Dodaj do ulubionych

Mąż, rozpad i on, co dalej?

31.01.07, 09:35
Postaram się wszystko streścić chociaż sprawa jest złożona.

Parę lat temu był ktoś kto mi się strasznie podobał - czułam to co dobrze
znacie - tajemnicze przyciąganie. Niestety było między nami wiele różnic i
przeszkód tak że wtedy nawet mnie nie znał, zresztą potem dowiedziałam się że
jest zajęty więc odpuściłam.
Poznałam kogoś, wyszłam za mąż, było nam dobrze, może nie było tego "czegoś"
ale było naprawdę ok i byłam szczęśliwa. Do czasu...
Z czasem mój mąż zaczął przejawiać zachowania które mnie niepokoiły -
widziałam w jego oczach straszną agresję kiedy próbowałam mu na coś zwrócić
uwagę, ze musi powoli szukać lepszej pracy, że nie możemy ciagle liczyć na
rodziców itp... Poleciały wyzwiska od materialistek i gorszych - nie będę się
nad tym rozwodzić. Potem ta agresja przeszla w agresję fizyczną, najpierw
były to popchnięcia itp, w sumie nic wielkiego. Na codzień był kochany i
przepraszał ale zawsze kiedy, powiedzmy wprost się czepiałam (która żona tego
nie robi? ) padał cios i to taki znienacka.. Jednocześnie ten ktoś z
początku opowieści zaczął mnie zauważać, spotkania, rozmowy - nic poważnego
ale... Odpychałam go bo było już za późno, bo już się związałam i niby byłam
szczęśliwa, ale w domu gdy nikt nie widział...
Potwierdziły się książkowe schematy, bicie, przeprosiny, miodowy miesiąc
(teraz tydzień) i od nowa bicie. Ostatnio zdeklarował się że już więcej mnie
nie uderzy i na razie się tego trzyma, ale we mnie coś chyba umarło... Nie
wiem co robić... czy ratować to co jest, zerwać kontakt z tym drugim, czy
moze po prostu odpuścić i zaczekać co los przyniesie? Gdybym wiedziała że
jest co ratować ale sprawy zaszły już tak daleko że mam poważne wątpliwości
Tego kogoś kto był w zasadzie tym pierwszym na pewno nie chcę w to wszystko
wciągać i on nawet nie ma pojęcia co się tak naprawdę w moim związku dzieje
Obserwuj wątek
    • mia17 Re: Mąż, rozpad i on, co dalej? 31.01.07, 09:46
      moim zdaniem nie ma co ratowac...niestety ;-(
      jesli facet bije to sa raczej male szanse, zeby nagle przestal. obietnice,
      przeprosiny, kwiaty - a potem od nowa terror.
      zapytaj siebie, ile jeszcze jestes w stanie zniesc upokorzen? ile jeszcze razy
      musi Cie uderzyc, abys przejrzala na oczy i odeszla od niego?
    • izabellaz1 Re: Mąż, rozpad i on, co dalej? 31.01.07, 09:47
      Nie żartuj nawet z tym "ratowaniem". Pakuj walizki i "do widzenia". Albo spakuj
      Jemu nie wiem na ile to jest możliwe.
      To jest schemat bicia jak dobrze zauważyłaś i tak już zostanie jeśli powtarza
      się notorycznie.
      Zadzwoń pod Niebieską Linię, wejdź na stronę
      www.niebieskalinia.pl/index.php?w=1024.
      Tutaj oferują pomoc psychologiczną, prawną etc.
      Nie jesteś sama...
    • styga.gdy Re: Mąż, rozpad i on, co dalej? 31.01.07, 10:10
      Łatwo pewnie doradzać komuś, komu życje ułożyło się bardzo szczęśliwie. Ale też
      kiedyś w życiu stanęłam przed dylematem, zostać i się męczyć? Czy odejść i
      szukać szczęścia gdzie indziej. W moim przypadku nie było nawet wielkich wojen,
      agresji, rękoczynów. Tak poprostu stwierdziłam, że to nie to. Życie jest
      krótkie i trzeba je przeżyć w szczęściu,miłości i poczuciu spełnienia. Ja
      osobiście nie wyobrażam sobie być z kimś tylko ze względu na papier czy dzieci,
      bo tak wypada, dla rodziny itd. Pamiętaj,że wraz z Tobą cierpią najbliżsi
      (dzieci-jeśli są, rodzice którzy widzą lub czują co się dzieje w Twoim
      małżeństwie)
      A czy warto się ukrywać i maskować?????????????
      Czy na tym życie polega???????????
    • 11ewa111 Re: Mąż, rozpad i on, co dalej? 31.01.07, 11:21
      Tego kogoś i tak w jakimś sensie wciągniesz, bo jeśli zrezygnujesz z
      małżeństwa – no przecież to nie jest tak, że zamkniesz drzwi i NIE MA.
      Trudno cokolwiek doradzić... kobieta nie powinna godzić się na coś takiego. I
      jeśli mąż nie potrafi sam sobie z tym poradzić, to może jakaś terapia? Przecież
      to nie jest normalne. Mam nadzieję, że dobrze przemyślisz, zanim podejmiesz
      jakąś decyzję... bo gdy się jakąś podejmuje, to potrzeba 100% pewności o jej
      słuszności - wątpliwości i jakieś wyrzuty mogą być później bardzo męczące.
      Osobiście uważam, że trzeba wyczerpać wszystkie możliwości i sposoby, zanim się
      człowiek podda.
      -----
          • kasjopea_1 Re: Mąż, rozpad i on, co dalej? 31.01.07, 11:45
            Z doświadczenia zawodowego wiem, że przypadki kiedy to "kat" przestaje być nim
            zupełnie prawie się nie zdarzają. Jeśli nawet osoba deklaruje poprawę i
            zaniechanie swych praktyk, a nie uda się na terapie i leczenie to mało
            prawdopodobne, że sytuacja się nie powtórzy. Poza tym osoba, która daje kolejną
            szansę przyjmując obietnicę "że już nigdy więcej" musi postawić jasne warunki,
            jakie będą konsekwencję jej złamania i co najważniejsze dotrzymać słowa. W
            innym przypadku, jeśli wybaczy po raz kolejny, to otworzy furtkę do kolejnych
            działań w przyszłości.
            Oczywiście to są bardzo trudne sprawy i do każdej należy mieć indywidualne
            podejście, ale radzę skorzystać z pomocy, gdyż opisane zachowania są karalne
            (art. 207 kk). Życzę powodzenia.
    • arabella7 Re: Mąż, rozpad i on, co dalej? 01.02.07, 17:15
      Mandy, ja jestem w podobnej sytuacji. Mój mąż też wykazuję dużą agresję,
      narazie słowną. Ale dręczy mnie bez przerwy, robi przytyki do wszystkich moich
      znajomych, rodziny. Stanęło na tym, że nikogo nie zapraszam, nawet swoich
      rodziców. Aktualnie jestem na etapie "po przeprosinach i obietnicach", ale
      codziennie tak mnie dusi w gardle, że chce mi sie wymiotować. Od jakiegoś czasu
      mam myśli samobójcze. Nie jest mi łatwo odejść, bo mam dwójkę wspaniałych
      dzieci i mimo, że pracuję zawodowo nie stać mnię na wynajęcie czegokolwiek. Moi
      rodzice mieszkaja na drugim końcu Polski i kiedy u mojej mamy wykryto depresje -
      przeżywa moją porażkę, to nie chcę jej mówić co u mnie. Sama pewnie mam
      depresję. A najgorsze jest to, że " po przeprosinach" świat dla mojego męża
      powinien być normalny, a ja mam minę jak kot srający na puszczy. Wszystkie
      wystajace elementy w domu, karoryfer w łazience, balkon przerobiłam na miejsce
      do powieszenia się. Nie mam wsparcia od swoich teściów - mistrzów gry pozorów.
      Teść kiedyś w rozmowie z mężem powiedział, że bardzo by przeżył, gdyby jego
      wnuki wychowywał inny mężczyzna. Wrzaski, podniesiony ton, jesteś taka i taka,
      wywyższasz sie, a jesteś tylko taka i taka. Poza tym mój mąż wytyka mi moje
      niskie zarobki. Kiedyś miałam lepsze zarobki, ale od kiedy urodziłam dzieci
      moja sytuacja finansowa zdecydowanie się pogorszyła. Teraz ciągle słysze
      zarzuty pod tym adresem. Jeśli coś chcę sobie kupić, to wysyła mnię do moich
      rodziców. Nie widzę wyjścia, nie mam nadziei, nie wiem co robić ...
    • iv-es Re: Mąż, rozpad i on, co dalej? 01.02.07, 19:10
      Jeśli masz dokąd, pakuj się, zwiewaj i nie oglądaj się za siebie. Ja nie
      potrafiłam tego zrobić w porę, teraz nie mam dokąd odejść i może bezpośredniej
      agresji nie doświadczam ale psychiczna gehennę mam na co dzień. To nie jest
      życie. Co tu ratować?? ON...dobrze, że jest jakiś ON. Może będzie pomocny albo
      odnajdziesz z nim szczęście...Bądź ostrożna...
    • simona1974 Re: Mąż, rozpad i on, co dalej? 02.02.07, 07:05
      Szczerze to nie liczyłabym na dłuzsza poprawę zachowania męża. Wiem z
      doswiadczenia ze prędzej czy pózniej znowu nie wytrzyma i po wszystkim pewnie
      obwini Ciebie że to przez Ciebie nerwy mu pusciły bo .....
      Przerabiałam to - nie bił mnie ale robił mi wiele innej krzywdy - psychicznej.
      Zawsze obiecywał ze to ostatni raz ale prędzej czy pózniej - miesiąc, dwa ataki
      psychicznej agresji wracały.
      Nie wierz mu - on taki jest i juz go nic nie zmieni.
      Co do tego drugiego.
      jeśli sie zdecydujesz odejśc od męża to nikt nie ma prawa wiedzieć o tym
      drugim bo juz od poczatku bedziesz w sadzie czy w oczach rodziny tą gorszą i
      na spalonej pozycji.
      Proponuję - najpierw załatw sprawy z mężem a potem wracaj do swojego
      sprawdzonego przyjaciela :O))
      Życie jest zbyt krótkie aby je przeżyc ze złym partnerem.
      3-maj się.
      • mandy2002 Re: Mąż, rozpad i on, co dalej? 02.02.07, 16:27
        Witam wszystkich i dziękuję za odzew:)

        To nie jest do końca tak, że mój mąż jest sadystą. Moze przytłacza go nadmiar
        problemów, obowiązków, czasami moich mniej lub bardziej zasadnych pretensji...
        Na razie widzę, że się stara, znosi moje poddenerwowanie, na razie mnie nie
        uderzył - fakt, że nie było między nami kłótni takiego rozmiaru, który zwykle
        go do tego prowokował ale może tym razem będzie inaczej - nie wiem gdzie
        wyznaczyć granicę, czy po prostu powiedzieć - jeszcze jeden raz i to koniec...
        To właśnie jest chyba najtrudniejsze - gdyby cały czas był okropny łatwiej
        byłoby podjąć konkretne kroki, a tutaj równia pochyła...

        Najgorsze jest to że we mnie coś chyba się zepsuło, już nie umiem jak kiedyś
        poprostu zapomnieć i żyć jak przedtem... Wybaczyłam mu ale chyba stał mi się
        obojętny. Może to wszystko się jeszcze da z czasem naprawić, a może z czasem
        będzie jeszcze gorzej... Nie chcę udawać że jest dobrze gdy tego nie czuję ale
        nie chcę też z góry tego skreślić - to chyba nie byłoby teraz w porządku...

        I jest jeszcze kwestia tego kogoś... Nie mamy ognistego romansu ani nic z tych
        rzeczy ale czysto przyjacielska relacja to też nie jest... Wytyczyłam granicę
        których dopóki jestem mężatką nie przekroczę i on zdaje sobie z tego sprawę.
        Wiecie jak to jest bo każda to przeżyła - taki etap badania czy byłoby nam
        dobrze czy pasowalibyśmy do siebie - tego nie można odrazu wiedzieć - potrzeba
        czasu...
        Czuję się jak w zawieszeniu - z jednej strony mąż który wyrządził mi wiele
        krzywd i przez to zabił we mnie część uczucia ale (mam taką cały czas nadzieję)
        nie jest złym człowiekiem, z drugiej ten ktoś z kim mogłoby być mi dobrze, kim
        się zauroczyłam - tak trochę szczeniacko zanim poznałam męża, ale wtedy nie
        mogło nam wyjść - normalnie jak w greckiej tragedii:)
        Nie chciałabym nikogo skrzywdzić, męża przede wszystkim. Ale czuję że cokolwiek
        nie zrobię będzie to dla kogoś bolesne... Wybiorę ratowanie małżeństwa - a może
        to błąd, może on się nie zmieni i za parę lat będę żałować że straciłam coś
        fajnego w imię moralności i zasad (dzieci nie mamy), z drugiej strony - badając
        czy mogłabym być z tym drugim, pokochać go i na nowo budować z nim życie,
        krzywdzę męża i bądź tu mądrym:(
        Czekam, patrzę co przynoszą kolejne dni, ale boję się tego co będzie dalej...
        • mandy2002 Re: Mąż, rozpad i on, co dalej? 11.04.07, 12:39
          To znów ja po Wielkanocy... To były trudne święta Dostawałam praktycznie
          codziennie a wyglądało to tak: piątek kopniaki bo chciałam zapalić w nerwach
          fajkę, sobota - to samo, ale potem gwałtowne pogodzenie bo trzeba było iść do
          rodziny - nie chciałam na świeta robić przedstawień i psuć wszystkiego więc
          żyłam jakby sie nic nie stało - i było dobrze, niedziela jak w bajce, jakbyśmy
          się nigdy nie kłócili, w poniedziałek znowu dostałam bo miałam pretensje że nie
          dba o nas, że nie spędzamy świąt razem jak rodzina, a on zamiast raz od święta
          coś zorganizować dla nas, w domu bądź jakieś wyjście zajmuje się naprawą swoich
          rzeczy, dostałam w twarz i wtedy pomyślałam, że szkoda że nikt tego nie
          widzi .... Zapytałam czemu nie bije mnie tak żeby było widać, odpowiedział że
          następnym razem tak zrobi i wyszedł, no to poszłam za nim i poprosiłam żeby
          wyszedł, że nie chcę z nim zostać na noc pod jednym dachem i znowu dostałam
          więc powtórzyłam że niech bije tak żeby było widać (tak naprawdę sądziłam, że
          tego nie zrobi, że się opanuje) - i wtedy dostałam cios pięścią w policzek - to
          chyba cud że nic mi nie złamał (najgorsze jest to że mogłabym pójść na obdukcję
          ale mimo całego bólu i tak teraz już nic nie widać :/) - on sam się tego
          wystraszył co zrobił, wyleciał z domu, potem wrócił powiedział że lepiej się
          rzeczywiście wyprowadzi, bo jeszcze mi coś nieodwracalnego zrobi, albo zostanie
          i spróbujemy od nowa... i ja uległam żeby został (wiem idiotka ze mnie ale
          chciałam wtedy tak bardzo ciepła, przytulenia).- wiem- powiecie że to moja
          wina, że powinnam was słuchać, ale naprawdę nie jest łatwo odejść od kogoś kto
          cały czas sprawia wrażenie, że nie jest z gruntu zły, że się pogubił, że mnie
          kocha, ale coś się z nim dzieje co wywołuje w nim taką agresję
          Potrzebujemy chyba oboje pomocy, widzę że on chciałby to wszystko zmienić ale
          nie radzi już sobie nawet ze sobą, ze swoją agresją. Może można gdzieś pójść po
          pomoc? Może ktoś mu pomoże dojść do ładu ze sobą? Ja też wiem że powinnam
          ustalić jakiś plan postępowania, ale kompletnie nie wiem jak się za to zabrać...

          Cały czas jest też ten drugi, coraz bardziej się do mnie zbliża i coraz
          bardziej zaczyna mu na mnie zależeć, pojawiają się coraz poważniejsze wyznania
          z jego strony, choć praktycznie się nie widujemy i nie ma mowy o jakiejkolwiek
          miłości fizycznej...
          Zaznaczam, że on nie ma bladego pojęcia co się dzieje w moim małżenstwie, chyba
          oprócz was nikt nie ma. Z jednej strony chciałabym mu paść w ramiona, wypłakać
          się i wszystko opowiedzieć a z drugiej - nie wiem czy to dobry pomysł, czy
          dobry grunt dla naszej znajomośc... chyba lepiej to ukrywać, zwłaszcza że on
          też ma swoje problemy...
          A ja już się gubię, we własnych uczuciach w tym co robić, nie chciałabym nikogo
          skrzywdzić, i chciałabym być szczęśliwa ale to wszystko się tak pokręciło, że
          już nie umiem się odnaleźć - strasznie się boję wyboru, jego późniejszych
          konsekwencji i tego czy jestem jeszcze zdolna do jakichkolwiek uczuć, czy
          potrafię jeszcze kochać...

          Chciałabym zacząć coś robić ale kompletnie nie wiem jak sie za to zabrać
          • jagoda-lee Re: Mąż, rozpad i on, co dalej? 11.04.07, 12:52
            Na początek idz do psychologa.On uświadomi ci wszystko.Mam koleżanke była w
            podobnej sytuacji ale po kilku wizytach u specjalisty zrozumiała ze ratunku nie
            ma.Wniosła sprawę o rozwód on jeszcze nie wie a wczerwcu sie wyprowadza też on
            o tym nie wie.powodzenia
          • eeela Re: Mąż, rozpad i on, co dalej? 11.04.07, 12:58
            Popadasz w patologie. Dziewczyno, zrozum. Czesciej sie juz zdarza, ze alkoholik
            wychodzi z alkoholizmu, a narkoman z narkomanii, niz facet, ktory kilka razy
            uderzyl, ze przestanie bic. Kazdy taki przypadek wyglada niepokojaco identycznie
            - agresja mezczyzny wzrasta, ile by nie przepraszal. Czy nie rozumiesz, ze on
            lamie twoje prawa robiac to, co robi? Jak mozesz to znosic? W imie czego?
    • dr.tapczan Re: Mąż, rozpad i on, co dalej? 11.04.07, 13:16
      Przpadek ksiazkowy, rzec mozna. I ksiazkowa reakcja forum. Gawiedz krzyczy
      zostaw brutala! A ofiara zamiast uciekac, sie do "brutala" tuli.

      Zadne z Was nawet nie probuje zmierzyc sie z rzeczywistym problemem. Jak i on
      jest? Nie wiem, ale to co sie dzieje teraz do demonstracja bezradnosci. Ty juz
      zabezpieczasz sobie wyjscie z sytuacji, flirtujac z innym. Slowa "sa takie
      rzeczy, ktorych jakko mezatka nie zrobie" to oszukiwanie siebie, podszyte na moj
      nos wolaniem o pomoc.

      Czy myslisz, ze Twoj maz tego nie czuje, nie widzi? Czy nie przyszlo Ci na mysl,
      ze jego zachowanie - oczywiscie godne potepienia - to wyraz kompletnej
      bezradnosci. Przemysl jak doszlo do takiej eskalacji, czy to nie tak, ze zaczelo
      sie od Twojej agresji pod haslem "zmien prace!"?

      Polozylas na nim ciezar, ktorego on nie jest w stanie uniesc (podteksty z
      zmianie pracy mogly zostac przez niego odebrane jako wiadomosc - "jestes do
      niczego", podejrzewam, ze jak sie pociagnie temat to wyjdzie jeszcze wiele
      nierozwiazanych problemow z przeszlosci). Teraz Twoj maz juz wie, ze za chwile
      Cie straci, co wzmaga w nim poczucie odrzucenia, braku akceptacji i bezradnosci.
      Jedoczesnie, nie on potrafi sie do tego przyznac, wiec bije. Jak niesforne dziecko.

      Sami sobie juz nie poradzicie. Radze szybki kontakt z psychologiem. Jednoczesnie
      na wstepie trzeba postawic warunek - albo idziemy razem dalej, co oznacza
      bezwgledna terapie + nigdy juz mnie wiecej nie uderzysz, bo jesli to
      automatycznie oznacza koniec (tylko do licha konsekwentny!) albo rozstajemy sie
      juz teraz. Powodzenia.




      • maretina Re: Mąż, rozpad i on, co dalej? 11.04.07, 13:30
        twoim zdaniem powinnysmy napisac: daj sie dalej nap...ierd..alac? mowy nie ma!
        obojetnie jaki nie bylby cudowny, jest katem i kropka.

        zaden ciezar i zadne klopoty nie upowaniaja do bicia! ty tezpotrzebujesz pomocy
        tapczanie. jestes chory, bo usprawiedliwiasz przemoc!
      • mandy2002 Re: Mąż, rozpad i on, co dalej? 11.04.07, 13:39
        Więc Twoim zdaniem dostaję to na co zasłużyłam? Że to wszystko przeze mnie bo
        byłam okropna, bo zwracałam uwagę, bo przysłowiowo "się czepiałam"? Może...
        W takim razie to już w ogóle zostaje mi tylko palnąć sobie w łeb bo skoro nie
        można nic powiedzieć, zwrócić uwagi na problem, to jak żyć? Jak muzułmanka
        podporządkowana panu i władcy? Super po prostu... Wy mężczyźni naprawdę macie
        świra na punkcie krytyki tyle Ci powiem.

        > zabezpieczasz sobie wyjscie z sytuacji, flirtujac z innym. Slowa "sa takie
        > rzeczy, ktorych jakko mezatka nie zrobie" to oszukiwanie siebie, podszyte na
        mo
        > j
        > nos wolaniem o pomoc

        Słaby masz nos - nikogo nie oszukuję, mam wystarczająco dużo problemów żeby
        jeszcze zdradzać i dokładać sobie wyrzuty sumienia - a tak poza tym to nie
        wiesz czy flirtuję - zapytaj tego drugiego - pewnie byłby szczęśliwszy gdybym
        się zachowywała tak jak ty to widzisz - niestety tak nie jest
        • dr.tapczan Re: Mąż, rozpad i on, co dalej? 11.04.07, 14:38
          Nie, nie zasłużyłaś na ciosy. I to tyle w temacie. Proponuje nadal konakt z
          fachowcami, poki gosc nie pobije Cie do nieprzytomnosci.

          poczytaj między innymi tu:
          www.psychologia.edu.pl/index.php?dz=czytelnia&op=opis&id=2622
          oraz hasła go google: przemoc w rodzinie, współuzależnienie
    • bri Re: Mąż, rozpad i on, co dalej? 11.04.07, 15:42
      Raczej nie ma czego ratować jeśli mąż regularnie Cię bije. Tego się nie da
      usprawiedliwić.

      Ale jak znajdziesz sobie nowego to pozwól mu samemu decydować o karierze
      zawodowej i nie "czepiaj się". Wcale nie jest tak, że każda żona to robi.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka