tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu

26.07.07, 15:43
Zadzwonila do niego w sobote o 6 rano, kiedy lezelismy w lozku przytuleni do
siebie. Powiedzial, ze powinien odebrac, w koncu do porodu zostalo jakies 3
tyg., a ona mowi, ze w kazdej chwili moze urodzic. Odebral przy mnie, w mojej
sypialni, slyszalam prawie kazde jej slowo, jej pretensje: gdzie jest i z
kim, kiedy wroci, dlaczego nie moze byc normalny, grozila, ze zdzwoni do jego
siostry do SA(a to zreszta nie bylby pierwszy raz). Slyszalam jego klamstwa i
zrobilo mi sie niedobrze, mialam ochote sie rozplakac. Skonczyl i wrocil do
lozka a ja przez chwile mialam ochote go uderzyc i poprosic, zeby sie wynosil
z mojego domu i mojego zycia i dal mi spokoj raz na zawsze. Zamiast tego
usmiechnelam sie do niego a on zaczal glaskac mnie po twarzy i mowic, ze nie
mam powodu, zeby czuc sie winna. Potem powiedzial, ze jestem za mloda, za
piekna i inteligentna, zeby wiklac sie w ten trojkat. Odpowiedzialam, ze
chyba za pozno zaczal o tym myslec, w koncu oklamywal mnie przez jakies 10
miesiecy. Caly dzien spedzilismy razem, jak dwoje dzieciakow bawilismy sie w
dom: wspolne gotowanie, jedzenie,zmywanie no i cudowny sex. A wieczoram on
wrocil do niej, do matki swojego dziecka, do kobiety, ktora kocha na swoj
dziwny chory sposob i bez ktorej nie moze zyc.
Nie narzekam , bo wybralam taki los, zreszta tak samo jak ona. Z tym, ze ona
pewnie miala nadzieje, ze on sie zmieni. No tak, ciaza, upragnione dziecko-
syn, chociaz ona wolalaby corke. Pewnie obiecywal, ze skonczy swoj romans a
ona uwierzyla, myslala, ze on dorosnie i ze bedzie mogla na nim polegac, moze
myslala tez, ze ja dam sobie i jemu spokoj w tych okolicznosciach. Nie wiem,
co bedzie kiedy dziecko juz sie urodzi, nie chce o tym myslec, choc to juz
tak niedlugo. Ciesze sie, ze to nie corka, w ten sposob ja wciaz pozostaje
jego baby girl, jak czasem mnie nazywa. Wiem, ze od niej nie odejdzie, sa
razem od lat i chociaz rozstawali sie po drodze pare razy, zawsze do siebie
wracali.
Kiedy jestesmy razem jest nam cudownie, jestem szczesliwa. Zastanawiam sie
czasem czy go kocham, ale nie umiem sobie na to pytanie odpowiedziec, zreszta
to niczego nie zmienia. Chce zeby byl szczesliwy
    • ataharika Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 26.07.07, 15:47
      Niszczysz swoje życie i przyszłość. I to przy boku kompletnego obrzydliwego dupka.
    • izabellaz1 Zieeeeeew nt 26.07.07, 15:47

      • candy24 żałosna jestes 27.07.07, 09:55
        żźycze ci żeby kiedys twoj facet tez cie zdradzał z jakas dziwka , kiedy
        bedziesz juz w ciazy!!!!!!!!!!!!!
        • asqe Re: żałosna jestes 27.07.07, 11:03
          Nie sadze, zebym kiedykolwiek mogla zaufac jakiemus mezczyznie na tyle, zeby
          sie z nim zwiazac. A co do ciazy to matka nie zamierzam nigdy zostac.
          • deodyma Re: żałosna jestes 28.07.07, 16:55
            nigdy nie mow nigdy...
    • palya Re: tel. o 6 rano, czyli hist. głupiej dziewczyny 26.07.07, 15:48

    • kotkaaaa Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 26.07.07, 15:48
      mam nadzieje, ze to tylko fikcja, a nie czyjes pop.....e zycie
    • palya Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 26.07.07, 15:51
      a teraz wyobraźmy sobie ze głupia dziewczyna zachodzi w ciąże..no i kicha
    • asqe Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 26.07.07, 15:55
      Niestety nie jest to fikcja, a cala historia jest jeszcze bardziej
      popie..na, choc nawet mnie samej trudno w to uwierzyc. Pewnie wszystkie
      osoby biorace udzial w dramacie sa po prostu popie..ne i tyle. Nigdy nie
      myslalam, ze mnie cos takiego sie przydarzy i sama nie wiem, jak znalazlam sie
      w tym gownie, ale teraz tak trudno mi cos z tym zrobic. Probowalam to skonczyc
      kilka razy, nie udalo sie, wiec pewnie zaczelam sobie to wszystko
      racjonalizowac, zeby nie oszalec. I teraz po prostu trudno mi zmienic
      perspektywe i spojrzec na to tak jak normalni zdrowi ludzie patrza.
      • butterflymk Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 26.07.07, 16:03
        musisz zacząć traktowac to bardziej olewczo...
        wycofaj swoje emocje i nie zastanawiaj sie tyle...
        zacznij od czegoś...
        spędzaj czas z innymi, poznawaj ludzi.
        A z tym na zasadzie jak jest to jest a jak nie to nie...
        wykorzystuj go...
      • angoisse Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 26.07.07, 16:06
        Pomyśl co masz w swojej głowie takiego, że lubisz tkwić w gó..e. Potem zmień
        to coś w sobie i po sprawie.
    • mala_mee Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 26.07.07, 16:04
      A po co Ci to???
    • alpepe Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 26.07.07, 16:06
      naprawdę masz się za takie zero, uważasz, że na nic lepszego nie zasługujesz?
      Rodzice cię nie kochali, czy jak?
      • asqe Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 26.07.07, 16:45
        Nie uwazam sie za zero i jakos sobie radzilam przez 24 lata zanim go poznalam.
        Wiem, ze w duzej mierze jestem winna temu co sie stalo: to ja nie chcialam
        powaznego zwiazku, nie chcialam sie angazowac. On tez powiedzial, ze nie tak
        mialo byc, nie mial sie we mnie zakochac. Na poczatku swietnie sie razem
        bawilismy, potem on zaczal mowic o zalozeniu rodziny i dziecku. Troche mnie to
        przestraszylo. Nic dziwnego, ze wybral ja: powazna,ulozona,dorosla osobe,
        odpowiedzialna, niepijaca, niepalaca. Na drugiej szali ja:
        zwariowana,uwielbiajaca imprezy i sex, jak czasem mowi "mixed up kid". Z nia ma
        cos czego nie ma ze mna, co nie znaczy, ze kiedys nie moglby miec. A ze mna cos
        czego nigdy nie bedzie mial z nia. Wybral wygodna i pewna opcje. Zreszta sa
        razem 8 lat, a ja jestem tylko jego bit on the side. Kiedy do siebie wracali
        ona wiedziala, ze zaczal sie z kims spotykac i jakos dziwnie jej to nie
        przeszkadzalo. Zaczelo teraz, bo pewnie chcialaby miec przy sobie oddanego,
        odpowiedzialnego mezczyzne, na ktorym moglaby polegac. A on z jedej strony chce
        stabilizacji i rodziny, jak mowi w koncu ma juz 34 lata, ale z drugiej strony
        dalej chce sie bawic i byc Piotrusiem Panem. Mowi, ze dla mnie ryzykuje tak
        wiele. Gowna prawda, ona mu na to pozwala, chociaz teraz jej cierpliwosc jest
        chyba na wyczerpaniu. Ja nie chce go wykorzystywac, wiec moze powinnam odejsc i
        pozwolic im byc szczesliwymi razem. Tylko dlaczego to ja mam podjac te decyzje?
        Nie czuje sie na tyle silna. Naprawde nie jest mi latwo. No dobra, ostatnia
        rzecz jakiej teraz potrzebuje to uzalanie sie nad soba. Ot dobralo sie troje
        neurotykow.
        • an_kama Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 26.07.07, 16:55
          znam tę historię,
          znam bo mam koleżankę w podobnej sytuacji
          i wiesz co stierdzam?
          otóż kobiety są głupie a faceci to tchórze.
          nie zrozum mnie źle, tu chodzi o babską naiwność.
          naprawdę wierzysz w to, że on ją zostawi?!
          że będzie miał na tyle odwagi i powie żonie po latach spędzonych
          bądź co bądź razem, że odchodzi? na dobre odchodzi?!
          szczerze wątpię.
          zwłaszcza gdy w drodze jest JEGO dziecko.

          Dziewczyno baw się, wyjdź do ludzi i zapomnij!
          Bądź egoistką.
          • asqe Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 26.07.07, 17:18
            Nie mam zadnych zludzen,ze on ja kiedykolwiek zostawi. Nigdy o tym nie
            rozmawialismy, ja nigdy nawet o tym nie wspomnialam. On bardzo pragnal tego
            dziecka i bylo ono bardzo planowane. Wtedy w sobote rano uslyszalam jak ona
            mowi, ze robil wszystko, zeby ja zatrzymac, wiec czemu teraz tak sie zachowuje.
            On chce nas obie, jestesmy bardzo rozne i fizycznie i psychicznie, jak ogien i
            woda. Czy on kocha ktorakoliwek z nas? Watpie. Ale zdecydowanie nie mam zadnych
            zludzen, czasem nawet mysle, ze on po prostu zniknie ktoregos dnia bez slowa z
            mojego zycia, wiec staram sie na to przygotowac, ale czarno to widze
    • bittersweety Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 26.07.07, 16:46
      A ja Cię rozumiem i wiem,że kiedyś dojrzejesz do tego,żeby tego egoistę
      rzucić.Przechodziłam podobny bezsens przez ponad dwa lata i stwierdziłam w
      końcu,ze nie mogę być sobą przy takim człowieku.Co z tego,że karmił mnie
      słodkimi słówkami,klęczał przede mną,błagał,zaklinał.Tacy faceci kochają tylko
      samych siebie.Kiedyś to zrozumiesz.Pozdrawiam.
      • salanthe Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 26.07.07, 16:57
        Ja bym tak nie potrafiła, według mnie im szybciej to zakończysz, tym lepiej.
        Czasem jednak trzeba sięgnąć dna, aby móc się później od niego odbić...
        Jak wolisz...
    • maker6 Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 26.07.07, 17:01
      A czy nie zastanawiałaś się nad tym jak bardzo cierpi teraz ta kobieta..., czy
      zdajesz sobie sprawę, że to wszystko co o niej wiesz jest tylko tym co on ci o
      niej opowiedział a chyba nie myślisz, że powiedział by ci jaka to wspaniała
      świetna żoną tylko wciskał ci kit m.in. że ona pewnie chiałaby dzieczynke a
      będzie chłopiec i pewnie że wogóle go nie rozumie...
      Jeśli to już tak zaawansowana ciąża to mam nadzieję, że ta kobieta przez ciebie
      nie poroni.... wyrzuty sumienia mogły by cię wtedy zjeść o ile masz sumienie...
      • asqe Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 26.07.07, 17:36
        Ok, po pierwsze: nic mnie nie obchodzi, jak bardzo ona cierpi. Nie ma zadnego
        sisterhood.To po prostu nie jest moj problem. Ona o mnie wiedziala, wiedziala
        dokladnie kiedy sie ze mna spotykal i pewnie nawet wiedziala,kiedy mnie szagal,
        pewnie nie raz znalazla slady po moim pobycie w jego mieszkaniu, kartki ktore
        dla niego robilam, ciasta, ktore dla niego pieklam. Ja nie mialam pojecia o
        niej, a wtedy nie bylam jeszcze tak zaangazowana, w sumie nie bylam wcale,
        traktowalam to jako bardzo dobra zabawe. Gdyby wtedy zrobila cokolwiek, zeby
        mnie uswiadomic teraz nie mialaby tego problemu. Przeciez to nie jest tak, ze
        ja sie na to wszystko godze, bo tak swietnie sie bawie. Nawet kiedy mowie, ze
        nie mam wyrzutow sumienia to wiem, ze to nieprawda, ale probuje przekonywac
        sama siebie, ze nie jestem taka do konca zla i wredna suka. Generalnie jestem
        troche pokrecona osoba, przez kilka lat cierpilam na depresje, leczylam sie:
        psychoterapia, silne antydepresanty; 4 lata temu probowalam popelnic
        samobojstwo, w zwiazku z niezadowoleniem z tego swiata i mojego zycia. No ale
        to w sumie nie ma za duzo wspolnego z ta historia. O moze tylko tyle, ze kiedy
        probowlam odejsc od niego mysli samobojcze powrocily.
        Po drugie: oczywiscie moze wciskac mi kit, ale slyszalm ich rozmowe
        telefoniczna, kiedy to on broniac sie zaczal ja atakowac i wypominac jej rozne
        rzeczy, wiec jednak nie do konca byly to chyba klamstwa. Poza tym poznalam
        czesc jego przyjaciol i znajomych, oczywiscie te czesc bardziej zabawowa, ktora
        jakos jej szczegolna symaptia nie darzy. No i jeszcze jedno: on nigdy nic zlego
        o niej nie powiedzial, tak naprawde, oprocz tego ze sie kloca, ale to chyba
        normalne, ze ludzie sie kloca. My sie nie klocimy bo nie mamy powodow ani
        czasu, zeby sie klocioc, czas ktory spedzamy razem wykorzystujemy cieszac sie
        swoim towarzystwem. Aha, a gdybysmy nie byly rozne to nie potrzebowalby nas obu.
        • mloda.kobietka23 Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 26.07.07, 17:52
          Zycze Tobie jak najlepiej- jako ta druga...powodzenia i jak bedziesz chciala sie
          zabic sluze pomoca...sznur mam juz w domu przygotowany dla takich glupich lasek
          jak TY!!szkoda mi ciebie bo bo widzisz problem, a ignorujesz go. Jak to jest byc
          ta co sie dupczy, a jak sie wydupczy tosie porzuca??a Ty jeszcze chyba nie wiesz
          ze bedziesz ta tylko do dupczenia...poczekaj troszke i zobaczysz sama:)Powodzenia!!
          • asqe Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 26.07.07, 18:01
            Dosadnie to ujelas, jestem zatem ta do dupczenia. I usmiech wykwitl na mojej
            twarzy:) Bo co jak co, ale to nam wychodzi wysmienicie. I moze wlasnie przez to
            oboje mamy taki problem z zakonczeniem tego "romansu". Pod tym wzgledem
            jestesmy dla siebie stworzeni. Ale wiem, sex to nie wszystko i teraz chcialabym
            czegos wiecej. Niesety od niego tego nie dostane. Wiec moze wezme sobie do
            serca twoja rade, z tym ze sznur raczej odpada
            • mloda.kobietka23 Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 26.07.07, 18:12
              Widzisz mialam kumpele ktora tez byla z facetem i to bylo na poczatku to byl
              tylko seks, pojawily sie swietne prezenty za ten seks, i bylo ich wiecej i seksu
              wiecej,pewnego dnia przyszly swieta, a ona z wielkimi prestensjami i lzami
              pojawila sie u mnie, nie wiem czego oczekiwala odemnie ale napewno nie litosci.
              I bylo tak caly czas, nastepne swieta, urodziny dzieci pokrywajace sie z jej
              awansem w pracy-wybieral dzieci i to normalne po to jest ojciec, jej numer
              zawsze znal gdy mial ochote wskoczyc jej do lozka...pewnego dnia poznal inna
              kochanke, mlodsza od niej, moze lepsza w lozku, nie wiem:)ale juz jej nie bylo,
              juz nie byl on nawet nocami choc go prosila, blagala...ponizala sie przed nim, a
              on ja nazwal dziwka i powiedzial do niej, ze wiedziala z kim sie wiaze...teraz
              znalazl lepszy, mlodszy model ...lepszy od niej i od zony, choc zawsze ta
              nastena bedzie lepsza od zony, ale ta zona zawsze bedzie...
              zycie:)
        • kakao2006 Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 30.07.07, 13:58
          Dla niej jesteś tylko dziwką, przygodą jej mężczyzny-zapewne tak Cię On określa przy niej. Mówi jej, że łączy was tylko seks i zabawa. Znam taki trójkąt gdzie żona pozwala mężowi na takie coś bo jej nie chce się łazić po imprezach i znudził się jej w TYCH sprawach ale jako że bardzo się kochają są nadal i nie mają zamiaru rozstać się.. Ale my kobiety jesteśmy naiwne... Nie uważasz, że zasługujesz na mężczyznę tylko dla Ciebie? Sądząc po postach wydaje mi się, że jesteś inteligentną dziewczyną, hm. Jedno wiem, że ja nigdy na takie coś nie pójdę, w żadną stronę.
    • rozowa_papuga Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 26.07.07, 17:33
      najwyrazniej ten twoj kochas nie moze sie zdecydowac co lepsze:- zona czy
      kochanka...?, -mowic po polsku czy angielsku (te wszystkie wstawki). w jakiej
      wy chorej rzeczywistosci tkwicie? zalosne...
      • asqe Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 26.07.07, 17:55
        Zalosne, masz racje. On wcale nie chce decydowac co lepsze: zona czy kochanka.
        Chce i "zony" i kochanki. Mowic po polsku czy angielsku: nie bardzo ma wybor,
        po polsku niewiele umie powiedziec (przepraszam za ang. wstawki zatem). W
        jakiej rzeczywistosci my tkwimy: w chorej, ale ja juz tego nawet nie czuje.
        Chociaz czasem mysle, ze to wszytsko jest takie obrzydliwe. Moze dlatego
        zalozylam ten watek, bo chcialabym moc spojrzec na to wszystko z innej
        perspektywy. Z normalnej.
        • mloda.kobietka23 Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 26.07.07, 18:04
          No to z normalnej strony to wyglada tak...rzadko sie zdarza, ze facet zostawia
          swoja zone dla kochanki, ze pozuca swoje dzieci dla innej kobiety, chocby zony
          nie kochal i ciagle sie z nia klocil. Ty rozpoczelas ten watek bo juz
          zaangazowalas sie w cos co nie ma sensu. Pewnego dnia obudzisz sie z noga w
          nocniku...bez faceta ktorego kochasz, bez milosci ktorej nigdy nie bedziesz
          miala tylko z wielka gorycza w srodku...kazda kobieta pewnego dnia bedzie
          chciala miec swoja rodzine bo inni dookola ja juz beda mieli...
          zostaniesz sama...jak to brzmi sama??
          a z reszta jak mozna ufac facetowi ktory zdradza swoja zone i nie moze byc
          szczery w stosunku do niej??myslisz ze w stosunku do Ciebie bedzie inaczej??
          • asqe Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 26.07.07, 18:18
            Powtarzam, ze nie mam zadnych zludzen, ze on od niej odejdzie. I masz racje:
            wiem, ze nie moge mu ufac i to nie tylko dlatego, ze oklamuje ja, ale tez
            dlatego, ze oklamywal mnie przez prawie rok. Nie, nie mowi, ze od niej
            odejdzie. Teraz wlasnie kupuje dom dla swojej powiekszajacej sie rodziny. Mowi,
            ze mnie kocha i ze to jego problem i moze nawet tak mysli w swojej "chorej"
            glowie. Ale kocha tez ja. Albo nie kocha nikogo oprocz samego siebie. Dlaczego
            mnie po prostu nie zostawi? Tak pewnie byloby najlepiej dla wszystkich.
            Pogodzilam sie juz chyba z ta mysla, ze dziele go z inna kobieta, w koncu nie
            mozna miec kogos na wylacznosc.
            • mloda.kobietka23 Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 26.07.07, 18:26
              mozna ja mam swojego faceta...
              wychodzac rano do pracy caluje mnie po stopach:)
              zawsze jest wyjscie z sytuacji nie wazne jakie to by bylo, zawsze lepiej byc
              kims niz nikim, mowisz, ze on uwaza Ciebie za madra, inteligentna osobe...to
              pokaz mu, ze jestes...a moze jak odejdziesz to i on odejdzie od swojej
              zony??moze wtedy bedziesz miala to wszystko co pragniesz??nik nie mowi, ze on ma
              byc z zona, takie malzenstwa sa nie zdrowe.Moze wtedy wygrasz to o co " walczysz"??
            • feenstra Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 26.07.07, 18:28
              w koncu nie
              > mozna miec kogos na wyłączność.
              I naprawdę nie widzisz różnicy między dzieleniem się mężczyzną z jego
              rodzicami, rodzeństwem, przyjaciółmi a inną kobietą (plus synek)?
              • asqe Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 26.07.07, 18:47
                No wlasnie juz chyba przestalam widziec te roznice, ale wciaz wiem, ze ona
                istnieje. W koncu czlowiek kocha swoich rodzicow, rodzenstwo, dzieci i nawet
                przyjaciol. Czemu wiec nie moglby kochac wiecej niz jednego partnera? Ja nie
                mowie teraz, ze on kocha nas obie. Ale nad kwestia poliamoryzmy(bo to nawet ma
                swoja nazwe) zastanawialam sie juz wczesniej. No tak ja zawsze rozwazam jakies
                niewiadomo skad wziete rzeczy(jak ten poliamoryzm np) a potem mnie sie one
                przytrafiaja:)Ot moje szczescie
          • szalona.manuela Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 26.07.07, 18:30
            Z ręką w nocniku chyba, a nie nogą :-)
            A z tym co piszesz, ze rzadko ludzie zostawiają małżonków dla kochanków (czy
            facet dla kochanki, czy babka dla kochanka) akurat nie jest prawdą. Rozwodów
            jest coraz więcej, idą w tysiące i zwykle to jest właśnie tak, że przynajmniej
            jedne strona ma już kogoś, a czasem dwie strony już mają.
            Zycie to jest wlasnie takie, ze czasem okazuje się, że wcale sie nie kocha
            osoby z ktora sie mieszka, za ktora sie wyszlo. Okazuje sie, ze czlowiek byl
            inny przed slubem, a jest inny po slubie i tyle, czesto nie warto tkwic w takim
            ukladzie dla psychicznego zdrowia obydwu stron. Moze dla dzieci, ale wiele par
            dzieci nie ma.
            Co do autorki watku to wcale mi jej nie żal.

    • alpepe Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 26.07.07, 18:16
      przeczytałam cały wątek, to o samobójstwie też. Nie wiem, kto cię tak zranił w
      dzieciństwie, że postanowiłaś nigdy więcej się nie dać zranić, pewnie ojciec,
      ale to, co robisz ze swoim życiem, to tylko dalsza autodestrukcja. I jeszcze ten
      seskoholizm. Badania są bezlitosne, ponad 90% seksoholików doświadczyło w
      dzieciństwie przemocy czy to cielesnej, psychicznej czy seksualnej.
      Pokochaj siebie, bo jak się wsłuchuję w ten wątek, to nie widzę twardej
      dziewczyny, która bierze, co chce, tylko teraz głupio wyszło, widzę i słyszę
      dziewczynę, która czuje się źle, która ma żałosne życie i chciałaby pomocy.
      • asqe Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 26.07.07, 18:30
        Nie uwazam, ze jestem seksoholiczka. A moj tata jest dobrym czlowiekiem, choc
        pewnie za malo czasu i uwagi mi poswiecal, kiedy bylam dzieckiem. Teraz mam z
        nim o wiele lepszy kontakt. Przemocy nigdy nie stosowal, nie bylam tez
        molestowana seksualnie. Po prostu lubie sex, nawet bardzo, ale to chyba nie
        jest podstawa, zeby kogos nazwac seksoholikiem.
        Twarda dziewczyna, ktora bierze czego chce nigdy nie bylam, co slusznie
        zauwazylas. Moje zycie takie znowu zalosne nie jest, a przynajmniej nie bylo
        przez ostatnie trzy lata zanim go poznalam. Przyznaje, jestem cholerna
        neurotyczka i pewnie potrzebuje pomocy, jakiegos dobrego psychoterapeuty czy
        cos. Zawsze cos bylo ze mna nie tak. Bardzo nie lubie tracic ludzi(czy nawet
        przedmiotow), do ktorych sie przywiazalam, a samo przywiazanie sie tez mi latwo
        nie przychodzi. Pewnie dlatego mysl o odejsciu i utracie Kima napawa mnie takim
        lekiem, wrecz przerazeniem, ze nie jestem w stanie tego uciac, co powinnam byla
        zrobic w momencie, kedy dowuiedzialam sie, ze jego "byla dziewczyna" jest z nim
        w ciazy.
        • alpepe Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 26.07.07, 18:53
          asqe napisała:

          > A moj tata jest dobrym czlowiekiem, choc
          > pewnie za malo czasu i uwagi mi poswiecal, kiedy bylam dzieckiem.

          > Moje zycie takie znowu zalosne nie jest, a przynajmniej nie bylo
          > przez ostatnie trzy lata zanim go poznalam.

          Przyznaje, jestem cholerna neurotyczka i pewnie potrzebuje pomocy, jakiegos
          dobrego psychoterapeuty czy cos. Zawsze cos bylo ze mna nie tak. Bardzo nie
          lubie tracic ludzi(czy nawet przedmiotow), do ktorych sie przywiazalam, a samo
          przywiazanie sie tez mi latwo nie przychodzi. Pewnie dlatego mysl o odejsciu i
          utracie Kima napawa mnie takim lekiem, wrecz przerazeniem, ze nie jestem w
          stanie tego uciac, co powinnam byla zrobic w momencie, kedy dowuiedzialam sie,
          ze jego "byla dziewczyna" jest z nim w ciazy.

          Przeczytaj sobie swoje słowa, może coś do ciebie dotrze, mała dziewczynko
          :-)swojego tatusia (to bez ironii, z życzliwością)
    • kotkaaaa Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 26.07.07, 18:17
      a ile ty masz lat?
      straszna krzywde robisz przede wszystkim sobie
      • asqe Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 26.07.07, 19:39
        Mam 26 lat i swiadomosc, ze najbardziej krzywdze sama siebie. Pewnie i tak
        skoncze w Tamizie
    • kala_t Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 26.07.07, 18:31
      tacy faceci to 100% egoizmu i 200% libido. nie ma pojęcia co to miłość jesli
      sie tak zachowuje wiec nawet nie ma mowy żeby którąś z was tak na prawde
      szczerze kochał. najbardziej na świecie kocha zaspokajać swoje potrzeby i po to
      żyje. tylko prosze bez obwiniania siebie że to przez ciebie, że ty nie chciałas
      sie do konca zaangażować wiec wrocil do tamtej..czy on przez chwile pomyslal
      jak wy obie cierpicie? nie sadze.. też badź egoistka i zobacz co ty z tego masz
      a co tracisz... spójrz na chłodno w co on gra i zastanów sie czy ciebie tez to
      bawi...
    • wyssana.z.palca no dobra, ale w czym problem? 26.07.07, 19:56
      w sensie, czego Ty chcesz w ogole dziewczyno teraz? napisalas to, zeby inni
      spojrzeli trzezwym okiem. ok, spojrzeli. podzielili sie uwagami, z ktorymi w
      wiekszosci sie zgodzilas. i co? ani nie chcesz odejsc, ani zostac.. o co Ci
      chodzi? piszesz tak, jakby bylo w sumie wszystko ok, bedzie co bedzie, Tobie to
      rybka. takze nie zawracaj moze innym glowy, skoro sama nie wiesz czego chcesz
      • novalijka1 Re: 26.07.07, 21:36
        Tego typu facetow uwazam za zwyrodnialcow i najgorszy typ czlowieka.I takie
        szmaty jak ty tez sa najgorszymi,zalosnymi dziwkami bez poczucia zadnej wlasnej
        wartosci.Same czuja sie z tym jak szmaty.I dobrze.
        Znam osobiscie taki przypadek,ze zona w ciazy a on posuwa panienki.A jak zona
        dzwoni to klamie w zywe oczy.A taka panienka do bzykania wie o zonie w ciazy i
        ma to w dupie i daje mu dalej doopy.Takich facetoe i takie zdziry powinno sie
        kastrowac!!!!!
      • asqe Re: no dobra, ale w czym problem? 26.07.07, 22:56
        Nie, mnie to wcale nie rypka. A wszystko czego teraz chce to on i nawet nie
        wazne jest to, ze "musze" dzielic go z inna kobieta (tak wiem, ze nie musze,
        ale...). Probowalam odejsc, ale bolalo tak bardzo, ze wracalam(i moze nawet
        blagalabym, zeby dal mi troche swojego czasu i uwagi, na szczescie nigdy nie
        musialam). Trudno nie zgodzic sie z uwagami tych, ktorzy sie wypowiedzieli. Ale
        to, ze cos wiesz, to jeszcze za malo. Probuje uciekac przed bolem, ale wiem, ze
        to sprawi, ze potem bede cierpiala bardziej. Probuje oszukiwac sama siebie
    • kruche_ciacho Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 26.07.07, 22:08
      bardzo ładnie opowiedziana historia
      bez zbędnych ozdobników itp - naprawde mi się podoba :)

      ale tylko osoba która w tym tkwi postrzega to jako eteryczne, szalone, zmysłowe
      i niesamowite (choc dosyc oszczędnie w słowach)
      z boku wygląda to kiczowato, tandeciarsko, nieciekawie i pospolicie - ot
      kolejny (niewazne Polak, Angol czy Rumun) dmuchający na boku

      i zawsze będziesz jego baby doll bo owoc zakazany smakuje najlepiej
      ot i tyle w temacie




    • asqe Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 27.07.07, 09:48
      Wlasnie dostalam smsa od niego, w ktorym to informuje mnie, ze jego siostra
      wie, ze to dalej trwa(czyli ona zadzwonila do jego siostry do SA, a akurat on
      sie z nia bardzo liczy i ja szanuje, a nawet powiedzialbym, ze sie jej
      boi),wiec teraz pewnie cala jego rodzina sie nad nim "pastwi"(wole sobie nie
      wyobrazac, co mowia o mnie; tak wiem, ze zasluzylismy). To juz chyba koniec.
    • rozowa_papuga Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 27.07.07, 11:01
      Banalna historia, ale dobrze sie to czyta.Czekam na kolejny odcinek...
      • asqe Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 27.07.07, 11:28
        Oczywiscie, historia bardzo banalna:ot,kolejny facet posuwajacy laske na boku.
        Niestety ja nie nie umiem na to spojrzec z tej strony, bo tkwie w srodku tego
        zamieszania i poniewaz uwazam sie za wyjatkowa osobe(przeciez kazdy z nas jest)
        ta historia jest dla mnie tez wyjatkowa: dotyczy mnie, moich uczuc, mojego
        swiata(byc moze postrzegam swiat zbyt egocentrycznie). Ja bardziej bylabym tu
        sklonna widziec dramat antyczny z jego konfliktem tragicznym:)
    • ania.silenter "ale siambo" jak mówi moja 2 letnia córka 27.07.07, 11:50
      "siambo beeee".
      RZYG
    • asqe Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 27.07.07, 12:52
      No i robi sie z tego tania(tak wiem, ze to od poczatku bylo tanie)sensacja.
      Przeczytala smsa, ktorego wyslalm mu przedwczoraj wieczorem (Just got back&Im
      ok.Having a glass of wine so cheers darling:)Wondering whether its possible2c u
      any time soon. Good nite, have a nice dream about me) i dlatego zaalaromowala
      jego rodzine. Wlasnie z nim rozmawialam, powiedzial, zebym sie nie martwila i
      ze nie zamierza przestac sie ze mna spotykac(I shall stick with you like tounge
      and saliva).
      Co ja do ku.. nedzy wyprawiam?!
      • salanthe Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 27.07.07, 13:48
        > Co ja do ku.. nedzy wyprawiam?!

        Teraz? wariujesz bo trochę ci się bajka sypie. Szczerze mówiąc, nie rozumiem po
        jaką cholorę jeszcze w tym tkwisz? Facet od żony nie ma zamiaru odejść, bo
        Piotruś Pan postanowił bawić się w dorosłe życie, ale jednocześnie kręci go
        jego mała baby girl. No fantastyczne po prostu. Najbardziej żal mi tej kobiety
        w ciąży, i dziecka. A ty może postaraj się wreszcie otrząsnąc z tego
        wszystkiego, i zamiast użalać się nad sobą, pomyśl też o tamtej kobiecie i o
        tym, jak Ty czułabyś się na jej miejscu? Jasne, zawsze można powiedzieć, że
        facet i tak znajdzie sobie inną zabawkę gdy ciebie zabraknie, ale teraz jesteś
        jednak Ty, i pomiędzy wami zawiązała się już emocjonalna więź, a to osobę
        zradzaną rani dużo bardziej niż jakiś pojedyńczy wyskok. Więc chyba czas
        najwyższy abyś spojrzała też trochę bardziej krytycznie na swoją rolę w tym
        całym teatrzyku?
        • advancia Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 27.07.07, 14:17
          A jeszcze tylko powinno się okazać, że on nie jest ojcem dziecka, które nosi
          jego żona....
        • asqe Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 27.07.07, 14:32
          Moja bajka posypala sie w momencie, kiedy dowiedzialam sie o niej 3 miesiace
          temu. To ona ma wszystko: jego, dziecko, wspolne sprawy, zycie. Nie uzalam sie
          nad soba, tak po prostu jest. I przeciez ja nie trzymam go na sile.
          A mysl:"Co ja do ku.. nedzy wyprawiam?!" od czasu do czasu odzywa sie gdzies z
          tylu mojej glowy. Moze po prostu wstyd mi, ze mi nie wstyd.
          Nie jest mi szkoda jej, to oczywiste. Szkoda mi dziecka, bo rzeczywiscie ta
          mala istotka zasluguje na wszystko, co najlepsze. Ale to ona swiadomie
          zdecydowala sie miec z nim dziecko,znajac sytuacje i wiedzac, ze on sypia z
          kims innym. Nie rozumiem, jak w takiej sytuacji mozna myslec o sprowadzeniu
          nowego zycia na ten swiat. Moze po to, zeby naprawic to co miedzy nimi sie nie
          ukladalo. Choc z drugiej strony on pewnie prosil o szanse i obiecywal poprawe.
          • salanthe Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 27.07.07, 15:21
            Ale to ona swiadomie
            > zdecydowala sie miec z nim dziecko,znajac sytuacje i wiedzac, ze on sypia z
            > kims innym.

            Rozmawiałaś z nią? Piszesz tak, jakbyś znała kobietę i znała powody jej
            decyzji. Być może tak wyglądają suche fakty, ale o prawdziwych relacjach
            pomiędzy nimi nie masz pojęcia, więc nie traktuj słów Piotrusia Pana jak prawdy
            objawionej.

            >Moze po to, zeby naprawic to co miedzy nimi sie nie ukladalo. Choc z drugiej
            strony on pewnie prosil o szanse i obiecywal poprawe

            I pewnie naopowiadał jej mnóstwo bajek, tak jak i Tobie miesza w główce.
            O słodka naiwności miej przynajmniej trochę godności!

            >I przeciez ja nie trzymam go na sile.

            Tu nie chodzi o niego ale o Ciebie! Przecież to oczywiste, że dla niego ta
            sytuacja jest po prostu wygodna, i nawet nie musi się teraz starać aby
            cokolwiek przed Tobą ukrywać, bo znasz jego sytuację i najwyraźniej nie
            przeszkadza ci ona na tyle, aby odejść. I co? jak długo chcesz to ciągnąć? Aż
            pojawi się następne dziecko? W końcu, na czas ciązy i połogu żony, będzie miał
            swoją baby na rewelacyjny seks...
          • deodyma Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 28.07.07, 16:57
            prawda jest taka, ze zadna z Was go nie ma. zastanow sie nad tym, czy bys
            chciala byc na miejscu tamtej?
            • asqe Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 28.07.07, 17:06
              Nie chce byc matka to pewne. Wyobrazasz sobie kogos takiego jak ja w tej roli.
              Prawda, ze kocham dzieciaki, pracuje z nimi i to absolutnie mi wystarcza:)

              A co do niej, to i tak uwazam, ze jej miejsce jest lepsze niz moje.
              Umiejetnosc dzielenia sie tym co sie ma z potrzebujacymi uznwana jest raczej za
              cnote;)
              Przepraszam, wlasnie zaczelam sie znieczulac jakas godzine temu w zwiazku z
              jego weekendowa przeprowadzaka do nowego domu.
    • kozica111 Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 27.07.07, 14:14
      Jesteś głupia.
    • rozowa_papuga Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 27.07.07, 14:35
      jego kobieta jest w naprawde trudnej sytuacji- w ciazy, na dodatek w obcym
      kraju (o ile dobrze zrozumialam, bo nie napisalas narodowosci).jakie szanse ma
      na znalezienie nowego partnera, teraz kiedy spodziewa sie dziecka.ona
      potrzebuje spokoju (takze dziecko, ktore na wskutek przezywanego stresu przez
      matke moze byc w przyszlosci nerwowe i slabe), wsparcia. na pewno czuje sie
      oszukana, bo przeciez dziecko bylo planowane, przeciez chcieli tego oboje. jak
      ja zachecil do ciazy?...musial jej chyba obiecac poprawe?nie znam jej ale jest
      mi tej kobiety szkoda, musi byc zdesperowana, ze z kims takim chce dzielic
      zycie.bo kim jest ten twoj kochanek.?typowym egoistycznym dzieckiem ktore nie
      doroslo i nie moze zrozumiec, ze nie mozna miec wszystkich zabawek ze sklepowej
      polki. o co mu chodzi, nie rozumiem. chce aby zona zaakceptowala jego podwojne
      zycie, stworzyc zwiazek otwarty? chce przejsc na muzulmanizm i miec kilka zon;)
      z boku wyglada to tak, ze on dba tylko o siebie, nie mysli co przezywa jego
      zona, jakiego ojca bedzie miec jego jeszcze nienarodzone dziecko i wreszcie
      ty.wie, ze masz sklonnosc do depresji, mysli samobojcze a mimo to wlazl z
      buciorami (chocby nawet z wezowej skory)w twoje zycie, facet starszy od ciebie
      wydawaloby sie bardziej dojrzaly emocjonalnie.oklamal cie, klamie nadal, jak
      nie ciebie to wszystkich na okolo moze nawet i siebie. moja rada jest taka-
      zmien srodowisko, wyjdz do ludzi, moze nawet wyjedz z miasta ba!-kraju.
      pokochaj siebie i uwierz, ze zaslugujesz na faceta, ktory bedzie kochal tylko
      ciebie.ten twoj X nawet jak opusci zone i zalozy z toba gniazdko, po jakims
      czasie moze zaczac cie zdradzac, zwlaszcza ze seks odgrywa duza role w jego
      zyciu (a fascynacja erotyczna predzej czy pozniej i tak wygasnie).nie ufalabym
      takiemu gnojkowi, nie idealizowalabym tego zwiazku, staralabym sie dorosnac i
      przestac byc baby girl...
      • zdzichu-nr1 Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 27.07.07, 15:05
        On się się ŚWIADOMIE zdecydował na dziecko z tamtą kobietą, będąc w tym czasie
        w quasi-związku z Tobą. I po czymś takim, Ty jeszcze się z nim spotykasz i
        chodzisz do łóżka??? Na co można liczyć w takiej sytuacji?! Przecież to dno dna.

        Wyjedź z tego kraju, zapomnij i spróbuj zacząć życie od nowa. To całkiem proste
        i możliwe, ale póki ma się 26 lat, a nie np. 37 i coś podobnego za sobą. Ten
        Pan Cię powoli zabija emocjonalnie, kradnie Ci najlepsze lata życia, nie dając
        prawie nic w zamian poza destrukcją i patologią. Moja rada - uciekać czym
        prędzej
      • asqe Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 27.07.07, 15:06
        Dzieki:)
        O wyjezdzie z kraju juz od jakiegos czasu mysle bardzo powaznie. Nawet
        rozmawialam o tym z szefem(ktory wie o calej sytuacji), powiedzial, ze rozumie,
        ale poprosil, zebym zastanowila sie, czy chce to zrobic z "wlasciwych
        przyczyn".
        No i kocham miasto, w ktorym teraz zyje:) Wydawalo mi sie, ze tak dobrze sie
        tutaj odnalazlam. A moze to po prostu zmiana tak odzywczo na mnie wplynela.I
        moze juz czas na kolejna. Znowu "narozrabialam" i musze uciekac. Ja chyba tez
        nie chce dorosnac, nie chce przestac byc baby girl, a latka leca.
        "Uciekaj myszko do dziury, by cie nie zlapal kot bury"
        • kola214 Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 28.07.07, 01:31
          Nikt na forum nie pomoże Ci w podjęciu decyzji. Nie znamy wszystkich niuansów
          tego trójkąta, za niedługo czworokąta. I nie znamy też siły Twojej determinacji
          w zerwaniu tego układu, nie poznajemy na własnej skórze jak boisz się
          samotności, jak przyjemnie może być jak on jest obok itd. Jedno jest pewne - ty
          na tym cierpisz i dlatego musisz to przerwać. Wiem, ze boisz się samotności,
          wiem, ze szukasz akceptacji/adoracji/afiramcji itd. pisze to z perspektywy baby
          girl i wiem, ze odejście nie jest to proste, decyzje podejmiesz sama, tylko
          przemyśl ją...
          trzymaj się
          • asqe Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 28.07.07, 03:02
            Moja decyzje przemysliwuje od kilku miesiecy. I im wiecej o tym mysle tym
            bardziej mi sie to wszystko zagmatwuje. Na poczatku patrzylam na to duzo
            trzezwiej i logiczne wydawalo mi sie, ze to koniec(choc wtedy nie wiedzialm
            nawet polowy tego co wiem dzis, bo prawda nie zostala mi objawiona cala naraz,
            lecz byla dawkowana stopniowo). I nie wiem, w ktorym momencie przestalam czuc,
            ze to chore po prostu. Czuje, ze moj umysl zaczyna mnie przekonywac, ze w
            zasadzie odpowiada mi taki "zwiazek". Pewnie niedlugo nawet przekonam sama
            siebie, ze jestm szczesliwa.
            • feenstra Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 28.07.07, 08:40
              Tylko że w takim związku nie możesz być szczęśliwa. To fakt. Jesteś ta trzecia,
              za parę tygodni spadniesz na czwartą pozycję. On będzie miał swojego baby boy,
              jego żona stanie się czymś dużo więcej niz w tej chwili - matką jego dziecka.
              Dzidzia będzie płakała w nocy, trzeba będzie jeździć po lekarzach, przewijać,
              bawić, będzie miał dużo mniej czasu dla Ciebie. Potem syn będzie starszy,
              zacznie zadawać pytania, Ty też będziesz starsza, nie będziesz już baby girl. W
              końcu zostaniesz sama a Twoje szanse na prawdziwe szczęście drastycznie
              zmaleją. Pomyśl o tym.. Nie można się bez końca oszukiwać, nie zmienisz w ten
              sposób rzeczywistości
    • qw994 Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 28.07.07, 08:40
      Chyba sięgasz szczytów samoponiżenia. Jak można być tak głupią. Życie sobie
      zmarnujesz na tego fiuta.
    • artemisia_gentileschi Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 28.07.07, 09:00
      Dziewczyno, prosze, mysl mozgiem a nie dupa. Zostaw palanta.
      • m.nikla Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 28.07.07, 10:07
        Czytam i nie wierzę...
        Najbardziej żal mi tego dziecka..potem jego matki...



        A Ty powinnaś iść się leczyć serio...jesteś spaczona ...
        • rozowa_papuga Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 28.07.07, 10:24
          Nie badzmy dla niej tacy surowi.Ta dziewczyna jest taka sama ofiara jak jego
          zona.ona nie wiedziala, ze jest z kims zwiazany przez dlugi czas. oszukal ja
          tak jak zone.teraz szargana emocjami dotyka dna...
          Zostaw go, staraj sie go znienawidzic(przeciez masz za co!!!), obrzydzaj go
          sobie.Jak dlugo mozesz robic z siebie pracownice pogotowia seksualnego? to
          naprawde nie ma sensu, komus takiemu jak on nie mozna ufac. karmi cie pewnie
          opowiesciami jaka ta jego zona okrutna i zla (a on bidulek, samotny wsrod
          tygrysow) a ty to lykasz. w tym moze byc jedynie 10 proc. prawdy a reszta to
          klamstwo.w jaki inny sposob by cie przekonal abys tkwila w tym toksycznym
          zwiazku?masz 26 lat i jestes nieszczesliwa jak stara poorana zyciem kobieta.
          chcesz aby tak bylo zawsze? chcesz spedzac samotnie swieta, Sylwestra, dzien sw
          Walentego,itp.? chcesz sie zywic okruchami ktore oni zrzucaja ze stolu, jesc z
          podlogi? zastanow sie nad swoim zyciem, WYJEDZ, rzuc wszystko, zacznij od nowa!
          bedzie bolec a jakze! bedziesz sie czuc jak narkoman na odwyku, ale to minie w
          koncu.rzuc sie na gleboka wode i zacznij odbudowywac szacunek do wlasnej
          osoby.to tyle ode mnie...
          • asqe Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 28.07.07, 11:38
            Moj przyjaciel, ktorego wystawilam trzy razy pod rzad, bo ON w ostatniej chwili
            zdecydowal, ze chce sie ze mna spotkac, w koncu rzucil mi w twarz: ty jetes jak
            narkoman! Jestem i karmie moj nalog smsami i telefonami od niego. Zazwyczaj
            dzwoni dwa razy dziennie, ale kiedy probowalam odwyku(a probowalam juz kikla
            razy) moj rekordowy czas bez jego glosu i jego klamstw to cos okolo 160 godzin
            (prawie tydzien). W tym czasie schudlam 8 kg, zaczelam palic paczke szlugow
            dziennie(wczesniej palilam dwa-trzy papierosy)i od jakiegos czasu prawie co
            wieczor wypijam pol butelki wina(czasem wiecej), zeby moc zasnac.
            Jesli nie zdecyduje sie na wyjazd z kraju to moze przynajmniej powinnam
            pojechac do domu na kilka tygodni(do mamy, tak bardzo chce do mamy). Ale boje
            sie, ze wtedy juz calkiem sie rozsype, czyli lozko i patrzenie w sufit przez 20
            godzin na dobe, bo chociaz tam mam rodzine i przyjaciol, to tutaj mam prace,
            ktora mobilizuje mnie, zeby wstac z lozka, wziac prysznic i ubrac sie
            codziennie rano(niby takie banalne czynnosci a ile czasem trzeba sily i
            samozaparcia). Oj, troszke sie nad soba rozzalilam.

            Nie opowiada historyjek, jaka to zla jest jego zona. Przyznaje, ze sie kloca.
            Ona sie troche czepia, ale to akurat wiem od jego przyjaciol(ot tak kiedys
            wyszlo w rozmowie porzypadkiem) no i slyszalam ich dwie rozmowy telefoniczne. Z
            drugiej strony trudno sie dziwic, ze sie czepia skoro jej swiezo poslubiony
            malzonek(tak, wzieli slub miesiac temu!) spedza weekendy ze swoja kochanka.

            A dzis rano sie dowiedzialam, ze po przeczytaniu tego smsa ode mnie zaczela
            plakac i chciala do mnie zadzwonic. Poczulam sie tak jakby ktos mna potrzasnal
            i powiedzial: popatrz glupia suko co robisz! I wydaje mi sie, ze zrobilo to na
            mnie wieksze wrazenie niz na nim. Powiedzialam, ze powinnismy przestac sie
            widywac. Jego reakcja-wiadomo. Zadzwonil jeszcze raz kilka minut temu i puscil
            mi piosenke Boba Marley'ego Three Little Birds:
            Dont worry about a thing,
            cause every little thing gonna be all right.
            Singin: dont worry about a thing,
            cause every little thing gonna be all right!
            This is my mesege to you
            I czyms takim udalo mu sie poprawic moj humor
Inne wątki na temat:
Pełna wersja