Walka z góry skazana na klęskę...

01.07.07, 17:13
Często mówi się , że o uczucie trzeba walczyć...
Często pojawiają się wpisy o tym, jak trudno pogodzić się, że ktoś kochać
przestaje, albo po prostu nie odwzajemnia miłości.
Co wtedy?
Walka.
Walka?
Czy znacie przypadki, że można przez walkę zmusić kogoś do uczucia? Kiedy byli
partnerzy ranią się słowami, czynami- to jest walka, ale czy ona może
przywrócić miłość?
Czy taką walkę można wygrać???

Myślę, że walczyć można o wszystko, bo jest szansa na powodzenie, ale w tym
przypadku można jedynie przegrać własną godność, piękne wspomnienia i wiarę w
drugiego człowieka...
    • kadfael Re: Walka z góry skazana na klęskę... 01.07.07, 17:17
      Pewnie prawda, tylko... osobie, która kochą i którą mąż/partner/narzeczony
      przestał kochać trudno w to uwierzyć. A kiedy się kocha trudno sobie takie
      rzeczy zracjonalizować tak jak to opisałaś, stąd takie różne sytuacje i walka
      poza granice własnej godności....
      • lalka-mi Re: Walka z góry skazana na klęskę... 01.07.07, 17:29
        Czy jednak miłość rzeczywiście usprawiedliwia to przekraczanie granic własnej
        godności i szacunku?
        Tak, na pewno rozpacz odbiera możliwośc zimnej kalkulacji i racjonalnej oceny
        sytuacji, a jednak...Mówi się, że dopiero przy rozstaniu widać, kogo kochaliśmy...

        Oczywiście wiem, że łatwo mi mówić, bo nie mnie to dotyczy, ale tak sobie myślę,
        że nie chciałabym nigdy być tą stroną walczącą (bez wszelkich zasad) ani też
        stroną, która -dlatego , że kochać przestała- staje się ofiarą wojny jaką
        wypowiada kochający(?)
        Jedna i druga(także ta druga!!!) strona nie wychodzi tego bez okropnych strat.
        • kadfael Re: Walka z góry skazana na klęskę... 01.07.07, 17:40
          Nie miłość tylko zaślepienie tą miłością spowodowane.
          I o usprawiedliwianiu osoba walcząca wcale nie mysli-tak jak napisałaś-po
          prostu nie kalkuluje na zimno...
          Oczywiście, że najlepiej, gdy już zachodzi taka sytuacja-by rozstanie było
          możliwie najmniej bolesne. Ale to chyba niemożliwe-póki ludzie są ludźmi:)
          • lalka-mi Re: Walka z góry skazana na klęskę... 01.07.07, 17:53
            Rozgraniczyłabym bolesne od poniżającego.
            Nawet wielkie uczucie nie usprawiedliwia w.s.z.y.s.t.k.i.e.g.o
            Bog po to człowieka obdarzył rozumem, by w razie klęski miał gdzie szukać
            ratunku. Co więcej-jeśli już ten rozum mamy, to bezrozumne zachowanie obraża nas
            jako istoty myślące.
            Pomyśl czy chciałabyś, by ktoś narzucał Ci swoją miłość? By Cię nią dręczył? By
            w imię tej tzw. miłości uczynił z Twojego życia piekło???

            Każdemu zdarzyło się -lub zdarzy- bycie po obu stronach i naprawdę myślę, że za
            każdym razem powinniśmy być przekonani, że najważniejszą wartością , którą
            trzeba ocalić jest nasza godność. Ludzie w naszym życiu przechodzą, mijają, są
            i ich nie ma,ale my ciągle zmuszeni jesteśmy spojrzeć na własne odbicie w
            lustrze i dobrze jest jeśli mamy odwagę patrzec temu odbiciu prosto w oczy...
            • akkknes Re: Walka z góry skazana na klęskę... 01.07.07, 19:40
              osoba ktorej sie wydaje ze kocha i jest porzucona czy zostawiona nie mysli
              rozumem a emocjami... generalnie jestem przykladem ktory zrobil wszystko zeby
              zrozumiec ze czasami po prostu nie warto. ale malo kto w takich emocjach mysli
              racjonalnie... i nieswiadomie tez sie poniza.
    • dziewczynaartura Re: Walka z góry skazana na klęskę... 01.07.07, 17:24
      o mnie tak kiedys koles walczyl,on sie zakochal bardzo ja szczerze mowiac w
      ogole-bywa.
      ponad 4 miesiace probowal mnie do siebie przekonac ,byl na kazde zawolanie,ja w
      tym czasie mialam faceta-to on mi klarowal zebym go zostawila dla niego,ze on
      poczeka na mnie,wmawial mi wrecz ze cos do niego czuje a ja bylam po prostu
      uprzejma,naprawde od razu mu powiedzialam ze go nie pokocham ale i tak w to nie
      uwierzyl.
      ilez razy sobie pozwalalam wobec niego na rzeczy na ktore nikt inny by sobie
      nie pozwolil na jego miejscu-w sumie zaluje ze tak go traktowalam ale wyzwalal
      we mnie jakies dziwne emocje tym swoim oddaniem.
      nie wiem,mysle ze nie warto przekraczac pewnej granicy w tej walce o milosc bo
      mozna nic nie uzyskac tylko zostac na zgliszczach wlasnej godnosci[hihi jakie
      patetyczne]i w dodatku miec uraz na reszte zycia
    • akkknes Re: Walka z góry skazana na klęskę... 01.07.07, 17:26
      oboje macie racje, ale
      walczyć można o wszystko, bo jest szansa na powodzenie, ale w tym
      > przypadku można jedynie przegrać własną godność, piękne wspomnienia i wiarę w
      > drugiego człowieka...
      to jest chyba baaaardzo trafne podsumowanie tego, jak osobie ktora ktos
      przestaje kochac i ona tego nie rozumie - latwo jest przegrac siebie samego.
    • just.a.rebel Re: Walka z góry skazana na klęskę... 01.07.07, 17:26
      Walka ... hmm ...
      masz rację,przecież nikogo nie zmusisz żeby kochał. Czasami jednak w sercu tej
      drugiej osoby tlą się jeszcze iskierki miłości i tylko czeka żeby o nią
      zawalczyć, żeby pokazać jej że zależy nam, że oddalibyśmy wszystko żeby być
      razem ... bo czasem monotonia codziennego życia przeobraża nasze relacje w
      rutynę z przyzwyczajenia. Czasami trzeba terapii szokowej żeby zrozumieć,
      niekiedy czasu a innym razem rozstania i bytowania w innym świecie, żeby dotarło
      do nas czego tak naprawdę od życia chcemy...
      • lalka-mi Re: Walka z góry skazana na klęskę... 01.07.07, 17:37
        just.a.rebel napisała:

        bo czasem monotonia codziennego życia przeobraża nasze relacje w
        > rutynę z przyzwyczajenia. Czasami trzeba terapii szokowej żeby zrozumieć,
        > niekiedy czasu a innym razem rozstania i bytowania w innym świecie, żeby dotarł
        > o
        > do nas czego tak naprawdę od życia chcemy...

        I tu już mamy do czynienia raczej z roztropną strategią. Nie wytaczamy ciężkich
        dział, nie dyszymy chęcią zemsty i krwi, po prostu potrafimy zrozumieć
        przyczyny, a tylko ich zrozumienie pozwala nam na naprawdę rozsądne działanie...

        To częściej się zdarza, że ludzie, którzy rozstają się w cywilizowany sposób, po
        jakimś czasie zaczynają rozumieć z kim się rozstali. Dobre wspomnienia nie
        zostały zamordowane przez złe słowa, których się nie wybacza...
        A do dobrych wspomnień tak chętnie się wraca:)))
        • just.a.rebel Re: Walka z góry skazana na klęskę... 01.07.07, 18:06
          Moje rozstanie niestety nie było tym dojrzałym, ale wiele zrozumiałam. Nie wiem
          czy rzeczywiście układałoby się nam gdybyśmy wrócili do siebie ( czego pewnie
          bardzo chce w głębi duszy )... Myślę jednak, że zawsze warto 'walczyć' jeśli nie
          o to dobro pomiędzy nami to o dobre zakończenie właśnie. Urwane znajomości
          najbardziej bolą ...
          • lalka-mi Re: Walka z góry skazana na klęskę... 01.07.07, 20:20
            Dobre zakończenia są sztuką nie tylko w filmie i w teatrze:)

            To ostatnie wrażenia pozostają najdłużej w pamięci, dlatego tym bardziej trzeba
            dołożyć starań, by nie zepsuć wszystkiego co było "przed".
    • obca1 Re: Walka z góry skazana na klęskę... 01.07.07, 19:26
      > Często pojawiają się wpisy o tym, jak trudno pogodzić się, że ktoś kochać
      > przestaje, albo po prostu nie odwzajemnia miłości.
      > Co wtedy?
      > Walka.
      > Walka?
      > Czy znacie przypadki, że można przez walkę zmusić kogoś do uczucia?

      jeśli ktoś nie kocha to o co można walczyć? jeśli jemu nie zależy to jaki sens miałoby szarpanie się i "walka"?
      walczyć trzeba tam gdzie są uczucia ale i jakieś inne problemy..jakieś nieporozumienia..starcie charakterów..
      ale uczucie musi iść z obu stron..to ono daje siłę i ochotę do walki i starań
      • lalka-mi Re: Walka z góry skazana na klęskę... 01.07.07, 19:38
        Masz rację -jeśli ktoś nie kocha, to o co można walczyć?
        To takie proste.
        Nie kocha, więc nie zmusisz do tego, by zmienił uczucia...
        Wszyscy to wiedzą, a jednak ciągle gdzieś obok widzimy osoby, które zatracają
        się w szaleństwie.
        Bo czy nie jest szaleństwem postawa małżonka/małżonki ,która nie godzi się na
        rozwód, chociaż wie, że ta druga osoba marzy tylko o tym, żeby rozwiązać
        wszystkie więzy. które od dawna nie łączą, tylko krępują?
        Bo czy szaleństwem nie jest udawać ślepą, kiedy partner/partnerka posuwa się do
        zdrady 9wielokrotnej jeśli ktoś woli)???
        Czy nie jest szaleństwem dobrowolnie zgodzić się , by ktoś odbierał nam wiarę w
        siebie???

        Mój watek powstał właśnie na podstawie -chociażby- obserwacji wpisów na forum.
        Życie zresztą też ciągle dostarcza nam na to dowodów, że tak jest.

        Myślę, że ja w takiej walce zawsze poddałabym się walkowerem:)))W niczym innym,
        ale w uczuciach- od razu.
        • obca1 Re: Walka z góry skazana na klęskę... 01.07.07, 19:48
          może problemem jest to, że ci "nieczuli" partnerzy nie potrafią powiedzieć wprost, że już nie chcą tego związku..że im się odwidziało? jeśli zaczynają motać..milczą..dają speczne sygnały..sami czasem nie wiedzą czego chcą - to pewnie kobieta co wie co o tym myśleć i czy jest o co walczyć
          jeśli konkretnie usłyszy, że on odchodzi to mimo wszystko w końcu to zaakceptuje..jeśli otrzyma konkretną, szczerą rozmowę to będzie miała szansę podejść do sprawy właśnie z godnością i pogodzić się z tym
          • lalka-mi Re: Walka z góry skazana na klęskę... 01.07.07, 20:12
            Może, a raczej zapewne masz rację, że lepiej by było powiedzieć jasno- ot takie
            krótkie cięcie.Problem polega na tym, że ci "nieczuli" tak naprawdę nie są
            nieczuli. Borykają się często z poczuciem winy (że przestali kochać), empatią,
            tak naprawdę nie chcą ranić, ale...czy to znaczy, że mają być z litości z tą
            drugą osobą?
            Ale masz rację- zwlekanie, oszukiwanie jest najgorszym wyjściem, bo to i tak z
            czasem musi się skończyć a oszukiwana osoba może poczuć się podwójnie zdradzona.
            Więc rozmowa- szczera, konkretna...Co jednak , jeśli nie porzucany/ porzucana
            nie jest w stanie pogodzić się , że to koniec???
            Co, jeśli przyjdzie jej do głowy,że druga osoba jest jej własnością???, której
            nie odda bez walki???
            I ten aspekt rozstań po prostu mnie zadziwia i przeraża.
            • obca1 Re: Walka z góry skazana na klęskę... 01.07.07, 21:07
              Problem polega na tym, że ci "nieczuli" tak naprawdę nie są
              > nieczuli. Borykają się często z poczuciem winy (że przestali kochać), empatią,
              > tak naprawdę nie chcą ranić, ale...czy to znaczy, że mają być z litości z tą
              > drugą osobą?

              przecież jeśli chcą odejść, nie kochają (a o takiej sytuacji tutaj mówimy) to nie da się tego zrobić bezboleśnie ..i zapewne w takim związku już wcześniej nie jest dobrze skoro uczucie gdzieś zniknęło :0 nie wierzę, że z dnia na dzień komuś się odwidzi..
              a bycie z kimś z litości..czy raczej z jakiejś sympatii i przyjaźni (bo przecież to powinno nadal być)? choć to nierozsądne to może ma to jakiś szanse :) ale tu rozmawiamy o tym, że jednak jest koniec..i jak się z tym pogodzić..

              Więc rozmowa- szczera, konkretna...Co jednak , jeśli nie porzucany/ porzucana
              > nie jest w stanie pogodzić się , że to koniec???
              > Co, jeśli przyjdzie jej do głowy,że druga osoba jest jej własnością???, której
              > nie odda bez walki???

              różnie może być..jeśli "delifkent" jest po prostu skołowany i sam nie wie co czuje..walka może pewnie rozgrzać związek..jeśli on chce odejść to tylko odsuwanie tego co nieuniknione albo skazywanie siebie i portnera na dość smutny układ
              w każdym razie kryzysy czasem się zdarzają..i w sumie pewnie trudno ocenić czy to już koniec czy właśnie kryzys, który trzeba przetrzymać :/

              > Co, jeśli przyjdzie jej do głowy,że druga osoba jest jej własnością???, której
              > nie odda bez walki???

              nie wiem..ale rozumiem, że można kochać tak strasznie, że strata wydaje się gorsza od wszystkiego innego..i nie myśli się ani o godności ani o realnych szansach na "wygraną"..to w sumie bardzo smutna sytuacja

          • gina_rossi Re: Walka z góry skazana na klęskę... 03.07.07, 13:02
            Jest dokladnie tak jak napisalas obca1! To motanie..to niemowienie wprost...to
            po prostu cholerne tchorzostwo, powiedziec ze to koniec! Ende! Basta!
            Nawet zwyklym glupim mailem..(bo sms to troche jest mi zdawkowy i bez respektu)
            lub list..kartka..lub telefonicznie..
            Bo wprost..rozumiem, ze moze tez i osobe odchodzaca zaniepokoic, bo wie ze ta
            druga strone bardzo rani i nie chce siebie tez dodatkowo obarczac widzac rozpacz
            tej drugiej strony..
            Ale wlasnie sa telefony...maile...listy..
            Ale please..nie te wykrety!
        • echtom Drobna uwaga n/t rozwodu 04.07.07, 11:45
          Sporo ludzi bierze ślub kościelny, zobowiązując się, że będą razem przez całe
          życie. Strona, której się odwidziało i żąda rozwodu, powinna potraktować jego
          odmowę jako karę naturalną za złamanie przysięgi. Ja w takiej sytuacji bym
          machnęła ręką i dała rozwód, ale nie potępiam osób, które nie chcą ułatwiać
          życia swoim nieuczciwym małżonkom.
    • serendepity Re: Walka z góry skazana na klęskę... 01.07.07, 23:38
      Wycofanie sie z godnoscia i odpuszczenie "walki" nie musi byc porazka. Czasami
      nie warto sie szarpac.

      Zreszta nie zmusisz drugiej strony do tego by Cie kochala.
    • iberia.pl Re: Walka z góry skazana na klęskę... 01.07.07, 23:42
      lalka-mi napisała:

      >> Czy znacie przypadki, że można przez walkę zmusić kogoś do uczucia?

      wychodze z zalozenia, ze NIC na sile i nie uszczesliwiac innych swoja
      osoba...do tanga trzeba dwojga, bez tego ani rusz,
      >
      > Myślę, że walczyć można o wszystko, bo jest szansa na powodzenie, ale w tym
      > przypadku można jedynie przegrać własną godność, piękne wspomnienia i wiarę w
      > drugiego człowieka...

      dokladnie.
      • lalka-mi Re: Walka z góry skazana na klęskę... 02.07.07, 19:31
        Nic na siłę. Znów twierdzenie z, z którym nie można podjąć dyskusji-racja:)

        "Nie wiedziałam, że się serca tak ostudzą,
        uwierzyłam, że umiera się parami,
        nie wiedziałam, że się ludzie różnie budzą
        jak okręty, nie te same, choć w tej samej wciąż przystani..."

        Nie umiera się parami.
        • amy_21 Re: Walka z góry skazana na klęskę... 02.07.07, 21:51
          piękne......tak czytam i czytam i tak sie czuje jakby te wasze wypowiedzi były
          lustrem w którym zobaczyłam samą siebie, swoje przemyślenia, swoje stoczone
          walki, choć najczęściej stoczone w sobie, w głębi duszy, nigdy nie chciałam ich
          uzewnętrzniać

          " nie mogę kochać bo...słaba jestem wtedy,
          nie myśle o sobie i ...zatracam sie
          oddaje wszystko a ...nie mam nic...
          znowu nie kocha mnie ten obcy ktoś....."
        • lew-salonowy Re: Walka z góry skazana na klęskę... 02.07.07, 22:54
          Nie można nigdy zakładać, że się nie umiera parami :). Strach paraliżowałby
          przed każdym zaangażowaniem :).
          • donwasyl-i-jego-tabor Re: Walka z góry skazana na klęskę... 02.07.07, 23:33
            lew-salonowy napisał:

            > Nie można nigdy zakładać, że się nie umiera parami :). Strach paraliżowałby
            > przed każdym zaangażowaniem :).

            ty juz zienciu wstempu do nas nie masz, przykro mi
          • lalka-mi Re: Walka z góry skazana na klęskę... 03.07.07, 07:47
            Nie można raczej zakładać ...właściwie niczego.

            W euforii zauroczeń nie wierzymy, "że odfrunie co się rzekło", dlatego później
            boli prawda,"że jeżeli gdzieś jest piekło to tu"

            Jedni taką dalekowzroczność mogą nazywać paraliżującym strachem, inni-
            rozsądkiem:)))
            • lew-salonowy Re: Walka z góry skazana na klęskę... 03.07.07, 10:53
              Od kiedy uczucia rządzą się rozsądkiem? :) Gdyby tak było, to wszystkie związki
              były by mniej lub bardziej udane, bo zawierane by były racjonalnie za pomocą
              "szkiełka i oka". Niestety, trzeba się pogodzić, że życie czasem boli :).
              • lalka-mi Re: Walka z góry skazana na klęskę... 03.07.07, 13:38
                Może nie tylko "szkiełko i oko" jednak instynkt, to za mało. Normy zachowań
                zwane cywilizacją , mają ogromny wpływ na nasze zachowanie ,bądź powinny mieć.
                Nie można uciec od racjonalizmu nawet w uczuciach...Och wiem, że to takie mało
                romantyczne.Niestety życiowe:)

                Gdybyśmy zawierzyli tylko instynktowi, to ciągle popadalibyśmy w te same
                tarapaty:)- również uczuciowe:)
                A gdzie mądrość, zwana doświadczeniem, które każe nam trochę się asekurować
                przed ...bólem???
                Wiem, że życie czasem boli.
                Musi, gdyby nie bolało, byłoby jednowymiarowe, płaskie, bez odcieni.Niech więc
                boli, ale nie za często i najlepiej nie mnie:)))
                Przecież mogę się uczyć na doświadczeniach innych:)))
                • donwasyl-i-jego-tabor Re: Walka z góry skazana na klęskę... 03.07.07, 13:58
                  pienkna anienelsko panienko lalu.
                  ty z tem balamutnikiem niby-to-lwem nawet nie dyskutuj.to niecnik i podrywacz
                  jest, juz mu moje synki 3 godziny temu nazad facjate za niecne zachowanie
                  wzglendem kobiet, w szczegolnosci cory mej zas i brak szacunku do tesciow,
                  obily.
                  on ci szybko nie odpowie bo palcami ruszac nie moze, taki wycisk dostal.
                  ale nalezalo sie mu.
                  dyc ty z nim cudna panienko nie dyskutuj , bo nie warto. jezce ciebie
                  zbalamucic taktoasmakto bendzie probowal, niecnik.
                • lew-salonowy Re: Walka z góry skazana na klęskę... 03.07.07, 23:26
                  Oczywiście, że normy społeczne i światopogląd mają wpływ na nasze wybory :).
                  Szybciej jesteśmy w stanie zakochać się w człowieku na podobnym poziomie
                  intelektualnym jak my, o tej samej narodowości, bądź pochodzeniu kulturowym, niż
                  odwrotnie :). Ale zawsze można wpaść jak śliwka w kompot, pomimo racjonalizmu i
                  zdrowego rozsądku ;). A na ból i rozczarowania nie ma rady :))).
                  • lalka-mi Re: Walka z góry skazana na klęskę... 04.07.07, 09:54
                    Oczywiście zakładam, że każdy w tej kwestii może mieć inne zdanie , jednak
                    uważam, że mezalianse-choć bezsprzecznie romantyczne- świetnie sprawdzają się w
                    literaturze i w kinie, w życiu znacznie gorzej...:)))
                    • lew-salonowy Re: Walka z góry skazana na klęskę... 04.07.07, 11:28
                      Ale ja właśnie o tym pisałem :). Nasze wychowanie, wykształcenie, wrażliwość,
                      czasem pozycja społeczna wywołują u nas określone wymagania. Ale czasem zdarza
                      się tak, że spotykamy kogoś, kto do nas zupełnie nie pasuje, zakochujemy się i
                      zdaje się nam, że świat nam sprzyja. Bajka o królewiczu i pasterce kończy się
                      happy endem - małżeństwem, ale nigdy nie dowiadujemy się jak się pasterce żyło
                      na dworze, czy umiała się zachować, przyjąć gości, rozmawiać itp.
    • krzysiek1042 Re: Walka z góry skazana na klęskę... 03.07.07, 07:58
      Walczyć zawsze można ale czasem warto wiedzieć ,kiedy odpuścić. Jeśli jedna
      osoba rani drugą słowami w związku, to nie można nazwać tego zmuszaniem do
      uczucia bo coś takiego wydaje się być nie logiczne. Robimy krzywdę sobie i
      partnerowi. Lepiej więc się rozstać ,dać sobie trochę czasu na "ochłonięcie".
      Sporo smutku bije z Twojego postu.
    • mloda.kobietka23 Re: Walka z góry skazana na klęskę... 03.07.07, 10:44
      Nie wiem jak Wy drogie panie, ale ja musialambym upasc mocno na glowe aby
      walczyc o faceta ktory ma mnie gdzies. Kiedys bylam z facetem ktory byl bardzo
      zachwycony moja kolezanka, latal kolo niej taki zadowolony jak maly piesek...i
      zostal sam:)
Pełna wersja