umrzeć albo nauczyć się żyć.

20.04.07, 21:20
1)chcę żeby wreszcie udało mi się popełnić samobójstwo( jak na razie wszelkie
próby nieudane, chyba jestem nieśmiertelna)

albo:

2)nauczyć się zyć:
-bez Ciebie ,kochanie
- albo z Tobą
- chciałabym ,żebyś mi powiedział, że jestem wartościowa i że to nie
tylko ..moje ciało...
-chciałabym uwierzyć w siebie
-nie mieć depresji
-być kochaną
-wyleczyć się z wyrzutów sumienia
-powiedziec Ci wszystko
-wydac swoje wiersze
-napisac doktorat z literatury
- wyleczyć chorą duszę
-wyzwolić się z cierpienia
-nie musiec wstydzić się braku pieniędzy i starych ciuchów
- miec ojca
-chciałabym w ogóle się nie urodzić
    • monalajza Re: umrzeć albo nauczyć się żyć. 27.04.07, 16:44
      tylko brak ojca jest nieodwracalny!

      walcz dziewczyno!
      ja walcze. z depresja. Robie mase rzecyz pomimo tego ze sie boje i chetnie tego bym nie zrobila, ale robie bo przynosi w ostatecznym rozrachunku profity.

      zycie jest piekne. Trzeba sie otworzyc na ludzi i wyluzowac troszke. Mnie sie to powoli udaje:)

      od razu lepiej jest!:)

      Pozdrawiam i trzymam kciuki:D
      • mamma2 Re: umrzeć albo nauczyć się żyć. 03.05.07, 13:42
        Oprócz braku ojca, jeszcze to, żeby się nie urodzić...

        Ale poza tym to reszta jest realna, przynajmniej w moim wypadku tak się stało.
        Bo podobną listę mogłabym sporządzić z dziesięć lat temu. A teraz mam to, o
        czym marzyłam, a nawet więcej. A na pewno już nie mam depresji, wiecznych
        wyrzutów sumienia, no i mam jego... najwspanialszego... Aha i jeszcze umiem bez
        niego żyć. Wiem.
        • studentka216 Re: umrzeć albo nauczyć się żyć. 03.05.07, 22:00
          dzięki za odpowiedź
          ale chyba jestem chora psychicznie
          okaleczona emocjonalnie

          od dziecka myślę o śmierci
          i mam koszmary

          tak właśnie. od dziecka

    • get_out Re: umrzeć albo nauczyć się żyć. 09.05.07, 17:59
      Chcę, abys miała tyle pasji życia, co ja :)

      To nieważne, że raz jest lepiej, a raz gorze i że z euforii popada się w czarną
      rozpacz - boli po to, żebysmy wiedzieli, że żyjemy.

      Jestem z Tobą, przeszłam podobna drogę :)
      • mamma2 Re: umrzeć albo nauczyć się żyć. 16.05.07, 19:45
        Ja też od dziecka... Od dziecka nie mogłam spać. Od dziecka miałam koszmary. Od
        dziecka nie lubiłam siebie, swojego ciała, wszystkiego co powiedziałam i co
        jeszcze powiem. Co zrobiłam i czego nie. I co zrobię - bo wiem, że źle.
        Możesz to nazywać chorobą. Wtedy można i trzeba to leczyć. I wtedy jest lepiej,
        duuuuuuużo lepiej.
        Trzymaj się cieplutko, nie poddawaj, trzymam kciuki.
        • dobrotka06 Re: umrzeć albo nauczyć się żyć. 24.07.07, 13:18
          Rany, a ja myślałam, że to moja kochana mamusia swoimi rozbuchanymi ambicjami
          nauczyła mnie wątpić we wszystko co zrobię i powiem i znajdować w sobie same
          minusy. Stwierdzając z miłości, że jestem już zdecydowanie za gruba i powinnam
          w końcu coś z tym zrobić zamknęła na długo przede mną drogę do ludzi bo jak
          wiadomo każdy lubi robić raczej dobre wrażenie.... Kiedyś omal nie wpędziła
          mnie tą miłością do grobu. I tak jej nie przeszło. To tylko ja teraz
          postanowiłam się leczyć. Idę do lekarza bo ... umrzeć jest najprościej na
          świecie. Mogę to zrobić choćby teraz. Tylko nie wiem czy chcę. Bo może właśnie
          przegapię coś ważnego?

          Koszmary? O tak! Całymi latami. Spędziłam w szpitalu całe pięc tygodni. Miałam
          wtedy pięć lat. To było gorsze niż wojna. Ubezwłasnowolnienie, poniżenie... to
          właśnie dostałam od naszej kochanej służby zdrowia. I koszmary na lata.
          Wyrosłam z nich chyba dopiero po dwudziestce. Teraz żadko miewam koszmary.
          Głównie dlatego, że za mało śpię. Nie mam czasu śmić. Nawet koszmarów.

          Myślenie o śmierci? No cóż. Od zarania męczyło mnie przeświadczenie, że
          urodziłam się nie w tym czasie, nie w tym miejscu i na pewno nie w tym ciele co
          trzeba. Mówiąc obrazowo - ktoś mnie wypchnął z kolejki duszyczek do narodzenia.
          Jakaś świnia. Nie miałam szacunku dla własnego żywota, dla własnego jestestwa.
          Do dziś mam z tym niejaki problem. I to ciągłe przekonanie, że jak umrę to
          świat nie zbiednieje. Nawet nie zauważy, że zniknęłam.... To cecha samotności.
          Jeśli jesteś sam dla siebie do jak znikniesz nikt nie zauważy... Moja samotność
          zaczyna urastać do rangi istoty niezależnej. Żyje wlasnym życiem. Niestety
          najwyraźniej, w przeciwieństwie do mnie, nieśmiertelnym....
          g
Pełna wersja