m_agilla
31.05.07, 12:20
Prawdopodobnie wyjadę na studia do miasta oddalonego od mojego o 200-400 km
(zależy od tego, gdzie się dostanę).
Mieszkam blisko W-wy, ale niestety nie mam szans dostać się na ekonomię ani na
UW ani SGH - próbowałam już rok temu. Ilość chętnych w obu tych uczelniach
przekraczała 17-20 osób na jedno m-ce, a innej, DOBREJ uczelni państwowej z
ekonomią w W-wie nie ma.
Mam w związku z tym ogromne dylematy. Wiem, że powiecie, że to nie wyjazd ani
za granicę, ani na 10 lat, tylko na 3 (bo chcę zrobić licencjat) i te 200-400
km to nie tak dużo...
Ale ja tu mam chłopaka, rodzinę, bez której nie mogę żyć, ukochanego kota...
Jakichś bliskich przyjaciół na szczęście nie mam - po liceum wszyscy się
gdzieś wynieśli, no ale mój chłopak... ;(
Nie wiem jak wytrzymam bez niego dłużej niż 1-2 tygodnie. Teraz spotykamy się
właściwie codziennie, mieszkamy bliziutko siebie, załatwiamy razem jakieś
sprawy, nocujemy u siebie itp.
Dodatkowo moje rodzeństwo, które jest ze mną zżyte chyba jak żadne, już nie
wspominając o rodzicach. Generalnie jestem domatorką i wolę spędzać czas na
rodzinnym tle niż gdzie indziej.
No i jeszcze mój kot, ktory mnie traktuje jak mamę (bo w końcu jestem taką
kocią mamą) - znalazłam go jak jeszcze ledwo chodził i był niemalże łysy -
widocznie jakaś kotka go wyrzuciła, albo możliwe, że ludzie... Śpi ze mną, nie
szlaja się w nocy, kładzie mi się na klatkę piersiową, albo brzuch, miałczy
żeby mu dać jeść, bawić się z nim, głaskać go itp. Do nikogo w domu nie ma
takiego stosunku - co najgorsze, jak da mu jedzenie ktoś inny niż ja, to nie
zje...
A poza tym w domu mam swój pokój, komputer, wszystkie skarby.
Może mówię jak rozpieszczona 16-latka pod spódnicą mamusi, ale po prostu
przeraża mnie fakt rzucenia tego wszystkiego i wyjazdu.
Z jednej strony bardzo chcę, ale z drugiej nie. No i tak się miotam...
Poradźcie coś...