scandia
22.01.07, 13:05
Jakże cholernie sie wkurzam, kiedy wlasnie mysle o niej, jak mogla mnie tak
zalatwic. Jak juz pisalem wczesniej, rzucila mnie, bez praktycznie zadnego
powodu, przynajmniej zadnego sensownego nie mogla podac, a teraz tak mnie
kara. Po 16 miesiacach, liczylem na cos wiecej, a tak sie przejechalem. Ona
nagle 2 tygodnie po rozstaniu zaczyna sie spotykac z innymi jakby nigy nic, a
ja umieram, z zazdrosci, ze zlosci, z powodu tego, ze nie dala mi szansy, ze
juz ją nic nie obchodze, z bezsilnosci ze nic nie moge zrobic. Kurde, nie byla
idealna, wkurzala mnie czasami swoimi dziwnymi zachowaniami, ale wlasnie taka
ją pokochalem, i teraz tak ciezko to wszystko pojąc. Jak piorun z jasnego
nieba rzucila mnie.. pomożcie mi zrozumiec.. pislem wczesniej w jednym z
wątków, ze mam szanse wyjechac.. ale czy to cos zmieni? Czy samotnosc w Anglii
nie zniszczy mnie bardziej niz siedzenie tutaj? Tyle pytan, a zero odpowiedzi
;( juz nie daje rady...