Dodaj do ulubionych

Dawna miłość nie rdzewieje?

27.01.07, 09:46
Cztery lata temu poznałam chłopaka, w którym się zakochałam na zabój.
Myślałam, że stanie się on miłością mojego życia, ojcem moich dzieci itd:)))
Oboje jednak byliśmy bardzo nieśmiali i nie mieliśmy żadnego doświadczenia z
płcią przeciwną. Podchody wychodziły, więc nam raczej żałośnie. I taka
sytuacja trwała dwa lata. Przez ten czas chyba zdązyliśmy nawet poczuć do
siebie pewien żal i było widać, że niechętnie na siebie patrzyliśmy.
Nagle znów zaczęliśmy się przyjaźnić. I postanowiłam się dłużej nie męczyć i
z nim o tym porozmawiać. Nie żałuję tej rozmowy, ale w życiu nie usłyszałam
bardziej przykrych słów i nikt nie zachował się w moich oczach tak dziecinnie
jak on wtedy. Szkoda opisywać. Jednak tydzień po tej rozmowie dostała smsa z
przeprosinami i z wyzaniem tego jaka to ja jestem fajna,ale był on anonimowy.
Przez trzy następne miesiące nie widzieliśmy się bo ja wyjechałam. Kiedy
wróciłam nasza przyjaźń o dziwo zaczęła się pogłębiać. Było zupełnie
odwrotnie niż podejrzewałam. On wciąż był blisko mnie, angażował jakieś
wspólne wyjścia, był niesłychanie miły i ciepły. Tym razem to ja nie chciałam
żeby to poszło dalej. Przejechałam się raz i uniosłam się dumą. Mimo, że w
głębi duszy to co do niego czułam nigdy się nie zmieniło.
W tym roku po dłuższym czasie nie widzenia się nareszcie zaczęło być zdrowo
między nami. Przyjaźń i tylko przyjaźń. Mi przeszło na dobre. W końcu
zaczęłam się umawiać z innymi nie myśląc już wyłącznie o nim i być może
spotkałam swoją miłość. Teraz jestem kompletnie zauroczona nowo poznanym
mężczyzną, ale właśnie...tamtemu jakby coś się zaczęło przypominać.
On nie wie chyba, że ktoś jest w moim życiu. Może się domyśla,bo widzi, że to
już nie on jest najważniejszy. Zapomniałam nawet o jego urodzinach, w ogóle o
nim nie myslę. No może od niedawna znów trochę zaczęłam, bo daje mi powody.
I nie wiem czy wciąż mnie zwodzi, czy może w końcu dojrzał i coś zrozumiał.
Najlepiej było by go zwyczajnie olać i żyć swoim życiem, ale zawsze kiedy
zaczynało się u mnie coś układac pozytywnie, nagle pojawiał się on i nic z
tego nie wychodziło.
Sądzicie, że jeśli raz ktoś powiedział nie i nie chciał tego to oznacza, to
nie zmieni zdania? Powinnam przestać się nad tym nawet zastanawiać?
Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka