anahella
08.05.03, 10:14
Nie wiem jak dzisiaj to w szkolach wyglada, ale na pewno sie zdarza. Ja do
szkoly chodzilam daaawno temu (zaczelam we wczesnych latach 70.) Wtedy to
bylo nagminne - pamietam takich kilku. Pani od muzyki bila dzieci smyczkiem
po glowie, inna pani pastwila sie nad zle uczaca sie kolezanka, wymyslajac
jej od najgorszych i stawiajac dwoje za prace domowe nawet jej nie
przeczytawszy. Matematyczka w liceum tez sie pastwila nad paroma osobami. Ja
chce sie zatrzymac nad 2.
Podstawowka - pani od polskiego. NIe lubi kolezanki. Kolezanka pisze
wypracowanie - oddaje zeszyt pani, pani nie czyta i stawia dwoje. Nastepnego
dnia to samo i potem to samo. Po jakims czasie wypracowanie pisze jej mama -
to samo. Potem lepsza w pisaniu kolezanka odrabia za nia prace domowa - tez.
Ta sama kolezanka za swoje wypracowanie dostaje piatke. W ogole bila nas na
lekcjach - niektore dzieci wracaly do domu z siniakami.
Rodzice interweniuja - na zebraniach nauczycielka twierdzi ze dzieci klamia.
Obrywamy w domu za klamstwo i zmowe przeciwko nauczycielce. To bylo na samym
poczatku roku szkolnego. Do konca roku przezywamy to samo - zebran jest
wiele, dyrektorka nie wierzy ani uczniom ani rodzicom, ktorzy w koncu
uwierzyli swoim dzieciom. Chyba jednak protesty rodzicow odniosly skutek, bo
rok pozniej uczy nas polskiego ktos inny. Od tej pory malo kto ma problemy z
polskim. Pani jest cudowna, nawet ci slabsi lubia te lekcje.
Liceum - matematyka. Kolezanka zle z tym przedmiotem stoi. Rozwiazuje zadanie
przy tablicy - nauczycielka pytaniami tylko jej przeszkadza. Naprowadza na
zle wnioski, zbacza z tematu - nagle ni stad ni z owad przepytuje z wzorow z
geometrii, a zadanie dotyczylo tozsamosci algebraicznych. Kolezanka dostaje
oczywiscie dwoje. (w moich czasach nie bylo jedynek). Boi sie nadchodzacej
klasowki, wiec uczy sie ze mna. Rozwiazujemy wiele zadan i wiem ze kolezanka
opanowala material. Z klasowki dostaje oczywiscie dwoje - ale o dziwo
wszystkie klasowki wracaja do nas - jej klasowka rzekomo zaginela.
Sa interwencje rodzicow dziewczyny - nic. Interweniuje wychowawca - nic.
Kilka osob na koniec roku zeby przejsc do nastepnej klasy musi zdawac
egzaminy komisyjne. W komisji jest dyrektorka (rowniez matematyczka), nasza
nauczycielka, jeszcze jedna matematyczka i nasz wychowawca. Egzaminy podobno
przebiegaly nastepujaco: kazda kolezanka zaczyna zdawac egzamin, dostaje
zadanie. Szybko zaczyna rozwiazywac. Zanim dochodzi do polowy ktos z komisji
(ale nie nasza nauczycielka) mowi: "ten temat jest zaliczony, nastepne
zadanie prosze" i przy kolejnym tak samo.
O matematyczce z liceum dodam jeszcze jedno. Pare lat temu na prywatnej
stacji byl program Jagielskiego "Wieczor z wampirem". Gosciem byla Magda
Gessler - ona jest z rok lub dwa ode mnie starsza. Zapytana o najgorsze
przezycie z mlodosci wymienila... nazwisko mojej matematyczki. Wiem ze to nie
byla zbieznosc nazwisk, bo wymienila tez swoje liceum, a ta matematyczka
zanim trafila do nas to uczyla wlasnie w tamtej szkole.
Wiem, ze w wiekszosci jestescie mlodsze ode mnie. Czy w waszych szkolach bylo
tak samo czy to tylko moje pokolenie mialo pecha do sadystow (dla rownowagi
dodam ze mialam tez i wspanialych nauczycieli)? Jak sobie z tym radzilyscie?
Czy w szkolach waszych dzieci nadal jest to samo czy rodzice maja wiekszy
wplyw, na to jacy ludzie ucza wasze pociechy?
Ciekawa jestem tez wypowiedzi forumowiczek z zagranicy - jak jest u was - czy
nauczyciele tez probowali gnebic wasze dzieci?