antosia99
05.04.07, 12:32
po ponad 3 latach.
co prawda patrze na to na tyle racjonalnie ze nie mysle ze stracilam bostwo bo
zwiazek jaki prowadzilismy daleki byl od idealu i nie wiem ile z was daloby
rade tak dlugo jak ja z nim.
odszedl 2 raz. kiedys do innej. dzis twierdzi ze odchodzi bo czuje sie dla
mnie zerem. i woli byc sam.
czesto nie ufalismy sobie. nie szanujemy jak powinnismy. on - stale robiacy mi
akcje kontrolowane - tzn gdzie, po co z kim i o ktorej. ograniczacy mnie,
moich znajomych. chcacy wybierac mi wszystko, krytykujacy nie rzadko.
Brakowalo zeby mnie szpiegowal tylko...
Ja? Moze trudno oceniac sama siebie i nie robie tego szczerze tylko z
perspektywy placzacego serduszka ale jestem osoba o ogromnym sercu, milosci
siegajacej wybaczeniu zmiany mnie na lepszy model na jakis czas... wybaczylam
wiele. Porzucenie, obelgi ... "klatke".
Sama juz powoli nie moge wytrzymac. Ale nie odeszlabym. Dlatego ze kiedy
poznalam go 3lata temu pomyslalam sobie ze to bedzie TEN, zawsze myslalam ze
to jemu urodze dzieci, ze bedziemy mieli piekny maly domek i kochajaca rodzinke.
Dlatego tez ze zdaje mi sie ze juz nikogo nie spotkam. mam niespelna 23 lata.
wszystkie moje kolezanki maja kogos na stale badz szykuja sie do slubu. Ale
chociaz juz kogos maja...
a ja marzenia wspolnej corki blondyneczki w rozowych bucikach zmienilam w
samotne swieta i stanie psychicznym w ktorym placze caly czas.
ten cholerny zal ze nie wyszlo!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
i tej pustce kiedy telefon juz nie dzwoni......
wiem ze zadne slowa otuchy nic nie ulecza, trzeba czasu. tak jak potrzebowalam
kilku miesiecy na wyrownanie swoich spraw kiedy byl z inna. mimo wszystko moze
jednak ktos napisze ze jestem chora i powinnam zabrac tylek i ratowac co sie
da... :(((((((((((((((((((