karotka255
10.08.07, 19:49
Postanowiłam tutaj napisać, bo stwierdziłam, że może ktoś mi wybije
głupotę i durne pomysły z głowy. Bo chyba potrzebne mi wiadro zimnej
wody na łeb, inaczej oszaleję. Ale od początku ...
Mam 25 lat, kochającego męża... itd.. Wiecie jak jest - normalne
życie - praca, dom, praca, dom. Generalnie wszystko byłoby ok gdyby
nie on - mój szwagier, młodszy brat męża. (Jesteśmy prawie w tym
samym wieku). Mówiąc bez ogródek, zawsze nas do siebie ciągnęło,
zawsze wyczuwaliśmy oboje rewelacyjną nić porozumienia i chęć
spedzania ze sobą czasu. Zawsze gdy jedno z nas miało problemy -
drugie leciało z pomocą, bo fajnie jest mieć osobę, której możesz
się wypłakać na ramieniu i wyżalić na cały wredny świat. No i
wszystko byłoby super, gdyby nie to, że ostatnio dwa razy się razem
upiliśmy i zabrnęliśmy z tym "porozumieniem" trochę dalej niż
przyjaciele czy rodzina. Nie poszliśmy na całość, choć bardzo mało
brakowało - alkohol robił swoje, a i warunki były super do rzekomo
wspaniałej "zabawy" we dwoje. Ja, na szczęście, okazałam się
bardziej trzeźwo myśląca i zareagowałam w porę, choć było mi trudno
(za co samej siebie nienawidzę). Nazajutrz oczywiście stwierdziliśmy
zgodnie, że nie możemy już dopuszczać do takich sytuacji, ale nie
oznacza to, że przestało nas do siebie ciągnąć. Ludzie ja nie wiem
co mi odbiło - mam męża, szwagier ma dziewczynę (którą ponoć kocha)
ale nie potrafię się opanować, cały czas o nim myślę, puszczam
piosenki których razem słuchaliśmy, oglądam jego zdjęcia, to jest
jakaś masakra!!! Bardzo się boję tego, że się w nim zakochałam, albo
jestem na dobrej drodze do tego. Co ja mam zrobić :(((