soczewica
23.06.03, 11:39
no bo tak.
z radością gotuję obiadki, przynoszę rano śniadenie do łóżka facetowi (skoro
wstałam wcześniej)
mierzi mnie styl pisania p. Dunin (jak dotąd spodobał mi się tylko jeden
felieton), przynajmniej na tyle na ile ją znam, a uczciwie rzecz biorąc znam
tylko z WO - na więcej nie mam ochoty
panią Graff polubiłam przeczytawszy Świat bez kobiet.
śmieszą mnie dyskusje ideologiczne pań-feministek i ich zaciętość
irytuje mnie stereotyp feministki jako energicznego babona, paskudnego i
walczącego o równe prawa
Giertychowi przejechałabym po głowie maszynką do strzyżenia trawy, a panów z
Wszechpolskiej, obrzucających farbą pływającą klinikę aborcyjną chętnie
obdzieliłabym niechcianymi dziećmi - dla każdego po jednym, niech wychowują
skoro są przeciwni aborcji.
co to ma być, że w gronie kobiet i mężczyzn panowie podają ręce tylko innym
panom, a panie pomijają? grrr.
kiedy robię placki ziemniaczane o które męczy mnie mój facet, zaprzęgam go do
tarcia ziemniaków, ale tylko co drugi raz
kiedy słyszę "zrób kawkę" to robię kawkę. sobie przy okazji bawarkę
zażywam pigułki antykoncepcyjne
bardzo chętnie zostałabym kurą domową i spełniała się w czyszceniu domu i
zapełnianiu lodówki
szlag mnie trafił, kiedy u mojego faceta byli jego znajomi - hałasowali w
nocy, a kiedy rozbudzona wyszłam z sypialni żeby ich uciszyć,
jeden "dowcipnie" stwierdził: myślałem, że herbaty nam zrobiła
to jak mam się definiować? jakio feministka czy antyfeministka??
a może po prostu człowiek, szukający miejsca w życiu, nie zdeterminowany
własną płcią, wymagający dla siebie szacunku?
soczewica