kura domowa...

10.07.03, 18:51
... tak zostałam dziś nazwana przez jedną z koleżanek z pracy. Poszło o...
chleb. Nie taki z piekarni pod blokiem, tylko taki własnej roboty. Kiedy
zaczęłam go kroić w kuchni na drugie śniadanie, rozszedł się zapach, który
przywabił panów, którzy zaczęli mi podbierać kromeczki itd. itd. i wydawać
orgazmiczne okrzyki: Boże, jakie to dobre! Kiedy wyjęłam domowej roboty
twaróg z rzodkiewkami i szczypiorkiem, i mleko, koleżanka, parząca sobie kawę
stwierdziła, że nie mam się czym zająć, skoro mam czas na takie głupoty i że
gotowaniem dziś nie zajmują się kobiety poważnie myślące o pracy zawodowej, a
jedynie kury domowe. Ludzie, litości!!! Kobiety drogie - powiedzcie - wy nie
gotujecie?! Uważacie to za skazę na swoim honorze?! Ja uwielbiam gotować,
całe to gotowe żarcie ociekające chemią i glutaminianem sodu po prostu mnie
brzydzi, nie wiem, jak ludzie mogą żywić się tymi wszystkimi gorącymi kubkami
albo innym paskudztwem w proszku. Poza tym mam w domu dwoje nastolatków - jak
mam w tej sytuacji nie gotować? No i mąż kocha moje jedzonko. Mam nie
gotować, bo to przez niektórych jest to źle odbierane?! Przecież nie robię
tego w godzinach pracy (nota bene w teorii pracuję w godz. 9?17, w praktyce
do 18-20, gotowanie wymaga ode mnie dobrej organizacji czasu i pracy). Czy to
po prostu była zwykła złośliwość, bo panna 27-letnia wcina tylko w bufecie
fasolkę szparagową, a ja bez skrępowania np. domowe risotto czy pomidorowkę?
)po prostru wlewam ją w termos)...
Ufff... Pewnie uznacie mnie za głupią, ale musiałam to z siebie wywalić.
Wkurzyla mnie tym swoim gadaniem i co tu mówić - sprawiła sporą przykrość.
    • aankaa a może to zazdrość ? 10.07.03, 18:53
      • olinka_z_olinkowa Re: a może to zazdrość ? 10.07.03, 18:56
        Można prosić o przepis na ten chleb? Serek umiem zrobic podgrzewając tłusty
        jogurt wymieszny z mlekiem w proporcji 1:1. Pyszności. Ale chleb nie mam
        pojęcia jak upiec. Koleżankę podrażnij jeszcze jakimiś smakołykami a jej
        dogadywanie olej. Pozdrawiam i z tym przepisem to serio mówię, gdyby to nie
        była tajemnica...
        • aankaa Re: a może to zazdrość ? 10.07.03, 18:59
          olinka_z_olinkowa napisała:

          > Serek umiem zrobic podgrzewając tłusty jogurt wymieszny z mlekiem w proporcji
          1:1.

          ot, młode pokolenie :(

          "kiedyś" serek robiło się pogrzewając zsiadłe mleko
          a takie mleko kupowało się w zwykłym sklepie
          • olinka_z_olinkowa Re: a może to zazdrość ? 10.07.03, 19:03
            To sobie spróbuj zsiąść mleko w dzisiejszych czasach... ;) Powinnaś mnie
            pochwalić za pomysłowośc, a nie narzekać, że młode pokolenie ;)
            • Gość: Gal Re: a może to zazdrość ? IP: 195.117.238.* 10.07.03, 19:08
              olinka_z_olinkowa napisała:

              > To sobie spróbuj zsiąść mleko w dzisiejszych czasach... ;) Proszę bardzo
              Olinko;

              Do mleka UHT dodaj łyżeczkę kwaśnej śmietany. Rozbełtaj. Na drugi dzień będzie
              zsiadłe.
              Smacznego
              \Gal
              • olinka_z_olinkowa Re: a może to zazdrość ? 10.07.03, 19:12
                Gal, dzięki, spróbuję, chociaż serek z jogurtu jest naprawdę ok.
            • aankaa Re: a może to zazdrość ? 10.07.03, 19:09
              olinka_z_olinkowa napisała:

              > To sobie spróbuj zsiąść mleko w dzisiejszych czasach... ;) Powinnaś mnie
              > pochwalić za pomysłowośc, a nie narzekać, że młode pokolenie ;)

              ależ CHWALĘ i mało tego, spróbuję taki serek zrobić :))
              a mleko możnaby zdobyć "od chłopa"
              • olinka_z_olinkowa Re: a może to zazdrość ? 10.07.03, 19:10
                aankaa napisała:

                > olinka_z_olinkowa napisała:
                >
                > > To sobie spróbuj zsiąść mleko w dzisiejszych czasach... ;) Powinnaś mnie
                > > pochwalić za pomysłowośc, a nie narzekać, że młode pokolenie ;)
                >
                > ależ CHWALĘ i mało tego, spróbuję taki serek zrobić :))

                Byle nie przegrzać. I jest naprawdę bardzo pyszny.

                > a mleko możnaby zdobyć "od chłopa"
                Właśnie w tym sęk, że nie mam chłopa ;)
                • aankaa Re: a może to zazdrość ? 10.07.03, 19:15
                  olinka_z_olinkowa napisała:

                  > Właśnie w tym sęk, że nie mam chłopa ;)

                  nic się nie martw, jutro zaczyna się weekend, można wsiąść w podmiejski autobus
                  i do najbliższej wsi
                  chyba jakieś krowy ktoś w III Najjaśniejszej hoduje ?!?!?
                  • doroszka Re: a może to zazdrość ? 10.07.03, 21:51
                    aankaa napisała:

                    > olinka_z_olinkowa napisała:
                    >
                    > > Właśnie w tym sęk, że nie mam chłopa ;)
                    >
                    > nic się nie martw, jutro zaczyna się weekend, można wsiąść w podmiejski
                    autobus
                    >
                    > i do najbliższej wsi
                    > chyba jakieś krowy ktoś w III Najjaśniejszej hoduje ?!?!?


                    Buchachacha :)))))
                    Ale ona może nie chce (mieć) chłopa ze wsi ;)
                    Olinka - chcesz chłopa ze wsi?? :))))
        • puchaczowa69 przepis na chleb 10.07.03, 21:17
          To żadna tajemnica. Potrzebujesz dwóch dużych szklanek źytniej albo razowej
          mąki, czterech szklanek zwykłej mąki pszennej (ja uźywam szymanowskiej), 10 dag
          droźdży, łyżki cukru i półtorej łyżki (płaskiej) soli. I ok. pół litra kefiru,
          maślanki albo zsiadłego mleka. I robimy tak: na noc mieszasz w sporej misce
          mąkę żytnią z kefirem, maślanką albo zsiadłym mlekiem. Przykrywasz miskę
          ściereczką i odstawiasz w zaciszne miejsce. Rano robisz zakwas: drożdże
          ucierasz z cukrem i dwoma łyżkami mąki i zalewasz szklanką ciepłej wody.
          Odstawiasz na jakąś godzinkę, potem mieszasz z mąką żytnią i kefirem, dodajesz
          mąkę pszenną i sól i tu następuje część najmniej przyjemna: jak kaźde ciasto
          drożdżowe ciasto na chleb potrzebuje powietrza, więc trzeba je miesić pół
          godziny - ja robię to drewnianą łychą. Potem odstawia się ciasto w ciepłe
          miejsce na 2 godziny - uwaga - rośnie spore. A potem wystarczy już przełożyć do
          natłuszczonej masłem i oprószonej mąką formy (największa keksowa albo taka
          okrągła szklana żaroodporna o pojemności ok. 2-2,5 litra). Wierzch smaruje się
          rozmąconym jajkiem i piecze ok. 1,5 godziny w 175 stopniach. Cała filozofia.
          Piekę ten chleb od czterech lat i nigdy nie było tak, źeby nie wyszedł.
          Oczywiście, jeśli lubisz, możesz nasypać do niego ziarenek.
          Powodzenia i życzę smacznego!
    • Gość: Gal Re: kura domowa... IP: 195.117.238.* 10.07.03, 18:55
      Po prostu nie jesteś trendy...

      Pzdr.
      Gal
    • anahella ja nie gotuje 10.07.03, 18:56
      A jezeli juz to od wielkiego dzwonu.

      I bardzo zaluje, ze nie pracujesz ze mna:) Jakby byly u
      nas vacaty to dam znac, wtedy tez bede podkradac ci kromki
      tego domowego chleba, wydawac orgazmiczne okrzyki mimo zem
      nie mezczyzna:)

      Powinnas byc dumna kobieto, ze dajesz sobie rade z kariera
      i dbasz o dom.
      • olinka_z_olinkowa Re: ja nie gotuje 10.07.03, 19:02
        Ja też nie gotuję, bo nie mam dla kogo, a dla siebie mi się nie chce. Ale
        teraz zaczęłam zdrowiej się odżywiać, to sobie robię takie frykasy jak domowe
        obiadki od czasu do czasu albo serek własnej roboty. Sama przyjemność, tylko
        nie ma jej z kim dzielić. Tak przy okazji, Anahello, powiedz jak to jest z tym
        wegetarianizmem? Mam ochotę rzucic mieso w cholerę, ale powiedz mi, czy Ciebie
        nie ciągnie do schabowego tak jak innych powiedzmy do papierosa? Bo szczerze
        mówiąc to ja po prostu lubię dobre mięso, szyneczkę, boczek. No i nie wiem czy
        w ciąży to dobry pomysł. Co myślisz?
        • anahella o moim wegetarianizmie 10.07.03, 20:27
          olinka_z_olinkowa napisała:

          > Tak przy okazji, Anahello, powiedz jak to jest z tym
          > wegetarianizmem? Mam ochotę rzucic mieso w cholerę, ale powiedz mi, czy Ciebie
          > nie ciągnie do schabowego tak jak innych powiedzmy do papierosa? Bo szczerze
          > mówiąc to ja po prostu lubię dobre mięso, szyneczkę, boczek. No i nie wiem czy
          > w ciąży to dobry pomysł. Co myślisz?

          O niejedzeniu miesa w ciazy powinien wypowiedziec sie
          lekarz. Ja nim nie jestem, wiec nic nie powiem.

          Ja rzucilam mieso nie tak jednego dnia z powodu jakiejs
          ideologii tylko ja po prostu miesa nie lubie. NIe lubie
          jego zapachu w sklepie, nie lubie jak sie gotuje/smazy/
          piecze itp. Nie smakuje mi po prostu. Jednak organizm
          domaga sie go. Wtedy ostroznie cos jem. Ostroznie, bo
          zoladek odzwyczajony od trawienia miesa tez co nieco ma do
          powiedzenia.

          Jak czasem jem jakies mieso bo nie wypada odmowic - a
          takie sytuacje sie zdarzaja - to potem lezy mi to w
          zoladku kamieniem i zaluje ze zjadlam. Jak moj organizm
          domaga sie miesa to gotuje sobie piers kurczaka. Ale to
          jest bardzo rzadkie. Natomiast jem ryby. Z tej przyczyny
          prostuje, jak ktos nazywa mnie wegetarianka - wole
          okreslenie jaroszka. Ryby lubie i mi smakuja. O wiele
          bardziej niz pulpety z... hihihi chcialam napisac z
          soczewicy, ale ze wzgledu na nasza forumowa kolezanke
          napisze roslin z zawartoscia bialka:)))
    • soczewica eee, nie rpzejmuj się pipami... 10.07.03, 18:58
      same nie umią ;)
      ja też lubie gotować, piec, smażyć.
      a także robić na drutach, szyć na maszynie i robić ramki z aksamitu.
      olej piczony :)
      • anahella ramki z aksamitu 10.07.03, 20:29
        soczewica napisała:

        > a także robić na drutach, szyć na maszynie i robić ramki z aksamitu.

        A jak robisz te ramki? Bo ja kiedys robilam z papieru
        nasaczonego klejem z maki:) Moze male handele?;) Ty mi o
        aksamicie a ja Tobie o wykorzystaniu starej gazety;)
    • Gość: tralalumpek Re: kura domowa... IP: 217.13.182.* 10.07.03, 19:22
      a mnie sie zawsze wydawalo ze kury domowe to te co nie pracuja bo lubia
      siedziec na domowej grzedzie ;-))

    • kasia.lomanczyk Re: kura domowa... 10.07.03, 19:47
      Glupia ta Twoja kolezanka ;) Ja jestem feministka, kobieta studiujaca na
      studiach dziennych i pracujaca zarazem, a czesto cos pichce. Pichce, bo lubie.
      Moj chlopak uwielbia, jak gotuje, ale on sam tez mi czasem cos upitrasi.
      Generalnie bycie kura domowa polega na robieniu czegos WBREW sobie. Po prostu
      badz soba: lubisz gotowac - gotuj. Nie lubisz - nie gotuj. Dla mnie osobiscie
      czesto gotowanie pysznej kolacyjki (nawet dla siebie samej - bo mieszkam sama)
      jest po prostu relaksem po ciezkim dniu pracy umyslowej.
      Z feministyczno-kulinarnym pozdrowieniem! :) :) :)
      PS. Moze podrzucisz jakies fajne przepisy na domowe pysznosci?
    • Gość: miłka To zawiśc, że tak radzisz sobie ze wszystkim i ... IP: *.chello.pl 10.07.03, 19:48
      ...jeszcze smacznie jesz. A kurą domową napewno nie jesteś, bo pracujesz.
      Niepracowanie, to warunek konieczny, acz niewystarczający. Ja cię podziwiam, bo
      sama nie znoszę kuchni, ale i tak gotuję (również mam rodzinę, której nie mam
      sumienia truć wspomnianymi przez ciebie świństwami).
    • Gość: Lena Re: kura domowa... IP: 213.216.82.* 10.07.03, 19:49
      Też mi coś!!! Kura domowa w pracy 7-18:00 !!! Ja też pracuję nieraz po 10-12
      godzin ale i tak pichcę bo lubię. W zamrażalnku mam zawsze jakiś awaryjniak
      tzn. roladki w sosiku zamrożone w miseczce, kawałek pieczeni w sosiku. Robię
      tak by móc odmrozić w mikrofalówce, ugotować do tego ryż, do tego surówkę lub
      ogórek i błyskawicznie zrobić sobie dobre papu. Nawet kurczak w sosie curry
      zajmuje tyle czasu co ugotowanie ryżu. Nie piekę chleba ale za to mąż czasem
      upiecze. On jest namiętnym samkoszem chleba i rozkoszować potrafi się taką
      cieplutką kromeczką. Nie rozumie, że ja lubię ziemniaki - na obiad 2
      ziemniaczki duże, wiadereczko małych.
      Pozdrawiam wszystkich lubiących gotować i lubiących jeść.
      • Gość: tralalumpek Re: kura domowa... IP: 217.13.182.* 10.07.03, 19:56
        Gość portalu: Lena napisał(a):

        >> Pozdrawiam wszystkich lubiących gotować i lubiących jeść.



        dziekuje!!!
        chleb tez pieke bo uwielbiam (i piec i jesc) i zarazam wszystkie znajome
        pieczeniem chleba
    • lyche1 Re: kura domowa... 10.07.03, 20:02
      puchaczowa69 napisała:

      > Ludzie, litości!!! Kobiety drogie - powiedzcie - wy nie
      > gotujecie?! Uważacie to za skazę na swoim honorze?! Ja uwielbiam gotować,
      > całe to gotowe żarcie ociekające chemią i glutaminianem sodu po prostu mnie
      > brzydzi, nie wiem, jak ludzie mogą żywić się tymi wszystkimi gorącymi
      kubkami albo innym paskudztwem w proszku.

      Gotujemy :)) Mam niestety podobne podejście do Twojego w zakresie dań gotowych.
      Tzn. nie jadam w ogóle rzeczy nie przygotowanych przez siebie. Wyjątkiem jest
      chleb, który kupuję niestety. Ale znam smak prawdziwego domowego chleba. Moja
      bratówka piecze chleb :))) A jest dość czynna zawodowo :)) Chyba jedno nie ma
      związku z drugim :)) Twoja koleżanka po prostu jest zazdrosna :)) Wiesz co ??
      Na drugi raz powiedz jej, że to Twój mąż zajmuje się pieczeniem chleba :)) A
      Ty w tym czasie siedzisz u kosmetyczki albo na siłowni :)) Wtedy wszystko
      będzie OK i pasować będzie do jej sposobu postrzegania świata :)) Pozdr.
    • zalotnica Re: kura domowa... 10.07.03, 20:14
      puchaczowa69 napisała:

      > ... tak zostałam dziś nazwana przez jedną z koleżanek z pracy. Poszło o...
      > chleb. Nie taki z piekarni pod blokiem, tylko taki własnej roboty. Kiedy
      > zaczęłam go kroić w kuchni na drugie śniadanie, rozszedł się zapach, który
      > przywabił panów, którzy zaczęli mi podbierać kromeczki itd. itd. i wydawać
      > orgazmiczne okrzyki: Boże, jakie to dobre! Kiedy wyjęłam domowej roboty
      > twaróg z rzodkiewkami i szczypiorkiem, i mleko, koleżanka, parząca sobie kawę
      > stwierdziła, że nie mam się czym zająć, skoro mam czas na takie głupoty i że
      > gotowaniem dziś nie zajmują się kobiety poważnie myślące o pracy zawodowej, a
      > jedynie kury domowe. Ludzie, litości!!! Kobiety drogie - powiedzcie - wy nie
      > gotujecie?! Uważacie to za skazę na swoim honorze?! Ja uwielbiam gotować,
      > całe to gotowe żarcie ociekające chemią i glutaminianem sodu po prostu mnie
      > brzydzi, nie wiem, jak ludzie mogą żywić się tymi wszystkimi gorącymi kubkami
      > albo innym paskudztwem w proszku. Poza tym mam w domu dwoje nastolatków - jak
      > mam w tej sytuacji nie gotować? No i mąż kocha moje jedzonko. Mam nie
      > gotować, bo to przez niektórych jest to źle odbierane?! Przecież nie robię
      > tego w godzinach pracy (nota bene w teorii pracuję w godz. 9?17, w praktyce
      > do 18-20, gotowanie wymaga ode mnie dobrej organizacji czasu i pracy). Czy to
      > po prostu była zwykła złośliwość, bo panna 27-letnia wcina tylko w bufecie
      > fasolkę szparagową, a ja bez skrępowania np. domowe risotto czy pomidorowkę?
      > )po prostru wlewam ją w termos)...
      > Ufff... Pewnie uznacie mnie za głupią, ale musiałam to z siebie wywalić.
      > Wkurzyla mnie tym swoim gadaniem i co tu mówić - sprawiła sporą przykrość.

      ...i juz widze, ze watek nie jest dla mnie...wiec uciekam...
      ale jak bedzie big party...chetnie pokosztuje...o;
      Pozdrawiam...
      • anahella Re: kura domowa... 10.07.03, 20:32
        zalotnica napisała:

        > ...i juz widze, ze watek nie jest dla mnie...
        > wiec uciekam...
        > ale jak bedzie big party...chetnie pokosztuje...o;

        No dobra, to dziewczyny beda robic zarelko na impreze a my
        dwie pojdziemy dobrac wina do konsumpcji:) Oczywiscie my
        bedziemy latac po sklepie ale butelki nosic beda panowie:)
        • puchaczowa69 to zapraszam na impreze 10.07.03, 21:30
          będzie domowy śledź z domowym chlebem i ogórem małosolnym, smalczyk i źurek
          (biała kielbaska niestety kupiona, za to jaja wiejskie). Dzieciaki zrobią
          śledzia pod pierzynką i sałatkę jarzynową, mąż postawi wino własnej roboty, a
          ja dołożę własnoręcznie pieczony schab ze śliweczką. Jak ktoś ma życzenie -
          spaghetti carbonara w try miga. Co Wy na to?
          A tak na poważni - dziękuję Wam. Kiedy powiedziałam o tym mężowi, stwierdził,
          że koleżnka nie może mi odpuścić, że ona, choć młodsza i żywiąca się fasolką,
          ma sporą nadwagę, a ja - 34-letnia mężatka - noszę wciąż rozmiar 36-38. Nie ma
          co, mam super mężczyznę. Wie, jak mnie pocieszyć. Kocham go straszecznie.
          Dzieciaki też.
          Pozdrawiam Was wszystkie cieplutko. W sobotę piekę jagodzianki, póki jeszcze
          resztki jagód moźna kupić.
          • tralalumpek Re: to zapraszam na impreze 10.07.03, 21:42
            milo sie czyta twoje wpisy, sa takie cieple, pachnace domem....
            podziwiam cie jednak za ten chleb, przepis masz strasznie pracochlonny a
            raczeju czasochlonny
          • kasia.lomanczyk Re: to zapraszam na impreze 11.07.03, 20:24
            Dokladnie tak! Zarcie barowe i restauracyjne ma najczesciej sporo kalorii. A
            domowe mozemy sobie zrobic tak jak chcemy. Najlatwiej sie tyje wlasnie na takim
            podjadaniu byle jakich "gotowcow". Wiem cos o tym, bo sama mam problem z waga.
          • zalotnica Re: to zapraszam na impreze 11.07.03, 23:27
            puchaczowa69 napisała:

            > ...W sobotę piekę jagodzianki, póki jeszcze resztki jagód moźna kupić.


            ...to ja juz "przypilnuje" tych jagodnikow...o;
        • zalotnica Re: kura domowa... 11.07.03, 23:25
          anahella napisała:

          > zalotnica napisała:
          >
          > > ...i juz widze, ze watek nie jest dla mnie...
          > > wiec uciekam...
          > > ale jak bedzie big party...chetnie pokosztuje...o;
          >
          > No dobra, to dziewczyny beda robic zarelko na impreze a my
          > dwie pojdziemy dobrac wina do konsumpcji:) Oczywiscie my
          > bedziemy latac po sklepie ale butelki nosic beda panowie:)


          ...swietny pomysl...czy jest juz jakas lista...? a co z panami...? o;
    • doroszka Re: kura domowa... 10.07.03, 22:01
      Puchaczowa, olej z góry na dół głupią lalę, która pewnie zazdrosna jest, że
      wszystkie chłopy przyleciały do Ciebie. Niestety są na świecie jeszcze takie
      toksyczne baby - wiem, choc się z nimi nie zadaję. :)
      Ale olej, mówię Ci - głupio gada, głupio sie odżywia, głupie ma spojrzenie na
      damsko-męskie i ogólnie obyczajowe sprawy.
      Pozdziwiam za świetną organizację czasu - ja pracuję w identycznych godzinach i
      też za dużo, ale gdy przychodze do domu, to ewentualnie robię jakies mało
      pracochłonne amciu (żeby nie żreć tej chemii - a już wędlin ze sklepu nie
      ruszę - poświęcam się i sama czasami robię z surowego mięska).
      Poza tym czasami w kuchni można się nieźle odstresować - takie mieszanie ciasta
      wymaga sporej siły, można sobie wyobrazić, że się miesza szefa z błotem ;)
      pozdrawiam

      Doroszka
    • lashana Re: kura domowa... 10.07.03, 23:15
      Nie przejmuj się, koleżanka jest po prostu zazdrosna, a do tego plecie komunały.
      To czy ktoś umie i lubi gotować to kwestia zdolności i umiejętnosci, a nie
      tego, czy się pracuje czy jest kurą domową. Ja jestem taką autentyczną,
      niepracującą kurą domową i owszem, dobrze gotuję, ale po prawie 19 latach
      małżeństwa nadal nie umiem piec ciast :))), piekłam dwa razy na rok - mazurki
      na Wielkanoc i pierniczki na Boże Narodzenie - bo dzieci lubiły je zdobić i co
      któryś raz przypalałam. Teraz nie piekę wogóle.
      I co, według Twojej koleżanki nie jestem kurą domową bo nie najlepsza ze mnie
      gospodyni? A moja pracująca i świetnie gotująca koleżanka jest? Plecie głupoty
      i tyle, bo Ci zazdrości.
    • niedzwiedziczka Re: kura domowa... 11.07.03, 00:11
      Odpisałam przepis na chlebek i kiedyś spróbuję :)
      Podziwiam za organizację!!! Ja gotuję wielki gar zupy i
      mięsko na 3 dni i odgrzewam w mikrofalówce, podczas
      gotowania ziemniaków. Od czasu do czasu robię coś
      pracochłonnego i mąż się dziw, że mi się jeszcze chce.
      Ale czegóż się nie robi dlatych, których sięmkocha :)
      A koleżank zazdrosna po prostu, bo sama tak nie umie :P
    • gwen_verdon Re: kura domowa... 11.07.03, 17:08
      Niczym się nie przejmuj. I podziel się przepisem na chleb :)
    • Gość: kobita1 Wielka Dama - KUCHARKA!!! IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 11.07.03, 18:23
      "Poprzez gotowanie staralam sie wyrazic moja radosc. Przysmaki, ktor gotuje dla
      dzieci, rodziny i przyjaciol swiadcza o moim dla nich uczuciu. Jest to rzecz,
      ktora mnie niezmiernie cieszy i na ktora zawsze znajduje czas"

      Kura domowa, prawda?

      Otoz - Drogie Panie gotujace i niegotujace - autorka tych slow jest Wielka
      Dama, inicjatorka i bywalczyni najwiekszych salonow swiata!!! Gotujaca
      najznamienitszym postaciom XX wieku, ktore do tego wszystkiego poczytywaly to
      sobie za najwyzszy honor i zaszczyt!!!! KUCHARKA!!! I TO JAKA!!!

      Moja Droga Padalcowo!!! W chwili slabosci kup swojej samotnej,
      nieszczesnej "kolezance" z pracy ksiazke "Kuchnia Neli" autorstwa Neli
      Rubinstein. Jesli posiada ekskluzywna umiejetnosc "czytania ze zrozumieniem"
      moze cos zrozumie????
    • snow.white Niczym sie nie przejmuj!!!!! :)) 11.07.03, 18:28
      ja tez uwielbiam gotowac i nie zamierzam przestawac robic tego,co sprawia mi-i
      innym,bo dobrze gotuje :)-przyjemnosc,tylko dlatego,ze ktos uwaza,ze to
      staroswieckie!! :)))

      jesli masz czas i ochote-to tylko zazdroscic Twoim bliskim-bo nie ma nic
      lepszego,niz wyprodukowany w domu twarozek :)))

      pozdrawiam!! :))
    • Gość: kobita1 Wielka Dama - KUCHARKA!!! IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 11.07.03, 18:35
      Tfuuuu!!!! Zwierzeta mi sie pomieszaly.... Moja Droga Puchaczowa oczywiscie :)))
    • moboj Re: kura domowa... 11.07.03, 23:37
      cześć.
      uwielbiam gotować i piec ciasta. robię to, bo lubię i nie dopisuję do tego
      żadnej ideologii. znając mój charakter to na pewno nie weszłabym do kuchni i
      nie stanęła przy garach, gdybym nie miała do tego przekonania.
      gotujemy na zmianę: ja i mój partner - także jest świetnym kucharzem - za jego
      placki ziemniaczane dałabym się pokroić.
      a gadanie koleżanek z pracy trzeba po prostu "olać" i tyle:)
      pozdrawiam piekące, gotujące i duszące...:)
      • Gość: siwa Re: kura domowa... IP: 62.65.141.* 12.07.03, 17:42
        nie wyobrazam sobie, zeby w domu nie bylo swierzo ugotowanego obiadu.
        oczywiscie sa sytuacje nadzwyczajne, kiedy trzeba zadowolic sie np. kanapka,
        ale normalnie dla mnie jest nie do pomyslenia, zebym nie zrobila obiadu dla
        mojego mezczyzny i dla siebie.

        jeszcze pare lat temu bylam "zielona" w sprawach kuchni, ale jak trzeba bylo
        poradzic sobie samemu (bez pomocy pachnacego obiadku mamy), nie wytrzymalam
        dlugo na "gotowcach" i zaczelam kombinowac. wtedy odkrylam w sobie zamilowanie
        do kuchni. juz samo gotowanie sprawia mi opgromna radosc, a jak jeszcze moj
        ukochany skwituje posilek slowami "ale dobry obiad ugotowalas", to mam ochote
        skakac z radosci. gotowania czy pieczenia nie okreslam mianem "sterczenia w
        kuchni". lubie wynajdywac rozne ciekawe przepisy i eksperymentowac. a to wcale
        nie takie latwe, bo w kraju, gdzie teraz mieszkam, brakuje wielu potrzebnych mi
        skladnikow do niektorych potraw. tutejsza kuchnia jest malo zjadliwa. oni tu
        wszyscy co tydzien ida do supermarketu i wyladowuja wozki po brzego daniami
        gotowymi albo polproduktami. dlatego za kazdym razem, kiedy jestem w Polsce,
        wybieram sie na ogromne zakupy, zeby uzuplenic potrzebne mi produkty :-).

        jednak nie uwazam, ze jestem kura domowa. lubie gotowac, a czas wolny spedzam
        zwykle robiac na drutach sweterki wlasnego pomyslu. twoja kolezanka jest
        najzwyczajniej w swiecie zazdrosna, pustla lala, bo nigdy nie doznala
        przyjemnosci, kiedy na imprezie wszyscy goscie chwalili np. przygotowana przez
        nia pieczen. niczym sie nie przejmuj, skoro tobie sprawia to przyjemnosc, to
        niech sobie strzepi jezyk ile chce, olej ja i juz.

        p.s. przepis na chlebek tez sciagnelam, ale z wykonaniem bede musiala poczekac
        na najblizsza wizyte w Polsce, bo tu z niektorymi skladnikami krucho, ech.
        • Gość: tralalumpek Re: kura domowa... IP: *.35.11.vie.surfer.at 12.07.03, 20:11
          Gość portalu: siwa napisał(a):

          .....> p.s. przepis na chlebek tez sciagnelam, ale z wykonaniem bede musiala
          poczekac
          > na najblizsza wizyte w Polsce, bo tu z niektorymi skladnikami krucho, ech.


          a w jakimże to kraju nie można kupić mąki?
          • Gość: siwa Re: kura domowa... IP: 217.20.200.* 18.07.03, 17:19
            Gość portalu: tralalumpek napisał(a):

            > a w jakimże to kraju nie można kupić mąki?

            chodzilo mi raczej o dobry kefir czy maslanke. maslanki tu nie uswiadczysz, a
            kefir raz probowalam i wiecej sie nie odwaze. bede musiala sprobowac z tym
            zsiadlym mlekiem. chociaz jak kiedys zrobilam, to tez smakowalo jakos dziwnie,
            ale moze do chlebowego ciasta sie nada.

            jezeli zas chodzi o maki, hm mogla bys sie zdziwic i w tym wzgledzie. tu nie
            ma podzialu na make zytnia, pszenna, razowa itp. maki maja rozne nazwy, ale
            raczej pochodza one od potraw, ktore mozna z nich zrobic. sa to zwykle
            mieszanki roznych mak, albo maki z czyms tam jeszcze na rozne np. kluski.
            jednak widzialam make, z ktorej teoretycznie mozna upiec chleb (tak stoi na
            opakowaniu, sama nie probowalam), wiec z tym sobie raczej poradze.

            gorzej jest ze slodkimi ciastami, bo maki ziemniaczanej tu nie znaja. maku tez
            nigdy nie widzialam. o galaretce mozesz tylko pomarzyc. dlatego zawsze z
            Polski przywozimy pelny bagaznik roznych spozywczych rzeczy.

            acha, ten dziwny kraj to Szwajcaria. poza tym, ze kuchnia jest malo zjadliwa,
            pomijajac oczywiscie sery, potrawy serowe i slodycze, mieszka sie tu naprawde
            milo i wygodnie.
            • tralalumpek Re: kura domowa... 18.07.03, 21:16
              Gość portalu: siwa napisał(a):

              > Gość portalu: tralalumpek napisał(a):
              >
              > > a w jakimże to kraju nie można kupić mąki?
              >
              > chodzilo mi raczej o dobry kefir czy maslanke. maslanki tu nie uswiadczysz,
              a
              > kefir raz probowalam i wiecej sie nie odwaze. bede musiala sprobowac z tym
              > zsiadlym mlekiem. chociaz jak kiedys zrobilam, to tez smakowalo jakos
              dziwnie,
              > ale moze do chlebowego ciasta sie nada.
              >
              > jezeli zas chodzi o maki, hm mogla bys sie zdziwic i w tym wzgledzie. tu nie
              > ma podzialu na make zytnia, pszenna, razowa itp. maki maja rozne nazwy, ale
              > raczej pochodza one od potraw, ktore mozna z nich zrobic. sa to zwykle
              > mieszanki roznych mak, albo maki z czyms tam jeszcze na rozne np. kluski.
              > jednak widzialam make, z ktorej teoretycznie mozna upiec chleb (tak stoi na
              > opakowaniu, sama nie probowalam), wiec z tym sobie raczej poradze.
              >
              > gorzej jest ze slodkimi ciastami, bo maki ziemniaczanej tu nie znaja. maku
              tez
              > nigdy nie widzialam. o galaretce mozesz tylko pomarzyc. dlatego zawsze z
              > Polski przywozimy pelny bagaznik roznych spozywczych rzeczy.
              >
              > acha, ten dziwny kraj to Szwajcaria. poza tym, ze kuchnia jest malo
              zjadliwa,
              > pomijajac oczywiscie sery, potrawy serowe i slodycze, mieszka sie tu
              naprawde
              > milo i wygodnie.



              wiesz co, gdybym nie była nigdy w Szwajcarii i nie mieszkała sama w Austrii to
              może byś mnie rozczuliła tym wywodem....
              a woreczek z ziemią zabrałaś z Polski, taki biały płócienny...?
              • Gość: siwa Re: kura domowa... IP: 217.20.199.* 18.07.03, 21:37
                nikogo nie mialam zamiaru niczym rozczulac. po prostu tutejsza kuchnia mi nie
                smakuje, a przeciez nie moge codziennie jesc na obiad founde czy raclett, bo
                wazyla bym chyba ze sto kilo. po prostu mam to szczescie, ze jestem czesto w
                Polsce i moge przywiezc sobie wszystko, co lubie, a czego tu nie ma.

                a tak na marginesie, Szwajcaria i Austria to raczej za wiele wspolnego nie
                maja, poza gorami. dla scislosci, w Austrii tez bylam. Szwajcaria ladniejsza.
                • tralalumpek Re: kura domowa... 18.07.03, 21:44
                  Gość portalu: siwa napisał(a):

                  > nikogo nie mialam zamiaru niczym rozczulac. po prostu tutejsza kuchnia mi
                  nie
                  > smakuje, a przeciez nie moge codziennie jesc na obiad founde czy raclett, bo
                  > wazyla bym chyba ze sto kilo. po prostu mam to szczescie, ze jestem czesto w
                  > Polsce i moge przywiezc sobie wszystko, co lubie, a czego tu nie ma.
                  >
                  > a tak na marginesie, Szwajcaria i Austria to raczej za wiele wspolnego nie
                  > maja, poza gorami. dla scislosci, w Austrii tez bylam. Szwajcaria ladniejsza.


                  ja myślę, że my sie po prosty "rozjeżdżamy" w pojmowaniu świata
                  sorry
    • tamagochino1 Re: kura domowa... 12.07.03, 20:24
      Jak dotąd poznałam w życiu tylko dwie kobiety, które mogłabym podciagnąć pod
      kategorię "kury domowej" - osoby, które poza granicami swojej zagródki, kuchni,
      mieszkania czuły się zagubione i zagrożone do tego stopnia, że postawę kobiet,
      które w swiecie "zewnetrznym" radzą sobie dobrze głośno okreslały jako
      nienaturalną. Żadna z nich nie była dobrą kucharką ;)
      Ja nie znoszę gotować. Robię to, bo muszę, ale spędzenie przy garach dłuzej niz
      godziny to dla mnie marnowanie czasu. Nigdy jednak nie narzucałam nikomu
      swojego widzimisię, każdy ma prawo tak spędzać czas, jak mu sie podoba i
      koniec, a to czy ktoś jest kurą domową nie ma z umiejętnościa kucharzenia nic
      wspólnego. "Męskość" facetów juz od jakiegoś czasu nie jest oceniana na
      podstawie umiejętnosci naprawy zelazek i wbijania gwoźdźi w ścianę ;)
Pełna wersja