trypel
11.04.07, 22:41
...aż kipią z nadmiaru szczęscia. Nie wiem co mi jest ale chyba nadaje sie to
do leczenia psychiatrycznego i uprzedzam bede długo pisał :)
wstałem normalnie, fajny hotel, wokół jezioro, slonko swieci i od rana cieszy
mi sie morda jak głupia. Najlepsze że nie wiem dlaczego...
Pojechałem do tej Białowieży. Banan na twarzy całą drogę. Próbowałem sobie
jakies złe rzeczy przypominac ale nic nie dziala po prostu non stop chce mi
sie śmiać. Od 7 rano.
Śmiac to złe słowo. Jestem jakos pełny takiego optymizmu. Po prostu czuje sie
dzisiaj tak totalnie szczesliwy i radosny (tylko dlaczego?)
GPS pokazał mi jakąs dziwną droge na skróty z Siemianówki do Sokółki (40 km
krocej niż przez Białystok) to pojechałem... droga żwirowa przez las, potem
polna a ja sie bawiłem w paryż-dakar i było świetnie :) 2 godziny po lesie...
No i o czym ja to chciałem dalej.... jade przez ten las i wjezdzam na polane.
Słońce swieci, jakies badyle zakwitły, trawka zielona... to stanąłem i
wyszedłem z auta. I tak sobie stoje na słońcu podziwiam okolicznosci
przyrody... i nagle takie trzepnięcie w łeb wyobraziłem sobie że jestem na
spacerze z cudowna dziewczyną, jest lato, ona ma sukienke taka bez ramion,
swieci slońce a ja po prostu całuję ją w nagie ramię i czuję te słone
kropelki potu i zapach włosów... minęło już 7 godzin a ja dalej czuje ten
słony smak. I tak mi dobrze że nie wiem co dalej ze sobą zrobić :) ciekawe
czy jutro znów bedzie tak optymistycznie :)
To było tak realne doznanie ze sam sie sobie dziwie do jakiego stopnia można
sfiksować :)
Piekny dzień. Cudne miejsce. Musiałem Wam to napisać bo dlaczego nie :)
Jest wiosna i cieszcie sie życiem zeby za rok nie żałować straconych chwil :)
buźka dziewczyny (chłopaki bez buźki)