męcząca żona kolegi z pracy...

06.07.07, 12:09
W obecnej firmie pracuję pół roku. Już w styczniu miałam okazję poznać żonę
kolegi (wtedy kierownika). Otóż, siedzi ona w domu z dwójką małych dzieci,
najwyraźniej się nudzi. Od czasu do czasu wpada do nas do pracy. Dzień po
zawarciu znajomości już miałam od niej telefon - czy nie chciałabym uczyć jej
angielskiego. No zgodziłam się, czemu nie? Dodatkowy grosz zawsze się przyda,
poza tym to był wtedy mój kierownik, początek pracy... Do chwili obecnej
lekcji odbyło się aż... dwie. A telefonów i przekładania to nie zliczę.

Kiedyś kolega zaproponował wypad w weekend na piwko. Wyszliśmy do klubu, ja
razem z moim chłopakiem. Jakiś czas potem był wyjazd w kilkudniową delegację.
Wtedy to żona kolegi, wiedząc tylko jak mój facet ma na imię i gdzie pracuje -
zadzwoniła do jego firmy z pytaniem czy jak mnie nie ma, on nie byłby chętny
dawać jej lekcji... Skończyło się tylko na chęciach i kupie telefonów...

Potem od swojego męża dowiedziała się, że będę miała pewien zabieg
chirurgiczny. Oczywiście cały czas telefony od niej do mnie sie nie urywały.
Bo najpierw była ciekawa co to i jak to, potem, ze też musi coś takiego
zrobić, a na końcu - jak tam po.
Mniej więcej od tego momentu zaczęła mnie chyba traktować jak swoją "bratnią
duszę". Należę raczej do osób kulturalnych i gdy ktoś dzwoni czy pisze esemesy
to staram się grzecznie odpowiadać. No i tak robiłam i w tym przypadku. Tym
bardziej, że to żona kolegi z pracy. Nie chciałam uchodzić za zwykłego gbura.

Skończyło się na tym, że teraz miewam od niej po kilkanaście telefonów i
esemesów dziennie, poczynając od 7 rano, jak zjawię sie w pracy. Na moje
tłumaczenie, że nie mam czasu odpowiada, że zadzwoni później. Gdy dłużej nie
odpowiadam na esemes - dzwoni z pytaniem, czy sie nie obraziłam. Zbywam ją,
odpowiadam ogólnikowo, bo, no nie oszukujmy się, działa mi już od dawna na
nerwy. Jak tu kulturalnie spławić tego natręta? Jeżeli macie jakieś pomysły to
pomóżcie biednej udręczonej...
    • konrado80 Re: męcząca żona kolegi z pracy... 06.07.07, 12:16
      a rozmawialas z kolega, zeby porozmawial ze swoja zona??
      zeby powiedzial jej ze zauwazyl ze za duzo czasu spedzasz na telefonie i
      pisaniu smsow, zamiast pracowac i dlatego dowiedzial sie ze to chodzi o jego
      zone, zeby nie bylo ze specjalnie jemu powiedzialas
      • panigazeta Re: męcząca żona kolegi z pracy... 06.07.07, 12:23
        Poprostu brakuje jej przyjaciolki, siedzi sama w domu z nikim sie nie spotyka,
        nie ma kolezanek, a tu akurat ty jej sie trafilas lubi cie i myslie ze to tez
        dziala w druga strone. Nie mam rady dla ciebie niestety ale moze ten pomysl z
        mezem ,,kolezanki telefoniary`` by sie udal zycze powodzenia :)
    • menk.a Re: męcząca żona kolegi z pracy... 06.07.07, 12:24
      bianna napisała:
      > Nie chciałam uchodzić za zwykłego gbura.

      Za zwykłego nie chciałaś. No to tamta kobieta napaliła się na Ciebie jako na
      soul mate, jak szczerbaty na suchary, i jak teraz pzrerwiesz ten łańcuszek
      szczęścia, zostaniesz gburem niezwykłym. Bo nie dość, że tamta nie obrazi, to i
      mogą się popsuć relacje w pracy.
      Z deszczu pod rynnę...
      Co zrobić? nie odpisuj na każdego sms, nie oddzwaniaj za każdym razem.. W końcu
      zrezygnuje. To taki soft. A hardcorowo: powiedz wprost, że nie czujesz pociągu
      do podtrzymywania bliskich kontaktów, nawet przyjacielskich.;)
    • bianna Re: męcząca żona kolegi z pracy... 06.07.07, 13:13
      Wiadomo, że nikt nie chce, żeby o nim źle myślano :)
      Dlatego chciałabym odciąć tą pępowinę w miarę kulturalnie. Czy się da? Zobaczymy
      Na razie stosuję metodę uników, z tym że jak już pisałam, gdy sie nie odezwę
      sama, to wydzwania - i to do upadłego. Któregoś wieczora wyszłam na godzinkę z
      domu i zapomniałam telefonu - było 9 polączeń nieodebranych od niej...
      Co do kolegi - mam wrażenie, że jemu też jest to trochę na rękę. Przedtem
      męczyła jego. Poza tym od jakiegoś czasu już mi nie szefuje, była reorganizacja,
      siedzimy w innych działach. Rzadko go widuję. I nie jesteśmy ze sobą aż w takich
      relacjach, żebym miała odwagę mu powiedzieć co myślę o jego żonie i tych
      telefonach i smsach.
      • menk.a Re: męcząca żona kolegi z pracy... 06.07.07, 13:46
        Ona rozpaczliwie szuka towarzystwa, stąd telefony i słomiany zapał do nauki
        języka. Zasugeruj jej jakieś zajęcie, fitness czy wycinanki. Ale skoro dla
        Ciebie jt to nie na rekę, nie ulegaj. Bo dla was obu się to niefajnie skończy;)
      • i.nes Re: męcząca żona kolegi z pracy... 06.07.07, 13:52
        Skracaj rozmowy do minimum, zawsze podaj powód: spotkanie, praca, rodzina.

        Unikaj intymnych tematów: na jej pytania odpowiadaj zdawkowo; sama nie zadawaj
        pytań. Jak zapyta czemu "tak się zachowujesz", powiedz, że to dla Ciebie zbyt
        intymna sprawa, żeby swobodnie rozmawiać.

        Wyłącz pocztę głosową.

        Wyłączaj telefon po określonej godzinie.

        Jeśli nie zrozumie, to chyba musisz poprosić ją wprost o zmniejszenie
        intensywności kontaktów.

        --
        Life's a journey, not a destination.
    • figgin1 Re: męcząca żona kolegi z pracy... 06.07.07, 13:48
      Mam pomysł. Poudawaj w jej towarzystwie, że robisz słodkie oczy do jej faceta.
      Od razu sie odczepi.
    • soemi Re: męcząca żona kolegi z pracy... 06.07.07, 13:53
      Trochę asertywności i konsekwencji. Nie rozumiem dlaczego rozmawiałaś z nią o
      swoich sprawach zdrowotnych skoro sama jej w nie nie wtajemniczyłaś.
      • bianna Re: męcząca żona kolegi z pracy... 06.07.07, 14:01
        Masz rację, teraz tego żałuję, nie powinnam na ten temat z nią rozmawiać.
        Jeżeli chodzi o jej męza, to rzeczywiście przez pewien czas była zazdrosna
        (częste wspólne wyjazdy w delegacje), co jeszcze zwiększyło ilość telefonów.
        Z powodów finansowych raczej odpada pomysł zajęcia jej czymś innym, dlatego cały
        czas spędza na zabawach z własnymi dziećmi i telefonowaniu do mnie. Wiem, że
        szuka pracy, ale jej ambicje są odwrotnie proporcjonalne do wykształcenia. Więc
        pewnie to długo potrwa :(
        Przed chwilą do mnie zadzwoniła z pretensjami, dlaczego nie odpowiadam na jej
        esemesa... Nawet nie zauważyłam, że doszedł. A mam się jej z tego tłumaczyć? Wrrr
        • konrado80 Re: męcząca żona kolegi z pracy... 06.07.07, 14:05
          powiedz jej ze jestes w pracy i nie masz czasu zajmowac sie odpisywaniem na jej
          smsy i rozmawianiu z nia przez telefon
        • kadfael Re: męcząca żona kolegi z pracy... 06.07.07, 14:08
          Jak zaczęłam czytać twoją relację, to chciałam powiedzieć-kobietka sama siedzi
          w domu, nudzi jej się, jest samotna-dlaczego nie okazać jej trochę
          zyczliwości...Ale kiedy przeczytałam, że zadzwoniła do Ciebie 9 razy w ciągu
          godziny zmienilam zdanie. To nękacz, wampir emocjonalny czy jeszcze jak tam
          inaczej mozna to nazwać. W każdym razie jedyny sposób-konsekwentnie ograniczać
          kontakt. jak dzwoni nieustannie-nie odbierać, na smsy nie odpowiadać...
        • i.nes Re: męcząca żona kolegi z pracy... 06.07.07, 14:08
          Słuchaj, nie można dać się tak emocjonalnie szantażować. Trzeba stanąć po
          własnej stronie! Skoro tak lubi esemesy, to napisz, że wasza obecna relacja jest
          dla Ciebie trudna, bo nie nawykłaś do utrzymywania tak częstych i intensywnych
          kontaktów. Poproś o uszanowanie Twojej potrzeby do prywatności poprzez bardziej
          dyskretny kontakt. Zobaczysz jak zareaguje ;)

          --
          Life's a journey, not a destination.
          • bianna Re: męcząca żona kolegi z pracy... 06.07.07, 14:21
            Genialne!
            Sama bym nie wpadła na tego typu sformułowanie.
            Nie jestem przyzwyczajona do inwigilacji, a napisała mi smsa, o której dziś mam
            zamiar wyjść z pracy. No paranoja... I po co ta wiadomość jest w ogole potrzebna
            tej osobie?
            Mój chłopak od samego początku, kiedy ją poznał, twierdził że z tą kobietą jest
            coś nie tak. Ja też już przestalam w to wątpić
            • i.nes Re: męcząca żona kolegi z pracy... 06.07.07, 14:23
              Słowa są ważne. "Inwigilacja" od razu źle się kojarzy, a "uszanowanie
              prywatności" nie powinno nikogo obrazić. Nie bój się! Napisz do niej. To Twoje
              życie :)

              --
              Life's a journey, not a destination.
    • bianna Re: męcząca żona kolegi z pracy... 06.07.07, 14:31
      Dziękuję za pomoc. O to właśnie mi chodziło. Asertywnie powiedzieć, żeby się
      odczepiła :)
      Mam tylko nadzieję, że teraz nie będzie wydzwaniać w celu wyjaśnienia sobie tej
      sytuacji. Bo niestety taka ona jest.
      • i.nes Re: męcząca żona kolegi z pracy... 06.07.07, 14:40
        bianna napisała:

        > Mam tylko nadzieję, że teraz nie będzie wydzwaniać w celu wyjaśnienia sobie
        > tej sytuacji. Bo niestety taka ona jest.

        Jeśli zadzwoni, to pokaże, że daleko jej do szanowania cudzej prywatności.
        A Ty? No cóż, powtórzysz to, co napisałaś i skończysz rozmowę :)

        --
        Life's a journey, not a destination.
    • mloda.kobietka23 Re: męcząca żona kolegi z pracy... 06.07.07, 14:33
      Zmien nr telefonu, a jej powiedz ze swoj zgubilas albo ktos go ukradl...:)
      • bianna Re: męcząca żona kolegi z pracy... 06.07.07, 14:37
        Ta opcja nie wchodzi w grę, łatwo dostanie nowy od kogokolwiek w mojej pracy,
        choćby od męża. Też już się nad tym zastanawiałam. Ale musimy obowiązkowo podać
        w firmie swój telefon kontaktowy na wszelki wypadek. Zmiana nic nie pomoże :(
        • baba67 Re: męcząca żona kolegi z pracy... 06.07.07, 14:44
          Masz szczescie, ze nie podlegasz w zadnym stopniu jej mezowi i nie od niego
          zalezy Twoja praca.
          Ta kobieta ma cos z psychika-te 9 telefonow kwalifikuje ja na psychoterapie.
          Z taka osoba to tak jak z paleniem albo wszystko albo nic.
          Czy nie mozesz konsekwentnie nie odbierac tel od niej i nie odpowiadac na sms?
          Oczywiscie najpierw trzeba sprobowac z tym szanowaniem prywatnosci, ale ja
          bardzo watpie czy to podziala.
          Nie wyjdziesz wcale na gbura, a zreszta nawet jesli to Ci chyba nie zaszkodzi ?
          Zreszta nie bedziesz gburem tylko kims kto broni sie przed wykorzystywaniem
          emocjonalnym.
      • i.nes Re: męcząca żona kolegi z pracy... 06.07.07, 14:43
        mloda.kobietka23 napisała:

        > Zmien nr telefonu, a jej powiedz ze swoj zgubilas albo ktos go ukradl...:)

        To jest ucieczka i życie w strachu, że nowy numer "się wyda". Krętactwa, uniki,
        wymigiwanie się. Na krótką metę można ignorować czyjeś telefony/esemesy, ale w
        którymś momencie trzeba wykazać się odwagą cywilną.

        --
        Life's a journey, not a destination.
        • baba67 Re: męcząca żona kolegi z pracy... 06.07.07, 14:52
          A co wtedy gdy wykazanie sie odwaga cywilna nic nie da?
          Oczywiscie trzeba najpierw poprosic grzecznie o uszanowanie cudzej prywatnosci.
          Jesli tego nie zrobilas wczesniej powiedz tez ze nie masz juz czasu na
          udzielanie lekcji angielskiego .Powiedziec, ze pytanie od czasu do czasu(raz na
          tydzien) i pogawedka telefoniczna jak najbardziej Ci odpowiada(jesli chcesz
          koniecznie softcorowo), ale na czeste kontakty po prostu nie masz czasu ni
          takiej potrzeby.
          Na 99% nie podziala.I wtedy dopiero ignorowac sms i tel.
          No bo jescze mozna zrobic? Oskarzyc kogos o nekanie ?
    • iberia.pl Re: męcząca żona kolegi z pracy...-babsko bluszcz 06.07.07, 19:33
      ktora nie ma wlsnego zycia.
      Podziwiam Cie, za cierpliwosc-ja bym juz dawno dala Jej jasno i dobitnie do
      zrozumienia, ze jest natretna.
    • kobieta_na_pasach mnie interesuje szczegolnie ten zabieg chirurgiczn 06.07.07, 19:35
      czy to moze bylo zmniejszenie pochwy?
    • bianna Re: męcząca żona kolegi z pracy... 06.07.07, 22:50
      Następna ciekawa cudzego życia ;[

      A tak wracając do tematu, napisałam jej esemesa. Odpisała mi w takim tonie, że
      w zasadzie chyba powinnam czuć się winna :) Ale mam to wszystko gdzieś, przez
      pół dnia nie męczyła mnie w żaden sposób. Swoją drogą w przyszłości współczuję
      jej dzieciom. Sporo się słyszy o takich toksycznych rodzicach.
      Dobrze, że już nie pracuję z jej mężem w jednym dziale, jestem pewna, że byłaby
      w tym momencie bardzo gęsta atmosfera. Obraziła się na bank.
      • gemini_87 Re: męcząca żona kolegi z pracy... 06.07.07, 23:17
        Lepiej, że się obraziła niż miałabyś to znosić. Doskonale wiem co czujesz z tym,
        że u mnie nie było 9 telefonów na godzinę (szok). Ale mam koleżankę, która
        dosłownie się przyssała, doszło kiedyś nawet do tego, że drżałam (dosłownie) na
        dźwięk telefonu i dzwonka do drzwi (brrrr). Ale u mnie sytuacja sama się
        rozwiązała, bo kumpela poszła na studia zmieniła otoczenie i znalazła sobie nowe
        "ofiary", a do mnie wpada sporadycznie (chwała Bogu). Tobie życzę rozwiązania
        sytuacji, nawet kosztem tego, że ta kobieta się obrazi, trudno... skoro nie
        rozumie po polsku, potrzebna jej "terapia wstrząsowa"...

        Ps: Faktycznie biedne jej dzieci... skoro do Ciebie tyle dzwoni i pisze... to co
        będzie z nimi... Wyjdą takie na imprezę (o ile im pozwoli) i więcej czasu
        spędzą przy telefonie, niż się bawiąc... ehhh :/
        • gemini_87 Re: męcząca żona kolegi z pracy... 06.07.07, 23:18
          za dużo tego "dosłownie" w jednym zdaniu :P
    • kranowa Re: męcząca żona kolegi z pracy... 06.07.07, 23:01
      olałabym i już. czasem bym telefon odebrała i przeprosiła, ze nie mogę teraz
      rozmawiać. sorry, własnie jestem w tramwaju, rodzi mi kotka, psikam pronto na
      powierzchnię i nie chcę wdychać.
      jak tak zrobisz do 10 razy, znajdzie inny atrakcyjny obiekt wydawania pieniedzy.
      Są takie babki, znam i zwyciezyłam.
    • bianna Re: męcząca żona kolegi z pracy... Dopisek 09.07.07, 14:42
      Dziś mnie rozwaliła totalnie... Kolega z działu miał w weekend urodziny. Mimo,
      że zna go bardzo słabo i tylko jako kolegę swego męża - najpierw do mnie
      wydzwaniała w zeszłym tygodniu w celu zaplanowania niespodzianki urodzinowej...
      Ostatecznie po moim piątkowym esemesie wydzwaniać przestała, ale mimo to dzis
      przyszła z prezentem dla kolegi (sic!). Możecie sobie wyobrazić jak się zdziwił,
      obca kobiet, żona innego pracownika przychodzi specjalnie dla niego do pracy,
      daje prezent i sklada życzenia...
      Aha, do mnie nie odezwała się słowem :)) co odbieram jako pozytyw, natomiast
      poprosiła o numer telefonu biednego kolegę. Chyba będę musiała go ostrzec...
      • summerwine Re: męcząca żona kolegi z pracy... Dopisek 09.07.07, 15:12
        jak widac energia kobiete rozpiera zmecz ja troche moze silownia ale taki
        wyciska na max jak sie zmeczy moze jej przejdzie gorzej jak jej sie spodoba ale
        ze ja dzieci nie zmacza hmmm jak ten maz z nia wytrzymuje

        ....................
        nigdy nie mow nigdy
        • baba67 Re: męcząca żona kolegi z pracy... Dopisek 09.07.07, 16:43
          To nie jest energia plynaca ze zdrowego zrodla.Jej zachowanie jest neurotyczne
          i majace na celu przyciagnac uwage otoczenia w celu dowartosciowania sie.
          Autentycznie energiczna kobieta zdobylaby wyksztalcenie i nie zrezygnowalaby z
          kariery zawodowej. To co robi jest zalosnie rozpaczliwe.
          Oczywiscie ostrzez kolege, tym bardziej ze jest facetem i jej atencje beda
          dwuznaczne.
    • bianna Jest gorzej - zadzwoniła! 10.07.07, 13:56
      Dziś rano o 7. Mam urlop, jeszcze spałam. MUSI dziś koniecznie się spotkać by
      sobie coś wyjaśnić!!! Powiedziałam, że nie da rady, bo po pierwsze nie ma mnie
      w mieście, po drugie - mam wiele spraw do załatwienia. Ostatecznie po jej
      licznych prośbach zgodziłam się na czwartek.

      Zadzwoniła znów o 9 - czy przypadkiem nie możemy się spotkać gdy będę wracać
      pociągiem, to sprawa życia lub śmierci... Powiedziałam, że dam znać, ale pewnie
      nie.

      Zadzwoniła o 13 - nie odebrałam, zaraz przyszedł sms, czy o niej jeszcze
      pamiętam... Napisałam, ze nie mam możliwości się dziś spotkać, tak jak
      ustaliłyśmy, ewentualnie czwartek. Telefon natychmiast: ona MUSI. Powiedziałam,
      że nie po to brałam urlop by się z nią spotykać, lecz po to by pozałatwiać
      swoje sprawy. Odłożyłam słuchawkę, a teraz zastanawiam się nad zgłoszeniem
      policji sprawy o nękanie... Waham się, bo to jednak może odbić się na mojej
      pracy.
      Wiem, że mimo wszystko będzie się chciała spotkać w czwartek. Nie mam na to
      ochoty, ten człowiek jest nienormalny!
      • kadfael Re: Jest gorzej - zadzwoniła! 10.07.07, 14:01
        To zdecydowanie urwij z nią kontakt. Nie odbieraj telefonów, nie odpowiadaj na
        smsy. To jedyny sposób, w końcu się znudzi.Bo póki Ty będziesz reagować ona
        pewnie nie da Ci spokoju. Policji tez nie masz na razie co mówić-przeciez
        odbierasz od niej telefony, umawiasz się na spotkanie dobrowolnie.
        • bianna Re: Jest gorzej - zadzwoniła! 10.07.07, 20:43
          Powiedzmy - dobrowolnie pod przymusem :)
          • serendepity Re: Jest gorzej - zadzwoniła! 11.07.07, 10:45
            Dlaczego przejmujesz sie telefonami od obcej osoby? Przestajesz odbierac i koniec.
            Dajesz sie manipulowac i wysysac. Przestaniesz odbierac i odzywac sie, to da Ci
            spokoj.
            Mozesz jeszcze raz dobitnie i wprost powiedziec, ze nie interesuje Cie
            kontynuowanie tej znajomosci.


    • morgen_stern Re: męcząca żona kolegi z pracy... 11.07.07, 12:32
      O rany, co za koszmar. Ws półczuję ci.
      Ale niepotrzebnie zgodziłaś się na to czwartkowe spotkanie. Tak, jak ktoś
      napisał - jakiekolwiek utrzymywanie kontaktu (odpisywanie na smsy, umawianie
      się na spotkania, dłuższe rozmowy) tylko ją utwierdzają w przekonaniu, jak ją
      lubisz i jakimi jesteście fajnymi przyjaciółkami. Kobieta ma ewidentny problem
      psychiczny. Ale ci się trafiło, ja cie kręcę.
      Nie ma wyjścia - całkowite zerwanie kontaktu, niedopowiadanie na smy,
      nieodbieranie telefonów. I odwołaj to spotkanie. Jako uzasadnienie
      powiedziałabym wprost- męczysz mnie, nie chę utrzymywać z tobą kontaktów,
      uważam, że masz probelm, ale to nie jest mój problem i nie chcę, żeby był. Nie
      ma wyjścia, bo subtelniejsze metody jak widać nie działają.
      Zastanowiłabym się też nad rozmową z mężem, choć to może być trudne z wiadomych
      względów. Ale jeśli już, to nie w pracy. Weź chłopaka ze sobą (jako świadka i
      przyzwoitkę hehe) i porozmawiajcie z nim szczerze przy piwie. Nie oskarżająco,
      ale z troską jakąś czy coś.
      Naprawde ci współczuję, bo to trudna i niezręczna sytuacja.
      Napisz, jak to się dalej potoczyło i co zrobiłaś.
      Na spotkanie nie idź!
      • baba67 Re: męcząca żona kolegi z pracy... 11.07.07, 14:11
        Ale dlaczego odebralas telefon o siodmej rano?
        Nie wylaczasz komorki kiedy spisz?
        Nie masz wyswietlania kto dzwoni ?
        Przeciez mialas prawo jeszcze spac, na urlopie bylas przeciez.
        Spotkaj sie z nia w neutralnym miejscu, pogawedz przez chwile, powiedz ze jesli
        zadzwoni np. za tydzien to na pewno bedziesz miala czas na chwile rozmowy,
        natomiast wczesniej nie masz czasu, ani na telefony, ani na sms ani na spotkanie.
        Jestes zajeta, masz mase spraw ktore sie pogromadzily, moze wyjedziesz nie
        wiesz, nie masz glowy do niczego innego.
        Drugie primo jest takie, ze nigdy nie wyobrazalas sobie przyjazni na zasadzie
        blizniat syjamskich-nic nie poradzisz.Nie chcesz jej urazac, ale to nie Twoja
        wina, ze czujesz sie osaczona.
        Mowilam, ze na 99% nuie podzila, i co mas robic, ale skoro juz sie
        wmanewrowalas to wyjdz z tego z twarza.
        • bianna Re: męcząca żona kolegi z pracy... 11.07.07, 14:32
          Zadzwoniła z nowego numeru, odebrałam odruchowo, myślałam, że dzwoni ktoś z
          pracy w jakiejś sprawie. Nie odbieram od niej telefonów gdy wyświetla się jej
          numer, więc zaczęła dzwonić z nieznanych numerów. Niedługo w ogole przestanę
          odbierać telefony ;[
          Oczywiście, wczoraj powiedziałam jej, że już żadne spotkania nie wchodzą w grę
          (ani w czwartek, ani w ogóle), po prostu jak zaczęła naciskać, to odłożyłam
          słuchawkę. Niemniej jednak dziś znów wysłała esemesa...
          O rozmowie z męzem zaczęłam myśleć wczoraj, chyba zrobię tak jak piszecie -
          wezmę pod rękę mojego chłopaka jako świadka. Mam wrażenie, że mój kolega w ogole
          nie ma o niczym pojęcia, dziś zachowywał się normalnie w pracy. Sama już nie wiem...
    • synvilla Re: Zmien telefon. 11.07.07, 14:46
      Powinno zadzialac.
      • bianna Re: Zmien telefon. 11.07.07, 18:07
        Już o tym pisałam wcześniej. Zmiana telefonu nic nie da, i tak dostanie numer
        od kogos z mojej pracy. Muszę podać w pracy numer kontaktowy do mnie. No chyba,
        że zmienię pracę, to numer też :)
        Rozpoczęłam totalną ignorancję telefonów i esemesów, nie odpowiadam na nieznane
        numery. Godzinę temu, mimo że już mowiłam, że w czwartek się nie spotkamy,
        napisała - czy jutro aktualne...
        Pomału zaczynam mysleć, że mi się to wszystko śni. Nie sądziłam, że coś takiego
        mi się może przytrafić
        • baba67 Re: Zmien telefon. 11.07.07, 18:21
          No nie wiem, jak juz jej obiecalas, to moze sie gdzies spotkacie?
          Na krotko, zebys mogla dobitnie wyjasnic.
          Ta kobieta jest chora, troche mi jej zal, choc bardziej Ciebie.
          Czy nie jest mozliwe spokojne i nieofensywne stwierdzenie, ze najczestszy
          tolerowany przez Ciebie kontakt to raz na tydzien ?
          Wtedy nawet jak do Ciebie zadzwoni mozesz powiedziec-nie mam czasu zadzwon w
          czwartek, to chwile pogadamy.
          No nie wiem, sama ocenisz co lepsze. Jesli sie nie zjawisz to znow nastapi
          ofensywa.
          • kadfael Re: Zmien telefon. 11.07.07, 18:38
            Z takimi ludźmi nie można utrzymywac kontaktu. Trzeba zerwać raz, definitywnie.
            Każdy nowy kontakt będzie dla tej kobiety sygnałem, że autorka wątku chce się z
            nią widywać. I chyba już to ktoś doradzał-ja bym pogadała z mężem tejdziewczyny.
            • synvilla Re: Zmien telefon. 11.07.07, 18:57
              Nie wiadomo jaki ten maz jest. Moze przekonany, ze ma najlepsza zone w domu.
              Najlepsza metoda do zerwania niechcianego kontaktu jest KONSEKWENTNE
              postepowanie.
              Np. Mowienie takiej "osobie bluszcz" ze sie nie ma czasu. Wylaczanie telefonu w
              swieta, czy w weekend. Ale powtarzanie tego bez konca az telefoniczny terror
              sie skonczy.Bo znajdzie sobie kogos innego.
              Nazwa tego zjawiska inaczej to "wampiryzm".

              Nie spotkalam sie z czym takim, do takiego stopnia.
              • baba67 Re: Zmien telefon. 11.07.07, 19:28
                Raz na tydzien to dla takiej kobiety jest tyle co nic. W efekcie na jedno
                wyjdzie-kontakt umrze smiercia naturalna.
                Ja bym radzila absolutne zerwanie kontaltu jesli nie bylo wspolpracy z mezem .
                Jesli bkobieta sama zrezygnuje bedzie mniej smrodu.
                • morgen_stern Re: Zmien telefon. 11.07.07, 21:02
                  Ale rozmowa z jej mężem nie miałaby na celu "robienie smrodu", chodzi o pomoc
                  tej kobiecie, przecież ona jest ewidentnie chora!
    • mimi_115 Re: męcząca żona kolegi z pracy... 11.07.07, 22:00
      Jest jeden sposób - całkowite zerwanie kontaku. Nie odpowiadaj na telefony,
      smsy i absolutnie nie spotykaj się z nią. Jedno spotkanie może być dla niej
      szansą na poprawę Waszych relacji i wszystko zacznie się od nowa. Niestety moim
      zdaniem litość będzie tu złym doradcą, musisz myśleć o sobie i być nieugięta.
      To sytuacja jak z filmu, współczuję Ci i życzę konsekwencji.
      • baba67 Re: męcząca żona kolegi z pracy... 11.07.07, 22:47
        Bardzo watpie czy rozmowa z mezem cos da. Nikt sie nie lubi dowiadywac. ze ma
        zone potrzebujaca pilnie pomocy psychologa, chocby nawet cos podobnego chodzilo
        mu po glowie. Reakcja moze byc nieciekawa.

        Idea ograniczenia kontaktu zabezpiecza przed odwetowymi zachowaniami wampirzycy.
        Maz moze zareagowac na radykalnego bana na zone, ale zrozumie, ze dziewczyna
        nie ma czasu na blizniakowanie syjamskie.
    • anahella Re: męcząca żona kolegi z pracy... 11.07.07, 23:27
      "nie jestem tak towarzyska, jak Ci sie wydaje" - to moj staly tekst do osob,
      ktore kontaktuja sie znacznie rzadziej niz ta pani z Toba. Nie zawsze skutkuje,
      ale w wiekszosci przypadkow dziala.

      Mozna jeszcze walnac zartem: "chyba bede musiala wprowadzic kartki na telefony
      od Ciebie", albo cos innego o limitowaniu rozmow.

      W sytuacjach skrajnych, gdy ktos jest naprawde namolny odbieram telefon i mowie:
      "nie moge teraz rozmawiac, pogadamy jutro albo pojutrze". A gdy to nie dociera,
      to odbijam rozmowy od tej osoby.

      Jednej namolnej osobie wcisnelam kit, ze ludziom wiszacym na telefonie
      intensyjniej rozwija sie alzheimer na starosc:P Lista schorzen od gadania przez
      telefon moze byc rozszerzona i zalezy tylko od Twojej wyobrazni. ;))))))
      Oczywiscie powolalam sie na nieistniejace badania naukowe, ktore rzekomo
      przeczytalam w "Wiedzy i Zyciu" :P

      Zakoncze tak: gadaczy telefonicznych i wszedobylsko-ciekawskich kolezanek nie da
      sie latwo spacyfikowac. Mi to sie pare razy udalo, co znaczy, ze i Tobie uda sie
      na pewno. Kilka osob sie obrazilo. No, ale skoro ktos uwaza, ze 3 telefony
      dziennie to niewiele - nie zal mi takiej znajomosci.
    • ahimsaboy Re: męcząca żona kolegi z pracy... 12.07.07, 12:28
      zablokuj jej numer telefonu wpisując go do "numerów filtrowanych" w swoim
      telefonie. smsy kasuj nie czytając.
    • martishia7 Re: męcząca żona kolegi z pracy... 12.07.07, 23:13
      Przepraszam,że tak się dopytuję ale przeczytałam cały wątek i ciekawa jestem co
      u Ciebie? Jak się sprawa rozwinęła? Mam nadzieję, że powoli będziesz miała spokój.
      • bianna Re: męcząca żona kolegi z pracy... 13.07.07, 09:56
        Niestety nie, wciąż wydzwania. Najgorsze, że co chwila z innego numeru. Do tego
        dzis 2 razy probowała ze swojego, nie odbieram. Wczoraj odebrałam nieznany numer
        i okazało się, że to ta kobieta. Ma moje książki i chce mi je oddać ;[
        Odpowiedziałam, że ma przekazać mężowi a ten mi. Nie dotarło, bo dzis już
        dostałam wiadomość, że wpadnie do firmy. No a potem dzwoniła dwa razy i tych
        rozmów nie odebrałam. Żołądek mi się przewraca na mysl, że mam ją dzis zobaczyć.
        Ten człowiek najwyraźniej sobie nie odpuszcza...
        • baba67 Re: męcząca żona kolegi z pracy... 13.07.07, 10:58

          No to wpadnie i odda ksiazki.
          W przyszlosci tez bedzie wpadala, musisz sie z tym pogodzic.
          Nie masz takiej mozliwosci, zeby nie odbierac w ogole nieznanych telefonow tj
          poopisywac wszystkich ktorzy sa w firmie, a dla innych zalozyc poczte glosowa?
          Jezeli komus zalezy nagra sie.
          • bianna Re: męcząca żona kolegi z pracy... 13.07.07, 11:27
            Oczywiscie mogę pozapisywać różne numery telefonów, jestem jednak w trakcie
            załatwiania pewnych spraw urzędowych i często dzwonią do mnie różne osoby z
            nieznanych numerów. Więc telefon odbieram między innymi z tego względu.
            Jeżeli przez dłuższy czas nie odpowiadam na telefony lub esemesy tej kobiety to
            dzwoni na telefon firmowy... Na razie nie informowałam kolegów z działu o całej
            sytuacji, bo jest ona dla mnie nieco krępująca, ale jednak chyba przekażę
            informację, że mają jej mówić, że mnie nie ma...
            Poza tym zdarzały się już sytuacje, że nagle do działu wpadał jej mąż ze swoim
            telefonem, bo jego żona chciała ze mną pilnie rozmawiać.

            Wg mnie jedynym sposobem pozbycia się jest totalna ignorancja. Żałuję tylko, że
            nie ukróciłam tej sprawy w zalążku.
            • baba67 Re: męcząca żona kolegi z pracy... 13.07.07, 12:48
              To rzeczywiscie pechowo sie zlozylo z tym urzedem.
              A koledze po rozmowie na temat pie..mozesz powiedziec czego dotyczyla ta
              strasznie wazna sprawa i powiedziec ze naprawde czujesz sie winna odbierajac
              takie telefony w czasie pracy.
    • qw994 Re: męcząca żona kolegi z pracy... 13.07.07, 12:54
      Ona ma chyba NAPRAWDĘ nierówno pod sufitem. Lepiej na nią uważaj.
    • emmanuella Re: męcząca żona kolegi z pracy... 13.07.07, 13:13
      Przepraszam, nie prezczytałam wszystkich wypowiedzi, ale czy rozmawiałaś z tym
      kolegą, moze powinien troche więcej czasu poświecić swojej żonie. Bo to
      faktycznie wygląda na obsesje :)
      • bianna Re: męcząca żona kolegi z pracy... 13.07.07, 14:50
        Prawdopodobnie z nim porozmawiam, choć obawiam się, że ma klapki na oczach pod
        tytułem: "moja żona" i że może to spowodować kłopoty w pracy... Jest
        kierownikiem, osobą nadrzędną nade mną.
        • praktiss Re: męcząca żona kolegi z pracy... 13.07.07, 15:43
          > Prawdopodobnie z nim porozmawiam, choć obawiam się, że ma klapki na oczach pod
          > tytułem: "moja żona" i że może to spowodować kłopoty w pracy... Jest
          > kierownikiem, osobą nadrzędną nade mną.

          Musisz się dobrze przygotować do tej rozmowy. Wynotuj sobie w ciągu kilku dni
          ilość sms i telefonów od niej (zwłaszcza tych w godzinach Twojej pracy). W
          razie tego pokażesz mu, że faktycznie jest to kłopotliwe. No i nie naskakuj na
          niego :-)
    • bianna Postąpiłam brzydko... 13.07.07, 16:27
      i wcale tego nie żałuję.
      Spieszę z wyjaśnieniami. Dostałam od niej wiadomość, że nie da rady jednak
      wpasc do firmy by oddac mi książki, czy możemy spotkać się po pracy? Mam jej
      tylko dać znać jak wyjdę to ona poczeka na moim przystanku autobusowym...
      Doszłam do wniosku, że lepiej temat książek zakończyć (jeden powód mniej do
      dzwonienia) i zgodziłam się na to spotkanie.
      Rzeczywiscie jak wysiadłam z autobusu, czekała na mnie. Książki oddała i
      powiedziała, że za 1,5 godz ma wizytę u lekarza,niedaleko mojego mieszkania
      więc może poczeka u mnie i na kawę ją zaproszę? Odpowiedziałam, że mam inne
      plany, a niedaleko jest kafejka i moze sobie tam pojść posiedzieć i nawet kawy
      się napić :) No i sobie poszłam...
      • kadfael Re: Postąpiłam brzydko... 13.07.07, 16:49
        Dlaczego brzydko? To nie jest zwykła sytuacja. Ta kobieta Cię nęka! Tylko tu
        nie miej wyrzutów sumienia!!!!
        • baba67 Re: Postąpiłam brzydko... 13.07.07, 17:25
          BRZYDKO ?
          Masz problemy z asertywnoscia i moze ta kobieta niechcacy oddala Ci
          przysluge,bo sobie to uswiadamiasz i uczysz sie (szybko, jestem pod wrazeniem
          :-)jak zachowywac sie asertywnie.
          Postapilas naprawde ok !
          Jesli umowilabym sie na chwile z najlepsza nawet przyjaciolka,na chwilke, bo mam
          cos potem, a ona zasugerowalaby mi jakas kawe, to mialabym prawo z zalem odmowic
          i ona jesli jest normalna nie obrazilaby sie.
    • morgen_stern Re: męcząca żona kolegi z pracy... 08.08.07, 16:44
      Bianna, jak się zakończyła ta sprawa? Dała ci już baba spokój? ;-)
      • zuza120 Re: męcząca żona kolegi z pracy... 08.08.07, 21:03
        też jestem ciekawa jak to się skończyło albo czy się skończyło ?
        • wrzosowe_wzgorze Zakończenie 16.08.07, 19:00
          zakończenie jest tutaj: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
          f=279&w=65461588
          • wrzosowe_wzgorze Re: Zakończenie 16.08.07, 19:02
            ups, źle się wkleiło.
            Poprawka:
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=279&w=65461588
            • hamerykanka Re: Zakończenie 16.08.07, 22:24
              jak rany....szukaj nowej pracy, ta cala sytuacja jest groteskowa!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja