ehlanna
27.07.07, 11:53
Jestem osobą atrakcyjną, wiem kim jestem i jaka jestem, wiem tym bardziej czy
mam ładną fryzurę, makijaż, bluzkę, torebkę... Mam koleżankę. Niby jest w
porządku. Lubię z nią porozmawiać, pośmiać się, poplotkować, mamy wiele
wspólnych tematów... Jednak jednocześnie nikt tak skutecznie jak ona nie
potrafi mnie wkurzyć. Jak tylko się spotkamy (czasem też w towarzystwie
jeszcze drugiej koleżanki) i tylko mnie zobaczy, wodzi po mnie wzrokiem,
ogląda mnie od góry do dołu, z taką kpiącą pełną politowania miną. Zawsze to
widzę na początku. Jednak za chwilę zaczynają się komentarze. Komentuje,
komentuje i komentuje(z tą samą miną): "O ja! co Ty masz na głowie? (dodam, że
fryzurę, z której jestem bardzo zadowolona i tylko jej jedynej się nie
podoba), o a jaką torbę sobie kupiłaś (sama ją kupiłam, sama ją wybrałam, mnie
się podoba, nikogo nie prosiłam by mnie informował co o niej myśli, nikogo nie
prosiłam o radę), nie no wyglądasz jak stara baba, nie możesz nosić tej torby
bo się w niej krzywisz... Tak się dzieje przez pierwsze 15 minut spotkania.
Jak skończy, zaczynają się normalne rozmowy, żarty. Po tym jak w końcu nie
wytrzymuję i mówię, zeby się odwaliła, ona oczywiście jest oburzona, ze co mi
się stało, ojej, pewnie mam okres. Przez pewien czas jestem nie w sosie, ale
potem zapominam i jestem w stanie normalnie rozmawiac, opowiadać, itp...
Jednak już na samo spotkanie psuje mi się humor, bo wiem, że ona nie może
wytrzymać, zeby mnie nie krytykować. Nigdy nie usłyszałam od niej nic miłego,
nie powiedziała, ze mam coś ładnego lub ładnie się pomalowałam. Zawsze kpiąco:
o bluzkę sobie kupiłaś, o jaką krotką kieckę ubrałaś, o jezu jaka z Ciebie
laska... Ciągle krytyka. Naprawdę nie wiem co ona chce zyskać. Pomału
doprowadza mnie to do szału. Dlaczego ona to robi? Zazdrość? Kompleksy? Ja
nigdy choćby miała podkrążone oczy, za ciemny puder, okropny kolor włosów,
wstrętną bluzkę czy za duży tyłek nie powiedziałam jej nic co mogłoby jej
sprawić przykrość. Jak mi się coś nie podobało, to po prostu milczałam. Nie
wyobrażam sobie mówić komuś takie rzeczy.
Zresztą zauważyłam, ze kobiety nie potrafią/nie chcą zauważyć u innej kobiety
czegoś ładnego. Zawsze gdy mówię jakiejkolwiek koleżance: O zobacz jaką tamta
laska a świetną figurę, jaki fajny tyłek, jakie piękne oczy, piękne usta...
Słyszę: co Ty! chyba żartujesz, ona jest obrzydliwa... Czasem mam wrażenie, ze
kobiety na siłę doszukują się defektów w innych kobietach aby poprawić sobie
humor. To żałosne... Te wszystkie strony o gwiazdach bez makijażu, na ktorych
dziewczyny nabijają się z nich, podczas gdy same często tak wyglądają,
przecież gwiazdy to zwykłe kobiety, takie jak ja i Wy.
Dlaczego kobiety są takie? Dlaczego są dwulicowe i zakłamane, próżne i podłe?
Czy w ten sposób robi im się lżej, leczą swoje kompleksy? Czy taka po prostu
ich natura? Ja naprawdę wolę w pracy iść pogadać z facetami niż zostać z
koleżankami z pokoju, aby słuchać jak podle obgadują Ankę, Kryśkę, Zośkę,
Kaśkę... Wolę towarzystwo mężczyzn, którzy są wobec siebie w porządku. I na
pewno nie powiedzą czegoś by sprawić mi przykrość, nie zauważą jaką mam denną
torbę czy fryzurę, ale szczerze powiedzą: świetnie wyglądasz, bez cienia kpiny
i arogancji, bez cienia pretensji...
Naprawdę nie wiem co zrobić z tą koleżanką, co jej powiedzieć? Jak ją zgasić,
żeby przestała, żeby się opamiętała... Nie chciałabym posuwać się od razu do
ostateczności: zerwać z nią wszystkie kontakty... Mówię: poza tym jednym jest
ok. Myślę, ze ona może mieć kompleksy: nie chodzi w spódnicach, bo "ma krzywe
nogi", poza tym "ma małe cycki" i się wstydzi na plaży opalać. Poza moimi
defektami wylicza oczywiście i swoje, ale ja jej zawsze mówię, ze głupoty
gada, że wcale nie... Nie mówię: o ja, weź ubierz sweter bo wstyd w takich
cyckach albo nie noś spódnic bo faktycznie masz nogi na beczce prostowane...
:/ No i co ja mam zrobić? Miałyście może taką koleżankę, albo znacie taką
osobę? A może same takie jesteście, ze lubicie dogryzać koleżankom?;)