libertessa
30.04.07, 19:11
wykańcza mnie psychicznie układ, w jakim się znalazłam. bez możłiwości
manewru. jestem traktowana przedmiotowo, żadnych uczuć, szybki seks u niego w
pracy, od czasu do czasu weekendowe wyjazdy. własnie z takiego wróciłam. co
za zimny, bezduszny człowiek. wyżywa się na mnie seksualnie, a ja musze
udawać, że sprawia mi to nieziemską przyjemność. niedobrze mi się robi,
brzydzę się siebie. nie mogę tak po prostu uciąć tej znajomości, bo on jest
moim przełożonym (nie w pracy) i może mi zaszkodzić w ten sposób, że nie
spełni obietnic, które daje teraz, gdy jesteśmy kochankami. zresztą, wszystko
może.
opowiada mi o swoim dziecku i żonie. jaka to cudowan kobieta, że teraz
wyjeżdżają na długi weekend, jak to uprawiają codziennie seks, bo ona to tak
bardzo lubi. ze wszystkiego sobie żartuje, z moich problemów, jest nieczuły,
wstrętny. podczas któregoś z ostatnich spotkań zrobiłam mu kilka malinek i
rozorałam mu paznokciami plecy, żeby żonka zobaczyła, żeby mu zrobiła
awanturę, żeby nie miał takiego szczęśliwego i poukładanego życia, gdy ja mam
tak popaprane... powiedział, po czasie, żebym więcej się nie wazyła tego
robić. o! pomyślałam, czyli była awantura! zapytałam go o to. zaczął się
śmiać. powiedział, że żoneczka zapytała go, co to jest, a on na to,
że "czasami zdarzają się takie rzeczy, i... zaczęliśmy się śmiać, a potem
długo się kochaliśmy".
jak ja go nienawidzę, jak ja go cholernie mocno nienawidzę!