wszystko na mojej głowie

03.08.07, 11:58
O wszystkim muszę myśleć sama. Począwszy od spraw prozaicznych tj. zakupy,
pranie,sprzątanie, reperacja sprzętów w domu, aż po umówienie wizyty u
lekarza dla dziecka, zapłacenie rachunków, myślenie jak by trochę dorobić
itp. Mój mąż- zresztą ciepły i kochany- jakoś nie czuje potrzeby, żeby o tym
pamiętać. Dodam, że obydwoje pracujemy- on trochę dłużej, lecz ja w tym
czasie opiekuję się naszym dzieckiem. Czasem, to już naprawdę mam dośc. Mój
mąż ma świadomość, że zawsze ja o wszystkim pamiętam i nad wszystkim czuwam.
Jestem twardą babą, która ze wszystkim sobie poradzi i wszystkiemu potrafi
stawić czoła. Taki cyborg. Mój mąż jest zaś wrażliwym mężczyzną, który
przecież nas bardzo kocha i zawsze chce dobrze, tylko czasem mu nie
wychodzi... Ja też czasem chcialabym pozwolić sobie na małą chwilę słabości.
    • pandory.cipuszka Re: wszystko na mojej głowie 03.08.07, 12:03
      mój chłopak dzisiaj pierwszy raz w życiu zarejestrował się sam do lekarza... a
      jesteśmy ze sobą 5 lat... postanowiłam go usamodzielniać, zacznij od małych
      kroczków :)
      • kitek_maly Re: wszystko na mojej głowie 03.08.07, 21:22
        o mój boże.. jak można z faceta robić dziecko, które nie poradzi sobie z
        najprostszą czynnością życiową?? :))

        lepiej weź się za niego, bo inaczej czeka Cię
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=66936229&a=66959031
    • abel0ne Re: wszystko na mojej głowie 03.08.07, 12:03
      no coż, mądra kobieta zawsze od samego początku znajomości robi się "taka mala",
      nie dlatego, że jest niezaradna, tylko dlatego, by facet też coś jeszcze w
      związku robił. Inna sprawa, że ja czekałam rok i dwa miesiące, by mąż mi
      wywiercił dziurę, jedną dziurę na wieszak dla naszej córki. Wykręcał się, że nie
      ma wiertarki, nie ma kiedy pożyczyć, nie ma weny. Mój tata musiał mi to w końcu
      zrobić. Niemniej w innych kwestiach staram się być "taka mala", choć mój mąż
      tego nie znosi, bo wyrósł w domu, gdzie matka była właśnie cyborgiem i nikogo
      nie obciążała żadnymi obowiązkami, bo ona sama najlepiej i najszybciej coś
      zrobi, no i ona rządzi.
    • qw994 Re: wszystko na mojej głowie 03.08.07, 12:05
      > Ja też czasem chcialabym pozwolić sobie na małą chwilę słabości.

      No to sobie pozwól. W czym problem?
      • pandory.cipuszka Re: wszystko na mojej głowie 03.08.07, 12:06
        no właśnie w tym problem, zę jak ona będzie miała chwilę słabości, mąż nawey
        nie zajarzy, ze trzeba zarejestrować dziecko do lekarza, czy zapłacić rachunki,
        i ona i tajk będzie to musiała zrobić... jak już chwila słabości minie ;)
      • graviola Re: wszystko na mojej głowie 03.08.07, 12:07
        jesli chcesz to zmienic to masz dwa wyjscia: albo malymi kroczkami, albo
        terapia szokowa-rozchoruj sie, wyjedz, cokolwiek i zostaw WSZYSTKO na jego
        glowie...moze dostrzeze roznice :)
        • walnientaenta Re: wszystko na mojej głowie 03.08.07, 12:42
          witam w klubie - mnie to sie już nie chce prosić,
          robię sama lub "sama", na szczęście mąż tyle zarabia że moge sobie na to
          pozwolić

          potwierdzenie sytuacji w kawale:

          spotyka sie dwóch kumpl
          - ale ta moja żona marudzi, od trzech miesięcy codziennie to samo
          - a co ?
          - abym wyrzucił choinkę

          kiedyś myślałam że to kawał

          w moim przypadku lista niewykonanych "męskich" prac domowych jest dłuuuuuuga

    • butterflymk Re: wszystko na mojej głowie 03.08.07, 12:46
      no widzisz.. ja nie sprzątam nie gotuję nie jestem gosposią i co?! I nie mam -
      faceta na stałe przynajmniej hihi
    • xvqqvx Re: wszystko na mojej głowie 03.08.07, 12:51
      A zadaj sobie pytanie, skąd się to wzięło.
      Czy nie z tego powodu, że sama ustawiłaś męża na pozycji dziecka, którym trzeba się opiekować, bo sobie nie poradzi, a teraz... :-(
      • myszajestruda Re: wszystko na mojej głowie 03.08.07, 18:42
        Znam ten ból ! Sama jestem w takiej sytuacji już 20 lat. Najpierw byłam
        zadowolona,że potrafię sprostać wielu zadaniom prawie jednocześnie, mąż był
        skupiony tylko na pracy.Długo byłam dumna ze siebie, ale po iluś tam latach
        przyszło zwyczajne zmęczenie, nie starczało sił na pokonywanie codziennych
        trosk.Mimo,że próbowałam wciągnąć męża w sprawy domu,to nigdy nie pozwolił
        sobie na odrobinę wysiłku, aby część obowiązków wziąść na siebie.
        Inni, którzy nas znają tylko trochę mówią,że mi zazdroszczą takiego męża-bo nie
        pije wódki, bo jest pracowity (tylko zawodowo),bo nie chodzi na "baby".
        Wstyd było się przyznać,że mój mąż po powrocie do domu i zjedzeniu obiadu
        przybiera pozycę poziomą do następnego dnia.
        Wiem,że popełniłam błąd już na samym początku, pokazując,że wszystko potrafię.
        Chciałam być dobrą żoną. Teraz czuję tylko to,że jestem wołem roboczym we
        własnym domu.Nigdy nie usłyszałam słowa pochwały, albo zwykłego -dziękuję.Na
        moje pytanie-jak ci smakuje obiad-słyszę tylko-może być, chociaż wiem,że
        spisałam się na 5-kę.
        Dla mnie już jest za póżno , aby zmieniło się coś na lepsze,znam swojego męża i
        wiem,że pochwała dla mnie nie przeszła by mu przez gardło. Tak bardzo przywykł
        do tego wylegiwania się przed telewizorem,że nawet już nie liczę na nic innego.
        Jednak mam nadzieję,że będą czytać moje zwierzenia inne młode kobiety,i
        jakieś wnioski dla siebie wyciągną.Teraz już wiem ,że powinnam swoją kobiecość
        pielęgnować, dbać o nią i nie zmieniać się w babo-chłopa czy cyborga.
        Czasami warto być głupią "blondynką".
        Dziewczyny, trzymajcie się i nie dajcie się !!!
    • ginger43 Re: wszystko na mojej głowie 03.08.07, 21:54
      Widzę, że nie jestem sama z takim problemem :). Gadanie nie przynosi żadnych
      efektów (może mierne), ale działanie tak. Ja ostatnio odpuściłam wiele rzeczy,
      którymi normalnie się zajmowłam i czekałam co będzie. Chwilę to trwało,
      zaległości narosły, ale w końcu zauważył, że samo się nie zrobi i zaczął się
      spod nich wykopywać. Może nie robi tego zbyt udolnie, ale stara się jako tako.
      Chwalę pod niebiosy, nie poprawiam, bo to może zabić inicjatywę, zobaczymy ile
      wytrwam :) Po 14 latach powiedziałam dość, nie chcę dłużej wszystkiego dźwigać
      sama, bo niby dlaczego?
      Pozdrawiam i życzę wytrwałości wam i sobie też :)))
Inne wątki na temat:
Pełna wersja