senim80
12.04.07, 14:27
Moj narzeczony nieoglada pornografii ze wzgledow etycznych. Mowi, ze to
obraza godnosc jego i naszego zwiazku. Ponadto w religii w ktorej zostal
wychowany taki rodzaj "wyzwolenia" odbierany jest negatywnie. Traktowanie
kobiet instrumentalnie tez. Sam wiec sie dyscyplinuje i uwaza, ze dzieki tej
dyscyplinie i barierom jakie sam sobie narzucil, moze spokojnie spojrzec w
lustro.
Oboje jestesmy zdania, ze handel intymnoscia i cialem kobiety, uwlacza
ludzkosci. A czym jest pornografia jak nie wlasnie seksbiznesem? Chociaz
przyznaje, oboje jako malolaci probowalismy tego i owego. Do pewnych decyzji
i wyborow sie dojrzewa. My dojrzelismy.
Dzisiejszy swiat masowych mediow i nierozsadnej konsumpcji niszczy w nas to
co cenne i glebokie. My sie swiadomie przed tym bronimy. Nie chcemy naruszac
czyjejs intymnosci, nie chcemy aby ktos wkradal sie w nasza. Chcemy chronic
to co pomiedzy wierszami. Dzieki temu nasz zwiazek trwa juz 7 lat, a moj
partner wciaz silnie reaguje na widok mojego odkrytego uda czy na bliskosc,
dotyk. Podczas gdy u innych par juz po roku wkrada sie jakas rutyna, znika
magia..
Calkowicie rozumiem kobiety, ktore sa smutne, ze ich mezczyzni ogladaja
zdjecia czy filmy porno. Ja bym czula sie zapewne podobnie.
Z kolei nie rozumiem kobiet, ktore akceptuja takie zachowania. Akceptujecie
to bo tak wam mowi wasze serce i jestescie na tyle luzackie czy akceptujecie
bo to jednak zlo konieczne?