Taka sobie (smutna) historia jakich wiele :(

18.05.07, 21:00
Dziś...
Przyszedł, pogadaliśmy... od paru dni był jakis dziwny - ale myślałam że może
coś w pracy...
Okazało się że poznał inną dziewczynę i zakochał i sadzi ze "przerodzi się
to w coś poważnego".
Nie chce mnie oszukiwać ani jej . Może nawet bardziej jej :(
Świetny facet w którym jestem strasznie zakochana.
No cóż.
Powiedziałam że rozumiem, tak bywa. Że w sumie dziękuję za szczerość i odwagę
że załatwił to w sposób uczciwy

No bo co miałam powiedzieć ?:( . Nie zmuszę go by mnie kochał...
Byliśmy ze sobą prawie rok. Myslałam, że coś z tego fajnego będzie...
Wszystko na to wskazywało. Nagle on na służbowym wyjeździe poznał tamtą -
zakochał się i tyle.
Załatwił całe to zerwanie naprawdę najbardziej jak to możliwe w takiej
sytuacji - z klasą i po męsku.
A ja... eh... nawet nie mogę powiedzieć że to "świnia i drań" i że "nic nie
wart". Może by to pomogło?:( Może mniej by było żal - nie wiem
Bo to jak człowiek radzi sobie z trudnymi sytuacjami, jak stara się to co
trudne - zrobić delikatnie ale stanowczo , być fair, jak najmniej zranić -
też o nim świadczy.
Straciłam więc dziś - świetnego, wspaniałego faceta.
Boli :(


    • kellyp Re: Taka sobie (smutna) historia jakich wiele :( 18.05.07, 21:13
      Szczerze Ci wspolczuje :( Nie wiem, czy to, ze on sie tak fair zachowal pomaga
      czy moze bardziej sprawia, ze wiesz kogo stracilas...
    • lim25 Re: Taka sobie (smutna) historia jakich wiele :( 18.05.07, 21:16
      :( hmm..przytulam

      ja cały czas pamiętam jak to boli

      smutno mi razem z Tobą
      • summerlove Re: Taka sobie (smutna) historia jakich wiele :( 18.05.07, 21:19
        ja nie wiem jak boli bycie porzuconą ale tez bardzo bardzo mocno przytulam ;**
        nie przejmuj sie jestes cudowna i spotkasz kogos kogo pokochasz jeszcze
        bardziej, a on Ciebie ;))
    • agg.agnieszka Re: Taka sobie (smutna) historia jakich wiele :( 18.05.07, 21:16
      rzeczywiscie smutna ta twoja historia, ale powinnas byc z siebie dumna bo tez
      zachowalas sie z klasa, nie szantazowalas go, nie blagalas o szanse, tylko z
      godnoscia przyjelas to co mial do powiedzenia. zycze ci ,,szybkiego otarcia
      lez''.
      • avital84 Re: Taka sobie (smutna) historia jakich wiele :( 18.05.07, 21:18
        Zgadzam się. To Ty się zachowałaś z klasą.
        Szczerze współczuje i przytulam.
        Trzymaj się.
    • julia0001 Re: Taka sobie (smutna) historia jakich wiele :( 18.05.07, 21:23
      prawda oczyszcza wyzwala, widac ze Ty tez jestes wspaniala kobieta, z klasa,
      modra i dojrzala i napewno spotkasz wkrotce kogos jeszcze lepszego, powodzenia!
    • owca Re: Taka sobie (smutna) historia jakich wiele :( 18.05.07, 21:24

      bolesne

      wszystko co nowe kusi obietnicą
      nieznane pociąga bardziej niż codzienna rzeczywistość

      można przez całe życie szukać, bawić się chwilą, 'zapadać się' w spotykanych na
      drodze ludzi

      na szczęście nie wszyscy mają takie podejście do życia
      są ludzie, dla których ważna jest lojalność, odpowiedzialność i chęć współtworzenia
      szczerze w to wierzę...
    • maretina masz klase, ten facet tez 18.05.07, 21:26
      spotkasz nowa wielka milosc. zobaczysz.
      • lina39 Re: masz klase, ten facet tez 20.05.07, 22:07
        niestety nie wszyscy maja klase i odwage ;( moja historia również jest taka
        sobie (smutna) historia, choć nie wiem czy takich jest wiele!?! Otóż byłam z
        kimś parę ładnych lat, gdy zaczeło sie coś sypać, (oboje potrzebowaliśmy
        odetchnąć, przemyśleć sobie wszystko..... On znalazł sobie pocieszycielkę, ale
        nie miał odwagi sie przyznać :( Ja byłam tak naiwna, że nawet teraz nie odważe
        się ze wstydu o wszystkim napisać! Wierzyłam mu, ufałam, nie docierała do mnie
        NIC, rozstanie(mimo chwilowych kłopotów) było dla mnie nie do przyjęcia!
        Najgorsze w tym wszystkim było to, że ufałam mu tak bezgranicze, nawet gdy sie
        przyznawał do kłamstw ja potrafiłam wybaczyć (było tego sporo:() i walczyć o
        NAS, starałam sie ROK, aż w końcu wrócił choć nadal nie potrafił mimo moich
        próśb poinformować swoją "pocieszycielkę" iz znowu jest ze mną ;( na wszystko
        przymykałam oko choc bardzo bolało... Byłam bardzo szczęśliwa, że mamy jeszcze
        jedna szanse, że wszystko może sie ułoży (może - wierzyłam, że sie ułoży już na
        zawsze) ale niestety jego ciągłe wymówki, tłumaczenia, że nie możemy się
        spotkać, że nie może u mnie spać bo..., nie słuchał mnie bo jego problemy były
        ważniejsze gdy starałam sie coś mu przekazać na coś zwrócić uwagę tylko sie
        wkurzał odsuwałam sie od niego, choć cały czas wszystko sobie tłumaczyłam,
        (starał się, trudna sytuacja w pracy itd...) Juz po 2 mies zaczęłam myśleć o
        rozstaniu, ale się bałam, chyba tęskniłam i walczyłam przez ten rok o ideał
        istniejący tylko w mojej wyobraźni (choc ten rok, to same upokorzenia o których
        pragnę zapomniec:(). Az w końcu odważyłam się PODJELAM NAJTRUDNIEJSZA DECYZJE W
        MOIM ZYCIU powiedzialam, że nie mogę nie potrafię z nim być :( I po raz drugi
        nie potrafił sie zachować z klasa! A mimo swojej uczciwości, czuje sie z tym
        okropnie, ciagle siebie obwiniam, ze go skrzywdziłam, a on widzi tylko winny w
        innych nie w sobie :( tylko sie wkurzył nie chciał sie juz spotkać, nie potrafie
        opisać tego co czuje byłam z nim tak długo, walczyłam o niego a teraz
        odrzuciłam, gdy on niby (choc o tym nie wiedziałam, nie dawał mi tego nawet
        odczuć, nie mówiać juz o rozmowach, że tak bardzo mnie na nowo pokochał,
        wszystko robił dla mnie....) nadal nie potrafie spojrzec na to wszystko
        obiektywnie, najgorsze jest to, że mi go teraz żal, pomimo tego jak mnie
        krzywdził, chciałabym mu pomóc, nie wiem co ze soba zrobić, toksyczna miłość?
        Boje się ;(
    • kotkaaaa Re: Taka sobie (smutna) historia jakich wiele :( 18.05.07, 21:31
      trzymaj sie, jak nie wiadomo o co chodzi w takich sytuacjach to idzie
      najczesciej o inna kobiete, twoj ex zaoszczedzil ci domyslow i sam powiedzial,
      naprawde kapelusze z glow przed tym wyjatkowym zachowaniem, oni rzadko zdolni
      sa do mowienia prawdy prosto w oczy niestety i potem jak wyjdzie szydlo z worka
      nawet nie mozna miec dobrych wspomnien po zwiazku, facet ma klase
    • karcia85 Re: Taka sobie (smutna) historia jakich wiele :( 18.05.07, 21:40
      Czasami trzeba stracić jedną miłość aby spotkać inną - o niebo lepszą;-).
      • maxtorrka Re: Taka sobie (smutna) historia jakich wiele :( 18.05.07, 22:30
        Dziekuje za cieple słowa - naprawde :)
        Tez sobie mowie - bedzie inny... (lepszy?:), bedzie mnie kochal, ja jego -
        słowem sielanka
        I... pewnie tak bedzie ale... na razie to jakas abstrakcja ten "inny" bo ja
        chce nie zabardzo sobie wyobrażam teraz yego "innego".

        Nie wiem czy zachowalam sie z klasa. :) Po prostu zachowalam sie w jedyny
        spodob jaki moglam sie zachowac .
        Nie wyobrazam sobie proszenia zeby byl ze mna skoro wiem ze jest ktos inny -
        ważniejszy.
        Nie wyobrazam sobie plucia jadem czy robienia scen - skoro nie mam żadnego
        powodu.
        Usłyszałam że bardzo byłam (niestety "byłam" ):( ważna, że bardzo się cieszy ze
        dane nam było sie spotkac , że najchetniej nie zrywał by kontaktu ale nie
        wyobraza sobie "bycia przyjaciólmi" i ze wie że ja tez tego sobie nie wyobrażam
        (zna mnie po prostu) wiec nawet nie bedzie obrażał taka propozycją.
        I słusznie - bo ja tez sobie nie wyobrażam takich relacji.
        Było krótko, bez zbednego wałkowania problemu, gadania. Widziałam że bardzo mu
        było niefajnie w tej sytuacji.
        No tak - ale On ma te swoją teraz tamta - wiec chyba zbytnio nie cierpi.
        Czego nie mozna powiedzieć o mnie...
        Najgorsze jest przypominanie sobie wszystkich swietnych momentów w naszym (już
        byłym) zwiazku.
        Staram sie tego nie robić - zająć czym innym mysli ale nie wychodzi :-/
        Same sie te mysli wpychaja do głowy.
        Wiem tez ze za tydzień , dwa będę to juz mniej przeżywać. Ze pewnie za jakiś
        czas - może wogóle ?
        Tylko że akutrat dziś jest bardzo źle :( No i pewnie jutro czy pojutrze tez
        będzie nienajfajniej.
        Najchetniej chciałabyum jak mis na zime zasnąć i obudzić się np. za miesiąc - w
        tej fazie kiedy już "jest lepiej".
        Tak więc dziekuję - za ciepłe słowa - naprawde :)
        • beatka_26 Re: Taka sobie (smutna) historia jakich wiele :( 19.05.07, 14:13
          bardzo podoba mi sie Twoja postawa,a przede wszystkim ze nie mieszasz z blotem
          tamtej dziewczyny...
          Jestem pewna,ze taka wartosciowa osoba jak Ty szybko pozna kogos innego,moze
          nawet bardziej odpowiedniego dla siebie.
        • maraquita-79 Re: Taka sobie (smutna) historia jakich wiele :( 19.05.07, 18:28
          jakbym czytała swoja historię... bardzo bardzo bardzo Ci współczuję i zycze Ci
          zebys jak najszybciej "znalazła sie w fazie po"... ja niestety niepotrafie
          zapomniec, moze dlatego ze nie chce tracic z nim kontaktu bo kazdy chocby
          najmniejszy kontakt z nim (np. dwa słowa zamienione na gg)jest dla
          mnie "ogromnym poprawiaczem humoru"... ciagle o nim mysle i nie potrafie byc z
          kim innym bo ja całe zycie marzyłam nie o kims takim jak on ale o NIM. 3maj sie
          • maxtorrka Re: Taka sobie (smutna) historia jakich wiele :( 20.05.07, 10:50
            maraquita-79 - ja chce zerwac wszystkie kontakty - zadnych telefonów, zadnych
            gg, maili.
            I to moja decyzja.
            I tak sie umówiliśmy.
            Tzn. on powiedzial że jeśli będę chciała o czymś porozmawiać coś jeszcze
            wyjaśnić - to jest jak najbardziej "do dyspozycji"
            Ale ja nie chcę - raz że po co? O nic wiecej nie muszę pytać - wszystko jest
            jasne.
            Znajomość oparta na pogadaniu od czasu do czasu - mnie nie satysfakcjonuje,
            zresztą o czym mielibyśmy rozmawiać? :( Ja o pracy i o tym jak mi źle bez nie
            go a on o nowym zyciu i o tym jaki jest szcześliwy z inną?
            Aż taką masochistką nie jestem i sadze że włąśnie takie kontakty doporowadziły
            by mnie prędzeń czy później do mega depresji :(
            Pozatym sądzę że właśnie całkowity brak kontaktu ułatwi mi zapomnienie. Teraz
            za bardzo nie dociera do mnie (lub staram sobie tego nie uświadamiać ) ze już
            nigdy nie usłyszę jego głosu, że nigdy go nie zobaczę (teoretycznie mozemy na
            siebie jakoś tam wpaść ale w Warszawie naprawde byłby to mega przypadek)
            Tak wiec - nie.

            mahadeva - nie wiem czy jest jakiś wzorzec tego jak sie powinien
            skonczyć "powążny zwiazek" i jedyny słuszny scenariusz.
            Być może jest też tak ze dla niego nie był poważny. Juz się tego nie dowiem.
        • czarna.porzeczka Re: Taka sobie (smutna) historia jakich wiele :( 19.05.07, 23:05
          trzymaj sie, jestem z Toba:)
          Bardzo wspolczuje.
      • ela.buu Re: Taka sobie (smutna) historia jakich wiele :( 21.05.07, 16:15
        zgadzam sie choc wiem ze milo ze kocham mocniej i swiadomiej
        to nadal pamietam bol rozstania i zawiedzonych nadzieji
        • akkknes Re: Taka sobie (smutna) historia jakich wiele :( 21.05.07, 16:26
          ela.buu napisała:

          > zgadzam sie choc wiem ze milo ze kocham mocniej i swiadomiej
          > to nadal pamietam bol rozstania i zawiedzonych nadzieji

          kur.a, to tego nigdy sie nie zapomina?? bo ja myslalam ze jestem juz na takim
          etapie...
    • czerwone_wytrawne Masz rację, człowiek ma klasę... 19.05.07, 11:04
      Wiem, jak bardzo Ci smutno. Wiem, że nic Ci w tej chwili nie może pomóc. Czas
      też nie zawsze pomaga. Bardziej zalecza rany, ale nie leczy ich całkowicie.
      Musisz odcierpieć swoje - ot, co! Jestem pełna podziwu dla Ciebie, jak przyjęłaś
      jego zerwanie. Kilka lat temu zachowałam sie identycznie - szkoda tylko, że
      człowiek, który się ze mną rozstał zachował się kompletnie bez klasy. Będzie
      dobrze - uwierz mi! Pozdrawiam Ciepło!
      a, i lampka czerwonego pomaga na wszystko! :)
    • thepoweroflove4 Re: Taka sobie (smutna) historia jakich wiele :( 19.05.07, 14:36
      Wiesz co, dobrze ze to jest jasny i definitywny koniec, gdyby ten zwiazek
      umieral powoli zameczalabys sie w domyslach, albo jeszcze gorzej - gdyby facet
      zaczal zachowywac sie tak zeby zmusic ciebie do decyzji o rozstaniu (bylby tak
      nieznosny ze zaczelabys go miec szczerze dosc)- byloby ci bardzo zle gdybyc
      pewnego dnia sie domyslila.
      Niemniej jednak szczerze wspolczuje.
    • wyssana.z.palca Re: Taka sobie (smutna) historia jakich wiele :( 19.05.07, 17:52
      chociaz sytuacja nie za fajna i naprawde bardzo wpsolczuje, powiem ze podobasz
      mi sie :) brakuje na tych forach takich kobietek z klasa jak Ty, ktore potrafia
      godnie sie rozstac.. cycki do gory!! tego kwiatu to pol swiatu :))))

      trzymaj sie! :)
      • yvonne75 Re: Taka sobie (smutna) historia jakich wiele :( 19.05.07, 19:08
        klasa!kobieta z klasa!
        pierwsze co mi sie rzucilo w oczy to konkretnosc,przejrzystosc w ocenie
        sytuacji i nie rozdrabnianie sie!czyli kobito ,masz wszystko to ,czego nie mam
        ja!zazdroszcze klarownosci mysli,podejscia do sprawy.
        nie zazdroszcze sytuacji,wspolczuje.
        a poza tym...tego kwiata to pol swiata!czy tak jakos...
        • timbunia Re: Taka sobie (smutna) historia jakich wiele :( 19.05.07, 19:32
          gratuluję ci mądrości życiowej i postawy. Wiem, ze Ci cięzko, sama też podobną
          sytuację przeżyłam. Niestety tylko czas i ludzie pomogą, jedyne co pozostaje
          wiara, ze jest gdzieś ktoś, kto nas pokocha równie mocno jak my jego i da nam
          największe szczęście.
        • paulina.galli Re: Taka sobie (smutna) historia jakich wiele :( 19.05.07, 19:41
          Trzymaj się - tylko tyle napiszę !
    • mahadeva Re: Taka sobie (smutna) historia jakich wiele :( 19.05.07, 23:29
      e tam, co to za zwiazek, ktory tak sie skonczyl...
      powazny by sie tak nie skonczyl
      • maxtorrka Re: Taka sobie (smutna) historia jakich wiele :( 20.05.07, 19:56
        mahadeva - nie wiem czy jest jakiś wzorzec tego jak sie powinien
        skonczyć "powążny zwiazek" i jedyny słuszny scenariusz.
        Być może jest też tak ze dla niego nie był poważny. Już się tego nie dowiem.

        Na razie zastanawiam się co pomoże na zapuchnięte po płaczu oczy - jutro do
        pracy a ja zamiast oczu mam szparki jak u świnki :(
        Wygladam tak że ludzie beda zwiewać na moj widok na ulicy :-/
        Moze to dobry objaw ze mnnie to obchodzi?:)
        • akkknes Re: Taka sobie (smutna) historia jakich wiele :( 21.05.07, 02:06
          mrozone warzywka (typu krojona marchewka), kostki lodu, lyzki z zamrazalnika,
          okulary zelowe i wszystkie kropelki nie dzialaja dlugo... pomysl ze wyryczenie
          sie = zamkniecie tematu i wiecej juz nie placz! wyspij sie.
          ja wiem, latwo pisac - ale teraz jestem juz madra. placz i zal kiedys minie,
          zostanie tylko zlosc - zobaczysz (i to wcalnie nie na niego, na siebie... ale
          to troche czasu minie)

          PS Czas naprawde pomaga. wszystko sie ulozy, zobaczysz.
          niech ci tylko rura nie zmieknie, przechodzilam to samo jeszcze niedawno.
          jestes zuch dziewczyna, zazdroszcze ci.
    • anahella Re: Taka sobie (smutna) historia jakich wiele :( 21.05.07, 01:52
      Poboli i przestanie:) Zamknij te drzwi za soba, zebys byla gotowa na nowy
      zwiazek. Na pewno jestes warta fantastycznego goscia.
    • brawurka75 Re: Taka sobie (smutna) historia jakich wiele :( 21.05.07, 11:15
      współczuję, ale może następny będzie lepszy i bardziej Tobie pisany
    • galeczek Re: Taka sobie (smutna) historia jakich wiele :( 21.05.07, 17:53
      Trzymaj się mocno, a z takim nastawieniem na pewno może być już tylko lepiej :) Przeżywałam to samo 1,5 roku temu, niestety mój były nie miał takiej klasy tylko kilka miesięcy mnie oszukiwał, będąc już z inną. To boli, ale niestety swoje trzeba odcierpieć. Jestem z Tobą :) Bądź dzielna :)
      • akkknes Re: Taka sobie (smutna) historia jakich wiele :( 21.05.07, 17:55
        galeczek zatem witaj w klubie. mam nadzieje ze masz dla mnie optymistyczne
        perspektywy na przyszlosc, bo przed chwila przy jakims wpisie sie ostro
        zdolowalam...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja