slimen
05.07.07, 10:46
Cześć :)
jestem facetem, ale postanowilem tutaj zajrzec i zapytać Was o radę, bo mam
problem w moim związku i chcialbym poznać opinie innych na tematy, ktore sa
przedmiotem hmm... wielkich klotni.
Jestesmy ze soba mniej wiecej 3 lata. Poznalismy sie, kiedy mieszkalem w
Poznaniu, a Ona w Warszawie. Jakis rok temu przeprowadzilem się do stolicy,
dostalem tutaj pracę i zamieszkalismy razem. Wiem oczywiscie, ze wlasnie w tym
momencie ujawniaja sie niezwykle trudnosci, ktore trzeba przezwyciezyc, ale
sadze, ze to nam sie udalo i mieszka nam sie calkiem dobrze. No, jeste jeden
problem. Wlasciwie dwa.
Pierwszy - moja dziewczyna nie ma zadnych zainteresowan, no moze poza
czytaniem ksiazek, ale te łyka tak blyskawicznie, ze jedna wystarcza jej na
jeden wieczor. Jezeli nie ma nic do czytania oglada tv. Tylko... nawet nie z
zainteresowaniem, ale po prostu przeskakuje z kanalu na kanal zeby w ogole sie
czyms zajac.. Ja z kolei interesuje sie kilkoma sprawami, przede wszystkim
sportem, ale rowniez gielda, ksiazkami takze. Czesto zdarza się, że chce
obejrzec w tv sport (sam rowniez uprawiam amatorsko kolarstwo, zeby nie bylo
ze tylko kanapa, sport w tv i piwo w reku ;)). Wybuchaja awantury, bo skoro ja
chce cos obejrzec, to co ona ma robic... Probowalem ja zainteresowac m.in.
ogladaniem sportu. Przynioslo to odwrotny skutek. Jest na niego uczulona.
Tlumaczę, ze sport to moje zycie i nie mozna mnie w tym ograniczac. A skakanie
bez sensu z kanalu na kanal w czasie, keidy naprawde jest cos dla mnie
interesujacego na kanale sportowym tak wlasnie odbieram. Sam nie przeszkadzam
Jej w czytaniu ksiazki i nie pytam, co ja mam w tym czasie robic - po prostu
czyms sie zajmuje i po klopocie. Oczywiscie kiedy w tv jest np. mecz, a na
innym kanale akurat film, ktory Ona chce bardzo obejrzec - czasami ustepuje.
Oczywiscie to co opisuję to moja wersja, tak ja widzę. Ona moze postrzegac
takie sytuacje zupelnie odwrotnie, w sensie ze za duzo czasu posiwecam na ten
sport itd. A jakie jest Wasze zdanie?
To pierwszy problem, oczywiscie jak najbardziej powiazany z faktem wspolnego
mieszkania. Drugi i chyba o wiele powazniejszy - jestem osoba dosc pratktyczna
w kwestiach finansowych. Planuję swoje finanse. Inwestuję. Wiem, ze za kilka
lat bedzie mnie stac na to, to i tamto. Mam w zwiazku z tym jakies plany,
konkretne typu mieszkanie czy dom, samochod, podroze itd. Ona z kolei nie ma
totalnie zadnych planow. Co gorsze - na moje pytanie co chce miec w
przyszlosci, o czym marzy odpowiada: "chcę życ". Swietnie, tylko.. skoro razem
towrzymy zwiazek, to chyba razem powinnismy tez o sprawach najwazniejszych
pomyslec, prawda? Zaplanowac kupno jakiegos mieszkania, wspolnego odkladania
na ten cel, byc moze podporzadkowania temu celowi innych spraw. Wydaje mi sie
ze tak wlasnie postepuja inne pary. Nie mowie oczywiscie o niewiadomo jakich
wyrzeczeniach, typu zadnych wakacji itd. Nie, stać nas i na wakacje i na
rozsadne inwestowanie, ale do tego potrzeba odpowiedniego planu. A kazda proba
takiej rozmowy konczy się totalna awanturą. Ze dlaczego tak mi na tym zalezy,
zeby ona odkladala, ze co ja z tego mam ze przekonam ja do tego a nie innego
funduszu inwestycyjnego... Nie pomagaja tlumaczenia, ze przeciez chodzi mi o
dobro naszego zwiazku, jakas fajna przyszlosc itd.
Kiepsko to wyglada, jak myslicie? Jak Wy radzicie sobie z takimi problemami?
Kazda wypowiedz bedzie dla mnie cenna.