laelia
20.07.07, 17:12
ale ze mnie to jednak idiotka jest i nie mogę się powstrzymać od gdybania.
Było tak. Poznaliśmy się, facet super, wygadany, wesoły, przystojny, seksowny
jak diabli... Oboje jesteśmy wolni, żeby nie było wątpliwości. Zaiskrzyło
(seksualnie, nie miłośnie), trochę się poczuliliśmy, zaprosił mnie do siebie
i...
Nie poszłam. Trochę z przyczyn obiektywnych, ale przecież plany zawsze można
zmienić, a trochę - no sama nie wiem dlaczego. Fajny był, myslałam, że się
odezwie. Nie odezwał się, ale ponieważ jestem dorosła i wiem czego chcę to ja
napisałam, odpisał miło. Zadzwoniłam, powiedział, że powinniśmy się umówić,
że nie może gadać, ale oddzwoni. Nie oddzwonił. Cóż, mogę zainicjować kontakt
z facetm raz czy drugi, ale przecież nie będę się narzucać. Przeżyć
przeżyłam, załamać się nie załamałam, w kompleksy i inne takie nie wpadłam.
Żałować trochę może decyzji pożałuję.
Tylko nie mogę zapanować nad wyobraźnią, bo ciągle myslę jaki to byłby jednak
świetny seks. Fakt, wyobraźnie mam niczego sobie i zapewne pzrewyższa
potencjalną rzeczywistość, ale co tam.
No i po co mi to, się pytam? Sama jestem swoim najgorszym wrogiem :)