życie

08.09.07, 17:03
pierwszy raz poczulam potrzebe podzielenia sie tym co sie wydarzylo
w moim zyciu....jakos tak, wyszlo to na powierzchnie w mojej glowie
mimo iż usilnie staralam sie aby nigdy te wspomnienie nie ujrzały
juz światła dziennego.

poznalam go 3 lata temu, zakochalam sie dosyc szybko...jak zawsze
zwyklą, szybko się zakochuje, szybko sie odkochuje natomiast bardzo
długo dociera do mnie ta myśl, ze moze już nie kocham....

zamieszkalismy ze soba po 3 msc...po kolejnych trzech..wydarzylo sie
to cos co na zawsze zmienilo juz moje zycie. czulam ze mnie
oszukuje, ze klamie, ale wiara w dobre serce ludzi i ich....dobroc
przyslonila wszystkie sygnal, nwet te ze strony mojej
intuicji....dosyc skutecznie. po pol roku mialam juz na tyle sporo
dowodow ze mnie oklamuje we wszystkim, ze lada dzien a huragan by
sie rozpocząl ...tyle ze mnie ubiegl...

dostalam smsma...bedac poza domem - we wszystkim kalalem, cale pol
roku klamalem, kazdego dnia,w kazdej godzinie, kazdej nocy spedzonej
z toba....lub niespedzonej.jedno tylko jest prawda zawsze cie
kochalem, nie zobaczymy sie juz nigdy wiecej, zegnaj

wrocilam do domu jak najszybciej sie dalo....wszystkie jego rzeczy
lezaly tak jak je rano widzialam, nie zabral niczego, nie bylo tylko
jego i samochodu, pomyslalam ze moze po prostu chcial zniknac....ale
jkos bardzo przyczypeilam sie slow nigdy sie juz nie zobaczymy,
zapytalam przeczuwajac najgorsze czy cos planuje sobie zrobic...

odpisal ze juz za pozno, ze teraz to czeka juz tylko na koniec...

meczylam go telefonami, smsmami, blagalam zeby opisal co widzi
obok,caly ten cyrk trwal okolo 2 h ....wiedziala ze jesli to co mowi
jest prawda...mam coraz mniej czasu

znalazlam go...w samochodzie, na skraju miasta, bylo juz ciemno,
nigdy nie zapomne wyrazu jego oczu, tego zapachu....zapachu smierci
i zycia walczacych ze soba...

zawiozlam go na pogotowie...uratowali go .... uratowalam go...

trzy tygodnie o niego dbalam, bo przeciez nie mial nikogo,
wybaczylam wszystko, bo przeciez byl taki biedny,
wyczerpany....zasypialam kolo niego bojac sie ze sie nie obudze, ze
moze postanowi...zebysmy razem znikneli z tego swiata...

cale to uczucie po czasie odeszlo, staralam sie zyc na nowo,
zapomniec o tym, nawet przez chwile mi sie udalo, wyszlam za niego
za maz po 2,5 roku od tamtego zajscia....

i pierwszy raz ....cala ta historia wymalowala mi sie w glowie na
nowo...
    • angelordevil Re: życie 10.09.07, 14:29
      juz wiem dlaczego poczulam taka potrzebę .......

      bo dłużej sobie nie dam rady sama z tym wszystkim co sie
      wydarzyło ...

      boję się, ze znowu zacznie oszukiwać....a potrafi robić to
      doskonale, mdlał na lotnisku pół godziny przezd odlotem na
      wakacje...których nigdy nie wykupił ....potem przepraszał....ze
      znowu przez niego nigdzie nie pojechaliśmy...ale tak jakoś żle się
      pcozuł....kłamał z firmą...kłamał z rodzicami,

      myślę, ze numerem roku jest sylwester jaki mieliśmy spędzić
      razem ...wyjechaliśmy tydzień wczesniej do zakopanego....na dwa dni
      przez sylwestrem.....ktoś "niby" zadzwonił" ....jego ojciec miał
      zawał ....trzeba wracać....mnie odwiózł grzecznie do domu....sam
      pojechał na impreze ...

      jak to dziś czytam....nie moge uwierzyć co zribiłam.... jaka głupia
      i naiwna jestem....

      potrzebuje się wygadac ....to jest historia o której nikt nie
      wie .....nikt nie wie że próbował się zabić, ze aż tak oszukiwał i
      kłamał .... historia ta leży ciągle na dnie mojego serca...

      pewnie dlatego ostatnio tak mnie boli....
      • naga_bron Re: życie 10.09.07, 15:09
        wyjasniej mi jedno....dlaczego Ty z nim nadal jestes????????????
        • julia0001 Re: życie 10.09.07, 15:13
          o wiesz ja mam podobnie moj nerzeczony tez wciaz mnie oklamuje
          obiecuje zlote gory i nie dotrzymuje obietnic, kocham go, wiem ze on
          mnie tez...ale teraz mamy kryzys...bo ja mam dosc tego tchorzostwa,
          braku odwagi przyznania sie do prawdy szczerosci...nie ufam juz jego
          slowom i boje sie ze on wciaz tak bedzie robil, bo mu
          wybaczam...najprosciej odejsc...bo ile jeszcze razy moze mnie
          zawiesc?
          • angelordevil Re: życie 10.09.07, 15:28
            nie potrawie odpowiedzieć na pytanie dlaczego za niego
            wyszłam......wiem, ze zrobiłam wszystko zeby tak się nie stało,
            odwołałam.....mówiłam że nie chcę....cała rodzina się ode mnie
            odwróciła....posądzili mnie o totalne gó..arstwo.......po trzech
            godzinach prania mózgu przez moją mamę ...i jego ...zgodziłam się
            nie odwoływać....a teraz siedze w domu ( jest 2 msc po ślubie) i się
            zastanawiam....kiedy, jak i jak to mozliwe ze tak zepsułam własne,
            bardzo dobrze zapowiadające się życie ? Jetem uwielbiana w
            towarzystwie, ładna kobietą, mężczyźni do mnie lgną....mam 24 lata i
            sukces w kieszeni bo mimo, ze jestem na ostatnim roku studiów...mam
            4 lata doświadczenia w branży i moge ubiegac sie o stanowiska
            kierownicze w najlepszych firmach w kraju.....tylko jakoś tak....w
            życiu osobistym...nasrałam sobie ile wlezie....i nie wiem dlaczego...

            Jak przypominam sobie te wszystkie kłamstwa...niedobrze
            mi....nastawiam się, ze tak dłuzej być nie moze....że musze to
            skończyć, ze nie mog być z kimś, kto tak mnie załatwił, kto tak
            kłamał....podważył moją opnie na temat własnej osoby.....i potem
            siadam na przeciwnko niego...mówię, ze dla mnie to za dużo, że nie
            potrafię z nim byc po tym wszystkim....i slyszę, ze jestem
            niewdzięczna...ze to było jednorazowe,, czy nie widzę jak on się
            zmienił......że od 3 lat nie okłamał, nie oszukał....ze pzrez 3 lata
            wszystko robi dla mnie..nieba by mi przychylił...( i tu musze mu
            przyznać rację, bo się zmienił)....tyle, ze to nie o to
            chodzi.....nie potrafię byc z nim nie pamiętając...a tylko nosząc
            tamte doswiadczenia z tyłu głowy....te kłamstwa dotyczyły
            wszystkiego. Ja tak na prawde po pół roku dowiedziałam się, ze go
            wcale nie znam....ze jest inną osobą....że musze...sie go uczyć na
            nowo...

            Jest w nim coś co nie pozwala mi odejść....chyba to, ze odchodząc
            naraziłabym sie swojej rodzinie( która go uwielbia i mam na
            kolanach dziękować, ze mam takiego męża...a jeśli myśle inaczej to
            jestem niewdzięczna)skutecznie mnie od tego wszystkiego
            hamuje....jak sobie pomyślę, ze przed ślubem juz było tak
            blisko....tak mało brakowało...a ja znowu uległam...

            nienawidze siebie ......za to że taka małą mam wartość...dla samej
            siebie, że moje emocje, uczucia...mysli nic nie znaczą dla mnie
            samej....ze zachowuje sie jak siostra samarytanka...ze wszystkim
            wokół ma być dobrze...a na mnie przyjdzie czas
            • julia0001 Re: życie 10.09.07, 15:39
              Wiesz moze jestes za silna kobieta dla niego...moze on nie potrafi
              sprostac twoim wymaganiom...stara sie ze niby daje rade a potem
              okazuje sie ze nie on ale los jest winny ze sie nie udalo...ja mam
              podobnie, wymagam od zycia od siebie i jego bardzo duzo...nigdy nie
              jest tak ze to wina jednej osoby...jestescie para jak w fizyce akcja
              i reakcja...oboje zapracowaliscie na to co macie...moze nie mozesz
              odejsc bo go kochasza w czym on cie oklamuje...? zdradza czy co?
              • angelordevil Re: życie 10.09.07, 15:47
                teraz własnie juz nie okłamuje.....przynajmniej na niczym go nie
                przyłapałam....a detektywem po tamtych akcjach stałam sie dobrym...

                z czym kłamał ...że ma firmę, której nie miał, ze wyjeżdza zagranicę
                na pare dni...był w wawie, ze wykupił nam tygodniowa wycieczkę do
                paryza - na lotnisku przy trzecim wywołaniu naszych nazwisk i
                zaproszeniu do odprawy....zemdlał ....przyjechała karetka, zabrała
                na obserwację....wszystko było udawane....nie wykupił żadnej
                wycieczki, z sylwestrem już pisałam - po prostu milion
                nieprawdziwych historyjek...takich zupełnie od czapy, które nie
                musiały mieć miejsca....znikał na 3 dni, oo tak...czesto
                znikał....jak się poruszyłam wszystkie szpitale swiata ze moze tam
                jest ..... nagle cudownie sie znajdował...bez telefonu, z poobijaną
                gebą...tak wyglądało pół roku bycia z nim....pierwsze pół roku...

                potem po pół roku....postanowił skończyć ze soba...nie wyszło...ja
                się zaopiekowałam....i tak przez kolejne pół roku żyliśmy ....ja z
                myślą, że jak sie juz polepszy jego stan psychiczny, to odejdę.....i
                tak ..jakoś nie odeszłam...potem przez dwa lata była
                cisza....zmienił sie, rzeczywiście wszystko co robi, robi dla
                mnie....a ja nie potrafię o tamtym zapomnieć

                a twoj w czym cię okłamuje?
                • julia0001 Re: życie 10.09.07, 15:50
                  wiec masz problem z zaufaniem mu...ale juz tak jest ze jak
                  wybaczylas...to powinnas starac sie myslec ze bedzie jak nejlepiej
                  skoro dwa lata jest dobrze...wiec widzisz stara sie dla Ciebie...moj
                  oklamywal mnie a raczej ukrywal prawde o swoich rodzicach...kryl
                  ich...a chodzilo o to co u Ciebie o to ze ma samochod a go nie mial,
                  ze rodzice mu obiecali dac na pol mieszkania...krylam go, ale zbyt
                  bolu to we mnie powoduje nie wiem czy umiem ufac jego slowom...nie
                  rozumiem takiego zachowania
                  • angelordevil Re: życie 10.09.07, 15:53
                    tez nie rozumiem....po co takie historie opowiadac? po co stwarzac
                    swiat innym niz jest?

                    to juz chyba nie o zaufanie chodzi....mam wrazenie ze dotarlo do
                    mnie....ze ja z nim bylam zeby go uleczyc.... i teraz jak juz jest
                    dobrze... ja nawet nie wiem czy ja go kocham...czy to jest po prostu
                    lek o niego i chec przeprowadzenia przez zycie ...juz bez bolu...

                    a skoro taka moja rola...to nie umiem podjac decyzji o rozstaniu, bo
                    przeciez zranie go bardzo tym.
                    • julia0001 Re: życie 10.09.07, 16:01
                      skoro juz sie wyleczyl...to poradzi sobie,nie mozna budowac zwiazku
                      malzenstwa bez milosci...a ni Ty ani on nie bedziecie szczesliwi,
                      milosc jest najwaznijesza poki jest mozna wszystko zmienic,ja kocham
                      wiec temu tkwie...tez go uleczylam...ale denerwuje mnie rola bycia
                      ta aktywna silna...ktora zaplanuje zrobi...jego zartow ze ja jestem
                      mozgiem nadszego zwiazku ja mam podejmowac decyzje za Nas....
                      • tezromantyczka Re: życie 10.09.07, 16:04

                        Tkwisz w toksycznym związku, "bo kochasz", bo nie chcesz go zranić.
                        Może pomyśl przez chwilę o sobie?! Może zasługujesz na związek, w
                        którym będziesz kochana, szanowana, w którym będzie się wobec Ciebie
                        postępowało uczciwie?
                        • julia0001 Re: życie 10.09.07, 17:09
                          nie wiem czy to toksyczny zwiazek u mnie, chyba nie....a wiem bo mam
                          ojca popapranca ;) zreszta moj zwiazek ma kryzys i naprawde nie wiem
                          czy sie nie rozstaniemy...a pewnie ze zasluguje w zyciu na wszystko
                          co najlepsze :)
                          • angelordevil Re: życie 10.09.07, 17:24
                            ....kazda zasluguje....ja ..Ty ...kazda ktora tu zapuka...

                            najgorsze jest to...ze same sobie odbieramy szanse bycia szczesliwa
                  • kozica111 Re: życie 30.11.07, 13:35
                    Przykro mi dziewczyny.Faceci sa jak dzieci.A Ciebie Julia pamietam
                    jeszcze sprzed kilku tygodni jak pialas z zachwytu na swoim
                    lubym.Ech zycie.
    • tezromantyczka Re: życie 10.09.07, 16:01

      Mówiąc krótko - z litości wyszłaś za mąż za szantażystę
      emocjonalnego i nie wiesz, jak masz się z tego wyplątać?
      • angelordevil Re: życie 10.09.07, 16:04
        krótko - tak....

        i nie mam pojecia jak to zrobic.....wyplatac sie
        • souls_hunter Re: życie 10.09.07, 16:56
          Krotka pilka. Rozwod, kopa w d... a rodzinie powiedz stanowczo i kategorycznie ze nie maja prawa sie wtracac w twoje zycia ani narzucac szantazem swojej woli. Klientowi raz zycie uratowalas teraz kolej ratowac swoje.
          • angelordevil Re: życie 10.09.07, 17:23
            czytam to....i niby takie proste....ale najpierw musze dostac sama
            kopa...zeby to zrealizowac

            najchetniej bym to zrobila i zniknela z powierzchni ziemi na 2
            msc....
            • souls_hunter Re: życie 10.09.07, 17:28
              Daj sobie na luz. Do takich decyzji trzeba dojrzec (jak owoc). Wiesz juz co masz zrobic, wiec wyluzuj i zyj tak zeby Tobie bylo teraz dobrze a z czasem zrobisz co nalezy i zaczniesz nowe zycie. Poki dzieci nie masz wszystko mozesz jeszcze zmienic.
              • angelordevil Re: życie 10.09.07, 17:34
                Dziękuję ....

                tak zrobię....dzieci nie mam...moge tak zrobic jak piszesz

                w koncu zycie przede mna .....

                "czekanie sprawia ból.....zapomnienie sprawia ból....lecz nie móc
                podjąć żadnej decyzji...jest najdotkliwszym cierpieniem"

    • wyssana.z.palca Re: życie 10.09.07, 17:36
      pomysl sobie, ze przed Toba jeszcze 50lat zycia z tym czlowiekeiem,
      jesli wczesniej nic nie zrobisz. dzieki bogu, ze nie macie dzieci!!
      • angelordevil Re: życie 10.09.07, 20:56
        myśląc w takich kategoriach - zaczynam wierzyć że odejście jest
        jedynym słuchnym rozwiazaniem....
        • wyssana.z.palca Re: życie 10.09.07, 21:33
          a masz inne wyjscie? nikt Cie nie bedzie kanonizowal za malzenstwo z
          litosci i pomysl czy warto sie poswiecac dla kogos takiego jak on,
          ktory potrafil Cie oklamywac, szantazowac. poza tym ja sadze ze
          ludzie sie nie zmieniaja i rpedzej czy pozniej jakis Ci numer znowu
          wywinie. mloda jestes, po co masz sie meczyc? nie lepiej poczekac na
          rpawdziwego faceta??
          • falcon-waw Re: życie 30.11.07, 13:03
            Witam. Jestem mężem autorki postu. podała mi swój login. Jak to
            czytałem to zrobiło mi się strasznie źle. Po pierwsze dlatego że 2/3
            tego co pisze to nieprawda, albo bardzo ubarwiona prawda. Druga
            sprawa to to ze prawdy tej nie pisała bo pisząc to mnie zdradzała i
            najnormalniej w świecie chciała sie wybielić. Widze ze zostałe tu
            przez większośc autorów osądzony i skazany. Nikt nie poradził jej
            zeby ze mna o tym co czuje porozmawiała. Ona nigdy tej próby nie
            podjeła do piero jak jej zdrada i oszustwa wyszły na jaw, to zebrała
            sie na odwage i była to całkiem inna rozmowa niz może wynikać z tego
            postu. I nie dlatego że ją szantarzowałem emocjonalnie albo jakoś
            inaczej. Bo zarówno ja jak i ona wiemy że nigdy nie sprubuje odebrać
            sobie życia ponownie. Bo te 3 h w samochodzie jakie spedziłem z
            podciętymi zyłami zmieniło mo poglad na to wszystko i tak jak na
            początku chciałem umrzeć bo krzywdziłem kobiete i osobe ktora
            kochałem jak nikogo w moim życiu, tak w momencie kiedy juz
            zaczynałem tracić przytomnośc, zapragnołem żyć. I nic tego nie
            zmieni. niektore słowa przez nią wypowiedziane naprawde bolą a bolą
            tym bardziej ze teraz słysze całkiem co innego. Więcej na ten temat
            w wątku pod linkiem poniżej forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
            f=15128&w=68386651&a=68525690 Ciekawe czy na tle tego wszystkiego
            ktos pomysli inaczej niż wszyscy którzy pisali w tym wątku.
            • mozambique Re: życie 30.11.07, 14:03
              falcon
              jak na osobe która przeżyła 3 gopdziny po podcieciu zył to dosyc
              żwawy jestes


              wiec moze nie pieprz głupot kims tam jestes czy nie jestes


              kompleksy to starszna rzecz , jak widac
              • falcon-waw Re: życie 30.11.07, 14:12
                podcinałes sobie żyły w samochodzie, zimą jak jest mroz? lekarz
                powiedział mi ze oprócz upływu krwi, co chwila musiałem na nowo
                otwierać cięcia bo krew przestawała leciec, a do upłuwu krwi doszła
                hipotermia i najprawdopodobniej to mnie by zabiło. A zwawy jestem bo
                bylo to 3 lata temu. jak na jakiś temat góno wiesz to sie nie
                wypowiadaj.
                • mozambique Re: życie 30.11.07, 14:17
                  jestem pielegniarką , akurat wiem

                  a wy oboje to do wyboru
                  - albp niezle psychicznie pokręcona para
                  - albo to jedna wielka mistyfikacja, kłąmstow i ukryte badania
                  psychologoczne pt " jak sie zachowają forumowicze w przypadku
                  zaserwowanai im kosmicznych bzdur nt problemwó małzenskich"
                  • falcon-waw Re: życie 30.11.07, 14:59
                    Nie jest to mistyfikacja, a pokreceni jesteśmy podejzewam nie mniej
                    ani nie wiecej niz inni
          • falcon-waw Re: życie 30.11.07, 13:07
            A tu jest fragment tego co pisze teraz
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=70138930&a=70419906
            • kozica111 Re: życie 30.11.07, 13:40
              A co to zmienia.Jakie znaczenie maja fakty skoro ona nie chce byc z
              Tobą?
              Swoja droga ciekawostka...masz jej login a piszesz z innego, heheee.
              • falcon-waw Re: życie 30.11.07, 14:06
                Czytałaś to co napisałem? A te linki które podałem? Skoro nie chce
                ze mna być to dlaczego prosiła mnie zebym nie odchodził? I stra sie
                ze wszystkich sil zebysmy byli razem? Dalczego mam pisać z jej
                loginu? Mam swoj. Jak czytasz i sie wypowiadzasz to staraj sie mieć
                pełny obraz i przeczytać cały tekst.
                • mozambique Re: życie 30.11.07, 14:08
                  a po co sie starac ?
                  dla zakompleksiałego histeryka zachwoujacego sie jak baba i dla dla
                  jego baby -neurotyczki ?
                  • falcon-waw Re: życie 30.11.07, 14:13
                    po co wogule piszesz głąbie? Nikt nie karze sie tobie starac matolku.
                    • mozambique Re: życie 30.11.07, 14:18
                      zeby ci poradzic od serca - siegnij po słwonik ortograficzny

                      najlpiej 2 razy

                      taką mam misję
                      • falcon-waw Re: życie 30.11.07, 14:20
                        Nie kazdy jest urodzonym polonista a ja zawsze mialem problem z
                        ortografią. Ale ten post nie jest o tym chyba ani nie biore udzialu
                        w ogolnopolskim dyktandzie. A pisząc nieortograficznie nie zmieniam
                        przekazu
                • kozica111 Re: życie 30.11.07, 14:14
                  Czyny sie licza nie słowa.I ma pytanie....dreczy mnie to;DLACZEGO JA
                  OKŁAMYWAŁEŚ? musial byc jakis powod.
                  • falcon-waw Re: życie 30.11.07, 14:26
                    Odpowiedz jest o tyle złożona ze musial bym pisac i pisac. Wszystko
                    zaczeło sie zanim ja poznałem. To było jak samo napedzająca sie
                    machina. Jak lawina która zaczyna sie od jednego małego kamyczka
                    gdzieś w przeszłośc a potem rosnie i rosnie i nie da sie jej
                    zatrzymać. Spotkałem ją jak ta lawina juz leciała probowałem ja
                    powstrzymac ale nie mialem sily, starczylo jej tylko na tyle zeby
                    sie poddać i sprobować to skonczyć. Całe szczęście to sie nie udało.
                    Teraz sie strasznie z tego ciesz i jestem szczesliwy.
    • modliszka24 Re: życie 30.11.07, 14:29
      przeczytałam go dwa razy i nie wiem co powiedzieć tylko tyle mi przychodzi
      trzymaj się pozdrowienia
      • julia0001 Re: życie 30.11.07, 16:03
        Hej witajcie tak juz jest zawsze...gdy nie zna sie racjo dwoch
        stron, ale tylko jednej...tak jest zawsze, emocje ponosza,
        szczegolnie kobiety...gdy sama czytam to co napisalam a co dzialo
        sie...trzy lata temu i niby wybaczylam widze ze sama jestem
        nienormalna i niezrownowazona emocjonalnie :(...ale juz tak to jest,
        trudno wybaczyc...to co zle czasami w trudnych chwilach wraca i
        uparcie przypomina o sobie siejac niepokoj...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja