lafcia1
06.02.07, 21:34
Pól roku temu wyszłam za mąz i przeniosłam się do Warszawy. Mąż pracuje w
jednym z tych oszklonych biórowców od 8 do 23. Gdy przychodzi jest przeżuty i
wypluty. W mojej pracy moja najmłodsza kolezanka jest w wieku mojej mamy. Poza
tym nikogo tu nie znam. Zanim się pobraliśmy to była wielka milość a teraz
nasze małżeństwo da się załatwić przez 20 min rozmowe telefoniczną. Suche
kwestie typu "o której wrócisz", "kup chleb", "przyszły rachunki". Mam piękne
mieszkanie, samochód, pieniądze. Całymi dniami albo włócze się po centrach
chandlowych, albo siedze w domu i nic nie robie. Zapisałam się na zajecia
dodatkowe typu basen, siłownia, angielski ale ludzie których tam spotykam są
oschli i nietowarzyscy. Mój mąż zawsze był samotnikiem i nie ma zbyt wielu
znajomych, a ci nieliczni to karierowicze, którym nikt nie jest potrzebny.
Opuścilam moje miasto, a tam mase kolezanek, znajomych, rodzinę. A tutaj
jestem tak ogromnie samotna i nieszczęśliwa