woman600
04.06.07, 09:31
Proszę o spojrzenie z boku, bo sama nie wiem, co o tym myśleć.
Co mam myślec o mężu, który: nie ma przyjaciól, ma jakiś znajomych ale nie
utrzymuje z nimi kontaktu, tj, nie dzwonią do siebie, nie składają sobie
życzeń itd. Twierdzi, że nikt go nie lubi i on nikogo też nie lubi. Ma
jedynie znajomych "bieżących", tj, takich z którymi łączą go sprawy zawodowe.
Rok, półtora temu miał w pacy spotkanie integracyjne i - jak mi opowiadął -
cały czas prawie rozmawiał z Moniką, jakąś pracownicą, że dobrze im się
gadało itd. zę zawsze lubił to imię. OK, mi nie przeszkadzają znajomości jego
i ta także mi nie przeszkadzała. Ale on co jakiś czas pyta (sms'em), co u
niej słychać. Niby nie jest to często, bo gdzieś 4 razy w roku, ale
zastanawia mnie, dlaczego tak go to interesuje, dlaczego akurat ją pyta o to,
a nie swoją starą znajomą ze studiów, z którą się przyjaźnił? Wczoraj był na
rybach. Normalnie nie ma czsu by napisać, że już jest na miejscyu, czy że
wyjeżdża do domu, a wczoraj znalazł czas, by zapytać ją, co u niej słychac.
Akurat miał wziąć kąpiel, i nagle mówi: muszę wykasować i zaczyna się głupawo
śmiać, więc także zaczęłam się wygłuypiać próbując wyrwać mu telefon. Nigdy
tak zaciekle go nie bronił. W końcu dąłam za wygraną i wtedy mi powiedział,
że to był sms do Moniki, w którym pytał, co u niej słychać (tak niby
beztrosko to mówił). Zapytałam po co? Ale zachowywał się tak, jakby to było
normalne - ale w jego przypadku normalne jest nieutrzymywanie kontaktów, a
nie pytanie o to, co słychać. Wiem, że nie robi z tego tajemnicy, ale jednak
mi to trochę śmierdzi. No i stanowczo za często powtarza, że zazdrośni są ci,
co przyprawiają swoim żonom rogi.
Co ja mam o tym myśleć?