moja sytuacja...

02.08.07, 11:33
mam 26 lat.
od roku spotykam sie z moim facetem.rozstawalismy sie 3 razy (kazdy z jego
inicjatywy) ostatni raz gdy wprowadzilam sie do niego i bylam bez pracy.
2 pierwsze rozstania byly ze tak powiem dosc niewinne, on zostal porzucony w
bardzo przykry sposob w swoim poprzednim zwiazku i bal sie zranienia to moge
zrozumiec.
jednak ostatnie rozstanie bylo okropne i pozostawilo mnie w podbramkowej
sytuacji (bez pracy, musialam wyprowadzic sie, gdzie zreszta mieszkam do tej
pory)
jednak wybaczylam mu, i zeszlismy sie ponownie, po miesiacu..wiem ze w tym
czasie przespal sie na imprezie z jakas dziewczyna.
to tez mu wybaczylam.
od tamtej pory minely 3 mce a ja jestem nieszczesliwa jest mi zle, jestem
sfrustrowana.
chcialabym zamieszkac razem ale on mowi ze nie jest gotowy (jest wlascicielem
mieszkania) wydaje mi sie ze po roku raczej powinno sie byc gotowym, a juz na
pewno wiedziec pewne rzeczy.chce mniec kogos do kogo bede wracala wieczorami
po pracy, z kim zjem kolacje.widujemy sie bardzo czesto ale jemu jest tak
wygodnie, bo nie jest to zwiazane z powaznymi zobowiazaniami.od wrzesnia
zaczne kurs i silownie mysle ze jest to moja proba rozpoczecia budowy czegos
bez niego,
ciagle mu wypominam tamto rozstanie i ta laske.to boli.
stracilam zaufanie do niego..za kazdym razem gdy mowi mi ze wychodzi z
kumplami czuje ucisk w zoladku.
ale..kocham go..zbudowalismy sobie nasz maly swiat...jestesmy juz razem
rok,przez wiele przeszlismy, czuje sie z nim bezpiecznie pod pewnymi
wzgledami,
zastanawiam sie nad nasza przyszloscia..i rozwazam rozstanie..tym razem z
mojej inicjatywy.
na mysl o tym lzy cisna mi sie do oczu,jest to juz moj kolejny zwiazek ktory
moze sie rozpasc po okolo roku (wszystkie poprzednie ja konczylam) i nie wiem
czy ja mam jakis problem czy moze racje tym razem..nie napieram na slub ale
czuje ze chce spotkac kogos z kim moge zaczac cos powazniejszego niz
randkowanie, zaczac cos budowac.
kazda z kolezanek, w zaleznosci od tego w jakiej sama jest syt,radzi mi
inaczej, i na pewno nie sa obiektywne, a wy co o
tym sadzicie?
    • enia17 Re: moja sytuacja... 02.08.07, 11:41
      dodam tylko ze on ma 27 lat...
      bede wdzieczna za wszystkie posty.
    • butterflymk Re: moja sytuacja... 02.08.07, 12:00
      No Dziewczyno, przecież chyba sama widzisz że to nie dla Ciebie facet.
      To jakiś gałgan....
      Chcąc być z nim będziesz rozżalona do końca życia..
      Poza tym widzisz co on Ci zapewnia? zero szacunku, uczucia, miłosci,
      troskliwości...
      Musisz się zmusić żeby go absolutnie rzucić, bo tylko się męczysz...
      I nie dawaj się tak traktować...
    • kitek_maly Re: moja sytuacja... 02.08.07, 12:07
      w ciągu roku 3 rozstania??
      wg mnie to nie ma sensu, do tego dochodzi jeszcze frustracją spowodowana tym
      seksikiem z inną.

      według mnie już za dużo się wydarzyło, żeby było dobrze.
      • enia17 Re: moja sytuacja... 02.08.07, 12:13
        moze dodam tylko...ale nie tlumaczac go, ze on okazuje mi duzo szacunku, fajnie
        razem spedzamy czas, troszczy sie o mnie i ciagle powtarza ze mnie kocha...ale
        mi to chyba przestaje wystarczac, powiedzial mi ostatnio ze nie jest gotowy sie
        wprowadzac znowu razem bo za bardzo mnie kocha i nie chce tego spiep.rzyc tym
        razem..ale mi sie wydaje ze tak jak jest jest mu poprostu wygodniej.
        juz chyba samo to ze pisze ten post zle wrozy...
        dlaczego zycie jest takie powalone czasami..
        :(
        • gazela100 Re: moja sytuacja... 02.08.07, 12:15
          taaaaaaaaaak taaaaaaaak właź mu jeszcze bardziej w tyłek a zobaczysz jeszcze na
          co go stać!
        • butterflymk Re: moja sytuacja... 02.08.07, 12:23
          to są tylko słowa i nie idealizuj ich, bo mógłby naprawde nic nie mówic tylo Ci
          okazać to.. np zamieszkując z Tobą i nie zrywaja 3 razy w roku.
          Zasługujesz na cos więcej...
    • enia17 Re: moja sytuacja... 02.08.07, 12:16
      no i jeszcze jedno..w trakcie naszego ostatniego rozstania..wykupil tygodniowe
      wakacje z grupa kumpli na Ibizie.
      mmoze to stereotypowe myslenie ale wydaje mi sie ze tam kroluje sex narkotyki i
      szalona zabawa, prosilam go zeby nie jechal ale powiedzial ze nie zrezygnuje z
      kolegow bo w swoim poprzednim zwiazku tak zrobil i gdy ona odeszla zostal sam
      jak palec....
      • butterflymk Re: moja sytuacja... 02.08.07, 12:25
        ahaaaa i pojechał oczywiście bez Ciebie?
        Nieee no rzeczywiście, super jest że Ci mówi czułe słówka jak już się
        spotkacie..
        To jest Twój pierwszy chłopak?
        Mi się wydaje że jescze nie zaznałas prawdziwego uczucia i chyba nie wiesz jak
        możesz być traktowana przez faceta..daj sobie ta szanse i temu daj nauczkę
    • bss6 Re: moja sytuacja... 02.08.07, 12:16
      daj sobie z nim spokój.
      jesteś silna i dasz sobie radę bez niego...
      zapomnij...
      z czasem poznasz kogoś kto da Ci to czego potrzebujesz...
      pozdrawiam
    • enia17 Re: moja sytuacja... 02.08.07, 12:17
      Boze..chyba jak sama czytam to co napisalam to jednak to brzmi inaczej niz jak
      sobie tylko o tym mysle..
      niezla terapia..i raczej ku rozstaniu.
      kolejna porazka.
    • joasiex Re: moja sytuacja... 02.08.07, 12:21
      Kochana po Twoim liście jedyne co mogę i chcę Ci poradzić to natychmiast z nim
      zerwij.Facet jest niepoważny, zawiódł na całej linii, gdy byłaś w sytuacji
      kryzysowej i nie miałas pracy, do tego ta zdrada(!) nie dziwię się,że się
      niepokoisz jak wychodzi, bo pokazał, że nie można jemu ufać i tylko Cię niszczy
      swoim zachowaniem, szkoda Ciebie, Twojego zdrowia i nerwów.Super, że planujesz
      gdzieś wyjść z domu i coś zacząć robić dla siebie, to Ci pomoże sie pozbierać
      po rozstaniu.Gdy zerwiesz on może się ocknąć i zacząć Cię namawiać do powrotu,
      więc bądź twarda i konsekwenta.Życzę Ci powodzenia i chłopaka, który będzie
      Ciebie wart.
      • feenstra Re: moja sytuacja... 02.08.07, 12:28
        Okazuje Ci szacunek i zdradził? Hmmm.. Przeczytaj jeszcze raz uważnie swoje
        własne posty i wiesz juz co zrobić. PS: Między powtarzaniem kocham cię a
        miłością czasem jest ogromna przepaść
    • enia17 Re: moja sytuacja... 02.08.07, 12:23
      siedze w pracy a lzy ciekna mi po policzkach...
      • feenstra Re: moja sytuacja... 02.08.07, 12:30
        Zobaczysz, jeśli będziesz silna wszysto będzie dobrze.. Jeszcze kiedyś będziesz
        się dziwiła jak mogłaś być z tym panem. Trzymaj się!
        • enia17 Re: moja sytuacja... 02.08.07, 12:34
          dzieki dziewczyny...
          nie bedzie lekko ale bylam juz roznych sytuacjach...
          przynajmniej nie przedstawilam go rodzicom.
          (nie mieszkamy w Polsce)
          • rowinki Re: moja sytuacja... 02.08.07, 19:13
            Miałam podobną sytuację,poznałam chłopaka jakiś czas temu,wydawał mi sie super
            pod każdym względem,razem wybieraliśy dodatki kuchenne (akurat urzadzał
            mieszkanie),twierdził żebym to ja robiła bo i tak będziemy korzystac razem i
            żeby było mi wygodnie i przytulnie,poczułam się super,ale...okazało się,że
            kuchnie owszem ze mną a reszte pomieszczeń z jakąś inną,tamta napisała do mnie
            na gg,wyłam jak szalona,postanowiłam to skończyć,poznałam kogoś próbowałam
            zapomnieć i wtedy jemu przupomniało się jak to bardzo mnie kocha i chce żebym z
            nim była-powiedziłam-nie! Nie żałuje,dziś jestem szczęśliwą mężatką najbardziej
            fantastycznego faceta na świecie i Tobie życze tego samego,zoabczysz po
            trudnych chwilach przyjdzie lepszy czas i na pewno ułożysz sobie
            życie,pozdrawiam i trzymam kciuki
            • enia17 Re: moja sytuacja... 03.08.07, 10:55
              chyba najtrudniej przyznac przed samym soba ze to bez przyszlosci..
              no i wiadomo w gre wchodza uczucia..
              co gorsza w pracy spokoj i siedze i romyslam tak pzrynajmniej bylabym zajeta
              czyms:(
    • enia17 on chce sie spotkac jutro i pogadac 03.08.07, 18:01
      co robic..?
      to bledne kolo...
    • mrs.solis Re: moja sytuacja... 03.08.07, 18:12
      Moglabym wszystko zrozumiec gdyby pisala to dziewczyna 17-letnia,ale ty jestes
      dorosla kobieta i powiem ci ,szkoda mi slow. Maly swiatek to ty sobie
      zbudowalas w glowie. Stuknij sie porzadnie w glowe moze ten twoj swiatek
      rozsypie sie jak domek z kart. Facet ma cie poprostu w dupie przyjmij do do
      wiadomosci im szybciej to zrobisz tym lepiej dla ciebie. Trzyma cie w
      obwodzie ,bo widocznie nie ma ochoty na celibat. Mozesz byc pewna,ze wkoncu
      znajdzie lepsza kandydatke niz ty i znowu cie odprawi.
      • mala224 Re: moja sytuacja... 03.08.07, 18:27
        Ja byłam w bardzo podobnej sytuacji z tym, że mój chłopak miał w tedy 19 lat,
        szedł do wojska i chciał się wyszaleć, a ja miałam 17 i chciał tego samego. Ale
        facet, który ma 27 lat i jeszcze się nie wyszalał to się nie wyszaleje. Ożeni
        się jak zrobi jakiejś bachora a i tak będzie dalej szalał. Zostaw go bo po co ci
        wieczne dziecko. On nawet nie zauważy, że z nim zerwałaś, bo będzie zajęty
        kolejną laską.
        • mala224 Re: moja sytuacja... 03.08.07, 18:29
          Nie wiesz w jego czułe słówka, bo to jedyna rzecz jaką faceci potrafią najlepiej
          robić, mydlić oczy i kit wciskać, a jak pójdziesz do ubikacji to nawet z
          sąsiadką się umówi.
          • inspirationlane Re: moja sytuacja... 03.08.07, 18:55
            masz 26 lat, przed Tobą całe życie, czasami warto coś definitywnie zamknąć, aby
            zacząć coś nowego,
            pokazałaś, że potrafisz być niezależna, przeprowadziłaś się, znalazłaś pracę -
            teraz wiesz, że sobie poradzisz... bez niego,
            ja wiem, jak bardzo boli zawiedzenie się na kimś, na kim tak bardzo nam zależy,
            ale uwierz mi - lepiej przekonać się o tym wcześniej, niż później..
            i jeszcze raz przeczytaj swoje posty - na chłodno, co Ty sama byś poradziła
            komuś w takiej sytuacji?
            i pamiętaj o jednym... czasami nie warto... nawet gdy się kocha (lub tylko
            wydaje się nam, ze jest to miłość)
            głowa do góry :-)
            • enia17 Re: moja sytuacja... 07.08.07, 17:07
              dzieki za wszystkie wpisy..takie sa pokrzepiajce
              jest mi ciezko ale dam rade.
              grunt to sie nie kontkaotwac i organizowac sobie czas tak by glupie
              mysli nie powracaly.
              dzieki jeszcze raz dziewczyny!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja