annapannacotta
10.08.07, 07:28
Mój facet "rzuca" palenie. Piszę w cudzysłowie, bo jak na razie to
więcej pali niż nie pali. Wcz szukając czegoś w jego biurku (dla
ścisłości- zszywacza, chcę ubiec wszystkich, którzy napiszą, że się
nie grzebie w cudzych rzeczach- nie grzebałam! A i on zagląda czasem
po coś do mojego biurka) znalazłam pełną paczkę papierosów. No nic.
Dziś rano pytam go, jak mu idzie niepalenie. "Dobrze". A kupujesz
papierosy? "Nie". No ale nie kupujesz, bo jeszcze masz, tak? "Nie,
nie kupuję i nie mam". Powiedziałam mu o tym biurku. Przeprosił,
powiedział, że zrobił tak, bo wie, że to dla mnie drażliwy temat
(trochę w tym racji).
Mnie nie przeszkadza, że nadal pali (jestem jakaś ludzka, umiem
zrozumieć, że to trudno jest), ale dlaczego mnie skłamał? Tak prosto
w oczy, bez zawahania, zdecydowanym spokojnym głosem???? Skłamał
przy takiej drobnostce... No nie ma co, strasznie podkopał moje
zaufanie do niego. Widzę, że może kłamać ot tak. Przy jakich
niebłahych sprawach też kłamie?
Zła jestem. Nie wiem, jak to teraz rozegrać.
Jak to wygląda z boku? Czy ja się jakoś czepiam? Pzdr!