niewaznynick
21.04.07, 14:05
Na początku krzykaczy i opluwaczy prosiłabym o nie zabieranie głosu. Znam
wszystkie tego typu opinie i nie potrzebuję inwektyw.
Jestem młoda i wiekiem i stażem małżeńskim, bezdzietna. Moje małżeństwo to
jedna, wielka pomyłka. Mąż absolutnie nie spełnia moich oczekiwań, ja jego
spełniam. Nie będę się rozwodzić nad całym moim małżeństwem, bo to nie ma
sensu, chciałabym tylko zaznaczyć, że jest źle, bardzo źle i że żadna z Was
nie zamieniłaby się ze mną. Mąż nie zdradził, ale jest nieuczciwy pod wieloma
innymi względami i bardzo długi okres walki z tym nic nie zmienił. Czuje się
pewny siebie, mimo moich próśb, gróźb, bardzo długich rozmów.
Poznałam mężczyznę. Przez bardzo długi okres była to osoba, która mnie
słuchała i nic więcej. Wtedy bez znaczenia było dla mnie czy jest to płeć
żeńska czy męska, potrzebowałam kogoś, kto się mną zainteresuje i poświęci mi
swoją uwagę - zrozumiałam to po długim czasie. I on był zawsze gdy go
potrzebowałam. Po wielu miesiącach zaiskrzyło. Broniliśmy się przed tym
obydwoje, rozmawialiśmy, wiedzieliśmy że nie wolno nam poczuć do siebie
czegoś więcej niż tylko przyjaźni. On jest dwa razy starszy ode mnie i żonaty.
Stało się. Zakochaliśmy się w sobie i zdradziliśmy.
Dziś po wielu długich miesiącach wiem, że ten mężczyzna jest miłością mojego
życia, a ja jestem miłością jego życia.
Gdybym tylko mogła się rozwieść zrobiłabym to jeszcze dziś w sądzie
24godzinnym, ale z różnych powodów nie mogę. Nie boję się różnicy lat jaka
dzieli mnie z mężczyzną, którego kocham, on się boi.
Czy taka sytuacja jak opisana przeze mnie jest również dla was traktowana
jako perfidna zdrada? Nie czuję się dobrze z tym co robię, wiem, że oszukuję,
że jestem nie fair i przy całym złym podejściu mojego męża to ja jestem w tym
moim małżeństwie dziw.ką. Wiem też, że teraz kocham. Nigdy tak nie kochałam,
nie byłam skłonna chyba tak pokochać. Czy to naprawdę moja wina, że
przeznaczenie tak mnie trafiło? To nie chuć i nie żądza są podstawami mojego
związku z innym mężczyzną. Moi rodzice zawsze chcieli, żebym była szczęśliwa,
wiem że nigdy nie pogodzą się z moją decyzją, jeśli będę miała odwagę
kiedykolwiek ją podjąć.
I jeszcze jedno. Nauczyłam się, że nigdy nie można mówić nigdy. Byłam taka
jak Wy - dobre kobiety. Tłamsiłam zdradzające, nie rzadko wyzywałam, mówiłam
że nigdy nie zdradzę, że prędzej umrę. Nie mieściło się to w moim kodeksie
zasad moralnych, nie mieściło mi się w głowie podwójne życie. Zawsze byłam
jedną z pierwszych krytykujących takie poczynania.
Zabić się niestety też nie mogę w chwili obecnej.
Życie jest okrutne, niektórzy nie wiedzą jak bardzo. Na pierwszy rzut oka to
ja jestem do ukamieniowania i rozumiem wszystkie zdradzone kobiety, lub takie
które są jak ja kiedyś, że się z tym zgodzą. Uwierzcie mi, życie, uczucia -
to wszystko jest bardzo przewrotne.
Założyłam ten wątek w odpowiedzi na wątek dziewczyny, która pisze, że zdradza
męża mimo, że go kocha. Nie jestem w niczym lepsza od niej, ale ja sobie nie
wyobrażam takiej zdrady, tylko dla seksu. Mimo, że zdradzam, sypiam z innym,
kocham innego to nie jestem hipokrytką. Wiem co robię i jaki jest odbiór
społeczny takich czynów. Ale wiem też, że często piszecie, że każdy romans
jest taki sam, każda kochanka jest taka sama, a ja tak nie uważam. Sytuacji
jest tyle, ile ludzi i związków, najłatwiej jednak wrzucić wszystkich w dwa
worki - dobro i zło. Gdyby świat był taki prosty....