stokrotka000
05.03.07, 17:02
Zastaniawiam sie gdzie tkwi granica, tego co mozna nazwac zdrada a tego co
nie...Jestem szczesliwa w stalym zwiazku, moj mezczyzna byl moim pierwszym,
mam nadzieje ze jedynym, on nie lubi imprezowac, wiec ja sama wychodze,
jestem mloda kobietka i czasami zdarza mi sie flirtowac, ale tylko slownie,
nie obiecujac, bez dotykania i takich tam :)wzbudzania nadziei...nie zawsze,
ale czasami, i zawsze to mezczyzna podchodzi, zaczepia, stawia drinka...dla
mnie to chwila, do ktorej nie przywiazuje wagi, gra slow, uwodzenia
delikatnego...moja przyjaciolka zas twierdzi ze to zdrada i ze to swiadczy ze
moj zwiazek opiera sie na klamstwie. A wy jak uwazacie? Dodam ze nie spotykam
sie z innymi facetami, nie chodze na randki, gdyz kocham mezczyzne z ktorym
jestem i on mi wystarcza...