felietonista
18.09.07, 10:27
Ogarnia mnie ostatnio okrutna niechęć do aktywności. Siedzę za
biurkiem - nie chce mi się wstać do drukarki, pójście do kuchni i
zrobienie sobie picia jest dla mnie strasznym problemem. Tak spędzam
ponad 8 godzin w pracy. Zajęcia w niej mam jak na lekarstwo. Bywa,
że mam do napisania jedno pismo w ciągu całego dnia i to wszystko. I
tak już od kilkunastu dni. Sądzę, że to z tego powodu czuję tę
straszną niechęć do wszelkiego ruchu. Doszło do tego, że jak już mam
coś zrobić, to z kolei też już mi się nie chce. Czuję się jakbym
miała depresję jakąś.
Co gorsza ten stan przenosi się za mną do domu. Dojeżdżam do domu,
nie chce mi się wysiadać z samochodu. Jak już przejdę przez próg, to
dopóki stoję, mogę cokolwiek zrobić, przygotowuję obiad, postawię
pranie, ogarnę z grubsza m mieszkanie. Siadamy do obiadu, po którym
oczywiście już nawet nie chce mi się podnieść, najchętniej
położyłabym się podrzemać, czuję znużenie. Z domu wyciągnąć mnie
można tylko siłą, o ile jest to konieczne. Nie chcę też sprawiać
zawodu rodzinie, więc wysilam się i idę z nimi na rolki. No
dosłownie NIC MI SIĘ CHCE.
Nie chce mi się rano stroić, żeby wyglądać porządnie, najchętniej
zakładam dżinsy i sweter, bo przy tym nieustannie mi zimno. Seksu
też mi się nie chce. Wiem, że jak tak dalej pójdzie to dojdzie w
mojej rodzinie do jakiegoś kryzysu. Ale naprawdę, naprawdę tak mi
się nie chce, że mając tego świadomość, lenistwo bierze górę.
I nie wiem, czy rozlazłam się tak z tej bezczynności w pracy, do
której wcześniej nie przywykłam, bo zawsze miałam przeciwnie, czy
też to początek jakiejś cholernej depresji?
Co mam zrobić, żeby mi się chciało? Dać sobie po dupie, czy iść z
tym się przebadać?