jak dlugo mozna

14.06.07, 00:11
byc samotnym? Ja sie tak czuje odkad przestalam byc dzieckiem, a uswiadomilam
to sobie dopiero po kilku latach. chcialabym zeby odpisal ktos komu
niekoniecznie zalezy na lansowaniu sie jakimis odpowiedziami na forum bo to
nic nie wnosi zazwyczaj a zauwazylam ze wielu ludzi tutaj rzeczywiscie
potrzebuje czegos wiecej niz tylko takiego pogadania sobie. wiec jesli to moj
watek to prosze o to :)
widzicie, ja sie normalnie na co dzien czuje, jestem z kims od kilku lat, mam
dosyc fajne relacje z rodzina, mialam i mam przyjaciol, potrafie sobie
zapelnic pustke bo takowa najczesciej czuje. mam zainteresowania. potrafie byc
swiadoma tego co sie ze mna dzieje, radzic sobie ze soba w wielu stanach a co
za tym idzie rozumiec innych czyli nawiazywac relacje z innnymi nawet na takim
poziomie jakbym chciala. ale mimo tego wszystkiego czuje sie czasami calkiem
sama. powiedzcie mi cos
    • lalka-mi Re: jak dlugo mozna 14.06.07, 00:20
      Nawet w tłumie bywamy samotni.
      W blasku fleszy, w ciepłym uścisku- nawet w uśmiechu- bywamy samotni, ponieważ
      zawsze gdzieś w głębi jest ta kraina , do której już nikt nie dojdzie, ponieważ
      tam nie prowadzą żadne drogi...
    • niuniafunia nie wiem 14.06.07, 00:23
      Nie wiem, naprawde nie wiem jak długo taki stan może trwać, choć trwam w nim
      długo. Jestem najmłodszym dzieckiem , rodzeństwo duzo starsze, wiec musialam
      sobie radzić sama. I tak jest od lat. Mam dziecko, byłego meża, rodzinę i
      przyjaciól, ale nikt nigdy nie dał mi takiego poczucia bezpieczeństwa, takiego
      czegoś co sprawia że jest ci dobrze tak jak jest.
      Jesteśmy po prostu silnymi osobowościami i rzadko która osoba jest silniejsza
      niż my :) Pozdrawiam bardzo gorąco :)
      • esquisse Re: nie wiem 14.06.07, 01:03
        Rzeczywiście, prawie wszyscy widza we mnie bardzo silnego człowieka i tez kiedy
        bylam mlodsza bylam zmuszona poradzic sobie z sytuacjami (dlugotrwalymi) w
        ktorych naprawde nie powinnam byc sama, chyba zakrawającymi na patologie.
        Wiadomo ze to nas uksztaltowalo w te strone o ktorej ty rowniez piszesz ale ja
        nie rozumiem dlaczego nie potrafie przestac sie meczyc. To sa momenty, wyłuskane
        z dluzszego czasu zycia, kiedy nie wiem calkowicie co dalej. Przeciez mozna
        znalezc w kims wszystko, znalazlam kiedys i pozwolilam odejsc, tak jak on
        pozwolil mnie i nie zaluje tego chociaz nie wiem czy z nim nie byloby tych
        strasznych momentow tak jak dzisiaj bo to tez bez znaczenia.
    • speedymika Re: jak dlugo mozna 14.06.07, 10:31
      to chyba calkiem normalne.. tak mi sie wydaje, tez tak mam. ale ja akurat lubie
      te stany. nawet ich szukam.
      moze sprobuj polubic?
    • funny_game Re: jak dlugo mozna 14.06.07, 10:39
      Świadomość takiej samotności, o której piszesz nie towarzyszy każdemu. Bo nie
      każdy ma "odpowiedni" bagaż doświadczeń, "odpowiednią" konstrukcję psychiczną,
      by zdawać sobie z tego sprawę. Czy Ty się tej samotności boisz, nie lubisz jej,
      męczy Cię? Wyobrażasz sobie życie bez niej?
    • kontik_71 Re: jak dlugo mozna 14.06.07, 10:49
      Z tego co napisalas wynike, ze jestes osoba myslaca i swiadomi oceniajaco
      otoczenie w ktorym sie znajduje. Calkiem mozliwe, ze poczucie samotnosci wynika
      z faktu zrozumienia, ze sie sie samotnym w takim sposobie zycia. Wielu ludzi
      dryfuje sobie przez zycie bez wiekszego zastanawiana sie i analizownaia tego co
      do nich dociera. Swiadomosc tego, ze jest sie "nadmiernie" myslaca osoba moze
      powodowac uczucie samotnosci.
    • na_forum_na Re: jak dlugo mozna 14.06.07, 11:13
      mnie dziś też smutno i refleksyjnie
      zaczelam juz pisać wątek na ten temat ale zrezygnowałam. stwierdziłam, ze
      jedyna poradą, odpowiedzią na mój nastrój jest akceptacja takiego stanu

      nie trzeba się zagłębiać w swój smutek czy samotność ale nie warto też przed
      nimi uciekać - i tak nas dogonią, wrócą w najmniej oczekiwanym momencie

      z tego co piszesz:
      > potrafie byc
      > swiadoma tego co sie ze mna dzieje, radzic sobie ze soba w wielu stanach a co
      > za tym idzie rozumiec innych czyli nawiazywac relacje z innnymi nawet na takim
      > poziomie jakbym chciala. ale mimo tego wszystkiego czuje sie czasami calkiem
      > sama
      masz wewnętrzny potencjał, głębię - może po prostu potrzebujesz czasu, żeby
      dojrzeć do akceptacji pewnych prawd czy stanów. ale nic na siłę, nie poganiaj
      się. miałam w swoim życiu takie okresy, że nie mogłam się uwolnić od
      autoanalizy. to wciąga ale też bardzo męczy. czasem warto wrzucić na luz

      ciesz się tym co masz - można być szczęśliwym zwyczajnie


      ========
      byc samotnym? Ja sie tak czuje odkad przestalam byc dzieckiem, a uswiadomilam
      > to sobie dopiero po kilku latach...
      > widzicie, ja sie normalnie na co dzien czuje, jestem z kims od kilku lat, mam
      > dosyc fajne relacje z rodzina, mialam i mam przyjaciol, potrafie sobie
      > zapelnic pustke bo takowa najczesciej czuje. mam zainteresowania. potrafie byc
      > swiadoma tego co sie ze mna dzieje, radzic sobie ze soba w wielu stanach a co
      > za tym idzie rozumiec innych czyli nawiazywac relacje z innnymi nawet na takim
      > poziomie jakbym chciala. ale mimo tego wszystkiego czuje sie czasami calkiem
      > sama. powiedzcie mi cos
    • azlab Re: jak dlugo mozna 14.06.07, 12:36
      każdy z nas jest tak naprawdę samotny. Rodzimy się sami i umieramy sami, i z
      nikim nie możemy dzielić tych doświadczeń. Tak jak z tym przykładowym zachodem
      słońca - podziwiasz zachód słońca, obok Ciebie stoi kolega/koleżanka i podziwia
      ten sam zachód, ale każde z Was widzi cos innego, czegoś innego doświadcza,a nie
      da się przekazać innemu człowiekowi wszystkich odczuć, emocji, doświadczeń,
      wszystkiego, co ten zachód w Tobie poruszył. Jak to zrobisz - słowem, gestem,
      wyrazem twarzy? czy ten drugi zrozumie dokłądnie to, co chcesz przekazać? Watpię.

      rozumiem Cię, bo od zawsze czuję się całkiem sama. Kiedyś myslałam, że to da się
      zmienić, tylko muszę poznać kogoś podobnego do mnie, moją drugą połówkę. Teraz
      znam taką osobę i nic to nie zmieniło. Ale coś się zmieniło - nie czuję już tej
      pustki w sobie. Wejrzałam w siebie, w tą pustkę, poprzez ksiązki, przez
      autoanalizę, terapię i odkryłam, że tam wewnątrz jestem Ja - całkiem fajna
      osoba. Mozna powiedzieć, że zaprzyjaźniłam sie ze sobą. teraz nie czuję się
      całkiem sama, tylko sama ze sobą. I choć czasami jest ciężko, zaakceptowałam to,
      że niektóre doświadczenia są tylko moje i że z nikim się nimi nie podzielę, bo
      się po prostu nie da.

      Nie wiem, czy to, co Ty czujesz, jest podobne do moich odczuć.
      W każdym razie pozdrawiam Cię serdecznie i, jak ktoś już napisał, życzę Ci,
      żebyś była po prostu szczęśliwa.
    • jest.jak.jest dopoki... 14.06.07, 13:22
      nie znajdziesz milosci. Ja sobie kiedys wymarzylam taka milosc
      youtube.com/watch?v=SUPzoKjuEXM
      i dlugo szukalam.
      i robilam sie na blond i zapieralam sie przyjaciol.. i jeszcze...
      Ale musialam ja sobie w koncu wymyslic. Czy możńa żyć dla wymyślonej miłości?
      Nie.
      Ale wiecie, fajnie nawet z wymyśloną się spotkać. Jak już nawet sobie umrę
      (symbolicznie oczywiscie!) to wiem, że nie będe bała się samotności.
Pełna wersja