Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki...

14.08.07, 23:53
Przebrala sie miarka. Moja przyjaciolka do mnie nie przyjedzie, bo... za
drogo. Znowu, kurna, za drogo. No, nie mowie, ze od razu w business klasie,
ale tanie linie tez za drogie. Obiecuje od dwoch lat (!!!), no i przez dwa
lata nie udalo sie jej odlozyc 300 zl na bilet. Moze kiedys, ale jeszcze nie
teraz. Na razie to jest poza jej zasiegiem. No trafilo mnie po prostu...

I tak od zawsze. Na piwo wyjsc nie mozna, bo wiecznie nie ma kasy, albo
idziemy na najtanszego baru bo tam piwo o zlotowke taniej niz gdzie indziej,
do knajpy tez nie, bo ona nie chodzi, bo jej nie stac, na kolacje nie, bo ona
nie jada na miescie. Spotkajmy sie u niej w domu. Ale ilez mozna??? Inni
ludzie wychodza, jedza na miescie, pija piwo w knajpce pod parasolem, jezdza
na wakacje, na zakupy - i bynajmniej nie sa rekinami finansjery. A z nia
kompletnie nic nie mozna! Ja rozumiem, ze niektorym sie nie przelewa, ale na
Boga inni sa jakos w stanie odlozyc na drobne przyjemnosci i wakacje choc raz
na 10 lat! I jak czlowiek kupic bilet w tanich liniach i zwiedzic troche
swiata. A ta ciagle nie ma. Pracuje w duzym miescie, bynajmniej nie w
Biedronce i od lat jest to samo. I ciagle "dziaduje" i ciagle jej nie stac. I
po prostu nie wiem juz czy rzeczywiscie nie ma, czy to juz taka mentalnosc
jakas, moze to "dziadowanie" to jakis sposob na zycie? Ale jezeli nie ma to,
do cholery, moze by wreszcie cos z tym zrobila? To nie jest chyba normalne, ze
od 10 lat nie stac jej na wakacje?

Poddaje sie. Chce miec chyba normalnych znajomych, z ktorymi mozna wyskoczyc
na kawe na miescie i pojechac na narty. Pewnie jestem pusta, ale juz mnie
nudza rozmowy egzystencjonalne, omijanie szerokim lukiem miejsc DO KTORYCH
CHODZA LUDZIE i wyrzuty sumienia, bo "stac mnie" na wakacje, o ktorych nie
moge jej nawet opowiedziec!

Grrrrrrrrr....
    • yagiennka Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 00:13
      Ja cie rozumiem bo sama miałam taką przyjaciókę. Dokładnie to samo: jak się
      spotkac to tylko w byle jakim pubie gdzie jest najtańsze piwo. Do kina? Niee,
      wiecznie nie ma za co. Na imprezę? Nie, bo nie ma za co. Na basen? Niee, bo nie
      ma kasy. Na wakacje? Na Mazury bo najtaniej i stara nudna gwardia, siedzenmie
      całe dnie przy ognisku i granie na gitarze, zieeeeew. Już się nie przyjaźnimy.
      Czsami tak raz na rok spotykam się z nią w tym samym pubie gdzie najtańsze piwo
      w mieście jest. A ona od 10 lat wiecznie nie ma kasy, zieeew.
      • avital84 Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 00:14
        Ja tez czesto nie mam kasy i nic na to nie poradze.
        A jezeli mysli sie takimi kategoriami to chyba jednak nie przyjazn,
        a znajomosc.
        • yagiennka Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 00:17
          No trudno utrzymac przyjaźń jeśli się z kimś nie spędza czasu. Ale nasza
          przyjaźń rozpadła się z o wiele głebszych powodów, których nie będe tu wyłuszczać.
          • asia96301 Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 00:19
            moja kumpela zarabia tyle samo co ja, ja spłacam kredyt na
            mieszkanie, mam samochód na utrzymaniu i jakos sobie radzę. Ona
            wynajmuje pokój z jakas dziewczyna, której nienawidzi, ale nie
            poszuka sobie samodzielnego mieszkania, bo to za drogo. Piwo tez
            najtansze preferuje,
            Kurcze, jak to jest że ja jestem w stanie sobie poradzić, a ona
            nie????
            • ansag Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 00:23
              Ty szastasz pieniędzmi - ona oszczędza :)

              A na serio - ja też wolałabym kisić się z kimś niezbyt fajnym, niż wydać 300 zł
              więcej na osobne mieszkanie - wolę te 300 zł wydać na inne, fajniejsze rzeczy,
              NIEKONIECZNIE przepijać i przejadać w pubie.
              • asia96301 Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 00:25
                ale jej jest źle, ze z nią mieszka. Bardzo źle.
                A oszczędnosć to by była gdyby zamiast wynajmowac, spłacała swoje
                mieszkanie.
                • ansag Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 00:28
                  Ja wolałabym wynajmować na spółkę pokój niż brać kredyt na 30 lat :) No, ale to
                  tylko moje zdanie.
                  • asia96301 Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 00:30
                    a wyobrażasz sobie, ze wynajmujesz przez 30 lat. I dopiero za 30 lat
                    odkładasz na swoje?
                    • ansag Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 00:31
                      No, ale tego wcześniej nie dodałaś ;)
                      • asia96301 Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 00:37
                        jakos sobie nie wyobrażam, zebym miala szybciej odłożyć 300 tys. na
                        30 metrów w Wawie :(((
                        to jakies chore
                        • ansag Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 00:41
                          Z tą ceną, to przegięłaś, chyba, że mieszkasz na starówce :P

                          Wracając do tematu - chodziło mi o to, że nie napisałaś, że ona wynajmuje ten
                          pokój od 30 lat (bo jakbyś tak napisała, to sama bym ją wyśmiała) ;)
                          • asia96301 Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 00:42
                            mieszkam na Żoliborzu,
                            miałam wycene mojego mieszkania ostatnio. Okolice 300 tys. niestety
                          • minasz Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 09:55
                            to chyba jakies małe mieszkanie 30 metrow kosztujue około 270 tysiecy
                  • mloda.kobietka23 Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 13:01
                    to bardzo glupiutko myslisz...
              • monster56 Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 12:04
                ansag napisała:

                > Ty szastasz pieniędzmi - ona oszczędza :)
                >
                > A na serio - ja też wolałabym kisić się z kimś niezbyt fajnym, niż
                wydać 300 zł
                > więcej na osobne mieszkanie - wolę te 300 zł wydać na inne,
                fajniejsze rzeczy,
                > NIEKONIECZNIE przepijać i przejadać w pubie.

                Kazdy ma inne priorytety..... ale nie rozumiem ze ktos nie chce
                wydac 300 PLN wiecej zeby miec wolnosc w swoim (nawet tylko
                wynajetym) mieszkaniu...
        • ansag Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 00:18
          Avital, popieram.

          A poza tym, nie mogłabyś czasem postawić jej tego piwa, albo ją zaprosić na
          kolację, skoro Ty tak sypiesz kasą?

          A może dla Ciebie to problem dołożyć 5 zł dla PRZYJACIÓŁKI na drinka?
          • yagiennka Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 00:21
            To do mnie? Mogłabym, ale nie wiecznie. Nie jestem w stanie płacić jej za kino i
            wyjazdy nad morze czy w góry. Poza tym ja wcale nie mam kasy, też mam tak sobie,
            powiedziałabym że średnio. Nie stać mnie na dotowanie innych. Myślę że u niej to
            nie sprawa kasy tylko jakies wieczne użalanie się nad sobą.
            • ansag Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 00:25
              Nie, do autorki :)
            • d.o.s.i.a Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 00:27
              Dokladnie o to chodzi. Ja tez jestem zmeczona "sponsoringiem", bo zeby udac sie
              w "cywilizowane" miejsce, musze postawic, a sama do super bogatych nie naleze.
              Wkurza mnie, ze rzeczy, ktore sa u innych ludzi normalne, u niej sa nie do
              zrealizowania. Czuje sie jak jeden wyrzut sumienia mowiac jej, ze bylam na
              nartach. I wiem, ze nigdy z nia nie pojade. Oj, zebym ja chodziaz byla w stanie
              na Mazury wyciagnac! Przeciez to tyle kosztuje...

              To nawet nie chodzi o to, ze jej nie stac, ale o te jej ciagle teksty typu "a po
              co mamy tam isc, jak tu piwo tansze", albo "po co mam jesc w knajpie, jak moge
              zjesc w domu i wyjdzie mi 5 zl zamiast 50" z takim blyskiem w oku, ze oto robi
              interes zycia...

              Niestety. Kochana i interesujaca z niej osoba, ale przyjazn to takze, jak pisze
              Yagiennka, wspolne wyjscie na basen, czy do kina bez poczucia, ze robi sie cos
              zlego, bo to takie drogie.
              • ansag Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 00:30
                No cóż...

                > "po co mam jesc w knajpie, jak moge
                > zjesc w domu i wyjdzie mi 5 zl zamiast 50" z takim blyskiem w oku, ze > oto
                robi interes zycia...

                Ja mówię to samo :D Jak chcę spędzić czas z przyjaciółką, to idziemy razem do
                kuchni i robimy coś pysznego :) No bo po co mam iść do knajpy, na jedzenie,
                jeśli chcę spędzić z NIĄ czas? Jakbym szukała faceta (albo ona), to może bym się
                na knajpę skusiła :P
                • asia96301 Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 00:39
                  a ja mysle, ze czasem je sie w knajpie, czasami w domu...bez
                  skrajności
                • d.o.s.i.a Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 00:40
                  Alez nie mam nic przeciwko wspolnemu gotowaniu! :) Ale od czasu do czasu lubie
                  jezeli ugotuje dla mnie kucharz. Uwazam, ze jezeli czlowiek twierdzi, ze nie
                  moze sobie pozwolic na wyjscie do knajpy raz na kwartal, mimo, ze ma normalna
                  prace i zarabia powyzej sredniej krajowej, to, jak nic jest to dziadowanie. Ja
                  jej przeciez nie wyciagam do knajpy codziennie, ale raz na rok, jak uda sie nam
                  zobaczyc. A widzimy sie wlasnie tak rzadko. I dlatego wkurza mnie, ze wtedy
                  nawet ona nie potrafi odzalowac na ta kolacje. I wkurza mnie, ze od dwoch lat
                  mowi, ze przyjedzie i ciagle mowi, ze "to jest poza jej zasiegiem" i "ze moze
                  kiedys"...
                  • ansag Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 00:42
                    To Ty jedź do niej.

                    P.S. No jak raz na rok nie ma kasy na knajpę, to rzeczywiście dziwne. Myślałam,
                    że chodzi o wychodzenie tak co 2-3 tyg.
                    • d.o.s.i.a Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 00:46
                      > To Ty jedź do niej.

                      Kiedy ja marze o tym, ze kiedys razem wyskoczymy na jakies wspolne wczasy, albo
                      do kosmetyczki...


                      >
                      > P.S. No jak raz na rok nie ma kasy na knajpę, to rzeczywiście dziwne. Myślałam,
                      > że chodzi o wychodzenie tak co 2-3 tyg.

                      No wlasnie w tym sek... I o te teksty chodzi typu "bo wiesz, ja to do takich
                      miejsc nie chodze".
                      • ansag Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 11:03
                        No to nad czym się jeszcze zastanawiasz?
                        Odpowiedź masz:

                        "bo wiesz, ja to do takich
                        > miejsc nie chodze".

                        Widocznie jest domatorką i tyle. I uwierz, że w domu są tysiące ciekawych rzeczy
                        do zajęcia się sobą.
          • d.o.s.i.a Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 00:35
            > A poza tym, nie mogłabyś czasem postawić jej tego piwa, albo ją zaprosić na
            > kolację, skoro Ty tak sypiesz kasą?
            >
            > A może dla Ciebie to problem dołożyć 5 zł dla PRZYJACIÓŁKI na drinka?

            Nie wiem czy to do mnie ten post, ale odpowiem.
            Nie sypie kasa, ale wydaje mi sie normalne, ze w dzisiejszych czasach forma
            spedzania wolnego czasu jest czasem wyjscie na drinka, albo na kolacje do
            knajpy, z lampka wina w tle i "nie szczypanie" sie z tym. Znam wiele osob,
            podobnie sytuowanych, ktore nie dziaduja.

            Co do dokladania do drinka - obie jestesmy dorosle, a nie w liceum, albo na
            studiach. Czasy zrzucania sie na fajki i piwo minely dla mnie i od przyjaciol
            oczekiwalabym tego samego. Tj. z trzydziestka na karku moze chyba znajoma
            pojechac np. na narty, albo umowic sie na pogaduszki przy drinku, a nie robic z
            tego afere. Po prostu czuje sie niezrecznie sponsorujac ja. Bo nie sponsoruje
            innych znajomych.
            • ansag Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 00:39
              > Nie sypie kasa, ale wydaje mi sie normalne, ze w dzisiejszych czasach (...)

              A jakie to są czasy?

              > Znam wiele osob,
              > podobnie sytuowanych, ktore nie dziaduja.

              Nie wiem co się tak uparłaś tego dziadowania? Ty wolisz wydać 5 zł na jedno piwo
              w pubie, ona woli wydać połowę mniej i wypić w domu, albo wcale. I to wg mnie
              nie jest kwestia "dziadowania". Albo to zaakceptujesz, albo nie.
              • d.o.s.i.a Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 00:44
                No tez wlasnie o tym pisze. Ze chyba znudzilo mi sie to i chyba zmuszona jestem
                wybrac towarzystwo znajomych, z ktorymi jednak COS mozna zrobic. Z ktorymi bez
                wyrzutow sumienia moge na tego drinka wyjsc. Siedzenie w domu mnie, bo kasy
                szkoda juz po prostu meczy.

                Ale nie o to piwo i kolacje chodzi. Nie chodzi nawet o wspolne wyjazdy do SPA na
                Korsyke (;), ale o to, ze od dwoch lat nie udalo sie jej odlozyc na bilet i te
                300 zl sa "ciagle tylko w sferze marzen"... :( To jest chyba przesada...
                • news21 Re: Kwestia filozofii życiowej 15.08.07, 08:57
                  Po prostu są ludzie, którzy mając niezłe dochody nie wydają
                  pieniędzy na obiady w knajpach, piwo, wczasy, wypady na narty,
                  ubranie, buty, kino, teatr, pralnię chemiczną itp. Natomiast mają
                  całkiem niezłe konto w banku, a zaoszczędzone pieniądze inwestują.
                  Ci pierwsi, którzy chodzą do knajp, kina, na piwo, uważają że ci
                  drudzy po prostu nie żyją, a ci drudzy uważają tych pierwszych za
                  niegospodarnych.
                  • d.o.s.i.a Re: Kwestia filozofii życiowej 15.08.07, 09:26
                    > Po prostu są ludzie, którzy mając niezłe dochody nie wydają
                    > pieniędzy na obiady w knajpach, piwo, wczasy, wypady na narty,
                    > ubranie, buty, kino, teatr, pralnię chemiczną itp. Natomiast mają
                    > całkiem niezłe konto w banku, a zaoszczędzone pieniądze inwestują.
                    > Ci pierwsi, którzy chodzą do knajp, kina, na piwo, uważają że ci
                    > drudzy po prostu nie żyją, a ci drudzy uważają tych pierwszych za
                    > niegospodarnych.


                    Istnieje jeszcze trzecia kategoria. Tych ktorzy nie wydaja pieniedzy aby
                    "pozyc", ani ich nie inwestuja. Za to wydaja je na przyklad na rachunki na
                    komorke, albo najszybszy internet, bo wysylanie sms-ow i siedzenie na czacie to
                    jedyna rozrywka jaka uznaja. Bo przeciez cos trzeba w tym domu robic... No i
                    oczywiscie mozna jeszcze kupic flaszke i wypic w domu (bo taniej).

                    Nie mam nic przeciwko oszczednemu zyciu (bo sama takie prowadze) i
                    "rozpieprzanie" pieniedzy tez nie lezy w mojej naturze. Ale inwestycje i
                    oszczednosci da sie pogodzic z normalnym zyciem. Bo knajpa od czasu do czasu,
                    wypad do kina, czy na narty to JEST normalne zycie. Niewychodzenie, niechodzenie
                    do kina, na basen, niejezdzenie na wakacje od lat 10ciu i nieumiejetnosci
                    odlozenia 300 zl przez dwa lata, to JEST niestety dziadowanie.
                    • qw994 Re: Kwestia filozofii życiowej 15.08.07, 09:44
                      Z tego, co napisałaś, twoja znajoma jest chyba chorobliwie skąpa. To
                      chyba nieuleczalne i grozi na starość śmieciowym zbieractwem :)
                    • news21 Re: Kwestia filozofii życiowej 16.08.07, 19:28
                      A skąd wiesz Dosiu, jakie Twoja koleżanka ma oszczędności? Ci co
                      mają sporo odłożone, przeważnie twierdzą, że w ogóle nie mają kasy.
                      Ja mam na przykład koleżankę, która za Boga Ojca nie pódzie na piwo,
                      bo kosztuje 5-6 zł. a w sklepie 3 złote, można kupić w sklepie i
                      wypić w domu. To jest jej postawa życiowa. Dziś ma piękny dom. Coś
                      za coś.
                      Mój kolega chodzi ubrany bardzo bardzo skromnie, nie jeździ na
                      wakacje, każdy zaoszczędzony grosz inwestuje, a jego osobisty
                      majątek jest imponujący. Nie jest to akurat mój ideał postępowania,
                      ale trzeba przyjąć, że są tacy ludzie. Jest to kwestia filozofii
                      życiowej, co dla kogo ważne.
                      • d.o.s.i.a Re: Kwestia filozofii życiowej 16.08.07, 20:37
                        > A skąd wiesz Dosiu, jakie Twoja koleżanka ma oszczędności? Ci co
                        > mają sporo odłożone, przeważnie twierdzą, że w ogóle nie mają kasy.
                        > Ja mam na przykład koleżankę, która za Boga Ojca nie pódzie na piwo,
                        > bo kosztuje 5-6 zł. a w sklepie 3 złote, można kupić w sklepie i
                        > wypić w domu. To jest jej postawa życiowa. Dziś ma piękny dom. Coś
                        > za coś.
                        > Mój kolega chodzi ubrany bardzo bardzo skromnie, nie jeździ na
                        > wakacje, każdy zaoszczędzony grosz inwestuje, a jego osobisty
                        > majątek jest imponujący. Nie jest to akurat mój ideał postępowania,
                        > ale trzeba przyjąć, że są tacy ludzie. Jest to kwestia filozofii
                        > życiowej, co dla kogo ważne.
                        d.


                        Nie sadze aby moja przyjaciolka miala mnostwo oszczednosci, bo wtedy chyba nie
                        uzywalaby sformulowan typu "podroz do Ciebie pozostaje na razie kwestia
                        marzen"... Chyba, ze po prostu klamie. Wiec co to za przyjaciolka...?

                        Poza tym, zgodze sie z Toba, ze istnieja ludzie, ktorzy z zycia nie korzystaja w
                        ogole, ktorzy nie kupia gazety, nie pojda czasem do knajpy, bo odkladaja ciagle
                        na dom. Ale jezeli w tym domu chodza w szmatach, bo ubrania szkoda, to,
                        niestety, ale sa to dla mnie dziady. Moze jeszcze w kiblu spuszczaja woda po
                        kapieli, albo zlewaja stary olej do butelki, bo zawsze pare groszy mozna
                        zaoszczedzic??? Rozumiem, ze taki model moze istniec, ale nie uwazam go
                        bynajmniej za normalny, a tym bardziej godny nasladawonia. I nie oznacza to Bron
                        Boze pochwaly dla zycia na skrajnym biegunie, i rozpuszczania wszystkich pieniedzy.

                        Zdziwiloby Cie zreszta jak bardzo sama jestem oszczedna... I nie lubie wydawac
                        na pierdoly. Ale rozumiem takze, ze jakos trzeba ZYC! Ze zyjemy w swiecie, w
                        ktorym utarly sie pewne normy spoleczne, jak chocby to, ze istnieja kawiarnie,
                        do ktorych sie chodzi z przyjaciolmi, kino, teatr, koncerty, narty, zeglowanie,
                        samoloty, ktorymi sie lata. I nikt tu nie mowi o rozpieprzaniu kasy na byleco!
                        Ale nie mozna zyc w dzisiejszych czasach, zyjac jak na wsi galicyjskiej! "Bo ja
                        tam Pani do tych jak-im-tam restaurancji to nie chodze!". Bo zostaje sie w tyle.
                        Po prostu. Splycaja sie horyzonty, a zanim sie obejrzysz, znajdujesz sie na
                        marginesie spoleczenstwa. No bo o czym masz z ludzmi rozmawiac, jak nigdy nie
                        byles na wakacjach i nie wiesz co to Mazury? I ja to zaczynam po mojej
                        przyjacolce widziec. Nic jej nie interesuje, bo przeciez zainteresowania trzeba
                        rozwijac, mam wrazenie, ze niezrecznie czuje sie w "miejscach do ktorych chodza
                        ludzie", lepiej czuje sie w domu. Po prostu zaczyna odstawac od tlumu. A mnie
                        sie koncza tematy do rozmowy z nia. Niestety. No bo o czym gadac?

                        A jezeli mimo wszystko naprawde jej nie stac, to nie rozumiem dlaczego jeszcze
                        tego nie zmienila, nie poszukala lepszej pracy? Bedzie tak do emerytury? Na
                        wesele bylo, a szkoda 300 zl na bilet? No cos jest chyba nie tak???

                        Przez wiele lat bylo jak bylo i nigdy nie przyszlo mi do glowy jej krytykowac,
                        uwazalam to za normalne, ze place ja. Zawsze sobie tlumaczylam, ze moze jej
                        ciezko, ze sie nie przelewa, ze to nie ma znaczenia. Ale slepa nie jestem i
                        widze ludzi podobnie sytuowanych, ktorzy nie szaleja, ale tez nie robia z siebie
                        dziadow. I zwyczajnie mnie to juz wkurza. Az mam jej ochote powiedziec "nie to
                        nie, dziaduj dalej, zegnam".
                  • trusia29 Re: Kwestia filozofii życiowej 15.08.07, 22:00
                    news21 napisała:

                    > Po prostu są ludzie, którzy mając niezłe dochody nie wydają
                    > pieniędzy na obiady w knajpach, piwo, wczasy, wypady na narty,
                    > ubranie, buty, kino, teatr, pralnię chemiczną itp. Natomiast mają
                    > całkiem niezłe konto w banku, a zaoszczędzone pieniądze inwestują.


                    I po co im te zainwestowane pieniązde, skoro nie umieją ich
                    wykorzytać? Beda mieć ladniejsza trumne??? Myslę, że trzaba umieć
                    znależć zloty srodek, wydawać na przyjemnosci, ale częśc
                    zainwestowac w przyszlość (mieszkanie, dodatkowe ubzepieczenie itd).
                    Chorobliwe gromadzenie pieniędzy wcale nie jest godne pochwały.
          • monster56 Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 12:07
            ansag napisała:

            > Avital, popieram.
            >
            > A poza tym, nie mogłabyś czasem postawić jej tego piwa, albo ją
            zaprosić na
            > kolację, skoro Ty tak sypiesz kasą?
            >
            > A może dla Ciebie to problem dołożyć 5 zł dla PRZYJACIÓŁKI na
            drinka?

            nie wiem czy dokladnie czytalas pierwszego posta...
            ona opisala sytuacje ktore ciagle sie powtarza
            mozna postawic komus drinka i zaprosic ale jesli caly czas musisz
            doplacac to chyba cos nie tak...
      • monster56 Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 12:01
        ja tez mam taka jedna kolezanke... czesto jak wychodzimy to
        naprzyklad ja pierwsza place za np. jedzienie a ona obiecuje ze kupi
        drinki...oczywiscie zawsze wychodzi tak ze zarcie jest drozsze od
        drinkow.. ostatnio uwazam jak z nia wychodze (jesli w ogole uda sie
        z nia wyjsc do ludzi...) i place oddzielnie za siebie twierdzac ze
        mam tylko okreslona kwote i nie moge jej postawic....
    • serendepity Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 09:41
      Az nie brzmi jak Dosia tylko klon.

      A ja mam znajomych, ktorzy bardzo kiepsko stoja finansowo i juz dwa razy byli w
      Londynie odwiedzic mnie. Na miejscu nie wydali za duzo, ale zwiedzili co sie dalo.

      Najwyrazniej kolezanka po prostu nie chce wychodzic i woli siedziec zawsze w domu.
    • rozowa_papuga Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 10:01
      Rozumiem Cie Dosia. Mam tez kolezanke, ktora woli chodzic pieszo w
      deszczowa pogode, niz kupic bilet autobusowy i to nie dlatego, ze
      uprawia taki aktywny tryb zycia ale, ze jest przesadnie oszczedna
      choc zarabia nie malo.
      Inna mysl mi sie nasuwa, moze ona ma rodzaj socjofobii i dlatego tak
      chetnie przebywa w domu?
    • spacecoyote Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 10:04
      Ja tez kiedys cos pisalam w podobny desen i mi sie strasznie
      oberwalo. Ze materialistka jestem itd.
    • minasz Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 10:07
      ja tam nie przepadam za siedzeniem w knajpach duzo bardziej wole isc do opery :)
      • alpepe Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 10:25
        no kurdę.
      • kobieta_na_pasach Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 13:07
        minasz napisał:

        > ja tam nie przepadam za siedzeniem w knajpach duzo bardziej wole isc do opery :
        > )
        slusznie:)
    • evalicos Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 10:58
      Słuchaj d.o.s.i.a, ale jeśli to rzeczywiście Twoja PRZYJACIÓŁKA, to
      może zaakceptuj to, jaka jest. I to, że z nią ugotujesz coś w domu,
      ale do knajpy raczej nie wyskoczysz. I że nie pojedziecie razem na
      wakacje. A do knajpy wybierz się z kimś innym :)
      Ja Cię nawet rozumiem, bo sama coś podobnego "przerabiałam" jakiś
      czas temu. W końcu doszłam do wniosku, że nie ma się co szarpać - co
      nie znaczy rezygnować z przyjaźni. Teraz wiem, że z jedną
      przyjaciółką czy koleżanką mogę wyjść do knajpy i na zakupy i ona
      nie będzie przewracać oczami przy płaceniu rachunku albo gdy kupię
      sobie spódnicę w sklepie, do którego ona sama nawet by nie weszła,
      bo "na pewno za drogo". Za to na pewne tematy nie porozmawiam z nią
      od serca...
      A z tą, z którą mogę porozmawiać - nie wyjdę do knajpy, bo ona nie
      chodzi, o zakupach w "drogich" sklepach nie wspominając... A wcale
      nie zarabiam więcej.
      Mam kilka takich przyjaciółek-koleżanek, które zaspokajają moje
      różne "potrzeby" (mam nadzieję, że ja ich również :) ). Pewnie
      fajnie byłoby mieć przyjaciółkę "od wszystkiego", ale może nie
      zawsze się da taką mieć...
      • karmelek4 evalicos..niic dodać nic ująć./nt 15.08.07, 11:11
      • serendepity Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 12:28
        Obawiam sie, ze w sytuacji, gdy jedna strona jest dziadujaca i uwaza sie za
        biedna moze byc trudno porozmawiac o niektorych sprawach, bo ona po prostu nigdy
        ich nie zrozumie. Tak samo Dosia moze nie rozumiec rosterek kolezanki, bo pewne
        sprawy wydaja jej sie oczywiste.
        • evalicos Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 12:44
          O niektórych może być trudno, a o innych nie... W końcu są
          przyjaciółkami, więc chyba jednak coś je łączy?
          Ja mam tak, że wiem z kim o czym mam porozmawiać, żeby znaleźć
          zrozumienie. I już się nie wpadam na pomysł, żeby moją oszczędną
          przyjaciółkę informować, że poczułam gwałtowną i niewytłumaczalną
          potrzebę, żeby sobie w salonie na ścianie powiesić piękny
          obraz... :) I właśnie zamówiłam, i wydam na niego pół pensji...
          Za to porozmawiam o tym z koleżanką, która w mieszkaniu stworzyła
          już małą galerię.
          A z moją oszczędną przyjaciółką porozmawiam np. o problemach
          wychowawczych, bo jest bardziej ode mnie doświadczoną matką.

          Ale, oczywiście, może przyjść taki moment, kiedy trzeba będzie
          zweryfikować listę przyjaciół. Różnie się w życiu układa. Tylko taki
          powód - różnica w podejściu do wydawania pieniędzy nie jest dla mnie
          wystarczający do takiej weryfikacji.
          • qw994 Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 12:47
            > Tylko taki
            > powód - różnica w podejściu do wydawania pieniędzy nie jest dla
            mnie
            > wystarczający do takiej weryfikacji.

            Ale sposób na wspólne spędzanie czasu już tak. A to się łączy z
            podejściem do wydawania pieniędzy.
            • evalicos Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 12:53
              Niekoniecznie... Moim zdaniem chodzi o to, żeby w ogóle mieć dla
              siebie czas. A czy to będzie czas spędzony w domu, czy knajpie, czy
              na spacerze w parku, to kwestia dla mnie drugorzędna.
              • qw994 Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 12:56
                W idealnym świecie masz rację ;)
                • evalicos Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 12:58
                  Do tego właśnie dążę... Żeby mój świat był idealny ;)
    • lady_cafe Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 12:34
      a może Twoja "przyjaciółka" ma chorych rodziców, na których leczenie
      łoży dużą część swojej pensji, woli oddać pieniądze bardziej
      potrzebującej babci czy cioci zamiast latać po knajpach, zbiera na
      coś i woli bawić się taniej, a później skorzystać z pieniędzy, które
      zebrała..? skoro tak bardzo zależy Ci, żeby do Ciebie przyjechała,
      to możesz chyba zapłacić zajej bilet lub przyjechać do niej?
      rozumiem, że przyjmujesz postawę "zarabiasz tyle co ja, to rób to co
      ja, albo w ogóle przyjedź do mnie, nieważne za co"...

      przyjaźń to nie tylko współne spędzanie czasu, to także kompromisy i
      wspólne rozwiązywanie problemów. może ona po prostu nie chce
      wychodzić, woli Twoje towarzystwo w domu? ja też nie kupiłabym piwa
      za 50 zł tylko dlatego, że poda mi je kelner, a nie wezmę go sobie
      sama i wypiję w domu. może Tobie ta postawa nie odpowiada, ale
      niektórzy nie lubią spędzać czasu tak jak reszta "normalnych" ludzi.
      • d.o.s.i.a Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 14:36
        > a może Twoja "przyjaciółka" ma chorych rodziców, na których
        leczenie
        > łoży dużą część swojej pensji, woli oddać pieniądze bardziej
        > potrzebującej babci czy cioci zamiast latać po knajpach, zbiera na
        > coś i woli bawić się taniej, a później skorzystać z pieniędzy,
        które
        > zebrała..? skoro tak bardzo zależy Ci, żeby do Ciebie przyjechała,
        > to możesz chyba zapłacić zajej bilet lub przyjechać do niej?
        > rozumiem, że przyjmujesz postawę "zarabiasz tyle co ja, to rób to
        co
        > ja, albo w ogóle przyjedź do mnie, nieważne za co"...


        A moze po prostu jest tak, ze ona mnie nie uznaje za przyjaciolke na
        tyle, aby przez dwa lata odlozyc 300 zl na bilet lotniczy (mimo, ze
        wie, ze mieszkanie i jedzenie bedzie miala u mnie)??? Jak pisalam,
        to nie jest tak, ze ledwo wiaze koniec z koncem. Widocznie woli
        wydac pieniadze inaczej, a mnie powiedziec lzawa historie o
        niespelnionych marzeniach...

        Moze tez rzeczywiscie ludzie powinni sie dobierac takze pod wzgledem
        materialnym, bo jednak w duzej mierze pielegnowanie przyjazni odbywa
        sie poprzez wspolne przebywanie, wakacje, wyjscia, a nie tylko i
        wylacznie rozmowy...?
    • pumha Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 12:47
      A ja mam trochę inny problem. Moja bliska koleżanka mieszka za
      garnicą - studiuje, więc rodzice ją sponsorują. Ja mieszkam w Polsce
      i nie zarabiam oszałamiających pieniędzy. Kiedy tylko przyjeżdża do
      Polski to razem wychodzimy - do knajpy, kina, teatru. Jest miło. Ona
      dużo podróżuje. I tu zaczynają się schody. Dla niej taki wyjazd
      tygodniowy, czy 10 dniowy to żaden problem - sponsoring rodziców.
      Dla mnie to jeszcze jest problem. Czy ona musi mnie tak molestować o
      to, żebym z nią wszędzie jeździła? Tak trudno zrozumieć, że nie
      wszyscy mogą podróżować za kasę rodziców. Tego jej nie powiedziałam,
      pominę kwestię dlaczego. Lubię podróżować, ona wie o tym, ale
      pogodzenie inwestycji w inne potrzebne mi rzeczy i podróżowanie na
      razie jest trudne. Mam inną koleżankę, która nie lubi dokądkolwiek
      wychodzić, spotykamy się w domu. Nie więrcę jej dziury w brzuchu,
      żeby ze mną wychodziła, bo po co? Żeby usłyszeć, że nie ma kasy na
      wyjście? Od tego nie będzie się lepiej czuła. Gdybysmy byli
      delikatniejsi w relacjach z naszymi przyjaciółmi, to nie nielibyśmy
      do innych żalu czy za złe, że postępują tak a nie inaczej.
      Nie sądzę, żeby ktoś uważał za normalną sytuację, w której
      przyjaciele mówią Ci na co i z kim powinnaś wydać kasę, bo przecież
      zarabiasz określoną sumę.
      • qw994 Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 12:57
        A mnie się wydaje, że nienormalne jest nie móc szczerze powiedzieć
        przyjacielowi, że się nie ma kasy :)
        • pumha Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 13:00
          ona nie jest moją przyjaciółką :) inna sprawa, że masz rację - nie
          umiem być szczera
      • parispari Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 13:06
        Ale Dosi chodzi o wyjście do kawiarni, pubu raz czy dwa razy do roku.
        Czasmi chcesz spędzić czas wolny z przyjaciółmi niekoniecznie w domu
        (zwłaszcza gdy się tak rzadko widujecie).

        • pumha Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 13:10
          zgadzam się, i może przesadziłam z wylewaniem żalu do mojej kumpeli.
          Jedno jest jednak dla nich wspólne: pretensja o to, że ktoś nie
          spełnia ich oczekiwań. W moim przypadku nie chodzi tylko o te
          podróże. Moja kumpela ma inne oczekiwania wobec mnie, których nie
          mogę spełnić. A ja z kolei nie wiem, jak delikatnie skończyć
          koleżeństwo w znajomość.
          • pumha Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 13:12
            miało być: a ja nie wiem jak delikatnie skończyć koleżeństwo, a
            zostać znajomymi.
    • kobieta_na_pasach Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 13:06
      a ja lubie ludzi oszczednych. uwazam,ze jesli ktos nie ma talentu do zarabiania
      kasy to powinien miec talent przynajmniej do oszczedzania. potepialabym twoja
      kolezanke, gdyby dobrze zarabiala, a mowilaby,ze nie ma , to co innego.to sie
      wowczas nazywa "sknerstwo" albo rozrzutnosc, a tak - normalne. moze dziewczyna
      chce ladnie wygladac, a to kosztuje, moze odklada na swoje mieszkanie. jesc tez
      mozna w domu i smaczniej i tanie, i przynajmniej wiadomo, co sie je.
    • kroliczyca80 Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 13:21
      • kroliczyca80 Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 13:26
        Skasowało się:/
        Miałam kiedyś na studiach koleżankę Grażynkę, której rodzice byli
        majętni, a ona nie narzekała na małe "kieszonkowe". Ale gdy szliśmy
        paczką do knajpy, to wolała siedzieć i nic nie pić, bo szkoda kasy.
        Gdy kupowaliśmy jej piwo w kilka osób, nie uważała tego za
        kompromitację. Gdy na spektaklu premierowym naszej wspólnej
        koleżanki miałyśmy we dwie kupić bukiet kwiatów, z 10 tulipanów ja
        zapłaciłam za 9, a ona za 1. Dałyśmy bukiet wspólnie oczywiście.
        Taka to była Grazynka.
        Ile to razy całą grupą brakowało nam na coś dosłownie parę złotych i
        z czegoś rezygnowaliśmy, a potem przypadkiem okazywało się, że
        Grażynka miała przy sobie np 5 dych, tylko to dyskretnie
        przemilczała. Eh... Wkurzała nas Grazynka...
    • iberia.pl Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 17:23
      d.o.s.i.a napisała:

      > Ja rozumiem, ze niektorym sie nie przelewa, ale na
      > Boga inni sa jakos w stanie odlozyc na drobne przyjemnosci i
      wakacje choc raz na 10 lat! I jak czlowiek kupic bilet w tanich
      liniach i zwiedzic troche swiata. A ta ciagle nie ma. Pracuje w
      duzym miescie, bynajmniej nie w Biedronce i od lat jest to samo. I
      ciagle "dziaduje" i ciagle jej nie stac. I po prostu nie wiem juz
      czy rzeczywiscie nie ma, czy to juz taka mentalnosc
      > jakas, moze to "dziadowanie" to jakis sposob na zycie?


      obstawiam to drugie....

      >Ale jezeli nie ma to,do cholery, moze by wreszcie cos z tym
      zrobila?

      widocznie jej pasuje obecny stan...


      >To nie jest chyba normalne, ze od 10 lat nie stac jej na wakacje?

      w naszym kraju to niestety nie jest rzadkosc...

      > Pewnie jestem pusta,

      nie jestes pusta, jestes normalna.

      >ale juz mnie nudza rozmowy egzystencjonalne,

      nie dziwie sie.

      > omijanie szerokim lukiem miejsc DO KTORYCH
      > CHODZA LUDZIE i wyrzuty sumienia, bo "stac mnie" na wakacje, o
      ktorych nie moge jej nawet opowiedziec!

      dokladnie.

      No coz kazdy ma inne priorytety.
    • anisia25 Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 18:35
      Jak mieszkalam w Polsce mialam kilka kolezanek, ktore nie mialy kasy
      jednak nigdy to nie stawalo nam na przeszkodzie! Jako ze mi sie
      lepiej powodzi bylo dla mnie przyjemnoscia zabrac gdzies moja
      przyjaciolke (lub kilka kolezanek) i po prostu za nia zaplacic. One
      w zamian zapraszaly mnie czasem do siebie na np. zupe ogorkowa,
      ktora tak uwielbiam. Z reszta nie ma znaczenia gdzie sie spotykacie,
      wazne ze razem. Wszedzie mozna miec dobry czas!
      • monikate Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 19:32
        To sposób na życie. Poznałam mamę koleżanki Kaśki, której co drugie
        zdanie brzmi "za drogo" a co trzecie "nie opłaca się". Kaśka jest
        taka sama, jak przyjaciółka Dosi. Do biednych nie należą, oj nie.
        Cała rodzina dzwoni tylko z pracy, bo telefon domowy służy jedynie
        do odbierania rozmów. Na wakacje nie jeżdżą, do knajp nie chodzą,
        wszystko tak samo. Po prosttu styl życia pt. "Jak żyć, aby nie wydać
        ani złotóweczki".
    • trusia29 Znam to 15.08.07, 21:55
      Jak czytam ten watek to od razu mam skojarzenie - koleżanka autorki
      wątku jest bardzo podobna mentalnie do siostry i szwagra mojego
      męza. Maja przyzwoite dochody, ale wiecznie "dziaduja". Chcielismy
      ich wyciagnać na sylwestra do lokalu - za drogo, na niedzielny obiad
      wyszli z nami tylko dlatego, ze mój mąz 2 razy zapewnił że on płaci.
      Ciagle chwalą się, ile maja oszczedności, ale jeżdżą starym
      rozsypujacym sie autem, a dziecku nawet zdjęc w dniu chrztu nie
      zrobili bo to strata pieniędzy. Siostra męza od 4 lat odkąd ja znam
      nosi tesamą strarą, wyświechtaną torebkę. I żeby jeszcze poprzestali
      na własnym skapstiwe - niestety maja zwyczaj kometowania naszych
      zakupów, moich i meza ubrań, moich butów, moich torebek, naszych
      wyjśc 2-3 razy w tyodniu na obiad czy do knajpy wieczorem. Ale do
      cholery pieniadze sa po to, zeby z nich korzystać, nie zamierzam
      odkładać na ładniejsza trumne i na większy spadek :)
      • parispari Re: Znam to 16.08.07, 11:32
        I żeby jeszcze poprzestali
        > na własnym skapstiwe - niestety maja zwyczaj kometowania naszych
        > zakupów, moich i meza ubrań, moich butów, moich torebek, naszych
        > wyjśc 2-3 razy w tyodniu na obiad czy do knajpy wieczorem.

        To zmieńcie znajomych i będzie po sprawie. A na papierze toaletowym
        też oszczędzają?
        • trusia29 Re: Znam to 16.08.07, 23:05
          uważasz, że możliwa jest wymiana siostry meza na inna????
    • nerri Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 23:19
      Zastanawiam się czy jestem "normalnym człowiekiem" czy może
      dziaduję?:D:D

      Bo wolę posiedzieć z moim P. w domu niż iść do knajpy.No i w tym
      roku nie wyjechaliśmy nigdzie;))

      A z drugiej strony lubimy sobie coś upichcić razem,urządzamy
      mieszkanie,na co nie szkoda nam kasy...

      A przyjaciółkę wolę zaprosić na ciacho własnej roboty i osobiście
      zrobioną kawę,niż iść do knajpy...
      • d.o.s.i.a Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 16.08.07, 00:10
        > Zastanawiam się czy jestem "normalnym człowiekiem" czy może
        > dziaduję?:D:D
        >
        > Bo wolę posiedzieć z moim P. w domu niż iść do knajpy.No i w tym
        > roku nie wyjechaliśmy nigdzie;))
        >
        > A z drugiej strony lubimy sobie coś upichcić razem,urządzamy
        > mieszkanie,na co nie szkoda nam kasy...
        >
        > A przyjaciółkę wolę zaprosić na ciacho własnej roboty i osobiście
        > zrobioną kawę,niż iść do knajpy...


        Ale od czasu do czasu jakas przyjemnosc sobie sprawiacie? Czy moze nigdzie nie
        wychodzicie i nigdzie nie wyjezdzacie nigdy?

        Ja tez jestem domatorka! Nie latam po knajpach jak wariatka. Wrecz przeciwnie.
        Nienawidze clubingu. Ale na kawe do kawiarni, albo drinka pod parasolem, czasem
        lubie. No, dla mnie to normalne jest po prostu.

        Ale to nie chodzi o te knajpy, drinki i obiady na miescie. NIe chodzi juz o te
        narty i wyprawy na Korsyke.

        Chodzi o te pare zlotych na bilet. Czy zdolalabys zaoszczedzic na bilet, zeby
        odwiedzic (po raz pierwszy!) swoja przyjaciolke, wiedzac, ze bardzo by sie z
        tego ucieszyla...? Podejrzewam, ze jednak tak. Bo nawet jak nie mnie, to czasem
        fajnie zwiedzic troszke swiata, zwlaszcza jak sie ma "mete" i nie trzeba wydawac
        na hotel i jedzenie? A jednak ten bilet to taaaaaaki majatek. Nikt mi nie powie,
        ze to az taki wydatek i ruina dla budzetu!

        Mi jest po prostu przykro, ze znowu kurde cos, ze znowu nie przyjedzie. Nie
        mieszkam w Australii, bilet nie kosztuje nie wiadomo ile. A mimo to, od dwoch
        lat slysze "no kiedys przeciez do Ciebie przyjade"...

        I po prostu mnie juz to meczy. Bo zwyczajnie nie mam jak podtrzymywac tej
        znajomosci. Skoro nie robimy ze soba NIC. Ile razy mozna odbywac rozmowy o dupie
        maryni, bo nawet nie ma o czym pogadac, bo przestajemy miec wspolne tematy?
        • parispari Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 16.08.07, 11:35
          Dosia wiesz co myślę, że jak ona żałuje przysłowiowych 6 zł na bilet
          żeby do ciebie przyjechać, to znaczy, że jej na tej znajomości z
          Tobą nie zależy. A mówiłaś jej o tym wprosst?
        • nerri Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 16.08.07, 23:11
          W sumie u mnie chodzi raczej o to,że "przyjemność" nie wiąże się z
          wyjściem do knajpy.Chyba za bardzo lubię gotować sama;)) Albo z moim
          P.

          Z przyjaciółką nie widziałam się już dość długo...ale to ona
          przyjedzie do mnie bo ja nie mogę...powody nie są ważne,ważne jest
          to,że PRZYJACIÓŁKA potrafi mnie zrozumieć...moje opory i moje
          dziwactwa.I napić się ze mną piwa w domu...albo nawet na ławce w
          parku;)) Tak,żeby nie było niedomówień...to piwo to tylko przykład;))
    • pszekora Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 15.08.07, 23:20
      Może ona ma faceta i w ten sposób sie ciebie pozbywa.
      • 10iwonka10 Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 16.08.07, 14:50
        Ja mysle ze ta dziewczyna nalezy do grupy ludzi ktorych mozna
        okreslic patologicznymi skapcami. Bo bez przesady wyjscie do kina
        czy pubu ze znajomymi nawet jak sie nie ma wiele pieniedzy to nie
        jest znow taki wielki majatek. Ja mam taka znajoma ktora bedzie
        stala godzine na mrozie czekajac na tramwaj czy autobus bo jej zal
        kupic 2 bilety na przejazd z przesiadka.I ona bynajmniej nie jest
        biedna.
        • nina-yoshi Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 16.08.07, 22:30
          A ja mam przyjaciolke ktora ma wilekie szczescie, nalezymy do tak
          zwanej klasy sredniej czyli ani za malo ani za duzo, i zawsze mamy
          odlozone na wyjscie, ale ta moja przyjacoilka ma do tego jeszcze
          szczescie w otrzymywaniu kasy. Najpierw dostala dom i ziemie od
          takiej ciotki co to miala wszystko a milosci nie zaznala wcale. Dom
          stoi wyremontowany z kredytu, wynajety w 100 %, kolejny raz 3
          miesiace temu jakas daleka ciotka z Kanady co ta ja widziala raptem
          3 razy w zyciu ale nie pamieta jej wcale (pisala do niej co misiac)
          zapisala jej swoj majatek . To sie nazywa miec szczescie.
    • inferno-dante Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 16.08.07, 22:35
      Pfff... Ty po prostu szukasz bogatej kolezankiz ktora to sobie
      pozyjesz w luksusach, chcialabys pewnie byc ze swoja przyjaciolka
      jak Paris Hilton & Nicole Richie... Co Ty tak naprawde wiesz o
      przyjaźni? Wybacz, wychodzenie, picie piwa, wyjazdy an narty to
      tylko dodatki. Widocznie dla Ciebie liczy sie to co jest widocznie
      na pierwszy rzut oka.
      • d.o.s.i.a Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 16.08.07, 22:56
        Nie wiem skad u Ciebie taki pogardliwy ton.
        Wcale nie chce bogatej kolezanki, z ktora bedziemy jezdzic do kurortow. Chce
        kolezanki, z ktora moge pojsc do kina i ktora raz chociaz przyjedzie do mnie w
        odwiedziny. To tak wiele?

        Uwazasz, ze wspolne spedzanie czasu to tylko dodatki? A powiedz mi ile mozna
        siedziec w kuchni i rozmawiac o tym... czego sie nie zrobilo...? A moze przyjazn
        polega na patrzeniu sobie w oczy??? Wiesz, fajnie z kims pogadac o filmach,
        ktore leca w kinie, o pracy, planach, wakacjach, o tym gdzie mozna zjesc fajne
        nalesniki, a nie ciagle "no ja o takich rzeczach to nawet nie mysle, bo sa poza
        moim zasiegiem". O normalnych rzeczach. Z nia niedlugo juz nie bede mogla
        pogadac o niczym, bo ona nie uczestniczy w normalnym zyciu.
        • inferno-dante Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 16.08.07, 23:19
          Po pierwsze: nie twoj portfel, nie patrz w niego. Jej sprawa co robi
          z peniedzmi, to ona je zarabia nie Ty. Natomiast jezeli zalezy Ci an
          tej przyjaźni to powiedziałbym wprost co myśle. Sam kiedyś byłem w
          podobnej sytuacji aż koleżanka w końcu powiedziała ze ma problemu
          finansowe i etc. Niektorzy nie wydaja piniedzy na wakacje nad morze,
          narty czy etc. ja bynajmniej gdy widze ze sie cos wali miedzy mna a
          druga osoba, czy to znajomym/a, kolega/żanką. To mowie wprost czesto
          w sposob arogancki, chamski ale szczerze co mysle. Tylko nie oceniaj
          jej źle dlatego iż ona chodzi tam gdzie piwo jest tansze o zlotowke,
          czy cos podobnego.
          • d.o.s.i.a Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 16.08.07, 23:28
            Rozumiem co masz na mysli. Ale co mam jej powiedziec? "Wiesz, mysle, ze nasze
            drogi sie rozeszly, przestalysmy sie rozumiec, bo mamy inne stopy zyciowe i inne
            priorytety, moze zakonczmy ta przyjazn?". Czy moze "jest mi cholernie przykro,
            ze zalujesz na bilet do mnie"?
            Moze wole sie po prostu powsciekac na forum, przezyc ta zlosc i umowic sie z nia
            na lampe wina u mnie w domu i kolejna rozmowe o tym jak fajnie bylo na studiach
            i co slychac u innych...? Skoro tak jest, to moze musze to zaakceptowac i
            utrzymywac taka dziwna znajomosc, a na wakacje i drinki znalezc sobie nowe
            towarzystwo...?
            • nerri Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 16.08.07, 23:40
              To nie jest Twoja przyjaciółka...

              "...moze musze to zaakceptowac i
              utrzymywac taka dziwna znajomosc..."

              Bo w przyjaźni szanuje się i akceptuje drugiego człowieka...a jeśli
              to jest dziwna znajomość...to jak sama nazwa wskazuje...nie jest to
              przyjaźń.

              A z przyjaciółką...taką prawdziwą...nawet lampa wina we własnym domu
              smakuje wyjątkowo...
              • d.o.s.i.a Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 17.08.07, 00:00
                Kurcze, przeciez juz sto razy napisalam, ze jestesmy przyjaciolkami OD LAT,
                wlasnie dlatego, ze nawet ta lampka wina w jej towarzystwie smakuje wyjatkowo. I
                nigdy nie przeszkadzalo mi to, ze to inni znajomi sa od aktywnego spedzania
                czasu, a ona od rozmow egzystencjonalnych. Bo innych tematow brakuje coraz
                bardziej...

                Ale wkurzylam sie po tym jak od dwoch lat probuje ja namowic na przyjazd do
                mnie. Nigdy nie naciskalam, bo wiedzialam, ze dla niej to nie jest takie hop
                siup. Ale ciagle mialam nadzieje, ze jednak przyjedzie. No i po dwoch latach ona
                w dalszym ciagu nie ma 300 zl na bilet. Prawda jest taka, ze gdyby jej zalezalo,
                to by odlozyla te pieniadze - to jest mniej niz 15 zl miesiecznie. I jak pisalam
                juz wielokrotnie, ona nie pracuje w Biedronce!

                No i nic nie poradze na to, ze mam ochote sie po prostu, zwyczajnie obrazic i
                zrezygnowac z tej przyjazni, ktora chyba jednak przyjaznia nie jest.
                • inferno-dante Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 17.08.07, 00:12
                  To tak jak z moja kolezanka, pewnego dnia zauwazylem ze juz sie nie
                  umawiamy na zadne spotkanie, nie rozmawiamy o niczym, ta nagle
                  ciagle zajeta. Az powiedzialem wprost ze mam w dupie nasza znajoosc.
                  Bo jezeli tkos nagle ma mnie wdupie to juz nie zalezy mi a tym,
                  szcerza dobitna rozmowa... Od tamtej pory jakos sie polepszylo... Na
                  Twoim miejscu nie ejstem jednakze powiedzialbym wprost : "Słuchaj
                  wku..a mnie jak mnie traktujesz. Nie widze Cie Bog wie ile czasu a
                  Ty mi tutaj mowisz ze 300 zł na bilet nie masz do mnie. Uspokuj sie
                  dziewczyno i zchowuj sie jak czlowiek. Jak dla Ciebie Czat jest
                  wazniejszy ode mnie to ok. Mielgo surfowania po necie. Pieprszy
                  glupoty ze nie masz pieniadyz a to za drogie a to nei dla mnie. ja
                  niech chcodzic z Toba na zakupy i wydawac 700 zł na spodnie, tylko
                  czasem wyjsc na normalne piwo, czy kolacje, raz na miesiac to zadne
                  klopot. Masz kase a zalujesz jej, nie patrze Ci w portfel ale
                  uspokoj sie. Rusz ta dupe z domu i wyjdz, a nie tylko siedzisz,
                  zamulasz i pie..my we dwoje o innych zamiast o tym co same
                  robimy. Aha! My nic nie robimy..." mow otwarcie co sadzis,z wiem ze
                  troche po chamsku i arogancko wyszlo, ale no niesttey jak zalezy Ci
                  na przyjazni to trzeba z armaty przy...Powiedz wprost ze to jest
                  smieszne, juz wydaje ch.. wie ile kasy na najszybszy net za 500 czy
                  ile zlotych a zaluje na smierdzace piwo z przyjaciolka. jezeli
                  wyjazd na narty to jakies normalne miejsce nie Szwahcaria, a morze
                  to nie Cannes, to tez zdzierstwo... Skompiradlo i tyle.. Albo woz
                  albo przewoz... Ja bym ostro powiedzial co sadze, jedyne wyjscie z
                  sytuacji.
                • summerwine Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 17.08.07, 08:35
                  dodam w Polsce...bo tu ludzie licza kazdy grosz zauwazylam
              • marholl Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 17.08.07, 00:32
                jak to wszystko czytam to sie zastanawiam czy ktos wie co to jest
                przyjazn.pare lat temu powodzilo mi sie bardzo dobrze ja w holandi
                moja przyjaciolka w polsce na studiach nie bylo ja stac na odlozenie
                jakiej kolwiek kwoty wiec ja ja zaprosilam i oplacilam jej pobyt u
                mnie takie krotkie wakacje.teraz jest troche inaczej ona w londynie
                ja dalej w holandii jej teraz powodzi sie znacznie lepiej i rowniez
                zapraszala mnie kilka razy a ja za kazdym razem mowilam nie teraz
                moze kiedys (nie czulam i nie czuje sie dziadem)zawsze znalazlo sie
                cos w pewnym momecie ona nie wytrzymala zarezerwowala bilet dla
                mnie do londynu.spedzilam tam super czas,bo wiedzialam ze jestem z
                nia.bo przyjazn jest wtedy kiedy kiedy pije sie tanie wino i wtedy
                kiedy spedza sie czas w drogich knajpach chodzi o to zeby spedzac
                czas razem
    • osika4 Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 17.08.07, 00:53
      Może ona poprostu nie chce do Ciebie przyjechać i nie uważa Cię już
      albo wogóle nie uważała za swoją przyjaciółkę.
      Może jej nie odpowiada Twój styl bycia i życia.
      Może delikatnie daje Ci do zrozumienia pisząc..."Moze kiedyś, ale
      jeszcze nie teraz"..., żebyś poprostu dała jej spokój.
      Tych może... mogłoby być jeszcze dużo.
      • summerwine Re: Waze pytanie do autorki 17.08.07, 08:33
        a ile pieniazkow wlasnym raczkami zarobilas ??
        • trypel Re: Waze pytanie do autorki 17.08.07, 09:08
          a jeśli sama wszystko to bedzie jakas różnica w odbieraniu tematu?
        • d.o.s.i.a Re: Waze pytanie do autorki 17.08.07, 09:43
          > a ile pieniazkow wlasnym raczkami zarobilas ??

          Utrzymuje sie sama od 18tego roku zycia. A wczesniej, w liceum, dorabialam m.in.
          roznoszeniem ulotek i noszeniem skrzynek na piwo w browarze.

          Czy to zmienia Twoj obior mojego postu?
          • summerwine Re: Waze pytanie do autorki 17.08.07, 10:46
            tak zmienia, no to dziwna ta laska mam podobna kolezanke na galke lodow
            wygrzebuje resztki kasy z portfela, a pracuje malo zarabia to fakt, ale przegina
            na max, no nic nie poradzimy taki typ
    • martask83 Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 17.08.07, 11:55
      Rozumiem... ja miałam taką sytuację już kilka razy. Ale może od
      początku, po pierwsze witam na forum a teraz do rzeczy.
      Mam przyjaciółkę ale raczej to znajoma. Zawsze kiedy chcę się z nią
      wybrać na zakupy, obiad cokolwiek ona nigdy nie ma kasy, ale kiedy
      to ona chce jechać na zakupy kase zawsze ma. Posiada samochód, swoje
      mieszkanie ( jeden pokój wynajmuje ) i co dwa miesiące lata do
      faceta do jednego z śródziemnomorskich krajów i co nie ma kasy??

      Wydaje mi się, że poprostu nie ma ochoty i chęci.

      Najgorsze, że do mnie odzywa się tylko wtedy gdy nie ma nic innego
      do roboty.


      Spotykamy się zawsze u mnie bo ona ponoć ma zawsze bałagan, ale ile
      można mieć bałaganu w domu??

      Była moją świadkową na ślubie i nawet za swoją wiązankę i płaciła.

      Dałam jej bluzkę, sliczną z cekinami, miałyśmy się zamienić ja
      miałam też coś z jej szafy wyciągnąć i co i nic.

      Także czy to wogole może być przyjaźń?

      To raczej koleżanka i już.


    • czarna_mama Re: Mam dosc "dziadujacej" przyjaciolki... 17.08.07, 12:14
      Przyjaciółki " dziadujące" ech.. to jak nazwać takie co odzywają się
      do nas tylko wtedy gdy nie mają nic innego do roboty, nie mają
      innego towarzystwa i wtedy uwazają, że naszymi wspaniałymi
      przyjaciókami.

      Raczej przyjaźnią nazwać tego nie można a szkoda:(
Inne wątki na temat:
Pełna wersja