porod z mezem czy bez?

IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 07.12.01, 17:29
i dlaczego?
    • Gość: Magda Re: porod z mezem czy bez? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 07.12.01, 22:54
      Ja rodziłam bez męża - to była nasza wspólna decyzja. Uznałam - że pomóc mi w
      niczym nie pomoże a będzie rozpraszać. Uznałam, że muszę skupić się na tym by
      dziecko przyszło na świat bezproblemowo i lepiej żeby mnie nie rozpraszało nic
      poza tym. Poza tym to dla faceta żadne estetyczne doznanie. Wtedy tak myślałam.
      Dziś... Wszystko skończyło sie dobrze - rodziłam 12 godzin ale bez komplikacji.
      Gdyby jednak się coś działo niedobrego...Patrzę na niego - jest cudownym ojcem.
      Być może niechcąc go przy porodzie odebrałam mu coś ważnego? Planujemy za dwa-
      trzy lata drugie dziecko. Już teraz wiem jak poród wygląda - nie spanikuję - i
      ...raczej będę chciała próbować rodzić z mężem. Porównamy - opowiem wtedy - czy
      lepiej tak czy tak.
    • Gość: vagin Re: porod z mezem czy bez? IP: 10.131.130.* 09.12.01, 19:28
      Z mężem. Nie chce mi się tłumaczyć dla czego ale możesz mi wierzyć , że wspólny
      poród to przeżycie jedyne w swoim rodzaju!!!!
    • Gość: Martyna Tylko z mezem. IP: 204.186.88.* 10.12.01, 23:44


      Jeszcze nie rodzilam wiec nie wiem na ile moja opinia wam sie przyda ale
      mysle, ze moge sie wypowiedziec.
      Chyba dobrze miec przy sobie kogos kto bedzie troszczyl sie o Nas gdy bedziemy
      lezaly w bolach calkowicie bezbronne. Maz powinien dbac o nas w razie
      niekompetencji personelu co zdarza sie w Polsce nierzadko bedzie naszym
      obronca .Maz bedzie podtrzymywal nasz psychicznie , emocjonalnie i bardziej
      chyba doceni fakt , ze to my rodzimy patrzac jak to meczymy sie przy porodzie.
      No i chyba najwazniejsze wiez z dzieckiem wydaje mi sie, ze ojciec powinien
      uczestniczyc w narodzinach jest przeciez ojcem.
      A co do wzgledow estetycznych- kiedys myslalam, ze nie chcialabym zeby moj
      mezczyzna ogladal mnie przy porodzie teraz mysle odwrotnie.
      My dziewczyny w chwili tak pieknej i waznej jak dawanie nowego zycia naprawde
      mamy wiecej zmartwiwn niz doznanaia estetyczne pzryszlego tatusia. Jak nas
      kocha nie bedzie to dla niego czyms obrzydliwym, bo nie bezie myslal w tych
      kategoriach. Sala porodowa to nie party, rewia mody czy tez lozkowe figo fago
      to nie miejsce gdzie powinno byc pieknie i pachnaco. DAJEMY NOWE ZYCIE i to w
      chwili porodu jest wazne to i nic innego.

      • Gość: vagin Re: do Martyny IP: 10.131.130.* 11.12.01, 11:48
        Nic dodać nic ująć!!!
        pozdrawiam.
      • Gość: ixi Re: Tylko z mezem. IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 13.12.01, 17:21
        Gość portalu: Martyna napisał(a):


        >
        > Chyba dobrze miec przy sobie kogos kto bedzie troszczyl sie o Nas gdy bedziemy
        > lezaly w bolach calkowicie bezbronne. Maz powinien dbac o nas w razie
        > niekompetencji personelu co zdarza sie w Polsce nierzadko bedzie naszym
        > obronca .Maz bedzie podtrzymywal nasz psychicznie , emocjonalnie i bardziej
        > chyba doceni fakt , ze to my rodzimy patrzac jak to meczymy sie przy porodzie.

        Widziałam w swoim życiu trochę porodów, z partnerem i bez. Według moich wrażeń w
        większości przypadków facet jest bardziej zestresowany i przerażony od kobiety,
        tak że z tą obroną to różnie bywa. A co do wrażeń estetycznych - niestety
        mężczyźni są wzrokowcami.
        Wg mnie najlepiej jest rodzić z koleżanką albo siostrą, kuzynką, taką która sama
        rodziła lub się nie boi widoku krwi i innych niespodzianek.


        • yesnie Re: Tylko z mezem. 30.12.01, 21:23

          >
          > Widziałam w swoim życiu trochę porodów, z partnerem i bez. Według moich wrażeń
          > w
          > większości przypadków facet jest bardziej zestresowany i przerażony od kobiety,
          >
          > tak że z tą obroną to różnie bywa. A co do wrażeń estetycznych - niestety
          > mężczyźni są wzrokowcami.
          > Wg mnie najlepiej jest rodzić z koleżanką albo siostrą, kuzynką, taką która sa
          > ma
          > rodziła lub się nie boi widoku krwi i innych niespodzianek.
          >
          >




          Facet przygotowany do porodu tzn. taki który wie co ma (i może) się dziać, i
          chce w tym uczestniczyć, nie będzie ciężarem ani dla matki ani dla personelu. A
          najlepszym podsumowaniem do rozważań o estetyce i krwi sa słowa mojego
          znajomego, który zapytany czy nie bał sie, że zemdleje odpowiedział: "A
          zemdlalbyś gdyby Ci sie dom palił?". I był przy porodach obojga swoich dzieci.

      • Gość: Elzbieta Re: Tylko z mezem. IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 14.12.01, 21:07
        Martyna doprawdy jestem pelna podziwu dla twojej dojrzalosci. To co piszesz
        jest naprawde przemyslane i madre. Ja rodzilam dwa razy .Raz bez meza, bo takie
        byly czasy, ze sie ojcow na sale porodowa nie wpuszczalo. O maly wlos
        kosztowaloby nas to zycie. Wlasciwie to tylko cud, ze dziecko przezylo. Nawet
        nie wiesz co bym wtedy dala, zeby maz znalazl sie przy nas. Wiedzialam, ze nie
        urodze bez cesarki, ale to nikogo nie obchodzilo. Mialam nawet mysl, aby
        podciac sobie zyly aby tylko zwrocic ich uwage, ze trzeba nam pomoc. Nie chce
        pisac o szczegolach, ale wierz mi, ze w takiej sytuacji nikt nie zastanawialby
        sie czy powinienem tam byc czy nie.Drugi porod odbyl sie w obecnosci mojego
        meza, nie w Polsce. Czulam sie bezpieczna. Wiedzialam, ze mam kolo siebie
        kogos kto w razie nieprzewidzianej sytuacji bedzie o nas walczyl. Poza tym to
        naprawde bylo piekne przezycie dla nas obydwojga. Zaden ojciec nie powinien
        przegapic takiej okazji.
    • Gość: Jorland Re: porod z mezem czy bez? IP: 192.168.1.* / *.niedziela.pl 11.12.01, 12:23
      To przede wszystkim istotne dla rodzącej - obecność kogoś bliskiego. Z punktu
      widzenia faceta najgorszy jest strach przed nieznanym. Nie tyle przed samą
      fizjonomią porodu ale właśnie przed zetknięciem się z czymś zupełnie nieznanym
      dotychczasowemu doświadczeniu. Gdy już przełamie się ten pierwszy lęk (cóż, razem
      robiliśmy, razem rodzimy), potem idzie łatwiej. Z moich znajomych, którzy rodzili
      wspólnie z żonami, większośc była zadowolona. Jeden tylko był nieco zdegustowany
      ale zdawał sobie sprawę, że przez samą obecność bardzo pomógł małżonce.
      • kathy Re: porod z mezem czy bez? 11.12.01, 12:38
        Gość portalu: Jorland napisał(a):

        > To przede wszystkim istotne dla rodzącej - obecność kogoś bliskiego. Z punktu
        > widzenia faceta najgorszy jest strach przed nieznanym. Nie tyle przed samą
        > fizjonomią porodu ale właśnie przed zetknięciem się z czymś zupełnie nieznanym
        > dotychczasowemu doświadczeniu. Gdy już przełamie się ten pierwszy lęk (cóż, raz
        > em
        > robiliśmy, razem rodzimy), potem idzie łatwiej. Z moich znajomych, którzy rodzi
        > li
        > wspólnie z żonami, większośc była zadowolona. Jeden tylko był nieco zdegustowan
        > y
        > ale zdawał sobie sprawę, że przez samą obecność bardzo pomógł małżonce.

        Z całym szacunkiem, ale rodzi jednak tylko kobieta. Śmieszą mnie te wypowiedzi
        mężczyzn o wspólnym rodzeniu. Rozumiem, że są kobiety, którym pomaga obecność
        męża przy porodzie ( ja do nich nie należę), ale mężczyźni mówiący " będziemy
        razem rodzić", "urodziliśmy dziecko" przypominają mi mrówkę siedzącą na słoniu,
        która mówi "ale daleką drogę przeszliśmy".

        • Gość: Jorland Re: porod z mezem czy bez? IP: 192.168.1.* / *.niedziela.pl 11.12.01, 13:01
          kathy napisał(a):

          > Gość portalu: Jorland napisał(a):
          >
          > > To przede wszystkim istotne dla rodzącej - obecność kogoś bliskiego. Z pun
          > ktu
          > > widzenia faceta najgorszy jest strach przed nieznanym. Nie tyle przed samą
          >
          > > fizjonomią porodu ale właśnie przed zetknięciem się z czymś zupełnie niezn
          > anym
          > > dotychczasowemu doświadczeniu. Gdy już przełamie się ten pierwszy lęk (cóż
          > , raz
          > > em
          > > robiliśmy, razem rodzimy), potem idzie łatwiej. Z moich znajomych, którzy
          > rodzi
          > > li
          > > wspólnie z żonami, większośc była zadowolona. Jeden tylko był nieco zdegus
          > towan
          > > y
          > > ale zdawał sobie sprawę, że przez samą obecność bardzo pomógł małżonce.
          >
          > Z całym szacunkiem, ale rodzi jednak tylko kobieta. Śmieszą mnie te wypowiedzi
          > mężczyzn o wspólnym rodzeniu. Rozumiem, że są kobiety, którym pomaga obecność
          > męża przy porodzie ( ja do nich nie należę), ale mężczyźni mówiący " będziemy
          > razem rodzić", "urodziliśmy dziecko" przypominają mi mrówkę siedzącą na słoniu,
          > która mówi "ale daleką drogę przeszliśmy".

          Zapewniam, że przy wspólnym porodzie nikt nie próbuje zamieniać się miejscami.
          Oczywiście, że rodzi kobieta, rolą faceta jest natomiast "podtrzymywanie na
          duchu". Jasne, że hasła typu "urodziliśmy razem" to tylko emocjonalny wyraz
          wspólnego przeżycia. Też znam kobiety, które nie chciały mężów przy porodzie -
          gusta przecież są różne.
        • Gość: Aga Re: porod z mezem czy bez? IP: *.*.*.* 12.12.01, 09:44
          A ja twierdzę, że naprawdę mój mąż "rodził" ze mną. Wyobrażacie sobie przez
          kilkanaście godzin masować kobiecie krzyż, a w przerwach między skurczami
          trzymać ją, bo śpi? Tak było ze mną. Oprócz tego podawał mi picie, pomagał
          wstawać, cały czas byłaktywny.
          no i jedna dziewczyna pisała o rozpraszaniu. Mnie mąż rozpraszał, i dlatego
          teiwrdzę, że było fajnie, bo tym odwracał moją uwagę od bólu i zmęczenia. Chyba
          o to chodzi, nie?
        • Gość: Piotr Do Kathy IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 12.12.01, 10:55
          kathy napisał(a):

          > Gość portalu: Jorland napisał(a):
          >
          > > To przede wszystkim istotne dla rodzącej - obecność kogoś bliskiego. Z pun
          > ktu
          > > widzenia faceta najgorszy jest strach przed nieznanym. Nie tyle przed samą
          >
          > > fizjonomią porodu ale właśnie przed zetknięciem się z czymś zupełnie niezn
          > anym
          > > dotychczasowemu doświadczeniu. Gdy już przełamie się ten pierwszy lęk (cóż
          > , raz
          > > em
          > > robiliśmy, razem rodzimy), potem idzie łatwiej. Z moich znajomych, którzy
          > rodzi
          > > li
          > > wspólnie z żonami, większośc była zadowolona. Jeden tylko był nieco zdegus
          > towan
          > > y
          > > ale zdawał sobie sprawę, że przez samą obecność bardzo pomógł małżonce.
          >
          > Z całym szacunkiem, ale rodzi jednak tylko kobieta. Śmieszą mnie te wypowiedzi
          > mężczyzn o wspólnym rodzeniu. Rozumiem, że są kobiety, którym pomaga obecność
          > męża przy porodzie ( ja do nich nie należę), ale mężczyźni mówiący " będziemy
          > razem rodzić", "urodziliśmy dziecko" przypominają mi mrówkę siedzącą na słoniu,
          >
          > która mówi "ale daleką drogę przeszliśmy".
          >

          Nie wiem czy juz rodzilas ale mysle ze dla wielu kobiet ma tu znaczenie aspekt
          emocjonalny. I nie chodzi przeciez o to kto ma 100% "zaslug" a kto np. 30%. Moja
          Zona sama, ostentacyjnie podkresla ze RODZILISMY RAZEM i tyle. Dla niej to wazne.
          Poza tym my faceci nawet gdybysmy chcieli.... Coz mozna zrobic??
          Pozdrawiam
          • Gość: tyrysek Re: Do Kathy IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 14.12.01, 01:26
            dzieki za informacje
            prosze o jeszcze ;-))
            a jak uczestnictwo meza wplywa na dalsze zycie pary?
            widok kobiety (w dodatku tej jedynej) w takiej sytuacji jest chyba nawet dla
            najlepiej przygotowanego mezczyzny szokujacy...
            • Gość: Nell Re: Do Tygryska IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 21.12.01, 18:11
              Slyszalam, ze niektorzy panowie po porodzie rodzinnym nabieraja wstretu seksualnego do żony...
              • Gość: Monika Re: Do Tygryska IP: *.toronto91.dialup.canada.psi.net 24.12.01, 13:14
                Do ciebie twoj stary juz dawno nabral wstretu i to bez udzialu w porodach.
                • Gość: Monika Re: Do Nell IP: *.toronto91.dialup.canada.psi.net 24.12.01, 13:17
                  Do ciebie twoj stary juz dawno nabral wstretu i to bez udzialu w porodach.
          • kathy Re: Do Piotra 14.12.01, 08:01
            Gość portalu: Piotr napisał(a):

            > kathy napisał(a):
            >
            > > Gość portalu: Jorland napisał(a):
            > >
            > > > To przede wszystkim istotne dla rodzącej - obecność kogoś bliskiego.
            > Z pun
            > > ktu
            > > > widzenia faceta najgorszy jest strach przed nieznanym. Nie tyle przed
            > samą
            > >
            > > > fizjonomią porodu ale właśnie przed zetknięciem się z czymś zupełnie
            > niezn
            > > anym
            > > > dotychczasowemu doświadczeniu. Gdy już przełamie się ten pierwszy lęk
            > (cóż
            > > , raz
            > > > em
            > > > robiliśmy, razem rodzimy), potem idzie łatwiej. Z moich znajomych, kt
            > órzy
            > > rodzi
            > > > li
            > > > wspólnie z żonami, większośc była zadowolona. Jeden tylko był nieco z
            > degus
            > > towan
            > > > y
            > > > ale zdawał sobie sprawę, że przez samą obecność bardzo pomógł małżonc
            > e.
            > >
            > > Z całym szacunkiem, ale rodzi jednak tylko kobieta. Śmieszą mnie te wypowi
            > edzi
            > > mężczyzn o wspólnym rodzeniu. Rozumiem, że są kobiety, którym pomaga obecn
            > ość
            > > męża przy porodzie ( ja do nich nie należę), ale mężczyźni mówiący " będzi
            > emy
            > > razem rodzić", "urodziliśmy dziecko" przypominają mi mrówkę siedzącą na sł
            > oniu,
            > >
            > > która mówi "ale daleką drogę przeszliśmy".
            > >
            >
            > Nie wiem czy juz rodzilas ale mysle ze dla wielu kobiet ma tu znaczenie aspekt
            > emocjonalny. I nie chodzi przeciez o to kto ma 100% "zaslug" a kto np. 30%. Moj
            > a
            > Zona sama, ostentacyjnie podkresla ze RODZILISMY RAZEM i tyle. Dla niej to wazn
            > e.
            > Poza tym my faceci nawet gdybysmy chcieli.... Coz mozna zrobic??
            > Pozdrawiam


            Nigdy nie wypowiadam sie tak zdecydowanie na temat, w którym nie mam
            doświadczenia. Rodziłam dwukrotnie, za każdym razem bez męża. Pierwszy raz, bo
            nie było to możliwe ( takie były czasy), drugi raz świadomie nie chciałam
            obecności męża przy porodzie. Nie chodzi mi o zasługi tylko o rzeczywistość. Poza
            tym staram się zawsze wczuć w sytuację drugiej osoby i dlatego właśnie nie
            chciałm, by mój mąż był przy porodzie, bo okropna jest sytuacja mężczyzny, który
            patrzy na cierpienie kobiety i nie może NIC pomóc. Ja bym osobiście nie zniosła
            takiej sytuacji. Dlaczego miałabym wymagać tego od najbliższej mi osoby?

            • Gość: Elzbieta Re: Do Piotra IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 14.12.01, 21:35
              Kathy, a gdybys nie mogla urodzic, a personel medyczny by to lekcewazyl. Jak
              czulabys sie gdybys wiedziala, ze twoje dziecko umiera a nikt nie chce ci
              pomoc? My wszyscy liczymy, ze nic zlego nam sie nie moze przytrafic, komus
              innemu tak ale nie nam. Zycie jednak nie jest takie rozowe. Mysle,ze gdybys
              wiedziala, ze od obecnosci meza zalezy zycie waszego dziecka, nie
              zastanawialabys sie nawet minuty.To moze sie zdarzyc kazdemu.
              • Gość: kasia Re: Do Piotra IP: 212.244.59.* 28.12.01, 11:51
                Zgadzam się z moją imienniczką - tylko bez męża, też już rodziłam, miałam dobrą
                położną, więc nie musiałam się bać. Akurat to jest ważne,a nie żeby mąż był, bo
                może narobić rabanu kiedy nie trzeba i skąd niby, jeśli nie jest lekarzem
                będzie wiedział, że konieczna jest cesarka??? I jak przekona lekarza, który
                odmówi jej zrobienia - da w mordę (przepraszam za wyrażenie)? Co do mojego
                porodu, to w pewnym momencie lekarka rzuciła się do mnie histerycznie, do sobie
                kucnęłam przy kroplówce, a położna do niej: spokojnie, dobrze jak dziewczyny
                kucają. A zatem byłaby mnie bez powodu reanimowała nieświadoma tego co się
                dzieje lekarka. A co dopiero mąż, który w ogóle nie wie, co się dzieje.
                Obserwowałam poród kobiety, która wyła i kopała położną choć to był jej drugi
                poród i nie dała się naciąć, więc popękała, też małżonek mógłby atakować
                personel, że ją dręczą.
                Rozumiem argumenty: podniesie na duchu, choć osobiście mnie by denerwował - jak
                piąte koło u wozu plączące się pod nogami obsłudze warsztatu.
                Natomiast jak słyszę: rodziliśmy, urodzimy mówione przez facetów skojarzenie z
                mrówką i słoniem wydaje mi się na miejscu.
    • evunia Re: porod z mezem czy bez? 14.12.01, 09:12
      Ja, natomiast dodam cos, czego tu jeszcze nikt nie poruszyl. Mam kolezanke,z
      ktora maz byl przy porodzie.Potem stracil do niej pociag(co do tej czesci
      ciala),bo twierdzil ze caly ten proces zaszokowal go.Mysle ze to bardzo smutne.
    • Gość: Elzbieta Re: porod z mezem czy bez? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 14.12.01, 21:25
      LUDZIE PRZESTANCIE PISAC O RZECZACH NIEISTOTNYCH. WYOBRAZCIE SOBIE ZE OD TEGO
      ZALEZY ZYCIE WASZEGO DZIECKA. KOBIETA RODZACA JEST BEZBRONNA. OJCOWIE WY
      MOZECIE BYC ICH JEDYNA DESKA RATUNKU W SYTUACJI GDY COS BEDZIE NIE TAK A
      PERSONEL MEDYCZNY BEDZIE TO LEKCEWAZYL. TO JEST WSPANIALE,ZE MACIE SZANSE TAM
      BYC. WIERZCIE PISZE TO Z WLASNEGO DOSWIADCZENIA. NIE CHCIELIBYSCIE SIEDZIEC W
      DOMU, GDY W TYM CZASIE ZYCIE WASZEGO DZIECKA BYLOBY ZAGROZONE. JAK CZULIBYSCIE
      SIE GDYBY UMARLO BO NIE BYLO NIKOGO KTO BY MU POMOGL. MOWILIBYSCIE WTEDY O
      DOZNANIACH ESTETYCZNYCH?
      • Gość: Nell Re: porod z mezem czy bez? IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 20.12.01, 21:45
        Nie dramatyzuj tak!! Co, maz by dal po mordach personelowi medycznemu, by sie wzieli do roboty? A
        moze by zemdlal na widok krwi..
        • Gość: Elzbieta Re: porod z mezem czy bez? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 21.12.01, 07:05
          Widze, ze jak na razie nic zlego ci sie nie przytrafilo. Ja rodzilam pierwsze
          dziecko w czasie kiedy ojcowie nie mogli przy tym byc. Mimo polozenia
          poprzecznego lekarze nie chcieli zrobic cesarki. Blagalam ich o to,ale nie
          reagowali. Po 12 godzinach akcja porodowa ustala, puls dziecka slabl, a na
          cesarke bylo juz za pozno. To co potem nastapilo bylo rzeczywiscie bardzo
          dramatyczne. Wypychanie dziecka na sile, rozcinanie, lamanie zeber itp.Dziecko
          urodzilo sie bez oddechu, ale zostalo na szczescie uratowane. Tego wszystkiego
          mozna bylo uniknac gdyby tylko byl przy mnie moj maz. Napewno jego glos bylby
          bardziej skuteczny niz moj z pozycji lozka. Maz byl przy porodzie naszego
          drugiego syna i bylo to dla nas obydwojga piekne przezycie. Do dzisiaj wspomina
          jak syn przestal plakac gdy chwycil swoja mala raczka jego reke.
          • Gość: Nell Re: porod z mezem czy bez? IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 21.12.01, 13:08
            Ty przez 12 godzin lezalas i czekalas az urodzisz dziecko, nieprawdopodobne! Przeciez trzeba chodzic,
            najlepiej po schodach! W szpitalu znalazlam sie o godz 18stej, urodzilam o 24minut 15. W lozku
            lezalam lacznie 2 godziny. O 23 rozmawialam jeszcze z moja mama przez telefon. Mi tez akcja
            porodowa zanikala, juz ok 19, ale dostalam zastrzyk na przyspieszenie akcji porodowej. Ty chyba
            rodzilas 20 lat temu...Co to za szpital!!
          • Gość: Nell Re: porod z mezem czy bez? IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 21.12.01, 18:10
            Czy usg nie wykazalo, jakie polozenie ma dziecko? Przeciez lekarz prowadzacy od razu powinien
            skierowac Cie do porodu przy uzyciu cesarskiego ciecia? Jak moglas tego nie zalatwic? W dniu
            porodu czekalas jak ciele przez 12 godzin, lezalas na lozku, dlaczego nie bylas stanowcza i czy w tym
            szpitalu nie bylo telefonu, jezeli sama nie potrafilas zalatwic sprawy, to moglas przeciez zadzwonic do
            meza? Faktycznie , jezeli maz ma rownie niezaradna zone, co Ty, to powinien byc przy porodzie..
        • Gość: Nell Re: porod z mezem czy bez? IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 21.12.01, 13:01
          To przykre, co Ci sie przytrafilo. Napisz mi gdzie rodzilas? Chyba powinnas ostrzec inne kobiety
          przed tym szpitalem!!!! Te polamane zebra, nieprawdopodobne!To chyba byla rzeznia jakas, z
          rzeznikami zamiast lekarzy....Ty powinnnas podac ich do sadu. Horror!! Ja bym tego nie puscila
          plazem.Juz poolzenie posladkowe dziecka jest przyczynkiem do ciecia cesarskiego.
          Ja rodzilam w klinice AM w Bydgoszczy, bez meza, silami natury, bez znieczulenia. Nie chcialam, zeby
          maz byl obecny w trakcie porodu, pry drugim dziecku rowniez nie chce. Nie jest lekarzem, nie jest
          kobieta, przeszkadzalby mi tylko , a nie pomagal.
          • Gość: dodo Dobry ojciec? IP: 209.226.65.* 21.12.01, 16:26
            A teraz takie pytanie: czy bycie przy porodzie czyni mezczyzne dobrym/lepszym
            ojcem?
            Mam roznych znajomych - jedni rodzili razem, inni odzielnie - z moich
            obserwacji wynika, ze na bycie dobrym ojcem nie mialo i nie ma to zadnego
            wplywu. Rowniez zreszta i na trwalosc malzenstwa, niestety.
            Z przykroscia stwierdzam, ze znam kilku tatusiow, ktorzy uczestniczyli w
            porodzie, wzruszali sie wtedy i drzeli z roznych obaw a po latach, po rozwodzie
            trudno ich namowic do spedzenia z tym ukochanym dzieckiem weekendu...
            No i oczywiscie sa i tacy, co to nawet nie byli w tym samym miescie, gdy sie
            ich dzieci rodzily a ojcami sa wzorowymi...
            Pewnie - nie ma regul ale z moich obserwacji wynika, ze obecnosc ojca na sali
            porodowej to wylacznie pewien egoizm i niedojrzalosc matki, ktora nie chce byc
            sama tudziez jakas ciekawosc mezczyzny, ktory chce wiedziec "jak to naprawde
            jest" a z rodzicielstwem jako takim ma to doprawdy niewiele wspolnego.
            A do Elzbiety, ktora wierzy, ze obecnosc taty zmienilaby poziom opieki nad nia
            w czasie porodu - szczerze watpie by tak bylo. Jesli ta opieka byla fatycznie
            tak marna, to gdyby sie twoj maz zaczal domagac czegos wiecej, bylby po prostu
            wyproszony i byloby po sprawie. Takie jest zycie.
            • Gość: Nell Re: Dobry ojciec? IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 21.12.01, 17:57

              > Pewnie - nie ma regul ale z moich obserwacji wynika, ze obecnosc ojca na sali
              > porodowej to wylacznie pewien egoizm i niedojrzalosc matki, ktora nie chce byc
              > sama tudziez jakas ciekawosc mezczyzny, ktory chce wiedziec "jak to naprawde
              > jest" a z rodzicielstwem jako takim ma to doprawdy niewiele wspolnego.
              >
              Dokladnie to samo powiedziala mi moja kuzynka, ktora jest polozna. Glownie motorem do wspolnego
              przezywania porodu sa mezczyzni. To oni chca widziec , jak to wyglada. Z dobrym ojcostwem to nie ma
              nic wspolnego. Moj maz jest najwspanialszym ojcem na swiecie, chociaz zarowno on jak i ja nie
              chcielismy porodu rodzinnego. Jest bardzo odpowiedzialny, troskliwy, czesto wyrecza mnie w moich
              obowiazkach wzgledem domu jak i dziecka. Niektorzy tatusiowie, uczestnicy porodow, mogliby tylko brac z
              niego przyklad.
              A kobiety no coz, glownie z tchorzostwa daza do obecnosci meza przy porodzie.
              • Gość: dodo Re: Dobry ojciec? IP: 209.226.65.* 21.12.01, 18:56
                Gość portalu: Nell napisał(a):

                > A kobiety no coz, glownie z tchorzostwa daza do obecnosci meza przy porodzie.

                Nie wiem czy to zaraz "tchorzostwo" - to bardzo mocne i dosc obrazliwe slowo. Dla
                mnie to jest raczej nie docenianie Matki Natury.
                Tak to juz jakos ta Matka nasza Natury wymyslila, ze do zaplodnienia potrzeba nas
                oboje ale do porodu trzeba juz tylko mamy.
                Niby wszyscy sa teraz tacy wyczuleni na postepowanie zgodnie z Natura a w tej
                jednej kwestii zapominaja o prostej fizjologii - mezczyzna (jako taki) jest przy
                porodzie kompletnie ale to kompletnie niepotrzebny. Aby wiec byc
                konsekwentnie "za prawami Natury" nalezy sobie jednak powiedziec, ze porod do
                zadanie dla kobiety i tak ma byc.
                Jezeli jakiejs parze jest to tak szalenie potrzebne, to czemu nie... Ale nie
                nalezy sobie chyba wmawiac, ze to uczyni dwoje ludzi blizszymi sobie badz stana
                sie dzieki temu doswiadczeniu lepszymi rodzicami. Takich cudow nie ma i nalezy
                miec tego swiadomosc.
                Zarowno na bycie dobra para jak i na bycie dobrymi rodzicami pracuje sie latami i
                trzeba dac z siebie o wiele wiecej niz kilkanascie godzin na sali porodowej.
                Porod, nawet najdluzszy i najbardziej skomplikowany, to tylko chwilka w
                kontekscie tego, na co kazdy z nas zdecydowal sie tworzac nowego czlowieka.
                • Gość: Nell Re: Dobry ojciec? IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 21.12.01, 19:21
                  Czy Twoje stwierdzenie,ze obecnosc ojca na sali
                  porodowej to wylacznie pewien egoizm i niedojrzalosc matki, nie jest obrazliwe? Nie chcialabym,
                  azeby ktos nazwal mnie egoistyczna i niedojrzałą, to ma wlasnie negatywny i obrazliwy wydzwiek ,
                  moze bardziej niz nazwanie tchorzliwa. Byc tchorzliwym, to znaczy bac sie, bac sie nieznanego i tego,
                  co moze sie ze mna i z dzieckiem stac przy porodzie, czuc obawe przed bolem i niemoznoscia
                  dzialania, zaleznoscia od innych. A bycie egoistycznym i niedojrzalym przekresla wartosciowosc takiej
                  osoby jako matki i czlowieka.
    • Gość: Maruda Re: porod z mezem czy bez? IP: *.nyc.rr.com 21.12.01, 20:15
      Kobiety, co wy wogole wygadujecie???
      Ze jesli skrecona bolem , zupelnie obca i przerazona niedosc ze nowej
      dla niej sytuacji, a i w obcym i nieczesto nienajbardziej przyjaznym
      srodowisku personelu medycznego kobieta oczekuje wsparcia od ojca
      dziecka to zaraz jest tchorzem???? Co to za brednie????
      jak jestescie takie dzielne, to prosze bardzo, ale nie chrzancie, ze to zaraz
      egoizm i podlosc ze strony kobiety? Bo co? Bo facet moze miec mieszane
      doznania estetyczne???
      O czym my w oglole mowimy??? Jak kto sobie nie zyczy, to prosze bardzo,
      ale po co ludziom kit wciskac, ze sie w ogole nie powinno takich praktyk
      stosowac. Ludzie maja rozne potrzeby. Ja sobie na przyklad nie
      wyobrazam samodzielnego zmagania z porodem i nikt mi sie bedzie
      wmawial, ze robie cos zlego.
      Opamietajcie sie troche.

      Pozdrawiam, zwlaszcza ciebie Elzbieta, bardzo serdecznie :-)
      • Gość: t Re: porod z mezem czy bez? IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 21.12.01, 20:45
        a ja proponuję poród bez żony!
      • Gość: Nell Re: porod z mezem czy bez? IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 21.12.01, 20:57
        No znalazla sie jedna, ktora poruszyla mrozaca krew w zylach opowiesc Elzbiety!! Bardzo jej
        wspolczuje, moze jak by mnie spotkalo to samo, co ją MYSLALABYM PODOBNIE. Ale mnie nie
        spotkalo. Elzbieto, napisz gdzie rodzilas i kędy, ze ci zebra polamali przy porodzie?Ja rodzilam sama i
        sama chcialam sie wzmagac ze swoim bolem, poprostu zaciskalam zeby i gryzlam poduszke. Nie
        wylam tak jak inne kobiety, nie wyzywalam wulgarnie lekarzy, nie blagalam o cesarke przy
        odpowiednim polozeniu dziecka, a zdarzaly sie takie kobiety.. Naprawde , na sali porodowej czasami
        zdarzaja sie "cyrki". To takim, histerycznym, przestraszonym kobietom potrzebne sa porody rodzinne,
        zonom, ktore nie potrafia zrobic jednego kroku bez meza, zniesc bolu w milczeniu! Przeciez kobiety
        rodzily i rodza od tysiecy lat, sa do tego stworzone przez nature. Naprawde, kobieta, gdy jest silna i nie
        jest panikarą zniesie wszystko, nawet najgorszy bol porodowy, Po co do tego maz, chyba tylko, zeby
        przeszkadzal. Niech siedzi lepiej w domu, wysprzata mieszkanie i zbierze sily na nadchodzace,
        nieprzespane noce, przebiegajace w rytm wrzaskow noworodka. To bedzie najprawdziwszy,
        najbardziej miarodajny egzamin z jego ojcostwa!
        • Gość: dodo Do Nell IP: 209.226.65.* 21.12.01, 21:13
          i tu sie zgadzamy co do joty - tych pare dni w szpitalu (lacznie zporodem) to
          pestka w porownaniu z cala reszta, o ktora przeciez w koncu chodzi!
          • Gość: Nell Re: Do Nell IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 21.12.01, 21:25
            Wlasnie:)) Tylko jestesmy w mniejszosci..:(. Nawet seksuolog, p. Depko odpowiedzial mi, ze porod
            cementuje zwiazek...chociaz ja uwazam, ze na cementowanie zwiazku porod nie ma zadnego wplywu.
            no i jeszcze pozostaje aspekt wstretu seksualnego meza wzgledem zony, majacy czasami miejsce
            po porodzie rodzinnym, ale na to p. Depko dal wymijajaca odpowiedz, niewnoszaca nic nowego do tej
            sprawy.
            pozdrawiam:) Wesolych Swiat!
            • Gość: kasia Re: Do Nell IP: 212.244.59.* 28.12.01, 12:20
              Mój ginekolog przekonywał nas do porodu rodzinnego, żeby mąż zobaczył, że to
              poważna sprawa (bo chwilę przed moim porodem pokazywali powódź w Mozambiku,
              gdzie kobieta sam na drzewie urodziła ;))).
              Ja byłam uparta, że chcę sama, choć bałam się trochę nowości. I pomimo ponad 12
              godzin porodu i wyjących towarzyszek niedoli zniosłam to dzielnie i utwierdzam
              wszystkich w przekonaniu, że poród to nic takiego (no może poza tym, jak sobie
              niechcący podkręciłam oksytosynę i miałam 40 min skurczu, hi, hi).
              Tak że Nell i dodo - jest nas więcej uważających, że natura tak to
              skonstruowała, że zdrowa kobieta rodzi bez problemów zdrowe dziecko. A
              zdenerowany mąż zdenerowanej kobiety nie będzie partnerem do dyskusji z
              personelem medycznym, chyba że zaopatrzy się w stosowną ilość kasy
        • Gość: melenka Re: porod z mezem czy bez? IP: *.chomiczowka.net.pl 21.12.01, 21:41
          Mam wrażenie, że czytam posty kobiet, które nawet po bułki do sklepu nie ruszą
          się bez pełnego makijażu... Nieestetyczne, tchórzliwe, egoistyczne - o czym
          mówimy?! To nie jest wizyta w teatrze!
          Wytłumaczeniem porodu przy asyście kochanego i kochającego(sic!) męża nie jest
          jakieś atawistyczne zachowanie zgodne z naturą. Nie cofajmy się do zachowań,
          które są już nam obce od kilku tysięcy lat. Mój mąż był obecny podczas porodu,
          bo nie chciał nas zostawić samych, chciał pomagać przejść przez to piękne, ale
          ciężkie przeżycie, zrobić pierwsze zdjęcie małemu. Jeżeli to jest egoizm, to co
          nim nie jest? Ciąża - zagrożona i wytęskniona - zakończyła się trudnym porodem,
          podczas którego życie dziecka zawisło na włosku (pozdrawiam, Elżbieto). Lekarze
          zgłupieli i nie wiedzieli czy ciąć, czekać czy wypychać. Kobieta jest w takiej
          sytuacji ofiarą i obecność bliskiej, kochanej osoby, pozwala przynajmniej
          psychicznie trzymać się kupy. Lekarze stoją wtedy na przeciw 2 osób, w tym
          jednej w pozycji wertykalnej-która (nie tylko teoretycznie) może interweniować.
          Uprzedzając pytania:było to w IMiDz, i byłam niewrażliwa na oksytocynę (to nie
          jest złoty środek na poród).
          Mąż kocha mnie jeszcze bardziej (o ile to możliwe:), również fizycznie. Dużo
          zależy od dojrzałości obojga przyszłych rodziców i faktycznie nie ma sensu
          zmuszać do obecności przy porodzie pana, który ma mieć później mdłości na samą
          myśl o żonie.
          Pozdrawiam, życząc spokojnych Świąt.
        • Gość: Maruda No prosze jaka dzielna sie znalazla IP: *.nyc.rr.com 21.12.01, 21:47
          >Ja rodzilam sama i sama chcialam sie wzmagac ze swoim bolem,

          No wlasnie - TY, a wyobraz sobie, ze moze ktos moze miec inne
          zapatrywania w temacie niz ty. Jakie w ogole masz prawo mowic ludziom co
          jest dla nich najwazniejsze ???? Mozesz gadac co najwyzej o sobie, a
          swoje wskazowki zatrzymaj dla siebie.
          Takas dzielna i bohaterska??? Gratuluje, ale przyjmij sobie do wiadomosci,
          ze nie wszystcy sa tacy sami. Na tym swiecie jest tez miejsce dla
          'histeryczek i 'mieczakow', pomimo tego jak bardzo ci sie to nie podoba.
          Niech Twoj mezus siedzi sobie w domu i sprzata , powodzenia, moj
          napewno nie bedzie siedzial przed telewizorkiem gdy ja bede sie wila w
          bolach porodowych.
          A co do twojej teorii, ze kobiety rodza od tysiecy lat - jasne, rodzily tyle lat bez
          znieczulenia, wiec moze nadal powinny, no bo co w koncu, nikt nie powinien
          byc mieczakiem co to nie moze zniesc bolow porodowych.
          Tolerancji szanownej Dzielnej zycze
          • Gość: lena Re: No prosze jaka dzielna sie znalazla IP: *.chello.pl 21.12.01, 22:02
            Nell, sloneczko, nie gardluj tyle o tych biednych tchorzliwych egoistkach,
            ktorych mezowie chcieli byc wtedy przy nich! bo jeszcze ktos pomysli, ze tak
            cie to boli, ze stracilas cos wspanialego i twoj maz tez nie taki
            najwspanialszy. ze tym, co z mezem rodzily - zazdroscisz. bo twoja obsesja
            dotyczaca przekonania kazdego kto sie nawinie, ze porod bez meza jest lepszy.
            coz... to wyglada na probe przekonania samej siebie, ze z toba wszystko w
            porzadku. i z waszym malzenstwem. po twojej aktywnosci na seksuologi i tutaj
            widac, ze coraz trudniej to ci przychodzi. wiec widzac cel nadrzedny twoich
            wypowiedzi, nie zamierzam ci z litosci zaprzeczac. jesli ma to ci pomoc?
            buziaczki
            • Gość: Nell Re: Do Marudy, Leny, Malenki IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 21.12.01, 22:22
              Alez ja nie powiedzialam, ze porod bez udzialu meza jest najlepszy dla kazdego!! Dla mnie osobiscie
              byl najlepszy!!! Odpowiedzialam tylko na watek zalozony przez ...sorry , nie pamietam nicka. Nic w nim
              nie pisalo, ze maja tylko odpowiadac zwolennicy porodow rodzinnych!!! Czujecie potrzebe rodzenia z
              mezem, prosze bardzo, ja tego nikomu nie zabraniam... Smieszne jestescie w swym zacietrzewieniu.
              Porod rodzinny dowodem na dojrzalosc- naiwniary, nie macie wlasnego rozumu,.holdujace
              amerykanskiej modzie
              ps.braku awersji seksualnej u mezow po porodzie rodzinnym zycze...
            • Gość: Nell Re: No prosze jaka dzielna sie znalazla IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 21.12.01, 22:33
              Smieszna jestes, a od mojego malzenstwa sie odczep i popatrz lepiej na swoje, jezeli takowe
              tworzysz, histeryczny robaczku.
              • Gość: Maruda Re: No prosze jaka dzielna sie znalazla IP: *.nyc.rr.com 21.12.01, 22:46
                No ciesze sie, ze ci tak wesolo, bo mi czytajac twoje posty tez smiac sie
                chce :-).
                A co do twojego malzenstwa - jakos nie przypominam sobie zebym slowem
                o nim wspomniala, bo szczerze mowiac nie bardzo mnie ten temat
                interesuje - no prosze, uderz w stol.....
                Dziwi mnie poprostu twoja sklonnosc do osadzania innych i wymyslania im
                od tchorzy i histeryczek. Nie wiem czy ci wiadomo, ale kazdy ma swoja
                wlasna, indywidualna zdolnosc odczuwania bolu - bol ktory odczuwa jedna
                osoba jako sredni moze byc nie do zniesienia dla innej, i bynajmniej nie ma
                to nic wspolnego z histeria czy sila czyjegos charakteru.
                Ja nie mam noc przeciwko temu zebys sobie sama rodzila, nie krzyczac
                nawet , prosze bardzo droga wolna, ale nikt mi nie bedzie mowil, ze tylko
                taka 'dzielna' postawa jest ;nieegoistyczna' i wlasciwa.
                Wyrazy wspolczucia
                'histeryczny robaczek'

                Gos´c´ portalu: Nell napisa?(a):

                > Smieszna jestes, a od mojego malzenstwa sie odczep i popatrz lepiej na
                swoje, j
                > ezeli takowe
                > tworzysz, histeryczny robaczku.

                • Gość: Nell Re: No prosze jaka dzielna sie znalazla DO Marudy IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 22.12.01, 13:35
                  To nie bylo do Ciebie, tylko do niejakiej Leny. To ona wysnula jakies bzdurne wnioski wzgledem
                  mojego malzenstawa. Zreszta skonczmy ten temat, to tak jak rozmawiac o wyzszosci Swiat Bozego
                  Narodzenia nad Wielkiej Nocy.
                  Ps. Wesolych Swiat!!:)
          • Gość: dodo droga Marudo IP: 209.226.65.* 21.12.01, 22:12
            a ja akurat wierze gleboko w madrosc Matki Natury, ktora nas do roznych
            wydarzen w zyciu przygotowuje badz daje nam szanse sie przygotowac.
            przykladem niech bedzie bol.
            nie chcesz rodzic w bolu - twoj wybor, oczywiscie.
            ale ja sobie mysle tak - bol porodowy jest bolem, o ktorym wiem, ze przyjdzie,
            wiem, ze dluzej niz iles tam (zalozmy 30-36 maximum) godzin trwal nie bedzie,
            na zakonczenie jest najcudowniejsza nagroda.
            ale ten bol, jesli go zniose, jesli dam sobie szanse by sobie z nim poradzic
            moze jest tylko jakims przygotowaniem (ta lekcja od Natury wlasnie) do jakichs
            innych cierpien, ktore i tak na wiekszosc z nas kiedys spadna.
            i to niekoniecznie cierpien fizycznych. gdy sie np. traci to ukochane dziecko,
            to zaden, ale to zaden, bol porodowy nie wydaje sie zbyt trudny do przezycia...
            a to tylko przyklad.
            dlatego osobiscie staram sie na porod patrzec wylacznie jako na jeden z
            malenkich elemencikow puzzle, z ktorego sklada sie moje zycie rodzinne i nie
            przywiazuje az takiej wagi ani do obecnosci ojca przy porodzie (bo nie jest
            przeciez konieczna do urodzenia dziecka), ani do zniwelowania bolu (bo oby to
            naprawde byl ten najgorszy bol w zyciu).
            ale, droga marudo, jak najszczerzej zycze ci by cie nigdy-przenigdy nic
            gorszego i bardziej bolesnego niz porod w zyciu nie spotkalo i bys zawsze mogla
            liczyc na kogos, kto bedzie trzymal cie za reke w trudnych chwilach jak mama u
            dentysty czy maz w czasie porodu.
            ja moze po prostu jestem za bardzo pragmatycznym pesymista...
            pieknych swiat zycze!
            • Gość: Maruda Droga Dodo IP: *.nyc.rr.com 21.12.01, 22:55
              Ja rowniez wierze w madrosc matki natury, ale rowniez wierze , ze nie w
              obecnych czasach mamy do wyboru rowniez inne mozliwosci. Chyba nie
              musze ci mowic jak wygladalaby wspolczesna medycyna gdybysmy
              polegali tylko i wylacznie na matce naturze.
              Nie chce sie wdawac w szczegoly, ale niejednokrotnie mialam sie okazje
              przekonac co to bol. Wlasnie dlatego, jesli teraz moge go uniknac, dlaczego
              mam z tego rezygnowac i poswiecac sie, w imie czego???Matki natury????
              jakos nie bardzo mnie to przekonuje.
              Pozdrawiam Cie serdecznie

              • Gość: melenka Re: Droga Dodo IP: *.chomiczowka.net.pl 21.12.01, 23:35
                Zgadzam się z Tobą, Marudo. Podążając myślą naszych adwersarzy należałoby -
                zgodnie z naturą-zapomnieć o antybiotykach, szczepionkach, wszelkich środkach
                przeciwbólowych (jakoś nie wzbudzają one dwuznacznych uczuć), a także wizytach
                u dentysty (bez mamy trzymającej za rękę). Ja nie chciałam znieczulenia, może
                nie tyle ze względu na mnie (dajcie spokój z tą pełnią odczuć - ja już zdążyłam
                się nacierpieć - ból porodowy był małą cząstką innych moich przeżyć) ile na
                dziecko -niestety wiadomo, że znieczulenie nie jest obojętne dla maluszka. Nie
                róbmy z siebie bohaterek, matek-Polek walczących w samotności na stole
                porodowym do krwi ostatniej( jestem twarda, nie potrzebuję znieczulenia, nie
                będę krzyczała). Po co? Dla siebie? OK-każdy ma swoja drogę. A Tobie, Nell,
                życzę więcej spokoju. Im więcej piszesz o zacietrzewieniu innych - tym bardziej
                sama się zacietrzewiasz. Mam wrażenie, że brakuje Ci tych wspólnych przeżyć z
                mężem, dlatego tak agresywnie postujesz. Zapewniam Cię - na swoim i moich
                licznych znajomych przykładach- przeżycia z porodu nie tylko nie spowodowały
                negatywnych uczuć u mężów a wręcz scementowały związki. Zapewne to wyśmiejesz,
                myślę jednak, że w glębi możesz nam tego zazdrościć. Pozdrawiam świątecznie.
                • Gość: Nell Re: Do Malenki IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 22.12.01, 13:42
                  Nie , nie zazdroszcze wam tych przezyc, bo dla mnie porod to tylko fizjologia, dosyc krwawa i bolesna,
                  a nic wznioslego. Dlaczego wiekszosc kobiet, ktore pierwszy raz rodzily bez mezow, nie chce porodu
                  rodzinnego przy nastepnym dziecku? Ja tez do nich naleze, jakbym zazdroscila, jak sugerujesz, to
                  zdecydowalabym sie na taki porod...logiczne, nieprawdaz?
                  Ps. Wesolych Swiat
                  • Gość: Lena Re: Do Malenki IP: *.chello.pl 22.12.01, 14:06
                    no nie bardzo, bo wiesz, ze twoj ukochany mezus i tak by cie na lodzie zostawil
                    w takiej chwili. bo tchorz z niego straszny i sama sie boisz, ze jak by cie
                    zobaczyl w mniej powabnym stanie to moglby na ciebie juz calkiem ochote stracic!
                    tak ze sama widzisz, ze nie wystarczy, ze ty wolababys z nim rodzic. do tego
                    jeszcze on musial by chciec cie wspierac w twoim bolu. ale on na to
                    zadelikatny, a ty za dzielna. ale co ci tam. wazne, ze do dziecka wstaje i
                    mieszkanie posprzata.
                    • Gość: Nell Re: Do leny IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 22.12.01, 14:21
                      Jestes jedna z wiekszych debili na forum seksuologia, podejrzewam jakim sie
                      nickiem tam podpisujesz..
                    • Gość: Elzbieta Re: Do Malenki IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 22.12.01, 17:35
                      Drogie Panie serdecznie dziekuje za listy. Naprawde to milo wiedziec, ze jest
                      tyle madrych, dojrzalych w swoich sadach, pelnych ciepla i zrozumienia dla
                      innych kobiet.No coz zdarzaja sie jednak i takie Nelle, ktore nie mogac uporac
                      sie z wlasnymi problemami zaciekle atakuja innych. Zwroccie uwage, ze po moim
                      liscie wpisywala sie az trzy razy bo nie mogla doczekac sie nastepnej porcji
                      informacji, ktora moglaby uzyc aby mnie ponownie zaatakowac. Kojarzy mi sie to
                      z atakiem wscieklego psa. Czego ona w tym czasie nie wypisywala w sposob bardzo
                      ublizajacy, nie znajac mnie przeciez kompletnie. Absolutnie nie zgadzam sie z
                      zadna z jej wypowiedzi.Nie bede juz nikogo nudzic szczegolami, ale nie uwazam,
                      ze moge bledy lekarzy przypisac sobie jak chociazby ten, ze dziecko zostalo
                      zarazone tam salmonella. Podobnie jak wiele innych dzieci i okolo 40 z nich
                      zmarlo ( w tym dziecko mojej bliskiej przyjaciolki) I to sa fakty, ktorym nikt
                      w Szpitalu 40-lecia we Wroclawiu nie moze zaprzeczyc. Ale to nie ma oczywiscie
                      zwiazku z tematem rodzenia. Moje osobiste przezycia zamiescilam w nadzieji, ze
                      nikogo wiecej cos takiego nie spotka. A przede wszystkim mysle, ze zadne
                      nienarodzone dziecko nie zasluzylo na takie zagrozenie. Kazdy ma wolna wole i
                      moze postapic jak uwaza, ze dla niego bedzie najlepiej. W czasie kiedy rodzilam
                      to dziecko nie mozna bylo mezowi przebywac na sali porodowej. Dzisiaj taka
                      opcja jest i to dobrze, ze ci ktorzy chca moga z niej skorzystac. Mysmy
                      skorzystali, gdy rodzilo sie nasze drugie dziecko i nalezymy do tej grupy,
                      ktora to sobie chwali. Cenie sobie rowniez tych, ktorzy rzeczowo,bez atakow
                      osobistych wypowiadaja sie przeciw rodzeniu w obecnosci ojca dziecka, mysle ze
                      kazdy ma swoje racje. Przesylam bardzo gorace pozdrowienia i serdeczne zyczenia
                      wesolych, zdrowych i pogodnych Swiat Bozego Narodzenia Elzbieta
                      • Gość: Nell Re: Do Elzbiete IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 22.12.01, 18:38
                        Napisalam po twoim liscie az trzy posty, poniewaz po jednym czulam niedosyt, ze nie dosc wyraziscie
                        wyrazilam sie o twojej niezaradnosci, biernosci, a nie ze czekalam z niecierpliwoscia na twa
                        odpowiedz, watpliwa zreszto rzeczowo. Porod rodzinny dowodem na dojrzalosc malzonkow!! To
                        smieszne! Ty szczegolnie wyrascie pokazalas swa " dojrzalosc" przy pierwszym dziecku.To, ze Twoje
                        dziecko bylo zagrozone, to tylko Twoja wina. W trzecim trymestrze ciazy ostatecznie okresla sie
                        plozenia dziecka. Sa trzy mozliwosci, jezeli o tym nie wiesz, tylko przy polozeniu glowkowym ( czyli
                        glowa na dol) jest mozliwy porod naturalny, bez szkody dla matki i dziecka. Trzeba bylo ciecie
                        cesarskie zalatwic, a nie czekac jak na zmilowanie boskie. Ostaecznie dac "w łape".Mialas na to
                        przynajmniej miesiac czasu, by ustalic to z lekarzem prowadzacym.
                        ps. lepiej byc wscieklym psem, ten przynajmniej cos wskora, niz biernym cieleciem, ktore kazdy
                        lekcewazy.
                        • Gość: Maruda Re: Do Elzbiete IP: *.nyc.rr.com 22.12.01, 19:24
                          Wiesz co Nell, tym razem to juz przegielas.
                          O ile wczesniej udawalo ci sie zachowac pozory rozsadku to tym razem juz
                          zdecydowanie przesadzilas, oskarzajac Elzbiete, i to w taki sposob.
                          Jakim prawem???
                          Brak mi slow zeby skomentowac to co robisz- to jest poprostu podlosc i
                          brak wrazliwosci i kultury osobistej.
                          Elu, nie zwracaj na te brednie uwagi - pozdrawiam ci cieplo i Siwatecznie
                          :-)
                          • Gość: Nell Re: Do Elzbiety IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 22.12.01, 20:01
                            Ja nie oskarzylam Elzbiety , ale osobe, ktora wylonila sie z jej postow. Moze w zyciu rzeczywistym jest
                            inna, ale obraz siebie jaki skreslila w swych wypowiedziach przynajmniej dla mnie jest wizerunkiem
                            czlowieka bezwolnego, niepotrafiacego myslec samodzielnie, w sposob odpowiedzialny(
                            dopuszczenie do porodu silami natury przy polozeniu poprzecznym), a wystarczylo, by tylko dala
                            lapowke lekarzowi, a rodzilaby za pomoca ciecia cesarskiego. Ona chyba czerpie niewymowna
                            satysfakcje z tego, ze straszy kobiety jakimis koszmarnymi porodami, zlamaniem kosci, zeber,
                            mowiac przy tym, ze tylko maz moze kobiety uchronic prze tym, a kobiety mowiacej z pozycji lozka nikt
                            nie slucha( to jej wlasne slowa)
                            ps. tych obelg, ktore wypisalyscie pod moim adresem, nie boire sobie do serca, poniewaz jest to tylko
                            mikroskopijny wycinek mojej osobowosci, bardzo ortodoksyjny, ale nie majacy wplywu na caloksztalt
                            obrazu mnie jako czlowieka.
                            niedojrzala Nell
                            • Gość: Elzbieta Re: Do Elzbiety IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 23.12.01, 10:12
                              Widze,ze nie umiesz czytac dokladnie. Pisalam o dojrzalosci wypowiedzi kobiet
                              na forum, a ty ciagle wyskakujesz z tymi mezami. Mysle, ze ty masz dwa
                              problemy. Po pierwsze masz problem, bo nie tylko maz cie puscil kantem przy
                              porodzie to jeszcze nawet nie sprzatal w domu w tym czasie, bo dzwonilas do
                              mamy a nie do niego. Drugi to chyba jestes niedoszla polozna, bo ciagle wydaje
                              ci sie, ze cos wiesz na ten temat. Gdyby lekarze powiedzieli mi przed porodem,
                              ze polozenie jest nieprawidlowe to moze bym i dala lapowke, ale oni mowili, ze
                              wszystko jest OK. Dlaczego mialam im nie wierzyc?. Do telefonu, bedac na sali
                              porodowej nie mialam dostepu. Owszem prosilam o powiadomienie meza, ale nikt
                              tego nie zrobil. Chce ci jeszcze to powiedziec "zaradna" i "dojrzala" kobieto,
                              ze sa kraje w ktorych nie trzeba dawac lekarzowi lapowki aby wykonywal swoje
                              obowiazki. Nie tlumacz mi podstaw medycznych ciazy i porodu bo ja je znam
                              znacznie lepiej niz ty. Z twoich wypowiedzi wylania sie obraz osoby bardzo
                              prymitywnej i zlosliwej. Najwyrazniej powinnas skoncentrowac sie na wlasnej
                              osobie, nie odreagowywac sie na ludziach z forum, nie wyzywac ich od debili,
                              moze wowczas i twoj maz ( o ile go kiedykolwiek mialas) spojrzy na ciebie
                              inaczej.
                              • Gość: Nell Re: Do Elzbiety IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 23.12.01, 18:16
                                Kazde, najprymitywniejsze badanie ultrasonograficzne, robione kazdej ciezarnej
                                nieodplatnie, przynajmniej dwa razy w okresie ciazy, wykaze polozenie dziecka.
                                Wiec nie wciskaj ludziom kitow, ze lekarze nie wiedzieli o poprzecznym
                                polozeniu dziecka i ty rowniez, chyba , ze rodzilas 20 lat temu. Zreszta, eh
                                koniec tematu.

                                Ps. Wesolych Swiat
                                • Gość: Elzbieta Re: Do Nell IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 24.12.01, 12:54
                                  Bredzisz jak zwykle, widze ze na nic madrego cie nie stac.
                          • Gość: Elzbieta Re: Do Elzbiete IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 23.12.01, 10:59
                            Maruda dzieki za list naprawde Ty i jeszcze kilka innych dziewczyn na forum
                            jestescie fantastyczne. Lekarze, ktorzy mowia matce, na krotko przed porodem,
                            ze wszystko jest OK, podczas gdy nie jest, lekarze, ktorzy musza dostac
                            lapowke, aby zrobic cesarke to nie jest problem dla Nelli. Moje drugie dziecko,
                            urodzilam poprzez planowana cesarke, za ktora nikomu nie musialam dawac zadnych
                            lapowek. Rodzilam w Toronto. Fantastyczni lekarze, bardzo troskliwe
                            pielegniarki, doprawdy ten porod zrekompensowal mi poprzednie doswiadczenie.
                            Wybralam opcje epidural, tak, ze maz mogl byc ze mna na sali porodowej a ja
                            mialam pelna swiadomosc tego co sie dzieje. Maz nie zemdlal na widok krwi jak
                            to sugerowala ta Nella, tymbardziej, ze jego ojciec jest chirurgiem ortopeda i
                            niejednokrotnie bral udzial w operacjach przez niego przeprowadzanych, gdy sam
                            byl jeszcze studentem. Tym co pisze ta kobieta nie przejmuje sie wcale, bo wiem
                            kim jestem i jaka mam wartosc. Co do niej to mysle, ze zycie jej nie glaszcze
                            dlatego jest taka zgorzkniala i agresywna w swoich sadach. Najwyrazniej czegos
                            jej w zyciu brak i mysle, ze slowo maz wybija sie tu na plan pierwszy. Na sile
                            probuje sama sie pocieszyc, ze nie jest z nia tak zle, a wiec musi atakowac te
                            z nas, ktore sa zadowolone z zycia. Przesylam gorace pozdrowienia Ela
                            • Gość: Ala Re: Do Elzbiete IP: *.toronto81.dialup.canada.psi.net 23.12.01, 16:04
                              Czesc Ela pozdrawiam cie swiatecznie.
                              • Gość: mk Z mężem IP: *.siedlce.cvx.ppp.tpnet.pl 24.12.01, 07:50
                                Z mężem, z mężem. Śmiać mi sie chce, kiedy czytam o tym, że to taka straszliwa
                                trauma dla męża i na pewno przestaniesz go pociągać. Ja też miałam takie obawy,
                                kompletnie nieuzasadnione. Przecież to nie jest prawie obcy facet, z którym
                                spotkałaś się na paru randkach. Poza tym, na miłośc boską, przecież to nie mąż
                                odbiera poród! Nie zagląda ci w krocze, tylko stoi koło ciebie.
                    • Gość: kasia Re: Do Leny IP: 212.244.59.* 28.12.01, 12:43
                      Dziecko i sprzątanie to moje a nie Nell, proszę o uważną lekturę. Nie wiem,
                      Leno, ile jesteś po porodzie. Ja póltora roku i gdyby mi mąż nie pomagał na co
                      dzień, ale wspierał mnie w bólu (po co do diabła wspierac kogoś w bólu -
                      zwłaszcza porodowym, o którym wiadomo, że minie - co innego chory na rak,
                      którego boli coś non stop), nasz związek nie były związkiem tylko parodią
                      uwzniośloną tym, że mnie trzymał za rękę, kiedy tego nie potrzebowałam. Może
                      zwróć uwagę, że nie ja taka dzielna a on delikatny, bo akurat gdybym chciała,
                      to byłby ze mną, ale nie idę z nim do dentysty, więc do porodu też nie. I nie
                      ze strachu. Po prostu z braku potrzeby wspierania w bólu. A wspieranie w życiu
                      np w postaci mycia podłóg jest ważniejsze. To widzę po małżeństwie moich
                      rodziców.
          • Gość: kasia Re: No prosze jaka dzielna sie znalazla IP: 212.244.59.* 28.12.01, 12:26
            Natura po coś ból nam dała? Chyba że Bóg za karę (ks. Mojżesza nie pamiętam
            wersu: w bólach rodzić będziesz) - no to z pokorą nie oszukujmy Pana Boga ;)
            Akurat uważam, że kobieta powinna rodzić bez znieczulenia, ale to moje zdanie.
            Natomiast co do towarzyszenia w bólach - mojego męża przeraża wizyta u dentysty
            i bolą nawet martwe zęby a ja się z niego śmieję. Może powinnam go potrzymać za
            rękę posuwać dentyście pomysł znieczulenia???
            Nie traktuję siebie śmiertelnie poważnie ani porodu również, dlatego urodziłam
            sama bez znieczulenia a mój mąż nas wtedy przeprowadzał, a wieczorem drzemał...
            aha - za to nie muszę go prosić o mycie garów, podłóg oraz zajmowanie się
            dzieckiem robi to sam
            • Gość: Maruda Kasiu, serdenko, czy ty sie dobrze czujesz? IP: *.nyc.rr.com 29.12.01, 20:48
              Wlasnie przypadkiem przeczytalam twoj post - jakos nie zauwazylam go
              wczesniej i powiem ci, ze BREDZISZ koszmarnie. Zupelnie jakbys szaleju
              sie najadla :-))))
              Wierzyc mi sie nie chce ze sa jeszcze ludzie uwazajacy, ze bol jest jak
              najbardziej wskazany, ze POWINNO sie rodzic w bolu. Kobieto, z jakiej
              choinki ty sie urwalas????? I jeszcze sie dziwisz, ze ludzie u dentysty zycza
              sobie znieczulenia??? Ze nie wspomne o porodzie.... Jesli masz jakies
              zagiecia masochistyczne to prosze bardzo, ja ci nie bronie, zle zeby zaraz do
              tego cala filozofie dorabiac? Boze swiety Ty widzisz i nie grzmisz...
              Natura owszem po cos nam ten bol dala - zeby zasygnalizowac
              organizmowi, ze cos jest nie tak, zeby dac sygnal do zwalczania choroby - i
              bolu jaki temu towarzyszy rowniez!!!! Bol jest ostrzezeniem dla organizmu, a
              nie norma!
              A potem ludzie sie dziwia ze medycyna w polsce wyglada taj jak wyglada -
              jakis czas temu w polityce byl bardzo ciekawy artykul o bolu - poczytaj sobie,
              moze sie dowiesz tego i owego.
              Pozdr.

              Ps.: A Moj i tak zmywa gary i raczej nie przestanie ich zmywac jak zobaczy
              mnie rodzaca.
              • Gość: kasia Re: Kasiu, serdenko, czy ty sie dobrze czujesz? IP: 212.244.59.* 31.12.01, 12:12
                Dziękuję za troskę. Nie z masochizmu nie biorę znieczuleń. Zęby mnie nigdy nie
                bolą, mimo iż miewam je popsute, może nie powinnam ich wobec tego leczyć? bo
                ból pojawia się tylko, gdy dentysta zaczyna borować...
                A poza tym gratuluję koncepcji bólu porodowego jako sygnału do leczenia. Zawsze
                wydawało mi się, że ciąża to nie choroba i poród to czynność jak najbardziej
                naturalna (kiedyś lekarz nie był do tego potrzebny). Nie wiem, czemu mnie
                atakujesz, nigdy nie napisałam, że facet, który był przy porodzie straci
                zainteresowanie dla kobiety lub nie będzie mył garów. Znam paru, którzy nie
                stracili. Napisałam tylko, że mnie by denerwował jako piąte koło u wozu. Na
                pewno nie starciłby mną zaiteresowania, jeśli przeżył cycki pamelci w moim
                wydaniu i odciąganie pokarmu - błe.
                Co do moich poglądów na ból: kiedyś antybiotyki byłu cudem ratującym życie, ale
                wybiły florę bakteryjną i teraz lekarze biją na alarm, że jesteśmy pustynią i
                nie można nas niczym leczyć, a organizm stracił możliwośc samodzielnej obrony
                przed infekcjami. Ale gdyby 20 lat temu ktoś powiedział, że antybiotyki może
                nie do końca są dobre, też zostałby uznany za czuba, jak ja w tej chwili.
                Gratuluję Ci tolerancji i nowoczesnych poglądów.
                Aha - mnie pród bolał nie bardziej niż borowanie zeba tylko trwał dłużej. I nie
                lubię tracić kontroli nad moim organizmem, co znieczulenie gwarantuje. I nie
                lubię niepotrzebnie narażać mojego zdrowia dając sobie wbić igłę w kręgosłup
                (mimo iż wiem, że wypadki paraliżu po znieczuleniu tego typu są wyjątkowe).
                Zgodziłabym się na to, gdybym miała cesarkę woląc to od narkozy, ale
                zdecydowanie wolę się kontrolować od początku do końca jeśli to możliwe.
                Poza tym nie rozumiem, czemu ataki wzbudzają poglądy odmienne: po prstu nie
                jestem kobietą bluszczem, nie zabieram męża ze sobą do kibla oraz do porodu, a
                jak mnie boli głowa, ząb czy z przeproszeniem dupa, to też wolę byś sama niż w
                czułych objęciach. Szkoda, że niektórzy ludzie nie umieją się pogodzić z
                różnorodnością poglądów. Teraz jest moda na porody rodzinne i w znieczuleniu,
                więc każdy, kto robi coś innego jest beee (dodam, że moje zdanie o
                zrezygnowaniu ze znieczulenia, kiedy już podjęłam decyzję pochwalił i lekarz i
                położna,a le oczywiście oni są tak samo z innej bajki - sadyści, którzy trafili
                na masochistkę).
                Z noworocznym pozdrowieniem i życzeniami tolerancji wobec niegroźnych oszołomów
                (bo chyba nie jestem groźna i nie zasłużyłam na obraźliwe słowa)
                kasia
                • Gość: FraMauro Re: Kasiu, serdenko, czy ty sie dobrze czujesz? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 31.12.01, 15:23
                  Gratuluje Ci Kasiu-jestes dzielną babą "z jajami" i tylko mozna Ci pozazdroscic
                  wytrzymalosci fizycznej i psychicznej. Ja niestety okazalam sie "bluszczem",
                  ktory po 12 godzinach wlewania oxytocyny do zyl, wymiękł i przyjal decyzje o
                  cięciu z niebywala radościa. A wczesniej bylam tak pozytywnie nastawiona,
                  czulam ze ide zawojowac swiat i zaden bol mnie nie zatrzyma.O wszystkich
                  histeryzujacych przy porodzie babach myslalam w najlepszym razie z lekka
                  pogarda, a "zaplanowana cesarka" brzmiala dla mnie jak najgorsza herezja.
                  Moj wlasny przypadek nauczyl mnie wiekszej pokory i tolerancji dla wyborów
                  innych kobiet. Tobie zycze tego samego. :)) Pozdrowaski
                  • Gość: Nell Re: Kasiu, serdenko, czy ty sie dobrze czujesz? IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 31.12.01, 15:44
                    Mysle, ze kasia nie nazwala okresleniem "bluszcz" kobiety korzystajacej z cesarki.. "Bluszcz" to
                    kobieta oplatajaca sie wokol swego mezczyzny i od niego uzalezniona...:)
                    cytuje gwoli dokladnosci
                    "po prstu nie
                    jestem kobietą bluszczem, nie zabieram męża ze sobą do kibla oraz do porodu, a
                    jak mnie boli głowa, ząb czy z przeproszeniem dupa, to też wolę byś sama niż w
                    czułych objęciach. " kobiety korzystajacej z cesarki.. "Bluszcz" to kobieta oplatajaca sie wokol swego
                    mezczyzny i od niego uzalezniona.."
                • Gość: Maruda Oj Kasiu, Kasiu ...:-) IP: *.nyc.rr.com 31.12.01, 20:11
                  Uuuufff.... Ok, no to po kolei.
                  Wcale nie zamierzalam cie atakowac - poprostu jak przeczytalam twoj post
                  to troszke mi sie cisnienie podnioslo - ot krewka ze mnie kobita ;-)
                  Faktycznie, nie powinnam byla napisac tak jak napisalam, zwlaszcza o tym
                  szaleju :-)))) - przyznaje sie bez bicia.
                  Nie zamierzalam kierowac mojej wypowiedzi jako ataku na twoja osobe .
                  Poprostu chcialam skomentowalam twoja wypowiedz - wedlug mnie bardzo
                  kontrowersyjna i wena tworcza troche mnie poniosla. ot tyle.
                  Ale do rzeczy.
                  Bol JEST ostrzezeniem, sygnalem dla organizmu - to poprostu fakt. Jakos
                  nie przypominam sobie zebym twierdzila, ze ciaza to choroba - raczej
                  chodzilo mi o to, ze bole porodowe sa sygnalem dla organizmu o
                  rozpoczeciu akcji porodowej i poniekad czynnikiem przyspieszajacym go,
                  sygnalem do dzialania. A jesli chodzi o obecnosc lekarza przy porodzie -
                  jasne, kiedys nie byl potrzebny, i to dlatego tyle kobiet i dzieci umieralo przy
                  porodzie...
                  Fajnie ze zeby cie nie bola - chociaz smiem twierdzic ze gdybys troszke
                  poczekala i wdala sie infekcja, to jednak by troche bolalo...
                  Kazdy ma swoja wlasna sfere intymnosci i ja wcale nie zamierzam oceniac
                  twojej - to tylko i wylacznie twoja sprawa czy chcesz swoj bol z kims dzielic
                  czy nie, ale idea cierpienia 'za ojczyzne' i zalecanie nie korzystania ze
                  srodkow przeciwbolowych, czy tez ocenianie osob z nich korzystajacych w
                  taki a nie inny sposob nie wydaje mi sie wlasciwe.
                  Jesli chodzi o antybiotyki - no tutaj to az mi sie smiac chce - moja droga
                  naprawde uwazasz, ze antybiotyki to cos w rodzaju wynalazku szatana i nikt
                  nie powinien z nich korzystac???? Tak sie sklada, ze antybiotyki sluzyly
                  ludzkosci calkiem dobrze - dopoki nie zaczeto ich naduzywac, faszerowac
                  nimi ludzi przy byle katarze, ze nie wspomne o karmieniu nimi np
                  kurczakow. To tylko i wylacznie 'zasluga' ludzi. Antybiotyki SA dobre, jesli
                  tylko odpowiednio sie z nich korzysta. Ja osobiscie korzystam z nich w
                  ostatecznosci bo wierze w medycyne naturalna, ale tego ze sa potrzebne
                  nie zamierzam negowac.
                  Co do teorii o 'kobiecie bluszczu' to pozwole sobie nie skomentowac, bo jak
                  juz mowilam krewka ze mnie kobita i jeszcze zostane posadzona o
                  agresje...:-)
                  I powiem ci, ze wiem jak dokucza nie tylko sam bol, ale i samotnosc w
                  bolu, samotne sie z nim zmaganie - ale to moje indywidualne odczucia, ty
                  jak najbardziej mozesz miec inne, moze tobie to wcale nie dokucza. Good
                  for you :-)

                  Pozdrawiam Noworocznie

                  Niegrozna Oszolomka :-)
    • Gość: Monika Re: porod z mezem czy bez? IP: *.toronto91.dialup.canada.psi.net 24.12.01, 13:10
      Nell ty jestes najwieksza idiotka jaka spotkalam. Mam nadzieje, ze sie udlawisz
      oscia od karpia.
      • Gość: dodo Re: porod z mezem czy bez? IP: 209.226.65.* 24.12.01, 16:05
        Gość portalu: Monika napisał(a):

        > Nell ty jestes najwieksza idiotka jaka spotkalam. Mam nadzieje, ze sie udlawisz
        >
        > oscia od karpia.

        Eh, kobiety alez jestescie napalone - po co tyle przykrych slow jedna drugiej? Az
        smutno czytac.
        A wracajac do glownego watku, to np. w Kanadzie 50% malzenstw sie rozwodzi, z
        tego wiekszosc (ponad 3/4) ma co najmniej jedno dziecko. Poniewaz w Kanadzie
        wiekszosc kobiet rodzi w obecnosci ojcow swoich dzieci, mozna pewnie zalozyc to
        kolejne 3/4 albo i wiecej.
        No i co?
        No i nic, niestety - owa obecnosc ojcow na sali porodowej ani nie wzmocnila
        zwiazku danej pary, ani nie uczynila ojcow bardziej zwiazanych z ich dziecmi
        (vide: statystyki).
        Dla mnie jest to nader smutna konstatacja, ze tak bardzo propagowane tu rodzenie
        razem nie czyni ludzi bardziej odpowiedzialnymi za zycie, ktoremu pomagaja
        przyjsc na swiat.
        Ja urodzilam dwoje dzieci - pierwsze 17 lat temu w obecnosci meza, bo bylo to
        uwazane za oczywiste w kraju, w ktorym wtedy mieszkalam. Drugie dziecko, 15 lat
        temu urodzilo sie w Kanadzie wlasnie juz bez obecnosci ojca. To byla moja
        decyzja, tez przyjmowana z pewnym zdziwieniem przez tutejsze otoczenie ale to bez
        znaczenia.
        Z perspektywy wychowywania dwoch nastolatkow moge tylko powtorzyc jeszcze raz, ze
        czy "z", czy "bez" znaczy tak niewiele w kontekscie lat troski i pracy jaka oboje
        rodzice musza wkladac codziennie by mozna ich bylo naprawde nazywac rodzicami.
        Tyle wlasnych refleksji - blagam, przyjmijcie je bez zlosci.
        Badzciez dla siebie milsze, kobiety, bo przeciez nie chodzi o to by komukolwiek
        wepchnac wlasne poglady do gardla na sile ale by wymienic opinie i jeszcze raz
        pomyslec o swoich wlasnych argumentach.
        Wszystkiego dobrego wsrod nocnej ciszy...
        • Gość: Monika Re: DO NELL - DODO IP: *.toronto80.dialup.canada.psi.net 24.12.01, 22:06
          Nell, nie wiedzialam, ze bedziesz tak czynnie sama sie wspierac. To ty jestes
          ta "dodo". Troche mnie to dziwilo jak wasze poglady sie pokrywaja, a teraz to
          jasne i smutne zarazem. U mnie za oknem ciagle swieci jeszcze slonce, ale w
          Toruniu to ludzie juz chyba koledy spiewaja z rodzina przy wigilijnym stole a
          nie przed komputerem. Jestes po prostu zalosna.
          • Gość: dodo Re: DO NELL - DODO IP: *.sympatico.ca 25.12.01, 16:56
            Gość portalu: Monika napisał(a):

            > Nell, nie wiedzialam, ze bedziesz tak czynnie sama sie wspierac. To ty jestes
            > ta "dodo". Troche mnie to dziwilo jak wasze poglady sie pokrywaja, a teraz to
            > jasne i smutne zarazem. U mnie za oknem ciagle swieci jeszcze slonce, ale w
            > Toruniu to ludzie juz chyba koledy spiewaja z rodzina przy wigilijnym stole a
            > nie przed komputerem. Jestes po prostu zalosna.

            monika, monika - kiepski z ciebie detektyw - ja pisze z kanady, co mozesz zobaczyc czytajac adres a nell
            chyba z torunia (nie sprawdzalam ale pamietam, ze cos wspominala na ten temat w ktoryms poscie) - cudow
            nie ma - zadna z nas sie nie rozdwoi a i samoloty nie lataja tak szybko.
            poucz sie troszke, dziewczynko - o komputerach, o adresach, moze nawet lekcja czytania nie zaszkodzi -
            columbo to ty nie jestes!
            moze cos ci santa przyniesie, co ci pomoze w nastepnych "sledztwach", cheers
            • Gość: Monika Re: DO NELL - DODO IP: *.toronto94.dialup.canada.psi.net 26.12.01, 19:55
              Dziewczynko Dodo to ty jestes taka dobra w odczytywaniu tylko z samego numeru
              miejsca nadania postu???? Caly czas wystepowalas pod adresem 209.226.65 . Nie
              widze w tym numerze nic co wskazywaloby jednoznacznie na Kanade. Dlaczego
              dopiero teraz, po raz pierwszy uzylas adres sympatico.ca?? Mysle, ze nikt nie
              mialby zadnego problemu z miejscem nadania postu gdybys chociaz raz ujawnila go
              wczesniej. Nie wypisuj rowniez bzdur na temat rozwodow w Kanadzie i ich
              przyczyn bo to chyba nie jest topic tej dyskusji. Nizszy wskaznik rozwodow w
              Polsce (zakladam, ze taki jest) moze swiadczyc o ciagle jeszcze mniejszych
              mozliwosciach Polek usamodzielnienia sie po rozwodzie(brak mozliwosci
              posiadania odrebnego mieszkania itp).
        • Gość: Maruda Re: porod z mezem czy bez? - DODO IP: *.nyc.rr.com 26.12.01, 03:59
          Hej Dodo :-)
          Faktycznie, atmosfera robila sie nie najprzyjemniejsza, ale jak sie czyta
          inwektywy Nell, to trudno zostac wobec nich obojetnym. Mi sie wydaje, ze nie
          ma tu jednej jedyne idealnej rady, bo kazda z nas ma inne potrzeby i nie
          wszystkim musi odpowiadac porod z mezem. Ale twierdzenie, ze taki porod
          jest z zalozenia zly wydaje mi sie byc kompletna bzdura.
          A co do podanych przez Ciebie danych statystycznych dotyczacych kanady -
          no coz, nie wydaje mi sie zeby jedno z drugim bylo scisle powazane. Dajmy
          na to Rosja, kraj, w ktorym porod rodzinny bynajmniej nie jest norma, ma
          jeden z najwyzszych odsetkow rozwodow (jesli nie najwyzszy) na swiece. a i
          jeszcze ladnych pare krajow zaprzecza twojej tezie, wiec naprawde, nie
          wydaje mi sie zeby mialo to cos do rzeczy.
          Nie wydaje mi sie zeby sam porod szkodzil malzenstwu - ani zeby tez
          mezczyzna mial przez to byc gorszym ojcem czy mezem.
          Facet, ktory 'zniesmaczony' widokiem porodu zostawia zone i dziecko to
          wedlug mnie niewiele warte indywiduum i niedaj Boze wdawac sie z takim
          w zwiazki malzensko-rodzicielskie.
          Pozdrawiam Ciebie i wszystkich ktorzy w tym watku zawitali :-)
          No i oczywiscie zycze wam dziewczyny latwych porodow i dobrych mezow
          :-)))
      • Gość: Nell Re: porod z mezem czy bez? IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 27.12.01, 19:58
        Życzenie smierci za wyrazenie pogladow, ciebie powinni zamknac w gumowych scianach...jestes
        niebezpieczna dla otoczenia..
        • Gość: Monika Re: IMBECYL (NELL ) IP: *.toronto81.dialup.canada.psi.net 29.12.01, 06:27
          Nie dramatyzuj ja ci tej osci do gardla nie wepchne. A jezeli juz tak bardzo
          sie boisz to dam ci madra rade : wez prosty kurs udzielania pierwszej pomocy w
          zadlawieniach. Zawsze moze ci sie przydac. Widze ze musialas byc pacjentka
          wariatkowa, bo opisujesz wnetrza jakbys tam byla. Jednak jest dziedzina na
          ktorej sie znasz z doswiadczenia.
      • Gość: Nell Do Imbecyla (MONIKI) IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 27.12.01, 20:10
        Powyzszy post to do niej
    • Gość: julka Re: porod z mezem czy bez? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 25.12.01, 11:29
      Koniecznie z mężem. Mój okrutnie się bał i błagał mnie, że nie da rady.
      Ustalilismy więc,że będę sama. Kiedy zobaczył mnie na sali porodowej, nie
      potrafił wyjść. Był ze mną 14 godzin, łącznie z cesarką. Teraz oboje jesteśmy
      bardzo szczęśliwi, że bylismy razem. To własnie on widział naszego synka po
      urodzeniu- ja spałam jak suseł już na sali operacyjnej po znieczuleniu. Zresztą
      co tu będę wypisywać. Taki wspólny poród to jest na prawdę coś najważniejszego
      w życiu.
      julka
      • Gość: dodo Re: porod z mezem czy bez? IP: 209.226.65.* 27.12.01, 21:37
        Gość portalu: julka napisał(a):

        > Koniecznie z mężem. Mój okrutnie się bał i błagał mnie, że nie da rady.
        > Ustalilismy więc,że będę sama. Kiedy zobaczył mnie na sali porodowej, nie
        > potrafił wyjść. Był ze mną 14 godzin, łącznie z cesarką. Teraz oboje jesteśmy
        > bardzo szczęśliwi, że bylismy razem. To własnie on widział naszego synka po
        > urodzeniu- ja spałam jak suseł już na sali operacyjnej po znieczuleniu. Zresztą
        >
        > co tu będę wypisywać. Taki wspólny poród to jest na prawdę coś najważniejszego
        > w życiu.
        > julka

        gratulacje z powodu szczesliwych narodzin.
        a teraz dobra rada od doswiadczonej matki i zony - wydrukuj sobie to, co wlasnie
        napisalas i schowaj na wszystkie szare i zle dni. nawet jesli nie chcemy, to one
        przychodza. i gdy ci bedzie kiedys zle, bo sie sklocisz z mezem albo twoje
        ukochane dziecko dokuczy ci do zywego, wyciagnij sobie tych pare slow - mam
        nadzieje, ze pomoga ci sie wtedy poczuc lepiej.
        czasem sie zapomina po co to wszystko i warto wtedy miec te piekne wspomnienia
        zeby mozna bylo znow sie cieszyc i mezem, i dzieckiem, i tym, co miedzy wami.
        naprawde mam nadzieje, ze za 5, 10, 15 lat wciaz bedziesz myslec dokladnie tak
        samo, jak to powyzej napisalas.
        ja mam inne zdanie ale moze to wynika z ilosci przezytych lat albo innej
        perspektywy, kto wie. ja zreszta nie bylabym w stanie napisac, ktory moment zycia
        moich dzieci jest najwazniejszy - chyba ten, ktory wlasnie trwa! porod to byla
        chwila (ha ha ha - 16 godzin, 10 godzin, 18 godzin)i dla mnie liczy sie dopiero
        wszystko to, co potem.
        • Gość: Nell Re: porod z mezem czy bez? IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 28.12.01, 08:39
          Dodo, jestes bardzo mądra osobą, madrą zyciowa mądroscia. Czuje tak samo jak ty... co prawda
          narazie intuicyjnie... nie mam tylu doswiadczen, jestem mezatka od lat 5, matka od4, ale to co juz
          przezylam, pozwolilo mi wypracowac wlasna hierachie wartosci i osad, co jest w zyciu najwazniejsze i
          co najbardziej cementuje zwiazek. Gdy przeczytalam twoj post, to poczulam sie, jakbym wniknela w
          glebine wlasnych mysli, i jakby slowa twe, plynely z mego umyslu, chociaz ja nie potrafilabym tego
          napisac w taki wyczerpujacy sposob , co ty, oddajacy sedno calego problemu.
          • Gość: Monika Re: IMBECYL ( NELL) IP: *.toronto76.dialup.canada.psi.net 29.12.01, 05:57
            Jak masz tak malo doswiadczenia to nie zabieraj glosu na forum . Nie staraj sie
            na sile narzucac swoich glupich teorii ludziom bardziej od siebie doswiadczonym
            prostaczko.
    • Gość: velvet Re: bez bez bez bez bez bez bez bez bez!!!!!!!!!!! IP: *.wloclawek.dialup.inetia.pl 27.12.01, 22:53
      Jeszcze raz bez !!! To, że był przy "powstaniu" nie musi oznaczać, że ma być do
      końca. Obok rodziła inna, widziałam wszystko, nie było, żadnego parawanu...
      Momentami robiło mi się słabo. To nie była tylko krew. I nieważne było, że za 2
      godz. i ja urodziłam. Widok zapamiętałam na zawsze. A każdy facet najpierw
      dotyka i ocenia kobietę oczami !!!!!!!! A przy porodzie, co może pomóc? Inni są
      tak zszokowani, że nawet nie trzymają swoim partnerkom głowy, nie ocierają
      czoła z potu!!! Niech lepiej siedzą na korytarzu i modlą się o prawidłowy
      przebieg. Przy kolejnym porodzie, mój również będzie siedział na korytarzu.
      • Gość: Nell Re: bez bez bez bez bez bez bez bez bez!!!!!!!!!!! IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 28.12.01, 08:46
        Popieram...tylko teraz kochana przygotuj sie na ataki kretynek, ktore beda cie mieszac z blotem jaka to
        jestes prymitywna i niedojrzala i jakiego to sobie wybralas meza,ojca dla twego dziecka, ktory nie
        dorosl do tej roli.
        Trzymaj sie , jestem z toba i mysle tak samo.
        PORODOM RODZINNYM MOWIMY NIE!!!!!!!:)))))))))))))))))))))
        • Gość: Pola DO KRETYNKI NELLI IP: 205.189.178.* 28.12.01, 18:15
          Ludzie zmieszali cie z blotem za twoja glupote i nietolerancje na stronie seksuologia temat: Porod rodzinny wiec
          probujesz sie pocieszyc i odbic sobie tutaj. Ty jestes jednak absolutne dno. Kto chce niech poczyta a zobaczy
          jaka ty jestes chora jednostka. Nawet na lekarzu nie zostawilas suchej nitki, bo wyrazil sie wbrew twoim
          opiniom. Nie strasz kobiet swoim porodem i nie wciskaj ciemnoty jak to popekala ci pochwa i macica. Ty jestes
          osrane ciele jezeli nie umialas sobie zalatwic w takie sytuacji cesarki. Co za osiol z ciebie .Nie dziwie sie, ze
          twoj maz rozwiodl sie z toba mimo wszystko. I przestan mieszac, ze chodzi tu o kolezanke . To musi cie bardzo
          bolec, tylko kto cie pocieszy jezeli ty nie umiesz z szacunkiem i zrozumieniem spojrzec na innych ludz. Nie mam
          oczywiscie tu na mysli tych twoich klakierow jakich uzywasz na okraglo. Czytalam rowniez twoje wypociny w
          innych dzialach seksuologii. Ty musisz miec totalny odpal na tym punkcie. Pisanie o tej twojej cytuje: dziurce i
          cipce na okraglo musi ci chyba sprawiac przyjemnosc. Mysle, ze w ten sposob zabijasz pustke w swoim
          smutnym zyciu.
          • Gość: Nell Re: DO KRETYNKI Poli IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 28.12.01, 19:09
            Gość portalu: Pola napisał(a):

            > Ludzie zmieszali cie z blotem za twoja glupote i nietolerancje na stronie sek
            > suologia temat: Porod rodzinny wiec
            > probujesz sie pocieszyc i odbic sobie tutaj. Ty jestes jednak absolutne dno.
            > Kto chce niech poczyta a zobaczy
            > jaka ty jestes chora jednostka. Nawet na lekarzu nie zostawilas suchej nitki,
            > bo wyrazil sie wbrew twoim
            > opiniom. Nie strasz kobiet swoim porodem i nie wciskaj ciemnoty jak to popekal
            > a ci pochwa i macica. Ty jestes
            > osrane ciele jezeli nie umialas sobie zalatwic w takie sytuacji cesarki. Co z
            > a osiol z ciebie .Nie dziwie sie, ze
            > twoj maz rozwiodl sie z toba mimo wszystko. I przestan mieszac, ze chodzi tu o
            > kolezanke . To musi cie bardzo
            > bolec, tylko kto cie pocieszy jezeli ty nie umiesz z szacunkiem i zrozumienie
            > m spojrzec na innych ludz. Nie mam
            > oczywiscie tu na mysli tych twoich klakierow jakich uzywasz na okraglo. Czytal
            > am rowniez twoje wypociny w
            > innych dzialach seksuologii. Ty musisz miec totalny odpal na tym punkcie. Pisa
            > nie o tej twojej cytuje: dziurce i
            > cipce na okraglo musi ci chyba sprawiac przyjemnosc. Mysle, ze w ten sposob
            > zabijasz pustke w swoim
            > smutnym z
            -----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

            TY MASZ W GLOWIE PARANOJE!!! Nie wypowiadaj sie na tematy, na ktore nie masz bladego pojecia...
            Zreszta nie wiem po co Ci odpowiadam, chyba jestem samarytanką... sama siebie zadziwiiam czasami
            dobrocia:))). Lubie i przyblakanemu psu rzucic jakis ochlap...

            • Gość: Maruda Nell IP: *.nyc.rr.com 28.12.01, 21:54
              Przejrzalam sobie dyskusje na ten sam temat na forum seksuologia....
              Ja to nawet Ci sie nie dziwie Nell, ze masz takie poglady jakie masz -
              mialam podobne w wieku lat 15-tu, tyle ze z biegiem czasu je nieco
              zweryfikowalam. Bo widzisz, ja chce byc kochana nie tylko w ladnej
              bieliznie i makijazu, ale rowniez w chorobie i cierpieniu. I nie jestem dla
              mego mezczyzny lalka - zawsze spod igly i super jak to okreslilas
              'estetyczna' - chce zeby mnie kochal jako czlowieka, ze wszystkimi moimi
              wadami, a nawet - o zgrozo - z nieogolonymi nogami. I w przeciwienstwie
              do Ciebie wcale sie nie boje, ze jak mnie zobaczy spocona czy krwawiaca
              to mnie zostawi lub przestanie kochac. Szkoda mi troche Ciebie, ze
              musisz tak okropnie na siebie caly czas uwazac z obawy przez tym, ze
              przestaniesz byc kochana - nie chce wyciagac pochopnych wnioskow, ale
              wydaje mi sie, ze jest za tym o wiele wiecej niz sama twierdzisz...
              Nie chce wcale ci ublizac ani zlorzeczyc, chociaz uwazam, ze sposob w
              jaki prezentujesz swoje argumenty nie zawsze jest do przyjecia, ale
              wydaje mi sie, ze nie dostrzegasz pewnych rzeczy i okropnie je
              upraszczasz. Jasne, kazda z nas ma swoj wlasny sposob odczuwania
              intymnosci, ale osadzanie innych w sposob jaki Ty to robisz nie wydaje mi
              sie wlasciwy. Naprawde wydaje mi sie, ze przydalo by ci sie troche
              samokrytyki.

              • Gość: Nell Re: Nell IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 28.12.01, 22:40
                Nie twierdze, ze jestem nieomylna, i chyba jestem swoim najwiekszym krytykiem... nieogolone nogi,
                owlosienie pod pachami, to byla moja, ze tak powiem metafora literacka...
                • Gość: Monika Re: IMBECYL ( NELL) IP: *.toronto76.dialup.canada.psi.net 29.12.01, 06:05
                  Co za metafory literackie stosujesz ? : debil, kretynki, imbecyl itp. Wszystkie
                  uzywasz jak ktos ma tylko inne zdanie jak ty. Mysle, ze w koncu weszlas na swoj
                  poziom "literacki" . Jestes wyjatkowo plaska gadzina.
                  • Gość: Nell Re: IMBECYL ( NELL) IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 29.12.01, 13:34
                    Gość portalu: Monika napisał(a):

                    > Co za metafory literackie stosujesz ? : debil, kretynki, imbecyl itp. Wszystkie
                    >
                    > uzywasz jak ktos ma tylko inne zdanie jak ty. Mysle, ze w koncu weszlas na swoj
                    >
                    > poziom "literacki" . Jestes wyjatkowo plaska gadzina.
                    -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
                    "Nell ty jestes najwieksza idiotka jaka spotkalam. Mam nadzieje, ze sie udlawisz
                    oscia od karpia." Moniko, to twoje wlasne slowa, nie pochlebiaj sobie, ze masz jakies zdanie... Twoj
                    post pokazal jak bardzo "inetligentna" jestes..., oraz twoj poziom intelektualny..

                    Rozmawiam z ludzmi ich jezykiem..., tak zeby zrozumieli...

                    ps. To byl moj ostatni post do ciebie, nie bede sie juz znizac do twego poziomu.








                    • Gość: Monika Re: IMBECYL ( NELL) IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 30.12.01, 02:14
                      Piszesz jezykiem jaki jest ci bliski i jedynie znany. Nie masz widac nikogo innego na kim
                      moglabys wyladowac swoja zlosc. By the way zapisalas sie juz na ten kurs? Moze napisz swoje
                      wspomnienia z pobytu w tych gumowych scianach. Odniesiesz prawdopodobnie wiekszy sukces
                      niz tutaj. Nie podszywaj sie pod moj nick.
        • Gość: Monika Re: IMBECYL ( NELL) IP: *.toronto95.dialup.canada.psi.net 29.12.01, 06:59
          Kazdy ( podobnie jak ojciec twojego dziecka ) ma to gleboko gdzies, ze
          rodzilas sama. Mozesz rodzic nawet sama na ksiezycu i to nikogo rowniez nie
          bedzie obchodzic, podobnie jak nikt nie ma zamiaru sugerowac sie toba podczas
          podejmowania decyzji rodzic z lub bez , jakakolwiek by ona nie byla.
          • Gość: kasia Re: IMBECYL ( NELL)do moniki IP: 212.244.59.* 31.12.01, 12:33
            Chyba tego dotyczyło pytanie: razem czy osobno i każdy ma prawo wypowiedzieć
            swoje zdanie. Chyba że teraz istnieje tylko jedynie słuszna droga
      • Gość: Monika Re: bez bez bez bez bez bez bez bez bez!!!!!!!!!!! IP: *.toronto81.dialup.canada.psi.net 29.12.01, 06:36
        Po co na korytarzu, niech siedzi w domu i sprzata w tym czasie. Czy kolezanka
        Nell nie dala nam wszystkim takiej instrukcji??
        • Gość: Monika Re: Z Z Z Z Z Z Z Z Z Z Z Z Z Z Z Z Z Z Z Z Z Z Z IP: *.toronto81.dialup.canada.psi.net 29.12.01, 06:39
          Powyzszy post jest dla Velvet
        • Gość: velvet Re: do Moniki IP: *.wloclawek.dialup.inetia.pl 29.12.01, 10:59
          Gość portalu: Monika napisał(a):

          > Po co na korytarzu, niech siedzi w domu i sprzata w tym czasie.


          To chyba nie jest skierowane do mnie po to, żeby mi dokuczyć?


          • Gość: Monika Re: do Velvet IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 30.12.01, 01:56
            Absolutnie nie mialam takiego zamiaru. Powinnam to skierowac do Nell. Ona musi sie czuc bardzo
            nieusatysfakcjonowana tematem: porod rodzinny na forum : seksuologia, ktory zainicjowala. Dlatego
            probuje odbic sobie to tutaj na kazdym kto ma inny poglad niz ona sama. Podszyla sie nawet pod
            moj nick piszac o jakiejs bzdurnej operacji na mezczyznach. To jedna z jej taktyk macenia na forum.
            Mysle, ze forum powinno byc miejscem wymiany mysli, opinii a nie narzucania innym na sile swoich
            pogladow. Dlatego cenie twoje poglady, chociaz sama osobiscie mam inne. Pozdrawiam cie i
            zycze szczesliwego nowego2002 roku. Monika
    • Gość: milene Re: porod z mezem czy bez? IP: *.w.club-internet.fr 28.12.01, 20:35
      Porod z mezem czy bez ?
      Nie wiem w czym problem ?
      Ja rodzilam 2 razy w towarzystwie meza (ktory oczywiscie siedzial przy mnie a
      nie odbieral porodu) i oczywiscie ze znieczuleniem.
      Dobrze, ze on byl ze mna bo bym sie zanudzila (za kazdym razem porod trwal
      okolo 6 godzin) no i dobrze ze znieczuleniem bo nie lubie cierpiec.
      Jednym slowem w takich warunkach az chce sie rodzic.
      • Gość: mk Re: porod z mezem czy bez? IP: *.siedlce.cvx.ppp.tpnet.pl 29.12.01, 07:58
        Tyrysek, naprawdę dobrze się zastanów, boję się, że wypowiedzi niektórych pań o
        tym, jak to strasznie mąż nabiera wstrętu fizycznego po porodzie, zniechęcą Cię
        i parę innych dziewczyn do tego doświadczenia. Sama odpowiedz sobie na pytanie,
        czy Twój mąż to przewrażliwiony facet, no i Ty wiesz najlepiej, czy widuje Cię
        czasem nieumalowaną i chorą, czy tylko zrobioną na bóstwo. Najlepiej zrób jedno
        - niech on będzie z Tobą w pierwszej fazie porodu, a potem zobaczycie, najwyżej
        on poczeka na korytarzu. W tej pierwszej fazie może go co najwyżej przerazić
        Twój ból, jeśli zdecydujesz się rodzić bez znieczulenia. Nie musisz się chyba
        obawiać, a wierz mi, będzie Ci lepiej. Druga faza jest zazwyczaj krótka, więc
        może i nie odczujesz specjalnej różnicy (chociaż nie wiem, ja rodziłam z mężem
        do końca). I powtarzam raz jeszcze - mąż nie będzie zaglądał Ci w krocze (po
        co???), chyba że się uprze (po co???)!! Przecież nie musi przecinać pępowiny,
        jak nie chce. Dlaczego Nell jest tak potwornie napastliwa? Po co do znudzenia
        powtarzać, że poród rodzinny zabija związek, mężowie czują awersję do żon,
        jeśli z nimi rodzili itp? Nużące. Dlaczego aż tak strasznie jej zależy?
        Dlaczego z góry traktuje innych i ich obraża? Twierdzi, że tak nie jest, że
        każdy może robić co chce, po czym pisze: "naiwniary, nie mające własnego
        rozumu, hołdujące amerykańskiej modzie". To tylko jeden z wielu komentarzy
        świadczących o tolerancji Nell. Jak miło. Ech...
        • Gość: Maruda MK IP: *.nyc.rr.com 29.12.01, 20:50
          Dokladnie!!!! Popieram w 100% :-)
          Pozdrowienia :-)
          Maruda
          • Gość: Monika Re: MK IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 30.12.01, 02:00
            Ja rowniez popieram to w calosci. Pozdrowienia Monika ( z Kanady)
        • Gość: Nell Re: porod z mezem czy bez do mk, tylko IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 29.12.01, 21:10
          "Dlaczego Nell jest tak potwornie napastliwa? Po co do znudzenia
          powtarzać, że poród rodzinny zabija związek, mężowie czują awersję do żon,
          jeśli z nimi rodzili itp? Nużące. Dlaczego aż tak strasznie jej zależy?
          Dlaczego z góry traktuje innych i ich obraża? Twierdzi, że tak nie jest, że
          każdy może robić co chce, po czym pisze: "naiwniary, nie mające własnego
          rozumu, hołdujące amerykańskiej modzie". To tylko jeden z wielu komentarzy
          świadczących o tolerancji Nell."

          Ja nigdy nie powiedzialam, ze porod rodzinny zabija zwiazek.!!!!!! Napisalam, ze MOZE go zabic, a
          raczej fizyczny pociag meza do zony. Widok porodu dla mezczyzny moze w nim wyzwolic jakies
          podswiadome leki, obsesje.( U nie kazdego!) Tak sadza niektorzy lekarze, wiem to od mojej
          kolezanki, wtedy gdy to mi powiedziala, studiowala na 5 roku medycyny, dzisiaj jest lekarka.
          Dowiedziala sie tego przy okazji jakis zajec z ginekologii.
          "naiwniary, nie mające własnego
          rozumu, hołdujące amerykańskiej modzie". raczej napisalam to w kontekscie porodu rodzinnego,
          ktrory zdaniem moich dyskutantek jakoby cementuje zwiazek. Moim zdaniem, nic bardziej mylnego..
          jezeli zwiazek jest zły, to wydarzenie to nie tylko tej sytuacji nie naprawi, ale raczej przyspieszy
          rozpad zwiazku(przypadek mej przyjaciolki). A jezeli jest dobry, jak w moim przypadku, to po co go
          cementowac porodem rodzinnym, gdy ja tego nie chce z wiadomych przyczyn?
          Przepraszam, ze wydalam ci sie taka napastliwa, to chyba wina mojego stylu pisania, musze
          popracowac troche nad jego neutralnoscia..
    • Gość: Monika Re: porod z mezem czy bez? IP: *.pl 29.12.01, 20:54
      Oczywiście, że bez. A po tam facet? Ja bym nie chciała uczestniczyć w operacji
      prącia mojego męża, podobnie wygląda poród, ohyda...
      Co innego po porodzie, niech przyjdzie z bukietem róż i drobnym upominkiem dla
      ukochanej, która się męczyła by urodzić jego potomka. No i niech się wdraża do
      opieki nad niemowlęciem, to teraz takie modne!
      • Gość: Maruda Re: porod z mezem czy bez? IP: *.nyc.rr.com 29.12.01, 21:04
        A skad wiesz? widzialas taka operacje pracia??? Jak na moj gust piernik
        niewiele ma do witraka, no ale w sumie nie bylam swiadkiem operacji
        pracia, wiec nigdy nic nie wiadomo... A kto ty w ogole jestes? Twoj nick
        jest troche mylacy, mozna by pomyslec, ze Monika nagle dostala
        schizofrenii i zaczela majaczyc ;-)))))
        • Gość: Monika Re:UWAGA NELL PODSZYWA SIE POD NICKI INNYCH LUDZI IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 30.12.01, 01:14
          Maruda ciesze sie bardzo, ze nie dalas sie nabrac na ten Nelli chwyt ponizej pasa. Uzyla moj nick
          aby podpisac tych kilka swoich bzdur , ktore mialyby zdyskredytowac mnie w oczach innych pan z
          tego forum. A przy okazji zamacic nie pierwszy raz zreszta. Ona potrafi nawet podpisywac sie innymi
          imionami aby pokazac, ze ma rzekomo poparcie ze strony kogos innego niz ona sama. Ja pisze z
          Kanady, a Nell- Monika z Polski.
          • Gość: velvet Re:do Moniki z Toronto IP: *.wloclawek.dialup.inetia.pl 30.12.01, 10:45
            Jeżeli ktoś nie używa swojego e-mail, to obok widnieje adres np. miasta. U Nell
            widnieje "toruń.tpsa.pl" a u tej innej Moniki tylko "pl". U
            Ciebie "toronto.canada". Więc chyba się nie podszywa pod Ciebie? Ja
            przynajmniej nie potrafię tego zmienić. To jest zależne (podobno) od operatora
            z którego linii korzystasz. Pozdrawiam i życzę Ci samych miłych niespodzianek,
            aby ten Nowy Rok był lepszy od swoich poprzedników.
        • Gość: Monika2 Re: porod z mezem czy bez?-do Marudy IP: *.pl 30.12.01, 14:41
          Gość portalu: Maruda napisał(a):

          > A skad wiesz? widzialas taka operacje pracia??? Jak na moj gust piernik
          > niewiele ma do witraka, no ale w sumie nie bylam swiadkiem operacji
          > pracia, wiec nigdy nic nie wiadomo... A kto ty w ogole jestes? Twoj nick
          > jest troche mylacy, mozna by pomyslec, ze Monika nagle dostala
          > schizofrenii i zaczela majaczyc ;-)))))

          Nie jednemu psu Burek, nie spojrzałam wcześniej ile tu różnych Monik, po prostu
          tak mam na imię, ale mogę nazwać się np. Lucy, pasuje?
          A co wspólnych porodów - podtrzymuję swoją opinię, tym bardziej że dwa mam już za
          sobą. Widzałam też kilka innych porodów, wierzcie mi - ohyda.
          • Gość: Maruda Re: porod z mezem czy bez?-do Marudy IP: *.nyc.rr.com 30.12.01, 20:22
            Ja nie twierdze wcale, ze porod to jakies superestetyczne doznanie - ot
            czysta fizjologia, ale nie bardzo rozumiem dlaczego mam sie z tym
            zmagac sama (zreszta , jak juz ktos wspomnial, wcale nie musi mi sie
            gapic w krocze, tylko trzymac mnie za reke z drugiej strony).
            Glownym argumentem oponentek porodow rodzinnych jest to, ze jak maz
            zobaczy porod to mu zona i dziecko zbrzydnie. Ja akurat tego sie nie boje i
            wspolczuje wszystkim , ktore sie tego obawiaja - lepiej znacie swoich
            mezow, wiec moze zeczywiscie bedzie lepiej jesli zostawicie ich w domu
            na czas porodu.
            Gdyby moj maz zazyczylby sobie, zebym mu towarzyszyla przy jakims
            bolesnym zabiegu (pracia czy nie pracia) napewno bym mu nie odmowila.
            Kocham go tak bardzo, ze gdyby moja obecnosc jakkolwiek mu pomogla
            zmagac sie z bolem, z cala pewnoscia bym mu nie tego nie odmowila.
            Pozdrawiam
            • Gość: kasia Re: porod z mezem czy bez?-do Marudy IP: 212.244.59.* 31.12.01, 12:44
              Wrr!
              Napisałam już kilka razy, że nie chodzi o stratę atrakcyjności, tylko wolę ze
              swoim bólem być sama, bo mnie wtedy wszyscy drażnią - też kocham mojego męża,
              po co mam na niego krzyczeć, żeby mi dał spokój z tym trzymaniem za rękę???
              Naprawdę są takie kobiety, uwierz, i czytaj nie tylko to, co Ci pasuje.
              Dla mnie głównym argumentem było, że nie chcę towarzystwa, jak nie chcę go u
              dentysty i na fotelu ginekologicznym oraz przy czynnościach fizjologicznych,
              choć innym (w tym mojemu mężowi) to nie przeszkadza.
              • Gość: Maruda Do Kasi (znowu) IP: *.nyc.rr.com 31.12.01, 21:59
                Kasiu nie warcz, szkoda zebow, a tak sobie i na dentyscie oszczedzisz ;-)
                Jakos nie zauwazylam zebys wczesniej 'caly czas' pisala o tym jak to nie
                chodzi ci o atrakcyjnosc a raczej jej strate w oczach meza w obliczu porodu
                (bo to jak dotad byl glowny argument moich adwersarzy a raczej
                adwersarek w tym topiku), tylko o wlasna wygode, ale nich ni tam bedzie -
                jesli ci tak lepiej to PROSZE BARDZO, ja naprawde nie mam nic przeciwko
                zeby ci bylo wygodnie.
                Mam za to pare argumentow przeciwko calej filozofii, ktora temu
                przypisujesz (ach ta teoria o kiebiecie-bluszczu, albo jeszcze lepsza, o
                antybiotykach i korzystaniu ze srodkow przeciwbolowych -no przepyszna
                poprostu), no ale to juz wyjasnialam i nie bardzo chce mi sie to robic po raz
                enty...
                A skoro porownujesz porod do wizyty u ginekologa, czy czynnosci
                fizjologicznych typu siusianie albo cos w tym guscie, no to GRATULUJE!!!!!
                I zazdroszcze! Obawiam sie, ze dla mnie to jest nieco powazniejsza sprawa.
                Obysmy wszystkie mogly miec rownie lekkie porody- czego niniejszym
                sobie i pozostalym paniom zycze.
                I tym oto optymistycznym akcentem pozwole sobie zakonczyc swe wywody.

                paps

                Gos´c´ portalu: kasia napisa?(a):

                > Wrr!
                > Napisa?am juz˙ kilka razy, z˙e nie chodzi o strate˛ atrakcyjnos´ci, tylko
                wole˛ ze
                > swoim bólem byc´ sama, bo mnie wtedy wszyscy draz˙nia˛ - tez˙ kocham
                mojego me˛z˙a,
                > po co mam na niego krzyczec´, z˙eby mi da? spokój z tym trzymaniem za
                re˛ke˛???
                > Naprawde˛ sa˛ takie kobiety, uwierz, i czytaj nie tylko to, co Ci pasuje.
                > Dla mnie g?ównym argumentem by?o, z˙e nie chce˛ towarzystwa, jak nie
                chce˛ go u
                > dentysty i na fotelu ginekologicznym oraz przy czynnos´ciach
                fizjologicznych,
                > choc´ innym (w tym mojemu me˛z˙owi) to nie przeszkadza.

                • Gość: Nell Re: Do Kasi (znowu) -Do Marudy IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 01.01.02, 19:20
                  O wypraszam sobie... jezeli do mnie pijesz z tym, ze obawa przed utrata atrakcyjnosci w oczach meza
                  jest moim glownym argumenetm przeciwko porodom rodzinnym, to albo ja czegos dostatecznie nie
                  podkreslilam, albo ty nie potrafisz czytac dokladnie, albo wybierasz tylko to, co ci pasuje...Oczywiscie
                  ten aspekt podkreslilam na forum dotyczacym seksuologii, poniewaz chcialam, by watek wiazal sie z
                  zalozeniem tematycznym tego forum. Naprawde mam znacznie wiecej argumentow przeciw rodzieniu
                  z mezem, przedstawilam je, ale ty tego nie zauwazylas, lub nie chcialas zauwazyc.
                  • Gość: Maruda Tym razem do Nell IP: *.nyc.rr.com 02.01.02, 01:16
                    O ile sobie przypominam to twoim glownym argumentem, Nel, przeciwko
                    porodowi rodzinnemu bylo wlasnie to, ze to obrzydliwe, maz moze stracic
                    ochote na seks (albo na zmywanie garow, ale to juz moja wlasna
                    konkluzja), ze to takie fizjologiczne, i w ogole fuj, ze ty nie chcesz z nim
                    rodzic, bo nawet przy nim nie mozesz depilowac nog (a fuj jakie
                    obrzydlistwo). Wspomnialas tez, ze nie potrzebujesz zeby ktos ci sie w
                    takiej sytuacji petal przy twoim boku. I ja naprawde nie mam nic przeciwko
                    temu, ze nie chcesz zeby ci maz towarzyszyl, bo w twoim odczuciu by ci
                    tylko przeszkadzal, ale i owszem, nie zgadzam sie z cala reszta twoich
                    teorii.
                    A jesli uwazasz ze nie mam racji i wybiorczo traktuje twoje argumenty to
                    prosze bardzo, oswiec mnie i przypomnij te, ktore rzekomo pominelam.
                    Pozdr.
                    • Gość: Nell Re: Tym razem do Nell IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 02.01.02, 11:48
                      Gość portalu: Maruda napisał(a):

                      > O ile sobie przypominam to twoim glownym argumentem, Nel, przeciwko
                      > porodowi rodzinnemu bylo wlasnie to, ze to obrzydliwe, maz moze stracic
                      > ochote na seks

                      TAK ,ZACZELAM watek na forum seksuologii opowiadajac o tym jak maz mojej kolezanki stracil do niej
                      pociag po porodzie rodzinnym, nie przecze..., ale trudno mowic o czyms innym, niz awersji seksualnej na
                      tym forum. Poprostu chce, by moja wypowiedz laczyla sie zawsze tematycznie z zalozeniami forum. Na
                      forum kobieta tylko o tym wspomnialam, po postach innych forumowiczow, poza tym trudno o tej awersji
                      nie mowic , jezeli istnieje. Wziecie wody w usta w tej sprawie niczego nie zalatwi.
                      OJ chyba ta awersja seksualna was najbardziej boli.. wspominajac o niej i pozniej czytajac posty w
                      odpowiedzi, poczulam sie , jakbym "wlozyla kij w mrowisko".

                      " (albo na zmywanie garow,"
                      - nie przypominam sobie bym to ja napisala, -o ile wiem to napisala inna osoba , w innym kontekscie-
                      nie, ze maz straci ochote na zmywanie garow po porodzie rodzinnym, ale , ze wazniejsza jest pomoc przy
                      dziecku, wstawanie w nocy do niego, noszenie na rekach , gdy ma calonocne kolki, niz uczestnictwo w
                      porodzie, a potem uchylanie sie od tych obowiazkow (przejrzyj jeszcze raz posty... nikt nie napisal, ze
                      uczestnictwo w porodzie przyczyni sie do nie zmywania garow przez meza...

                      "ale to juz moja wlasna
                      > konkluzja), ze to takie fizjologiczne, i w ogole fuj, ze ty nie chcesz z nim
                      > rodzic,"
                      Mam takie zdanie po moim wlasnym porodzie i ciesze sie, ze meza przy tym nie bylo, bo mialabym
                      dyskonfort psychiczny( chociaz nie napisalam, ze akurat moj maz moglby sie do mnie zbrzydzic)
                      Bo porod jest obrzydliwy i fizjologiczny, powie ci to wiele kobiet , ktore rodzily . Ta krew, wody plodowe,
                      czopy sluzowe, rozwalone krocza, szycie, "rodzenie" lozyska..

                      bo nawet przy nim nie mozesz depilowac nog (a fuj jakie
                      > obrzydlistwo).

                      Nie napisalam, ze ja nie moge sie przy nim depilowac, bo mu sie to nie podoba! To jest tylko moj i
                      wylacznie moj dyskonfort psychiczny. ( chociaz ostatnio, to on zaproponowal mi, ze ogoli mi myszke..:))) )
                      . Takze nie lubie machac obrasnietymi girami oraz pachami przed ludzmi i obojetne czy to jest moj maz,
                      czy siostra, czy tesc, czy ojciec, czy kolezanka. Te poczucie intymnosci i estetyki moge porownac do
                      porodu, chociaz to oczywiscie nie ten sam ciezar gatunkowy.

                      "Wspomnialas tez, ze nie potrzebujesz zeby ktos ci sie w
                      > takiej sytuacji petal przy twoim boku. I ja naprawde nie mam nic przeciwko
                      > temu, ze nie chcesz zeby ci maz towarzyszyl, bo w twoim odczuciu by ci
                      > tylko przeszkadzal, ale i owszem, nie zgadzam sie z cala reszta twoich
                      > teorii.

                      > A jesli uwazasz ze nie mam racji i wybiorczo traktuje twoje argumenty to
                      > prosze bardzo, oswiec mnie i przypomnij te, ktore rzekomo pominelam.

                      Oczywiscie, ty nie tylko wybiorczo traktujesz moje argumenty, ale je tak przeinaczasz, ze czasami gdy
                      czytam twoje posty, to szceka mi opada ze zdziwienia, jak mozna tak przeklamac czyjas wypowiedz.. i
                      przypisywac innym wypowiedzi drugich osob..
                      pozdrowionka.
                      ps. chcialam sie ciebie droga Marudo zapytac, czy wiesz jak porod wyglada? Czy sama rodzilas?
                      I jak myslisz , dlaczego wiele kobiet, ktore pierwsze dziecko rodzily bez meza, dziecko urodzilo sie
                      zdrowe, porod przebiegl w miare normalnie, nie chce obecnosci meza przy porodzie?
                      Tak jest tez w moim przypadku, przekonania tego nabralam dopiero po porodzie, nie przed.


                      > Pozdr.

                      • Gość: Maruda Re: Tym razem do Nell IP: *.nyc.rr.com 02.01.02, 19:44
                        Coraz bardziej nabieram przekonania, ze dalsza dyskusja nie ma sensu,
                        bo nic nie wnosi, zaczynamy sie tylko licytowac kto co mial na mysli. A
                        skad ja mam wiedziec , co ty tak naprawde mialas na mysli - moze
                        zeczywiscie mialas cos innego, ale ja nie mam rentgena ani w oczach ani
                        w komputerze. Pewnie sama sobie nie zdawalas sprawy co tak naprawde
                        nawypisywalas i doszlas do wniosku, ze to ja jestem ta wypaczona....
                        Szkoda mimo wszystko, ze jednak nie przytoczylas tych konkretow, ktore
                        rzekomo pominelam. Bo poza tymi wspomnianymi przeze mnie, plus stek
                        obelg pod adresem kobiet decydujacych sie na porod z mezem ( chcesz?
                        bardzo chetnie zacytuje ) jednak sobie nie przypominam...
                        Zreszta po co to wszystko? Gadal dziad do obrazu....
                        Ps. Rodzic 'per se' jeszcze nie rodzilam - za to poronilam w 12 tygodniu
                        ciazy
    • Gość: velvet Koniec wywodów !!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.wloclawek.dialup.inetia.pl 29.12.01, 22:55
      Każda, która będzie rodzić sama wybierze. Z mężem, partnerem, kochankiem,
      listonoszem, hudraulikiem, bratem, lekarzem czy może pielęgniarzem. Są faceci
      kochający i są obrzydliwcy, którzy np. widok kolejnej córki potrafią
      nawymyślać. Są i tacy, którzy ani razu nie w nocy nie wstali i nie kąpali
      malucha. Więc każda z nas wie (?) z kim ma doczynienia i niech decyduje sama.
      Ile osób tyle opinii. Dzięki bogu nie jest to w sejmie - i nie będzie nam
      narzucone towarzystwo przy porodzie. A wzajemnie się obrażać, to nie przystoi
      MATKOM !!! Popatrzcie lepiej na dzieci i cieszcie się, że je macie, bo żaden
      facet by wam ich nie urodził.
      • Gość: Nell Re: Koniec wywodów !!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 30.12.01, 12:37
        Dokladnie i pozdrawiam.
    • Gość: Nell Najpierw bylam Nell-Dodo, a gdy to upadlo IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 30.12.01, 14:07
      nazwano mnie Nell-Monika z Polski. Ktos ma chyba obsesje w tej kwestii, posadzajac mnie o zmiany
      adresow IP. Oswiadczam, ze nie jestem az tak dobrym informatykiem, by podszywac sie pod adresy
      innych. Nawet nie wiedzialam, ze mozna to zrobic, gdy ma sie stałe łacze do internetu( o tym swiadzcy
      moj IP). Zreszta uwazam, ze ta cala dyskusja nie jest warta funta klaków , a tym bardziej tego, bym
      zadala sobie trud, by poznac sposoby zmiany IP. Po co mam to robić? To takie dziecinne...
      Ale osoba ktora mnie o to posadzila, napewno to potrafi, wiec sama sie pewno podszywa pod
      innych, by sklócic cale forum.

      Ps. Dziekuje drogiej Monice z Kanady za to, ze ma tak wysokie mniemanie o moich zdolnosciach
      informatycznych.. Alez oczywiscie!!!! codziennie przed sniadaniem zmieniam sobie adres IP,
      przekonfigurowuje połowe routerów w Polsce, a potem włamuje sie do CITY Banku, i przelewam
      sobie pare milionow na drobne wydatki! A wieczorem wlamuje sie do PENTAGONU i odpalam pare
      rakiet, tak wiec droga Moniko z Kadady- UWAŻAJ!! :)))))
    • Gość: Maruda Moje drogie IP: *.nyc.rr.com 30.12.01, 20:07
      Dziewczyny - dalsza dyskusja nie bardzo ma sens, bo zamiast
      konstruktywnych argumentow zaczynamy sie wdawac w slowne
      przepychanki. A po co??? Kto chce niechaj sobie rodzi sam, komu to nie
      odpowiada niech zatrudnia malzonka do pomocy. I tak proby przekonania
      drugiej strony nic nie dadza - to jak walenie glowa w mur - szkoda glowy
      :-)
      Samych dobrych rzeczy wszystkim wam w Nowym Roku zycze, a przede
      wszystkim - obiektywizmu :-)
      • Gość: FraMauro Re: Moje drogie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 30.12.01, 21:21
        Uff... wlasnie przebrnelam przez ten caly magiel i pytam: kobiety, po co to
        obrzucanie blotem ? porąbalo Was przed swietami ? Zupa wyszla za slona czy
        jeszcze co innego? Watek dotyczy bardzo osobistej dla nas wszystkich rzeczy, a
        niektore sprowadzaja cala dyskusje do poziomu rynsztoka. Feee...
        Mysle, ze kazda kobieta podejmujac decyzje "z mezem czy bez" podejmuje zawsze
        NAJLEPSZĄ dla siebie samej. Ja nie chcialam meza przy porodzie ale tez nie
        mialam wlasciwie wyboru.Teraz jakos "nie ciagnie" mnie do kolejnego dziecka,
        ale gdyby przyszlo teraz wybierac, to zapewne zabralabym swego milego na
        planowaną cesarke.Byloby szybko, bezbolesnie i w miare estetycznie :)
        Pozdrawiam wszystkie bez wyjatku i zycze wiekszego opanowania w slownych
        bojach !
        • Gość: grag Re: Moje drogie IP: *.ny5030.east.verizon.net 01.01.02, 21:37
          Wszystkie panie uzywaja slowa - maz- nawet w Polsce juz kilkadziesiat procent
          dzieci rodzi sie w sytuacji, gdy ich ojciec nie jest mezem matki, wiec watek
          powinien brzmiec - z ojcem dziecka lub bez.
          • Gość: tyrysek Re: Moje drogie IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 03.01.02, 12:17
            Gość portalu: grag napisał(a):

            > Wszystkie panie uzywaja slowa - maz- nawet w Polsce juz kilkadziesiat procent
            > dzieci rodzi sie w sytuacji, gdy ich ojciec nie jest mezem matki, wiec watek
            > powinien brzmiec - z ojcem dziecka lub bez.

            przepadlo, tematu watku juz sie nie zmieni
            z mezem, ojcem, czy kochankiem... wiadomo, o co chodzi
            lepiej nie czepiac sie slowek, bo to zwykle nie wnosi wiele do dyskusji

            jak sadzicie, czy mezczyzna moze zdecydowac sie na udzial w porodzie bez
            odpowiedniego przygotowania? (tzn. np. w szkole rodzenia)
            • Gość: Nell Re: Moje drogie IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 03.01.02, 13:45
              Gość portalu: tyrysek napisał(a)
              >
              > jak sadzicie, czy mezczyzna moze zdecydowac sie na udzial w porodzie bez
              > odpowiedniego przygotowania? (tzn. np. w szkole rodzenia)
              Nie moze.

              • Gość: frisky2 Re: Moje drogie IP: *.devs.futuro.pl 03.01.02, 14:20
                Gość portalu: Nell napisał(a):

                > Gość portalu: tyrysek napisał(a)
                > >
                > > jak sadzicie, czy mezczyzna moze zdecydowac sie na udzial w porodzie bez
                > > odpowiedniego przygotowania? (tzn. np. w szkole rodzenia)
                > Nie moze.
                >

                Moze

              • Gość: kasia szkoła rodzenia IP: 212.244.59.* 07.01.02, 08:46
                Tygrysku! Moim zdaniem niepotrzebna, ale sądzę, że każdy ma inne zdanie. Mnie
                się kobiety w ciąży nie podobają (ja też) i musząc być ze sobą nie chciałam
                oglądać innych. Dodam, że jak się zaczeły bóle parte to urodziłam na 5 skurczu
                chyba
            • Gość: Aga Re: Moje drogie IP: *.*.*.* 03.01.02, 14:28
              Mój się zdecydował bez żadnej szkoły rodzenia.
              Ale on jest twardziel.
              • Gość: frisky2 Re: Moje drogie IP: *.devs.futuro.pl 03.01.02, 14:35
                Gość portalu: Aga napisał(a):

                > Mój się zdecydował bez żadnej szkoły rodzenia.
                > Ale on jest twardziel.

                Nie trzeba byc twardzielem, zeby byc przy porodzie. Wystarczy kochac zone i
                dziecko.
              • Gość: Nell Re: Moje drogie IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 03.01.02, 14:36
                Wlasnie...:) Mnie jako kobiete porod zszokowal, chociaz przeczytalam troche publikacji na ten temat..
                nie wiedzialam, ze to az tak boli i tak wyglada... , przeczytac opisy to nie wszystko... jezeli na mnie jako
                kobiete porod tak podzialal, to jaka reakcje moze wzbudzic u faceta, ktory boi sie zastrzyku..:)? Mysle,
                ze szkola rodzenia jest nieodzowna, no chyba, ze facet jest twardzielem..:)))
                • Gość: frisky2 Re: Moje drogie IP: *.devs.futuro.pl 03.01.02, 14:40
                  Gość portalu: Nell napisał(a):

                  > Wlasnie...:) Mnie jako kobiete porod zszokowal, chociaz przeczytalam troche pub
                  > likacji na ten temat..
                  > nie wiedzialam, ze to az tak boli i tak wyglada... , przeczytac opisy to nie ws
                  > zystko... jezeli na mnie jako
                  > kobiete porod tak podzialal, to jaka reakcje moze wzbudzic u faceta, ktory boi
                  > sie zastrzyku..:)? Mysle,
                  > ze szkola rodzenia jest nieodzowna, no chyba, ze facet jest twardzielem..:)))


                  Porod moze szokowac, jesli oglada sie go na "chlodno". Ale jesli w gre wchodza
                  ogromne emocje (twoja zona, twoje dziecko), to po prostu przezywasz sprawe
                  uczuciowo i nie zastanawiasz sie nad krwia itp.

                  • Gość: Nell Re: Moje drogie IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 03.01.02, 14:48

                    >
                    >
                    > Porod moze szokowac, jesli oglada sie go na "chlodno". Ale jesli w gre wchodza
                    > ogromne emocje (twoja zona, twoje dziecko), to po prostu przezywasz sprawe
                    > uczuciowo i nie zastanawiasz sie nad krwia itp.

                    To nie tylko krew, to takze straszny bol, skad mezczyzna ma wiedziec, dlaczego kobieta tak cierpi?
                    Przeciez w porodach rodzinnych rola tatusia nie polega tylko na staniu i patrzeniu sie..ale na pomaganiu
                    rodzacej, jezeli ona tego potrzebuje. Tatus nie jest tylko bezwolnym wiidzem, ale takze i aktorem. Szkola
                    rodzenia uczy tatusiow , jak maja sie zachowac w danej sytuacji, kiedy masowac po krzyzu, (niektorym
                    kobietom to sprawia ulge) co to sa bole parte. Przezywac porod uczuciowo nie wystarczy, tatus musi w
                    nim uczestniczyc aktywnie, przeciez "rodzi" z malzonka.
                    >

                    • Gość: frisky2 Re: Moje drogie IP: *.devs.futuro.pl 03.01.02, 14:54
                      Gość portalu: Nell napisał(a):

                      >
                      > >
                      > >
                      > > Porod moze szokowac, jesli oglada sie go na "chlodno". Ale jesli w gre wch
                      > odza
                      > > ogromne emocje (twoja zona, twoje dziecko), to po prostu przezywasz sprawe
                      >
                      > > uczuciowo i nie zastanawiasz sie nad krwia itp.
                      >
                      > To nie tylko krew, to takze straszny bol, skad mezczyzna ma wiedziec, dlaczego
                      > kobieta tak cierpi?
                      > Przeciez w porodach rodzinnych rola tatusia nie polega tylko na staniu i patrze
                      > niu sie..ale na pomaganiu
                      > rodzacej, jezeli ona tego potrzebuje. Tatus nie jest tylko bezwolnym wiidzem, a
                      > le takze i aktorem. Szkola
                      > rodzenia uczy tatusiow , jak maja sie zachowac w danej sytuacji, kiedy masowac
                      > po krzyzu, (niektorym
                      > kobietom to sprawia ulge) co to sa bole parte. Przezywac porod uczuciowo nie wy
                      > starczy, tatus musi w
                      > nim uczestniczyc aktywnie, przeciez "rodzi" z malzonka.
                      > >
                      >


                      Zgadzam sie. Z wyjatkiem tego skad ma wiedziec, ze to kobiete boli. To i bez
                      szkoly rodzenia chyba kazdy wie.
                      • Gość: Nell Re: Moje drogie IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 03.01.02, 14:55
                        tak wiec dlaczego boli?
                        • Gość: frisky2 Re: Moje drogie IP: *.devs.futuro.pl 03.01.02, 15:02
                          No, pomysl.
                          • Gość: Nell Re: Moje drogie IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 03.01.02, 15:04
                            odpowiedz.. , jezeli uwazasz ze maz nie musi uczestniczyc w szkole rodzenia..
                            • Gość: frisky2 Re: Moje drogie IP: *.devs.futuro.pl 03.01.02, 15:10
                              Uwazam, ze powinien, podobnie jak zona. Ale nieuczestniczenie w tej szkole tez
                              ich nie dyskwalifikuje - w koncu urodzic trzeba tak czy siak
                              • Gość: Nell Re: Moje drogie IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 03.01.02, 15:16
                                Wybacz, ale nie skomentuje tej wypowiedzi.
                                • Gość: frisky2 Re: Moje drogie IP: *.devs.futuro.pl 03.01.02, 15:21
                                  W porzadku.
                                  • Gość: Nell Re: Moje drogie IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 03.01.02, 15:24
                                    :)))
                                    • Gość: frisky2 Re: Moje drogie IP: *.devs.futuro.pl 03.01.02, 15:26
                                      xx
                                • Gość: Martini Re: z mężem czy bez a może.... IP: 62.89.76.* 03.01.02, 15:50
                                  Nie wiem czy ktokolwiek wie o jeszcze innej możliwości. Poród rodzinny nie
                                  oznacza wcale konieczności obecności mężą, może kobiecie towarzyszyć matka,
                                  siostra czy przyjaciółka. Wtedy nie ma dylematów związanych z pociągiem
                                  seksualnym! Poród z kobietą, która sama przeszła poród ma tylko plusy, będzie
                                  przy nas ktoś, kto wie co się dzieje i jak pomóc!
                                  • Gość: frisky2 Re: z mężem czy bez a może.... IP: *.devs.futuro.pl 03.01.02, 15:53
                                    Gość portalu: Martini napisał(a):

                                    > Nie wiem czy ktokolwiek wie o jeszcze innej możliwości. Poród rodzinny nie
                                    > oznacza wcale konieczności obecności mężą, może kobiecie towarzyszyć matka,
                                    > siostra czy przyjaciółka. Wtedy nie ma dylematów związanych z pociągiem
                                    > seksualnym! Poród z kobietą, która sama przeszła poród ma tylko plusy, będzie
                                    > przy nas ktoś, kto wie co się dzieje i jak pomóc!


                                    Nie zawsze - jak sie trafi mamuska nadpobudliwa, mocno przejmujaca, to moze
                                    jeszcze zaszkodzic.

    • Gość: Kasia Re: porod z mezem czy bez? IP: 192.168.229.* 03.01.02, 16:45
      Ja osobiście nie wyobrażałam sobie aby mojego męża nie było przy narodzinach
      naszego dziecka. Jeśli uczestniczył w jego poczęciu to dlaczego ma nie być
      obecny także przy porodzie? Dlaczego odbierać ojcu prawo do tej najważniejszej
      chwili.
      Ja mogę na swym mężu całkowicie polegać i nie wstydzę się przed nim ani w
      chorobie, ani w stanach chwilowej niedyspozycji. RAno nie muszę się malować
      zamim współmałżonek obudzi się. Więc obraz spoconej i zmęczonej porodem żony
      nie był dla mojego męża przerażający.
      Podczas porodu mąż nie patrzył mi się bezpośrednio między nogi -po prostu stał
      z boku trzymając mnie za rękę. Więc dlaczego miałabym mu obrzydnąć. Chyba
      trochę przesadzacie z tym przelewem krwi -przecież to nie rzeźnia. A tak na
      marginesie gdyby nawet- to facet oglądając filmy sensacyjne w telewizji
      powinien być oswojony z wszelkiego typu "jatkami".
      Moim zdaniem rola męża (jak w moim przypadku), czy też innej zaufanej osoby
      jest nieoceniona podczas porodu, bo:
      - jest z kim porozmawiać, lekarz czy położna nie siędzą cały czas przy nas,
      więc mąż jest często jedyną osobą, którą można prosić o pomoc;
      - to mąż biega po lekarza czy położną- lekarz był w innym pomieszczeniu ja
      owszem przez 90% porodu (w szpitalu rodziłam 4 godziny) chodziłam, brałam
      prysznic ale wyprawa w poszukiwaniu lekarza raczej byłaby niemożliwa.
      - to mąż masuje plecy, podaje picie, ogólnie pomaga doczekać tych 10cm.
      rozwarcia
      - tuż po porodzie (gdy przeważnie rodzącej robi się piekielnie zimno) okrywa
      kocem, tuli - lekarz zajęty jest stanem zdrowia rodzącej -rzadziej jej
      samopoczucia, zaś położna sprawdza stan dziecka.
      Miałam wspaniałego lekarza (sama go wybrałam) i niezłą położną - na jej wybór
      już nie miałam wpływu) i swój poród oceniam bardzo pozytwynie - bez
      komplikacji - dziecko 10p. to w dużej mierze jest to zasługą mojego męża.
      RAFCIU! dziękuję Ci za to.
      • Gość: Kajka Re: porod z mezem czy bez? IP: *.pl 03.01.02, 17:53
        Jestem doprawdy wzruszona.
        Może pożyczysz mi Rafcia na parę wieczorów, kiedy już mu się znudzi spocona i
        nieumalowana żonka w dresach i espadrylach? Zmajstruje mi dzieciaka i jeszcze
        pot z czoła obetrze przy porodzie. Co za ideał!!!
        • Gość: sullivan Re: porod z mezem czy bez? IP: 172.29.179.* 03.01.02, 19:10
          Kajka, twoj komentarz daje mi ochote wypic szklanke whiskacza na czczo, a
          pozniej sie porzygac (jesli nie zrozumialas, znaczy to, ze uwazam go za
          niebywale glupi i prymitywny).
          • Gość: Kajka Re: porod z mezem czy bez? IP: *.pl 03.01.02, 20:09
            Zrozumiałam. Ale Ty nie zrozumiałaś (łeś?)tak naprawdę mojego komentarza.
            Lepiej więc zajmij się tym co Ci wychodzi lepiej - piciem i rzyganiem.
            Pozdrawiam.
        • Gość: FraMauro Re: porod z mezem czy bez? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 03.01.02, 20:07
          Kajka odnosi wszystko do siebie samej (to o spoconej babie w dresach...) stad
          tez jej zazdrosc :)
          • Gość: Kajka Re: porod z mezem czy bez? IP: *.pl 03.01.02, 20:15
            A co Framauro też masz takiego Rafcia w domu? Nie zazdroszczę, naprawdę. Ale
            punkt dla Ciebie. Bardzo dobry komentarz.
    • Gość: TadeuszL Re: porod z mezem czy bez? IP: 148.81.52.* 03.01.02, 20:21
      Z mężem.Chociaż muszę Wam wyznać, że każdy poród (3x) był dla mnie
      wstrząsającym przeżyciem - zupełnie nie wiem co bym zrobił gdyby nie było przy
      tym mojej Żony!

      Pozdrawiam
      .T.
      • Gość: Kajka Re: porod z mezem czy bez? IP: *.pl 03.01.02, 20:48
        Brawo! To najlepsza wypowiedź na ten temat. Oddaje w pełni istotę porodu. Facet
        przy porodzie: czy jest, czy go nie ma, kogo to obchodzi? Ale gdyby zabrakło
        przy porodzie kobiety. Nie ma szans. Poród się nie uda.
        Dziewczyny podejdźcie wreszcie do życia z dystansem a nie przez pryzmat faceta.
    • Gość: Mia Śmiech na sali... IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 03.01.02, 22:49
      Dorosłe kobiety, matki, a nie pojmują, że różnią się między sobą potrzebami
      emocjonalnymi i chcą je sobie zmieniać nawzajem racjonalnymi argumentami...
      niewiarygodne!
      Proponuję kompromis: rodzic z ojcem; ale nie dziecka, tylko własnym. Odpadną
      obawy o pociąg seksualny... ;-)
      PS Nell, poza wszystkim innym, nawet tchórzliwe i niesamodzielne kobiety maja
      prawo do macierzyństwa, wiesz?
      • Gość: Nell Re: Śmiech na sali... IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 04.01.02, 11:06
        P"S Nell, poza wszystkim innym, nawet tchórzliwe i niesamodzielne kobiety maja
        prawo do macierzyństwa, wiesz? "

        Pzrepraszam, ze tak napisalam,( szczerze mowiac wcale tak nie uwazam, sa
        przeciez wyjatki ;) )chociaz mialam powody by tak napisac...
        • Gość: Maruda Re: S´miech na sali... IP: *.nyc.rr.com 04.01.02, 18:12
          No wlasnie, mnie strasznie oburzyly w pewnym momencie twoje slowa
          Nell, ze takie 'tchorzostwo' i 'histeryzowanie' dyskwalifikuje kobiete jako
          dobra matke. Poprostu padlo troche zbyt ostrych slow. Ale fajnie, ze
          umiesz sie do tego przyznac.
          Pozdr.:-)
          • Gość: ewa Re: S´miech na sali... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.01.02, 18:47
            A mnie się wydaje, że bycie dobrš matkš to przede wszystkim umiejętno�ć
            zrozumienia innych bez przylepiania im etykietek, to panowanie nad własnymi
            emocjami i nie zapominanie, że to sš moje emocje, tylko moje, i że nie jestem
            pępkiem �wiata, który jako jedyny ma monopol na wła�ciwe widzenie spraw. To
            zrozumienie, że kto� może co� widzieć zupełnie inaczej, ale z tego absolutnie
            nie wynika , że jest to niewła�ciwe.
            Prawdę mówišc, absolutnie mnie nie obchodzi, co sšdzicie na temat, czy
            ktokolwiek inny powinnien rodzić sam czy z matkš babkš mężem...Miałam nadzieję
            na to,że się dowiem, co dla was było najlepsze, bez automatycznego wskazywania
            (no, nie wszystkie oczywi�cie) jedynie słusznej filozofii. Prawdę mówišc,
            zupełnie mnie nie obchodzi, że kto� stracił pocišg seksualny po porodzie, bo
            znam takich co tracili i bez porodu i to do oszałamiajšco pięknych kobiet. Nie
            obchodzš mnie też historie o mdlejšcych mężach, bo o żadnym takim nie słyszałam.
            A, na razie pa, bo mój mšż i syn wrócili i muszęsię nimi zajšć.
            • Gość: ewa Re: S´miech na sali... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.01.02, 20:16
              Gość portalu: ewa napisał(a):

              > A mnie się wydaje, że bycie dobrš matkš to przede wszystkim umiejętno�ć
              > zrozumienia innych bez przylepiania im etykietek, to panowanie nad własnymi
              > emocjami i nie zapominanie, że to sš moje emocje, tylko moje, i że nie jestem
              > pępkiem �wiata, który jako jedyny ma monopol na wła�ciwe widzenie spraw. To
              > zrozumienie, że kto� może co� widzieć zupełnie inaczej, ale z tego absolutnie
              > nie wynika , że jest to niewła�ciwe.
              > Prawdę mówišc, absolutnie mnie nie obchodzi, co sšdzicie na temat, czy
              > ktokolwiek inny powinnien rodzić sam czy z matkš babkš mężem...Miałam nadzieję
              > na to,że się dowiem, co dla was było najlepsze, bez automatycznego wskazywania
              > (no, nie wszystkie oczywi�cie) jedynie słusznej filozofii. Prawdę mówišc,
              > zupełnie mnie nie obchodzi, że kto� stracił pocišg seksualny po porodzie, bo
              > znam takich co tracili i bez porodu i to do oszałamiajšco pięknych kobiet. Nie
              > obchodzš mnie też historie o mdlejšcych mężach, bo o żadnym takim nie słyszałam
              > .
              > A, na razie pa, bo mój mšż i syn wrócili i muszęsię nimi zajšć.
              Kontyuuję.A więc historie o mężach mdlejšcych w czasie porodu słyszę wyłšcznie od
              kobiet negatywnie nastawionych do porodu rodzinnego i zawsze bez konkretów. Mam
              wrażenie, że jest to taki sposób na dowarto�ciowanie się - co tam chłopy, my to
              dopiero....No bo oni mdlejš, a nam nawet asysty nie trzeba.
              Co dalej - acha, to, że w czasie porodu mšż będzie rozpraszał. O tym słyszałam,
              ale znów jest to rzecz, o której można mówić tylko jako o własnym do�wiadczeniu.
              Wiem, że sš kobiety, które czujš się powołane, aby chronić męża . Ja nie. Prawdę
              mówišc, �rednio mnie obchodziły jego męki psychiczne, że mi nie może pomóc, o ile
              ich doswiadczał.To był wyjštkowy moment i byłam skupiona na najważniejszym -
              urodzeniu dziecka. On też i każde z nas miało swoje zadanie. Żyłam w innym
              �wiecie, ale mogłam tam przebywać swobodnie i bezpiecznie, bo tutaj czuwał mój
              mšż, człowiek, do którego miałam absolutne zaufanie. Ale to ja. Wiem, bo słyszę
              jak rozmawiajš moje koleżanki, że traktujš swoich mężczyzn jak takich chłopaczków
              trochę nie tego. Ale ja po�lubiłam mężczyznę, nie małego chłopca potrzebujšcego
              opieki. Z całš pewno�ciš wiem, że dałabym sobie radę sama, tak samo jak wiem, że
              mogę maszerować dziesięć godzin bez �niadania i jedzenia(sprawdziłam). Tylko po
              co? Osobi�cie wolę dotyk ręki męża, gdy szłam na stół urodzić, niż obcej kobiety.
              Co do tego obrzydzenia - już w tydzień po porodzie nie mogli�my się doczekać
              seksu i zostali�my wystawieni na ciężkš próbę. Nawiasem mówišc ostatni raz
              kochali�my się już , jak się po fakcie okazało, w czasie porodu. O wła�nie teraz
              mój pełen obrzydzenia mšż dopomina się odrobiny czuło�ci.
              Wiem, że sš kobiety, które bardzo dbajš o własnš atrakcyjno�ć w oczach męża. Ja
              nie. Czasem jestem laskš, czasem wiedżmš a czasem wyglšdam jak zielona
              kiełbasa.Takie jest życie , a może ja jestem zbyt leniwa, aby to życie upiększać
              niejako etatowo.
              Jest natomiast co�, co wydaje mi się przykre , a mianowicie wstręt do własnego
              ciała. Te okre�lenia to tylko fizjologia, obrzydzenie do odcišgania pokarmu. Dla
              mnie to wszystko było fascynujšce - obserwowanie, jak pracuje moja macica, jak
              mogę się rozlu�nić, aby jak najwięcej tlenu do niej dotarło, aby jej nie
              przeszkadzać, uczucie, gdy główka się przesuwa, gdy wyskakuje, zapadajšcy się
              brzuch, mleko tryskajšce z piersi jak na obrazie mistrza z XVI wiecznej Francji -
              rewelacja. Gdy inne kobiety kwitujš to słowem -fizjologia, to trochę tak, jakby o
              dziecku powiedzieć - producent kup. Niby prawda.
              Byłam bardzo szczę�liwa rodzšc Jacusia. Nie musiałam chodzić sama po pustym,
              ciemnym korytarzu, robiłam swoje, a gdy tego potrzebowałam, mój mšż podawał mi
              rękę, wodę, pomagał, aż wreszcie jako pierwszy dotknšł naszego syna, sam go
              ubrał, po czym posprzštał w mieszkaniu i przewijał go co noc przez wiele długich
              miesięcy.
              Nigdy w życiu nie o�mieliłabym się radzić żadnej kobiecie czy ma rodzić sama czy
              z mężem. Tylko ona wie, co czuje , kim jest i kim jest dla niej jej mšż -
              przyjacielem, najbliższš osobš czy może - mężem. A może kim� , kogo po�lubiła, bo
              jako� tak wyszło, a faceci to ogólnie dupki, tchórze i niedojdy.
              A co do znieczulenia - zawsze je biorę u dentysty, ale nie w czasie porodu - to
              było zbyt interesujšce, aby przegapić. Możliwe, że przy bólach z krzyża
              zmieniłabym zdanie.
              • Gość: tyrysek Re: S´miech na sali... IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 06.01.02, 17:20
                zaczynajac ten watek, wlasnie na takie wypowiedzi liczylam- wasze zdanie,
                odczucia, wrazenia
                potepianie kogos za odmienne zdanie jest, jak w kazdej dyskusji, niestosowne...
              • Gość: Aga Re: S´miech na sali...gratuluję Ewo IP: *.*.*.* 07.01.02, 08:25
                Ewo, właśnie w Twojwj wypowiedzi jest
                sedno sprawy. Ze każdy, kto decyduje się na macierzyństwo i ojcostwo, powinien
                być dojrzały. Dlatego dziwią mnie takie wypowiedzi kobiet, które są już
                matkami - takie nietolerancyjne pyskówki, bez zahamowań, bez szacunku dla
                poglądów innych osób. Moje panie, czy to właśnie chciałybyście przekazać swoim
                dzieciom? Gratuluję...ja moje dziecko chcę wychować inaczej.
                Czemu chcecie narzucać innym swoje stanowisko?
                Dla mnie poród rodzinny to była super sprawa. Mąż był tak aktywny, że pewnie
                się zmęczył bardziej niż ja (wyobrażacie sobie masowanie krzyża przez
                kilkanascie godzin kobiecie, która śpi między skurczami i nic do niej nie
                dociera?) Rozpraszał mnie owszem - i to odciągało moją uwagę od bólu. Po
                porodzie, kiedy mnie szyli w ogólnym znieczuleniu, przez dwie godziny siedział
                z naszą córeczką i patrzył na nią. Żadnego obrzydzenia nie było, była za to
                czułość, radość i oczekiwanie w napięciu na ten "pierwszy raz".
                Dla mnie to było piękne przeżycie. Nie dla każdego tak musi być. Co w tym
                dziwnego?
                Trochę tolerancji i zrozumienia, moje panie...
                • kathy tolerancja 07.01.02, 09:16
                  Gość portalu: Aga napisał(a):

                  > Ewo, właśnie w Twojwj wypowiedzi jest
                  > sedno sprawy. Ze każdy, kto decyduje się na macierzyństwo i ojcostwo, powinien
                  > być dojrzały. Dlatego dziwią mnie takie wypowiedzi kobiet, które są już
                  > matkami - takie nietolerancyjne pyskówki, bez zahamowań, bez szacunku dla
                  > poglądów innych osób. Moje panie, czy to właśnie chciałybyście przekazać swoim
                  > dzieciom? Gratuluję...ja moje dziecko chcę wychować inaczej.
                  > Czemu chcecie narzucać innym swoje stanowisko?
                  > Dla mnie poród rodzinny to była super sprawa.
                  A dla mnie nie byłby super i też mam prawo do takiego stanowiska, podobnie jak ty
                  do swojego. Myślę, że autorce wątku zależało na wszystkich opiniach i równie
                  cenne są w związku z tym uwagi zwolenniczek i przeciwniczek porodów rodzinnych.
                  Ja zaliczam się do grona tych drugich, oczywiście odnoszę to tylko do siebie.
                  Powodów jest wiele - i nie chodzi o względy estetyczne czy ewentualny brak
                  pociągu męża do żony w następstwie jego udziału w takim porodzie, bo nawet nie
                  myślałam o takiej ewentualności. Naprawdę nie wiem, co jest głównym powodem, że
                  nie zdecydowałam się na poród rodzinny,ale nie chciałam go zupełnie świadomie i
                  zdecydowanie. Poród to dla mnie fizjologia i to nie ta najpiękniejsza. Jedyny
                  cudowny moment w tym wszystkim, to wreszcie pojawienie sie dziecka i euforia jaka
                  temu towarzyszy. Być może w tym właśnie momencie chciałabym widzieć męża, ale
                  wcześniej nie. Kobiety reagują różnie, ja z bólem wolę być sama.


                  Mąż był tak aktywny, że pewnie
                  > się zmęczył bardziej niż ja (wyobrażacie sobie masowanie krzyża przez
                  > kilkanascie godzin kobiecie, która śpi między skurczami i nic do niej nie
                  > dociera?)

                  Podziwiam, że mogłaś spać w takiej sytuacji!


                  Rozpraszał mnie owszem - i to odciągało moją uwagę od bólu. Po
                  > porodzie, kiedy mnie szyli w ogólnym znieczuleniu, przez dwie godziny siedział
                  > z naszą córeczką i patrzył na nią. Żadnego obrzydzenia nie było, była za to
                  > czułość, radość i oczekiwanie w napięciu na ten "pierwszy raz".
                  > Dla mnie to było piękne przeżycie. Nie dla każdego tak musi być. Co w tym
                  > dziwnego?
                  > Trochę tolerancji i zrozumienia, moje panie...

                  I vice versa...

                  • Gość: Aga Re: tolerancja IP: *.*.*.* 07.01.02, 12:12
                    Kathy, Ty mnie w ogóle nie zrozumiałaś...
                    Moja wypowiedź kierowana była zarówno do przeciwniczek, jak też zwolenniczek
                    porodu rodzinnego. Czytaj uważnie. Już samo to, że odebrałaś moją wypowiedź
                    jako atak na Twoje poglądy, świadczy, że nie jesteś nastawiona na twórczą
                    dyskusję. Przeczytaj proszę ostatni akapit mojego listu, a przekonasz się, że
                    nie chciałam nikomu nic narzucać. Wkurzają mnie zarówno ataki na Nell, jak też
                    na osoby mające przeciwne poglądy, podczas, gdy to jest sprawa prywatna, i
                    nikomu nic do tego, jak rodzę. W tym się zgadzamy, nieprawdaż?
                    PS. Mogłam spać. Poród trwał prawie dobę. Byłam strasznie wycieńczona, jak
                    tylko ból mijał, zasypiałam.
                    • kathy Re: tolerancja 07.01.02, 15:01
                      Chyba nie zrozumiałam...Ja tez jestem za wolnym wyborem ( dobrze, że teraz jest
                      możliwy!), czy wybrać poród rodzinny, czy nie. Tylko sama przyznasz, że panuje
                      teraz moda na rodzenie z mężem. Kiedy powiedziałam w szpitalu, że nie chcę
                      porodu rodzinnego, wszyscy się dziwili, czułam się oceniana przez pryzmat
                      mojego wyboru. A przecież nie ma związku uczestnictwo ojca przy porodzie z jego
                      późniejszym zaangażowaniem w ojcostwo. Mam dwa przykłady w najbliższym
                      otoczeniu- ja rodziłam sama a mąż mój jest bardzo dobrym, zaangażowanym w
                      wychowanie córek ojcem, a moja kuzynka rodziła z mężem,a teraz jego udział w
                      wychowaniu dziecka jest praktycznie żaden...
                      P.S.Ja rodziłam 23 h za 1 razem, dawano mi dożylnie glukozę, bo słabłam, ale
                      spać nie mogłam, pewnie i z bólu i z przejęcia...
                      • muzaaa Re: porod bez meza 07.01.02, 15:12
                        Zostawic go w spokoju, niech sam rodzi.
                    • Gość: Nell Re: tolerancja IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 07.01.02, 15:44
                      Moze, to niezupelnie na temat, ale sledzac ta cala dyskusje doszlam do wniosku, ze duzy wplyw na
                      nasz stosunek do wlasnej fizycznosci, do wspolnego z mezem porodu, ma wychowanie, to wsrod
                      jakich osob przyszlo zyc i dorastac. Wiem,ameryki nie odkrylam, ale chyba nie wszyscy forumowicze
                      sa swiadomi tej zaleznosci...

                      ps. bardzo prosze, nie posadzajcie mnie o to ze glownym powodem, ze nie chcialam rodzic z mezem
                      byl brak makijazu. To jest bardzo obrazliwe. Byly inne powody, wsrod ktorych na plan pierwszy
                      wysuwa sie brak potrzeby rodzenia z kimkolwiek, potzreba bardzo szeroko rozumianej intymnosci ..
                      Wystarczylo w moim przypadku zebym napisala, ze chcialam meza widziec po porodzie, nieopatrzne
                      wspominajac okolicznosci, ze bylam wtedy wykapana i pamalowana , a zaraz osoby inteligentne
                      inaczej podlapaly temat, robiac ze mnie kobiete, ktora w makijazu kladzie sie do lozka i ktorej maz
                      nigdy nie widzial z wypiekami. A porod jako Tabu- no coz... moim zdaniem dla niektorych panow, to
                      rzecz nieodzowna, a nie ciemnogrod, jak mi zarzucila jedna z forumowiczek.. niektorzy panowie sa
                      bardzo delikatni , wiec trzeba dbac o ich psychike...:-)) A ta delikatnosc nie powinna ich dyskredytowac
                      jako mezow i ojcow, bo moga byc przy niej naprawde wspanialymi ludzmi..
                      • Gość: velvet do Nell i matek polek IP: *.wloclawek.dialup.inetia.pl 08.01.02, 01:14
                        Nie przejmuj się opiniami zachwyconych matek porodami rodzinnymi. Należy
                        pogratulować wspaniałych mężów. Czytając wszystkie "napaści" na Ciebie,
                        chciałam uniknąć tego samego i nie napisałam, że również znam parę małżeństw
                        zakończonych na sali porodowej. Faktem jest, że faceta nie postawią od strony
                        położnej. Ale sama obecność niejednego przyprawiła o - delikatnie pisząc -
                        zawrót głowy. Na pewno obecność partnera przy boku, "korzystniej" wpływa na
                        personel, ale nie wiem czy aż tak bardzo pomaga w zniesieniu bólu? A
                        podejrzewam, że nie jeden partner chciałby, żeby żona ładnie się położyła i
                        ładnie wstała. :))) Po jakimś czasie, powyciągane swetry, spodnie od dresu,
                        niepomalowane paznokcie, i niepodkreślone oczy - drażnią. Przecież facet to
                        wzrokowiec, który nie lubi oglądać "świerszczyków"? Po co wszędzie w reklamach
                        są ekstra babki. Dlaczego niepomalowana, przy kości nie reklamuje szamponu,
                        telefonu albo samochodu? Takie zabiedzone są w reklamach piwa, gdzie facet się
                        z nich naśmiewa (wcale nie lepszy) albo fatalnych środków czyszczących. I
                        jeszcze jedna pocieszająca myśl, "matki-polki" z forum nie znają Cię, więc
                        nadal możesz bezpiecznie chodzić po ulicy. :)))) I kto by pomyślał, że takie
                        niewinne pytanko wywoła taką burzę. I zamiast zastanawiać się "czy z mężem czy
                        bez", lepiej pomyślcie jak "nakopać" rządowi za skrócone urlopy macierzyńskie,
                        braki zasiłków i nie wiadomo za jakie jeszcze ich pomysły. Pozdrawiam
                        • Gość: Aga Re: do Nell i matek polek - do velvet IP: *.*.*.* 08.01.02, 08:54
                          Słuchaj, ale nie przesadzaj - to że mąż był np. ze mna przy porodzie, nie
                          znaczy, że łażę po domu w dresach, z maseczką i lokówkami! Nie oznacza
                          zaniedbania! Wręcz przeciwnie, nawet siedząc w domu z noworodkiem nie spędziłąm
                          ani jednego dnia w podomce, starałam się i dalej staram być atrakcyjną dla męża.
                          Pisanie o wyciągniętych dresach w kontekście porodu rodzinnego uważam za
                          demagogię. To nie ma nic wspólnego.
                          • Gość: velvet do Agi IP: *.wloclawek.dialup.inetia.pl 08.01.02, 10:46
                            Nie podniecaj się tak! Ja tylko napisałam, że faceci, to wzrokowcy!!!!
                            • Gość: Aga Re: do Agi IP: *.*.*.* 08.01.02, 11:20
                              No wiem, przecież sama mam takiego...;-)
                              Chodziło mi o to, żeby nie utożsamiać porodu rodzinnego z tymi legendarnymi
                              dresami, lokówkami, maseczkami, kapciami i brakiem makijażu, bo to są różne
                              rzeczy. I masz rację, że jak to u nas, z tak małego problemu można zrobić
                              wielkie halo, a wystarczy trochę tolerancji...
                              • Gość: velvet Re: do Agi IP: *.wloclawek.dialup.inetia.pl 08.01.02, 12:33
                                Być może, moje nastawienie do tego tematu, jest spowodowane dwoma poprzednimi
                                związkami... kiedy to, spotkałam dwóch cholernych wzrokowców. Jeden chciał mieć
                                w domu Pamelę Anderson, a drugiemu wystarczyło, żebym wyglądała jak
                                w "Dynastii". Nuczona przez poprzedników - obecnego, wolałam nie
                                ryzykować. :))) W sumie faceta można dopiero poznać... na rozprawie
                                rozwodowej. :)
                        • Gość: Nell Re: DO VELVET IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 08.01.02, 21:11
                          Jak to jest, ty cos napiszesz, a prawie caly atak zwolenniczek porodow rodzinnych- teoretyczek skupia
                          sie na mnie? Mi naprawde trudno dyskutowac z kobietami ktore nie rodzily, bo to jak rozmawiac ze
                          ślepymi o kolorach... Co o tym sadzisz?
                          • Gość: velvet do Nell IP: *.wloclawek.dialup.inetia.pl 08.01.02, 22:55
                            Jakby Ci tu napisać? Po prostu musiały znaleźć kozła ofiarnego :))) Nie
                            przejmuj się, zawsze możemy "zwinąć" zabawki i iść do domu. :))))
                      • Gość: ewa Re: tolerancja IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.01.02, 08:46
                        Bardzo mi przykro,ale od dbania o własnš psychikę tudzież od oceniania jej
                        stanu jest jej wła�ciciel. Nie mam zamiaru traktować własnego męża jak durnia,
                        który nie jest w stanie tego zrobić.I bardzo mnie drażni taka
                        wspaniałomy�lno�ć, bo uważam że jest fałszywa i pobrzmiewa lekceważeniem i
                        pobłażliwo�ciš.A co do wyglšdu - uważam, że większo�ć polskich facetów po
                        trzydziestce wyglšda tak, że zgłaszanie z ich strony jakichkolwiek zażaleń do
                        wyglšdu ich żon �wiadczy że golš się po omacku, a w dużym lustrze nigdy się nie
                        widzieli. Zacznijcie od siebie, panowie.Gdy z ulic zniknš męskie cišże, wtedy
                        pogadamy!
    • Gość: x Re: porod z mezem czy bez? IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 07.01.02, 22:03
      • Gość: frisky2 Re: porod z mezem czy bez? IP: *.devs.futuro.pl 08.01.02, 13:25
        Ewo, zauwaz, ze to nie faceci, ale kobiety pisza o tej rzekomej meskiej obsesji
        co do kobiecego wygladu. Bylem na sali porodowej, co wiecej - bylem setki razy
        w sali szpitalnej i nigdy widok mojej zony czy innych kobiet nie wzbudzil we
        mnie odrazy, albo niecheci. Ekstra wygladu oczekuje sie od kobiety w innych
        sytuacjach i okolicznosciach.
        moze to raczej wiele pan ma obsesje na punkcie swego wygladu i tworza na tej
        podstawie jakies mity. A strach przed kompromitacja paralizuje je tak bardzo,
        ze wola nawet pozbawic meza tego niesamowitego przezycia jakim jest obecnosc
        przy narodzinach wlasnego dziecka.
        • Gość: velvet Re: porod z mezem czy bez? IP: *.wloclawek.dialup.inetia.pl 08.01.02, 13:41
          Gość portalu: frisky2 napisał(a):


          Bylem na sali porodowej, co wiecej - bylem setki razy
          > w sali szpitalnej i nigdy widok mojej zony czy innych kobiet nie wzbudzil we
          > mnie odrazy, albo niecheci.


          Lekarz ?????
        • Gość: Nell Re: porod z mezem czy bez? IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 08.01.02, 13:43
          "Bylem na sali porodowej, co wiecej - bylem setki razy
          w sali szpitalnej "

          Tak wiec EXtra mezu empatycznie nastawiony do swej zony, napisz dlaczego kobiete boli w I
          fazie porodu, bo jeszcze mi nie odpowiedziales na to pytanie, twierdzac przy tym, ze niepotrzebne jest
          uczestnictwo meza w szkole rodzenia..
          • Gość: frisky2 Re: porod z mezem czy bez? IP: *.devs.futuro.pl 08.01.02, 13:46
            Nell, nie odpowiem Ci, bo wypaczasz moje poprzednie wypowiedzi: nigdzie nie
            napisalem, ze niepotrzebne jest uczestnictwo meza w szkole rodzenia.
            • Gość: Nell Re: porod z mezem czy bez? IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 08.01.02, 13:54
              03-01-2002 14:20 wtedy to napisales, zerknij jezeli ci pamiec szwankuje..
              • Gość: frisky2 Re: porod z mezem czy bez? IP: *.devs.futuro.pl 08.01.02, 14:00
                Gość portalu: Nell napisał(a):

                > 03-01-2002 14:20 wtedy to napisales, zerknij jezeli ci pamiec szwankuje..
                Nell.....
                Tamta wypowiedz znaczyla dokladnie: ze mezczyzna moze uczestniczyc w porodzie,
                nie chodzac wczesniej do szkoly rodzenia. A nie znaczyla ze nie ma potrzeby by
                facet chodzil do szkoly rodzenia.
                • Gość: Nell Re: porod z mezem czy bez? IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 08.01.02, 14:06
                  Ja rozumiem to jednoznacznie, jezeli facet wg ciebie moze uczesniczyc w porodzie bez uczestnictwa
                  w szkole rodzenia, to nie ma potrzeby twoim zdaniem by w takowej uczestniczyl.
                  • Gość: frisky2 Re: porod z mezem czy bez? IP: *.devs.futuro.pl 08.01.02, 14:09
                    Gość portalu: Nell napisał(a):

                    > Ja rozumiem to jednoznacznie, jezeli facet wg ciebie moze uczesniczyc w porodz
                    > ie bez uczestnictwa
                    > w szkole rodzenia, to nie ma potrzeby twoim zdaniem by w takowej uczestniczyl
                    > .

                    Jest potrzeba, ale nie ma koniecznosci. Tylko o to mi chodzilo
                    • Gość: Nell Re: porod z mezem czy bez? IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 08.01.02, 14:14
                      spoko
                    • Gość: ewa Re: porod z mezem czy bez? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.01.02, 14:23
                      Nell chyba znowu chce się kłócić - nie wiem dlaczego tak zjadliwie pisze. mój
                      mšż nieraz mi mówi, że wyglšdam fantastycznie, choć kobiety będš innego zdania.
                      I faktycznie Nell, przesadzasz z tš jednoznaczno�ciš. Ja też uważam, że jest
                      potrzeba, nie ma konieczno�ci. I tak się składa, że ze względu na mój stan
                      zdrowia, nie mogli�my uczestniczyć w szkole rodzenia.A jednak mój facet spisał
                      się wspaniale.
                      Boże drogi, rodziła� sama, to rodziła� sama, ale naprawdę nie możesz uwierzyć,
                      że mężczyzna kochajšcy żonę i oczekujšcy dziecka nie my�li w kategoriach
                      estetycznych? Że przeżycie jest niesamowite i to niekoniecznie jako
                      niesamowicie obrzydliwa fizjologia? Ze jak się czeka na dziecko i przeciez nie
                      wiadomo do końca, czy wszystko dobrze pójdzie, to człowiek, nawet mężczyzna nie
                      my�li o takich bzdurach?
                      Dla ciebie to okropne, ale uprzejmie cię proszę, nie podważaj słów innych, że
                      dla nich - drugorzędne. I to w tak niesympatyczny sposób.
                  • Gość: Nell Re: porod z mezem czy bez? IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 08.01.02, 14:36
                    "Nell chyba znowu chce się kłócić - nie wiem dlaczego tak zjadliwie pisze"

                    Co ja tak zjadliwie pisze??? Oswiec, prosze..
                    Ja tylko napisalam, ze nieodzowne jest uczestnictwo meza w szkole rodzenie, poniewaz 80 % panow
                    ( nie lekarzy), nie orientuje sie w ogole w fizjologii kobiety, a najbardziej w fizjologii porodu. Jak on ma
                    pomoc, jezeli nie odroznia fazy I i II porodu. Porod rodzinny ma chyba jakies zalozenia prawda? I nie
                    chodzi tu o to by maz jak kukla stal i gapil sie na rodzaca malzonke? Ma tez przeciez malzonce pomoc
                    w bolu?

                    Sorry, ale nic tym razem nie napisalam o atrakcyjnosci, poniewaz ten temat, przynajmniej jesli chodzi
                    o mnie, uwazam za zamkniety.
                    • Gość: frisky2 Re: porod z mezem czy bez? IP: *.devs.futuro.pl 08.01.02, 14:42
                      Nell, wszystko co piszesz to racja, ale sa tez inne aspekty sytuacji, ktore
                      musisz wziac pod uwage. Np. to, ze nie kazdy ma mozliwosc uczestniczenia w
                      szkole rodzenia - czy wowczas nie ma prawa byc przy porodzie? Nie kazda kobieta
                      orientuje sie w swojej fizjologii - czy nie ma prawa rodzic? Zabronimy jej
                      tego? Wybacz - to brzmi absurdalnie, ale do absurdow dochodzi sie, gdy nie
                      bierze sie pod uwage wszystkich okolicznosci.
                      • Gość: Nell Re: porod z mezem czy bez? IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 08.01.02, 15:14
                        Gość portalu: frisky2 napisał(a):

                        > Nell, wszystko co piszesz to racja, ale sa tez inne aspekty sytuacji, ktore
                        > musisz wziac pod uwage. Np. to, ze nie kazdy ma mozliwosc uczestniczenia w
                        > szkole rodzenia - czy wowczas nie ma prawa byc przy porodzie? Nie kazda kobieta
                        >
                        > orientuje sie w swojej fizjologii - czy nie ma prawa rodzic? Zabronimy jej
                        > tego? Wybacz - to brzmi absurdalnie, ale do absurdow dochodzi sie, gdy nie
                        > bierze sie pod uwage wszystkich okolicznosci

                        Jezeli porod rodzinny ma spelniac swoje zalozenia odgorne ( mowie tylko w tym kontekscie), to facet
                        nieoswiecony w fizjologii porodu musi sie doksztalcic w szkole rodzenia.

                        Przykro mi, ale kobiety nieorientujacej sie w fizjologii swoich narzadow rodnych jeszcze nie spotkalam,
                        Fizjologia odzywa sie u kobiety co miesiac, wiec trudno, zeby jej nie znala (moje znajome maja IQ
                        powyzej 100, potrafia czytac) wiec jesli chodzi o kobiete, to "wspanialomysle":))) zgodze sie, ze nie musi,
                        wystarczy, by potrafila czytac albo obserwowac swe cialo, albo to i to, sama rodzilam bez uczestnictwa w
                        szkole rodzenia i faza II przeszla mi wspaniale.
    • Gość: Alicja Re: NIECH WROCI ROWNOSC. IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 08.01.02, 14:40
      Kiedys to byla ROWNOSC . Nikt sie nie wyroznial. Kazda rodzila SAMA i to bylo
      bardzo SPRAWIEDLIWE. A dzisiaj co? Nie dosc, ze bol fizyczny doskwiera to
      trzeba jeszcze patrzec na te niesamodzielne pieszczoszki, ktore musza byc
      glaskane przez mezow po krzyzu zeby urodzic. Ja to co innego, bohaterka. Ja
      siama wszystkiemu podolam. Tylko po co mi na oczy wlaza te slabeuszki ? Czy
      musze przez nie cierpiec psychicznie? Ze co ? Sama? Maz w domu . Wszystko gra.
      Niech na mnie nie patrza, ze cos nie tak. To ja sama tak chcialam. Jeszcze sie
      ze mna rozwiedzie przez te porody.... Lepiej go nie wystawiac na probe. Poki co
      dokopac tym marnotom chociaz tu, tam zajeta i w bolu. GLOSUJE ZA
      ROWNOSCIA. Zadnych mezow, glaskania, niepotrzebnych spojrzen. Nie denerwowac
      matek rodzacych samotnie!!!!
      • Gość: kasia Re: NIECH WROCI ROWNOSC.do Alicji IP: 212.244.59.* 08.01.02, 15:31
        Co cię napadło?
        Ja rodziłam bez męża, bo tak chciałam a ze mną w różnych konfiguracjach kilka
        kobiet, których mężów też nie było - nie wiem czemu, obojątne, ale dla mnie to
        było okropne, że one tak jęczą i stękają i nic pieknego w tym nie widziałam. I
        równie brzydkie wydawałoby mi się, gdyby takiej stękającej ktoś masował plecki.
        Chyba nikt tu nie pisał, że obrzydliwe jest i drażniące, kiedy z kobietą jest
        mąż przy porodzie - to jest ich indywidualna decyzja, ale czemu rzucać się na
        osoby, które w porodzie nie widzą nic pięknego fizycznie - w swoim ani cudzym?
        Aha - i chyba żadna z osób rodzących samodzielnie nie napisała, że te co rodzą
        z są bee. Natomist uszanuj, że ktoś nie chce narażać nikogo poza personelem
        medycznym na brzydkie widoki (nie rodziłabym ani z matką, ani z babką ani z
        koleżanką). MAm koleżankę, która chce zabrać męża na cesarkę, ponieważ poród
        wydaje jej się czymś tak obrzydliwym, że nie zniosłaby go, ale uważą, że ok
        jest asystowanie faceta przy operacji. Sprawa jej i męża. Też mi chodzą ciarki
        po kręgosłupie jak jej słucham, ale nie mówię, że jest bee, bo teraz jest moda
        na porody siłami natury...
    • Gość: Nell Re: porod z kuklą czy bez? IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 08.01.02, 17:45
      Nie wiem, czy ktoras z pan rodzacych z mezem odpowie na to pytanie, ale korci mnie , by je zadac. Czy
      gdy uzgodnilyscie z mezem, ze bedziecie rodzic razem, to czy wystarczyla wam obecnosc meza przy
      porodzie jako bezwolnej, przygladajacej sie porodowi kukly, czy moze maz czynnie uczestniczyl w
      porodzie, sprawiajac wam ulge w bolach porodowych, masowal, pomagal przec, przecinal
      pepowine?
      • Gość: Alicja Re: porod z kuklą czy bez? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 08.01.02, 18:47
        Pewnie, maz to bezwolna, bezuzyteczna kukla. I po co takie cos w ogole chodzi
        po swiecie. Ani to nie urodzi dziecka, ani nie przetnie pepowiny, ani nawet
        nie umie usunac bolow partych. Totalny relikt.Tak samo jak i matka siedzaca w
        szpitalu kolo lozka chorego dziecka. Taka, beznadziejna, bezuzyteczna kukla co
        to ani bolu nie usunie, ani choroby nie przepedzi. Tylko glaszcze glupia po tej
        glowce, szepcze cos tam do ucha . Tak jakby to moglo komukolwiek pomoc w
        czymkolwiek.
        • Gość: Nell Re: porod z kuklą czy bez?Do Alicji IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 08.01.02, 18:59
          Zupelnie przeinaczylas, to co chcialam powiedziec, mam nadzieje, ze nie w celu wywolania klotni?
          Siedzaca, przy chorym dziecku matka, nie tylko wykonuje ta czynnosc, rowniez pilegnuje je, podaje
          picie, masuje obolaly brzuszek, wyrecza pielegniarki. Bo jaka by byla matka, gdyby biernie przygladala
          sie cierpieniu swego malenstwa? Gdybys byla matka, to bys to wiedziala.
          • Gość: Alicja. Re: porod z kuklą czy bez?Do Nell IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 08.01.02, 19:18
            Nic nie przeinaczylam. Zrozumialam cie dobrze. Matka jestem dobra i tkwie przy
            lozku moich dzieci jesli sa chore. Pomagam im psychicznie, podaje
            picie,wyreczam pielegniarki. Tak samo jak moga to robic mezowie w czasie porodu
            ze swoimi zonami. Sama w koncu odpowiedzialas na pytanie po co jest maz w
            czasie porodu. Nie po to aby wyreczac personel medyczny, ale zeby pomoc jej
            przetrwac psychicznie(jesli taka jest jej wola )ten trudny czas. Bo do latwych
            momentow w zyciu to nie nalezy, prawda? A wiec to nie kukla tak samo jak i
            matka przy lozku dziecka nie jest kukla.Pozdrawiam
            • Gość: Nell Re: porod z kuklą czy bez?Do Alicji IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 08.01.02, 19:26
              Kukla to jest maz ktory stoi z wybaluszonymi slepiami, bo nie wie co sie dzieje z malzonka, jest
              bardziej przerazony niz ona sama, a rola meza "rodzacego" z zona to masowanie krzyza, podawanie
              picia, naklanianie do efektywniejszego parcia, z pepowina przesadzilam, chociaz moj kolega ja
              przecinal przy narodzinach swojego dziecka.
              Co do matki, jej dotyk czesto eliminuje bol u dziecka, a samo siedzenie na krzeselku, no coz, dziecko
              przez swe cierpienie nawet by tego nie zauwazylo.
    • Gość: Maruda Velvet, Nell IP: *.nyc.rr.com 08.01.02, 18:33
      Hmmm...a tutaj jak widze nic nowego - bledne kolo poprostu...

      Nell, zadalam sobie trud, zeby przebrnac ponownie przez wszystkie twoje
      wypowiedzi i zobaczyc czy faktycznie przeoczylam jakies istotne fakty i
      argumenty - nestety poza tymi 'estetycznymi' zbyt wiele 'argumentow' nie
      przytoczylas ( a nawiasem mowiac watek estetycznosci jak zauwazylam
      bardzo czesto przewija sie w twoich wypowiedziach, i to nie tylko na
      watkach 'porodowych'), owszem okreslilas swoje wypowiedzi
      twierdzeniami o delikatnosci (niektorych) panow i o tym jak to ich trzeba
      chronic ich wrazliwa psychike przez obrzydlistwem jaki jest porod (a nawet
      wysunelas pewne teorie o tym jak ma sie obecnosc meza przy porodzie
      do tego jakim jest pozniej ojcem). Pomijam kwestie obrzydlistwa - rzecz
      gustu.
      Acha, pod koniec dyskusji owszem stwierdzilas , ze tak naprawde to ci
      chodzilo o twoja intymnosc. Spoko, twoja intymnosc, twoja sprawa,
      nikomu w to ingerowac. Ale cala reszta - zwlaszcza ta, ktora podchwycila
      velvet - to karkolomne dywagacje, by nie rzec - bzdury.
      Ale byc moze cos pominelam, jako zapewne - wedlug ciebie - jedna z
      osob "inteligentnych inaczej" jak raczylas ochrzcic swych adwersarzy (a
      jako twoja oponentka zapewne rowniez mieszcze sie w tej 'kategorii' - a
      tak w ogole brawo, gratuluje kultury dyskusji i wypowiedzi). Jesli sie tak
      stalo - oswiec mnie prosze.

      Velvet - no szkoda w sumie ze nie przytoczylas przypadkow tych
      zniesmaczonych panow. Ja raczej nie chcialabym byc z facetem, ktorego
      nie bylbym pewna, ktoremu balabym sie pokazac bez makijazu czy nie daj
      Boze w dresie. Ja mam to szczescie, ze moj facet akcepuje mnie w
      calosci, ze wszystkimi wadami i niedociagnieciami, a nie tylko wizerunek
      zawsze atrakcyjnej i usmiechnietej kobiety, zarezerwowany dla reszty
      swiata. Owszem, po jakims czasie zaniedbanie zony moze razic meza -
      ale ja wcale nie pisalam o etatowym paradowaniu w podomce i walkach
      na glowie, ale o chwilowych dolkach i momentach, w ktorych licze na
      oparcie i pomoc mojego partnera.
      Porod jest dla mnie momentem, w ktorym zyczylabym sobie aby on mnie
      wspieral, i wiem, ze mnie nie zawiedzie.
      Sama stwierdzilas, ze trafili ci sie juz tacy 'wzrokowcy' - to dlaczego ich
      zostawilas??? Czyzbys jednak nie byla z nimi az tak szczesliwa? Boisz sie
      ze twoj obecny bedzie taki jak ci poprzedni jesli zobaczy cie w porodzie?
      Nawet jesli, to znaczy, ze taki byl juz wczesniej, i to wcale nie wina porodu,
      ale jego samego.
      Taka gadka nie robi nic innego tylko utwierdza mizoginistyczne stereotypy
      pokutujace w naszym spoleczenstwie.

      Tak naprawde to przeciez chodzi o wolnosc wyboru, prawo kobiety do
      decydowania o tym co jest dla niej najlepsze, a nie pod pryzmatem tego,
      czy przypadkiem nie jest to dla mojego meza niewygodne lub obrzydliwe i
      dostosowywanie sie do jego 'wzrokowstwa' pod plaszczykiem wlasnego
      'estetyzmu'. Dla mnie w moim zwiazku bardzo wazne jest partnerstwo - ja
      licze sie z potrzebami mojego meza, a on z moimi, ale zdaje sobie sprawe
      ze nie kazdemu musi taki model odpowiadac.

      Ufff.. troche sie rozpisalam - mam nadzieje, ze nikogo nie zanudzilam :-)
      • Gość: velvet "Maruda" nick pasuje do ciebie idealnie !!!! IP: *.wloclawek.dialup.inetia.pl 08.01.02, 18:40
        • Gość: Nell Re: Wlasnie - IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 08.01.02, 18:52
          Ilez mozna w kolko pieprzyc o ty samym...
      • Gość: velvet Re: Velvet, Nell IP: *.wloclawek.dialup.inetia.pl 08.01.02, 23:08
        > Sama stwierdzilas, ze trafili ci sie juz tacy 'wzrokowcy' - to dlaczego ich
        > zostawilas??? Czyzbys jednak nie byla z nimi az tak szczesliwa?


        Zostawiłam ich z powodu kasy! Odnośnie pierwszego, nie miałam na wyrzucenie
        ok.4000zł na "pełną piątkę" ani ochoty na skalpel, a odnośnie drugiego on nie
        miał wystarczającej ilości kasy, żeby mnie "ubrać" w dynastię. :))) A jak jest
        kasa, to i szczęście też przyjdzie. Jak to mówią: "bogatemu i diabeł dzieci
        kołysze". Dzięki temu spokojnie mogę poddawać się dyskusji na temat porodów. :)))
        • Gość: Maruda Re: Velvet IP: *.nyc.rr.com 08.01.02, 23:18
          Czyli ten trzeci jest bogaty??:-))))) Fajnie, tez bym tak chciala ;-)
          Ale - zanosi sie na zupelnie nowa dyskusje (o kasie) - trzeba by ja
          przeniesc na nowy watek :-)
          Pozdrawiam :-)
    • Gość: Alicja Re: NIECH WROCI ROWNOSC. IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 08.01.02, 19:03
      Drogie Panie wracam ponownie do watku rownosci. Niech kazda kobieta
      demokratycznie rodzi sama, bo ja rodze sama. I to jest sprawiedliwe i jedynie
      sluszne. Mozliwosc wyboru te sprawiedliwosc zakloca. Glosuje ponownie za
      zniesieniem mozliwosci wyboru przy porodzie jak rowniez za tym aby matek nie
      wpuszczac do szpitala do chorych dzieci, bo i po co? Niech sie mecza same.
      Zreszta taka matka czy ojciec sa tam absolutnie niepotrzebni, nie usuna bolu,
      nie zlikwiduja choroby, tylko plota tam jakies bajki do ucha.
      • Gość: Nell Re: NIECH WROCI ROWNOSC. do Alicji IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 08.01.02, 19:12
        Wracaj kobieto na drzewo...Nie prowokuj klotni!!
        • Gość: Alicja Re: NIECH WROCI ROWNOSC. do Nell IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 08.01.02, 19:23
          Kobieto nie chce siedziec na tej samej galezi z toba. Zycze spokoju.
          • Gość: Nell Re: NIECH WROCI ROWNOSC. do Nell IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 08.01.02, 19:28
            To opanuj sie troszke, kobieto puchu marny!!
            • Gość: Alicja Re: NIECH WROCI ROWNOSC. do Nell IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 08.01.02, 19:49
              To ty nie kobieta? Pozdrawiam kimkolwiek jestes.
              • Gość: Nell Re: NIECH WROCI ROWNOSC. do Nell IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 08.01.02, 19:57
                Tez pozdrawiam:)))
      • Gość: Maruda Alicja IP: *.nyc.rr.com 08.01.02, 19:24
        Niezle :-)))) Mniej wiecej o to mi wlasnie chodzilo.
        Trzymaj sie mocno - i nie daj sie zagryzc 'estetkom' ;-)
        Pozdr. :-)
    • Gość: Maruda A ja sobie pomarudze... IP: *.nyc.rr.com 08.01.02, 19:22
      Velvet - bardzo sie ciesze, ze podoba ci sie moj nick - mi rowniez;-)
      Ja marudze, a i wy ciagle to samo w kolo macieju, jak katarynki...
      A co do ciebie Nell - porazka na calej linni - prostaczka jestes a w dodatku
      zle wychowana - nie wiesz co powiedziesz, to sie 'odwdzieczasz'
      inwektywami'. Chamstwo i tyle. Stracilam jakakolwiek nadzieje na
      racjonalna wymiane pogladow z Toba. Moglabym w tym miejscu dodac
      pare zlosliwosci (twoje wypowiedzi obfituja w przerozne 'perelki'), ale nie
      bede sie znizac do twojego poziomu, biedna sfrustrowana kobieto - idz
      lepiej golic nogi.
      Nie mam zamiaru wiecej z toba konwersowac - zegnam.

      • Gość: Alicja Re: A ja sobie pomarudze... IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 08.01.02, 19:25
        Dobrze to ujelas. A twoj nick uwazam za wyjatkowo wdzieczny.
      • Gość: Nell Re: A ja sobie pomarudze... IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 08.01.02, 19:44
        "A co do ciebie Nell - porazka na calej linni - prostaczka jestes a w dodatku
        zle wychowana - nie wiesz co powiedziesz, to sie 'odwdzieczasz'
        inwektywami'. Chamstwo i tyle."

        Jakze MI przykro , wprost niewymownie!!!!!!:)))

        "Stracilam jakakolwiek nadzieje na
        racjonalna wymiane pogladow z Toba. "

        Zeby wymieniac poglady, to trzeba miec z kim i o czym. TY nie masz o czym wymieniac pogladow, bo
        nie rodzilas, ja natomiast nie mam z kim, poniewaz porod dla ciebie Marudo, to zjawisko obce.

        Moglabym w tym miejscu dodac
        pare zlosliwosci (twoje wypowiedzi obfituja w przerozne 'perelki'), ale nie
        bede sie znizac do twojego poziomu, biedna sfrustrowana kobieto - idz
        lepiej golic nogi. "
        I Vice Versa
        zajdz wreszcie w ta ciaze i urodz to dziecko, moze nie bedziesz wtedy taka zlosliwa. i zgorzkniala.

        Rowniez zegnam, bylo ciekawie aczkolwiek nieprzyjemnie.
        • Gość: ewa Re: A ja sobie pomarudze... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.01.02, 22:13
          Ale ja mam dziecko. Przykro mi, Nell, ale nie mogę zrozumiec twojej
          zło�liwo�ci -czy sarkastyczne super empatyczny męzu czy też ten tekst z kukłš,
          który nie �wiadczy ani o życzliwym podej�ciu do innych ludzi, ani o dobrym
          wychowaniu.Uważam, że mimo że urodziła� dziecko, jeste� zgorzkniała i bardzo
          napastliwa i niesympatyczna. Nigdy zresztš nie uważałam macierzyństwa za lek na
          podobne przypadło�ci, a ty jeste� tego najlepszym dowodem. Daruj sobie też
          przechwalanie się, jak to sprawnie rodzisz, bo to już naprawdę �mieszne. Nie
          rozumiem też, czemu się tak troszczysz o przygotowanie mężów do porodu - temat
          wszak cię nie dotyczy. Zawsze takie życzliwe osoby sš dla mnie podejrzane, bo
          mam wrażenie, że szukajš okazji, aby po raz kolejny sobie dowie�ć własnej
          wyższo�ci. Apeluję do ciebie, aby� zastosowała się do własnej rady i nie mówiła
          o rzeczach , o których nie masz pojęcia - a nie masz, bo wszak nie rodziła� z
          mężem, czyż nie? Więc wykaż odrobinę pokory i nie ucz innych ludzi, co majš
          robić w sytuacji, w której nigdy nie była� i nie masz żadnych do�wiadczeń.
          Chciałam tylko zaznaczyć, że sš ludzie, którzy umiejš słuchać i sš małżeństwa,
          które się po prostu doskonale rozumiejš. Nie oczekiwałam od męża masażu pleców,
          bo mnie nie bolały, nie oczekiwałam wsparcia przy parciu, bo nie było
          potrzeby.Chciałam, by podał mi wodę, u�miechał się do mnie i pomagał wleżć na
          stół, a od czasu do czasu szepnšł - kocham cię. I nawet nie musiałam mu tego
          mówić - on mnie doskonale zna i zna moje potrzeby. Szkoła rodzenia nic by tu
          nie zmieniła. A masaż pleców robi mi na tyle często, żeby go wykonać nawet
          przez sen. A przy następnym dziecku mam zamiar i�ć do szkoły, z ciekawo�ci.
          Wezmę sobie z niej to, co mi będzie odpowiadało.
          I jeszcze jedno pytanie, dlaczego twoja wyobra�nia pracuje wyłšcznie na "nie"?
          To tylko w tej kwestii czy też ogólnie zawsze ci przychodzš do głowy te niemiłe
          okoliczno�ci?
        • Gość: Flame Re: A ja sobie pomarudze... IP: 10.100.20.* 08.01.02, 22:26
          Chcialem tylko dodac, ze znam Marude bardzo dobrze i daleko jej do
          zgorzknialosci. Po przetarciu sie dzielnie przez ta slowna biegunke, tylko
          sporadycznie przeplatana jakims sensownym postem, doszedlem do wniosku
          nastepujacego: nie nalezy, powtarzam, nie nalezy atakowac Nell. Jest to osoba,
          ktorej 'mestwo' i dzielnosc przy porodzie zaowocowalo pomieszaniem zmyslow z
          bolu. Nalezy wspolczuc, po glowie poglaskac. Nie jej wina.

          A wracajac do tematu: Maruda i pare osob sprzyjajacych wyrazily poglady, pod
          ktorymi sie niniejszym podpisuje. Pozdrawiam cieplo.
          • Gość: velvet poród tylko z ojcem dziecka ! IP: *.wloclawek.dialup.inetia.pl 08.01.02, 22:52
            W związku z tak dużą ilością pozytywnych opinii o porodach rodzinnych...
            zmieniam zdanie. Poród tylko i wyłącznie w obecności ojca naszego dziecka ! Jak
            to mówią, aby nie zginąć w stadzie, trzeba przyjąć jego zachowania. Nie chcę
            być zlinczowana za odmienne poglądy.
            • Gość: Maruda Re: poród tylko z ojcem dziecka ! IP: *.nyc.rr.com 08.01.02, 23:04
              Velvet tu wcale nie chodzi o poglady ani tym bardziej o linczowanie.
              Ja caly czas powtarzam, ze jesli czujesz, ze chcesz rodzic sama bo tak ci
              dyktuje twoja intymnosc - no to przeciez o to chodzi! Nikt nie twierdzi ze to
              cos zlego. Co innego gdy sie straszy kobiety, ze jeszcze im mezom cos
              sie przekreci jak je zobaczy w porodzie - jak juz byl pokrecony wczesniej to
              moze i owszem. Cala pseudofilozofia, ktora niektore osobniki temu
              przypisuja jest bez poprostu bez sensu.
              Ja sie sprzeciwiam calej tej 'estetycznej' gadce, a nie porodom bez meza
              jako takim.
              Pozdr.
            • Gość: ewa Re: poród tylko z ojcem dziecka ! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.01.02, 23:07
              Daj spokój, Velvet!Mogę mówić tylko o sobie i podkre�lam po raz enty - dla mnie
              poród rodzinny był wspaniały. Twój poród - twoja sprawa. Mam nadzieję, że mnie
              do linczujšcych nie zaliczasz, przynajmniej, dopóki zajmujesz się własnymi
              potrzebami i nie tracisz niepotrzebnie sił na dorabianie epitetów dla my�lšcych
              inaczej.
              • Gość: velvet Re: poród tylko z ojcem dziecka ! IP: *.wloclawek.dialup.inetia.pl 08.01.02, 23:11
                Dziękuję! Od razu mi ulżyło... I sen będzie spokojniejszy... Pozdrawiam !!! :)))
                I dobrej nocki (dla matek w Europie) i miłego dnia dla reszty świata. :))))
          • Gość: Nell Re: Ach..:))) IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 09.01.02, 13:18
            Gość portalu: Flame napisał(a):

            > Chcialem tylko dodac, ze znam Marude bardzo dobrze i daleko jej do
            > zgorzknialosci.

            Mamy adwokata! Moze ja tez zaprzegne kilku moich przyjaciol, ktorzy napisza, ze
            znaja mnie bardzo dobrze, i ze nie jestem prymitywna chamka i prostaczka, oraz
            pusta lalka( epitety naszej "bardzo tolerancyjnej i kulturalnej" Marudy.
            To zalosne...:(


            Po przetarciu sie dzielnie przez ta slowna biegunke, tylko
            > sporadycznie przeplatana jakims sensownym postem, doszedlem do wniosku
            > nastepujacego: nie nalezy, powtarzam, nie nalezy atakowac Nell.

            Wlasnie:), nalezy rozmawiac, dyskutowac, ale nie atakowac. Dyskusja z
            nastawieniem na zrozumienie innosci drugiej osoby jest oznaka tolerancji, a atak
            jest oznaka nieumiejetnosci trzymania nerwow na postronkach, braku kultury
            dyskusji (sama tez nie jestem bez winy, dalam sie sprowokowac)

            Jest to osoba,
            > ktorej 'mestwo' i dzielnosc przy porodzie zaowocowalo pomieszaniem zmyslow z
            > bolu. Nalezy wspolczuc, po glowie poglaskac. Nie jej wina.

            Wybacz, ale od oceniania mojego zdrowia psychicznego, jest moj maz, moj syn, moja
            rodzina, moi przyjaciele, moi znajomi. Ocena ta jak najbardziej wypada na moja
            korzysc. Wspolczucia i glaskanie nie potrzebuje, nie jestem kobieta bluszczem,
            ani mimoza.

            Pozdrawiam Age :))Dlaczego takich osob jak ty, jest w POlsce tak niewiele?
Pełna wersja