akurat musiałam złapać troszkę oddechu.

      Od trzeciego za to dostałam bukiet kwiatów, wyjęty spontanicznie z wazonu na
      stole. Nie był to jakiś taki skromny, ale wielkie bukiecisko z żywych czerwonych
      tulipanów. W moim wieku, to rzadkość taki obrazek- przystojny facet wręczający
      szarmancko zielsko w obecności swojej dziewczyny i przyjaciół, obcej kobiecie.
      Oczywiście bukiet przyjechał ze mną do domku.

      Inny pan, tym razem młody przystojniaczek (młodszy o jakieś kilkanaście lat)
      robił mi cała noc, kiedy tylko znalazł się bliżej, lekkie aluzje i propozycje.
      Do tego okraszone komplementami. Ładny był jak obrazek, ale..

      Najciekawsze na koniec! Dobre słowa dostały mi się także od kilku kobiet, z
      którymi miałam przyjemność rozmawiać czy tańczyć w kółeczku.

      Ogólnie bawiłam się dobrze, tylko kilka razy przypomniała mi się boląca sytuacja
      ze świeżym znajomym, który miał być razem ze mną na tym balu.

      Czyżby przewrotny los chciał mi w jakiś sposób wynagrodzić łzy obojętności?

      Okrągła
    • asik37 Re: Apetyt na linię, czyli .. 23.02.07, 10:30
      Witaj Okrągła
      serdecznie Cie pozdrawim i zyczę wytrwałosci...i zdrowia...bo tak sie
      zastanawiam czy jesli tak niewiele jesz to czy nie ucierpi na tym własnie Twoje
      zdrowie, w ten sposob mozna chyba łatwo złapac anemie, niestety pozniej długo
      sie z niej wychodzi(przerabiałam na sobie) Uwazaj na siebie.
      Ja tez zawsze miałam problemy z wagą, nie tak duze jak Ty ale do lasek sie nie
      kwalifikowałam, wszystko zmieniło sie własnie po ciazy, okazało sie, ze moj
      synek to mega-alegik, zeby moc go karmic piersią przeszłam na długotrwała
      (prawie 2 lata) drakonską diete (zero nabiału w jakiejkolwiek postaci(a nabial
      jest we wszystkim słodycze, wedliny, sosy itd), malutko glutenu(pieczywo,
      makaronyitd), zero cytrusów, pomidorów, truskawek, malin...itd) jadłam kila
      produktów na okrągło...waga spadła, ze az miło ( z rozmiaru 46-48 na 38-40!!!)
      ale dosatałam gigantycznej anemii, potem ponad pol roku łykania zelaza,
      witamin,kroplówki...teraz jest OK, nie tyje (bo uwazam co i ile jem) zakupy
      ciuchow stały sie przyjemnoscią, ale uwazam na swoje zdrowie, walka z anemią
      była koszmarem. Ty tez uwazaj.Pozdrawiam i zycze wytrwałosci
    • okragla 15- Ubrania o rozmiary mniejsze 23.02.07, 17:36


      Kilka dni temu poszłam do pracy w spódnicy, która kupiłam równo rok temu. Kiecka
      jak kiecka, zapinana na guzik i zamek z granatowego jeansu. Wisiała mi na
      biodrach a w pasie mogłam wsadzić dwie ręce i jeszcze było trochę wolnego
      miejsca. Bałam się, że spadnie mi przez biodra, wiec podpięłam ją na czas drogi
      do pracy wielką agrafką. Spódnice ubrałam specjalnie, aby pokazać niedowiarkom,
      że schudłam. Nie spadła, ale co niektóre koleżanki stwierdziły, że wisi smętnie
      i nieładnie, trzeba ją więc schować na dno szafy. Z rozmiaru 54/56 zeszłam na
      50/52. O wiele za duży i tak, ale to już coś! Może uda mi się kiedyś ubrać coś w
      rozmiarze 40?

      Ostatnie pomiary na wadze okazują minus 21 kg. Zauważyłam, że spadek wagi
      związany jest z moim cyklem miesięcznym. W ciągu pierwszych dni cyklu widać jak
      cyferki maleją, potem dużo wolniej i z wahaniami do 2 kg. Jestem cztery miesiące
      po operacji założenia opaski na żołądku a już są efekty. To jest miłe.

      Z postanowień noworocznych czasami się wywiązuję. Na basenie nie byłam ani razu.
      Zawsze są jakieś ważniejsze czy to służbowe, czy to kobiece wykręty. Karnet
      kupiony na początku stycznia jest jeszcze ważny dwa tygodnie, może zdążę go
      zrealizować. Słabą mam wolę, oj słabiutką! Chudnąć jak widać chudnę, ale to
      dzieje się raczej bez udziału mojej woli. Dużo silnego samozaparcia wymagają
      masaże, które stosuję, aby skóra nie wiotczała. Kolczaste i zasysające
      urządzenia masujące sprawiają czasem nawet ból. Na aerobicu tez nie byłam z
      miesiąc i martwi mnie to. Końcówka karnawału na szczęście wiązała się z
      cotygodniowymi tańcami i szaleństwem na parkiecie, więc w temacie ćwiczeń się
      sama rozgrzeszyłam.

      Czuję, że ciało samo dopomina się ruchu, chce mi się chodzić, nie jeździć
      autobusem czy taksówką. Nie sprawia mi tak wielkiego wysiłku wejście na trzecie
      piętro, nie łapie mnie zadyszka a o dusznościach prawie zapomniałam. Pamiętam,
      jak w ostatnie wakacje podczas urlopu i zwiedzania pięknych miejsc szybko się
      męczyłam. Niektóre miejsca pominęłam, bo nie miałam siły do nich dojść, to była
      niemoc.

      Patrząc na moje ciało i te kilogramy mniej, to od razu przeliczam sobie na
      torebki z cukrem. Miałam na sobie więcej o 21 takich torebek, aż nie chce się
      wierzyć!

      Okrągła
      • kohol Re: 15- Ubrania o rozmiary mniejsze 23.02.07, 19:01
        Proszę Cię, nie prowadź tu na forum bloga.
        • okragla Re: 15- Ubrania o rozmiary mniejsze 23.02.07, 20:10
          Witam

          Aha, to juz wiem, czemu poprzedni wpis zostal skasowany.
          Czekam na wyjasnienie, dlaczego krotkie teksty opisujace walke z tusza lamia
          regulamin?
        • konstancja29 Re: 15- Ubrania o rozmiary mniejsze 23.02.07, 22:33
          Bardzo dziwi mnie ta nagła intrerwencja. Wątek okrągłej jest jednym z
          ciekawszych, mądrzejszych i poważniejszych jakie spotkałam na tym forum.
          Wyróżnia się na tle żałosnych , gó..arskich prowokacji i niektórych bezdennie
          głupich, powtarzających się wątków na poziomie Bravo Girl. Może to im warto się
          przyjrzeć?
    • madziuuunia Re: Apetyt na linię, czyli .. 23.02.07, 22:19
      KOHOL o co Ci chodzi??? Wg mnie to bardzo fajnie ze ta Pani chce opisac swoja
      walke z tuszą. Jest to bardzo intersujacy watek, ktory przedstawia nam jak
      wyglada prawdziwa meka. Moze zwroc uwage na te osoby ktore na tym forum czynia
      rozne bezsensowne prowokacje i zmaieszczaja naprawde glupie watki. Nie bede Ci
      ich przytaczac bo nei w tym rzecz. Prosze Cie daj spokoj z tym blogiem, jesli
      Pani chce pisac niech pisze, ja ją popeiram calym sercem i z przyjemnoscia
      czytam kazda notke. NIe popadajmy w paranoje i nie robmy z igly widly. Nikt
      nikogo nie obraza tym watkiem wiec przepisy nei sa lamane. bardzo prosze o
      wstrzymanie sie przed kasowaniem wypowiedzi autorki.
      • laher Re: Apetyt na linię, czyli .. 24.02.07, 01:38
        Watek jest ciekawy, i pisany w bardzo dobrym stylu. Niech zostanie.
    • okragla 16- Czy puszyści są lubiani? 26.02.07, 14:01
      Czy puszyści są lubiani?
      Podobno na ziemi żyje ponad miliard osób otyłych. Żyją, pracują, kochają się,
      ale czy są lubiani przez resztę społeczeństwa? To chyba zależy od kraju i
      miejsca, w jakim przyszło im spędzać swoje życie. Inaczej na grubasa patrzy się
      w Stanach, gdzie co druga osoba ma problem z nadwagą a inaczej we Francji, gdzie
      króluje kult szczupłej wysportowanej sylwetki.

      W Polsce zauważa się na ulicach osoby grube, zwraca się uwagę na wygląd. Otyłość
      kojarzy się wielu osobom ze słabością. Sama kilka razy doświadczyłam niemiłych
      sytuacji z powodu swojej tuszy. Najczęściej były to współczujące spojrzenia, lub
      wytykanie palcami przez małe dzieci, które jeszcze nie wiedzą, że nie wypada
      głośno wołać za grubasem” Babciu, ale gruba pani tam idzie!”

      Ostatnio zadziwił mnie fakt, że tak wielu panów poszukuje na partnerki właśnie
      puszystych i krągłych kobiet, jednak ich upodobania nie wydają mi się całkiem
      normalne. Dla nich szerokie biodra i duże piersi są atutem, nie wadą. Jednak
      mimo tego, jak są postrzegane osoby otyłe, najczęściej są one samotne.
      Puszystość, to jest pewna dysproporcja ciała, wada, zaburzenie wyglądu widoczne
      z daleka, nawet jak ma się złoty charakter. Jędzowate laski nie mają na sobie
      wypisane tego, że są złośliwe i wredne. Owszem, nie tylko wygląd jest ważny, ale
      w pierwszym etapie- poznania, liczy się tylko on. Co z tego ze osoba puszysta
      może być inteligentna, miła, wesoła jeżeli potencjalny partner się o tym nigdy
      nie dowie. Nie podejdzie i nie zagada do kobiety, która zwyczajnie jest dla
      niego nieatrakcyjna fizycznie.

      Atrakcyjny wygląd, to ponad 90 procent sukcesu. Także w pracy, bo pracodawcy
      wolą zatrudniać osoby wyglądające normalnie, przyjemniejsze dla oka. Szef myśli,
      że będzie ociężała, zaspana i wiecznie spocona. Poza tym grube osoby kojarzą się
      z niedbalstwem, widząc je myśli "Ja bym się tak nie utuczył".Wychodzi na to, że
      z zewnątrz nie lubimy grubasów, zyskują oni jednak przy bliższym poznaniu, jako
      powiernicy, przyjaciele i poduszki do zwierzeń.

      Niektórzy twierdzą, że grubaski są ciepłe i sympatyczne, takie do przytulania.
      Może coś w tym jest, bo inni znani mi puszyści emanują wkoło siebie
      przyciągającą energią. Pewnie i wśród grubasów są osoby wredne, jędzowate i
      niesympatyczne, ale ja na szczęście takich nie znam.


      Okragła
      • hamerykanka Re: 16- Czy puszyści są lubiani? 26.02.07, 20:43
        czytam Twoje posty od samego poczatku. Trzymaj sie, Okraglutka. Trzymam za
        Ciebie kciuki.
        • baba67 Re: 16- Czy puszyści są lubiani? 26.02.07, 21:03
          Swieta prawda-ja to Ciebie podziwiam, optymizm, pewnosc siebie, niespozytosc.
          gdybym miala jako mloda osoba wiecej niz 70 kilo to o zadnym zwiazku nie byloby
          mowy-po prostu uznalabym, ze facet tylko na d..e liczy, bo nikt normalny nie
          chcialby sie zwiazac z walkiem sadla.
          Panowal chorobliwy hiperkrytycyzm wobec swoich kilogramow, bo moja postawa nie
          wziela sie znikad. Minelo ponad 20 lat i mozna powiedziec,ze jest jeszcze gorzej.
          Wszedze w mediach panuje rozmiar minus 36.
          Osoby powyzej 42 rozmiaru sa postrzegane jako wieloryby z powaznym zagrozeniem
          zawalem(tutaj nawet jakas totalnie zobledzona domniemana kardiolozka sie
          produkowala).
          • okragla Re: 16- Czy puszyści są lubiani? 26.02.07, 23:19
            Witam :)

            No ja nie jestem juz taka mloda, jestem chwile przed 40- stka ;)
            Co do panow, ktorzy lubia obfite ksztalty, nigdy nie moglam ich zrozumiec. Nawet
            jako mlode dziewcze mialam spory biust i na kazde slowa o jego wielkosci sie
            zloscilam. Kilku chlopakow w ten sposob zarwalo w nos, jeden nawet mocno (co nie
            przeszkodzilo mu niedawno o tym sobie przypomnic, publicznie w towarzystwie;).
        • okragla Re: 16- Czy puszyści są lubiani? 27.02.07, 09:06
          Witam :)

          Dzieki wielkie za slwoa otuchy, pomagaja :)
      • mrs.solis Re: 16- Czy puszyści są lubiani? 26.02.07, 21:11
        W osobach otylych drazni mnie jedna tylko rzecz,brak szczerosci. Nie znosze jak
        osoba otyla proboje mi wmawiac,ze taka jest z powodu genow,i ze zadne diety na
        nia nie dzialaja chociaz probowala setki z nich. Dlaczego nie przyznaja sie do
        tego,ze sie poprostu obzeraja? Nie jestem chudzinka i lubie jedzenie,ale gdybym
        maiala zjesc calego kurczaka to wybacz ale chyba bym zwymiotowala.
        Czytajac o twoim problemie z apetytem na jedzenie nie wierze,ze bylas w stanie
        byc na diecie chociaz jeden dzien.
        Nikt nie jest doskonaly. Sama mam przykry nalog,ale nie zaslaniam sie
        sklonnosciami genetycznymi. Pale,bo lubie albo raczej,bo nie potrafie
        przestac,jestem za slaba i beznadziejna.Kazda moja proba konczyla sie porazka.
        Ja nie boje sie przyznac do swojej slabosci.
        Pozdrawiam i zycze powodzenia w walce ze slaboscia i brawo za szczerosc.
        • okragla Re: 16- Czy puszyści są lubiani? 26.02.07, 23:06
          mrs.solis napisała:

          > W osobach otylych drazni mnie jedna tylko rzecz,brak szczerosci. Nie znosze jak
          >
          > osoba otyla proboje mi wmawiac,ze taka jest z powodu genow,i ze zadne diety na
          > nia nie dzialaja chociaz probowala setki z nich. Dlaczego nie przyznaja sie do
          > tego,ze sie poprostu obzeraja? Nie jestem chudzinka i lubie jedzenie,ale gdybym
          >
          > maiala zjesc calego kurczaka to wybacz ale chyba bym zwymiotowala.

          Ja jadlam, ale to chyba bylo wlasnie nalogowe. Sprawialo mi przyjemnosc. Moze to
          byla jedna z moich ucieczek, przed... sama soba.. nie wiem tego. Pamietam swoje
          mysli, nie bylo przeciez to tak dawno temu, ze szkoda mi bylo marnowac to, co
          zostawalo na talerzu. Nie jestem osoba uboga, nigdy nie brakowalo w mojej
          rodzinie jedzenia, nie wiem, czmeu takie mialam mysli. caly kurczak z rozna, to
          jakies kilo mieska, bez chleba i dodatkow. Pojemny mialam zoladek ;)
          Bleeeeeee...



          > Czytajac o twoim problemie z apetytem na jedzenie nie wierze,ze bylas w stanie
          > byc na diecie chociaz jeden dzien.

          Bylam, jeden, ale przy udziale pigulek hamuajcych laknienie. Wtedy schudlam
          sporo, ale wrocilo po kilku miesiacach.
          Jedzenie, to nalog, osobom, ktore nie maja z tym problemu, trudno to zrozumiec :(
          To podobnie jak palaczom odstawic papierosy.

          > Nikt nie jest doskonaly. Sama mam przykry nalog,ale nie zaslaniam sie
          > sklonnosciami genetycznymi. Pale,bo lubie albo raczej,bo nie potrafie
          > przestac,jestem za slaba i beznadziejna.Kazda moja proba konczyla sie porazka.
          > Ja nie boje sie przyznac do swojej slabosci.

          Nie zaslaniam sie genami :) Napisalam na wstepie, ze jestem grubaska od 15 lat,
          przytylam po ciazy, po hormonach i niewlasciwym odzywianiu, od popuszczenia
          sobie w dziedzinie jedzenia... :)

          > Pozdrawiam i zycze powodzenia w walce ze slaboscia i brawo za szczerosc.

          Dziekuje :)
          Masz racje, to walka, ze swoja psychika nalogowca i osoby o niskiej samoocenie.
          To wiem, ale co z tego.
      • kochanica-francuza Re: 16- Czy puszyści są lubiani? 08.04.08, 21:41
        jak to, jędzowate nie mają???

        w oczkach widać!

        (choć niestety nie wszyscy widzą)

        ubrać się w coś, nie ubrać coś

        o żesz kurcze! powodzenia życzę!
    • okragla 17- Po co żyję? 04.03.07, 15:14
      Po co żyję?

      No i znów miałam osiemnaste urodziny, jak co roku.

      Co wydarzyło się przez ubiegły rok w moim życiu?

      W sprawach rodzinnych nic się nie zmieniło, nadal sama wychowuje nastoletniego
      syna. Z jego ojcem utrzymuje sporadyczne kontakty ściśle związane z życiem
      mojego dziecka. Kilka razy próbowałam się porozumieć, jednak to już inny
      człowiek. Czasami śni mi się jeszcze, ciepło i tak rodzinnie. Miałam w tym roku
      jakieś nagłe przebudzenia zainteresowanie płcią przeciwną, ale chyba wolę
      pozostawać na stopie bez zobowiązań. Ostudziłam zupełnie stosunki ze swoją
      jedyna siostra. Od wielu lat nie umiem się z nią dogadać a teraz także z jej
      budyniowatym mężem. Unikamy siebie, aby nie zaogniać niechęci. Dziwne to, bo z
      nikim innym nie mam problemów z komunikacją, czy kontaktami, tylko z moja
      siostrą. Dobrze układają się moje stosunki z rodzicami. Chyba nauczyłam się
      omijać w rozmowach drażliwe tematy a kiedy juz w nie wdepnę, to umiejętnie się z
      nich ewakuuję.

      Zdrowie dopisuje na szczęście, od pażdziernika walczę skutecznie ze swoim
      wielkim kompleksem, czyli otyłością. Podświadomie czuję, że będzie to walka wygrana.

      W sprawach zawodowych hossa. Wprawdzie cierpię na chronicznego lenia, aż do bólu
      czasami, ale staram się robić, co do mnie należy. Relatywnie pracuje dużo więcej
      niż w poprzednich latach, więc w sprawach finansowych jest dobrze. W wakacje
      wyjechaliśmy z synem i znajomymi na miesięczna wyprawę po USA a na tegoroczne
      święta wielkanocne wybieramy się do Kenii.

      Podróże to moja pasja. Uwielbiam je planować, wynajdywać ciekawe miejsca, które
      potem na własne oczy zobaczę. Staram się wyjechać przynajmniej raz w roku do
      ciepłych krajów, aby naładować akumulatory i zmienić klimat. Każde nadwyżkowe
      pieniądze idą mi na poznawanie świata a i tak mam wrażenie, że zabraknie mi
      życia, aby zobaczyć te wszystkie cudne miejsca znane mi z książek, filmów i
      opowiadań. Znajomi często zazdroszczą mi tych wyjazdów, lekkiego sposobu
      podejścia do doczesnych dóbr materialnych. Wychodzę z założenia, że nie sprawi
      mi tyle przyjemności nowe okno, zmywarka czy auto, co przeżycia i emocje
      związane z poznawaniem innego życia, zapachami odległych światów, czy
      zestawieniu moich wyobrażeń z rzeczywistością. Realizuję swoje marzenia o
      odległych krainach jakie wyniosłam z dzieciństwa.

      Licząc lata, które mogę jeszcze spędzić na podróżach, zastanawiam się nad sensem
      życia. Po co żyję?

      Po to, aby zapewnić start mojemu synowi?

      Aby moja praca została dla potomnych?

      Żeby ktoś mnie pamiętał?

      Żeby wypełnić sobą jakąś lukę w składance codzienności?

      Czy może po to, by sprawiać komuś przyjemność?

      Chyba jestem zdrową egoistką, bo chciałabym jak najwięcej skorzystać z danego mi
      czasu. Liczy się to, co czuję, co mnie cieszy, smuci, czego się nauczę. Pewnie
      taka jestem, bo nie chodzę głodna i żyję na jakimś poziomie.

      Tak do końca nie wiem, po co żyję.

      Okragła
Inne wątki na temat:
Pełna wersja