forte.pianistka
15.03.07, 09:15
Już bez niego. Jestem żałosną, porzuconą kobietą. Nie mogę na siebie patrzeć.
Całe moje budowane latami ego legło w gruzach. Wiem, że to irracjonalne, ale
wydaje mi się, że bez niego nic nie jestem warta. Wieczorami gapię się na
telefon, bo może on zadzwoni. Sprawdzam pocztę co 3 minuty. To trwa już
prawie rok. Prawie nie śpię, prawie nie jem. Każdy zbliżający się do mnie
mężczyzna z punktu nie ma szans, bo nie jest nim.
A jednocześnie kiedy czasem się do mnie odezwie, na tzw. przyjacielskiej
stopie mrożę go spojrzeniem i ucinam wszelką dyskusję. Jestem pokręcona,
wiem.
Spakowałam jego rzeczy kiedy dowiedziałam się o zdradzie. Głupi jednorazowy
skok w bok. Przepraszał mnie tysiące razy, ale ta moja cholerna duma,
zazdrość o to, że dotykał inną, że czule na nią patrzył. Nie mogę tego
przeżyć. Nie mogę też żyć bez niego jak na razie.
Powiedzcie proszę, że to nie będzie trwało wiecznie, że się jeszcze pozbieram
i będę kiedyś mogła oddychać...