Dodaj do ulubionych

Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety?

09.06.03, 16:06
Ania:
> kto ma nauczycielską pensję i jest na początku zawodowej drogi wydatek na pigulki to spory wydatek.

Kohinor:
Wlasnie te pigulki wywolaly u mnie atak agresji na
Ciebie (przepraszam). Bo sa skarbie rzeczy, za ktore
trzeba dbac samemu. Przegielas po prostu.


Kobietki, jak jest w waszych związkach z finansowaniem
pigułek lub innych środków zabezpieczających? Opinia
kohinora po prostu mnie zmroziła...
Uważam, że antykoncepcja to sprawa kobiety i mężczyzny,
a nie wyłącznie kobiety. Mój mężczyzna na początku sam
zaproponował, że będziemy się dzielić (teraz kasa jest
już wspólna:) tą odpowiedzialnością, finansową także.

Atlantis
Obserwuj wątek
    • Gość: lolyta Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? IP: *.bct.bellsouth.net 09.06.03, 16:57
      jak najbardziej wspolna sprawa, kohinor mnie w ogole zmrozil w tym watku innymi
      odzywkami (aluzje do wieku, sugerowanie ze placenie za siebie w tych sprawach
      to dowod posiadania klasy - ja mysle ze to dowod posiadania KASY raczej, niby
      tylko jedna literka mniej a jednak roznica znaczna...)
      Gdyby mi facet zasunal text a la Kohinor "skarbie, antykoncepcja to twoja
      sprawa" to by raczej uslyszal "skarbie, w tym miesiacu nici z seksu, nie stac
      mnie na to" i moze by mu sie cos wykasnilo.
    • maly.ksiaze Czy Kohinor to sam Diabeł? 09.06.03, 21:35
      Bo zawsze chciałem być adwokatem. Nie malujcież go tak na czarno (kolor
      skąpców, księży i Luka Skywalkera). Ja tam zrozumiałem jego uwagę w ten
      sposób, że sens bycia razem to bycie razem - a nie zawarcie spółki cywilnej. W
      związku z tym samo powstawanie problemów "kto płaci za antykoncepcję" jest
      problemem. Albo się jest 'bardzo razem' i wtedy dzieli się i łoże i stół (a
      zatem i wydatki), albo się bywa 'razem troszeczkę'. Gdybym w tym drugim
      przypadku usłyszał: 'dorzuć się, bo to ty z tego korzystasz', to by mnie
      zmroziło. Bowiem wymiana kasy chłodzi uczucia.

      Pozdrawiam,

      mk.
      • julla Re: Czy Kohinor to sam Diabeł? 09.06.03, 21:56
        Też nie rozumiem do końca problemu, może dlatego, że nigdy nie miałam do
        czynienia z mężczyzną , który by uważał, ze jest to jedynie mój problem, albo,
        że musimy ustalic kto za co płaci. Właściwie to nigdy sie z nikim nie
        rozliczałam w ten sposób, że "po połowie" i wydaje mi się to trochę śmieszne.
        Gdyby jednak ktoś chciał robić takie bilanse i zestawienia, no to chyba
        faktycznie zraziłoby mnie to do człowieka... Po co się narażać na dyskomfort
        psychiczny, że "wisisz" partnerowi kasę za tabletki? Nie rozumiem.
        Zawsze preferowałam zasadę, że płaci ten kto akurat ma pieniądze przy sobie;
        a w małżeństwie mamy wspólne konto i nikt z nas nie ma zielonego pojęcia, które
        pieniadze są czyje i które teraz wydajemy. Kontrolujemy tylko stan konta.
        Awantur o pieniądze nie ma zupełnie i chyba to dobre rozwiązanie. Tak mi się
        wydaje.
      • Gość: lolyta Re: Czy Kohinor to sam Diabeł? IP: *.bct.bellsouth.net 09.06.03, 22:10
        Wiesz, tu nie jest tylko mrozace podejscie kohinora w kwestii kasy - tu jest
        mrozace - przynajmniej dla mnie - jego protekcjonalne podejscie (to "skarbie",
        te uwagi o klasie i o wieku rozmowczyn itp.) A w watku ktory wywolal ta
        dyskusje nie chodzi o bycie "troszeczke" tylko o powazniejszy zwiazek.
        A jesli chodzi o bycie "troszeczke" - nie bardzo wiem, o co Ci w tym wypadku
        chodzi - ze sie spotykamy raz na miesiac na male bzykanko? to przy takim
        ukladzie malo ktora kobieta sie bedzie codziennie faszerowac pigulkami "bo moze
        to dzisiaj". No chyba ze ma wielu partnerow bo tak lubi - ale wtedy jest
        oczywiste ze nie wypada jej robic zbiorowej skladki na pigulki.
        Wtedy kiedy uklad jest niezobowiazujacy i np. facet niespodziewanie sklada mi
        wizyte wieczorowa pora z kwiatami i butelka wina liczac na kolacje ze
        sniadaniem, to milo by bylo gdyby mial rowniez prezerwatywe przy sobie -
        wiadomo, ze nie chodzi o sytuacje typu ja wyciagam prezerwatywe z szuflady i
        zadam zwrotu kosztow, to absurd. Jesli chodzi o kase to mowa jest tutaj raczej
        o tych drozszych srodkach na recepte, stosowanych przez pary bedace bardziej
        niz "troszeczke" zzyte.
    • izabelix Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? 09.06.03, 22:51
      ja chyba jednak jakas nie "tego" jestem... zabilabym faceta bedac w wolnym
      zwiazku ktory by chcial za wizyte u ginekologa placic... pszam uwlacza to mojej
      godnosci i poczuciu mimo wszystko niezaleznosci... co do tabletek to przez
      jakis tam dluzszy czas nie mialam zadnych ze tak powiem kontaktow sexualnych,
      tabletki bralam rowniez ze wzgledow zdrowotnych i chociazby z tego wzgledu moj
      partner nie bedzie za to placil a juz szczegolnie gdyby byl ze mna od 3
      miesiecy... no to jakas paranoja chyba...
      aaaaaaaa i nie chodzi tu o zamoznosc mojego portfela... czesto gesto zeby bylo
      mnie stac na wizyte u ginekologa musialam sobie odmawiac wielu rzeczy i
      oszczedzac na to maxymalnie...
      • Gość: moboj Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? IP: 62.233.250.* 09.06.03, 22:58
        izabelix napisała:

        > ja chyba jednak jakas nie "tego" jestem... zabilabym faceta bedac w wolnym
        > zwiazku ktory by chcial za wizyte u ginekologa placic... pszam uwlacza to
        mojej
        >
        > godnosci i poczuciu mimo wszystko niezaleznosci...

        nie jestem w stanie tego zrozumieć. u mnie tak jest, że częściej mój partner
        niż ja płaci za moje wizyty u lekarza chocby z tego powodu, że dobrze zarabia a
        ja musiałabym troszkę pooszczędzać na wizytę u mojej lekarki.
        płacenie za lekarza niczym się dla mnie nie rózni od zapłacenia za bilet do
        kina, dla niego też nie. nie robimy z tego jakiegos wielkiego halo. po prostu:
        zbliża się termin wizyty i idziemy na nią, i tyle.potem idziemy do apteki,
        kupujemy pigułki i tyle. bylo minęło. nie rozpatrujemy tego w kategoriach mojej
        czy jego niezalezności. jesteśmy razem prawie 9 lat, razem zyjemy, więc sobie
        pomagamy, także finansowo.

      • goga.74 Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? 09.06.03, 23:07
        Zawsze placilam sama (teraz placi mi moja firma ubezpieczeniowa) i przyznam
        szczerze ze nigdy nie wpadlo mi do glowy zeby proposic partnera o
        dofinansowanie, nawet gdy mniej zarabialam. Nie dlatego ze uwazam ze to tylko
        moja sprawa, bo tak nie uwazam. Po prostu nie lubie drobiazgowego rozliczania
        sie co do zlotowki. Od skladki na pigulki juz krok o wyliczanie, ile
        kosztowaly skladniki do romantycznej kolacji i kto zjadl wiecej.

        • melmire Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? 09.06.03, 23:11
          Nie chodzi o wyliczanie sie do zlotowki, ale uwazam ze jezeli chodzi o jakies
          dobro wspolne(typu pigulki) to nie widze powodu dlaczego jedna osoba ma na nie
          oszczedzac , kiedy druga moze z nia te koszty podzielic zupelnie
          bezproblemowo. jak juz mowilam, ja place bo budzetu mi to nie rujnuje, gdybym
          kiedys nie miala pieniedzy zeby zaplacic, to nie byloby dla mnie zadnym
          wstydem poprosic o pomoc.
          • Gość: kicia2000 Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? IP: *.toya.net.pl 10.06.03, 00:24
            A ja wychodze z zalozenia, ze facet powinien sie dokladac do środków i lekarza,
            bo to dotyczy obojga (zdrowa kobitka - mozna poigrac). Niekoniecznie placic w
            100%, ale sie dokladac, tak jak kobieta powinna do np. prezerwatyw (no chyba,
            ze jest wspolna kasa, to rzeczywiscie samo sie reguluje). Uwazam, ze to sprawa
            obojga i niech oboje maja tego swiadomosc.
            U mnie w zwiazku za lekarza i srodki placimy razem (albo na zmiane, raz on raz
            ja), jakos od poczatku bylo to jasne.

            A, przypomnialo mi sie powiedzenie mojej kolezanki, ktora w zyciu nie pozwoli
            za siebie zaplacic, ale co do pigulek to........ "On płaci - ja sie truję."
            Moze cos w tym jest, w koncu piguly nie sa 100% obojetne :-(
          • goga.74 Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? 10.06.03, 14:24
            Jasne Melmire, wszystko zalezy od sytuacji. Ale co innego prosba o pomoc w
            potrzebie a co innego upominanie sie o 15 zlotych w mysl zasady ze on
            tez "korzysta". Czy nie wiecej niz te 15 kosztuje butalka wina, ktora on
            przyniesie do kolacji? Finansowo "wyjdzie" na to samo a o ile przyjemniej bez
            tych drobiazgowych wyliczen. Raz placi jedno, raz drugie, to tak naprawde jest
            kwestia wyczucia.
      • Gość: Xena Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? IP: *.acn.waw.pl 10.06.03, 09:36
        izabelix napisała:

        > ja chyba jednak jakas nie "tego" jestem... zabilabym faceta bedac w wolnym
        > zwiazku ktory by chcial za wizyte u ginekologa placic... pszam uwlacza to
        > mojej godnosci i poczuciu mimo wszystko niezaleznosci...

        Oj, to ja tego rzeczywiście nie rozumiem. Antykoncepcja to nie jest wyłącznie
        moja sprawa, tylko wspólna. Jasne, że facet nie weźmie za mnie pigułki, nie
        pójdzie za mnie do ginekologa, nie wykona badań - więc chocby dlatego finansowa
        współodpowiedzialność wydaje mi się rzeczą oczywistą i naturalną. I nie
        traktuję tego jak wyciągania ręki po jałmużnę - antykoncepcja to po prostu
        jeden ze wspólnych wydatków - a nie moja zachcianka - i dobrze, jeśli facet sam
        to rozumie. Oczywiście jestem przeciwna roszczeniowej postawie typu: "ja się
        truję, ja muszę o wszystkim pamietać - to ty płać", bo to jest już trochę nie w
        porządku (mozna sie przecież zdecydować na inna, mniej inwazyjną, metodę anty).
        Jeśli ma sie wspólny budżet - to problem wydatków na pigułki i ginekologa
        rozwiązuje sie automatycznie; jeśli związek jest jeszcze w fazie finansowej
        odrębności - to sprawa jest trudniejsza, bo faktycznie rozliczanie się co do
        złotówki z kalkulatorem w ręku może byc krępujące. U mnie wygląda to tak, że po
        prostu raz ja wykupuję receptę, raz mój facet, ale bez bawienia się w
        drobiazgową buchalterię. Przy czym nie musze go prosić "może teraz ty pójdziesz
        do apteki?", bo sam o tym pamięta i pyta, czy nie kończy mi sie przypadkiem
        listek. Wydatki na ginekologa odpadają, bo chodzę do państwowego. Nie wiem
        natomiast, jak bym się zachowała, gdyby facet był zupelnie głuchy na te kwestee
        finasnową - czyt. gdybym musiała mu regularnie przypominać o dorzucaniu się (i
        jeszcze, na przykłąd, wysłuchiwać komentarzy typu: "znów?!" i oglądać jego
        zbolałą minę). Raczej byłoby to dla mnie sygnałem ostrzegawczym, że coś jest
        nie w porządku i że w powazniejszych sprawach też będzie przerzucac
        odpowiedzialnośc wyłącznie na mnie.
      • atlantis75 Co ma do tego "godność"? 10.06.03, 10:39
        izabelix napisała:

        > ja chyba jednak jakas nie "tego" jestem... zabilabym faceta bedac w wolnym
        > zwiazku ktory by chcial za wizyte u ginekologa placic... pszam uwlacza to mojej
        >
        > godnosci i poczuciu mimo wszystko niezaleznosci...


        Trochę dziwnie pojmujesz poczucie godności i
        niezależności. Nasza "wolność" rodzi się w głowie, a nie w
        portfelu i jeżeli mój narzeczony sam zaproponował mi
        składkę na tabletki, to mam się uważać za
        ubezwłasnowolnioną?





        > partner nie bedzie za to placil a juz szczegolnie gdyby byl ze mna od 3
        > miesiecy... no to jakas paranoja chyba...

        Jak paranoja? Jeżeli Ania (cytowana przeze mnie w
        pierwszym poście) nie ma pieniędzy, czy to wstyd poprosić
        partnera o pomoc (dofinansowanie antykoncepcji)? On pomoże
        teraz, ana pomoże kiedy indziej. Gdzie problem?
        Odpowiedzialne zachowanie dojrzałych ludzi, którzy są ze
        sobą a jeszcze nie mają tzw. wspólnej kasy.

        Problem leży gdzie indziej. Nie w kobiecej niezależności,
        bo rozumiem, że są kobiety, które same finansują sobie
        antykoncepcję i jest o.k. Każdy ma prawo wyboru. To
        logiczne. Jednak w momencie, gdy z jakiś powodów
        chciałabym np. żeby mój mężczyzna pomagał mi w
        finansowaniu antykoncepcji - dlaczego mam o to nie
        poprosić? Kochający człowiek powinien zrozumieć tę sprawę
        i nie robić wielkiego "halo". Jednak gdybym w takiej
        sytuacji usłyszała to, co powiedział kohinor: "to twoja
        sprawa", to zaczęłabym się zastanawiać nad związkiem. Jaka
        to "twoja sprawa"? Antykoncepcja jest wspólną sprawą
        kobiety i mężczyzny, a wątek założyłam po to, żeby
        dowiedzieć się od was jaki macie stosunek do tego typu
        zachowań: że antykoncepcja to wyłącznie sprawa kobiety...

        Pozdrawiam. Atlantis :)

        .
    • zalotnica Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? 10.06.03, 10:55
      atlantis75 napisała:

      > Ania:
      > > kto ma nauczycielską pensję i jest na początku zawodowej drogi wydatek na
      > pigulki to spory wydatek.
      >
      > Kohinor:
      > Wlasnie te pigulki wywolaly u mnie atak agresji na
      > Ciebie (przepraszam). Bo sa skarbie rzeczy, za ktore
      > trzeba dbac samemu. Przegielas po prostu.


      Nie moge wprost uwierzyc w to co czytam, szczegolnie jak "mezczyzni"
      podchodza do spraw damsko-meskich z takim bezwzglednym egoizmem.

      Od razu zaznacze, ze malzenstwa odpadaja ze wzgledu na wspolna kase,
      a takze problem zdrowotny kobiety.
      Zaznaczam tez , ze ja nie biore pigulek, a i z "gumeczkami" nie latam i
      po kieszeniach nie upycham itd... Kto je kupuje to jest chyba tak
      oczywiste, ze pisac nie bede . To samo dotyczy pigulek.
      Przypomnijcie sobie tylko kto tak naprawde dazyl do
      wspolzycia ?, a odpowiedz na pytanie: kto placi...znajdziecie same.
      Jesli facet SAM nie poczuwalby sie do placenia, z pewnoscia nasza
      znajomosc dlugo nie przetrwalaby... Tego typu "prosba" : "Czy mozesz
      dolozyc sie do pastylek ? " dla mnie, bylaby bardzo niesmaczna...a facetowi
      daleko byloby do PRAWDZIWEGO MEZCZYZNY.
      Kobiety, mezczyzni Wam niewiescieja...


    • megxx Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? 10.06.03, 14:10
      Dopiszę swoje trzy grosze, trochę teoretycznie, bo jestem zamężna;)i prawo
      wszem i wobec głosi, że w zasadzie kasa jest wspólna.
      Zawsze uważałam, że dopóki to kobiety "zaciążają" to same muszą liczyc na
      siebie w temacie antykonc.Chyba, że wolą bez??
      A tym bardziej jak poczytają na F jakie podejście prezentują niektórzy faceci.
      Czy Wy w Waszych związkach tak detalicznie się rozliczacie? Te 30zł mogłoby
      zniknąć w koszu tygodniowych zakupów razem z np. piwem, albo czymś co jemu
      kupujecie a czego ona/on np. nie lubi, nie używa, nie stosuje, czy jakoś tak.
      • atlantis75 Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? 10.06.03, 14:23
        megxx napisała:

        > Czy Wy w Waszych związkach tak detalicznie się rozliczacie?

        Nie chodzi o rozliczanie się o każdą złotówkę :) Chodzi o
        zainteresowanie mężczyzn tematem antykoncepcji, a nie
        spachanie odpowiedzialności jedynie na kobiety. Założyłam
        ten wątek, bo poruszyła mnie wypowiedź kohinora, że to
        sprawa wyłącznie kobiety... Mężczyzna powinien się
        interesować, to przecież nasza wspólna sprawa. Niestety,
        są takie związki, gdzie kobieta jest pozostawiona samej
        sobie, facet robi swoje i rzuca lakoniczne pytanie: "ale
        zabezpieczyłaś się?" albo udaje, że nie wie o co chodzi.
        Oczywiście, to drastyczne przykłady (wierzę, że nie ma
        wielu takich mężczyzn!).
        Megxx, jesteś mężatką. A co by było gdybyś nią nie była, a
        brakowało by ci pieniądzy na pigułki? Czy to taki dyshonor
        poprosić (lub zasugerować) swojego faceta o pomoc? Wydaje
        mi się, że nie. A ponadto uważam, że to MY koniety same
        sobie "zgotowałyśmy" ten lod w imię źle pojętej
        niezależności... Moja niezależność dotyczy wyłącznie mnie.
        Tam gdzie potrzeba dwóch osób - odpowiedzialność dzielimy
        na dwa...
        Pozdrawiam:)
        • megxx Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? 10.06.03, 14:43
          atlantis75 napisała:

          Mężczyzna powinien się
          > interesować, to przecież nasza wspólna sprawa. Niestety,
          > są takie związki, gdzie kobieta jest pozostawiona samej
          > sobie, facet robi swoje i rzuca lakoniczne pytanie: "ale
          > zabezpieczyłaś się?" albo udaje, że nie wie o co chodzi.

          Z perspektywy lat, które mam i mężczyzn których znam jest to na porządku
          dziennym. Dlatego nie umiem zaufac w tym temacie mężczyznom.


          > Megxx, jesteś mężatką. A co by było gdybyś nią nie była, a
          > brakowało by ci pieniądzy na pigułki? Czy to taki dyshonor
          > poprosić (lub zasugerować) swojego faceta o pomoc? Wydaje
          > mi się, że nie.

          Oczywiście, że nie, i nie tylko wtedy gdy kasy brak ,ale i gdy jest. A samo to,
          że musimy się z tym do nich zwracać(bo sami nie zawsze wpadna na taki pomysł)
          to jest jakieś takie (brak mi słowa).

          A ponadto uważam, że to MY koniety same
          > sobie "zgotowałyśmy" ten lod w imię źle pojętej
          > niezależności>
          Jak mam zły dzień tłumaczę:bo faceci tacy są, jak dobry:co oni na temat
          chodzenia w ciąży mogą powiedzieć:))
          Wolne żarty, ale problem nie dotyczy tylko antykonc., zauważam, że wiele
          młodych dziewczyn jest coraz częściej wykorzystywanych przez męż. finansowo i
          nie tylko. Widzę to w swoim otoczeniu i zastanawiam się dokoąd tak dojdą za
          parę lat.
          • zalotnica Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? 10.06.03, 16:00
            megxx napisała:


            > Z perspektywy lat, które mam i mężczyzn których znam jest to na porządku
            > dziennym. Dlatego nie umiem zaufac w tym temacie mężczyznom.

            > że musimy się z tym do nich zwracać(bo sami nie zawsze wpadna na taki pomysł)
            > to jest jakieś takie (brak mi słowa).
            >
            zauważam, że wiele
            > młodych dziewczyn jest coraz częściej wykorzystywanych przez męż. finansowo i
            > nie tylko. Widzę to w swoim otoczeniu i zastanawiam się dokoąd tak dojdą za
            > parę lat.

            Czyz az tak sa "zakochane" , czy raczej naiwne, ze tego jeszcze nie widza...?
            A wszystko zaczyna sie, niestety, od placenia za "polowe"...ze o calosci
            juz nie wspomne...
            • megxx Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? 10.06.03, 16:08
              Masz rację. To zjawisko rozciąga się jeszcze bardziej. Dziewczyny nie tylko
              płacą za facetów, ale co widac na naszych ulicach nadskakują im jakby byli
              gatunkiem ginącym. A mężczyźni do wygody przyzwuczajają się łatwo. Szkoda mi
              tych dziewczyn, w imię czego mają za parę lat płakać.
              • Gość: moboj Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? IP: 62.233.250.* 10.06.03, 16:21
                megxx napisała:

                > Masz rację. To zjawisko rozciąga się jeszcze bardziej. Dziewczyny nie tylko
                > płacą za facetów, ale co widac na naszych ulicach nadskakują im jakby byli
                > gatunkiem ginącym. A mężczyźni do wygody przyzwuczajają się łatwo. Szkoda mi
                > tych dziewczyn, w imię czego mają za parę lat płakać

                płacenie za siebie nie jest niczym złym, byle nie posunęło się to do
                wykorzystywania finansowego.
                a co do nadskakiwania: faktycznie są dziewczyny, które staja się niewolnicami
                swojego pana i władcy, no ale skoro tak żyją to ich wybór.
                • zalotnica Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? 10.06.03, 16:38
                  Gość portalu: moboj napisał(a):


                  > płacenie za siebie nie jest niczym złym, byle nie posunęło się to do
                  > wykorzystywania finansowego.

                  Ale my nie mowimy tutaj o kinie , czy o obiedzie...
                  Czy ja mam tak to rozumiec, ze od jutra mam zaczac "latac" z
                  prezerwatywami...? (sorry)
                  ...bo widzisz , ja nie widze roznicy w metodzie jaka pary wybieraja...
                  • Gość: moboj Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? IP: 62.233.250.* 10.06.03, 19:30
                    zalotnica napisała:

                    >
                    > Ale my nie mowimy tutaj o kinie , czy o obiedzie...

                    alez wiem. w moim związku nie ma jednak różnicy w wydatkach na kino, jedzenie
                    czy pigulki i mojego lekarza czy jego dentystę. wszystko to jest tak samo
                    naturalne, traktowane bez specjalnego "halo".

                    > Czy ja mam tak to rozumiec, ze od jutra mam zaczac "latac" z
                    > prezerwatywami...? (sorry)
                    > ...bo widzisz , ja nie widze roznicy w metodzie jaka pary wybieraja...

                    a o co ci chodzi? czy o kupowanie prezerwatyw? a co w tym złego? skoro mój
                    partner może pójśc do apteki po pigulki czy tampony dla mnie, ja moge kupic
                    prezerwatywy. seks jest naturalna sferą ludzkiego życia i nie ma się czego
                    wstydzić.
                    • zalotnica Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? 11.06.03, 04:43
                      Gość portalu: moboj napisał(a):

                      > zalotnica napisała:
                      >
                      > >
                      > > Ale my nie mowimy tutaj o kinie , czy o obiedzie...
                      >
                      > alez wiem. w moim związku nie ma jednak różnicy w wydatkach na kino, jedzenie
                      > czy pigulki i mojego lekarza czy jego dentystę. wszystko to jest tak samo
                      > naturalne, traktowane bez specjalnego "halo".
                      >
                      > > Czy ja mam tak to rozumiec, ze od jutra mam zaczac "latac" z
                      > > prezerwatywami...? (sorry)
                      > > ...bo widzisz , ja nie widze roznicy w metodzie jaka pary wybieraja...
                      >
                      > a o co ci chodzi? czy o kupowanie prezerwatyw? a co w tym złego? skoro mój
                      > partner może pójśc do apteki po pigulki czy tampony dla mnie, ja moge kupic
                      > prezerwatywy. seks jest naturalna sferą ludzkiego życia i nie ma się czego
                      > wstydzić.



                      Twoja wypowiedz mam rozumiec w ten sposob, ze dla Ciebie jest
                      oczywiste, poupychanie sobie prezerwatyw po kieszeniach ...
                      i isc na randke z chlopakiem ?
                      • Gość: moboj Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? IP: 62.233.250.* 11.06.03, 08:41
                        zalotnica napisała:

                        > Twoja wypowiedz mam rozumiec w ten sposob, ze dla Ciebie jest
                        > oczywiste, poupychanie sobie prezerwatyw po kieszeniach ...
                        > i isc na randke z chlopakiem ?

                        źle rozumiesz. ja napisałam tylko o kupowaniu prezerwatyw w aptece przez
                        kobiety, że to naturalna sprawa. nie czytaj między wierszami i nie szukaj
                        setnego dna w tym co napisałam.

        • winniepooh Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? 11.06.03, 00:01
          atlantis75 napisała:


          > Megxx, jesteś mężatką. A co by było gdybyś nią nie była, a
          > brakowało by ci pieniądzy na pigułki? Czy to taki dyshonor
          > poprosić (lub zasugerować) swojego faceta o pomoc?

          owszem dyshonor, albowiem jak sama zauważyłaś nie chodzi o te głupie pare
          grosików, tylko o brak zainteresowania. 'pomóc' to można przenieść stół do
          drugiego pokoju, pilnowanie anytykoncepcji to nie jest żadna 'pomoc' tylko
          obowiązek obojga, jak się ma taki układ że pan tego nie rozumie, nie traktuje
          się gościa poważnie, nie prosi o pomoc, ani o nic innego i należy też czuć się
          to niczego zobowiązaną, w tym do wierności w relacji pt.; ty mnie olewasz, ja
          cie olewam - proste. w takich układach też może być miło; miło, powierzchownie,
          przelotnie, ale problemy nalezy rozwiązywać w inny sposób. wszysko, co mozna
          zrobić to na samym początku związku, (jeśli można to tak nazwać) delikatnie
          zagajić 'jak sie bedziemy zabezpieczać' - tyle, kropka. po reakcji ocenisz na
          czym stoisz i czy w ogóle chcesz sie w to bawić zachowując własciwy dystans i
          ostrożność.

          > Wydaje
          > mi się, że nie. A ponadto uważam, że to MY koniety same
          > sobie "zgotowałyśmy" ten lod w imię źle pojętej

          jak mi sie podoba to wewnętrznie sprzeczne zdanie; sama jestem sobie winna, że
          zbyt dużo na siebie biorę i sama sprawie, ze sie poprawie...bez komentarza

          > niezależności... Moja niezależność dotyczy wyłącznie mnie.
          > Tam gdzie potrzeba dwóch osób - odpowiedzialność dzielimy
          > na dwa...
          > Pozdrawiam:)

          post scriptum o klasie i jej braku - lekceważenie kwestii zabezpieczenia to
          jest brak klasy u obu stron, ale wypominanie sobie tego nawzajem, czy też
          robinie problemu na forum, jak ten pozaławania godny k... czy jak mu tam, to
          już nie jest brak kalsy, tylko ordynarne prostactwo poniżej poziomu piwnicy
    • kohinor Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? 10.06.03, 14:38
      atlantis75 napisała:

      > Ania:
      > > kto ma nauczycielską pensję i jest na początku zawodowej drogi wydatek na
      > pigulki to spory wydatek.
      >
      > Kohinor:
      > Wlasnie te pigulki wywolaly u mnie atak agresji na
      > Ciebie (przepraszam). Bo sa skarbie rzeczy, za ktore
      > trzeba dbac samemu. Przegielas po prostu.
      >
      >
      > Kobietki, jak jest w waszych związkach z finansowaniem
      > pigułek lub innych środków zabezpieczających? Opinia
      > kohinora po prostu mnie zmroziła...
      > Uważam, że antykoncepcja to sprawa kobiety i mężczyzny,
      > a nie wyłącznie kobiety. Mój mężczyzna na początku sam
      > zaproponował, że będziemy się dzielić (teraz kasa jest
      > już wspólna:) tą odpowiedzialnością, finansową także.
      >
      > Atlantis


      Z powodu zle sformulowanego pierwszego wpisu autorki cytowanego postu,
      oswiadczam raz jeszcze co nastepuje:

      1. - jesli zwiazek jest LUZNY, placi sie po rowno: raz on, raz ona, albo kto
      akurat ma kase, albo jak wypadnie, albo kto ma drobne. Nie wazne: summa
      summarum MA BYC SPRAWIEDLIWIE

      2. - jesli zwiazek jest POWAZNY (slub lub wspolne zamieszkiwanie itp.) kasa
      JEST WSPOLNA, niezaleznie ile kto zarabia. Nawet jesli on 10 x wiecej niz ona
      (i odwrotnie), pieniadze leza (na koncie, w bankomacie, pod recznikami w
      szafie) i kazdy bierze ile chce. (znam takie malzenstwa, ze ona zarabia duzo
      wiecej, ale placa po rowno, a on nadwyzke kisi na innym koncie, ale jest to
      ABSOLUTNIE CHORE i traki zwiazek uczuciowo - towarzyski rozpada sie niewiele
      pozniej niz finansowy)

      3. - za prezerwatywy placi on, za pigulki (ginekologa) ona. A z jakich
      pieniedzy? Patrz punkt 1. i 2.
      • atlantis75 Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? 10.06.03, 14:44
        kohino
        >
        > Z powodu zle sformulowanego pierwszego wpisu autorki cytowanego postu

        ...oraz twojej nieścisłości w wątku założonym przez Anię


        >MA BYC SPRAWIEDLIWIE
        >kasa> JEST WSPOLNA, niezaleznie ile kto zarabia.

        Zgadzam się



        >ale jest to
        > ABSOLUTNIE CHORE i traki zwiazek uczuciowo - towarzyski rozpada sie niewiele
        > pozniej niz finansowy


        Możesz wytłumaczyć mi co jest chore, bo nie zrozumiałam?


        >
        > 3. - za prezerwatywy placi on, za pigulki (ginekologa) ona. A z jakich
        > pieniedzy?

        Może być.
        • kohinor Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? 10.06.03, 14:51
          atlantis75 napisała:

          > >MA BYC SPRAWIEDLIWIE
          > >kasa> JEST WSPOLNA, niezaleznie ile kto zarabia.
          > Zgadzam się

          Nie dziwie sie, bo to chyba jedyny uczciwy sposob

          > >ale jest to
          > > ABSOLUTNIE CHORE i traki zwiazek uczuciowo - towarzyski rozpada sie niewie
          > le
          > > pozniej niz finansowy
          > Możesz wytłumaczyć mi co jest chore, bo nie zrozumiałam?

          Chodzi mi o chore zwiazki, w ktorych nie ma rownouprawinenia (od mycia garow po
          wspolne pieniadze)

          > > 3. - za prezerwatywy placi on, za pigulki (ginekologa) ona. A z jakich
          > > pieniedzy?
          > Może być.

          Moze byc? MUSI byc! Jakbys byla moja kobieta, to sorry: po co Ci jestem
          poterzebny u ginekologa czy w aptece? Trzymac Cie za raczke? Nie, bo nigdy bym
          sie nie zwiazal z niezaradna baba, ktora sie boi isc sama do ginekologa czy
          robic zakupy w aptece. A pieniadze na wizyte czy Cilesit (czy inne) i tak sa
          NASZE. NASZE ROZUMIESZ? A z czyjego portfela wyciagane, jest najmniej wazne!!!!
          • atlantis75 Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? 10.06.03, 14:56
            kohinor napisał:

            >
            > Nie dziwie sie, bo to chyba jedyny uczciwy sposob

            Powiedz to facetom, którzy mają to w dupie


            >
            > Chodzi mi o chore zwiazki, w ktorych nie ma rownouprawinenia (od mycia garow po wspolne pieniadze)

            Rozumiem. Także jestem za równouprawnieniem


            > Moze byc? MUSI byc! Jakbys byla moja kobieta, to sorry:

            "Mieć" to ty możesz rzecz, nie kobietę. Ale rozumiem, że
            to było takie uproszenie myślowe :)



            >Nie, bo nigdy bym
            > sie nie zwiazal z niezaradna baba, ktora sie boi isc sama do ginekologa czy
            > robic zakupy w aptece.

            Boi się?! Hehehe... a kto tu mówi o strachu?



            A pieniadze na wizyte czy Cilesit (czy inne) i tak sa
            > NASZE. NASZE ROZUMIESZ? A z czyjego portfela wyciagane, jest najmniej wazne!!!!

            "ROZUMIESZ? NASZE ROZUMIESZ?" Ty mi nie tłumacz takich
            oczywistości, o których pisałam kilkanaście postów wyżej.
            I nie krzycz jak rozhisteryzowany bobek.
            • kohinor Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? 10.06.03, 15:02
              atlantis75 napisała:

              > kohinor napisał:
              > > Nie dziwie sie, bo to chyba jedyny uczciwy sposob
              > Powiedz to facetom, którzy mają to w dupie

              TO PO CO SIE Z TAKIMI KRETYNAMI, SAMOLUBAMI WIAZA?

              > > Moze byc? MUSI byc! Jakbys byla moja kobieta, to sorry:
              > "Mieć" to ty możesz rzecz, nie kobietę. Ale rozumiem, że
              > to było takie uproszenie myślowe :)
              TAK, UPROSZCZENIE. MIEC MOZNA PSA, CHOMIKA. iM MOZNA ZABROONIC ODEJSC.

              >
              > >Nie, bo nigdy bym
              > > sie nie zwiazal z niezaradna baba, ktora sie boi isc sama do ginekologa cz
              > > robic zakupy w aptece.
              > Boi się?! Hehehe... a kto tu mówi o strachu?
              NO BO JUZ NAPRAWDE NIE WIEM, PO CO BABIE CHLOP U GINEKOLOGA CZY W APTECE.
              rOZUMIEM - JEST CHORA/ ZAJETA - SAM WTEDY KUPOWALEM PIGULU (Wcale sie tego nie
              wstydzilem, tak jak kiedys bylem po recepte u ginekologa na kolejne dwa
              opakowania pigulek :-)))

              > A pieniadze na wizyte czy Cilesit (czy inne) i tak sa
              > > NASZE. NASZE ROZUMIESZ? A z czyjego portfela wyciagane, jest najmniej wazn
              > e!!!!
              > "ROZUMIESZ? NASZE ROZUMIESZ?" Ty mi nie tłumacz takich
              > oczywistości, o których pisałam kilkanaście postów wyżej.
              > I nie krzycz jak rozhisteryzowany bobek.

              a bo sie wkurzam, jak ktos nie kuma oczywistosci. Ty kumasz, wiec Cie bardzo
              przepraszam
              :-)
              • atlantis75 Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? 10.06.03, 15:08
                kohinor napisał:

                > TO PO CO SIE Z TAKIMI KRETYNAMI, SAMOLUBAMI WIAZA?

                A po co te kretyny i samoluby chodzą po tym świecie?
                (pytanie retoryczne)


                >MIEC MOZNA PSA, CHOMIKA. iM MOZNA ZABROONIC ODEJSC.

                A ja kupę lat temu wypuściłam chomika :) Tata go
                rozdeptał...



                > NO BO JUZ NAPRAWDE NIE WIEM, PO CO BABIE CHLOP U GINEKOLOGA CZY W APTECE.
                > rOZUMIEM - JEST CHORA/ ZAJETA - SAM WTEDY KUPOWALEM PIGULU

                Ochłonij, kohinor, ochłonij... kobiety po prostu lubią
                towarzystow mężczyzn :) Jeszecze się nie spotkałam z
                kobietą, która bałaby się iść do apteki lub ginekologa
                (chyba że podejrzewa poważną chorobę)! Skąd ty to
                wtrzasnąłeś?!



                >(Wcale sie tego nie
                > wstydzilem, tak jak kiedys bylem po recepte u ginekologa na kolejne dwa
                > opakowania pigulek :-)))

                To tak jak mój mężczyzna. A czego tu się wstydzić...


                >
                > a bo sie wkurzam, jak ktos nie kuma oczywistosci. Ty kumasz, wiec Cie bardzo
                > przepraszam
                > :-)

                Nie ma za co. Jesteś najmilszym zaskoczeniem dnia :)
                Pozdro.
          • Gość: moboj Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? IP: 62.233.250.* 10.06.03, 15:03
            kohinor napisał:

            > Moze byc? MUSI byc! Jakbys byla moja kobieta, to sorry: po co Ci jestem
            > poterzebny u ginekologa czy w aptece? Trzymac Cie za raczke? Nie, bo nigdy
            bym
            > sie nie zwiazal z niezaradna baba, ktora sie boi isc sama do ginekologa czy
            > robic zakupy w aptece. A pieniadze na wizyte czy Cilesit (czy inne) i tak sa
            > NASZE. NASZE ROZUMIESZ? A z czyjego portfela wyciagane, jest najmniej
            wazne!!!!

            myslisz, że to chodzi o banie się ginekologa i pani aptekarki??? o
            niezaradność???
            przeważnie chodzę do ginekologa razem z moim facetem i jest to dla nas jak
            najbardziej naturalna sprawa. nie ma w tym nic złego, nie uważamy tego za
            jakieś wielkie halo.
            do apteki po tabletki też raczej chodzimy razem tak jak np. po warzywa do
            sklepu czy po chleb i mleko czy wieksze zakupy do marketu... to ta sama
            kategoria i tyle.
          • winniepooh Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? 11.06.03, 00:22
            kohinor napisał:

            > Moze byc? MUSI byc!
            'MUSI' nic dodać, nic ująć
            > Jakbys byla moja kobieta, to sorry: po co Ci jestem
            > poterzebny u ginekologa czy w aptece? Trzymac Cie za raczke? Nie, bo nigdy
            bym
            > sie nie zwiazal z niezaradna baba, ktora sie boi isc sama do ginekologa czy
            > robic zakupy w aptece.

            niezaradna baba to ty sam jesteś, ops.....ciota przebrana za macza (bez obrazy
            dla mniejszości, nie o to mi szło)

            > A pieniadze na wizyte czy Cilesit (czy inne) i tak sa
            > NASZE. NASZE ROZUMIESZ? A z czyjego portfela wyciagane, jest najmniej
            wazne!!!!

            jakie pieniądze?? 30 zeta??, zebyś sie nie zrójnował hojny człowieku, nie grosz
            który ubyl z portfela tylko taka postawa roszczeniowa typu 'MUSI' jest
            najbardziej uciążliwa - kwestę odpowiedzialności za całe życie wycenić na 4
            piwa w miesiącu - łatwe nie?? okazać zainteresowani i troskę jakby trudniej. w
            sumie nie byloby problemu, gdyby oczekiwania wobec takich buraków byly
            formułowane KONSEKWENTNIE na ich poziomie....
            • kohinor Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? 11.06.03, 09:11
              winniepooh napisał:
              > niezaradna baba to ty sam jesteś, ops.....ciota przebrana za macza (bez
              obrazy
              > dla mniejszości, nie o to mi szło)
              >

              > jakie pieniądze?? 30 zeta??, zebyś sie nie zrójnował hojny człowieku, nie
              grosz
              >
              > który ubyl z portfela tylko taka postawa roszczeniowa typu 'MUSI' jest
              > najbardziej uciążliwa - kwestę odpowiedzialności za całe życie wycenić na 4
              > piwa w miesiącu - łatwe nie?? okazać zainteresowani i troskę jakby trudniej.
              w
              > sumie nie byloby problemu, gdyby oczekiwania wobec takich buraków byly
              > formułowane KONSEKWENTNIE na ich poziomie....

              A tak bardziej to o co ci chodzi? Bo z tego bełkotu (oprócz inwektyw) nic nie
              zrozumiałem.

              PS: Nie wiem, czy rozumiesz słowo inwektywy (skoro piszesz „zrójnował” hi, hi)
    • kohinor I jeszcze jedno... 10.06.03, 14:58
      Autorka poprzedniego watku (Ania 29) sformulowala sprawe finansowania
      antykoncepcji tak, ze zrozumialem to w ten sposob:
      Podrywam dziewczyne. Idziemy do lozka. A ona mi rano (w przypadku jednorazowej
      znajomosci lozkowej) czy po miesiacu (w przypdku dluzszej) mowi:
      - skarbie odbylismy tyle a tyle stosunkow, zuzylem tyle a tyle drogich tabletek
      antykoncepcyjnych, czy mozesz mi wzrocic polowe?

      Wiec nie dziw sie, ze jezeli Ania29 tak sformulowala watek (dopiero pozniej go
      wyjasnila, ze jest wykorzystywana przez faceta), wywolalo moja agresje
      • izabelix Re: I jeszcze jedno... 10.06.03, 16:25
        wlasnie mi sie przypomnialo....
        padla tutaj taka kwestia, ze wystarczy sie zastanowic kta dazyl do stosunku i
        mamy odpowiedz kto placi.... moj kolega skwitowal to jednym zdaniem "gdyby suka
        nie dala to by pies nie wzial"........ swoja droga ciekawe ile panow mysli
        podobnie
        pozdrawiam
        iz
    • Gość: inga Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? IP: *.enterpol.pl 10.06.03, 18:46
      jestem w lekkim szoku po przeczytaniu "glosnych" wypowiedzi kohinora itp.
      osobiscie to ze facet placi polowe za antykoncepcje i to co z nia zwiazane
      czyli wizyty u lekarza traktuje jako rzecz oczywista. jest to poprostu
      przejecie polowy odpowiedzilnosci.
      natomiast kohinorowi bardzo zazdroszce swobodnego podejscia do sprawy finansow.
      mam nadzieje ze kiedys nie bede musiala wybierac pomiedzy prochami a wyjsciem
      na piwo. niestety czasami i tak bywa ze 30 zl to dla mnie duzo.
      pozdrawiam i zycze rozsadnych facetow partycpujacych w kosztch:)
        • wachlarz Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? 10.06.03, 21:52
          W moim związku od początku ja finansuję w 100% wszystkie
          wydatki związane z antykoncepcją. Koszty wizyt u lekarza,
          tabletki, a od niedawna wkładkę.

          Moja dziewczyna nie poniosła i nie ponosi żadnych kosztów.

          Co więcej, okazało się, że ja finansowałem antykoncepcję,
          a moja dama wykorzystywała swoje zabezpieczone ciałko nie
          tylko do zażywania przyjemności ze mną. :((((( Dodam, że
          to nie była luźna znajomość, np. mieszkaliśmy i mieszkamy
          razem.

          Pytacie, jak jest z finansowaniem antykoncepcji, to
          podaję to jako przykład, że tak jak u mnie też może być.
          Paranoja, prawda?

          Nie miałbym nic przeciwko finansowaniu w całości
          antykoncepcji mojej kobiety. Ale pewne inne elementy tej
          sytuacji to już może nie były/nie są takie znowu
          zdrowe... Delikatnie mówiąc. No cóż...

          Jestem zaskoczony, że aż tylu facetów się nie poczuwa
          nawet do współuczestniczenia w kosztach zabezpieczenia.
          Ale ja to już na pewno przegiąłem w drugą stronę. Aż
          takiego przegięcia nie polecam. :(
          • Gość: Xena Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? IP: *.acn.waw.pl 11.06.03, 08:53
            wachlarz napisał:

            > Jestem zaskoczony, że aż tylu facetów się nie poczuwa
            > nawet do współuczestniczenia w kosztach zabezpieczenia.
            > Ale ja to już na pewno przegiąłem w drugą stronę. Aż
            > takiego przegięcia nie polecam. :(

            Czyli sugerujesz, że finansowanie antykoncepcji przez mężczyznę sprawia, że
            kobieta szuka przyjemności na boku? Wybacz, ale to kompletna bzdura. Miałeś
            pecha, że trafiłeś - ujmijmy to eufemistycznie - na liberalną w sprawach
            łóżkowych partnerkę, ale obawiam się, że z pigułkami i tym, kto za nie płaci,
            nie ma to nic wspólnego. Zdradziłaby zapewne nawet wtedy, gdyby sama płaciła.
            Na wszelki wypadek dodam, że nie jestem zwolenniczką ponoszenia finansowej
            odpowiedzialności za antykoncepcję tylko przez jedną ze stron (niezależnie, czy
            to kobieta, czy to mężczyzna) - mówię o sytuacji, gdy oboje zarabiają, czyli
            odpadaja inne okoliczności. Antykoncepcja to _wspólna_ sprawa i dobrze, jeśli
            obie strony tak do tego podchodzą - czyli bez roszczeniowości albo, przeciwnie,
            bez migania się.
            • wachlarz Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? 11.06.03, 11:23
              Gość portalu: Xena napisał(a):

              > Czyli sugerujesz, że finansowanie antykoncepcji
              > przez mężczyznę sprawia, że
              > kobieta szuka przyjemności na boku? Wybacz, ale
              > to kompletna bzdura.

              Nic takiego nie sugeruję i też uważam, że to kompletna
              bzdura. Te dwie rzeczy nie mają żadnego związku.

              Ja tylko zgodnie z ideą tego forum, dla poszerzenia
              wiedzy czytających te wypowiedzi, udzieliłem informacji
              o tym, jak u mnie było.

              > Miałeś pecha[...]

              Miałem.

              > Antykoncepcja to _wspólna_ sprawa i dobrze, jeśli
              > obie strony tak do tego podchodzą - czyli bez
              > roszczeniowości albo, przeciwnie,
              > bez migania się.

              Masz całkowitą rację.
    • zalotnica Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? 11.06.03, 13:42
      atlantis75 napisała:

      > Uważam, że antykoncepcja to sprawa kobiety i mężczyzny,
      > a nie wyłącznie kobiety. Mój mężczyzna na początku sam
      > zaproponował, że będziemy się dzielić (teraz kasa jest
      > już wspólna:) tą odpowiedzialnością, finansową także.

      To jak to w koncu jest, czy dziewczyny powinny isc na randke
      z prezerwatywami poupychanymi po kieszeniach...?
      • livia Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? 11.06.03, 13:58
        Mnie się zdarzyło chadzać na randkę z prezerwatywami w torebce. No i co? Wlosy
        mi wyrosły między palcami????
        Będę miała dzieci z kim i kiedy będę chciała. A do tej pory będę stosować
        antykoncepcję -prezerwatywę lub pigułki.
        Uwielbiam sex, mam ogromny temperament, często to ja jestem inicjatorką seksu -
        bo go potrzebuję i sprawia mi mnóstwo radości.
        I noszenie prezerwatyw w torebce (i seks) z kim i kiedy chcę lub branie pigułek
        gdy mam stałego partnera - TO WYŁĄCZNIE MOJA WOLA.
        ten post jest w nawiązaniu do postów zalotnicy ":sex a tabletki"
        • zalotnica Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? 11.06.03, 14:04
          livia napisała:

          > bo go potrzebuję i sprawia mi mnóstwo radości.
          >I noszenie prezerwatyw w torebce (i seks) z KIM i KIEDY chcę
          >lub branie pigułek gdy mam stałego partnera - TO WYŁĄCZNIE MOJA WOLA.

          Wczesniej zaznaczylam, ze nie mowimy o "panienkach"...bo to
          jest zbyt oczywiste...
          • livia Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? 11.06.03, 14:29
            Wypraszam sobie, nie jestem "panienką lekkich obyczajów" - jak to sugerujesz.
            To, że ktoś inaczej niż Ty patrzy na seks nie znaczy, że tak zarabia.
            Nie wszyscy robią to 3x w miesiącu, pod kołdrą i przy zgaszonym świelte - nie
            mając z tego żadnej przytjemności.
            Czy wiesz, zalotnico, że seks może dawać kobiecie duzo przyjemności???
            Po co ja się pytam???!!! Przecież to oczywiste, że tego nie wiesz. Gdybyś choć
            raz zaznała przyjemności (!!!) z seksu płynącej - to nie pisałabyś takich
            głupot.
        • wachlarz do Livii 11.06.03, 14:06
          livia napisała:

          > Uwielbiam sex, mam ogromny temperament, często to ja
          > jestem inicjatorką seksu - bo go potrzebuję
          > i sprawia mi
          > mnóstwo radości.
          > I noszenie prezerwatyw w torebce (i seks) z kim i kiedy
          > chcę lub branie pigułek gdy mam stałego partnera
          > - TO WYŁĄCZNIE MOJA WOLA.

          Livio! Chciałem tylko powiedzieć, że popieram Cię w 100%.
          Pozdrawiam Cię serdecznie

          (i życzę spełnienia Twojego marzenia...)
          • zalotnica Re: do wachlarz... 11.06.03, 14:11
            wachlarz napisał:

            > livia napisała:
            >
            > > > I noszenie prezerwatyw w torebce (i seks) z kim i kiedy
            > > chcę lub branie pigułek gdy mam stałego partnera
            > > - TO WYŁĄCZNIE MOJA WOLA.
            >
            > Livio! Chciałem tylko powiedzieć, że popieram Cię w 100%.
            > Pozdrawiam Cię serdecznie

            Widze, ze jestes bardzo, ale to bardzo
            pojetny...zawsze uwarzalam, ze kobiety sa
            bardzo, ale to bardzo naiwne...
            Pozdrawiam...o;
            • livia Zalotnico!!! 11.06.03, 14:34
              Zalotnico!!!
              Za to co teraz napisze pewnie wylecę z forum (do widzenia - forumowicze!)
              ale uważam osobiście, że ktoś, niekoniecznie mąż powinien cię choć raz
              porządnie przelecieć. Może wtedy poprzestawia Ci się w głowie jak należy.
              Z wyrazami
              Liv
              • zalotnica Re: ??????? 11.06.03, 14:53

                Ja zadalam tylko pytanie na forum...ale jakos nikt poza
                "panienka" nie odpowiedzial...A ze swoim cialem mozesz
                robic co Ci sie tylko podoba...mezczyzni naprawde TO lubia...

                Pozdrawiam serdecznie...
          • livia Re: do Livii 11.06.03, 14:32
            Dziekuję!
            Ale to będzie chyba tylko marzenie. Brak odwagi to raz, a dwa, że nie chcę
            nikogo ranić - i to przede wszystkim. A spełnienie równałoby się zranieniu,
            niestety.
            są rzeczy ważne i ważniejsze w życiu.
            Pozdrawiam
            Livia
            • zalotnica Re: ???????? 11.06.03, 14:49

              > livia napisała:
              >
              > > > I noszenie prezerwatyw w torebce (i seks) z KIM i KIEDY chce...

              wachlarz napisał:

              > Livio! Chciałem tylko powiedzieć, że popieram Cię w 100%.
              > Pozdrawiam Cię serdecznie

              livia napisała:

              > Dziekuję!

              No i co Ty na to, wachlarz...? o;
              • wachlarz do Zalotnicy 11.06.03, 15:09
                > livia napisała:
                > > I noszenie prezerwatyw w torebce (i seks)
                > z KIM i KIEDY chce...

                > wachlarz napisał:
                > > Livio! Chciałem tylko powiedzieć, że popieram Cię
                > w 100%.

                > livia napisała:
                > > Dziekuję!

                > zalotnica napisała:
                > > No i co Ty na to, wachlarz...? o;

                Ty, Zalotnica, nic nie rozumiesz. Domniemujesz rzeczy,
                których nie ma. Choć tak naprawdę nie wiem co
                domniemujesz i nie wiem, czy się dobrze domyślam.

                To że popieram sposób życia i funkcjonowania Livii,
                że popieram jej noszenie prezerwatyw, to że podoba
                mi się, że w sprawach seksu robi to, co chce, nie
                oznacza nic poza tym, co mówię.

                Podoba mi się podejście Livii, nie podoba mi się
                podejście Twoje, Zalotnico. I to wszystko.

                Ciekawie się rozmawia z kobietą o zdrowych, normalnych
                poglądach. Rozmawianie z taką osobą o seksie jest dla
                mnie tym przyjemniejsze, że jest oparte na pełnej
                bezinteresowności tej rozmowy z mojej strony. Między
                innymi dlatego, że seksu mam pod dostatkiem, cudownego
                i wspaniałego; spełniam swoje marzenia ze swoją kobietą.

                To tyle do Ciebie. Wracam do rozmowy z Livią, jeśli
                jeszcze jest gdzieś w pobliżu. :)

                Livio, przepraszam, powiedziałem parę słów Zalotnicy,
                ale wracam do rozmowy z Toba. :)
                • zalotnica Re: do wszystkich... 11.06.03, 15:18
                  wachlarz napisał:

                  > > livia napisała:
                  > > > I noszenie prezerwatyw w torebce (i seks)
                  > > z KIM i KIEDY chce...
                  >
                  > > wachlarz napisał:
                  > > > Livio! Chciałem tylko powiedzieć, że popieram Cię
                  > > w 100%.
                  >
                  > > livia napisała:
                  > > > Dziekuję!
                  >
                  > > zalotnica napisała:
                  > > > No i co Ty na to, wachlarz...? o;
                  >
                  > Ty, Zalotnica, nic nie rozumiesz. Domniemujesz rzeczy,
                  > których nie ma. Choć tak naprawdę nie wiem co
                  > domniemujesz i nie wiem, czy się dobrze domyślam.
                  >
                  > To że popieram sposób życia i funkcjonowania Livii,
                  > że popieram jej noszenie prezerwatyw, to że podoba
                  > mi się, że w sprawach seksu robi to, co chce, nie
                  > oznacza nic poza tym, co mówię.
                  >
                  > Podoba mi się podejście Livii, nie podoba mi się
                  > podejście Twoje, Zalotnico. I to wszystko.

                  ...i co Wy na to...?

                    • wachlarz Re: do wszystkich... 11.06.03, 15:47
                      livia napisała:

                      > pewnie spalą nas na stosie, połamawszy uprzednio
                      > wszystkie członki (ups!) na kole.

                      A niech sobie palą. Na wspólnym stosie z Tobą, to
                      zaszczyt. Jak byłem, przepraszam - byłam, czarownicą parę
                      wcieleń temu to mnie akurat nie spalili, chociaż za
                      bardzo mnie nie lubili za moją niezależność. To może
                      teraz mnie dopadnie nieubłagana karma. :-)
                      • zalotnica Re: do wszystkich... 11.06.03, 16:12
                        wachlarz napisał:

                        > livia napisała:
                        >
                        > > pewnie spalą nas na stosie, połamawszy uprzednio
                        > > wszystkie członki (ups!) na kole.
                        >
                        > A niech sobie palą. Na wspólnym stosie z Tobą, to
                        > zaszczyt

                        > wachlarz napisał:
                        >
                        > > > livia napisała:
                        > > > > I noszenie prezerwatyw w torebce (i seks)
                        > > > z KIM i KIEDY chce...
                        > >
                        > > > wachlarz napisał:
                        > > > > Livio! Chciałem tylko powiedzieć, że popieram Cię
                        > > > w 100%.
                        > >
                        > > > livia napisała:
                        > > > > Dziekuję!
                        > >
                        > > > zalotnica napisała:
                        > > > > No i co Ty na to, wachlarz...? o;
                        > >
                        > > Ty, Zalotnica, nic nie rozumiesz. Domniemujesz rzeczy,
                        > > których nie ma. Choć tak naprawdę nie wiem co
                        > > domniemujesz i nie wiem, czy się dobrze domyślam.
                        > >
                        > > To że popieram sposób życia i funkcjonowania Livii,
                        > > że popieram jej noszenie prezerwatyw, to że podoba
                        > > mi się, że w sprawach seksu robi to, co chce, nie
                        > > oznacza nic poza tym, co mówię.
                        > >
                        > > Podoba mi się podejście Livii, nie podoba mi się
                        > > podejście Twoje, Zalotnico. I to wszystko.
                        >
                        > ...i co Wy na to...?


                        Wachlarz napisal :

                        >..."Co więcej, okazało się, że ja finansowałem antykoncepcję,
                        >a moja dama wykorzystywała swoje zabezpieczone ciałko nie
                        >tylko do zażywania przyjemności ze mną. :((((( Dodam, że
                        >to nie była luźna znajomość, np. mieszkaliśmy i mieszkamy
                        >razem..."

                        Wybacz, ale sie troche gubie w Twoich postach...z jednej strony
                        jest dla Ciebie zaszczytem byc z "panienka" , ktora ma sex z KIM
                        i KIEDY tylko chce...z drugiej strony ganisz (tak mi sie wydaje)
                        swoja dziewczyne za to , ze zazywa przyjemnosci nie tylko z Toba...
                        A moze chodzi Ci tylko o te TWOJE PIENIADZE...?
                        • wachlarz daj se spokój, "Zalotnico" 11.06.03, 16:20
                          Zalotnico, zadaj sobie trochę trudu, żeby zacytować
                          jedynie najistotniejsze elementy tego, do czego chcesz
                          się odnieść w swojej wypowiedzi. Bo jak cytujesz całe
                          posty z cytatami w cytatach aż do czwartego poziomu, to
                          już zupełnie nie wiadomo, Co chcesz powiedzieć. A
                          przecież nikt nie zacznie czytania Twojej wypowiedzi od
                          przeczytania po raz czwarty mojego przydługiego tekstu.

                          I odpuść sobie próbę zgłębienia mojej duszy i spójności
                          moich wypowiedzi. Bo będąc taką, jaka jesteś, nie
                          będziesz w stanie tego zrozumieć, choćbym nie wiem jak Ci
                          tłumaczył. A poza tym niektóre rzeczy trzeba zgłębiać
                          sercem albo prawą półkulą mózgu, którą kobiece kobiety i
                          wszechstronni mężczyźni mają rozwiniętą.

                          Pozdrawiam,
                          • zalotnica Re: do wszystkich... 11.06.03, 16:30
                            wachlarz napisał:

                            > Zalotnico, zadaj sobie trochę trudu, żeby zacytować
                            > jedynie najistotniejsze elementy tego, do czego chcesz
                            > się odnieść w swojej wypowiedzi.


                            ***Cytuje : "...


                            > livia napisała:
                            > I noszenie prezerwatyw w torebce (i seks)
                            > z KIM i KIEDY chce...

                            > wachlarz napisał:
                            > Livio! Chciałem tylko powiedzieć, że popieram Cię
                            > w 100%.

                            wachlarz napisał:
                            > A niech sobie palą. Na wspólnym stosie z Tobą, to
                            > zaszczyt

                            Wachlarz napisal :
                            > To że popieram sposób życia i funkcjonowania Livii,
                            > że popieram jej noszenie prezerwatyw, to że podoba
                            > mi się, że w sprawach seksu robi to, co chce, nie
                            > oznacza nic poza tym, co mówię.

                            > Podoba mi się podejście Livii, nie podoba mi się
                            > podejście Twoje, Zalotnico. I to wszystko.

                            Wachlarz napisal :
                            > >..."Co więcej, okazało się, że ja finansowałem antykoncepcję,
                            > >a moja dama wykorzystywała swoje zabezpieczone ciałko nie
                            > >tylko do zażywania przyjemności ze mną. :((((( Dodam, że
                            > >to nie była luźna znajomość, np. mieszkaliśmy i mieszkamy
                            > >razem..."

                            *** Wybacz, ale sie troche gubie w Twoich postach...z jednej strony
                            jest dla Ciebie zaszczytem byc z "panienka" , ktora ma sex z KIM
                            i KIEDY tylko chce...z drugiej strony ganisz (tak mi sie wydaje)
                            swoja dziewczyne za to , ze zazywa przyjemnosci nie tylko z Toba...
                            A moze chodzi Ci tylko o te TWOJE PIENIADZE...?

                            Pozdrawiam serdecznie...o;



                            • wachlarz Re: do wszystkich... 11.06.03, 16:34
                              zalotnica napisała:


                              > z jednej strony
                              > jest dla Ciebie zaszczytem byc z "panienka",
                              > ktora ma sex z KIM
                              > i KIEDY tylko chce...

                              Tak, jeśli jest wolna i nie w żadnym związku
                              z regułami "na wyłączność".

                              > z drugiej strony ganisz (tak mi sie wydaje)
                              > swoja dziewczyne za to , ze zazywa przyjemnosci
                              > nie tylko z Toba...

                              Zażywała. Nie ganię. Nie wyrażałem takiej oceny.
                              Ani innej. Stwierdziłem fakt.

                              Tyle wyjaśnień.
                              • zalotnica Re: do wszystkich... 11.06.03, 16:43
                                wachlarz napisał:

                                > Zażywała. Nie ganię. Nie wyrażałem takiej oceny.
                                > Ani innej. Stwierdziłem fakt.

                                ...i coz to sie z nia stalo...? , bo napisales w czasie przeszlym...
                                prosze , wybacz mi moja ciekawosc, ale kobieta jestem...o;

                                i jak zwykle...pozdrawiam...o;
                                • wachlarz i cóż... 11.06.03, 17:13
                                  wachlarz napisał:

                                  > Zażywała.

                                  zalotnica napisała:

                                  > ...i coz to sie z nia stalo...?

                                  Przestała.

                                  Rzeczą ludzką jest popełniać błędy.
                                  I ludzką rzeczą jest wybaczać.
                                  Wtedy, kiedy jest to właściwe.

                                  Pozdrawiam,
                                  • zalotnica Re: no cóż... 11.06.03, 17:38
                                    wachlarz napisał:

                                    > Przestała.
                                    >
                                    > Rzeczą ludzką jest popełniać błędy.
                                    > I ludzką rzeczą jest wybaczać.
                                    > Wtedy, kiedy jest to właściwe.
                                    >
                                    > Pozdrawiam,

                                    ...wypada mi tylko Wam zyczyc "spokojnej" przyszlosci...

                                    ...ale mozesz poczytac sobie olka w innym watku co on
                                    na ten TEMAT sadzi...o;

                                    Pozdrawiam
            • wachlarz Re: do Livii 11.06.03, 14:55
              livia napisała:

              > Dziekuję! Ale to będzie chyba tylko marzenie.

              Cieszę się, że od razu zrozumiałaś, o czym piszę. :)

              > Brak odwagi to raz...

              To akurat na pewno nie byłoby przeszkodą. Bo każda
              rzecz wywołująca duże emocje, nawet pozytywne,
              wiąże się z obawami, które można by utożsamiać z brakiem
              odwagi. Ale to przecież jedynie niepewność, jak w
              rzeczywistości to będzie, jakie to będzie odczucie.

              Gdybym wchodził do wielkiego ciemnego skarbca, gdzieś w
              piramidzie egipskiej, to pewnie też bym się bał. Pomimo,
              że tam tylko skarby... Ale może i jakieś duchy... :)

              > a dwa, że nie chcę nikogo ranić - i to przede
              > wszystkim. A spełnienie równałoby się zranieniu,
              > niestety.

              To całkowicie rozumiem. Ale jestem też zwolennikiem
              wielkiej cierpliwości i stopniowego przekształcania
              rzeczywistości tak, żeby można było spełniać swoje
              marzenia nie czyniąc nikomu krzywdy. Mnie w moim życiu
              interesuje tylko takie spełnianie marzeń. Kosztuje to
              więcej pracy, niż bez oglądania się na innych, ale
              radość, szczęście i rozkosz, zbudowane na takim mocnym
              fundamencie, są znacznie trwalsze.

              > są rzeczy ważne i ważniejsze w życiu.

              No co ja zrobię, że znów się z Tobą zgadzam. :)
              • livia Re: do Livii 11.06.03, 15:23
                Milo mi wachlarzu, że znów zgadzasz się ze mną.
                Co do pracy 'organicznej" to podjęłam, ale efektów nie spodziewałabym się
                szybko. Może nawet nigdy, bo trzeba być delikatnym w tej materii ;)
                Pozdrawiam
                liv
                Pewnie znów Cierpiętnica, tfu, Zalotnica, nas "pożeni"... :)))
                • wachlarz Re: do Livii 11.06.03, 15:56
                  livia napisała:

                  > Milo mi wachlarzu, że znów zgadzasz się ze mną.

                  :-))))

                  > Co do pracy 'organicznej" to podjęłam, ale efektów
                  > nie spodziewałabym się szybko. Może nawet nigdy, bo
                  > trzeba być delikatnym w tej materii ;)

                  Ja również podjąłem pracę organiczną. W analogicznej
                  kwestii. A właściwie w dwóch (obu) analogicznych
                  kwestiach. I też jestem przygotowany na nieznany czas
                  dochodzenia do efektów. Jednak czasem może być bliżej,
                  niż się wydaje. :-)

                  > Cierpiętnica, tfu, Zalotnica...

                  Jakoś nie mam ochoty się wdawać z nią w dyskusję, bo
                  szkoda mi czasu. Faktem jest, że jest mocno niedo...
                  Ale to jej wybór.

                  Niestety niebawem będę musiał kończyć dzisiejszy mój
                  udział w rozmowach. Wzywają przyjemności służbowe (zwane
                  przez niektórych obowiązkami).
          • Gość: moboj Re: Antykoncepcja - sprawa wyłącznie kobiety? IP: 62.233.250.* 11.06.03, 18:30
            dyskusja z Zalotnicą nie ma żadnego sensu. ona i tak wyczytuje to, co chce,
            niezależnie od tego, co jest napisane. to osoba, która nie umie pojąć, że ktos
            może mieć własny pogląd na życie. niestety jest tak, że ktoś, kto żyje inaczej
            niz zalotnica jest od razu pojmowany przez nią negatywnie. zalotnica przypomina
            mi takie ujadająco - trajkoczące stare sąsiadki mojego faceta, co to mają
            patent na moralność i monopol na ustalanie kto jak ma zyć. no i nikt ich nie
            lubi.
            wiem, że zalotnica ma męża, ma dzieci, a jednocześnie pogardza osobami, które
            lubia seks i otwarcie się do tego przyznają. więc skąd ten mąż i te dzieci?
            bocian, kapusta, czy jak...? szkoda gadać...
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka