puchaczowa69
10.07.03, 18:51
... tak zostałam dziś nazwana przez jedną z koleżanek z pracy. Poszło o...
chleb. Nie taki z piekarni pod blokiem, tylko taki własnej roboty. Kiedy
zaczęłam go kroić w kuchni na drugie śniadanie, rozszedł się zapach, który
przywabił panów, którzy zaczęli mi podbierać kromeczki itd. itd. i wydawać
orgazmiczne okrzyki: Boże, jakie to dobre! Kiedy wyjęłam domowej roboty
twaróg z rzodkiewkami i szczypiorkiem, i mleko, koleżanka, parząca sobie kawę
stwierdziła, że nie mam się czym zająć, skoro mam czas na takie głupoty i że
gotowaniem dziś nie zajmują się kobiety poważnie myślące o pracy zawodowej, a
jedynie kury domowe. Ludzie, litości!!! Kobiety drogie - powiedzcie - wy nie
gotujecie?! Uważacie to za skazę na swoim honorze?! Ja uwielbiam gotować,
całe to gotowe żarcie ociekające chemią i glutaminianem sodu po prostu mnie
brzydzi, nie wiem, jak ludzie mogą żywić się tymi wszystkimi gorącymi kubkami
albo innym paskudztwem w proszku. Poza tym mam w domu dwoje nastolatków - jak
mam w tej sytuacji nie gotować? No i mąż kocha moje jedzonko. Mam nie
gotować, bo to przez niektórych jest to źle odbierane?! Przecież nie robię
tego w godzinach pracy (nota bene w teorii pracuję w godz. 9?17, w praktyce
do 18-20, gotowanie wymaga ode mnie dobrej organizacji czasu i pracy). Czy to
po prostu była zwykła złośliwość, bo panna 27-letnia wcina tylko w bufecie
fasolkę szparagową, a ja bez skrępowania np. domowe risotto czy pomidorowkę?
)po prostru wlewam ją w termos)...
Ufff... Pewnie uznacie mnie za głupią, ale musiałam to z siebie wywalić.
Wkurzyla mnie tym swoim gadaniem i co tu mówić - sprawiła sporą przykrość.