czarna_mandarynka
07.05.03, 10:39
Spotkałam niedawno koleżankę ze studiów. Świeża mężatka, dopiero co kupili
mieszkanie. Pochwalić sie chciała i zaprosiła mnie na kolację. Na wczoraj. no
i co mnie tam spotkało.
Cos im się w pracy poprzedłużało, tak, że kiedy do nich dotarłam, to
spotkaliśmy sie na parkingu bo dopiero wracali. Weszlismy do domu, ja sobie
podążyłam obejrzeć mieszkanie, a młode małżeństwo wziąć prysznic. Z łazienki
zaczęły dobiegać głośne radosne chichoty, wkrótce jęczenie, stękanie i cała
reszta wiadomych odgłosów. Żeby czymś to zagłuszyć włączyłam muzykę i poszłam
sobie zrobić kawę. Nagle w drzwiach kuchni stanął pan domu i poprosił o kawkę
jakbym mogła przy okazji. Niby nic, z tym, że koleś zapomniał się ubrać i
uraczył mnie widokiem swego zwiotczałego penisa. Za nim przybiegła moja
koleżanka, tez goła, z okrzykiem "głuptasie okryj sie". Głuptas poszedł
włozyc majtki, koleżanka narzuciła szlafroczek i zaczęła robić sałatkę. Jako
osoba kulturalna raczyła wyrazić nadzieje, że nie krępuje mnie ich
zachowanie "bo przecież jesteśmy dorosłymi ludźmi a oni lubią swobodę we
własnym domu". Ja, jako osoba niekulturalna, szczerze odparłam, że owszem,
bardzo mnie krepuje bo chyba nie znamy sie na tyle dobrze żebyśmy się
zapraszali na rozbierane kolacje. pani domu się obraziła i w krotkich słowach
zakończyła wizyte.
Poszłam sobie, no bo co niby miałam zrobic. I tak się wciąż zastanawiam - moj
dom jest MOJ i zawsze ale to zawsze moge byc w nim maksymalnie swobodna?