Nauczyciele-sadysci

08.05.03, 10:14
Nie wiem jak dzisiaj to w szkolach wyglada, ale na pewno sie zdarza. Ja do
szkoly chodzilam daaawno temu (zaczelam we wczesnych latach 70.) Wtedy to
bylo nagminne - pamietam takich kilku. Pani od muzyki bila dzieci smyczkiem
po glowie, inna pani pastwila sie nad zle uczaca sie kolezanka, wymyslajac
jej od najgorszych i stawiajac dwoje za prace domowe nawet jej nie
przeczytawszy. Matematyczka w liceum tez sie pastwila nad paroma osobami. Ja
chce sie zatrzymac nad 2.

Podstawowka - pani od polskiego. NIe lubi kolezanki. Kolezanka pisze
wypracowanie - oddaje zeszyt pani, pani nie czyta i stawia dwoje. Nastepnego
dnia to samo i potem to samo. Po jakims czasie wypracowanie pisze jej mama -
to samo. Potem lepsza w pisaniu kolezanka odrabia za nia prace domowa - tez.
Ta sama kolezanka za swoje wypracowanie dostaje piatke. W ogole bila nas na
lekcjach - niektore dzieci wracaly do domu z siniakami.
Rodzice interweniuja - na zebraniach nauczycielka twierdzi ze dzieci klamia.
Obrywamy w domu za klamstwo i zmowe przeciwko nauczycielce. To bylo na samym
poczatku roku szkolnego. Do konca roku przezywamy to samo - zebran jest
wiele, dyrektorka nie wierzy ani uczniom ani rodzicom, ktorzy w koncu
uwierzyli swoim dzieciom. Chyba jednak protesty rodzicow odniosly skutek, bo
rok pozniej uczy nas polskiego ktos inny. Od tej pory malo kto ma problemy z
polskim. Pani jest cudowna, nawet ci slabsi lubia te lekcje.

Liceum - matematyka. Kolezanka zle z tym przedmiotem stoi. Rozwiazuje zadanie
przy tablicy - nauczycielka pytaniami tylko jej przeszkadza. Naprowadza na
zle wnioski, zbacza z tematu - nagle ni stad ni z owad przepytuje z wzorow z
geometrii, a zadanie dotyczylo tozsamosci algebraicznych. Kolezanka dostaje
oczywiscie dwoje. (w moich czasach nie bylo jedynek). Boi sie nadchodzacej
klasowki, wiec uczy sie ze mna. Rozwiazujemy wiele zadan i wiem ze kolezanka
opanowala material. Z klasowki dostaje oczywiscie dwoje - ale o dziwo
wszystkie klasowki wracaja do nas - jej klasowka rzekomo zaginela.
Sa interwencje rodzicow dziewczyny - nic. Interweniuje wychowawca - nic.
Kilka osob na koniec roku zeby przejsc do nastepnej klasy musi zdawac
egzaminy komisyjne. W komisji jest dyrektorka (rowniez matematyczka), nasza
nauczycielka, jeszcze jedna matematyczka i nasz wychowawca. Egzaminy podobno
przebiegaly nastepujaco: kazda kolezanka zaczyna zdawac egzamin, dostaje
zadanie. Szybko zaczyna rozwiazywac. Zanim dochodzi do polowy ktos z komisji
(ale nie nasza nauczycielka) mowi: "ten temat jest zaliczony, nastepne
zadanie prosze" i przy kolejnym tak samo.

O matematyczce z liceum dodam jeszcze jedno. Pare lat temu na prywatnej
stacji byl program Jagielskiego "Wieczor z wampirem". Gosciem byla Magda
Gessler - ona jest z rok lub dwa ode mnie starsza. Zapytana o najgorsze
przezycie z mlodosci wymienila... nazwisko mojej matematyczki. Wiem ze to nie
byla zbieznosc nazwisk, bo wymienila tez swoje liceum, a ta matematyczka
zanim trafila do nas to uczyla wlasnie w tamtej szkole.

Wiem, ze w wiekszosci jestescie mlodsze ode mnie. Czy w waszych szkolach bylo
tak samo czy to tylko moje pokolenie mialo pecha do sadystow (dla rownowagi
dodam ze mialam tez i wspanialych nauczycieli)? Jak sobie z tym radzilyscie?
Czy w szkolach waszych dzieci nadal jest to samo czy rodzice maja wiekszy
wplyw, na to jacy ludzie ucza wasze pociechy?

Ciekawa jestem tez wypowiedzi forumowiczek z zagranicy - jak jest u was - czy
nauczyciele tez probowali gnebic wasze dzieci?
    • capa_negra wspomnienia z liceum 08.05.03, 10:36
      Generalnie bardzo ciepłe i dobre gdyby nie... matematyczka - wychowawczyni
      zresztą i fizyczka.

      Matematyczka miała chyba na mnie alergie - nie rumieniłam się, nie kładłam uszu
      po sobie i umiałam matematyke. Mnozenie przeze mnie 3 cyfrowych przez 3
      cyfrowe w pamięci doprowadzało ja do szału. Wiec pytała mnie do skutku czyli
      pały, na półrocze zwykle miałam ledwo trzy na koniec wyciagałam 4.
      Reszta klasy 5-6 ocen, ja tyle ile kratek w dzienniku (14 wtedy było) - smieli
      się ze mnie że mi będzie doklejć kratki wyciete z zeszytu...
      Na maturze ( przypominam wychowawczyni) nawet do mnie nie podeszła , potem nie
      chciała mi napisac opinii na studia wiec w swiat poszłam z opinią biologicy :-))
      opiekunką samorzadu szkolnego - samorząd to oddzielna para kaloszy , jak
      zostałam do niego wybrana moja droga wychowawczyni nie odzywała sie do mnie 3
      miesiące ... i to były najlepsze 3 miesiace w naszych kontaktach

      Następny cukierek to pani od fizyki - 2 lata spokojne w trzeciej klasie jakby
      diabeł w nia wstapił - podobna sytuacja jak z matematyczką pytanie do skutku i
      pała - efekt pała na pólrocze a w nastepnym 2,3,2,3 - jak ja chciałam iśc na
      komis.. umysł mam raczej ścisły wiec zadania i testy nie były dla mnie
      straszne . Ponieważ zawsze na tzw. pokazowych lekcjach lądowałam przy tablicy
      wiec sobie swietnie z tego zdawała sprawę....
      Przyszła ostatnia lekcja wystawianie ocen, moja droga pani zadała mi trzy
      bzdurne pytanka i zaliczyła rok . Do tej pory nie wiem o co jej chodziło i
      dlaczego zafundowała mi rok takiej jazdy.
      Zresztą inni mieli z nimi gorzej wiec może nie powinnam sie skrarżyć :-))
      Chętnie bym wróciła do mojej szkoły mimo, że fizyca uczy dalej a matematyczka
      umarła - to były piękne lata
    • Gość: Andrzej Re: Nauczyciele-sadysci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.05.03, 10:59
      U mnie w podstawówce był facet od fizyki którego syn zginął w wypadku. Od
      tamtej pory stał się normalnym psycholem, podchodził np. i robił tzw. sójke.
      Walił w żebra wyprostowanymi palcami, az kiedys uszkodził chłopaka i ten zaczął
      pluć krwią. Od tamtej pory juz nie uczył ale pamietam go do dziś. Smierc syna
      to tragedia, ale co mysmy byli temu winni?
      Przyznam ze w szkole bylem dosc...no zywy..wiec jak przychodzilem do domu wiele
      razy moczylem rece w wodzie, bo inaczej nie moglem uniesc dlugopisa. Pani od
      matematyki walila w otwarta reke linijka, taka drewniana 30 cm. Jak linijka sie
      na mnie zlamala to musialem jej na drugi dzien odkupic.
      Koszmarem byl tez WF-ista, ktory tlukl nas skakanką po tylkach i nogach, a jak
      mial gorszy humor to nartami:) Powaznie. Nie skarzylem sie rodzicom bo
      slyszalem wtedy zawsze ze za darmo mnie pewnie nie bil. Chcialem tylko
      zaznaczyc ze bycie wtedy lobuzem polegalo np. na chowaniu worka pani woznej,
      albo na wagarowaniu. Bandytyzm taki jak teraz byl nie do pomyslenia.
      Teraz wyszedlem na ludzi i jestem grzeczny:))
    • Gość: Moboj Re: Nauczyciele-sadysci IP: 62.233.250.* 08.05.03, 11:04
      W podstawówce(skończyła w 1993)geografię miałam z panią, której w zyciu nie
      wiodło się najlepiej. Za młodu ponoć była zakochana, potem facet od niej
      odszedł, więc była sama. mam takie wrażenie, że ona chyba odgrywała się na nas
      za wszystkie swoje złe humory i niepowodzenia. na słabych uczniów ciągle
      wrzeszczała, darła zeszyty, jesli jej się mapki nie podobały itp. ja byłam
      dobra z geografii, miałam same piątki, bo przedmiot mnie bardzo interesował. na
      lekcjach pokazowych zawsze to ja byłam pytana, z mapy byłam genialna, ale pani
      również i mnie nie oszczędzała: czasem nawet słyszałam, że jestem nieukiem - do
      tej pory nie wiem, o co jej chodziło. a jak wygrałam olimpiadę i wstęp do
      liceum miałam zapewniony to dopiero się zaczęło: "teraz to już na pewno nie
      bedziesz się uczyć..."
      w liceum za to dręczyła mnie matematyca. chodziłam do klasy humanistycznej,
      więc u nas większość to tłuki z matmy:) przynajmniej co druga lekcja kończyła
      się dla mnie pałą, bo pani uwielbiała mnie dręczyć pod tablicą, jak i wiele
      innych osób. pani nie była zbyt inteligentna, ze swojego przedmiotu tez nie
      była genialna, bo w klasie matematycznej, gdzie byli geniusze i trzeba było
      rozwiązywać trudne zadania, ona po prostu nie umiała tego robić:)
      w trzeciej klasie poznałam mojego obecnego partnera. tak się złozyło, ze jego
      mama uczyła matmy w tym samym liceum, a wszystkie matematyce spotykały się u
      siebie na imieninach. nagle moja pani stała się dla mnie łaskawa, zaczęłam
      dostawac nawet trójki (po korkach u teściowej), a w czwartej klasie z rachunku
      prawdopodobienstwa (który ponoć jest domena humanistów) miałam nawet piątki.

      teraz sama jestem nauczycielem polskiego i praktyki studenckie odbywałam w
      moich starych szkołach. w gimnazjum moja dawna pani od geografii powitała mnie
      bardzo serdecznie:) to samo było w liceum - pani od matmy też była bardzo miła.
      zresztą musze powiedzieć, że spotkanie z moimi dawnymi nauczycielami w obu
      szkołach wspominam bardzo miło do tej pory. zawsze bardzo dobrze się uczyłam,
      więc i oni mnie dobrze pamiętali:)
      niemniej muszę też napisać taka rzecz: niektórzy nauczyciele powinni zmienić
      zawód. na lekcjach przynudzają, w pokoju nauczycielskim obgadują uczniów i
      tylko kombinują jak im zatruć życie. zawsze uważałam, że do ucznia trzeba
      podchodzić z szacunkiem, bo to przeciez człowiek taki sam jak ja. nigdy nie
      wybaczyłabym sobie, gdybym na kogoś podniosła głos, czy obrzuciła jakimś
      brzydkim epitetem. i nie trzeba byc takim sztywnym na lekcjach, a jak się
      czegos nie wie to po prostu trzeba się do tego przyznać - to wzbudza szacunek.
      no i w głowie mi się nie mieści wyładowywanie na uczniach swoich złych humorów,
      bo zarobki są złe, bo facet rano mnie wkurzył itp. zycie prywatne zostawia się
      za progiem szkoły.
      pozdrawiam.
    • losiu4 Re: Nauczyciele-sadysci 08.05.03, 11:13
      hmmm... ja to mialem raczej spokojnych nauczycieli. No moze 2 wyjatki: w podstawowce byl pan nadzywajacy sily
      fizycznej (szybko sie go pozbyli) a w szkole sredniej byl nauczyciel historii, ktory - jak mu ktos podpadl (oczywiscie w
      jego mniemaniu) to koncowa ocena roczna z ledwoscia osiagala 3 (to byly czasy sprzed jedynek)

      Pozdrawiam

      Losiu
    • sagan2 Re: Nauczyciele-sadysci 08.05.03, 12:22
      ja sama raczej nie mam zlych wspomnien (oprocz
      incydentow). ale wiem, ze moi koledzy z klasy w
      podstawowce byli molestowani przez nauczyciela zpt (zajec
      praktyczno technicznych). byly dzielone - chlopcy osobno,
      dziewczynki osobno, wiec mnie to nie dotyczylo. a jak sie
      wreszcie zupa wylala, to pan przeszedl na emeryture, ale
      w szkolnej stolowce pojawial sie jeszcze przez dlugie
      lata... nikomu nie przyszlo nawet do glowy pociagnac go
      do odpowiedzialnosci karnej :(

      ale chcialam napisac o innej rzeczy, wspomnianej przez
      Anahelle. a mianowicie o wplywie rodzicow i uczniow na
      szkole i nauczycieli...
      ... opisuje sprawe na podstawie prywatnego liceum, w
      ktorym uczy moja mama i siostra. to co sie tam dzieje,
      jest wprost nie do pomyslenia! rodzice i dzieci
      przechodza samych siebie :( to, ze dzieci sie nie ucza,
      jest wina *wylacznie* nauczycieli. na komentarze, ze nie
      czytaja lektur z polskiego, rodzice smieja sie w twarz
      nauczycielom i twierdza, ze to nie podstawowka i oni
      dzieci nie beda pilnowac. i ze *obowiazkiem* nauczyciela
      jest zmotywowac dzieci do uczenia sie!!! no bo przeciez
      oni sie nie chca uczyc i to nauczyciel ma znalezc na to
      sposob... normalnym jest, ze rodzice przychodza do
      dyrektora i mowia, ze taki-to-a-taki nauczyciel nie umie
      uczyc, nie zna swojego przedmiotu, nie ma zdolnosci
      pedagogicznych. nie musze dodawac, ze wspomniani rodzice
      nie uczestnicza w lekacjach i nie maja zadnych
      doswiadczen ani w przedmiotach, na ktore sie skarza, ani
      w metodyce czy dydaktyce... ale ich pociechy maja
      kiepskie oceny...

      dodam jeszcze, ze slad nauczycieli w tym liceum jest od
      lat podobny i na poczatku byla to jedna z najlepszych
      szkol w polsce i rodzice byli zachwyceni.
      teraz stanowisko rodzicow sie zmienilo. ale szkola nadal
      ma swietne wyniki! a dyrekcja toleruje takie zachowanie
      rodzicow i uczniow (totalna bezczelnosc) i tak sie to
      toczy po rowni pochylej...
      • losiu4 Re: Nauczyciele-sadysci 08.05.03, 12:52
        sagan2 napisała:

        oj tak, tak. Poruszylas istotny temat. Bo przeciez jest tez 2. strona medalu. Mimo iz nie odpowiada to tematowi watku,
        to jednak trzeba rowniez zauwazyc to, jak dzieci / mlodziez i rodzice sie zachowuja. A nie jest z tym czesto najlepiej.
        Lata wychowywania bezstresowego zrobily swoje. Pare lat temu rozmawialem z nauczycielka co to przyjechala na
        kursa doszkalajace. I to co opowiadala moglo zjezyc wlos na glowie (szkola byla panstwowa, nie prywatna)... No tak,
        ale kto powiedzial ze swiat ma byc idealny :(((

        Pozdrawiam

        Losiu
      • anahella Re: Nauczyciele-sadysci 08.05.03, 13:53
        sagan2 napisała:

        > ale chcialam napisac o innej rzeczy, wspomnianej przez
        > Anahelle. a mianowicie o wplywie rodzicow i uczniow na
        > szkole i nauczycieli...

        No tak, to jest sytuacja odwrotna. Wiem, ze dzis bycie
        nauczycielem jest o wiele trudniejsze niz kiedys. Ja i moi
        rowiesnicy nie bylismy aniolami, ale faktem jest ze NIKT
        nie smial powiedziec do nauczyciela slowem ublizajacym.
        Dzis to podobno powszechne.
        • Gość: sagan Re: Nauczyciele-sadysci IP: *.desy.de 08.05.03, 15:07
          no wlasnie... jak slysze, co sie dzieje w tej ich szkole
          (mojej mamy i siostry) to mi sie niedobrze robi :( ja
          sobie czegos takiego nie wyobrazam.
          normalne jest, ze ciagle sie trzeba uzerac, zeby nie
          jedli, nie zuli gumy, nie sluchali walkmanow albo nie
          czytali gazet!!! a moje panie uznawane sa za jedne z
          najostrzejszych nauczycielek w szkole!!!
    • Gość: Moboj Re: Nauczyciele-sadysci IP: 62.233.250.* 08.05.03, 12:38
      w mieście, z którego pochodzę istnieje od kilku lat liceum prywatne.
      nauczyciele nie wytrzymuja tam dłużej niż rok, więc pewnie za jakiś czas nie
      będą mieli kogo zatrudniać. do tej szkoły trafiają uczniowie, którzy nie daja
      sobie rady w liceum panstwowym, albo dzieci bogatych rodziców, którym nie
      bardzo chce się uczyc. postawa rodziców jest taka: skoro płacę za te szkołę to
      wymagam, zeby moje dziecko miało same 5, bez wzgledu na to, co umie.
      za żadne skarby nie chciałabym tam uczyc.
      • sagan2 Re: Nauczyciele-sadysci 08.05.03, 12:46
        dokladnie! znam to! okropnosc :(
    • Gość: t Re: Nauczyciele-sadysci IP: *.bydgoska.krakow.pl 08.05.03, 12:55
      ojej, od września mam zacząc uczyć angielskiego w szkołach, po przeczytaniu
      tych postów już szukam u siebie skłonności psychopatycznych i zaczynam się
      bać...
      na szczęscie ja sama jakos nigdy nie byłam obiektem agresji fizycznej ze strony
      nauczyciela ( ani zadnej innej, chyba mam szczeście), ale wielu nauczycieli w
      moim byłym liceum faktycznie traktuje stosunki dwustronne w kategorii "My ich
      albo oni nas"- słowa powitania na praktykach pedagogicznych ze strony miłego
      skądinąd matematyka: No i jak się czujesz po drugiej stronie barykady?- ciarki
      mnie przeszły :( Nie potrzeba przemocy fizycznej, by zatruć człowiekowi życie...
      a na mobbing szkolny chyba nie ma jeszcze paragrafu...
    • pajdeczka Za to teraz nauczyciel może nadmuchać uczniowi.. 08.05.03, 13:01
      .. i mamy taką sytuację w szkołach, że tylko płakać. Nauczyciel jest pomiatany
      na prawo i lewo. Uczeń może mu zrobić wszystko: wyzwać, wyśmiać, obrazić,
      przebić opony w aucie, bekać na lekcji, robić głupie uwagi, bez konsekwencji.
      Ostatnio u syna w klasie kolega na lekcji religii powiedział katechetce z
      wielką satysfakcją, że zna skiędza, który nosi w portfelu sztuczną pochwę. To
      miało miejsce jeszcze w podstawówce, ciekawe jakimi tekstami popisze się w
      gimanzjum.....(Żeby było jasne ojciec chłopaka jest lekarzem, żadna tam
      patologia, chociaż, jak popatrzeć na współczesną, skorumpowaną służbę zdrowia
      zastanawiam się, co jest patologią - pijący rodzice, czy tatuś-naciągacz).
      • obserwator_z_boku Re: Za to teraz nauczyciel może nadmuchać uczniow 08.05.03, 16:49
        pajdeczka napisała:

        > .. i mamy taką sytuację w szkołach, że tylko płakać. Nauczyciel jest
        pomiatany
        > na prawo i lewo. Uczeń może mu zrobić wszystko: wyzwać, wyśmiać, obrazić,
        > przebić opony w aucie, bekać na lekcji, robić głupie uwagi, bez konsekwencji.
        > Ostatnio u syna w klasie kolega na lekcji religii powiedział katechetce z
        > wielką satysfakcją, że zna skiędza, który nosi w portfelu sztuczną pochwę. To
        > miało miejsce jeszcze w podstawówce, ciekawe jakimi tekstami popisze się w
        > gimanzjum.....(Żeby było jasne ojciec chłopaka jest lekarzem, żadna tam
        > patologia, chociaż, jak popatrzeć na współczesną, skorumpowaną służbę zdrowia
        > zastanawiam się, co jest patologią - pijący rodzice, czy tatuś-naciągacz).

        A pomyślałaś może, że rzeczywiście ten ksiądz nosił sztuczną pochwę przy sobie?
        No z portfelem to synek przesadził, tu się zgodzę.

        l`osservatore Forumo Kobieto
    • Gość: mandarynka Re: Nauczyciele-sadysci IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 08.05.03, 13:09
      Podstawówka
      Pan od muzyki tłukł niegrzecznych i fałszujących pałką od cymbałków (cymbałek?)
      po głowach. Bolało. Pana zabolało jak go za znęcanie wylano ze szkoły.
      Przyznaje, sama na niego doniosłam.

      Wuefista: dziewczyny, które zgłaszały niedyspozycję wysyłał do pielegniarki,
      żeby sprawdziła czy nie symulują. Na probe protestu proponował, że może
      sprawdzić sam. I cały czas miał jakieś uwagi a propos naszych dojrzewających
      biustów.
    • wujek.dobra_rada Re: Nauczyciele-sadysci 08.05.03, 13:12
      Moją zmorą była nauczycielka polskiego z podstawówki. Na moje nieszczęście była
      także moją wychowawczynią.
      Miała bardzo interesujące podejście do problemów wychowawczych, a mianowicie:
      1)wyśmiewanie przed całą klasą błędów czy niedociągnięć
      2) ujawnianie spraw osobistych uczniów przed całą klasą (np. szczegółów życia
      osobistego rodziców)
      3) poniżanie niektórych uczniów - np. uwaga dotycząca brudnej okładki na
      zeszycie w jej wykonaniu brzmiała : "Co świnie z tego żarły"
      4) ujawnianie błędów ortograficznych z wypracowań. Też dotyczyło to niektórych
      osób.
      Jak poszedłem do szkoły średniej, to ogarniało mi zdziwienie, że polonistka
      może nie ujawniać błędów z wypracowań.

      A moja opinia na temat wychowawczyni z podstawówki jest taka, że nigdy już
      potem nie spotkałem tak perfidnie postępującej osoby.
    • Gość: Moboj Re: Nauczyciele-sadysci IP: 62.233.250.* 08.05.03, 14:10
      jeszcze mi sie przypomniały powiedzonka wychowawczyni mojego brata ze szkoły
      sredniej. nie dość, że pani miała mierne zdolności pedagogiczne to jeszcze
      swoimi "talentami" zatruwała życie wszystkim dookoła. miała specyficzne talenty
      do szufladkowania osób: te, kto nosił kurtkę ze skóry to na pewno był dealerem
      narkotyków, a mój brat został wyzwany od narkomanów, bo miał czerwone białka
      oczu, z powodu nieprzespanej nocy - został wysłany na jakies bzdurne testy,
      musieli interweniowac rodzice i sprawa skończyła sie niemiło dla nauczycielki.

      co do zachowania uczniów: moje liceum przykładało i do tej pory przykłada dużą
      wagę do wychowania młodzieży na porządnych ludzi. u nas nie do pomyslenia były
      i są chamskie odzywki czy inne incydenty opisane przez Pajdeczkę. mnie, jako
      nauczyciela nigdy nic takiego nie spotkało: może dlatego, ze zawsze traktuję
      uczniów z szacunkiem, a oni potrafią to odwzajemnić.
    • anula73 Re: Nauczyciele-sadysci 14.05.03, 09:23
      W moim liceum, skadinad elitarnym, wiekszosc nauczycieli nie dawala uczniom
      prawa do wlasnego zdania. Zreszta czasem mialam wrazenie, ze malo kto to zdanie
      ma. Ale nie bylo to mile widziane. Ciagle slyszelismy natomiast, ze nikt nas tu
      nie trzyma na sile i droga wolna, jak sie cos nie podoba.

      Najgorzej chyba wspominam chemiczke. Zmienne nastroje, od ktorych wszystko bylo
      uzaleznione, nigdy nie wiedzielismy, czego sie po niej spodziewac. Dziewczyn
      nie znosila. Jak ktoras miala spodnice 1 cm przed kolano lub ubranie w nieco
      zywszym kolorze niz bialy, czarny czy szary - wyzywala od dziwek i oczywiscie
      przy odpowiedzi nie dalo sie uzyskac nic ponad 2 (potem 1), niezaleznie od
      stanu wiedzy. Koledze raz dala do przelania jakas ciecz, ktora okazala sie
      kwasem, kolega poparzyl sobie rece, a ona uwazala to za bardzo zabawne.
      Na przedstawieniu na zakonczenie szkoly w piosence o niej byly znamienne
      slowa: "biala śmierć to nie tylko heroina..."

      Ciekawa też byla historyczka, ktora miala ustalone poglady polityczne i jak
      ktos prezentowal odmienne, mogl sie pozegnac z czymkolwiek powyzej 3, a czasem
      i z tym byl problem. Poniewaz sporo osob od nas szlo na prawo i zdawalo
      historie na maturze, rezultat byl taki, ze w III klasie 7 czy 8 osob zdawalo
      egzamin komisyjny...
Pełna wersja