Dodaj do ulubionych

do czego potrzebny jest wam ten slub?

03.01.07, 16:31
Przeczytałem wątek o ślubie (a raczej o braku chęci do ślubu) i nie rozumiem
nastawienia kobiet. Do czego potrzebny jest ślub? Nie lepiej żyć sobie
normalnie, a jak się sobą nawzajem znudzimy to się kulturalnie rozchodzimy,
bez sądów, bez rozwodów, bez podziału majątku itd...? Czy to nie jest lepsze
rozwiązanie, zwłaszcza w sytuacji gdy nie ma dzieci? Co to daje, później tylko
niepotrzebne nerwy! Jak ktoś ma odejść to i tak odejdzie!
Obserwuj wątek
    • bri Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 16:48
      Ja się nie mam zamiaru rozchodzić i ślub mi jest potrzebny, żeby właśnie
      uniknąć problemów formalnych w wypadku choroby czy śmierci, któregoś z nas;
      przy kupowaniu mieszkań itd. Poza tym mój mąż mi się oświadczył z własnej
      inicjatywy, uważam, że to było bardzo miłe i poczułam się znacznie bezpieczniej
      jako jego formalna żona. Może to i złudne ale myślę, że efekt psychologiczny
      miało dla nas obojga a już na pewno dla naszych rodzin, które uznały nasz
      związek za poważny i ostateczny.
        • zamyslona4 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 17:46
          a gdziez to ona napisala iz mysli ze jej nie zdradzi? to twoj post jest naiwny
          i infantylny, skoro nie rozumiesz prostej rzeczy jaki napisala- kwestie
          formalne w przypadku choroby jednego z partnerow.
          wspolczuje doswiadczen- lub jego braku- jesli zwiazek kojarzy ci sie tylko ze
          zdrada
              • flash3r Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 00:59
                Jeżeli jedynym powodem zawarcia małżeństwa jest dla kogoś hipoteka czy
                dziedziczenie majątku to żal mi takich osób.

                Pytanie do jednej z poprzedniczek - co byś zrobiła jakby małżeństwo nie
                gwarantowało przywilejów prawnych? Nadal wyszłabyś za tego człowieka?

                Oczywiście odpowiesz "tak, mimo wszystko bym wyszło bo go kocham itp itd". Ale w
                tym świetle twój argument o wspólnym domu, wspólnych rzeczach i dziedziczeniu
                jako czynnikach determinujących zawarcie małżeństwa jest bezsensowny.


                W całej sprawie nie chodzi o to czy małżeństwo jest dobre czy złe, praktyczne
                czy zbędne - to jest kwestia wyboru obu stron w związku.

                No właśnie "WYBORU" - to słowo w naszej kulturze i prawie cywilnym jakoś
                niewiele znaczy. Oczywiście kobieta w ciąży może sama wychowywać dziecko,
                ale wtedy w sporej części grup społecznych zostanie uznana za puszczalską (
                "dawała to teraz ma"). Więc sorry ale o ile ślub nie był planowany od
                przynajmniej roku a dziecko pojawiło się przypadkiem, trudno nazwać takie
                zawarcie takiego związku nieprzymuszonym. To tylko jeden z przykładów. Są
                jeszcze inne : "bo nie wypada", "bo zostaniesz starą panną", "bo już czas", "co
                ludzie powiedzą".
                Wracając do spraw prawnych to jakoś nikt żaden rząd nie chce się podjąć
                ustalenia choćby podstawowych praw dla takich par. Czemu? Bo od razu kojarzy się
                to z legalizacją związków, a później małżeństw homoseksualnych.

                Nie zgadzam się też z tym, że w zwiazku partnerskim można w każdej chwili
                trzasnąć drzwiami i wyjść tylko dlatego że nie ma papierkowej roboty sądów itd.

                I nie mówię tego ze swojego (męskiego) punktu widzenia, bo wybór powinna mieć w
                równym stopniu kobieta. Z resztą to staram się podkreślać od początku - decyzja
                o zawarciu małżeństwa powiina być podjęta tylko przez konkretną parę, nie przez
                użędnika, który póżniej odmówi nam prawa do majątku, nie przez świętoszkowatą
                rodzinę,
                dla której wymuszena przysięga jest mniejszym grzechem niż nieślubne dziecko,
                nie księdza który bez ślubu nie dopuści dziecka do komunii ( I BĘDZIE WSTYD !) i
                państwa dla którego związek bez ślubu to gorszy rodzaj miłości.
                    • sanjose slub zaspokaja im potrzebe "ceremonialnosci" 04.01.07, 09:31
                      dokladnie tak, zabraklo jej chyba argumentow

                      a slub jest w tym naszym klerykalnym kraju niezmiennie zwiazany z Tradycja,
                      Kultura i Innymi Pie..mi, bo - podpisuje sie pod przedmowcami - "tak
                      wypada", "juz czas", itd.. i nikt mnie nie przekona, ze bierze slub np. ze
                      wzgledu na sprawy urzedowe, nie z takimi problemami mozna sobie poradzic
                      slub najczesciej niestety bierze sie "dla rodziny" i "dla efektu bialej
                      sukienki"

                      zwiazek istnieje i trwa tylko dlatego, ze para najpierw sie zakochuje, pozniej
                      kocha, a pozniej potrafi pracowac nad kopmromisami w przypadku kryzysow, a nie
                      dlatego, ze ma papier

                      mam 34 lata, partnera od lat 9, pare smutnych momentów za nami, chociaz dobrych
                      nie brakowalo i nie brakuje, ale na ZADNE sluby ochoty najmniejszej nie mamy

                      M., kobieta majaca odwage zyc po swojemu ;)
                      • paola_23 Re: slub zaspokaja im potrzebe "ceremonialnosci" 04.01.07, 11:28
                        Piszesz tak o ślubach, bo sama nie jesteś żoną. Ja nią jestem i miałam ślub.
                        skromny ale dla mnie był to najcudowniejszy dzień w moim życiu. znam mojego męża
                        od ponad 7 lat a od 5 byliśmy zaręczeni. Konkretne myśli o ślubie powstały z 1,5
                        roku przed finałem. Nie jestem w ciąży, ani niekt mnie nie zmuszał do ślubu, my
                        po prostu sami tego potrzebowaliśmy i szczerze jesteśmy już prawie pół roku
                        małżeństwem i od tego momentu jest nam lepiej. zbliżyliśmy się do siebie,
                        bardziej się rozumiemy i kochamy, a drobne kłótnie które były przed ślubem teraz
                        straciły już sens i wydają się śmieszne z prerspektywy czasu...
                        Wiesz mi, że takich par jest więcej i biorą oni ślub z miłości a nie po to by po
                        sobie dziedziczyć, bo akurat w naszym przypadku to nie ma co akurat, ale o tym
                        nawet przez sekunde nie myślałam. Małżeństwo to coś cidownego i polecam każdemu,
                        kto oczywiście szczerze kocha i jest pewien swoich uczuć.
                      • fikus28 Re: slub zaspokaja im potrzebe "ceremonialnosci" 04.01.07, 11:34
                        Zgadzam się z przedmówcami w całej rozciągłości. Ja mam za sobą taki związek,
                        mojemu partnerowi wcale nie spieszyło się do oświadczyn i gdyby nie naciski
                        rodzin z obu stron pod tytułem " wpędzasz dziewczynę w lata" (miałam 24) "długo
                        tak będzieciesię prowadzać?" i " nie zamieszkacie razem bez ślubu" itd.
                        najprawdopodobniej by do oświadczyn wogóle nie doszło. Ja byłam bardzo
                        zakochana i szczęsliwa, a jak wiadomo miłość bywa ślepą. Tuż przed ślubem pan
                        pokazał swoją prawdziwą naturę, a ja w przypływie jakiegoś olśnienia
                        postanowiłam zerwać zaręczyny i odwołac całą imprezę, ale usłyszałam od
                        mamusi " Nie ma mowy, wszystko już zamówione i zorganizowane, goście
                        zaproszeni. Trzeba być odpowiedzialną!!" No to byłam. Spędziłam 5 lat w związku
                        z niezrównoważonym i niedojżałym człowiekiem który stał się później
                        alkoholokiem. Była zdrada, przemoc, terror i alkohol. A ja trwałam, bo
                        przecież nie wolno się skarżyć, bo tak trzeba, bo co ludzie powiedzą, bo ślub
                        kościelny, bo odpowiedzialność itd. Aż w końcu przebrała się miarka i
                        przeporowadziłam rozwód. I jestem z siebie dumna. Mimo że połowa moich
                        znajomych się ode mnie odwróciła, że większość nie może zrozumieć dlaczego ja
                        się rozwiodłam, że uważają że ludzie zbyt pochopnie się rozwodzą po to jest
                        odpowiedzialność przecież, że czasem bywa źle i tak dalej. I szczerze powiem że
                        mdli mnie jak czegoś takiego słucham, bo potem jak wydaży się jakaś tragedja w
                        sensie " bo zupa była za słona" to słucham tekstów pod tytułem "nie rozumiem
                        jak te kobiety mogą z nimi być, czemu tego nie zakończą?" i mam ochotę
                        odpowiedziec "przez takichkonserwatywno-pruderyjnych ludzi jak wy". Nie mam nic
                        przeciwko ślubo ani instytucji małżeństwa ale uważam że na taki krok powinni
                        decydowac się ludzie którzy są mna 100% pewni że tego chcą i że robią to tylko
                        i wyłącznie z własnej nie przymuszonej woli. Pozdrawiam wszystkich.
                        • paola_23 Re: slub zaspokaja im potrzebe "ceremonialnosci" 04.01.07, 12:10
                          Współczuję Ci, ale masz takie a nie inne zdanie, bo sama należysz do grona osób
                          dla których ślub okazał się porażką. Sparzyłaś się i to mocno, dlatego też tak
                          myślisz. Popełniłaś błąd, bo wogóle nie powinnaś słuchać głupich tekstów twojej
                          rodziny, bo zniszczyły ci one życie. Ja wiem, że nigdy bym tak nie postąpiła,
                          ale rozumiem w jakiej ty byłaś sytuacji...
                          Ja jestem szczęśliwą mężatką i brałam ślub z miłości, a nie z innego powodu!
                          Naprawdę współczuję Ci z całego serca i mam nadzieję, że ułożysz sobie życie,
                          albo może już ułożyłaś, całkowicie po swojemu, bez "pomocy" rodzinki! Życzę Ci
                          powodzenia i dużo miłości!!!
                          • sanjose Re: slub zaspokaja im potrzebe "ceremonialnosci" 04.01.07, 12:57
                            do paola.23:

                            to swietnie, ze wzieliscie slub wylacznie dla siebie samych, oby wiecej takich
                            par

                            poniewaz jednak to co mowisz brzmi nieco jak "majowy zakochany skowronek na
                            pelnej slonca lace", mam wrazenie, ze jestes sporo mlodsza ode mnie osoba, wiec
                            z kwestiami typu "drobne kłótnie które były przed ślubem teraz straciły już
                            sens i wydają się śmieszne z prerspektywy czasu" troche poczekaj, zrozumiesz,
                            ze to zwiazane jest z glebokoscia zwiazku i stazem wspolnych lat, a nie ze
                            slubem

                            pozdrawiam

                            M.
                            • paola_23 Re: slub zaspokaja im potrzebe "ceremonialnosci" 04.01.07, 13:13
                              Może jestem młoda, bo mam dopiero 25 lat, ale myślę że przeszłam trochę w swoim
                              ponad 7 letnim związku. Mieliśmy wzloty i upadki, byliśmy poddawani wielu
                              próbom, np. gdy trafiłam do szpitala i było ze mną ciężko, gdy mój mąż miał
                              operację itd. Do tego przez lata musieliśmy walczyć z innymi, bo nikt nie
                              rozumiał naszego uczucia gdyż mój mąż jest ode mnie 11 lat starszy. Od niego
                              nauczyłam się dojrzałości i wiem, że bez niego życie nie ma sensu. Jest on dla
                              mnie nie tylko mężem ale też i najlepszym i jedynym przyjacielem.
                              Możesz tego nie rozumieć i nie wierzyć mi, ale ogólnie jestem realiską bardziej
                              skierowaną ku pesymizmowi, ale w tej kwestii pozostanę jednak nieugięta!
                              Pozdrawiam i życzę powodzenia!
                      • jo_anka Re: slub zaspokaja im potrzebe "ceremonialnosci" 04.01.07, 15:20
                        I strasznie się cieszę, że masz odwagę żyć po swojemu - pozwól innym na to
                        samo, przecież to takie proste.. Niech biorą ślub Ci, którzy chcą, a nie biorą
                        Ci, którzy nie chcą.. i co komu do tego, jakie były ich motywy? Kompletnie nie
                        rozumiem tej dyskusji..
                        • rybi80 Re: slub zaspokaja im potrzebe "ceremonialnosci" 04.01.07, 16:03
                          Jestem szczęśliwą mężatką.
                          Do ślubu nikt nas nie zmuszał,nie zaliczyliśmy też żadnej "wpadki".

                          Zanim poznałam mojego męża nie byłam przekonana do instytucji malżeństwa -za
                          dużo widziałam zdrad,rozwodow,trwania ze sobą tylko dla dobra dzieci,znam też
                          przygnębiające statystyki,które mówią o ilosci rozwodów....nie miałam też
                          potrzeby "pokazania się w białej sukience".

                          Zdaję sobie sprawę,ze ślub niczego nie gwarantuje na 100%,jeśli ktoś ma zamiar
                          zdradzać,oszukiwać itp. to obrączka na palcu go nie powstrzyma.

                          Moim zdaniem nie powinno się brać ślubu gdy ma się poważne wątpliwości bo ślub
                          nie rozwiąże problemów które były przed ślubem. Jeśli jednak obie strony maja
                          pewnosc,ze to jest człowiek z którym chcemy spędzić resztę życia to dlaczego
                          nie zdecydować się na małżeństwo?Oczywiście przymusu nie ma.Znam też pary,ktore
                          sa ze sobą "bez papierka" i nie są wcale mniej szczęśliwe.

                          Może zabrzmi to dla Was naiwnie,ale naprawde fajny jest moment kiedy Twój
                          ukochany mówi,ze Cię kocha i chce z Tobą spędzić resztę życia - "na dobre i na
                          złe".W tym przypadku "złe" nie usprawiedliwia dla mnie bycia z kims kto Cię nie
                          szanuje i poniża ,ale np. chwile kiedy ludzie się kłócą- kiedy jest Twoim
                          mężem 2 razy zastanowisz się czy spakować swoje rzeczy i jechać do przyjaciółki
                          (to samo w przypadku flirtu czy potencjalnej zdrady).
                          I nie zgadzam się,ze po slubie jest się z sobą tylko z poczucia obowiązku.
                          Jestem z moim mężem bo jeszcze z nikim nie byłam taka szczęsliwa,a nie
                          dlatego,ze podpisałam "papierek",ale naprawde miły jest świadomość,że
                          wybraliśmy siebie,ze przedstawia mnie "moja zona".Najważniejsze,ze się
                          kochamy.I tylko od nas zależy czy nie zepsujemy tego co jest między
                          nami...Wszystkim Wam życze dużo miłości w Nowym Roku.
                          P.S.I to nie ja nalegałam na ślub,to mój mąż "chciał mnie usidlić"-jak sam mówi
                          w żartach:-)

                        • silic Re: slub zaspokaja im potrzebe "ceremonialnosci" 04.01.07, 20:48
                          Poczytaj wypowiedzi osób optujacych za ślubem - jak wyrażają się o tych , którzy
                          tego nie chcą ( nie wszyscy oczywiście). Wątek o kolegi, którego dziewczyna chce
                          ślubu. Tam się naczytasz...Było o "gorszym rodzaju człowieka" i wielu innych
                          sprawach. Stąd ta dyskusja.
                • aleksandrat Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 09:40
                  Może powiem dlaczego ja-my zdecydowalismy sie na ślub...nie miał tu znaczenia
                  fakt oświadczyn,który wg niektórych musi zakonczyc sie slubem, majątek,
                  łatwiejsze kredyty czy plotki sąsiadów czy rodziny (mają tyle lat a zyją bez
                  związku itp.) Jestem osoba wierzącą i wyznanie miłości ... przed Bogiem były
                  dla mnie ogromnie ważne...może to banalne . Poza tym ZAZNACZĘ,że oboje a nie
                  tylko ja-kobieta czujemy że zrobiliśmy krok do przodu-zdecydowaliśmy sie na to
                  wierząc ,że nasza miłośc, szacunek , zrozumienie są na tyle silne, że nie
                  musimy zakładać ,że za kilka lat po prostu sie rozstaniemy i po co to wszystko-
                  na dzień dzisiejszy bardzo się kochamy i nie zakładamy żadnych rozstań- co nie
                  wyklucza wcześniejszego postu, że ślub nie gwarantuje ,że zwiazek będzie trwał
                  do końca naszych dni-to zależy od nas-tylko albo aż!
                • moschie Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 10:04
                  Na slowo slub przechodza mnie ciarki...Koscielny czy cywilny wszystko jedno. Na
                  sama mysl chce krzyczec. Nie wspomne juz o weselu... Biala suknia z welonem,
                  rodzina popijajaca wodke weselna do biesiadnych melodii, chleb i sol... czy
                  nawet wersja mniej tradycyjna przy kwartecie smyczkowym i wykwintnych
                  potrawach... Chetnie sie wybiore, ale wlasnego chyba nie bylabym w stanie przezyc.

                  Moim zdaniem kiedy sie angazujemy w zwiazek to w ktoryms momencie i bez ceremoni
                  zaslubin stajemy sie malzenstwem. Jak ja to rozumiem? Ukochana osoba staje sie
                  dla nas rownie wazna jak wlasna rodzina, a w pewnym sensie nawet wazniejsza.
                  Wydaje mi sie, ze jesli dwoje ludzi jest juz tak gleboko zwiazanych to oficjalne
                  zawarcie malzenstwa ze wzgledow na prawo jakie mamy w tym kraju nie jest niczym
                  zlym.

                  Wiadomo rozne sa sytuacje w zyciu, czasem trzeba sie rozstac, ale dziwi mnie
                  przekonanie "jesli sie soba znudzimy to bez slubu latwiej sie bedzie rozejsc". Z
                  takim podejsciem nie powinno sie brac nawet psa. Bo jesli mi sie znudzi to go
                  wyrzuce i wezme innego?

                  I nie przesadzajmy zwolennicy slubow tez wiedza co to zdrada i ze zaden papier
                  przed nia nie uchroni.

                • bri Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 12:33
                  Gdyby małżeństwo nie gwarantowało przywilejów prawnych i nie nakładalo
                  obowiązków nie byłoby małżeństwem ;) I wtedy nie wiem czy byśmy wzięli ślub. W
                  każdym razie na pewno nikogo bym nigdy do ślubu nie zmuszała. Mąż mi się
                  oświadczył - to było dla mnie najbardziej istotne. Nie bał się powiedzieć na
                  głos i przy ludziach, że chce ze mną spędzić całe życie. Czy to takie dziwne,
                  że taka jasna deklaracja jest istotna? Kurczę skoro nie chcesz brać z kimś
                  ślubu żeby sobie oszczędzić formalności w razie czego to jak np. możesz
                  zdecydować się na dziecko skoro z nim związane jest znacznie więcej obowiązków
                  i praw, których nie pozbędziesz się chyba, że sąd Cię ich pozbawi. Kurczę, jak
                  się ma dziecko to dopiero jest trudno odwrócić się na pięcie i odejść.
                  Małżeństwo wobec wspólnego potomstwa to betka. Przypuszczam, że w pewnym sensie
                  małżeństwo dla osób, które go chcą znaczy jednocześniej i mniej i więcej niż
                  dla osób, które go nie chcą. A, w moim przypadku nie była to potrzeba
                  ceremonialności - wzięliśmy tylko cywilny, który jest mało ceremonialny.
                • ona115 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 12:51
                  Ślub niczego nie gwarantuje, ale daje podstawy do bycia pewnym dnia następnego.
                  Kiedy miedzy partnerami dochodzi do konfliktu, a narastające kłopoty wprowadzają
                  mętlik i napięcia często najłatwiej podkulić ogon i zwinąć żagle - nie mówię tu
                  tylko o mężczyznach - kobiety równie często uciekają..Związek małżeński sprawia,
                  że przed rozstaniem porównuje się wszystkie za i przeciw.Gdyby wszystko było
                  takie łatwe, proste i przyjemne najprawdopodobniej w ogóle nie szukalibyśmy tej
                  drugiej połówki, bo po co.Problem w tym, że nasze zachowania przypominałyby
                  zachowania zwierząt - łączyłaby nas chęć podtrzymania gatunku - na moment. Ale
                  życie nie na tym polega...nie zawsze robimy to na co mamy ochotę. Szukanie
                  kompromisów uczy współżycia z ludźmi (nie tylko z partnerem). Ślub faktycznie
                  nie gwarantuje wierności i miłości po grób, ale więzy sprawiają, że wspólne
                  rozwiązywanie problemów przyczynia się to tego, że związek staje się trwalszy -
                  jeśli w porę je rozwiązujemy. Życie na kocią łapę jest złudnie łatwiejsze, bo
                  można odejść kiedy się chce, ale czy na pewno chcielibyście za każdym razem
                  zaczynać od nowa...? Każdy ma wady i nie jest doskonały...i to normalne, że po
                  np.3 latach ktoś nam się bardziej lub mniej "nudzi", ale właśnie dalsza "walka"
                  o bycie razem daje podstawy do szczęścia - jeśli w końcu się je osiągnie. Taką
                  gwarancję może dać tylko ślub, gwarancję stałości i wolę walki, a nie ucieczki.
                  Pozdrawiam wszystkie pary - te które są ze sobą i te które się rozstały - jak ja
                  wczoraj :-( Nie było u nas żadnej trzeciej strony, przez którą stało się tak, a
                  nie inaczej - nadal się kochamy - przynajmniej ja kocham i mimo, że to była moja
                  decyzja liczę na powrót, bo ten facet to miłość mojego życia. Wiem tylko jedno,
                  że gdybyśmy byli małżeństwem nie doszłoby do rozłąki, a tak niestety się stało i
                  nie jest to niczyja wina. Podkreślam, że byliśmy zaręczeni i właśnie różnica
                  między pierścionkiem zaręczynowym, a obrączką jest taka, że ten pierwszy daje
                  możliwość refleksji (a zawsze są) i wtedy wątpliwości i lęki mogą wziąć górę.
                  Kocham Cię Piotrusiu - mam nadzieję, że nam się ułoży - może razem, może osobno,
                  ale zawsze będziesz moją miłością :) Pozdrawiam wszystkiech zackochanych i życzę
                  Wam szczęścia.
                  • sol_bianca Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 05.01.07, 10:13
                    > życie nie na tym polega...nie zawsze robimy to na co mamy ochotę. Szukanie
                    > kompromisów uczy współżycia z ludźmi (nie tylko z partnerem). Ślub faktycznie
                    > nie gwarantuje wierności i miłości po grób, ale więzy sprawiają, że wspólne
                    > rozwiązywanie problemów przyczynia się to tego, że związek staje się trwalszy -
                    > jeśli w porę je rozwiązujemy. Życie na kocią łapę jest złudnie łatwiejsze, bo
                    > można odejść kiedy się chce, ale czy na pewno chcielibyście za każdym razem
                    > zaczynać od nowa...?

                    nie rozumiem, dlaczego ludzie wyobrazaja sobie, ze zyjac "na kocia lape" mozna
                    odejsc w dowolnym momencie. zwiazek dwojga ludzi - ze slubem czy bez - jest
                    skomplikowanym ukladem, i nie sadze, zeby po ilus tam latach spedzonych razem,
                    dwoje ludzi, ktorych laczy lub laczylo uczucie, potrafilo podjac lekko i bez
                    konsekwecji (psychicznych) decyzje o rozstaniu - tak nagle, "bo mam zy humor",
                    "bo obiad mi nie smakowal", "bo mi sie znudziles". rozstanie jest zawsze trudne.
                    rozwod jest trudniejszy, ale nie dlatego, ze po slubie nagle stajemy sie
                    bardziej odpowiedzialni i zdolni do kompromisow, tylko dlatego, ze decyzje
                    utrudniaja dodatkowe czynniki typu obawa przed etykietka rozwodki, wspolnota
                    majatkowa, komplikacje natury prawnej itp. - co oznacza jedynie, ze z leku przed
                    konsekwencjami taka para decyduje sie trwac w nieudanym zwiazku. mowisz, ze
                    przed rozwodem rozwaza sie wszystkie za i przeciw - czy naprawde sadzisz, ze
                    przed rozstaniem z "konkubentem" sie nie mysli? nie analizuje? roznica moim
                    zdaniem jest tylko taka, ze w przypadku zwiazku na kocia lape glownym elementem
                    rozwazan sa uczucia, a w przypadku rozwodu - wymienione wyzej czynniki
                    "formalne". pytanie tylko, czy naprawde warto - czy warto "ratowac" zwiazek, w
                    ktorym te czynniki staly sie wazniejsze od uczuc.
            • peryklejtos Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 09:05
              star105 napisała:

              > Współczuję głupoty jeśli ślub kojarzy ci się tylko z miłością i wiernością.

              No to ja Ci współczuję, skoro Tobie się tak nie kojarzy.

              Małżeństwo powinno być psychiczną i emocjonalną ostoją dla obojga partnerów.
              Jeśli ludzie pobierają się z innych przyczyn, niż z chęci przejścia razem przez
              życie, to nie warto się pobierać.
            • kandela1 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 09:19
              Ja wierzę to miłośc i wierność. Ufam swojemu mężowi i wiem , że mnie kocha ,
              zresztą ze wzajemnością. Jesteśmy od 15 lat małżeństwem. Nigdy nie spędziliśmy
              nocy osobno ( chyba, że wtedy kiedy rodziłam dzieci - dwoje), nigdy nie
              zasypiamy w gniewie ( bo przecież nie raz u nas też są nieporozumienia).
              Chciałam dodać, że wyszłam za mąż mając 20 lat , mój mąz miał 22 - nie byłam w
              ciązy. Po prostu kochałam i kocham z każdym dniem mocniej. Szkoda mi Ciebie ,
              że nie znasz tego uczucia. Ono naprawdę istnieje.
            • stara_twojej_starej Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 14:16
              star105 napisała:

              > Współczuję głupoty jeśli ślub kojarzy ci się tylko z miłością i wiernością.

              A z czym ma się kojarzyć, istoto pozbawiona rozumu? Z truskawkami? Z dywanem? Z masłem orzechowym...?
              To ja swpółczuję głupoty, skoro masz takie podejście, jakie masz. Może kiedyś dorośniesz...

              ----
              swsts.blox.pl/html
            • zamyslona4 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 21:52
              swan_ganz napisał:

              > no więc właśnie. Star dokonał sobie radosnej nadinterpretacji wypwiedzi
              > forumowiczki a potem się z nią bezlitośnie rozprawił.
              > Szkoda tylko, że zarówno sama nadinterpretacja jak i odpowiedź na nią
              > kompletnie bez sensu.


              a naoprawde uwazasz ze warto polemizowac z banalami? ja uwazam ze jak ktos nie
              umie czytac ze zrozumieniem to jego, nie moj problem. nie ma sensu wdawac sie w
              zadna merytoryczna dyskusje
              >
        • diastema Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 20:38
          bedzie chcial to i zdradzi ale slub nie ma nic do tego.

          przez ostatnie 3 lata sporo moich znajomych (w tym polowa roku jakies 30 osob)
          jest po slubie i ani jedna nie wpadla i niespodziewa sie dziecka, wiec ja nie
          wiem w jakim niedojrzalym swiecie ty zyjesz skoro co druga para nie wie ze z
          seksu sa dzieci!!!
          • lupus76 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 07:55
            Droga Diastemo!
            Napisałaś "połowa roku" z czego wnioskuję, że legitymujesz sięwyższym
            wyksztalceniem, a w grupie osób legitymujących się tym poziomem edukacji wpadki
            rzeczywiście są rzadkością (chyba że jeszcze w trakcie szalonych lat
            studenckich). Spośród moich znajomych ze studiów tylko 1 para wpadła ( z tego
            co wiem) i to właśnie był powód zawarcia małżeństwa. Jeśli będziemy patrzeć na
            wpadki pod kątem wykształcenia - pojawi sięprosta zależność - im niższe
            wykształcenie, tym więcej wpadek.
            A co się tyczy głównego tematu - to w przypadku kobiet prawo ( a konkretnie
            kodeks cywilny) kształtujące instytucję małżeństwa w takiej formie, jaką ją
            dziś znamy de facto jeszcze w czasach Konstantyna Wielkiego, po prostu chroni
            słabszego - jakim wówczas kobiety były (dziś już nie są - mówię oczywiście o
            pozycji społecznej). Jeśli prawo daje jakiejś grupie osób przywileje, to ta
            grupa broni tych przywilejów. Kobiety broniąc małżeństwa postępują - używając
            znacznie subtelniejszych sposobów oczywiście - postępują jak górnicy broniący
            pod sejmem przywilejów górniczych
            • oenothera Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 12:25
              Z pewnością masz rację co do kodeksu cywilnego, z tym nie mam zamiaru
              polemizować bo coś w Twoim sposobie pisania mi mi mówi, że to Twoja branża ;).
              Chciałabym jednak zauważyć, że małżeństwo nie jest wytworem tylko i wyłącznie
              kultury chrześcijańskiej. Także w niektórych kulturach gdzie kobiety miały
              znacznie lepszą pozycję (Celtowie) istniała instytucja małżeństwa. Wyróżniano
              tam kilka rodzajów związków małżeńskich, można było się rozwieść, były też
              małżeństwa "próbne" zawierane, o ile dobrze pamiętam na rok. A co do naszego
              prawodawstwa, to nie tylko kobiety są zwolennikami ślubu - w związku z czym ten
              argument uważam za trochę nietrafiony, bo niby dlaczego właściciel kopalni
              miałby bronić praw górników ;)? Pozdrawiam.
              • lupus76 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 14:23
                Jeśli uważasz, że jestem prawnikiem, to pudło :)
                W rzeczywistości bardziej interesują mnie kulturowo-funkcjonalne oblicza
                małżeństwa/rodziny. Dlatego z wielką atencją czytam to, co piszesz o Celtach.
                W Czarnej Afryce są niezrozumiałe dla nas konfiguracje pt. poliandria (czyli
                jedna żona i wielu mężów) Mnie chodzi przede wszystkim o to, że znana nam forma
                małżeństwa powstawała i funkcjonowała z powodzeniem w epoce rolniczej i
                industrialnej, jednak w epoce postindustrialnej(która na Zachodzie dokonała się
                parędziesiąt lat temu, a u nas właśnie się dokonuje/dokonała), gdzie
                diametralnie zmieniła się pozycja kobiet małżeństwo staje się dla nas -
                mężczyzn po prostu nieatrakcyjne. Dlatego uważam, że doskonałym rozwiązaniem -
                co pisałem w innych miejscach tego forum - był projekt ustawy o związkach
                partnerskich autorstwa prof. Szyszkowskiej. Jeśli do tego dorzucić kilka korekt
                w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym - mielibyśmy prawo nadążające za zmianami
                dokonywującymi sięw społeczeństwie, a oto chyba chodzi, prawda?
                • oenothera Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 21:22
                  Po przeczytaniu Twojego posta postanowiłam pogłębić nieco swoją wiedzę i
                  znalazłam stronę pani Szyszkowkiej. Ściśle rzecz biorąc to nie jest to projekt
                  ustawy o związkach partnerskich ale ustawy o rejestrowanych związkach osób tej
                  samej płci. W sumie to podobny projekt o związkach partnerskich osób różnej płci
                  nie byłby złym pomysłem, zawsze to jakiś wybór. Myślę jednak, że także prawo
                  dotyczące małżeństw też mogłoby nadążać za zmianami społecznymi. Nadal nie
                  jestem przekonana, że tylko dla kobiet instytucja małżeństwa może być
                  atrakcyjna. Mając wybór, ja (jako kobieta ;) ) wybrałabym klasyczne małżeństwo,
                  ale to samo zrobiłby mój mąż ( raz już zresztą to zrobił). Z tym, że oboje
                  jesteśmy nastawieni na związek do tzw. grobowej deski. Zresztą na szczęście
                  obecnie można się rozwodzić, małżeństwo nie jest już więc takim strasznym
                  więzieniem. Poza tym wydaje mi się, że w przeszłości to więzienie często bywało
                  gorsze dla kobiet niż dla mężczyzn. Teraz dopisek od mojego męża : luźny, łatwy
                  do rozwiązania związek nie chroni dziecka, które w takim związku może się
                  pojawić. Pozdrawiam.
                  • lupus76 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 05.01.07, 13:29
                    Wbrew pozorom luźny związek chroni dziecko, choć zaiste tylko od strony
                    prawnej (potrzeba afiliacji i bezpieczeństwa faktycznie jest zachwiana) a i to
                    niekiedy jest nieegzekwowalne, ale zakładam, że nie mówimy o patologiach. A
                    projekt prof. Szyszkowskiej dopuszcza również (ale nie tylko)związki osób tej
                    samej płci i dlatego został przez prawą część naszej sceny politycznej
                    nazwany "ustawą dla pedałó.w". Tak zwana lewica ugięła się niestety pod presją
                    prawicy i tej ustawy nie mamy...
                    pozdrawiam i miłego dnia :)
        • corradocatani Ślub to dojrzałość? 04.01.07, 08:23
          Z moich obserwacji wynika że w dużej liczbie przypadków to ludzie niedojrzali
          się pobierają. Chcą być przez to doroślejsi, poważniejsi bo juz nie ma się
          dziewczyny/chłopaka tylko żonę/męża. Większość absolutnie nie zdaje sobie
          sprawy z tego co robi. Na około 10 znajomych młodych małżeństw tylko o jednym
          moge powiedzieć że pobrali się w pełni świadomie i są szczęśliwi, reszta skarży
          się bardziej lub mniej na swojego małżonka a niektórzy realnie rozważają
          rozstanie i to zaledwie po 2-3 latach bycia małżeństwem. Zaznaczam że to sa
          ludzie z różnych miejsc i grup społecznych. Problem nieodpowiedzialnego
          małżeństwa dotyczy wszystkich kręgów.
      • halev Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 18:42
        Myślę, że wszystko zależy od ludzi. Są tacy, którzy chcą mieć papier /
        uroczystość / ślubowanie (niepotrzebne skreślić) Ale są i tacy, którym dobrze
        się żyje bez ślubu. Znam wiele kobiet, które wcale się nie palą do zamążpójścia.

        Niech każdy robi to, co uważa za stosowne (nie krzywdząc przy tym innych) a
        wszyscy będą szczęśliwi :-)
      • kabyr Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 19:44
        Bardzo mi się podoba to co napisalaś bri..
        jestem już wiele lat po ślubie i dopiero od niedawna doceniłem tą forme bycia
        razem. Ale tez zaobserwowałem, że są ludzie którzy nie potrafią się zobowiązać
        do niczego. Są i tacy, na szczęście, którzy wiedzą i rozumieją jaki jest sens
        instytucji małzeństwa, o którym Ty napisałaś jedną z wielu pięknych prawd. Inne
        poznasz już wkrótce, i ani nie zauważysz kiedy zaczniesz coś dawać od siebie
        nie żądając w zasadzie nic w zamian.
        Powodzenia na nowej drodze życia....
        • nick3 Przymus (zobowiazanie) niczego nie stwarza. 04.01.07, 02:41
          (Może natomiast być pewną protezą:) Ale proteza miłości nie jest miłością.)


          Panuje potępienie mówienia o zobowiązaniu jako o przymusie. Ale przecież,
          zobowiazanie się nie jest właśnie niczym innym jak zbudowaniem nad sobą
          przymusu. Choćby całkowicie wewnętrznego: "nie dotrzymałem słowa samemu sobie".

          Otóż myślę, że przymus (także moralny) nie wytwarza - przypisywanych mu tu
          niekiedy na tym forum - "odpowiedzialności", "woli walki o związek", etc. (nie
          mówiąc już o miłości - tej erotycznej, nie "chrześcijańskiej" - która jest
          czymś innym od nich).

          Ludzie, cokolwiek w dalszym życiu będą wybierać, powinni wybierać to w
          poczuciu, że robią to, czego chcą, a nie to, do czego są zmuszeni.

          Myślę, że zobowiązania (zwłaszcza publiczne) mącą tę jasność.

          Nie tylko współmałżonek, ale nawet sam zobowiązany nie ma pewności, czy
          pozostaje w związku z powodu rzeczywistego uczucia, czy "bo należy". Rodzą się
          podejrzenia, których nie da się już rozwiać. (A ludziom jednakowoż zależy, by
          kochać i być kochanymi, a nie tylko - "odpowiedzialnymi".)

          Może wyda się to mocno anarchistyczne, ale sądzę, że byłoby o wiele więcej
          szczerej miłości między mężczyznami i kobietami, gdyby nie tylko zaniechać
          zobowiązań publicznych, ale również wycofać obyczaj oceny etycznej z dziedziny
          miłości (miłości erotycznej, nie - obowiązków rodzinnych).

          To wymaga od ludzi wyzbycia się iluzji, że są możliwe jakieś gwarancje
          zabezpieczające od ewentualnego cierpienia.

          W praktyce jednak hołdowanie tym iluzjom rodzi może o wiele więcej cierpienia,
          tyle że głuchego, cichego i najcześciej chyba nawet nieświadomego.

          Zwykłego zalegalizowanego niespełnienia (wychwalanego przez religię
          jako "Krzyż").
          • bri Re: Przymus (zobowiazanie) niczego nie stwarza. 04.01.07, 12:51
            Moim zdaniem jesteś bardzo w błędzie. Można oczywiście ograniczyć bycie razem
            do miłych chwil, kiedy mamy dla siebie wiele ciepła ale wydaje mi się, że w
            każdym dłuższym związku są momenty, kiedy jest inaczej. Kiedy chce Ci się uciec
            ze wspólnego domu, kiedy zauroczy Cię ktoś inny, kiedy męczą Cię obowiązki
            związane z rodziną itd. Można żyć i serią monogamii, co trzy lata nowa kobieta
            itp. Ja tak nie chcę. Chcę sprawdzić jak to jest być ze soba od 20 lat, jakie
            to uczucie, chcę coś zbudować z tym drugim człowiekiem, chcę żeby wiedział, że
            będzie miał we mnie wsparcie także w trudnych i przykrych momentach, i ja chcę
            móc się wesprzeć na nim. Poza tym wychowujemy razem dziecko - człowieka, który
            jest widocznym dowodem naszej miłości, który powstał z nas dwojga. Brzmi to
            wszystko bardzo egzaltowanie ale dla tych powodów chcę codziennie rano od nowa
            podejmować dezycję o trwaniu naszego małżeństwa.

            Wydaje mi się, że osoby, które decydują się świadomie na małżeństwo mają inne
            założenie niż osoby, które go unikają. Te pierwsze wiedzą i są przygotowane na
            to, że będą trudności, że minie pierwsze zauroczenie i trzeba będzie w sobie
            poszukać czegoś więcej, że będa chwile kiedy nic oprócz obietnicy złożonej na
            ślubie nic więcej nas nie będzie ze sobą trzymać. Ale wtedy mimo wszystko
            będziemy się starać odbudować związek. Osoby, które nie chcą małżeństwa chcą w
            takim momentach móc odejść "bez problemów".
            • nick3 Re: Przymus (zobowiazanie) niczego nie stwarza. 04.01.07, 18:27
              Też mam dziecko (i rodzinę).

              Ale dzieci to nie to samo, co miłość.

              Rodzina to też nie to samo, co miłość.

              Nawet największy upór w "trwaniu razem" nie jest wcale miłością.

              Skądinąd, nigdzie nie wykluczyłem wysiłku wytrzymywania nawet ciężkich
              konfliktów z partnerem.

              Też sądzę, że w wielu, jeśli nie we wszystkich, związkach jest to konieczne po
              wielekroć, jeśli życie ma być wartościowe.

              Uważam tylko, że nikt poza samymi zainteresowanymi nie może nic wiedzieć o tym,
              czy dany związek należy kontynuować, czy nie.

              A czasami należy zerwać. Czasami należy, pomimo nawet kilkunastu lat spędzonych
              w związku, odważnie wszystko zostawić i pójść za prawdą przeżywania a nie
              za "obowiązkiem".

              Nie robiąc tego też można zmarnować życie.

              Trwałość związków nie jest dobrem bezwzględnym, samym w sobie.

              bri napisała:
              > Moim zdaniem jesteś bardzo w błędzie.

              Nie wiem, na czym opierasz swoją pewność.
              • bri Re: Przymus (zobowiazanie) niczego nie stwarza. 04.01.07, 23:35
                Nigdzie nie napisałam, że dzieci to to samo co miłość i że zawsze bezwzględnie
                należy być razem. Myślę, że jesteś w błędzie bo mam inne zdanie niż Ty -
                proste. Raczej żadnych uniwersalnych wytycznych dotyczących tego tematu nie
                znajdziemy więc wszyscy tutaj po prostu wyrażamy swoje opinie.
                • nick3 Re: Przymus (zobowiazanie) niczego nie stwarza. 05.01.07, 00:02
                  Droga bri,

                  Niby nie napisałaś, że dzieci, rodzina, czy długotrwałość związku to to samo,
                  co miłość. Ale to właśnie te sprawy przywołujesz, kiedy uzasadniasz potrzebę
                  ślubu.

                  Więc albo uważasz, że małżeństwo służy innym sprawom niż miłość (co nie jest
                  poglądem absurdalnym), albo podstawiasz te sprawy domyślnie jako właściwą treść
                  miłości.

                  Gdy piszesz, że chcesz zobaczyć, co będzie was łączyło za 20 lat, milcząco
                  zakładasz, że czas jest warunkiem koniecznym głębi uczuć. Tak jakby "gnojki"
                  nie mogły doświadczyć czegoś prawdziwszego i większego niż "ludzie poważni".

                  Czasem odnoszę wrażenie, że idealizm jest formą wybrzydzania na rzeczywiste
                  życie (i dowartościowywania siebie:)

                  bri napisała:
                  > Myślę, że jesteś w błędzie bo mam inne zdanie niż Ty - proste.

                  Wcale nie "proste". To, co napisałaś, to tautologia, więc "bo" nie jest tu na
                  miejscu. Nie podałaś tego, o co Cię pytałem: źródeł Twojej pewności.

                  bri napisała:
                  > Raczej żadnych uniwersalnych wytycznych dotyczących tego tematu nie
                  > znajdziemy

                  Ależ właśnie znajdujemy ich pełno (choćby na tym forum).

                  A mnie o nic innego w sumie nie chodzi, niż tylko o uświadomienie moralistom,
                  że nie dysponują żadnymi podstawami, by mówić z takim przekonaniem o tym, jak
                  powinno wyglądać cudze życie.
                  • bri Re: Przymus (zobowiazanie) niczego nie stwarza. 05.01.07, 10:41
                    Nie wiem jeszcze wszystkiego o miłości i nie wiem, co będę myślec na ten temat
                    za 20 lat. W chwili podejmowania decyzji o ślubie był (i jest nadal) dla mnie
                    istotny. Raczej jest to potwierdzenie woli pozostawania w związku niż miłości
                    jako takiej. Jak dla mnie ta właśnie wola pozostawania w związku niezależnie od
                    chwilowych zawirowań uczuć jest konieczna, żeby np. zdecydować się na dziecko.

                    To tylko moja opinia, że ślub jest potrzebny i nikogo nie namawiam, żeby szedł
                    za moim przykładem. Odpowiadam jedynie na pytanie "po co wam ten ślub".
      • gruby_dolar Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 15:47
        >i poczułam się znacznie bezpieczniej

        I tu jest pies pogrzebany, bo o ile rozwód to nawet niezgorsza rzecz, bo wtedy sąd orzeka o podziale majątku i tak dalej, co akurat fajnie, bo jeżeli para się potrafi kulturalnie rozejść to sąd tylko stwierdza że rozwód i już a jak nie to lepiej bo ustanowi jakieś reguły, ale nie o tym mowa, właśnie to bezpieczeństwo gubi wszelkie małżeństwa, Ty masz do niego prawo więc przestajesz się starać, on ma do Ciebie, więc może zacząć więcej wymagać, i problem z głowy, podporządkujesz się jemu to czar pryśnie, on zaakceptuje że mniej się starasz zdradzi/odedzie cokolwiek...więc właśnie małżeństwo to koniec związku, ekscytacji, niepewności, ale też starania się i zaskakiwania partnera i robienia ciągle czegoś co sprawi że nie odejdzie bo może w każdej chwili bez sądu bez rozwodu w ciagu chwili
        • rybi80 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 16:06
          To czy przestaniemy się starać po slubie zalezy tylko od nas.Znam kobiety,ktore
          po ślubie przytyły 20 kg i totalnie przestały dbać o siebie i swojego męża.

          Wiem,ze slub to nie jest 100% gwarancja i bardzo staram się każdego
          dnia,zebyśmy oboje nie żałowali tej decyzji.Uwodzimy się codziennie:-)

        • ewik_75 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 16:08
          gruby_dolar napisał:

          > >i poczułam się znacznie bezpieczniej
          >
          > I tu jest pies pogrzebany(...), właśnie to bezpieczeńst
          > wo gubi wszelkie małżeństwa, Ty masz do niego prawo więc przestajesz się
          starać
          > , on ma do Ciebie, więc może zacząć więcej wymagać, i problem z głowy (..)
          więc właśnie małżeństwo to koniec związku, ekscytacji, niepe
          > wności, ale też starania się i zaskakiwania partnera


          Myślę, że piszecie o zupełnie innym rodzaju tej "pewności".
          Ta, która przychodzi po slubie - przynajmniej u mnie, ale jak obserwuję również
          u wielu innych osób - nie wiąże się ze stwierdzeniem "no, to teraz mogę
          wszystko, on/ona i tak nie odejdzie".
          My na przykład dalej robimy sobie niespodzianki, zaskakujemy się, dbamy o
          siebie, i to już kilka lat. Po ślubie nic się nie zmieniło, bo niby dlaczego
          mielibyśmy odbierać sobie coś, co daje nam tyle radości?

          Skoro masz takie podejrzenia co do swojego partnera, to czy nie boisz się, że
          on się przestanie starać, kiedy Ty się rozchorujesz, pojawią Ci się zmarszczki,
          zaczną wypadać włosy/zęby (czego Ci nie życzę), a On spotka młodszą i
          ładniejszą ? Małżeństwo tej pewności oczywiście nie daje, ale jest deklaracją.
          Dla mnie np. to bardzo ważne. Jeśli on cos takiego deklaruje publicznie, to
          jest to dla mnie ogromna rzecz. Co może być wiekszym potwierdzeniem miłości niż
          taka deklaracja połączona z trwaniem w niej?
    • squirrel9 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 16:56
      Tak jakoś jest,że ludzie którzy decydują się na ślub mają poczucie
      odpowiedzialności za ten związek i za drugiego człowieka i bardzo często są
      przekonani,że to związek "na zawsze", o który trzeba walczyć i o który trzeba
      dbać, zabiegać a nie - jak piszesz - jak się znudzimy to się rozstaniemy.
      Właśnie te twoje słowa obrazują stosunek do związku tej osoby która o ślubie
      nie chce słyszeć i twierdzi,że kocha, wszystko jest ok ale "nie musi tak jak
      wszyscy". Nie musi bo jej nie zależy, ba jak się znudzi to się rozstanie ...
      • paratel12 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 17:01
        a wiele znasz starych szczęśliwych małżeństw? obecnie prawie 50% związków się
        rozpada, z tych co zostają większość i tak jest nieszczęśliwa ale tkwi w tym bo
        wspólny dom, bo rodzina, bo przyjaciele, bo dzieci itp... Tak naprawdę
        szczęśliwych ludzi żyjących w małżeństwa to ile procent? 10%, może 15%. A reszta?
        Wiadomo, biorąc ślub nikt nie zakłada czarnego scenariusza, ale tak często jest
        a ślub w tym przeszkadza, bo gdyby go nie było to ludzie spokojnie mogli by się
        rozejść i szukać szczęścia gdzie indziej.
        • pantarejka Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 17:09
          Zam wiele szczęśliwych małżeństw: rodzice mojego męża (34 lata razem), moi
          rodzice (25 lat razem - mama nie żyje), małżeństwo mojej chrzestnej (26 lat
          razem)...

          Póki co my też jesteśmy bardzo szczęśliwi (prawie 5 miesięcy razem). Czasem
          bywa gorąco - zdarzają nam się takie kłótnie, że aż wióry lecą..., ale potem
          tak fajnie jest się godzić :))) Żadne z nas nie myśli o rozwodzie, a wspolne
          życie, problemy, ktore razem rozwiązujemy raczej nas jednoczą i budują więzi
          między nami.
          • trofik Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 19:56
            Ja również znam wiele szczęśliwych, po prsto normalnych małżeństw, Wydaje mi
            sie,ze ludzie teraz wstydza sie lub boja takiej zwyklej normalnosci,bo to nudne.
            A jesli chodzi o swobodne rozchodzenie sie par,ktore nie wziely slubu, to jakas
            bzdura,ze one rozchodza sie bez problemow,kulturalnie.Owszem,niektore na
            pewno.Ale znam takie, ktore po 10 latach rozchodza sie klocac o wspolnie kupione
            mieszkanie, szafke, samochod,o to do kogo maja nalezec ulubione
            filizanki.Splacaja jeden drugiego,zeby to jakos rozplatac.Tyle tylko ze nie
            dzieje sie to w sądzie.
        • squirrel9 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 17:18
          A wielu znasz szczęśliwych starych rozwiedzionych?
          Jakoś w moim kręgu znam wiele małżeństw które obchodzą oststnio od 25-35-lecie
          małzeństwa i jest im ze sobą dobrze, mają ochowane dzieci i zajmują się
          własnymi pasjami.
          Szczerze powiedziawszy (po 11 latach małżeństwa) gdybym nie miała z moim mężem
          ślubu to nie czułabym sie zobowiązana do przełamywania problemów które już mamy
          za sobą, po prostu rozstalibyśmy się. Pewnie i on nie czułby się zobowiązany do
          wszystkiego tego do czego się czuje. Może już "zdzieralibyśmy" kolejne wolne
          związki bez poczucia odpowiedzialności. W wolnym związku, co niestety widzę,
          gdy są kłopoty to się związek rozpada. W małżeństwie z perspektywą rozwodu
          często któraś ze stron wyciąga rękę i próbuje walczyć.
          PS. To mój mąż chciał byśmy wzięli ślub i wypominiał mi,że się "migałam". Moja
          decyzja o związaniu z drugą osobą życia była taka na śmierć i życie z pełną
          odpowiedzialnością i konsekwencjami. W naszym związku każda sporna sprawa
          zaczyna się i kończy tym,że to nasza wspólna sprawa i musimy się dogadać.
          • ute_ute Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 18:41
            squirrel9 napisała:

            > A wielu znasz szczęśliwych starych rozwiedzionych?
            > Jakoś w moim kręgu znam wiele małżeństw które obchodzą oststnio od 25-35-lecie
            > małzeństwa i jest im ze sobą dobrze, mają ochowane dzieci i zajmują się
            > własnymi pasjami.
            > Szczerze powiedziawszy (po 11 latach małżeństwa) gdybym nie miała z moim mężem
            > ślubu to nie czułabym sie zobowiązana do przełamywania problemów które już mamy
            >
            > za sobą, po prostu rozstalibyśmy się. Pewnie i on nie czułby się zobowiązany do
            >
            > wszystkiego tego do czego się czuje

            takie podejście mnie trochę zadziwia - tylko ślub Cię zobowiązuje do
            rozwiązywania problemów w związku? to współczuję, ja jednak wolę inne motywacje
            - to że kogoś kocham, to, że mi na nim zależy, to że chcę być z nim pomimo
            kłopotów jakich nie uniknie żaden związek. ja z moim mężczyzną jestem prawie 9
            lat, rozwiązywaliśmy razem sporo problemów i dalej chcemy być razem i to raczej
            bez ślubu. piszę raczej bo nie wiem co rządzący wymyślą, jeśli będziemy tracić
            na pozostawaniu w konkubinacie to może weźmiemy ślub, ale nikt o tym nie będzie
            wiedział, oprócz urzędu skarbowego. mnie w instytucji małżeństwa w Polsce
            przeraża presja społeczna, i to, że tak wiele młodych ludzi podejmuje taką
            decyzję trochę bez zastanowienia. znam wiele małżeństw, młodych małżeństw i
            żadnemu nie zazdroszczę.
            i jeszcze jedno, jeżeli ktoś decyduje się na pozostawanie w wolnym związku, nie
            oznacza wbrew niektórym, że nie traktuje tego z pełną odpowiedzialnością i
            konsekwencjami
            • drinkit Do ute ute 04.01.07, 00:45
              ute_ute napisała
              mnie w instytucji małżeństwa w Polsce
              > przeraża presja społeczna, i to, że tak wiele młodych ludzi podejmuje taką
              > decyzję trochę bez zastanowienia.

              Zgadzam się w wiekszosci z Twoim postem, ale gdy napisalas o "presji
              spolecznej" to zaczynam sie zastanawiac czy to nie sa czasem troche przesadzone
              slowa. Czy naprawde ludzie czuja presje spoleczna?? Politycy moze i by chcieli
              seks tylko w malzenstwie, ale szczerze mowiac nie odbieram tego personalnie.
              Mam to po prostu w nosie. Obcy ludzie pytaja o malzenstwo? Nie spotkalo mnie
              nic takiego, zeby obca osoba pytala o moje zycie prywatne, ale JESLI cos
              takiego by bylo, to poslalabym ja gdzie pieprz rosnie. WIec sadze ze
              slowa "presja spoleczna" nie maja takiej mocy, jezeli zajmuje sie wlasnymi
              sprawami, a nie zastanawia czy przypadkiem sasiadka czegos nie wyniucha.
              • nick3 Presja społeczna. 04.01.07, 02:58
                Działanie "społeczeństwa" często nie polega na jakimś wyraźnie uchwytnym
                działaniu indywiduów (owej przysłowiowej "sąsiadki").

                Polega na "ja wiem, że ty wiesz, że ja wiem, że Się wie..."

                Dziecko nie uczy się ojczystego języka w ten sposób, że każde słowo ktoś kiedyś
                mu wytłumaczył.

                Podobnie "infiltrują" nas społeczne wartościowania. Presja społeczna wpaja się
                w nas "nie wiadomo gdzie i kiedy".

                I nie jest przez to czymś mniej znaczącym w naszym życiu (można nawet śmiało
                zaryzykować twierdzenie, że - bardziej).

                W końcu nie przypadkiem ci "politycy", o których mówisz, wybrali sobie właśnie
                takie dziwne hasła.

                Gdyby spodziewali się siły stojącej za hasłami przeciwnymi - wybraliby
                przeciwne:)
          • starybaca Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 18:04
            star105 napisała:

            > Masz absolutną rację. Ja nie znam ani jednego szczęśliwego małżeństwa.

            Hmm... Chyba potrzebujesz zmiany środowiska. Bo ja jakimś dziwnym trafem znam
            bardzo wiele szczęśliwych małżeństw, łącznie z moim (od 15 lat).

            Jeżeli chodzi o ślub, to wg mnie sens ma tylko ślub katolicki. Jest tak dlatego,
            że biorąc taki ślub podejmujemy zobowiązanie na całe życie. Nie tylko na czas,
            kiedy jesteśmy piekni, młodzi i zdrowi, ale NA CAŁE ŻYCIE. Związek zbudowany
            na takim postanowieniu jest ogromnym życiowym kapitałem, zupełnie nieosiągalnym
            (i niezrozumiałym) dla "seryjnych poligamistów".

            Ślub cywilny, czy też zawarty w kościołach protestanckich dopuszczających
            rozwody, jest tylko aktem majątkowo-prawnym i piekną ceremonią, niczym więcej.
            Możliwość ewentualnego rozwodu jest niejako "wbudowana" w taki związek
            już na wstępie. Nie warto sobie więc zawracać takim ślubem głowy - po co
            narażać się na koszty rozwodu i nieprzyjemności w sądach?



            • sara.24 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 18:10
              > Jeżeli chodzi o ślub, to wg mnie sens ma tylko ślub katolicki. Jest tak
              dlatego
              > ,
              > że biorąc taki ślub podejmujemy zobowiązanie na całe życie. Nie tylko na czas,
              > kiedy jesteśmy piekni, młodzi i zdrowi, ale NA CAŁE ŻYCIE. Związek zbudowany
              > na takim postanowieniu jest ogromnym życiowym kapitałem, zupełnie
              nieosiągalnym
              > (i niezrozumiałym) dla "seryjnych poligamistów".
              A co powiesz o tych którzy podejmują to "wielkie zobowiązanie na całe życie" i
              po jakimś czasie zmieniają zdanie? Co się dzieje z tym ich wielkim kapitałem?
              Znam wielu takich, dla których z czasem przysięga, piękne słowa i ideały
              przestały mieć znaczenie. Niestety bardzo duża część osób biorących ślub
              kościelny bierze go dla zasady, dla rodziny, dla białej sukienki czy podniosłej
              atmosfery. Tego co powinno być w tym ślubie najważniejsze w ogóle nie pojmują
              albo jest to na dalekim planie.
            • ute_ute Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 18:45
              starybaca napisał:


              > Jeżeli chodzi o ślub, to wg mnie sens ma tylko ślub katolicki. Jest tak dlatego
              > ,
              > że biorąc taki ślub podejmujemy zobowiązanie na całe życie. Nie tylko na czas,
              > kiedy jesteśmy piekni, młodzi i zdrowi, ale NA CAŁE ŻYCIE. Związek zbudowany
              > na takim postanowieniu jest ogromnym życiowym kapitałem, zupełnie nieosiągalnym
              > (i niezrozumiałym) dla "seryjnych poligamistów".
              >
              > Ślub cywilny, czy też zawarty w kościołach protestanckich dopuszczających
              > rozwody, jest tylko aktem majątkowo-prawnym i piekną ceremonią, niczym więcej.
              > Możliwość ewentualnego rozwodu jest niejako "wbudowana" w taki związek
              > już na wstępie. Nie warto sobie więc zawracać takim ślubem głowy - po co
              > narażać się na koszty rozwodu i nieprzyjemności w sądach?

              ja znam mnóstwo osób, które wzięły ślub katolicki i już żyją w innym związku.
              żaden ślub nie zagwarantuje Ci miłości na całe życie, to zależy tylko i
              wyłącznie od kobiety i od mężczyzny, którzy decydują się być razem i trochę od losu
              • osservatorepolacco Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 11:55
                żaden ślub niczego nie gwarantuje, ale:

                Katolicy wierzą (przymajmniej teoretycznie) w działania w jedności z Jezusem i
                jego łaskami, którze nas wzmacniają,
                Porozumienie to sztuka dogadania się ludzi i tu ślub może stanowic źródło
                dodatkowej siły do pokonywania przeciwności. Swiadomość nieprzemijalności swojej
                decyzji u ludzi, którzy kierują się zapisami wiary w życiu, jest to bardzo
                motywujące i być moze w niektórych przypadkach ratuje związek w sytuacji kryzysowej.
            • kika843 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 22:25
              Ja znam tylko dwa szczęśliwe małżeństwa. Widzę natomiast mnóstwo
              zalegazlizowanych związków, w których małżonkowie męczą się ze sobą, zaczynają
              się nienawidzić. Po co się ze sobą tak męczyć? Nie lepiej wziąć rozwód,
              przyznać się do błędu, poszukać szczęścia na nowo? Wierzę, że małżeństwa też
              mogą być szczęśliwe, nie neguję tego, ale nie uważam, żeby takowe stanowiły
              większość. Mi osobiscie ślub nie jest do niczego potrzebny. Jeśli jednak mojemu
              partnerowi będzie na nim zależało, będzie przedstawial dla niego jakąś wartość,
              to się zgodzę. Dla mnie ślub lub jego brak nie odgrywa żadnego znaczenia.
            • sojkaj2 dlaczego tylko katolicki??? 04.01.07, 09:27
              o kochany, a jak ktoś jest niewierzący to co, ma brać ślub w kościele?
              Nie wydaje Ci się,że to oszustwo? Ja tak czułam i dlatego miałam jedynie ślub
              cywilny, co nie znaczy, że zamierzam sie rozwodzić
        • meggaan Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 18:59
          Wlasnie ,bo przedwczesna decyzja o slubie zbyt mlodych i nie zdających sobie
          sprawy z odpowiedzialnosci osob tak sie konczy ,rozwodem. Kto tak naprawde ma
          świadomosc tego ,czym jest malżenstwo.? Wiele osob zupelnie nieprzygotowanych
          wchodzi w zwiazki malzenskie.To nie harlequin ,to nie opera mydlana ! Tylko
          wtedy powinno dochodzic do slubu ,gdy obie strony sa faktycznie przekonane ,ze
          nie moga bez siebie zyc i slub jest naturalną konsekwencja " bycia" razem.To
          wymaga i dojrzalosci ,i czasu ,i odpowiedzialnoscia a i tak jest zawsze skokiem
          w przepasc.Jesli ktos chce skakac razem .?To juz inna historia.ślub z
          jakichkolwiek innych powodow ,wlasciwie jest niewazny.Musi wynikac tylko z
          głebokiego uczucia i idacych za tych swiadomych postanowien.a Czy
          wyjdzie ,,ingdy nie wiemy ,ale czyz tego powodu ,gdy ludzie sie kochaja warto z
          niego rezygnowac.? Bo potem latwiej sie rozstac .Nie odbierajmy zyciu ostatnich
          bastionow wartosci!
        • tredve94 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 19:19
          paratel12 napisał:

          > a wiele znasz starych szczęśliwych małżeństw?

          Znam swoje, od 8 lat, znałem moich rodziców. Zyli ze sobą przez 35 lat do
          smierci ojca. Więcej mi nie potrzeba. Mamy mała kilkuletnią córe. Startowalismy
          z bardzo trudnego pułapu, ale wiedzielismy czego chcemy- chcielismy byc razem.
          To pomogło przejśc trudne chwile i cieszyć się sobą nadal.
          Może patrze inaczej, z perspektywy mężczyzny, moze, ale wiem, że po raz kolejny
          zdecydowałbym się na slub z ta samą osoba.
          Owszem slub nie jest doskonałym panaceum na leki, samotność, wewnetrzne
          problemy. Nie jest też żadnym zwieńczeniem, żadnym zakończeniem. To dopiero
          początek wspólnej drogi. I trzeba, jak na każdej drodze uważać jak się nia chodzi.
        • iwucha Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 23:53
          Ludzie dobieraja się w swoim srodowisku na podstawie podobieństw, a nie różnic.
          Podobnie jest z małżeństwami. Można otaczac się tymi szczęsliwymi ale tez tymi
          nieszcześliwymi i ten sposób kształtowac w sobie niewiarę w powodzenie
          małżeństwa. w ten sposob najłatwiej przykleic sobie nieswiadomie etykietę "mnie
          tez sie nie uda bo innym się nie udaje". Prawdziwa miłosc nigdy NIE USTAJE i
          wiedza o tym jedynie nieliczni, ktorzy w te głeboka prawde wierzą i ja realizują
          poprzez działanie na rzecz tej drugiej połówki, rezygnacje z własnego egoizmu,
          pozwalaja fascynacji przerodzic się w głebokie uczucie (czytaj: dobrą intencję i
          ODPOWIEDZIALNOSC za zonę/męza) oraz poprzez krytyczna ocenę madialności takich
          przekonań, ze "miłośc kiedys sie kończy". Fakt, to waskie gron, elita dla nieco
          bardziej uswiadomionych. Bentley klasy lux dostępny dla tych, których na niego
          stac bo nie boją się wyrzeczen. A niestety, wiekszosc społeczeństwa na własne
          zyczenie jeździ tramwajem :-(

          Małżeństwo to odpowiedzialnośc za drugiego człowieka. Deklaracja wobec kogos,
          kogo się kocha, ze walczymy o siebie na wzajem. Perspektywa "kulturalnego
          odejścia" w sytuacji kryzysu to tylko przesiadka z jednego tramwaju do drugiego.
          Wiem cos o tym. Miałam wiele przesiadek. Teraz jezdzę Bentleyem :-)
        • ewik_75 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 09:57

          paratel12 napisał:

          > obecnie prawie 50% związków się
          > rozpada, z tych co zostają większość i tak jest nieszczęśliwa

          Pare pytan:
          1/ skad wiesz, ze wiekszosc z tej "reszty" jest nieszczesliwa? Jakies
          statystyki, zrodla?
          2/ no i co z tego? To nie znaczy z Twoim malzenstwem tez by tak było! No,
          chyba, ze się tego obawiasz na podstawie statystyk. Tyle, ze statystyki stosuje
          się do populacji, nie do jednostek. To, ze 10% ludzi umiera na raka nie znaczy,
          ze jak wezmiesz grupe 10 swoich znajomych, to jeden z nich tez na niego umrze.
          3/ takie podejscie swiadczy o braku Twojego zaufania do partnerki "nie ozenie
          się z Toba, bo ludzie w malzenstwie sa nieszczelsiwi". No to co? To, czy Wy
          będziecie szczesliwi zalezy tylko od Was, a nie od "ludzi".


          ale tkwi w tym bo
          > wspólny dom, bo rodzina, bo przyjaciele, bo dzieci itp...

          A ludzie w wieloletnich zwiazkach nie maja wspolnego domu/mieszkania,
          przyjaciol, dzieci?
          Maja! W razie rozstan często dochodzi do ogromnych nieprzyjemnosci jednej ze
          stron, ze względu na brak jakichkolwiek praw do majatku, dziedziczenia (w
          przypadku smierci) itp.

          Tak naprawdę
          > szczęśliwych ludzi żyjących w małżeństwa to ile procent? 10%, może 15%. A
          reszt
          > a?

          A co to ma za znaczenie? Patrz wyzej.

          > Wiadomo, biorąc ślub nikt nie zakłada czarnego scenariusza, ale tak często
          jest
          > a ślub w tym przeszkadza, bo gdyby go nie było to ludzie spokojnie mogli by
          się
          > rozejść i szukać szczęścia gdzie indziej.


          I wlasnie dlatego ta strona, która kocha bardzo chce slubu.
          Ta która nie kocha, a traktuje partnera jak przygode i rozwaza mozliwosc
          odejscia - mowi "nie"
      • pysiaczek251 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 18:20
        Faktycznie. Małżeństwo bardziej zbliża do sibie i wcale nie dlatego, że to
        przysięga, tylko tak jakoś. Sama jestem mężatką i czasami jak mnie mój mąż
        wkurzy mówię mu, że już bym z nim zerwała a tak tylko mogę się powściekać,
        chociaż nie żałują, że sformalizowaliśmy nasz związek. Związek o który warto
        walczyć, bo kiedyś podjeliśmy decyzję jedyną słuszną i nie warto przez głupotę
        tracić tego o czym czasami się zapomina...
        • doriska1974 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 19:40
          jeśli podstawową zasadą jest 'mnie się należy od ....' to żaden związek nie
          wyjdzie - czy to ze ślubem ,czy bez. nikomu nic się nie należy prócz tego co
          sobie wypracował. a ślub? oczywiście nie zobowiązuje do rozwiązywania problemów
          jak to ktoś wyżej napisał, ale jest swego rodzaju 'hamulcem' przed pochopnymi
          decyzjami o rozstaniu. właśnie dlatego że nie można po prostu się spakować i
          wyjść daje czas na przemyślenie, ochłonięcie i wyciągnięcie/przyjęcie
          wyciągniętej ręki.
        • malootkakotka Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 13:19
          więcej, czyli co? poszukiwanie ideału? Jeśli się kogoś kocha, akceptuje się
          jego wady, wiadomo że z ideałami nie za łatwo w dzisiejszych czasach. Wydaje mi
          się, że uczucie w jakiś sposób pomaga wybaczyć wady i daje chęć do tej "walki"
          o związek. Mam wrażenie, że podejście typu - nie, jednak mi nie odpowiadasz,
          szukam dalej, do widzenia, jest dość dziecinne w większości przypadków. Chyba,
          że związek trwał bardzo niedługo lub któreś z partnerów zupełnie się zmieniło.
      • sanjose Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 09:51
        tak, tak, twoja racja jest twojsza, zaprawde, w zwiazku nieprzypieczetowanym
        papierkiem z urzedu/ z kosciola nie ma osob odpowiedzialnych, bo przeciez jak
        sie pokloca, to ktores sie wyprowadzi i jest swietnie, a jak jest kryzys w
        Swietym Malzenstwie z Pieciorgiem Dzieci zyjacych - dodajmy - z zasilku i po
        slubie bedacym "przykrywka" dla ciazy 18-latki) to oboje malzonkowie
        natychmiast siadaja do rozmowy, zastanawiaja sie, dlaczego "stary obil gebe
        babie" i dlaczego "baba puscila sie z mleczarzem", musza przeciez jako
        odpowiedzialni ludzie znalezc kompromis

        eeehhh...

        M.
      • ute_ute Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 18:48
        dr.verte napisał:

        > > Nie lepiej żyć sobie
        > > normalnie, a jak się sobą nawzajem znudzimy to się kulturalnie rozchodzim
        > y
        >
        >
        > to by w ogóle małżeństw nie było,nudzić to się każdy zacznie po max.3 latach

        chyba nie zrozumiałeś eufemizmu
    • maretina Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 17:15
      dziwne, ze sa ludzie, ktorzy za ogrom nieszczesc zamiast winic siebie winia
      ceremonial.
      slub byl mi i mojemu mezowi potrzebny do zycia zgodnie z nasza wiara.kazdy ma
      swoja moralnosc, platforma naszej byl zwiazek akceptowany przez nasza wspolnote
      wyznaniowa.
      sady, rozwody, majatlki.... rozumiem, ze ludzie bez slubu nie maja majatku do
      podzialu po dwudziestu latach zycia?
      zycie bez slubu stawia kobiete w gorszej sytuacji,na wypadek gdyby partner
      znalazl sobie inna partnerke a ja zostawil.
      • ute_ute Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 18:51
        maretina napisała:

        > dziwne, ze sa ludzie, ktorzy za ogrom nieszczesc zamiast winic siebie winia
        > ceremonial.
        > slub byl mi i mojemu mezowi potrzebny do zycia zgodnie z nasza wiara.kazdy ma
        > swoja moralnosc, platforma naszej byl zwiazek akceptowany przez nasza wspolnote
        >
        > wyznaniowa.
        > sady, rozwody, majatlki.... rozumiem, ze ludzie bez slubu nie maja majatku do
        > podzialu po dwudziestu latach zycia?
        > zycie bez slubu stawia kobiete w gorszej sytuacji,na wypadek gdyby partner
        > znalazl sobie inna partnerke a ja zostawil.

        możesz w sądzie podzielić majątek z konkubinatu, jeśli nie możesz dogadać się z
        byłym partnerem.

        nie rozumiem dlaczego to kobieta jest w gorszej sytuacji, gdy partner ją
        zostawia... moim zdaniem każdy pozostawiony jest w gorszej sytuacji
      • kika843 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 22:35
        <zycie bez slubu stawia kobiete w gorszej sytuacji,na wypadek gdyby partner
        <znalazl sobie inna partnerke a ja zostawil.
        Nie zgadzam się z tym. Partnerka byłaby w giorszej sytuacji, gdyby pozostawił
        ją mąż. Wówczas musiałaby jeszcze znieść rozprawy rozwodowe, zapłacić za ów
        rozwód, czekałaby ją batalia o majątek...
    • miauka Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 17:24
      Nie każda kobieta chce ślubu! Ja nigdy nie chciałam i nie chcę, mam dokładnie
      takie samo zdanie, jak Ty, paratel. Nawet w sytuacji, gdy są dzieci.
      Przeżyłam jeden ślub (pobraliśmy się na prośbę moego ex) i jeden rozwód, co
      tylko pogłębiło moją niechęć do tej instytucji :(
      Uważam śluby za totalny anachronizm.
      Natomiast satysfakcjonowałyby mnie formalne konkubinaty, z prawem odwiedzin w
      szpitalu, dziedziczenia itp.
            • miauka Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 11:17
              Różni się zasadniczo!!! W przypadku rozstania nie ma wpieprzania się z buciorami
              jakiejś głupiej pindy (czyli sędzi, czyli państwa) w Twoje życie oraz żenującego
              widowiska, jakim jest rozwód (zwłaszcza, kiedy są dzieci, a głupia pinda uważa,
              że jest władna ocenić, czy jesteś dobrą matką), a w przypadku konkubinatu rzecz
              kończy się na podpisaniu papierów i cała sprawa się kończy.
              Oczywiście możemy tę dyskusję prowadzić bez końca, bo może to dobrze, żeby
              państwo jednak nam utrudniało rozwód itepe itede. Wszystko zależy od
              światopoglądu: jestem ateistką, nie wierzę w monogamię, nie chcę mieć dzieci,
              nienawidzę, kiedy państwo uważa lepiej ode mnie, jak mam żyć, a zatem małżeństwo
              nie jest mi do niczego potrzebne. Jeśli komuś potrzebne, to nie sobie robi...
        • kika843 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 22:38
          klek1 napisał:

          > No przecież w szpitalu nie legitymują i można powiedzieć, że jest się żoną
          Wyobraż sobie sytuację, ze Twój partner jest nieprzytomny, wymaga operacji, do
          tego potrzebna jest zgoda osoby z rodziny, a nim ona przyjedzie, minie mnóstwo
          czasu,a liczy się każda chwila. Partnerka nie może podpisać zgody na operację w
          takiej sytuacji.
        • margot6666 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 16:32
          Na intensywna terapię, onkologię i pare innych oddziałach często sprawdzane są
          dokumenty i dozowana ilośc odwiedzin do najbliższej rodziny. Wymogi regulaminu
          szpitalnego. Dziewczyna, której w satnie cięzkim leżał chłopak musiała się
          dowiadywac o jego stan przez rodzinę, która jej nie znosiła.
      • sara.24 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 17:54
        Zgadzam się z Tobą. Ja też nie chcę ślubu i ciężko mi zrozumieć, że dla tak
        wielu kobiet ma on znaczenie większe niż dobry, udany związek.
        W moim przypadku niechęć do ślubu nie wynika ani z braku odpowiedzialności ani
        uczuć do partnera. Zwyczajnie nie czuję potrzeby potwierdzania przed innymi
        tego co łączy dwie osoby. Niech potwierdzeniem będą codzienne starania, wspólne
        rozwiązywanie problemów i bycie razem pomimo braku formlanych zobowiązań.
        • bri Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 19:16
          Dlaczego większe niż udany związek? Dla mnie ślub jest częścią dobrego, udanego
          związku. A ślub jest przede wszystkim potwierdzeniem przed sobą nawzajem, że
          zamierzamy być z tą drugą osobą na dobre i na złe.

          Ale ja oczywiście nikogo nie namiawiam do ślubu. Jest tylko dla tych, którzy
          chcą. Jestem w stanie zrozumieć, że ktoś sobie tego nie życzy.
          • sara.24 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 20:24
            Dla mnie ślub jest częścią dobrego, udanego
            >
            > związku. A ślub jest przede wszystkim potwierdzeniem przed sobą nawzajem, że
            > zamierzamy być z tą drugą osobą na dobre i na złe.
            A dla mnie ślub nie jest potrzebny. Wystarczą mi deklaracje złożone poza
            kościołem czy urzędem.
            > Ale ja oczywiście nikogo nie namiawiam do ślubu. Jest tylko dla tych, którzy
            > chcą. Jestem w stanie zrozumieć, że ktoś sobie tego nie życzy
            Tak samo ja jestem w stanie zrozumieć, że ktoś ślubu pragnie. To kwestia
            indywidualnych wyborów, jednym będzie dobrze po ślubie, innym bez niego.
        • maretina Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 19:46
          sara.24 napisała:

          > Zgadzam się z Tobą. Ja też nie chcę ślubu i ciężko mi zrozumieć, że dla tak
          > wielu kobiet ma on znaczenie większe niż dobry, udany związek.
          ze co? glupoty. jakim prwem twierdzisz, ze ci, ktorzy chca slubu mja gdzies
          jakosc zwiazku? powalilo cie totalnie!
          > W moim przypadku niechęć do ślubu nie wynika ani z braku odpowiedzialności ani
          > uczuć do partnera. Zwyczajnie nie czuję potrzeby potwierdzania przed innymi
          > tego co łączy dwie osoby.
          slub nic nie potwierdza.
          >Niech potwierdzeniem będą codzienne starania, wspólne
          >
          > rozwiązywanie problemów i bycie razem pomimo braku formlanych zobowiązań.
          nie czuje zadnych formalnych zobowiazan wobec meza. w codziennym zyciu zwiazek
          typu konkubinat NICZYM nie rozni sie od malzenstwa. nie sadze, zebym myslala o
          czyms innym niz kobieta, ktora ma faceta i zyje bez slubu. nie masz pojecia o
          czym piszez. ja mam. zanim poznalam meza mialam zwykle zwiazki. poznlam smak
          jednego i drugiego.
        • sanjose Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 10:12
          do sara.24:

          zgadzam sie w 100%

          dodalabym nawet teze, ze osoby bedace w tzw. wolnych zwiazkach staraja sie
          BARDZIEJ od tych "zalegalizownych", wlasnie z powodu tej rzekomej kruchosci
          partnerstwa; czesto przeciez jest tak, ze po slubie ludzie przestaja o siebie
          dbac, bo juz "zlowili" (to glownie do kobiet), albo nie zalezy im tak bardzo na
          rozwiazywaniu problemow, bo "i tak juz sa po slubie" i dla swiata zewnetrznego
          sa malzenstwem, a to przeciez Ogromna Nobilitacja i W Ogóle, wewnetrzne panstwo
          dulskich nie ma juz znaczenia

          M.
      • marco35 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 18:35
        No właśnie. Wszyscy chcą tylko praw: dziedziczenie, może przywileje podatkowe
        itd. ale jak w małżeństwie są obowiązki to już jest "anachronizm". Otóż istotą
        małżeństwa są właśnie prawa ale też obowiązki: pomocy, wierności, przyczyniania
        się do zaspokajania potrzeb rodziny itd. Te przepisy kro wydają się ogólnikami i
        banałami, ale mają ogromne znaczenie dla słabszej strony np. małżonka który
        zachorował, a drugi jedynie korzysta z prawa odwiedzin w szpitalu i czeka aż
        wreszcie będzie dziedziczył.
      • doriska1974 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 19:45
        a czym różnią się formalne konkubinaty od małżeństwa??? zawsze mnie to
        interesowało, cieszę się że znowu trafiłam na zwolennika tej formy związku. mam
        nadzieję jednak, że chcociaż Ty mi to umiesz wytłumaczyć, bo inni nie
        potrafili:)
        natura ludzka jest taka, że zawsze chce odwrotnie - dlaczego homoseksualiści
        tak walczą o śluby?
          • doriska1974 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 21:42
            no własnie o tym piszę: chcą ślubu bo coś im to daje. wszyscy chcialiby praw, a
            na obowiązki brakuje miejsca. to tak jakbyśmy chcieli mieć świetną pracę i dużo
            zarabiać ale żeby do tej pracy nie chodzić.
            cóż, mało jest przypadków, kiedy ktoś trafia szóstkę w totka i ma prawa nie
            mając obowiązków
    • star105 Re: paratel12, zgadzam się z tobą w 100% 03.01.07, 17:29
      Wreszcie jakiś normalny facet. Dziwię się tym kobietom, którym tak zależy na
      jakimś głupim świstku, a potem narzekają, że muszą harować w domu, a ich chłopy
      siedzą na kanapie z piwskiem w łapie:) W końcu prędzej czy pózniej zostawiają je
      dla kochanek, a biedne żonki beczą, że zostały same i to bez środków na życie,
      bo wcześniej poświęciły pracę dla rodziny. Nie, mi ślub nie jest w ogóle potrzebny.
      • kaktusik0 Re: paratel12, zgadzam się z tobą w 100% 03.01.07, 17:44
        > Wreszcie jakiś normalny facet. Dziwię się tym kobietom, którym tak zależy na
        > jakimś głupim świstku, a potem narzekają, że muszą harować w domu, a ich chłopy
        > siedzą na kanapie z piwskiem w łapie:) W końcu prędzej czy pózniej zostawiają j
        > e
        > dla kochanek, a biedne żonki beczą, że zostały same i to bez środków na życie,
        > bo wcześniej poświęciły pracę dla rodziny. Nie, mi ślub nie jest w ogóle potrze
        > bny.

        może się mylę, ale bez ślubu też można harować w domu dla faceta, który siedzi na kanapie z piwskiem w ręku.
        Jeśli ktoś chce się rozstać to się rozstanie niezależnie od tego czy ślub był czy go nie było. Dużo jest nieszczęśliwych małżeństw bo ludzie boją się odejść. Duża część tak samo by się bała odejść nie mając ślubu.
        • star105 Re: paratel12, zgadzam się z tobą w 100% 03.01.07, 18:14
          Kobiecie, która nie ma ślubu ze swoim chłopem, ale ma własne mieszkanie, o wiele
          łatwiej jest rozstać się, niż żonie. Bo gdzie pójdzie żona, kiedy chłop zacznie
          pić albo ją zdradzać. Mieszkanie mają przecież wspólne. Wróci do rodziców? A co,
          jeśli jest z patologicznej rodziny?
          • bateria_sloneczna Re: paratel12, zgadzam się z tobą w 100% 03.01.07, 18:52
            najciekawiej byłoby na stałe nie mieszkać ze sobą, ale żeby każde miało ten swój kącić do którego może wrócić raz na jakiś czas [co jest nie do pomyslenia dla niektórych, bo zaraz że zdradzi, że to i że tamto, że jak kocha to mamy mieszkac razem itp itd haha], a nie byc przyklejonum do swojej drugiej połówki i sie męczyć [no może nie zawsze..] pod jednym dachem codziennością ...hehe:)
          • framp Re: paratel12, zgadzam się z tobą w 100% 03.01.07, 18:53
            Czytając twoje posty od razu widać że masz 12 lat (przynajmniej mentalnie) i
            niewiele jeszcze wiesz o związkach miedzy ludźmi i ich potrzebach w tych
            związkach a postrzegana przez ciebie rzeczywistość wywodzi się ze sfer
            lumpenproletariackich, gdzie kobieta to kuchta poniewierana i zdradzana przez
            pijanego nieokrzesańca a związek międzyludzki ogranicza się do dzielenia
            wspólnego socjalnego M-2. Tylko dlaczego uparcie męczysz swoimi spostrzeżeniami
            internautów, którzy być może wychowali się w nieco lepszej rodzinnej atmosferze
            i rozumieją trochę bardziej skomplikowane ludzkie potrzeby?
          • kaktusik0 Re: paratel12, zgadzam się z tobą w 100% 04.01.07, 10:31
            > Kobiecie, która nie ma ślubu ze swoim chłopem, ale ma własne mieszkanie, o wiel
            > e
            > łatwiej jest rozstać się, niż żonie. Bo gdzie pójdzie żona, kiedy chłop zacznie
            > pić albo ją zdradzać. Mieszkanie mają przecież wspólne. Wróci do rodziców? A co
            > ,
            > jeśli jest z patologicznej rodziny?


            ale dlaczego ma mieć własne mieszkanie? Uważasz że każdy człowiek żyjący bez ślubu miałby swoje własne mieszkanie żeby mieć się gdzie wyprowadzić w razie czego?
            • ewik_75 Re: paratel12, zgadzam się z tobą w 100% 04.01.07, 11:28
              kaktusik0 napisała:

              > > Kobiecie, która nie ma ślubu ze swoim chłopem, ale ma własne mieszkanie,
              > o wiel
              > > e
              > > łatwiej jest rozstać się, niż żonie. Bo gdzie pójdzie żona, kiedy chłop z
              > acznie
              > > pić albo ją zdradzać. Mieszkanie mają przecież wspólne. Wróci do rodziców
              > ? A co
              > > ,
              > > jeśli jest z patologicznej rodziny?

              Katusik, bardzij pokomplikowac już nie mogłaś?
              Może dorzuć jeszcze "a co , jeśli ma trójkę chorych dzieci", "a co, jeśli
              właśnie straciła pracę", "a co, jeśli wychodząc z domu potrąci ją samochód"?
              Kreatywna jesteś dasz radę.

              Kobieto, wszystkiego nie przewidzisz!

              Żona ma prawa do lokalu i wspólnego majątku (chyba, że mają rozdzielność).
              Może w sądzie starać się o zwrot połowy wartości. Albo mieszkac tam dalej i
              spłacać jego.
              Albo mogą sprzedać i się podzielić.
              Konkubina nie ma żadnych praw, chyba że kupili we współwłasności, ale wtedy też
              jest konieczność podziału, i często wkracza sąd.
              Rzadko się w naszym kraju zdarza, żeby oboje z pary mieli po własnym mieszkaniu.
              Częściej, że mieszkają w lokalu jednego z nich.

              I czemu on od razu ma pić lub zdradzać?
              To, czy ma skłonności do takich zachować sprawdza się przed ślubem... Ok., nie
              wszystko przewidzisz, ale konkubent też może pić i zdradzać.
              Zona, która zrezygnowała z pracy dla rodziny ma prawo walczyć o alimenty dla
              siebie i dzieci.
              Konkubina - tylko dla dzieci.
      • maretina Re: paratel12, zgadzam się z tobą w 100% 03.01.07, 20:00
        star105 napisała:

        > Wreszcie jakiś normalny facet. Dziwię się tym kobietom, którym tak zależy na
        > jakimś głupim świstkiem.
        slub nie jest zadnym swistkiem,w kosciele nic mi nie dano.swistek z usc nic dla
        mnie i meza nie znaczy.
        >a potem narzekają, że muszą harować w domu, a ich chłopy
        > siedzą na kanapie z piwskiem w łapie:)
        trzeba byc wyjatkowo tempym, zeby sadzic, ze przed taka patologia broni brak
        slubu:) . oczy przecieram ze zdumienia w jakie brednie ludzie wierza i jakie mja
        wyobrazenie o rodzinie:)
        czytajac to forum widze jak zyja pary,wcale nie trzeba miec slubu, zeby meczyc
        sie z byle dupkiem czy jakas larwa. zdrada nie zna pojecia konkubinat czy slub,
        chamstwo tez nie, nawyki odnosnie prac domowych wynosi sie z wlassnego domu.
        nigdy moj maz nie lezal z piwskiem w reku podczas gdy ja sprzatalam mieszkanie.
        mieszkamy oboje i oboje brudzimy, zatem kazde z nas sprzata, gotuje, pierze. to
        normlne. musialas miec wyjatkowo popaprany dom, jesli taki obraz malzenstwa masz
        w glowie.
        W końcu prędzej czy pózniej zostawiają j
        > e
        > dla kochanek, a biedne żonki beczą, że zostały same i to bez środków na życie,
        > bo wcześniej poświęciły pracę dla rodziny. Nie, mi ślub nie jest w ogóle potrze
        > bny.

        i dobrze. z tkim podejsciem nie massz szans na wartosciowego meza:)
        • winnix Re: paratel12, zgadzam się z tobą w 100% 04.01.07, 09:24

          > musialas miec wyjatkowo popaprany dom, jesli taki obraz malzenstwa masz
          > w glowie.

          Masz wyjątkowe tendencje do obrażania innych. Być może ciężko jest w to
          uwierzyć, ale takich popranych domów jest w Polsce bez liku. Moja koleżanka ma
          partnera, który właśnie z takiego domu się wywodzi. Ostatnio była u nich na
          Święta i przeżyła ciężki szok kulturowy, jak się dowiedziała np. że wszystkie
          kobiety w tej rodzinie wstają w okolicach 4-5 rano, żeby zrobić mężom kanapki.
          Same nie pracują, bo wychowują dzieci w domu. Kuzyn twierdzi, że praca fizyczna
          to jest prawdziwa praca, bo co taki pracownik biurowy robi, posiedzi pół dnia
          przed komputerem, poklika i co, tym się zmęczy? I co, on po całym dniu machania
          łopatą ma jeszcze obiad sobie robić?! Sprzątać?!

          Taka jest niestety rzeczywistość polskich rodzin. Mnie też to szokuje, bo w
          moim towarzystwie takich par nie ma. Ale wśród rodziców moich znajomych jak
          najbardziej.

          Więc nie obrażaj tych, co mieli trochę mniej szczęścia i trafili na, jak to
          nazwałaś, "popaprany dom".
      • kika843 Re: paratel12, zgadzam się z tobą w 100% 03.01.07, 22:49
        star105 napisała:

        > Wreszcie jakiś normalny facet. Dziwię się tym kobietom, którym tak zależy na
        > jakimś głupim świstku, a potem narzekają, że muszą harować w domu, a ich
        chłopy
        > siedzą na kanapie z piwskiem w łapie:) W końcu prędzej czy pózniej zostawiają
        j
        > e
        > dla kochanek, a biedne żonki beczą, że zostały same i to bez środków na życie,
        > bo wcześniej poświęciły pracę dla rodziny. Nie, mi ślub nie jest w ogóle
        potrze
        > bny.
        Star w pełni się z Tobą z tym zgadzam. Ja także nie rozumiem, czemu kobieta
        przestaje się rozwijać, myśleć o sobie całkowicie poddaje się po ślubie woli
        męza? Przecież wiele z nich przed nim było aktywnych zawodowo. Kobiety
        całkowicie podporządkowują swe życie małżeństwu, rezygnują z innych aspektów
        życia, a potem jeśli zostawi je mąż, nie potrafią się odnaleźć w tej sytuacji.
      • ewik_75 Re: paratel12, zgadzam się z tobą w 100% 04.01.07, 10:44

        star105 napisała:

        > Wreszcie jakiś normalny facet. Dziwię się tym kobietom, którym tak zależy na
        > jakimś głupim świstku, a potem narzekają, że muszą harować w domu,


        Cooooooooooooooooo?
        AAAA z czego to niby ma wynikac???
        W przysiedze małżeńskiej jest "i przysięgam Ci miłość, wierność i uczciwość
        małżeńskiej" a w wersji kościelnej jeszcze "i że Cię nie opuszczę aż do
        śmierci"
        Gdzie tam jest coś o lataniu ze szmatą???
        I o piciu piwka przed TV?
        Ja nie widzę zależności: jestem żona więc haruję, a Ty się lenisz"

        Podobnie o poświęcaniu kariery zawodowej.
        Wszystkiego wokół znane mi mężatki z wyjątkiem jednej pracują, niektóre
        posiadają własną działalność.
        Ty chyba jakiś model muzułmański opisujesz ;)

        A tak a propos mieszkania.
        W małżeństwie w którym jest wspólnota majątkowa mieszkanie należy do obojga i
        dlatego nie zostaje się z niczym.
        A skoro tak rozumujesz jeszcze przed ślubem to nie świadczy to bynajmniej o
        szczerości Twoich intencji ani o prawdziwości Twoich uczuć.

    • zamyslona4 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 18:01
      na szczescie sluby wracaja do lask i mlodzi ludzie doceniaja role stabilizacji
      w tym pokreconym zyciu. mozna sobie mowic ze sie nie chce slubu- ale czesto sie
      to zmienia gdy spotka sie wyjatkowa osoba, i i tak sie wie ze to ta. czy to
      powod do domu ze nie jeastem na tyle odpowiedzialny za swoje decyzje ze wole co
      3 lata zmieniac partnera wiec sie nei zenie? prawdziwe wyzwanie to wlasnie
      rozwiazywac problemy a nie przed nimi uciekac. nuda w zwiazku? to tzreba go
      pielegnowac a nie po prostu w nim byc.
      moi rodzice obchodzili 30 rocznice. mieli naprawde ciezkie lata. ale dorobili
      sie zarowno materialnie, jak i rodzinie (fajne dzieci maja ;) ) i teraz sa
      szczesliwi jak nigdy.
      • ute_ute Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 18:54
        zamyslona4 napisała:

        > na szczescie sluby wracaja do lask i mlodzi ludzie doceniaja role stabilizacji
        > w tym pokreconym zyciu. mozna sobie mowic ze sie nie chce slubu- ale czesto sie
        >
        > to zmienia gdy spotka sie wyjatkowa osoba, i i tak sie wie ze to ta. czy to
        > powod do domu ze nie jeastem na tyle odpowiedzialny za swoje decyzje ze wole co
        >
        > 3 lata zmieniac partnera wiec sie nei zenie?

        dlaczego uważasz, że jak ktoś nie planuje, nie chce ślubu to zmienia partnera co
        3 lata? trochę mniej stereotypów polecam
        • zamyslona4 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 20:58
          ute_ute napisała:

          >
          > dlaczego uważasz, że jak ktoś nie planuje, nie chce ślubu to zmienia partnera
          c
          > o
          > 3 lata? trochę mniej stereotypów polecam

          troche uwazniejsze czytanie postow polecam - nie tylko odpowiedz, ale i posty
          znajdujace sie przed nia.moj post byl nawiazaniem do postu glownego iz jak nam
          sie nei podoba to od razu sie rozstajemy.
          sama zyje wsrod osob ktore maja za soba juz slub i kolejengo nie chca, choc sa
          dlugich zwiazkach. i ok- sa szcesliwi. ja sama jestem bardzo szczesliwa i chca
          byc z ta osoba z papierem czy bez.

          radze wiec 2 x przeanalizowac calosc a nie rzucac jakies rady
    • marco35 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 18:41
      Wyobraź sobie konkubinat trwający 30 lat. Jedno z małżonków pracuje zawodowo,
      drugie pracowało przez pewnien czas, ale np. przez 15 lat zajmowało się dziećmi,
      domem i nie pracowało zawodowo. Pewnego dnia małżonek przychodzi z pracy i mówi:
      wypadliło się, mam kogoś innego, odchodzę. Odpowiedz jak dokonasz podziału
      majątku. Problem z punktu widzenia prawnego praktycznie nie możliwy do
      rozwiązania poprawnego. Poza tym druga osoba zostaje bez środków do życia, bo
      cały czas poświęciła drugiej osobie, dzieciom itd. Nie ma praktycznie majątku,
      nie pracuje, nie może liczyć na alimenty itd.