yaneko
11.02.07, 05:42
Moja przyjaciółka i zarazem współlokatorka, powiedzmy Ala, jest razem z moim
eks. Bardzo gleboko trafila mnie ta wiadomosc. Bartek bardzo mnie zranil, gdy
bylismy razem. Po rozstaniu nie utrzymywalismy ze soba kontaktu, az
przypadkiem, po dwoch latach, spotkalismy sie miesiac temu na ulicy. Bartek
przeprosil sie od razu za swe dawne zachowanie, by po chwili znow mi robic
wyrzuty i zrzucac wine za nieszczesliwy zwiazek... Nic sie nie zmienil. Chcial
odnowic znajomosc ze mna, lecz odmowilam. Za bardzo mnie wtedy zranil, bym
mogla sie teraz zwyczajnie z nim przyjaznic (choc zanim stalismy sie para,
byslismy przez dwa lata bardzo bliskimi przyjaciolmi).
Odnowil za to znajomosc z Ala. Ala znala nas gdy sie z Bartkiem dawniej
przyjaznilismy, bylismy razem i wysluchiwala mych bolacych zwierzen po
rozstaniu pocieszajac mnie.
Obecnie funkcjonuję w szczesliwym zwiazku, a Ala dotychczas byla solo.
Wydawalo mi sie jednak, ze istnieje niepisany kodeks wsrod przyjaciolek, iz od
bylych facetow rece nalezy trzymac z daleka. Ala ma to niestety za nic, mowi,
ze jest z Bartkiem "tak sobie, aby zobaczyc jak to z nim jest, moze cos z tego
wyjdzie" :(. Ze nie szuka stalego zwiazku, "tylko chce miec kogos dla seksu"
:( Jak gdyby musiala znajdywac sobie akurat Bartka. Mysle ze ma ona wieksze
oczekiwania od tego zwiazku, niz obecnie mowi. Spytala, czy mam cos przeciwko
temu. Odpowiedzialam ze nie, choc dziwnie mi bylo. Nie chce sie wtracac w jej
decyzje. Postawilam jednak sprawe jasno, by on sie w domu nie pokazywal,
przynajmniej jesli w nim jestem.
Atmosfera sie zatrula i tak...
Mialam w Ali dobra przyjaciolke. A ona przespala sie kilka razy z Bartkiem,
zanim powiedziala ze z nim kreci, mowiac ze chodzi nocowac do kumpelek. Gdy
juz przyznala w czym rzecz, unikala mnie, byla zimna i zaczynala nawet klotne
o drobiazgi, nie przejmujac sie jak ja sie czulam.
Nie chcialam sie wtracac w jej zwiazek z Bartkiem, lecz po kilku dniach nie
wytrzymalam i powiedzialam o moich idczuciach i ze zwątpilam w nasza
przyjazn... Ala rozplakala sie, odparla ze zalezy jej na naszej przyjazni, ze
sie czuje beznadziejnie ze mnie zranila. I, aby nie dopuscic do calkowitego
rozpadu naszej przyjazni, wyprowadza od kwietnia. Po czym umowila sie na nocke
z Bartkiem.
Nie padly zadne przeprosiny. Czy mam wogole prawo ich oczekiwac? Mam dola. Ona
znala tyle szczegolow z tamtego zwiazku, bylysmy sobie bliskie, a ona olewa
to... A ja czuje sie teraz jakas taka wykorzystana i mam obrzydzenie do siebie
samej. Nie wiem co o tym myslec, wciaz chyba jestem troche w szoku z obrotu
sytuacji. Ciezko mi zlapac dystans do tego wszystkiego... :/