trudna rozmowa...

07.05.07, 13:55
Czeka mnie rozwiązanie pewnego problemu i nie bardzo wiem jak się za niego zabrać.
Sprawa wygląda następująco...
Moje dziewczyny przyjaźnią się blisko z dwiema innymi dziewczątkami :)
Swietnie się rozumieją, łaczy je oprócz sympatii także pewne podobieństwo
doświadczeń. Mama tamtych dzieciaków też wychowuje je sama, podobnie jak moje
tamte dziewczyny bardzo rzadko widują ojca. Są dla siebie wsparciem także
wśród rówieśników. A i my korzystamy z tego często wymiennie opiekując się
dzieciakami, zabierając je na noc czy też organizując im w ramach wymiany czas
wolny.
I teraz sedno sprawy:(((
Wydaje mi się ostatnio że X. (będzie krócej) przestała dawać sobie radę z
samotnością i zaczęła nadużywać alkoholu. Nie jestem z nią blisko, nasza
znajomość jest czysto praktyczna, ale szkoda mi dzieciaków, i moich i jej.
Zaczynam obawiać się zostawiania dzieciaków pod jej opieką. Wybór jest
oczywisty, tylko jak to zrobić...
    • butterflymk Re: trudna rozmowa... 07.05.07, 14:01
      Musisz pomóc tej kobiecie
      i nie zabraniać dziewczynkom dotychczasowych spotkań...
      • baler_inca Re: trudna rozmowa... 07.05.07, 14:05
        Dzieci nie powinny odczuć żadnych zmian. Niech się spotykają, ale może tylko u
        ciebie? Tamtej pani nie oddawałabym swoich pod opiekę. A skoro piszesz, że
        problemem jest samotnośc, może warto zaprzyjaźnić się z tamta nieszczęsliwą
        kobietą? I po ludzku pogadać. Pomóc choćby swoją obecnością. Ale delikatnie, bo
        jak poczuje się dotknięta, będzie tylko gorzej...
      • sottobosco Re: trudna rozmowa... 07.05.07, 14:07
        To nie jest takie proste...
        Jak rozważam tą całą sytuację to mam wrażenie że z której strony bym się nie
        zabrała do tej sprawy to i tak wszystko się posypie.
        • nutopia Re: trudna rozmowa... 07.05.07, 15:57
          sottobosco napisała:

          > To nie jest takie proste...
          > Jak rozważam tą całą sytuację to mam wrażenie że z której strony bym się nie
          > zabrała do tej sprawy to i tak wszystko się posypie.

          ciężka sprawa sotto
          • sottobosco Re: trudna rozmowa... 07.05.07, 16:56
            ano właśnie
            ciężka
            Nie wiem jak wytłumaczyć moim dziewczynom że nie mogą więcej jeździć do tych
            koleżanek na noc, one to uwielbiają
            Szkoda też mi tamtych małych bo też zdążyłam dobrze je poznać, w końcu spędzam z
            nimi mnóstwo czasu i to są naprawdę fantasyczne dzieciaki. Wyobrażam sobie jak
            im musi być ciężko, w końcu one żyją ze swoją mamą na co dzień...
      • bupu Re: trudna rozmowa... 07.05.07, 16:50
        Pomóc jak? Jeśli ta kobieta rzeczywiście popada w uzależnienie od alkoholu, to
        same dobre intencje wątkodawczyni nie pomogą. To uzależniony musi chcieć
        przestać pić, bez tego nikt nie będzie mu w stanie pomóc.
        • butterflymk Re: trudna rozmowa... 07.05.07, 16:51
          No ale trzeba do niej ręke wyciągnąć...
          • konrado80 Re: trudna rozmowa... 07.05.07, 16:56
            zgadza sie, ale bedzie to latwe..
            bo nie sa ze soba na tyle blisko zeby moc tak latwo to zrobic
            no ale sprobowac trzeba jakos porozmawiac z nia
            powiedziec jej zeby pomyslala o dzieciach
            bo w koncu to ona daje przyklad dzieciom jak trzeba zyc
            • sottobosco Re: trudna rozmowa... 07.05.07, 17:00
              Ta kobieta ukrywa się ze swoim piciem, ale faktem jest że upija się coraz
              częściej. Nie wiem czy robi to wtedy gdy zajmuje się też moimi dzieciakami, ale
              myslę że ten moment może nastąpić w każdej chwili.
              Ona jest całym wsparciem dla swoich dzieci, ma trudne układy z resztą rodziny,
              ale przy takich problemach to chyba czeste
              • konrado80 Re: trudna rozmowa... 07.05.07, 17:05
                moze zapros ja na forum, niech tutaj rozladowuje swoje emocje, swoj smutek...
                • butterflymk Re: trudna rozmowa... 07.05.07, 17:15
                  bardzo dobry pomysł, jak poczyta co tu się dzieje
                  to już wogóle sie załamie ;)
                  • konrado80 Re: trudna rozmowa... 07.05.07, 17:42
                    a co, Ty juz sie zalamalas?? :)
                    • sottobosco Re: trudna rozmowa... 07.05.07, 17:43
                      Konrad nie tutaj;)
                      A kysz:))
                      • konrado80 Re: trudna rozmowa... 07.05.07, 17:49
                        ale co nie tutaj?? :))
                    • butterflymk Re: trudna rozmowa... 08.05.07, 09:58
                      :)
                      najgorsze jest to że ja w tym uczestniczę
    • cortona Re: trudna rozmowa... 08.05.07, 07:21
      Mam przyjaciółkę z którą łączy mnie bardzo wiele: sąsiedztwo domów, sąsiedztwo
      w pracy, ten sam zawód, codzienna pomoc w rozwiązywaniu problemów zawodowych
      i życiowych, bliska współpraca pomimo, że zawodowo jesteśmy dla siebie
      "konkurencją". Łączy mnie z nią też wieloletnie popijanie i wspólna refleksja,
      że z tym piciem to coś nie tak. Tylko, że ja uznałam fakt nadużywania za
      oczywisty, a ona ciągle ma wątpliwości.
      Byłyśmy razem na urlopie i ona była szczęśliwa, że wreszcie może pić
      w towarzystwie, bo przeważnie jest skazana na samotne picie. Obserwowałam ją jak
      piła i było mi jej żal. Po wypiciu nie robiła się weselsza, tylko jakaś
      zamulona, udająca trzeźwą. Potem słyszałam, jak wymiotuje w łazience, bo jej się
      wydaje, że jeśli zwymiotuje, to nie będzie miała kaca. A rano widziałam jak jej
      mąż i córka patrzą na nią z odrazą. Ona chciała na urlopie ładnie wyglądać,
      a była opuchnięta, nieszczęśliwa, smutna i czepiająca się wszystkich.
      Martwię się o nią. Starałam się z nią porozmawiać, ale utrzymywała, że ona pije
      tyle samo co wszyscy, więc nie widzi problemów. Nie liczyłam ile lampek
      wypijała, ale dla mnie było widoczne jak na dłoni, że kiedy inni dobrze się
      bawili, ona była nawyraźniej paskudnie uwalona. Brzydki ten nałóg.
    • anahella Re: trudna rozmowa... 08.05.07, 09:28
      czy znajomosc jest na tyle odlegla, ze nie mozesz z matka tych dzieci poruszyc
      sprawy? I co to znaczy, ze naduzywa alkoholu? Moze po prostu powiedz jej, ze nie
      chcesz aby Twoje dzieci bywaly w domu, w ktorym matka opiekuje sie nimi po
      drinku? W koncu to Twoje dzieci i jestes za nie odpowiedzialna. A jej corki
      moga przeciez bywac u Ciebie.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja