Romans w pracy...?

25.06.03, 05:18
Prosba drobna o konsultacje:

Dostalem ostatnio "zlecenie specjalne" w pracy a razem z nim nowa
wspolpracowniczke/podwladna. Przypadlismy sobie do gustu juz pierwszego
dnia. Wprawdzie juz nie pracujemy przy tym samym projekcie, ale kontakt
pozostal bardzo zywy. I z profesjonalnego zmienil sie na prywatny, choc nie
wychodzacy poza firme. Razem spedzamy przerwy, wyskakujemy cos przekasic,
spacerujemy, rozmawiamy o wszystkim i o niczym a ona mi czasami mruczy
murmuranda do ucha. W mikroprzerwach zamiast rozciagac wzrok patrzeniem w
dal (juz mam dosyc widoku hali za oknem) wymieniamy maile lub dzwonimy do
siebie. Czyli slowem lubimy sie. Ale...

Ona ma meza i male dziecko, ja mam zone i dziecko w bliskim planie. Oba
zwiazki szczesliwe. Za cholere nie chce zadnego popsuc, a z Nia jest w pracy
dobrze tak jak jest. Nie mam(y) checi na zaciesnienie tej wiezi. Po prostu
milo mi miec kogos "cieplego" w miejscu gdzie siedzimy grubo ponad 40 godzin
w tygodniu. Ona samotnica, tak jak ja, a samotnosc we dwoje jest
przyjemniejsza :)))

Moja zona wie, ze Ona jest, ale nie wie jak. Ja nie chce o tym opowiadac.
Wiem, ze moge sprawic przykrosc. Czy sadzicie, ze moge? Czy jestem jeszcze
na bezpiecznym gruncie czy juz zaczyna byc grzazko? Zona i rodzina sa na
pierwszym miejscu, zastanawiam sie czy znajomosci w firmie nie ochlodzic,
ale szkoda mi. Tylko czy to jeszcze przyjazn, czy to juz kochanie?

Ech, poradzcie zaplatanemu samcowi... :)))

Pozdrowienia
    • niuniek6 Re: Romans w pracy...? 25.06.03, 08:49
      to jeszcze nie jest nic i wcale nie musi pojsc dalej bo nie przekroczyliscie
      tej pewnej granicy jeszcze.
      Problemem jest wiec nie to co jest a.... wasze wewnetrzne potrzeby. Czy
      chcesz zeby byla przyjaciolka tylko czy chetnie bys ja...?

      I w zadnym przypadku nie widze klopotow. Wszystko jest tylko na tyle
      skomplikowane na ile smi to takim widzimy. Wiec jesli do czegos dojdzie to nie
      zamartwiaj sie tylko raduj kazda chwila. To tylko seks i nieczego nie musi
      niszczyc. Czy zycie daje nam az tak duzo radosci bysmy mieli z jakis
      rezygnowac w imie abstrakcyjncyh idealow??
      No tylko jeden problem pozostaje realny to czy sie zaangazujecie. Czy
      jestescie odporni na tego typu gupoty. bo to jedyne niebezpieczenstwo.
      Jesli wpadniecie w szpony uczuc to w takiej sytuacji jaka macie to mam
      wspolczuje bo obojetne co zrobicie bedziecie cierpiec....
    • matrek Re: Romans w pracy...? 25.06.03, 10:10
      Jest ok, dopóki nie robisz czegoś, czego nie chciałbyś aby Twoja żona zrobiła
      Tobie.
      • Gość: anE Re: Romans w pracy...? IP: *.chello.pl 25.06.03, 10:11
        czesc, dawno Cie nie bylo, :-))))
        pozdr.
        • matrek Re: Romans w pracy...? 25.06.03, 10:15
          cześć anE - i dalej mnie nie ma :)
          Wpadłem tylko na chwilę, przycupnąłem cicho w kącie i za chwilę zniknę :)
          Czasami nie ma możliwości, czasami zaś czasu, aby uczestniczyć w dyskusjach na
          forum. Ostatecznie, czasami zdarzają się ciekawsze rzeczy w życiu niż wirtualne
          dyskusje, choć zawsze miło wrócić w znane kąty i spotkać tam fajnych
          znajomych :)
          • Gość: anE Re: Romans w pracy...? IP: *.chello.pl 25.06.03, 10:37
            ja z kolei mam czasem poczucie winy, ze sa wazniejsze rzeczy poza wirtualnym
            swiatem, a uzalezniam sie coraz bardziej od FK, chyba musze isc na odwyk, :-)
            w sierpniu wyjezdzam na 2tyg., wiec moze jakos to bedzie, he he

            pozdr. serdecznie :-))) (100 usmiechow posylam)
      • aguszak Matrek :) 26.06.03, 11:27
        matrek napisał:

        > Jest ok, dopóki nie robisz czegoś, czego nie chciałbyś aby Twoja żona zrobiła
        > Tobie.
        >

        Święte słowa... :)))
    • Gość: ? Re: Romans w pracy...? IP: *.tkb.net.pl 25.06.03, 10:24
      gdzie sie mieszka i pracuje, tam sie chujem nie wojuje.
    • Gość: samowolny Re: Romans w pracy...? IP: *.*.*.* 25.06.03, 10:35
      w pracy człowiek spedza 3/4 czasu dnia a reszte w domu z czego większośc
      przeznaczamy na sen. To nie dziwota , ze koleżanka z pracy jest niekiedy
      traktowana jak "druga zona"..:))))
    • elenai Re: Romans w pracy...? 25.06.03, 10:35
      mysle, ze jakiego bys nie podjal wyboru, bedziesz cierpial, myslal i
      zastanawiał się nad tym... jestem w podobnej sytuacji, chociaz nie jestem
      jeszcze po slubie i nie mam dzieci..
      jestem zareczona z facetem, z ktorym sie znam od prawie 4 lat. jestesmy razem.
      planujemy wspolna przyszlosc, jeszcze razem nie mieszkamy.

      w pracy (sasiedni dzial) poznalam wspanialego faceta. tez razem chodzimy na
      lunche, przerwy (czasem nie ma nas w biurze 1h), raz - z grupka osob z pracy
      bylismy na kreglach. bylo cudownie.
      wysylamy sobie smsy, maile na priv poczte.
      gierki trwaja od pazdziernika ubieglego roku. on nigdy mi nie powiedzial, ze ma
      dziewczyne (ale ja to wiem, ze z nia mieszka), ja jemu z kolei nie mowilam o
      moim facecie, ale tez mozliwe, ze usłyszał od kogos..
      mysle o nim bardzo czesto, kocham swojego faceta, ale gdy zasypiam, mysle tez o
      tamtym. nigdy do niczego miedzy nami nie doszlo, bo on traktuje mnie jak fajna
      koleżanke, jest b.powsciagliwy... unika mnie chyba, bo czuje magnes.. boi sie
      blizszych kontaktow.. jaki mam wybór??! przeciez nie zerwe zareczyn, ten, o
      którym mysle i tak jest zajety i unika mnie, zeby NIC sie nie stalo.. miedzy
      nami jest rozne, raz biegnie do mnie, zeby pochwalic sie byle czym, jest
      otwarty, in. razem udaje, ze nie rozumie moich sygnalow..
      nigdy mu nie powiedzialam, co do niego czuje, ale ciagnie mnie do niego tak, ze
      nie potrafie nad tym zapanowac.. moze to dobrze, ze on kogos ma, bo in. nie
      wiem, jak by sie to skonczylo. nie chcialabym ranic swojego narzeczonego. on o
      tym z pracy nic nie wie.. ciezko mi z tym, bo nie chce go oszukiwac..

      zastanawiam sie, czy mozna byc zakochanym w dwoch osobach na raz. kiedy widze
      tego z pracy chcialabym, zeby mnie przytulił, wziął za rękę, kiedy jestem z
      narzeczonym, czuje w stosunku do niego to samo!!!! to meczace i nie wiem tez
      jak rozwiazac te sytuacje.
      • aguszak Ellenai... 26.06.03, 11:32
        ...to naturalne, że to co nieosiągalne i niedopowiedziane jest dla nas
        atrakcyjne... niewykluczone, że gdybyś miała szansę spróbować związku z Twoim
        kolegą z pracy, to okazałoby się, że jest fajnie, ale tak samo "zwyczajnie",
        jak jest teraz z Twoim narzeczonym... dlatego zastanów się, gdzie ulokowane
        jest Twoje uczucie - kolega czy narzeczony jest tym ukochanym...?

        Ale niestety - ryzyko ponosisz Ty i tylko Ty - więc się zastanów.

        Pozdrowionka,
        A.
    • kohinor Re: Romans w pracy...? 25.06.03, 12:29
      Mogę coś doradzić? Niestety mam doświadczenia na tym polu :-(((((

      1. Układ jest fajny, ale do czasu.
      - plotki (coraz większe)
      - zaczyna przeszkadzać w pracy (mimo czasami wspólnych projektów)
      - jak się skończy, jest już KOMPLETNIE niefajnie. Fascynacja, może nawet miłość
      przejawia się w niechęć, może nawet nienawiść (i w tedy jet przejeb....)

      2. Macie rodziny. Mimo wszysto ONE są najważniejsze. Rodziny, dzieci itd. Coś w
      tym pieprzonym, chorym świecie musi być normalne i zdrowe. Naprawdę - ONI są
      najważniejsi

      3. Romans per saldo po pewnym czasie wychodzi bokiem. Bo zaraża i wciąga i
      uzależnia (po tej jednej chce się nastęnej osoby i następnej). I nawet jak się
      starasz o rodzinę i jesteś (dla niej) OK, to Tobie będzie coraz częściej

      4. Jeżeli naprawdę fascynuje Cię ta osoba, a boisz się o przyszłość (a boisz
      się, czegodowodem jest ten post), możesz OD RAZU uciąć wszelkie ewentualne
      kroki, pozostając w wilkiej przyjaźni (nawet na granicy flirtu, który jest
      bardzo zdrowy dla układów - w tymprzypadku małżeńskich). Jak to zrobić? Proste,
      tym bardziej, że jesteś uczciwy względem swojej małżonki:
      Powiedz jej większą część prawdy - że ją lubisz, że świetnie Ci się z nią
      pracuje i - UWAGA - że chcesz, żeby ją poznała. Umócie się po pracy na piwo, a
      najlepiej, gdy ona przyjdzie z mężem. Przyjaźń, rozumiesz? Świetny i - co
      najważniejsze - ZDROWY układ
      Pomyśl nad tym.
      Wils syty, owaca cała i... będzie wszyskim dobrze. Polecam :-)
      • elenai Re: Romans w pracy...? 25.06.03, 12:50
        właśnie w ten sposób, jak napisałaś, próbuję sobie racjonalizować, ciężko jest,
        ale myślę, że właśnie jeszcze gorzej by było po przekroczeniu GRANIC...
        masz rację. mam zamiar się tego trzymać (choć Twoja wypowiedź nie dotyczyła
        bezpośrednio mojego wątku).
        • kohinor Re: Romans w pracy...? 25.06.03, 13:00
          elenai napisała:
          (choć Twoja wypowiedź nie dotyczyła
          > bezpośrednio mojego wątku).

          Bo moja wypowiedz, co latwo zauwazyc, dotyczyla zalozyciela watku, nie Ciebie :-
          ))))

          Pozdrawiam
          • elenai Re: Romans w pracy...? 25.06.03, 13:02
            no własnie, ale Twoje rady są bardzo trafne, tak myślę i tego mam zamiar się
            trzymać, bo nie chcę psuć tego, co już zbudowałam.. a przyjaźń w pracy - do tej
            pory jest, więc nic na tym nie tracimy (oboje), :-)))))
    • anahella dopoki tylko sie lubicie nie ma problemu 25.06.03, 12:37
      Ja tez mialam przyjaciela w pracy przez wiele lat i jakos
      nie rozwalilo to niczyjego zwiazku.
      • nowytor Jasne! Nie mydło nie zmydli się 25.06.03, 13:18

        • anahella Chyba nie zrozumiales 25.06.03, 20:04
          To byl przyjaciel a nie kochanek:P
    • Gość: bas Re: Romans w pracy...? IP: 157.25.119.* 25.06.03, 12:43
      wydaje mi sie tak : gdyby to bylo "zakochane" czul byc to, jesli nie jestes
      pewien to znaczy, ze bardzo ja lubisz, ale jestes juz blisko granicy...

      ps mojo zdanie na temat takich znajomosci: NIE WIERZE W PRZYJAZN DAMSKO MESKA,
      CHYBA ZE ON JEST HOMO :)
    • Gość: curry Re: Romans w pracy...? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.06.03, 12:56
      teoretycznie nie robisz nic złego...ale jeśli szukasz porady -zadaj sobie
      pytanie- czy chciałbyś by Twoja żona była w takiej sytuacji jak Ty? (świetny
      kolega w pracy, smsy wywołujące uśmiech, meile na które czeka z
      niecierpliwością, półsłówka, murmuranda z innym meżczyzną...)
      ...sama stosuję ten sposób, by sprawdzić, czy robię dobrze, czy może już nie...
      ps. a tak od siebie - nie chciałabym by mój mąż znalazł się w podobnej sytuacji.
      Co prawda męża jeszcze nie mam, ale już tuż tuż... :)
      • ja_nek Re: Romans w pracy...? 25.06.03, 13:54
        Ustalcie ze sobą, że to nie przejdzie w nic więcej. To po pierwsze.
        Po drugie: macie rodziny, więc nie szukajcie zbyt bliskich osób w płci
        przeciwnej, bo to czasem źle się kończy (pomimo innych intencji).
        Poluzowanie kontaktu też byłoby wskazane. A jeśli czujecie, ze to mogłoby pójść
        dalej - zerwijcie kontakt.
        To grząski grunt i moze skończyć się skomplikowaniem sobie życia.
        Skoro nie chcielibyście, aby ktoś Wam najbliższych tak postępował jak Wy, to
        darujcie sobie (Matrek ma racje).
        Na 99% nie będzie to też coś większego niz macie dotąd w dptyczchczasowym
        partnerze / partnerce.

        Pozdrawiam
        janek
    • obdarzony Re: Romans w pracy...? 25.06.03, 15:02
      Cóż, wszyscy mają jakieś racje i nie zamierzam ich powtarzać. Może raczej z
      innej strony. Mam znajomą w pracy, u której jest odwrotnie. Ma zawsze jakiegoś
      kochanka związanego z aktualną pracą, i gdy możliwości się wyczerpią, zmienia
      pracę, aby znaleźć nowych. Sam wykręciłem się od romansu z nią, zasłaniając się
      własną wiernością małżeńską, więc usłyszałem wiele argumentów przeciw tej
      wierności i za romansami biurowymi. Oto one.
      Ta pani twierdzi, że dawno by już odeszła od męża, gdyby nie kochankowie. Mąż
      jest neurotycznym cholerykiem, teraz już spokojniejszym, ale w początkowych
      latach małżeństwa był podobno nieznośny, i romanse traktowała wtedy jako
      należne zadośćuczynienie. Małżeństwo jest wciąż dla niej spokojną przystanią,
      do której zawija po burzliwych starciach z kochankami.
      Chyba tyle.
      Pozdrawiam.
    • an_ni Re: Romans w pracy...? 25.06.03, 15:09
      jesli nie zapedzisz sie w cos blizszego z owa kolezanka to spoko masz mila
      rozrywke w pracy
      pamietam jak w poprzednim m-scu pracy mialam taki niewinny romasnik az
      przyjemnie sie do roboty chodzilo (jestem i bylam w stalym zwiazku)
      nie mow o tej sympatii zonie, nie zrozumie, nawet gdyby to byl kolega -nie
      mowie o homoseksualizmie tylko o kumplu
      moze sie okazac ze poza praca ta panna zupelnie ci nie pasuje
    • egpws Re: Romans w pracy...? 25.06.03, 17:12
      Kazdy ma tutaj troche racji, ale zadne rozwiazanie nie jest idealne. Najblizej
      mi do elenai, ale ona tez jest zagubiona. Chcialoby sie zjesc i miec ciastko.

      Wywnetrzam sie na forum, bo przeciez nie pojde do znajomych...

      Prawda jest, ze spedzamy razem srednio 50 godzin w tygodniu. Zone widuje mniej
      (pracujemy na zmiany i rozmijamy sie). Moze to wszystko wina kapitalizmu? :)))
      Chyba wezme urlop, z nadzieja na uspokojenie sie sprawy przez miesiac
      niewidzenia. Ale jesli to tylko nakreci problem?

      Pozdrawiam
      • egpws Re: Romans w pracy...? 25.06.03, 17:14
        Zauwazylem tez, ze zamist skupic sie na robocie (a mamy mlyn) uciekam
        myslami "w bok". To juz zaczyna byc niebezpieczne.
      • elenai Re: Romans w pracy...? 26.06.03, 10:32
        właśnie czas rozstania jest najgorszy (długie weekeny, święta, itd.), pamiętam,
        że w święta Bożonarodzeniowe miałam takiego doła, że odbiło się to na moim
        facecie.. nie wiedział, o co chodzi, dlaczego jestem taka niedobra dla niego.
        Myślałam o tamtym, że nie będę go widzieć dwa tygodnie. NIe mogłam się przyznać
        do faktycznego powodu mojego rozstroju. Moja znajomość z kolegą z pracy jest o
        tyle inna, że my nie spędzamy ze sobą aż tyle czasu, bo on najwidoczniej tego
        nie chce (ja bym chciała). Jak proponuje lunch, to chętnie idzie ze mną, mimo,
        że np. 2h temu przyszedł do pracy i jest ledwo po śniadaniu, dotrzymuje mi
        towarzystwa, jest miły, itd., ale nic więcej. Jego morale są chyba silniejsze,
        bo jest bardzo porządnym człowiekiem. Chciałabym go zjeść, przytulić,
        pocałować. Wiem, że jemu też się podobam i pamiętam doskonale moment, kiedy się
        poznaliśmy, widziałam, jak na mnie wtedy zareagował (spojrzenia, rozmowy,
        komplementy, gra i nagle - ocknął się i dalej nie kontynuował).
        Zrozumiałam, że czego bym nie zrobiła, i tak na tym źle wyjdę, cierpię, bo ON
        jest nieosiągalny, a jeżeli mój narzeczony by się o tym dowiedział, zostałabym
        chyba w ogóle sama. Nic nie poradzisz, nic nie możesz zrobić, najlepsze, to
        chyba cieszyć się, że pozało się wspaniałą kobietę kumpla, nie mówić nic więcej
        żonie i znajomym, żeby niepotrzebnie nie mieszać.

        jeżeli się jednak stanie tak, że oboje będziecie chcieli być ze sobą na dobre i
        na złe... - myślę, że trzeba myśleć też o własnym szczęściu, tylko: co będzie,
        jak się nie uda? wówczas zniszczone 2 związki Waszych małżeństw i trzecie Wasze
        nieudane - to chyba najgorsza możliwa wersja

        życze powodzenia, ja straciłam nadzieję, jestem nieszczęśliwa w
        swoim 'szczęściu', które jest tylko namiastką tego, co bym chciała
    • remo29 Re: Romans w pracy...? 26.06.03, 11:18
      [...]
      > Zona i rodzina sa na
      > pierwszym miejscu, zastanawiam sie czy znajomosci w firmie nie ochlodzic,
      > ale szkoda mi.

      Oj, chłopie, schładzaj, schładzaj... Póki jeszcze widzisz jakieś priorytety...
      Potem odezwie się ułańska fantazja i z okrzykiem "raz kozie śmierć!" narobisz
      bigosu sobie i wszystkim dookoła...
      Wiem co mówię ;)
      • mantha Re: Romans w pracy...? 26.06.03, 11:45

        > Oj, chłopie, schładzaj, schładzaj... Póki jeszcze widzisz jakieś
        priorytety...
        > Potem odezwie się ułańska fantazja i z okrzykiem "raz kozie śmierć!" narobisz
        > bigosu sobie i wszystkim dookoła...
        > Wiem co mówię ;)

        :-)))
        Podpisuje sie pod tym z cala stanowczoscią
        Bylam w pdoobnej sytuacji, i teraz, jak mi zupelnie przeszlo, na sama mysl o
        tym co mogloby sie stac robi mi sie doslownie słabo i mam ochote zalozyc sobie
        worek na glowe ze wstydu :-((
        wg mnie: nie warto
    • egpws Re: Romans w pracy...? 26.06.03, 17:10
      Mial byc urlop i schladzanie a okazuje sie, ze mozemy miec wiecej roboty i nici
      z urlopu. I znow bedziemy razem pracowac. Nie wiem, czy sie cieszyc czy wrecz
      przeciwnie.

      Rozum podpowiada mi co innego niz uczucia, a sprawa sie toczy sama.
      Zaciesniajac. Troche jak wir, ktory ma mnie wessac.

      Bzdury pisze, ale chyba za bardzo sie angazuje...


      Pozdrowienia, dzieki za podpowiedzi.
      • Gość: jott Re: Romans w pracy...? IP: *.promexim.com.pl 27.06.03, 12:17
        Witajcie!
        zaciekawil mnie ten watek...bo jestem w podobnej sytuacji. Tak jest ktos z kim
        pracuje, ktos kto nagle stal mi sie blizki, na kim mi zalezy...pracujemy ponad
        dwa lata ze soba, bardzo sie lubimy, spedzamy duzo czasu ze soba, wspolne
        zarty, poranna kawa. Tyle, ze od niedawna ta znajomosc czysta przyjacielska
        nabiera innego znaczenia, oboje to wyczuwamy, cos nas do siebie ciagnie...
        Boje sie, z jednej strony nie chce stracic fajnego kumpla...ale z drugiej coraz
        bardziej mnie On pociaga, czesto o nim mysle. Oboje mamy rodziny, nie chce
        nikogo zranic...ale w tej sytuacji...sama nie wiem co robic.
        Tez czekam na urlop, moze troche ochloniemy....
        pozdrawiam,
        J.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja