problem z tesciowa - dłuuugie...

19.02.07, 13:27
Jestem 6 lat po slubie. Przez ten czas nie było roku w którym nie trzeba bylo
czegos zalatwic dla tesciowej. Tesciowa mieszka od 10 lat za granica. Zabrala
tam ze soba najmlodszego syna (jest gluchy) a 3 lata temu sredniego. Siedza
tam i maja wszystko w du... bo my tu za nich MUSIMY odwalac za nich brudna
robote.
Ciagle dzwoni i trzeba jej cos zalatwic. Kilka razy do roku latamy wiec po
roznych urzedach zalatwiajac dla niej czy dla jej synow sprawy zwiazane:
- z emerytura (dla niej)
- renta (dla najmlodszego syna)
- alimentami
- dodatkami pielegnacyjnymi na chore dziecko
- ze szkołą i roznego rodzaju zaswiadczeniami
- prawem jazdy jednego i drugiego syna (zalatwienaie kursow, ustalanie
terminow, platnosci)
- z jej mieszkaniem (szukamy najemcow)
- etc...
Jest tego sporo, szlag mnie już trafia, bo nie wychodzilam za maz za tesciowa
i szwagrow, a ciagle wisi nad nami widmo ich prywatnych spraw.
Tesciowa uwaza, ze rodzina jest od tego, żeby sobie pomagac. Ale do diabla,
wszystko ma chyba swoje granice??
Za kazdym razem kiedy przyjezdza ktorys szwagier-sa jakies problemy. Jeden i
drugi maja siano w glowie, wydaje im się, ze sa panami swiata i ze rządza na
osiedlu z miejscową „mafia”. Ostatnio mój maż musial do polnocy odkrecac na
policji sprawe najmlodszego, który bral udzial w bojce (pozyczyl komus 200
zl, ten nie chce ,mu oddac, pobili się, uszkodzili sobie aparaty sluchowe,
koszty blablabla).
Do 24 rozmawial z ojcem pobitego chlopaka, żeby uregulowac sprawe dlugu i
bojki, podczas kiedy mój najmlodszy szwagier jest dawno pelnoletni (ma 22
lata) i moglby to zrobic sam. Po zalatwieniu sprawy maz uslyszal tylko, ze
jest frajerem a on i tak tamtego dopadnie: grób, trumna, smierc....
Takich konfliktow jest coraz wiecej. Ostatnio najmlodszy po zdaniu prawa
jazdy postanowil kupic sobie samochod. Na czas pobytu trwajacy 2 tygodnie.
Tesciowa wydzwaniala do nas i prosila o wybicie mu tego pomyslu z glowy.
My mielismy wybijac doroslemu czlowiekowi z glowy jego pomysly. ...
I tak kupil auto, pozniej nie znalazl kupca (stary mercedes, 3 litrowy
silnik, stary grat). Pojechal sobie wiec za granice do domu, a moja tesciowa
scedowala obowiazki na nas. Zaprotestowalam (jak zwykle) ale mój maz za moimi
plecami nie dosc, ze sciagnal samochod na strzezony parking, to jeszcze
(kiedy ten grat od razu się rozwalil) zalatwial do niego mechanikow, tracil
swój czas na naprawy, ja musialam zalozyc na siebie konto w euro, żeby
tesciowa mogla przelewac na nie pieniadze które były na koszty zwiazane z
autem. Zalozylam to konto ale pod warunkiem, ze jak tylko przyjedzie, zalozy
je na siebie. Nie mam zamiaru, żeby US się mna zainteresowal.
Nic z tego, tesciowa po przyjezdzie ani myslala zakladac konto na siebie. Ona
w ogole nie rozumie, o co mi chodzi. Uwaza, ze jestem problemowa, a w
rodzinie trzeba sobie pomagac.
Pomagac do tego stopnia, ze mój maz, za moimi plecami zapisal ten samochod na
siebie. Bez mojej zgody i wiedzy. Teraz lata i zalatwia kupcow do samochodu,
który nie jest nasz.
Tym sposobem mamy przy jednej pensji 2000 netto m inn 3 samochody i (byłe
już, bo 3 dni temu zlikwidowalam) konto w euro.
Przedwczoraj spytalam się meza, czy przepisal auto na tesciowa-niech pomaga
synkowi, skoro jest taka rodzinna. Pokazal mi umowe sprzedazy. Po nitce do
klebka doszlam do tego, ze umowe sfalszowal, żeby zatkac mi gebe.
Tesciowa brala w tym udzial, potwierdzila, ze maz dal jej pieniadze za
sprzedaz samochodu.
Oboje usprawiedliwiaja się tym, ze to ja jestem winna. Bo gdybym nie
sprawiala problemow-oni nie musieliby mnie oszukiwac.
Kazalam się mezowi pakowac. Wyprowadzil się. Mam dosc zycia czyims zyciem.
Ani on ani tesciowa nie rozumieja o co mi chodzi.
A ja się pytam: gdzie jest granica pomocy rodzinie, doroslym bądź co bądź
ludziom? Czy jestem skazana na pomoc niedojrzalym szwagrom j tesciowej do
konca zycia????
Jak jej wytlumaczyc, żeby w koncu zrozumiala, ze to wszystko dawno
przekroczylo już granice uprzejmosci?

    • wiedzma15 Re: problem z tesciowa - dłuuugie... 19.02.07, 13:45
      nie masz problemu z teściową tylko z meżem, który nie odciął pępowiny
      zresztą, skoro się mu kazałaś wyprowadzić, to już w ogóle nie masz problemów
      • i1i2i3 Re: problem z tesciowa - dłuuugie... 19.02.07, 13:51
        Wiem, masz racje, maz nie odcial pepowiny...
        On nie potrafi odmowic matce.


        A wyprowadzka nie rozwiazuje problemow. Mamy dziecko ktore go kocha. Ja go
        kocham. Zastanawiam sie czy nie skorzystac z poradni malzenskiej. Tylko nawet
        jesli w koncu dotrze do niego, w czym rzecz-problem z tesciowa nie minie. Ona
        nadal bedzie probowac obarczac nas swoimi prywatnymi sprawami. A tesciowej
        przeciez do poradni nie zaciagnme (i nawet nie mam zamiaru)

        Pozostaje zycie w ciaglym konflikcie z opinia wrednej synowej?
    • ma_len_ka Re: problem z tesciowa - dłuuugie... 19.02.07, 14:10
      Lepiej byc wredna synowa, niz nieszcęsliwą matka i zoną... ja tez miałam
      problemy z odcięciem pępowiny, ale walcze i są rezultaty...
      • i1i2i3 Re: problem z tesciowa - dłuuugie... 19.02.07, 14:15
        ma_len_ka napisała:

        > Lepiej byc wredna synowa, niz nieszcęsliwą matka i zoną... ja tez miałam
        > problemy z odcięciem pępowiny, ale walcze i są rezultaty...
      • i1i2i3 Re: problem z tesciowa - dłuuugie... 19.02.07, 14:16
        ma_len_ka napisała:

        > Lepiej byc wredna synowa, niz nieszcęsliwą matka i zoną... ja tez miałam
        > problemy z odcięciem pępowiny, ale walcze i są rezultaty...


        co konkretnie robisz? Bo u mnie rozmowy i tlumaczenie nic nie daje. Mysle nad
        terapia malzenska, cos jeszcze moge zrobic?
Pełna wersja