crazyrabbit Banalne , żałosne... 28.07.07, 10:18 Nie wiem , po co dorabiasz do tego jakąkolwiek ideologię? Rzuć dupka i żyj w końcu swoim życiem. Tak będzie zdrowiej dla wszystkich. pzdr Królik Odpowiedz Link Zgłoś
cioccolato_bianco Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 28.07.07, 11:13 od kiedy wiesz jaka jest sytuacja, swiadomie sie pakujesz w klopoty, zatem sama siebie krzywdzisz. on natomiast krzywdzi te druga kobiete i dziecko. Odpowiedz Link Zgłoś
greenhills Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 28.07.07, 16:24 Nie dalam rady doczytac tego do konca. Obrzydliwe. Czy to kwestia tego, ze jestem w ciazy? Nie sadze. Podlosc-siebie warci jestescie. Odpowiedz Link Zgłoś
femea_de_animais1 Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 28.07.07, 18:59 Cos ci powiem: glupia ci.. z ciebie. Piszesz, ze nie liczysz na to , ze on od niej odejdzie. I pewnie slusznie, zwazywszy, ze wzieli slub miesiac temu. Wiec na co ty liczysz, czego ty od niego(a raczej od nich)chcesz? Duzo w tobie tlumionego bolu i wscieklosci pewnie nawet. Ale oczywiscie przed nim zawsze z usmiechem, no bo w koncu nie po to ma sie kochanke na boku, zeby wysluchiwac dodatkowych pretensji. Misia, wez sie zastanow, albo moze przestan sie zastanawiac i racjonalizowac sobie to wszystko. To nie zaden poliamoryzm, ten twoj koles bardziej wyglada na kogos pozbawionego jakichkolwiek uczuc oprocz milosci wlasnej. I nie mow mi, ze przynajmniej od czasu do czasu nie czujesz w jakiej ponizajacej sytuacji sie znalazlas, jestes jak szmata albo lepiej posluzmy sie metafora: jestes zabawka, ktora on wlacza, kiedy ma czas i ochote sie pobawic i ktora pozniej wylacza i chowa do pudelka, kiedy ma wazniejsze rzeczy na glowie, czyli zycie po prostu. Get real luv. A ty pewnie jeszcze gdzies tam w glebi czujesz satysfakcje, ze przyczynilas sie do jej placzu i cierpienia. No tak, oczywiscie on jest swiety i bez skazy,ale ty czujesz sie skrzywdzona(slusznie zreszta: przeciez on cie skrzywdzil, oklamal, cos obiecal), wiec obralas sobie ja za cel swojej nienawisci i gniewu. A moze ciagniesz to wszystko dalej tylko po to, zeby JA jeszcze troszke powku..ac? Zachowujesz sie jak mala dziewczynka,ktorej ktos odebral zabawke. Tak, tupnij nozka i pobiegnij do mamusi. Polecalabym wizyte u specjalisty. I wiem, ze jest ci trudno. Trzymaj sie Odpowiedz Link Zgłoś
kamyk-zielony Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 28.07.07, 19:29 Za trzy tygodnie urodzi się dziecko. Za trzy tygodnie zacznie kurczyć się jego czas dla Ciebie, będą proszone obiadki u rodziny, będą babcie, ciocie, chrzciny, ząbki, choroby, czkawki, cud miód i ultramaryna, a Ciebie już prawie nie będzie. Chwile, które ukradnie młodemu, będą dla Ciebie bolesne i po każdym spotkaniu prawdopodobnie będziesz czuła coś na kształt niesmaku. Opanuj się, walnij czymś ciężkim w głowę i zostaw dupka. Jak długo wystarczy Ci muzyczka w telefonie na przeprosiny? Nie masz 15tu lat, takie zagrywki to są dobre, ale dla nastolatków. Odpowiedz Link Zgłoś
enith Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 28.07.07, 20:08 Miałam w rodzinie taką "niunię" jak ty, pannicę, neurotyczkę i histeryczkę, której wydawało się, że jest wyjątkowa, bo ma faceta i super seks. Też mi osiągnięcie, żonaty kochanek z dzieckiem w drodze, a tobie wydaje się, żeś wyjątkowa. Guzik, nie wyjątkowa. Twoja historia jest banalna aż do bólu. Nie będę ci pisać, że krzywdzisz żonę i dziecko, bo masz to gdzieś. Nie masz nic do zaoferowania poza swoim jędrnym ciałem i brakiem oczekiwań, i to niestety jest najsmutniejsze w tej całej historii. Ciało zwiędnie, a ty zaczniesz oczekiwać jakiś deklaracji i facet zniknie szybciej niż się pojawił. Może nawet w momencie, gdy po raz pierwszy weźmie w ramiona swoje nowonarodzone dziecko i stwierdzi, co jest dla niego w życiu ważne. I niestety, ale od razu mogę ci powiedzieć - nie będziesz to ty. Ale przecież doskonale o tym wiesz... Odpowiedz Link Zgłoś
asqe Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 29.07.07, 05:29 A niech spie.. w cholere. Moze wtedy bede mogla zaczac znowu zyc. Odpowiedz Link Zgłoś
martop10 Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 29.07.07, 08:58 No cóż współczuje współczuję i jeszcze raz współczuję.... Wiele osób próbuje Cie oceniać, a to chyba nie jest klucz do sprawu\y. Myslę że oceniłaś już się sama, kwestia tylko czy potrafisz z tą oceną żyć... To nie tak, że przeżyłam to samo i odczuwam coś w rodzaju empatii. Nie podoba mi się to, że wszyscy oceniaja Ciebie, czy faceta. Nikt nie ocenia żonki, która godzi się na taki taki właśnie układ. Przykre prawda??? Kto tutaj ma do niego prawo??? Ona czy ty?? Ja nie mówię, że ona zasłużyła na takie traktowanie, ale z drugiej strony pozwala sobie na taką sytuację....PEwnie prowokuję, ale staram się znaleźć wszystkie aspekty tej sprawy... A TObie polecam porządnego psychoterapeutę, inaczej się nie uda... Będziesz tkwić w tym związku puki facet Cię nie zostawi, albo do końca życia będziecie w trójącie. Ale powiem CI jedno, jeśli nie ty będzie tysiące innych to taki typ;) Pozdrawiam trzymaj się dzielnie i spróbuj coś z tym zrobić;) Polecam, to ciężka walka, jak wyjśćie z każdegoi nałogu, ale warto zapytaj każdego trzeźwego alkoholika.... Odpowiedz Link Zgłoś
rozowa_papuga Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 29.07.07, 10:44 asqe napisała: > A niech spie.. w cholere. Moze wtedy bede mogla zaczac znowu zyc. No nareszcie cos sensownego napisalas:) Informuj nas na bierzaco jak sie sprawy maja... Odpowiedz Link Zgłoś
rozowa_papuga Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 28.07.07, 21:45 cos mi sie zdaje, ze on po porodzie od razu nie stanie sie Ojcem Idealnym.Po porodzie jego kobieta bedzie niezdolna uprawiac seks przez jakies 6 tyg. i nawet po tym okresie nie zamieni sie natychmiast w demona seksu. bedzie wiec ci prac mozg ze wzmozona sila.tymbardziej, ze on nastawiony jest do zycia rozrywkowo, wiec prawdopodobnie bedzie wymykal sie z domu nawet czesciej chcac zapomniec o smrodzie zuzytych pieluszek. przykre, ze taki bastard znajdzie ukojenie w twoich ramionach... Odpowiedz Link Zgłoś
capsdelete Byłem prawie taki jak on... 29.07.07, 01:29 Takich lasek jest więcej? Jesteś identyczna jak moja niedoszła kochanka. Tylko ja nie posunąłem się tak daleko jak on. A stało by się tak gdyby nie wyjechała na 3 tygodniowe szkolenie. Wtedy pozbierałem się i zakończyłem to. Ty, on i ona macie bardzo dużo cech wspólnych z moją sytuacją. Bardzo. Nawet myślałem, że Ty to "ona". Facet daje Ci iluzję na którą jesteś bardzo podatna. Nie ma co ukrywać, że jesteś rozchwiana emocjonalnie. Dopóki sie weźmiesz się w garść Twoje życie zawsze będzie tak wyglądało. Ten seks daje Ci poczucie bycia kochaną, namiastkę stabilności i więzi uczuciowej. Chcesz normalności, ale wybierasz najgorszą z dróg. Atrapę. A on? No cóż. Chłopak się zagubił i to w najgorszym dla swego życia rodzinnego czasie. Nigdy nie będzie Cię szanował, mimo bzdur które Ci plecie. Wiem to z własnego doświadczenia. Daj sobie spokój i nie zachowuj się jak alkoholik, który nie dopuszcza do siebie myśli o uzależnieniu. Masz życie przed sobą. Odpowiedz Link Zgłoś
m.nikla Re: Byłem prawie taki jak on... 29.07.07, 10:03 Jakie to uczucie kochać sie z kims- kto byc moze pół godz. wcześniej skończył sie kochac ze swoją żona?? Ja bym sie czuła jak ostatnia szmata...obleśne to jest naprawdę... Moim zdaniem nie jest CI jej żal- bo jestes zazdrosna o to ,ze to ona jest jego zoną... Odpowiedz Link Zgłoś
sir.vimes Jakaś dewiacja? 29.07.07, 18:55 Nie wiem, > co bedzie kiedy dziecko juz sie urodzi, nie chce o tym myslec, choc to juz > tak niedlugo. Ciesze sie, ze to nie corka, w ten sposob ja wciaz pozostaje > jego baby girl, jak czasem mnie nazywa. Córka substytutem kochanki? Kochanka substytutem córki? Dość obrzydliwe. Odpowiedz Link Zgłoś
asqe Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 29.07.07, 22:17 Chcial sie ze mna spotkac dzisiaj po poludniu. Pierwszy chyba raz powiedzialam mu nie, ale jestem taka zmeczona po wczorajszym wieczorze, ze po prostu nie mialam sily ani ochoty nigdzie wychodzic ani tym bardziej jechac do niego i szagac sie z nim otoczona jej rzeczami i zdjeciami. No a teraz siedze w domu, doslownie wyje i prawie chodze po scianach. Za to wczoraj bardzo dobrze sie bawilam: wybralam sie sama na impreze reggae, bardzo duzo tanczylam, z tuzin facetow probowal mnie poderwac, ale jakos nie mialam ochoty na towarzystwo. Chyba byl zazdrosny, bo wyslal mi kilka smsow, jak to bardzo on mnie nie kocha, teskni itd. Bardzo nalegal na to dzisiejsze spotkanie. Nie wiem, jak mi sie udalo odmowic. Tylko, ze teraz siedze i rycze Odpowiedz Link Zgłoś
m.nikla nie jestes taka głupia jednak 29.07.07, 23:24 Dobrze zrobiłaś, to krok do przodu:) Ja trzymam za Ciebie kciuki ,żebyś wytrwała... Szkoda Życia na takiego palanta ;) Jak już uporasz sie z tym kolesiem - na pewno znajdziesz kogoś kto będzie Cię kochał całym sercem- i Tylko CIEBIE:) musisz tylko zrobic dla niego miejsce:) Odpowiedz Link Zgłoś
friday133 Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 29.07.07, 23:39 Znam podobnych historii mnóstwo, nieraz mam wrażenie, że prawie każda młoda kobieta na pewnym etapie swojego zycia przechodzi przez romans z żonatym. Tego jest więcej, niz komukolwiek mogłoby się wydawać. Bo przecież rzecz dzieje się zwykle po cichu i rzadko wychodzi na światło dzienne. Sama miałam taki etap również. Ale ku przestrodze - największy hardkor. Hisotria jak u ciebie. Ona (czyli kochanka) poznała go, kiedy jego dziewczyna zaszła w ciążę. Byli ze sobą kilka miesięcy(kochanka i on), kiedy on się żenił z tą ciężarną. Kochanka zmarnowała pięć lat!!! Bo on odszedł w końcu od żony. I to do kochanki. Ale nie tej, która tyle lat czekała :( Nie warto. To rzadko się udaje. A historię o uzależnieniu, piciu na sen i chudnięciu znam bardzo dobrze. I wiesz co - po latach nie mogę uwierzyć, że budził aż takie emocje. Odpowiedz Link Zgłoś
rozowa_papuga Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 30.07.07, 10:17 Porozmawiaj z nim i powiedz, ze juz tak dalej nie da sie zyc. Niech sie zadeklaruje,niech powie jakie ma oczekiwania co do twojej osoby.Do tej pory bylas ulegla, gotowa rzucic wszystko na jego rzadanie, a on przyzwyczail sie do tego.Zacznie sie tlumaczyc, uzmyslowi sobie, ze nie jestes tylko dmuchana lalka, wystraszy sie i moze sam zacznie stopniowo sie wycofywac.W tym czasie ty zrozumiesz, ze to nie ma sensu i znienawidzisz go.to wymaga czasu, ale pomysl o czasie jaki marnujesz przez niego roniac lzy.Ten facet zaplodnil swiadomie swoja partnerke, ja wybral na matke swego dziecka, nie Ciebie-pamietaj!I wiesz co szkoda, ze jego zona nie spodziewa sie baby girl.Patrzac na swoja coreczke byc moze zrozumialby,ze nie chcialby aby w przyszlosci przezywala taki dramat jak jego zona czy ty przez jakiegos popapranego samca.moze nauczyloby go to szacunku do kobiet... Zycze powodzenia:) Odpowiedz Link Zgłoś
asqe Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 30.07.07, 11:11 Wlasnie rozmawialismy przez telefon(moze powinnam po prostu zmienic numer i urwac kontakt z nim, ale niestety nie czuje, ze jestem w stanie to zrobic). zapytalam , jak sobie to wszytstko teraz wyobraza, na co odpowiedzial, ze przeciez juz o tym rozmawalismy(no fakt, nawet nie jeden raz).I'm keeping you, you're my baby's auntie and you're staying/going nowhere-jego odpowiedz(ot jak jakies zwierzatko domowe; wiem, sama sie godze na takie traktowanie). Nie potrafie go nienawidzic, chociaz mam wszelkie powody.Z moim poplataniem boje sie, ze sie zafiksuje na tym uczuciu. Zreszta cale zycie konsekwentnie odmawiam sobie prawa do uczuc takich jak zazdrosc, gniew czy nienawisc. A dzis rano szef poprawil mi humor: przytulil mnie, powiedzial, ze sie cieszy i nawet jest dumny ze mnie, ze podjelam wczoraj taka decyzje, ze malymi kroczkami do przodu, ze wie jestem dobra, wrazliwa, ciepla osoba,ze troche sie pogubilam, ale zasluguje na to, zeby mnie ktos naprawde pokochal. Odpowiedz Link Zgłoś
feenstra Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 30.07.07, 12:18 Oczywiście że zasługujesz! Dziewczyno, ja rozumiem że strasznie Ci ciężko ale kiedy w końcu odejdziesz od tego pana (a kiedyś odejdziesz na pewno, chyba że do końca życia zamierzasz pełnić rolę auntie dziecka innej kobiety,raczej nie favourite auntie niestety, rezygnując z bycia żoną, matką) będziesz żałować każdej spędzonej z nim chwili. Ile masz lat? Moja koleżanka wyrwała się z chorego związku tuż przed 30stką, teraz ma problemy z zajściem w ciążę ze swoim cudownym mężem. Ile razy słyszałam jej płacz: czemu zmarnowałam na tego drania tyle lat? UCIEKAJ! Bądź dzielna, zobaczysz jak szybko miłość do niego zmieni się w nienawiść i a cierpienie w ulgę Odpowiedz Link Zgłoś
julka261 Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 30.07.07, 13:41 wedlug mnie miedzy Tobą a żoną można postawić znak równości (on nie zostawi jej bo cos tam i nie zostawi ciebie bo coś tam)..... on wykorzystuje Was dwie .... wiec jesli lubisz byc wykorzystywana Prosze bardzo twoja sprawa.... tylko w perspektywie czasu ZONA wygra !! a ty zostaniesz na lodzie to momentu jak kolejny DUPEK bedzie Cie wykorzystywal !!! Odpowiedz Link Zgłoś
paralela1 Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 30.07.07, 18:25 Jesteś uzależniona od niego, idz do lekarza, niech przepisze ci antydepresanty (naprawde pomogą ci) i po jakimś czasie będziesz się dziwić jak dla takiego durnego faceta niszczyłaś swoje życie. Odpowiedz Link Zgłoś
martop10 Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 30.07.07, 18:44 Witam wszystkich odwiedzających forum;) Wreszcie widzę więcej empatii, dobrych rad i pocieszenia a nie tylko bezsensownego linczu! Trzymaj się kobietko, napewno się uda!!! Tylko nie pozwól soba więcej manipulować, bo to naprawdę zgubne. Życzę CI z całego serca powodzenia a temu dupkowi żeby go jednocześnie żonka zostawiła!!! Przydało by mu się to!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
asqe Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 30.07.07, 23:09 Dzieki serdeczne wszystkim, ktorzy wykazali sie zrozumieniem, dziekuje za slowa pocieszenia i otuchy, za dobre rady, takze te przeslane mi w mailach ( a szczerze powiedziawszy bardziej spodziewalam sie "linczu" i obelg, ktorych jednak trafilo sie wyjatkowo niewiele). Bardzo to doceniam. Odpowiedz Link Zgłoś
10iwonka10 Re: tel. o 6 rano, czyli hist. pewnego romansu 31.07.07, 09:35 Obelg?...mnie sie wydaje ze ty jestes nieszczesliwa. Ja wlasciwie nie rozumiem co cie trzyma z tym facetem? Nie ma tutaj glebokiego uczucia, przywiazana, lojalnosci...troche zabawy i seks. I nawet to moge zrozumiec ale jesli bedziesz miala do tego lekki. powerzchowny stosunek ale jesi sie zaangazujesz to wczesnie czy pozniej bedziesz zraniona. I przypuscmy wariant ze ta druga bedzie miala dosc i go zostawi on zostanie z toba...po kilku latach zacznie pozno wracac do domu i co?..de ja vu? Odpowiedz Link Zgłoś