moj niemaly problem

25.09.07, 16:44
witam. od jakiegos poltora roku jestem w zwiazku z kims, z kim mam 4
miesiecznego synka. chyba stalo sie tak, ze jestem z nim, bo bylo
nam razem dobrze, moze oboje potrzebowalismy kogos, czulismy sie
samotni. teraz nie jestem pewna co miedzy nami jest. od 9 miesiecy
on nawet nie probowal kochac sie ze mna, nawet kiedy brzuszka nie
bylo jeszcze zbytnio widac. teraz nadal nic sie nie zmienilo.
usprawiedliwia to malym popedem seksualnym. probuje go zrozumiec. z
drugiej strony wiem, ze kazdy jego zwiazek rozpadal sie z braku
seksu. winil kobiety za to ze zawsze bylo tak samo. jednak
zauwazylam kilka miesiecy temu, ze on woli robic to sam ze soba.
probowalam kilkakrotnie o tym rozmawiac. zawsze konczylo sie
klotnia, bo to nie prawda, bo czy ja to widzialam?, bo okazalo sie
ze jestem nimfomanka. probowalam z nim rozmawiac, zapytac jak dlugo
tak bedzie, odpowiedzial ze nie wie, bo zadna kobieta nie dala mu
szansy sie o tym przekonac.
ostatnio bardzo czesto sie klocimy. chyba brakuje mi poczucia
bezpieczenstwa. czasem mowi ze mnie kocha i ze chce byc ze mna i nie
mysli o nikim innym. z drugiej strony, kiedy sie klocimy, mowi ze
czasem nie ma ochoty wracac do domu, i zastanawia sie czy po
powrocie z pracy do domu nie okaze sie ze mnie tam juz nie ma bo
wyjechalam z malym do polski. prawde mowiac, zanim o tym wspomnial,
nigdy nie przyszlo mi do glowy zrobic czegos takiego. zrobic to
komus kogo kocham. przynajmniej mi sie wydaje.
tak wiec ostatnio nawet pocalowac go nie moge, bo pyta co ja robie.
musze go czesto prosic zeby mnie chociaz przytulil, kiedy jest mi
zle, gdyz spedzam cale dnie z malym i czasem chce pozbyc sie
wewnetrznego stresu.
sama nie wiem, co staram sie powiedziec. chcialabym, aby byl taki
jak kiedys, abysmy byli blisko. wiem, ze woli byc z wlasna reka niz
z kazda z jego kobiet. moze to jest jego sposob na pozbycie sie
drugiej polowki. jakos to brzmi strasznie. z drugiej strony jest
opiekunczy. i to chyba tyle. zauwazam, ze z dnia na dzien jest coraz
gorzej. chyba ja tak czuje. bo jestem z facetem, ktorego jeszcze
chyba kocham, pragne, z ktorym cholernie ciezko jest tak po prostu
lezec obok w lozku, zyc obok siebie, a nie razem. ktory kaze mi zyc,
jakbysmy sie nie znali. przeciez ja go kocham. i pragne. i chce byc
z nim blisko. chcialabym mu pomoc. pomoc nam. nie wiem, jak mam z
nim rozmawiac. nie chce sie przyznac, ze woli wlasna reke niz mnie.
wiec przestalam sie o to klocic. do czasu az mnie znow zaboli. bo to
zadna przyjemnosc, kiedy wlasny facet nie chce cie dotknac, a kiedy
calujesz go zbyt dlugo, wymysla pretekst zeby przerwac.
bardzo chcialabym jakos uratowac ten zwiazek. jesli sie da. z
drugiej strony, zastanawiam sie, bo jakos tak oczywiste jest ze
jednak moze mu nie zalezy i nie wypada mu zostawic kobiety z
dzieckiem. kilka dni temu kiedy poklocilismy sie znowu, powiedzial
ze jest ze mna tylko dla malego. powiedzialam ze w takim razie to
nie ma sensu, no bo taka jest prawda. pozniej powiedzial ze nie
chcial zeby to tak zabrzmialo.
zazwyczaj przy innych wydaje sie ze mna szczesliwy. czy to jest
tylko na pokaz? nie mam pojecia. niczego juz nie jestem pewna. wiem
tylko, ze to co jest miedzy nami jest puste takie jakies. nie o to
chodzi ze chce seksu, tak jak on twierdzi. ja po prostu pragne jego.
mojego mezczyzny. jednak kiedy on mnie odpycha nie wiem co mam
myslec. nie wiem jak sobie z tym radzic.
nie wiem co mam robic, czy probowac naprawic cos, czego moze juz nie
ma? czy zrezygnowac? w czasie klotni mowi ze jesli chce moge isc. on
nie bedzie mnie zatrzymywal. bo to nie jemu cos nie pasuje, tylko
mi, ze nie pasuje mi taki jaki jest.
z drugiej strony chce, zebysmy byli normalna rodzina. ja rowniez
tego chce. tylko nie wiem jak do tego podejsc.

dziekuje, za przeczytanie do konca, a jesli ktos podsunie mi jakas
rade, rowniez dziekuje bardzo. pozdrawiam.
    • cloclo80 Re: moj niemaly problem 25.09.07, 17:20
      Czy delikwent był przy porodzie?
      • kubusiowa_butelka Re: moj niemaly problem 25.09.07, 17:31
        byl, bylismy razem, wydawal sie wtedy chyba szczesliwy.
        zauwazylam tez, ze na poczatku kiedy maly plakal, byl czesto
        poddenerwowany itp. wtedy to ja bylam dla niego podpora. teraz
        maluch sprawuje sie coraz lepiej, i moj C. spedza z nim wiecej
        czasu, rozmawiaja, gaworza i smieja sie do siebie. ale to przez
        jakies gora 15-20 min. ale teraz mnie czasem potrzeba wyrzucic z
        siebie stres, po prostu porozmawiac i uslyszec ze bedzie dobrze, ze
        sobie poradzimy. ale za to on doluje mnie jeszcze bardziej. mowiac
        ze bedac jaka jestem go od siebie odpycham. bo probuje go przytulic
        czy pocalowac po powrocie z pracy. ale ja czasem tylko patrzac na
        niego go pragne. czy to jest normalne? czy to moja wina czy jego?
        czy powinnam przetrwac ten czas i poczekac az sie zmieni i bedzie
        tak jak kiedys, czy tez nie miec nadzieji, spojrzec z boku i
        dostrzec ze to wszystko ma mi pokazac ze miedzy nami nic juz nie ma?
        • feenstra Re: moj niemaly problem 25.09.07, 17:36
          Nie jest to normalne. Pan kwalifikuje się do terapii. Ale pewnie go
          tam nie zaciągniesz.. Współczuję Ci
          • kolorowaona Re: moj niemaly problem 25.09.07, 17:42
            moim zdaniem on ma problem z seksem- nie ty.jest zimny,nie
            potrzebuje czułości a mimo to jest z tobą. serio powinniscie pójsc
            do seksuologa. sama mu nie pomozesz.
    • kubusiowa_butelka Re: moj niemaly problem 25.09.07, 19:52
      dzisiaj po powrocie z pracy dal mi pierwszego namietniejszego cmoka
      od niepamietam kiedy. i powiedzial ze kiedy przed poludniem bylam
      odwiedzic go w pracy z naszym maluchem znajomi mu mowili ze dobrze
      wygladam, nie jak po dziecku. wiec pocalowal mnie i powiedzial, ze
      to przeciez jego kochanie.
      nie powiem, zaskoczylo mnie to ogromnie. ale wiem, ze poza tym nic
      sie nie zmieni.
      rozmyslalam rowniez o tym, ze moze jakas fachowa porada by nam
      pomogla. jednak podejrzewam, ze on na to sie nie da namowic. kiedys,
      zartem zasugerowalam, ze powinien zazyc viagry. ale jak to
      mezczyzna, z nim wszystko jest ok.
      tylko ze kiedy on kaze mi sie trzymac na dystans, kiedy ja chce
      czasem czegos wiecej, musze sie zmusic, zeby sie tych mysli pozbyc.
      zeby nie bylo kolejnej klotni " bo buziak byl za dlugi". ale prawda
      jest taka, ze musze sie trzymac na dystans, zapomniec, co mozna czuc
      do kogos z kim sie jest, zeby bylo dla niego w porzadku. to mnie nie
      ukrywam doluje lekko. przeciez nie na tym zwiazek polega. jakas
      durna nadzieje mam ze kiedys sie to polepszy. ale nie wiem, ile
      mozna tak trwac. z jednej strony czekac i dac komus czas, probujac
      wyrozumialym, z drugiej miec taka podswiadoma mysl, ze byc moze
      lepiej mu samemu i moze nigdy sie to nie skonczy.
      • syriana Re: moj niemaly problem 25.09.07, 20:22
        viagra nie jest lekiem na niski popęd ale na problemy z erekcją, więc ten pomysł
        możesz sobie darować

        zasadniczo widzę u Ciebie dwa problemy:

        pierwszy - to chyba zwykły kryzys po urodzeniu dziecka, oddalenie się od siebie
        parterów, Twoje skupienie na małym
        jesteście dość krótko ze sobą, dziecko pojawiło się szybko, więc całkiem możliwe
        (zresztą sama to poniekąd przyznajesz) że może wcale o wielkiej miłości mowy nie
        było, po prostu miły związek, fajny czas razem i dziecko, które z musu Was na
        siłę trochę scementowało

        po drugie i chyba ważniejsze - to kluczowa wydaje mi się informacja, że jego
        poprzednie związki z powodu seksu się rozpadały

        i to chyba nie tylko o niskie libido chodzi, ale szerszą oziębłość emocjonalną,
        może facet nie potrafi przyzwyczaić się do myśli że rodzinę już de facto
        tworzycie, skoro jakieś dziwne myśli o Twoim powrocie do kraju go nachodzą

        podsumowując, wygląda to raczej na poważniejszą rzecz
        nie chce mówić z Tobą o swoich nawykach, nie bardzo widzi o co masz pretensje,
        więc zdecydowanie seksuolog, tudzież jakiś psycholog może nawet by się mu (Wam
        razem) przydał

        ale nie żartuj na ten temat tak jak z viagrą
        poważnie podejdź do tematu bo i o Twoją i dziecka przyszłość chodzi
        pewnie słuchać nie będzie chciał, napisz sobie wszystkie argumenty na kratce i
        wyłuszcz spokojnie

        tak się nie da żyć na dłuższą metę, więc grasz o dużą stawkę
        • adriannna1 Re: moj niemaly problem 25.09.07, 20:41
          A moze twoj partner jest gejem?
          Statystycznie co 10 mezczyzna nim jest, w PL wiadomo jak to sie
          traktuje - i niestety, spora czesc spoleczenstwa zyje
          nieszczesliwie - niszczac jeszcze dodatkowo niewinnych partnerow.
    • modliszka24 Re: moj niemaly problem 26.09.07, 14:05
      zostaw go
      • 83kimi Re: moj niemaly problem 26.09.07, 14:31
        Z tego co piszesz wynika, że zaszłaś w ciążę po ok 5 miesiąch
        znajomości. To bardzo wcześnie, zbyt wcześnie, by dobrze się poznac.
        Bardzo możliwe, że on tego dziecka nie chciał i teraz zwyczajnie boi
        się, by nie przyszło na świat kolejne. Porozmawiaj z nim szczerze,
        jeśli on Cię nie kocha - chyba jedynym wyjściem jest rozstanie.
    • kubusiowa_butelka Re: moj niemaly problem 26.09.07, 16:49
      no coz,
      do syriana: nie wiem, moze jest to jakies niskie samopoczucie z
      mojej strony, gdyz bycie odpychana nie wplywa korzystnie na kobiete,
      ktora niedawno urodzila dziecko i czuje, ze facet nie chce byc kims
      wiecej niz kolega. bo tak sie czasem czuje. ale nie jest tak, ze
      zajmuje sie tylko dzieckiem, bardzo sie staram byc z moim C. kiedy
      maluch spi albo siedzi sam w krzeselku obok. staram sie, aby nie
      mial powodu do myslenia, ze odepchnelam go na bok.
      znalam go duzo wczesniej, zanim bylismy razem, potem jakos po pol
      roku zaszlam w ciaze. postanowilismy razem tego maluszka wychowac,
      nie dyskutowalismy o innych opcjach. nie planowalismy tego, ale po
      przyzwyczajeniu sie do tej mysli, oboje na niego czekalismy.
      jeszcze jedno. chyba postaram sie dowiedziec, z kim moglabym
      porozmawiac, moze najpierw sprobuje sama, a jesli bedzie trzeba
      sprobuje jakos go namowic aby udal sie tam ze mna. w koncu oboje
      chcemy byc razem. moze nie potrafimy sie jeszcze w tym odnalezc,
      moze potrzebna jest jakas fachowa pomoc. jezeli nie dla niego, to
      dla mnie, bo sobie z tym nie radze. nie jestem pewna, ze sie zgodzi,
      ale bede musiala sprobowac. dziekuje ci.
      do adriannna1: nie wydaje mi sie, aby pociagali go faceci, raczej
      woli krotkie damskie spodniczki.
      do 83kimi: jestesmy ze soba poltora roku, ale znam go ponad 3 lata,
      troche znalismy wiec swoje dobre i zle strony, ale niektore odkrywa
      sie dopiero mieszkajac i bedac z kims. kiedy dowiedzialam sie, ze
      jestem w ciazy, sama bylam troche zszokowana, i pamietam ze
      powiedzialam, ze nie oczekuje, zeby zostal ze mna jesli nie chce
      mnie i dziecka. oberwalo mi sie za to co powiedzialam, powiedzial ze
      skoro jestem w ciazy, to bedziemy oboje rodzicami.
      nie bylo sugestii zebysmy to przedyskutowali. a teraz z dnia na
      dzien spedzaja ze soba wiecej czasu, lubi sie synkiem chwalic,
      odwiedzac z nim rodzine i znajomych.

      ale co jest miedzy nami, nie jestem pewna. czasem mysle, ze
      powinnismy sie bardziej postarac, bo w koncu stalismy sie rodzina.
      ale moje starania chyba tylko go odpychaja. nie wiem jak, no ale na
      to wychodzi. wiec sprobuje z tym zyc, przez jakis czas. chyba
      ostatnim ratunkiem bedzie rozmowa z jakims profesjonalista. kiedys w
      koncu musi sie zmienic. albo na lepsze, albo na lepsze bez siebie.
      bo nie chce go krzywdzic, jesli wymagam czegos, czego nie moze mi
      dac, a jemu nie jest dobrze ze mna taka, jaka jestem.
Pełna wersja