Gość: mario2
IP: 212.106.152.*
25.05.03, 18:20
"Nie, niech pani nie ma wyrzutów sumienia. To wcale nie przez pani wejście
ten facet tam oszczał tego drugiego obok niego. My faceci ciągle to robimy..."
Rzadko kiedy trafiamy w to, w co celowaliśmy. Czasem, jak pójdę do
kibla, zaczynam lać i nagle zaczyna mi się rozbryzgiwać naokoło, więc muszę w
coś celować. Kobiety powinny zrozumieć, że penisy maja swój własny rozum.
Facet może wejść do kibla, ponieważ wszystkie pisuary są zajęte, wycelować
idealnie w kibelek, a jego penis i tak da rade oblać rolkę papieru
toaletowego, nogawkę i buty. Mówię poważnie, nie można ufać tym małym
pisiorkom! Ja jestem żonaty już od 28 lat i moja żona mnie wytrenowała. Nie
pozwala mi odcedzić kartofelków jak facetowi - na stojąco. Muszę odlewać się
na siedząco... Przekonała mnie, że to niewielka cena, jaką muszę zapłacić. Bo
gdyby jeszcze raz poszła do toalety w nocy i albo siadła na pokrytej moczem
desce, albo wpadła do kibla, bo nie położyłem deski, to by mnie zabiła, zanim
bym się obudził.
Jeszcze jedna rzecz, o której faceci nie lubią rozmawiać. Ale skoro
już ruszyliśmy temat, to pociągnę dalej. To jest nie lada problem i panie
powinny go zrozumieć. Chodzi mi o "porannego drąga". Tak, my faceci zwykle
budzimy się z dwoma rzeczami: nieodpartym pragnieniem odlania się oraz
penisem tak twardym, ze można nim ciąć diamenty! Nieważne jak się wytężasz,
nie uda ci się zgiąć cholerstwa. A jak się go nie zegnie, to za cholerę nie
można tym celować. A jak nie możesz celować to nie masz wyboru, tylko oszczać
całą ścianę i to włochate przykrycie na deskę klozetowa, które wy, kobiety
tak strasznie chcecie mieć na desce. A przy okazji, jak używacie tego
cholernego przykrycia to deska nie może sama stać. Wiec musimy jedna ręką
podtrzymywać deskę klozetowa, a drugą ręką starać się kontrolować nasze,
bardziej niż nieprecyzyjne, narządy celownicze.
Czasem tym nowo pożenionym wydaje się (myślę, że panowie tu obecni to
potwierdzą), że można zmusić deskę klozetową z tym czartowskim puchatym
przykryciem, aby stała. Więc ciskają z całej siły deskę w tył, upychają i
sprężają to przykrycie. Ale po chwili puchaty materiał przykrycia się
rozpręża i deska niespodziewanie i bez ostrzeżenia spada z ogromna siła tuż
przy przyrodzeniu, omal nie obcinając twojego pisiorka! Potem już nie
podnoszą desek klozetowych z przykryciem, bo to po prostu niebezpiecznie dla
zdrowia.
Starałem się jakoś delikatnie wyjaśnić te skomplikowana poranna
sytuację mojej żonie. Powiedziałem jej: Słuchaj, on się nie zegnie. Ona na
to: Wiec będziesz do końca życia siadał, tak jak ja. Ok. Spróbowałem wiec
siadać z "porannym drągiem". No cóż, wsadzić go pod deskę też nie jest łatwo.
I zanim mi się to udało zdążyłem oblać wszystkie ręczniki, wiszące na
przeciwnej ścianie... Nawet jeśli siedzisz i zmusisz twoje drewienko do
wejścia pod deskę klozetową, to kiedy zaczniesz sikać, mocz i tak wystrzeli
przez szczelinę pomiędzy deską a górną krawędzią kibla. Zalejesz sobie wtedy
nogi i mocz pocieknie po nogach w dół, prosto na ten śmieszny chodniczek,
który kobiety nie wiadomo po co kładą na podłodze pod kiblem!
Udało mi się jednak opracować specjalny manewr, dzięki któremu radzę
sobie z owym porannym problemem. Jedynym rozwiązaniem jest przyjąć
pozycję "lecącego Supermana" kładąc się w powietrzu nad deskę klozetową.
Wymaga to niemałej praktyki, doskonałego balansu ciałem, a także
synchronizacji w czasie, lecz jest to jedyny i pewny sposób, aby podczas
porannego odpryskiwania się zgromadzić cały mocz w kiblu.
Więc panie powinny zrozumieć, że nie można nas całkowicie winić za
taką, a nie inną sytuację. My też podzielamy wasze zainteresowanie higieną i
czystością w łazience. Ale są momenty, kiedy rzeczy po prostu wymykają się
nam spod kontroli. Nie nasza to wina, lecz Matki Natury.