dorotka_z
22.06.07, 21:10
Witam wszystkie aktywne na forum :-)
Byż może jest to głos rozpaczy, ale moze któraś z Was zaradzi, wytłumaczy... sprbóję...
Pół roku temu rozstałam się z mężczyzną. Mieszkaleśmy z sobą prawie trzy lata. Ogólnie rzecz biorąc było nam dobrze. Ostatni rok wg niego był porażką, nie mieliśmy o czym gadać, olewałam go, ogólnie rzecz biorąc nie układało się tak jak powinno. Poznał dziewczynę. Może raczej to ona jego poznała. Gapiła się na niego w autobusie...
wyrzuciłam go z domu i ze swojego życia. Wyrządził mi ogromną przykrość a co gorsza musiała być to moja decyzje. On nie miał odwagi aby się rozstać... Stało się, wyrzuciłam go z domu, rozstaliśmy się. Miało to miejsce w styczniu...
Do dziś nie znalazłam sensownego faceta... Na początku cieszyłam się wolnością, teraz wolność (i samotność) mi ciąży. Nie interesuje mnie nikt. Miałam krótki, przelotny związek, ale to nie to. Czy coś jest ze mną nie tak? Chciałabym mieć stałego partnera, z którym mogłabym rozmawiać, dzielić smutki i radości, ale nic z tego. Nikt mi się nie podoba. Znajomi sugerują, że wciąż jestem zakochana w moim eks...
czy to możliwe? Pytam, bo już sama nie wiem. Pogubiłam się. Moze któraś z Was miała podobne doświadczenia i potrafiłaby napisać coś sensownego...
Wg mnie związek "po zdradzie" nie ma przyszłości, ale może macie inne, lepsze, doświadczenia?