Czy brać rozwód, czy czekać?????

07.10.07, 15:15
Proszę poradzcie mi co mam zrobć? Nie chcę już truć głowy moim
znajomym i mojej mamie,nie chce im już zawracać głowy swpoimi
problemami, każdy ma swoje, dlatego zwracam się do Was, drodzy
forumowicze, forumnianie (czy jak tam się odmienia).
Nie mogę się dogadać z moim mężem, nie wiem co się ostatnio dzieje
ale nie mam już do niego siły i zdrowia.Może ktoraś z Was była albo
jest w podobnej sytuacji i coś mi poradzi, bo mnie brak już pomysłow.
Chodzi o to, że we wszystkich sprawach mój mąż jest na "nie". O
cokolwiek go nie poproszę, cokolwiek chcę zrobić czy zmienić w życiu-
wszystko jest na "nie - bo nie". O cokowliek, muszę z mężem staczać
batalie i wojny. Nie wiem ale to chyba jest już nienormalne.
Podam przyklad , niestety jeden z wielu. Obecnie jesteśmy 17 lat po
slubie, mamy 2 dzieci,dwoch synów, itd.
Mieszkaliśmy w kawalerce, po mojej babci -30 m, mieszkaliśmy tam we
trójkę (mlodszy syn się jeszcze nie urodził). Obydwoje pracowaliśmy,
studiowaliśmy, starszy syn chodził do szkoły podstawowej. Całe
mieszkanie, tj. pokój było zagracone. Do tego dochodziła nauka nasza
i dziecka. W końcu postanowilam że trzeba coś z tym zrobić.No i
oczywiście tutaj cały ciężar tego "coś" spadł na mnie. To ja
musialam szukać większego mieszkania, to ja musialam chodzić i
oglądać, bo mój mąż nie miał na to czasu, pracował, ja tez
pracowałam (ale mąż uznał, że skoro sama tego chciałam to mam
zalatwiać).Kiedy w końcu znalazlam mieszkanie, mąż łaskawie
zaakceptował i za moją namową zaczął zalatwiać kredyt(miał z tego
tytułu większe ulgi, itd).W końcu załątwiliśmy sprawę. Ale zanim
doszło do tego załatwienia , musiałam z mężem stoczyć niejedną walkę
i wytłumaczyć mu, że tak dalej nie możemy miekszać. Okazało się że
jemu było całkiem wygodnie w tym "kurniku" (jak ja to nazywam).Ale
to jest tylko jeden z przykładów. Tak samo miałam kiedy chcialam
kupić samochód i to wcale nie jakiś luksus tylko zwyczajny, używany,
najlepiej jeszcze w dobrym stanie. Też musiałam z mężem stoczyć
bój, bo mąż uważał, że po co nam samochód, tyle obywaliśmy się bez
samochodu to i teraz nie musimy mieć. Tak długo chodziłam i gadałam
mu za uszami na ten temat, że w końcu dokonaliśmy zakupu. Trwało to
ok. 1-1,5 roku. To samo mamy z innymi sprawami, ciężko mi z nim
cokoliwek uzgodnić, ustalić. Ja robię 3 kroki do przodu, a mąż 2 do
tyłu.Powiedzcie czy warto się dalej z takim człowiekiem szarpać?
Dlaczego facetom jest tak ciężko coś wytłumaczyć, nie wiem może to
chodzi o to, że mąż boi się podjąc jakichkolwiek decyzji, może nie
chce sobie tym wsyzstkim zawracać głowy, może ma dosyć, że ja "coś"
ciągle chce od niego, a on już nie chce niczego w życiu. Tylko
wydaje mi się to dziwne, bo człowiek bo to żyje i pracuje żeby coś z
tego mieć, żeby się rozwijać, żyć lepiej, wygodniej, upraszczać
sobie życie, ktore i tak na co dzień jest cholernie trudne. Wszyscy
dookoła się dziwią "co ty chcesz, masz dobrego męża, spokojnego"
tylko co mi z tego jego spokoju jak z nim nic nie mogę załatwić a
jak już, to musze staczać walki. czy to jest jakieś głupie
udawadnianie że facet musi mieć rację?
Napiszcie czy uważacie że mam rację czy nie mam. Czy rzeczywiście
jestem wymagającą osobą.17 lat się tak męczę i mam już dość.
Wspomnialam mężowi, że chyba czas się rozstać skoro mamy zupełnie
inne poglądy na wiele tematow a nie mamy żadnych wspólnych.
    • thelma3333 Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 07.10.07, 15:19
      pozwole sobie na wypowiedz, mimo ze taka sytuacja jest mi obca
      • thelma3333 Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 07.10.07, 15:21
        moim zdaniem jestescie po prostu kompletnie rozni
        twoj maz albo jest takim leniem, albo nie ma zadnych potrzeb, tak
        bywa
        watpie zeby nagle przeszedl metamorfoze i z przebojowego faceta stal
        sie takim misiem, pewnie zawsze taki byl, a skoro wybralas go na
        meza, to coz...
    • kulka100 Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 07.10.07, 15:23
      Twoj maz to du...a i len! ale przeciez 17 lat temu sama go wybralas.
      • irmina-live Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 07.10.07, 15:48
        kulka100 napisała:

        > Twoj maz to du...a i len! ale przecież 17 lat temu sama go
        wybralas.
        Tak, wybralam ale 17 lat temu był zupelnie inny.
        Poza tym dochodzi tu jeszcze problem mojego ciągłego szukania
        pracy.Owszem zanjduje pracę ale mam różne , czasem większe czasem
        mniejsze przerwy w zatrudnieniu. Powiedzialam mężowi, że zaczyna
        wykorzystwywac już tą sytuację, bo on cały czas pracuje a ja nie.
        Przez to nie mogę: wziąć żadnego kredytu ani pożyczki, co z kolei
        uniemożliwia zrobienie jakiś inwestycji w domu. Teraz z kolei walczę
        z mężem o kolejny samochód, bo ten który kupiliśmy ma już 9 lat a
        poza tym na obecne czasy to już kiepska marka. Ciągle się psuje i
        ciągle trzeba go reperować. Drugim problemem jest nasz starszy syn
        gimnazjalista,z ktorym sa wieczne problemy - niby mąż ingeruje kiedy
        zaczyna "brykać" ale .... Kolejnym problem jest matka męża. Niby nam
        tylko radzi ale widzę, że mąż jest bardzo podatny na jej sugestie.
        Mnie się tak bezwarunkowo nie słucha.
        Dostaliśmy od teściów trochę kasy i tylko dlatego mąż zaczął
        remontować kuchnie ale myslę, że gdyby nie pieniądze od teściów, nie
        przyszło by mu do głowy, żeby np. samemu przeprowadzić
        remont.Chcialam za te pieniądze kupić samochód bo jest nam bnardzo
        potrzebny ale teściowie postawili warunek, że na samochód nam nie
        dadzą tylko mamy zainwestować w mieszkanie. Aha..resztę kwoty
        musieliśmy pod żądaniem teściów - splacić kredyt (mamy kredyt
        mieszkaniowy -20 letni).Niby z jednej strony dobrze, bo mogliśmy
        część splacić (nie cały) ale z drugiej strony - rata tego kredytu
        nie jest teraz aż tak bardzo wysoka, moglibyśmy dalej go spokojnie
        splacać a reszte pieniędzy wykorzystać na inne potrzeby ale mąż sie
        ugiął naciskom rodziców i zrobił tak jak chcieli oni.

        Poza tym, nie piszcie takich rzeczy że sama go sobie wybralam,. Tak,
        wybralam, ale bylismy wtedy młodzi, zaczęliśmy mieszkać od razu na
        wlasnym, obydwoje pracowaliśmy, ja wtesy mogłam tez brać różne
        pożyczki i inwestować w mieszkanie, m.in. zainwestowalam w swoje
        wykształcenie, itd. jak się jest mlodym i pieknym to świat stoi
        otworem. Myslimy, że tak pięknie to będzie zawsze po wieki wieków
        amen.A życie weryfikuje.
        Bardziej przychylę sie do tego, że jesteśmy bardzo róźni w sposobie
        bycia, w charakterach. Teraz po tylu latach zaczęło mi to
        przeszkadzać.Dlatego chcialąbym żebysmy się rozstali bo mąż mnie we
        wszystkich sprawach blokuje. Wiem wiem, że dzieci, krzywda,
        nieszczęście itd Ale czy ja nie mam prawa żyć szczęśliwie? A skoro
        nie mogę porozumieć się z wlasnym mężem to może lepiej żyć samej???
        • kulka100 Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 07.10.07, 15:55
          No to jak widzialas ze po 17 latach sie zmieni to o czym tutaj
          dykutowac? Ty rz pracujesz raz nie, a Twoj maz caly czas, nie dosc
          tego to jego rodzice daja kase, wiec on raczej jest gora. 9 letni
          samochod? Stary typ na te czasy? 9 letni samochod w Polsce to
          jeszcze nie taki grat. A moze Ty wymagasz za duzo od Twojego meza?
          Oczywiscie tez przeanalizuj jak Ty sie zminilas przez te 17 lat.
          • oka2 Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 08.10.07, 09:43
            jestem z Toba Irmina
        • souls_hunter Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 07.10.07, 15:59
          > Ale czy ja nie mam prawa żyć szczęśliwie? A skoro
          > nie mogę porozumieć się z wlasnym mężem to może lepiej żyć samej???

          A za co sie utrzymasz skoro masz problemy z praca? Kto utemperuje rozbrykanego gimnazjaliste? Moze twoj maz sie po prostu panicznie obawia ze te wszystkie inwestycje sa praktycznie na jego glowie i ze ktoregos dnia po prostu nie starczy kasy. Moze o to chodzi? Co do tesciow skoro wam pozyczyli/dali piniadze to chyba maja jakies prawo zadecydowac na co beda przeznaczone.
          Porozmawiaj z mezem na spokojnie, powiedz co cie boli i dlaczego, dlaczego sie tak szarpiesz czego chcesz dla WAS nie dla siebie (bo moze on to tak odbiera). Powalcz jeszcze o was. A jesli odejscie bedzie ostatecznoscia i inaczej sie nie da - odejdz.
          • irmina-live Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 07.10.07, 16:19
            Uważasz, że nie rozmawiam z mężem??? Oczywiście, że rozmawiam!!!
            Tyle, że on uważa, zę ja "wiecznie coś od niego chcę". Wiem, że
            zwyczajnie w świecie boi sie o brak pieniędzy, że nam nie starczy
            itd. Ale powiedz mi to jak żyja inni lusdzie??? Przeciez też im się
            róźnie finmansowo uklada, prawda? Ale biora kredytym, zadłużaja się
            bo inaczej nic by nie mieli. Kiedy pracowalam jakoś nie było z tym
            problemów i kupowaliśmy to co chciałam, przecież wszystko co
            kupilam, czy zrobilam to było z myslą o naszym wspólnym domu, o nas
            i o dzieciach. Teraz jak ja bywam bez pracy to mąż poczuł się panem
            i wladcą bo to przecież tylko ON utrzymuje dom i rodzinę ale nie
            jest też tak do końca.
            Kiedy przez dłuższy czas bylam bez pracy, początkowo postanowilam
            sobie dorabiać, zajmowalam się m.in. przepisywaniem prac dyplomowych
            i innych tekstow, miałam z tego pieniądze ale nie mialam umowy o
            prace i nic np. w bankach nie moglam załatwić.Później postanowiłam
            rozkręcić wlasną firmę. Najgorszym moim błędem było to, że nie
            zarejstrowalam jej na siebie tylko na męża, a dlaczego? Dlatego, że
            ubiegałam się o datcję z UP a wg przepisow nie moglam być
            zatrudniona. Niestety pierwszy wniosek został odrzucony, drugi raz
            się zniechęciłam i zajęlam się "rozkręcaniem" firmy sama, odłożywszy
            sprawę dotacji na bok. Prowadzę jeszcze tą firmę, to ja zarabiam
            kasę ale oficvjalnie nie jestem zatrudniona. Z tego tytułu nie mam
            żadnej umowy bo mąż nie może zatrudnić żony, poza tym skoro firma
            jest na męża, ja znowu nic nie mogę bo wszyscy chcą załątwiac
            wszystko z włąścicielem. I tak wkółko. W żądna spółkę cywilną nie
            chce z mężem wchodzić. Aha. podjęłam niedawno pracę państwową ale
            nie chcę już pisać na ten temat, w każdym razie nie jestem z tej
            pracy zadowolona, warunki pod psem, a kasa też nie zaspecjalna,
            brakuje mi prowadzenia spraw w firmie. Chce do tego wrocić, to znowu
            mąż mowi, że nic z tej firmy nie mamy, (milionów nie ma bo na
            miliony trzeba ciężko charować), że mam państwowkę to powinnam być
            zadowolona i cieszyć się.
            Sprawa pieniędzy z teściami to też nie powinno tak być, to że oni
            ustalają na co mamy przeznaczyć pieniądze. Przecież jesteśmy
            odrębnym małżeństwem, to my chyba wiemy na co najbardziej są nam
            przydatne pieniądze. Jek dajesz komuś prezent to stawiasz
            warunki??? "Otowrzysz ale dopiero na 50- te urodziny? "No wybacz,
            ale chyba teściowie powinni powiedzieć, że wydacie na co będziecie
            uważali. To tak jakby nie mieli do nas zaufania że spożytkujemy
            dobrze te pieniądze, jakbyśmy byli 15-latkam, ktorzy przepuszczą
            kasę na dyskotekę....tu się z toba nie zgadzam. Mimo to zrobiliśmy -
            wląściwie mąż - tak jak sobie teściowe życzyli.Ale znowu będzie
            problem z mężem odnośnie kredytu na samochód. Choćby na firmę. Bo to
            przecież ON musi załątiać z bankiem.
            • souls_hunter Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 07.10.07, 16:29
              > Wiem, że
              > zwyczajnie w świecie boi sie o brak pieniędzy, że nam nie starczy
              > itd. Ale powiedz mi to jak żyja inni lusdzie??? Przeciez też im się
              > róźnie finmansowo uklada, prawda? Ale biora kredytym, zadłużaja się
              > bo inaczej nic by nie mieli.

              ludzie sa rozni, jedni sie nie boja i jada tylko na dlugach, inni sa asekurantami i nic na to nie poradzisz. Moze faktycznie jego rodzice maja na niego za duzy wplyw ale czy jestes w stanie to zmienic - nie sadze. Nie wiem co ci poradzic, moze po prostu odpusc, skup sie na sobie, nie patrz na innych zyj swoim zyciem. Rozowo nie jest ale i nie jest czarno.
            • jakkal Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 04.11.07, 19:29
              Witam Mam podobny problem czy można z Tobą nawiązać kontakt i w jaki sposób
              pozdrawiam
              • irmina-live Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 28.11.07, 13:11
                jakkal napisała:

                > Witam Mam podobny problem czy można z Tobą nawiązać kontakt i w
                jaki sposób
                > pozdrawiam
                Ależ oczywiście że można. Tylko bardzo proszę podaj mi swój numer
                gg. Ja się na pewno odezwę!
                {Przepraszam Cie ale nie mogę podać swojego numeru g-g, ponieważ
                jest na tym formu osoba, która,nie chcioaląbym bym, żeby miała
                możliwość pisania do mnie na moje prywatne ustawienia.
                Pozdrawiam - i czekam na kontakt!
          • maretina Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 15.10.07, 14:27
            souls_hunter napisał:


            >
            > A za co sie utrzymasz skoro masz problemy z praca?
            obecnie na rynku pracy jest sytuacja w miare ok. zawsze cos mozna znalesc.
            >Kto utemperuje rozbrykanego
            > gimnazjaliste?
            tatus len, ktory ma wszystko gdzies.... nawet po rozwodzie bedzie OJCEM i bedzie
            odpowiedzialny za wychowanie syna.
            > Moze twoj maz sie po prostu panicznie obawia ze te wszystkie inw
            > estycje sa praktycznie na jego glowie i ze ktoregos dnia po prostu nie starczy
            > kasy.
            przesadzasz. odpowiedz: nie bo bo nie, bo jest mi tu ok, to zwykle chamstwo i
            brak aspiracji, to zezwierzecenie.komu normalnemu jest ok w 30 metrach kiedy ma
            zone i dwoje dzieci?
            Moze o to chodzi?
            >Co do tesciow skoro wam pozyczyli/dali piniadze to chyb
            > a maja jakies prawo zadecydowac na co beda przeznaczone.
            nonsens. pozyczaja kase, ale nie maja na tej podstawie prawa do rzadzenia cudzym
            zyciem!
            > Porozmawiaj z mezem na spokojnie, powiedz co cie boli i dlaczego, dlaczego sie
            > tak szarpiesz czego chcesz dla WAS nie dla siebie (bo moze on to tak odbiera).
            > Powalcz jeszcze o was.
            oczywiscie, niech ONA walczy. ten pan musi odczuc, ze ona chce, a sam moze
            palcem u nogi nie kiwnac.
            A jesli odejscie bedzie ostatecznoscia i inaczej sie ni
            > e da - odejdz.
            i pewnie odejdzie, pytanie czy na tyle wczesnie, zeby zaczac jeszcze szczesliwie
            zyc.
            • irmina-live Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 28.11.07, 13:19
              maretina napisała:
              > souls_hunter napisał:
              > > A za co sie utrzymasz skoro masz problemy z praca?
              > obecnie na rynku pracy jest sytuacja w miare ok. zawsze cos mozna
              znalesc.
              > >Kto utemperuje rozbrykanego
              > > gimnazjaliste?
              > tatus len, ktory ma wszystko gdzies.... nawet po rozwodzie bedzie
              OJCEM i bedzi
              > e
              > odpowiedzialny za wychowanie syna.
              > > Moze twoj maz sie po prostu panicznie obawia ze te wszystkie inw
              > > estycje sa praktycznie na jego glowie i ze ktoregos dnia po
              prostu nie st
              > arczy
              > > kasy.
              > przesadzasz. odpowiedz: nie bo bo nie, bo jest mi tu ok, to zwykle
              chamstwo i
              > brak aspiracji, to zezwierzecenie.komu normalnemu jest ok w 30
              metrach kiedy ma
              > zone i dwoje dzieci?
              > Moze o to chodzi?
              > >Co do tesciow skoro wam pozyczyli/dali piniadze to chyb
              > > a maja jakies prawo zadecydowac na co beda przeznaczone.
              > nonsens. pozyczaja kase, ale nie maja na tej podstawie prawa do
              rzadzenia cudzy
              > m
              > zyciem!
              > > Porozmawiaj z mezem na spokojnie, powiedz co cie boli i
              dlaczego, dlacze
              > go sie
              > > tak szarpiesz czego chcesz dla WAS nie dla siebie (bo moze on
              to tak odb
              > iera).
              > > Powalcz jeszcze o was.
              > oczywiscie, niech ONA walczy. ten pan musi odczuc, ze ona chce, a
              sam moze
              > palcem u nogi nie kiwnac.
              > A jesli odejscie bedzie ostatecznoscia i inaczej sie ni
              > > e da - odejdz.
              > i pewnie odejdzie, pytanie czy na tyle wczesnie, zeby zaczac
              jeszcze szczesliwi
              > e
              > zyc.
              Powiem ci tak, że nawet jeśli odeszłabym, od męża (choć nie jest t o
              proste ze względu na dzieci, na brak innego lokum,na brak
              pracy,etc),to nie zależy mi już na dalszym jakimś wielce szczęśliwym
              życiu. Na pewno już nie szukałabym żadnego innego faceta,wręcz
              przeciwnie jestem juz zrażona. Przestaląm już wierzyc w to, że są na
              świecie jeszcze porządni i normalni mężczyźni (może poza jakimiś tam
              nielicznymi wyjątkami).
              Nie twierdzę też , że mój mąż jest zły. Jest dobrym człowiekiem,
              dobrym ojcem, tylko po prostu diamentralnie różnimy się w naszych
              oczekiwaniach życiowych. Ciężko jest z tym żyć,bo ty mówisz że coś
              jest "białe" a twój facet , że jest "czarne" - i kłótnia gotowa.
              Trzeba naprawdę umieć się odnaleźć w dwóch skrajnie różnych
              poglądach i charakterach. Mnie to już zaczyhna męczyć i zaczyna mi
              to przeszkadzać.
              Z drugiej strony to kwetsia mojego wychowania.Jestem katoliczką, mam
              ślub kościelny, są dzieci i to powoduje, że nie mogę wszystkiego
              rzucić i postawić kropki.


        • gertruda6 Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 07.10.07, 16:55
          >Kolejnym problem jest matka męża. Niby nam
          > tylko radzi ale widzę, że mąż jest bardzo podatny na jej sugestie. (...) mąż sie
          > ugiął naciskom rodziców i zrobił tak jak chcieli oni.

          Alez wykorzystaj to! Masz pomysl na ulepszenie zycia? Nie rozmawiaj o tym z
          mezem tylko z tesciowa. I to tak zeby jej sie wydawalo ze to jej pomysl. "Oj wie
          mama samochod znowu w warsztacie. Strasznie sie psuje ostatnio. A pieniedzy ile
          kosztuje.."
          Synalek mamusi poslucha jak kaze mu samochod nowy kupic ;)
          • irmina-live Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 07.10.07, 17:34
            Teściowie doskonale wiedza w jakim stanie mamy samochód bo teściowa
            korzysta , np. podwozimy ją do supermakretów. Poza tym wie jak jest
            bo jej zwyczajnie o tym mówimy, obydwoje. Mimo to, byli głusi na to,
            że chcemy kupic większy. Do tego dochodzi jeszcze kwestia drugiego
            dziecka, jak wiekszośc dzieci w jego wieku - 3 latka- chodzi do
            przedszkola, wcześniej chodził do żłobkla (bo ja różnie, raz
            pracowalam raz nie).Przez to zwyczajnie jak inne dzieci łapie
            choroby jak popadnie, w związku z tym często jeździmy z nim np. w
            niedziele, w środku nocy do lekarza ( inna dzielnica bo w naszej
            dzieci do lat 7 nie przyjmują), więc wiadomo, wykorzystujemy
            samochód. Poza tym dochodziły sprawy firmy, musiałam jechac np, na
            spotkanie z klientem, do producenta, etc.Tak więc, samochód jest non
            stop użytkowany, a ma już swoje lata, poza tym , mój starszy syn
            (1,85 cm)zwyczjanie zaczyna sie nie mieścić, i jak jedziemy gdzieś
            poza miasto to jest problem, nie wspomnę juz o wózku czy innych
            rzeczach.Ale moi teściowe na to wszystko sa ślepi i głusi. Podobno
            mąż o tym rozmawiał z teściami(ja nie byłam przy tym obecna)ale mimo
            to teściowie powiedzieli, że na samochód nam nie dadzą i koniec
            kropka. Natomiast kiedy samochód kupuje ich córeczka (kasa została
            podzielona na męża i jego siostrę), to wszystko jest OK. A jak
            ośmieliłam się coś wspomnieć na ten temat, to oczywiście zaczynam
            być wrog numer jeden. Mimo że dali pieniądze , niestety i tak
            prawdopodobnie będziemy zmuszeni brać kredyt na samochód. Jak tylko
            uda mi się to wyegzekować od męża. No cóż, trochę bez sensu, ale mąż
            nie stawiał żadnych oporów i posłusznie pieniążki wpłacił na kredyt.
            Pytalam męża, dlaczego w takim razie, skoro tak bardzo liczy się ze
            zdaniem matki, jest ze mną???Dlaczego nie wyprowadzi się do
            niej.Odpowiedział, że nie bo z matką na pewno nie chciałby
            mieszkać.A p[oza tym już sie przyzwyczaił i nie ma ochoty
            wyprowadzać się z mieszkania ktore TO PRZECIEZ ON ZAŁĄTWIL I KUPIŁ,
            bo mój wkląd w załątwianie,chodzenie i oglądanie to tylko pestka w
            porownaniu do tego, że to ON wziął kredyt. Wtedy jeszcze nie
            wiedzialąm że starcę pracę rownież w banku.
            • cloclo80 Nie karmić TROLLA 07.10.07, 22:14
        • deodyma Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 09.10.07, 08:48
          no wiesz co? rozwalilas mnie z tym samochodem!!!
      • souls_hunter Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 07.10.07, 16:02
        hehe kulka ciekawy jakiego ty sobie supermena (bo ze bedzie superman to 100% pewne) upolujesz i jak dlugo z toba wytrzyma
        • kulka100 Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 07.10.07, 16:04
          Juz 5 lat wytrzymuje:))))
          • souls_hunter Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 07.10.07, 16:04
            to jeszcze mu zostalo 12-cie :P
            • kulka100 Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 07.10.07, 16:06
              Co bedzie za 12 to nie wiem, natomiast sam wpadl na to zeby kupic
              samochd i zeby kupic dom aby sie wyprowadzic z "blokowego
              kurnika".Czy za 12 lat bedzie mial takie genialne pomysly to trudno
              mi powiedziec.
              • souls_hunter Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 07.10.07, 16:09
                to wszystko na najlepszej drodze. Wpadne tu za 12 lat.
              • irmina-live Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 07.10.07, 16:25
                kulka100 napisała:

                > Co bedzie za 12 to nie wiem, natomiast sam wpadl na to zeby kupic
                > samochd i zeby kupic dom aby sie wyprowadzic z "blokowego
                > kurnika".Czy za 12 lat bedzie mial takie genialne pomysly to
                trudno
                > mi powiedziec.

                To ja jestem tym "motorem" ktory napędza. To ja mojemu "biednemu"
                mężowi stawiam jakieś warunki. No patrzecie , chce samochod, chce
                większe mieszkanie,aha zapomnialam dodać, że to ja chcialąm drugie
                dziecko, bo sama jestem jedynaczką i brakuje mji teraz brata lub
                siostry, ktorej moglabym się wyplakac w rękaw a nie na tym FORUM.
                Mąż NIC NIE CHCE i tak mu z tym dobrze żyć. Czy wam wszystkim
                facetom tak dobrze żyć z NICZYM???
        • irmina-live Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 07.10.07, 16:22
          Na razie to jakoś dizwnym cudem z NIM wytrzymuje i to już 17 lat.
          lae chyba kielich goryczy się przelewa...
      • maretina Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 15.10.07, 14:23
        kulka100 napisała:

        > Twoj maz to du...a i len! ale przeciez 17 lat temu sama go wybralas.
        nobla dla tej pani, jest taka odkrywcza!
        daj spokoj. jesli nie umiesz doradzic to po co piszesz byle co?
    • iberia.pl Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 07.10.07, 16:27
      podziwiam....nie bylabym w stanie tkwic tak dlugo z kims, z kim
      ciezko sie porozumiec w podstawowych kwestiach...W tym zwiazku nie
      ma Was, jestes Ty i gdzies tam On...wg mnie bez sensu...
      • luka76 Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 07.10.07, 18:13
        Irmina-live - mam pytanie - z pod jakiego znaku zodiaku jest twoj maz?
        • irmina-live Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 07.10.07, 19:10
          Jesli już o to pytasz: mąz jest zodiakalnym strzelcem, ja jestem -
          baran
          Ale mój mnąz całkowicie przeczy temu co sie pisze o Strzelcach,
          natomiast mój horoskop - jest trafiony w 90%.
          A dlaczego o to pytasz????
    • karolana Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 07.10.07, 17:51
      Nie czytałam innych komentarzy, powiem ci z własnego doświadczenia.
      Mój mąż zachowywał sie w sposób, który bardzo mi się nie podobał. Doszło wiele
      innych spraw i złożyłam pozew rozwodowy. On zraniony, przekonany, że ja go nie
      kocham, ja zraniona, przekonana, że on nie kocha mnie. Nie potrafiliśmy się
      dogadać, bo każde widziało tylko winę drugiej strony. Wszystko potoczyło się
      zadziwiająco szybko. Dopiero po kilkunastu miesiącach, po wielu przejściach,
      porozmawialiśmy spokojnie. Zobaczyłam siebie w sposób, jaki mi się bardzo nie
      spodobał :( Z drugiej strony on także był przekonany, że nic złego nie zrobił.
      Czasami człowiek jest tak skoncentrowany na swoich uczuciach, swojej percepcji
      rzeczywistości, że traci z oczu realny obraz sytuacji.
      Rozwód jest ostatecznością i nie warto tego robić, jeśli nie jesteś pewna na
      1000%, że chcesz żyć BEZ tego człowieka.
      Powodzenia.
      • kamyk-zielony Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 07.10.07, 18:03
        Trudno Twojego męża nazwać leniem, jest to po prostu człowiek nie mający zbyt
        wielkich ambicji, przy odpowiednio zmotywowanej partnerce problem do
        przeskoczenia, jednak rozumiem, że całe życie użerania się o cokolwiek może
        męczyć. Mój tata jest kimś takim (poza tym to naprawdę fajny facet) dlatego za
        mąż wyszłam za ambitnego typa:) Rozwód to złe wyjście.
        • irmina-live Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 07.10.07, 19:23
          kamyk-zielony napisała:

          > Trudno Twojego męża nazwać leniem, jest to po prostu człowiek nie
          mający zbyt
          > wielkich ambicji, przy odpowiednio zmotywowanej partnerce problem
          do
          > przeskoczenia, jednak rozumiem, że całe życie użerania się o
          cokolwiek może
          > męczyć. Mój tata jest kimś takim (poza tym to naprawdę fajny
          facet) dlatego za
          > mąż wyszłam za ambitnego typa:) Rozwód to złe wyjście.

          Wiesz, myslę, że to wynika z podstaw jego wychowania. Matka chyba
          nauczyła go żeby sie za bardzo nie wychylać, siedzieć cicho, nie
          zabierać głosu, być grzecznym, ukladnym, po cichutku iść przez
          życie. Poza tym , mąż nie chodził do żłobka, do przedszkola,
          wychowywala go babcia (teściowa pracowała). Poszedł dopiero do
          szkoły.
          Ja natomaist chowalam się bez ojca (zmarl przed moim narodzeniem), w
          trudnych warunkach mieszkaniowych. Moja mam musiala oddać mnie do
          żłobka, potem chodzilam do przedszkola wyjeżdżalam na kolonie,itd.
          Dzieki temu nauczylam się radzić sobie w życiu w każdej sytuacji,
          współżyć z innymi, nauczyłam się dostosowac do każdej sytuacji i
          prawie każdego środowiska. Ktoś mi kiedys powiedział, że jestem i do
          tańca i do różańca.Nauczylam się też walczyć o swoje ale na początku
          małżeństwa nie musialam o nic walczyć. Pracowalam, zarobione
          pieniążki "wklądałam " w nasze mieszkanie, później w dziecko, potem
          w studia, itd.Kiedy zarabiałam , mąż nie mógł mi ograniczać
          wydatków. Teraz kiedy z moją praca uklada się różnie, mąz to
          wykorzystuje.

          Ale w tym wsyzstkim najbardziej mi przykro, że takie mam od męża
          podziękowanie za tyle lat wspólnego życia, że wiekszość "zasług"
          przypisuje sobie, nie potrafi docenić, że dzięki mojemu "napędowi"
          coś w życiu jednak osiągnął. Ma dwóch pięknych, zdrowych synów. Ma
          piekne mieszkanie, samochód (chociaż teraz już zdezelowany).Myslisz,
          że kiedykolwoeik mój mąż zaproponował mi wyjście do głupiego kina,
          albo poiwiedział"chodź , jest taka poiekna pogoda, pójdźmym na dobrą
          kawę czy lody"???? To zawsze ja go wyciągam z domu.Jemu sie nigdy
          nie chce, nie ma ochoty. itd. Wiesz,że ostatnio byliśmy razem w
          kinie na ....Shreku III....ze względu na młodszego synka.
          Dla mnie to jest bardzo przykre...
          • kamyk-zielony Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 07.10.07, 19:59
            Ciężka sprawa, pewnie wiele lat w jednej pracy, nie rwie się do awansu,
            przebijanie się łokciami do przodu nie dla niego, główne motto "jest nie
            najlepiej, grunt żeby nie było gorzej". Nie zmienisz go, taki jest i już. Zrób
            sobie bilans i weź pod uwagę dosłownie wszystko, całe 17 lat. Wyjedź(jeżeli masz
            taką możliwość) na kilka dni, nie wiem do rodziców, nabierz dystansu, powiedz,
            że musisz przemyśleć czy dalsze wspólne życie ma sens, pozwól mu zatęsknić, może
            od niego wyjdzie jakaś propozycja poprawy Waszego małżeństwa (byłoby nieźle).
            Walcz. Jeżeli faktycznie jednak, nic nie uda się z tego wykrzesać, wówczas
            podejmij decyzję.
          • kulka100 Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 07.10.07, 20:29
            A Twoj maz wie o tym co Ty o nim myslisz? Zawsze sie zastanawiam
            dlaczego kobiety wybieraja takich niezaradnych mezow? Po to tylko
            zeby miec meza?
            • irmina-live Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 07.10.07, 21:01
              Oczywiście, że wie! Przecież cały czas mowie mu o tym, zwracam mu
              na to uwagę. On tylko wzdycha "że co ty znowu ode mnie chcesz...?".
              Nie wiem, może ja faktycznie jestem zbyt wymagająca, może mam jakiś
              przerost ambicji? Czasem tak o tym myslę, ale za chwilę w życiu tak
              mi się uklada, że znowu musze chwytać byka za rogi i nie ma przeproś.
              Na pewno nie jestem bez wad. Jestem znerwicowana choćby samym
              ciągłym poszukiwaniem pracy, potem znowu jak już coś podłapie to
              nerwy czy umowe przedłużą, czy wyplaca pensję , itd. Prowadzenie
              firmy też mi dało w kość! Mój synalek - gimanzjalista tez nie należy
              do słodkich dzieci. A to ciągle jakieś niespodzianki ze strony
              rodziny męża. jego siostra też nie jest zawsze OK.

              A wląśnie, tak przy okazji, ( z gory przepraszam, że wAS ZANUDZAM)
              co ja mam robić z rodziną męża?
              na początku małżeństwa lubilam ich, nasze relacje naprawdę fajnie
              się ukladały zwlaszcza z teściami. Do czasu kiedy męża siostra nie
              wyszła za mąż. Zaczęły się problemy bo okazało się że wszyscy
              mysleli, że złapala Pana Boga za nogi a ona po prostu wpadla jak
              sliwka w kompot.Jej małżeństwa tez nie można zaliczyc do udanych,
              ale najgorsze, że problemy męża siostry i całe zdenerowanie zostało
              przez teściÓW przełożone na nas. Może w głębi duszy mieli do nas
              pretensje że nam się (na początku) wszysTko fajnie uklądało a ich
              księżniczce - coreczce nie.W każdym razie doszło do tego, że
              przestalam ich lubić, mężą siostrę też, bo w stosunku do mnie nie
              zawsze była i jest w porządku, często mąciła w rodzinie,
              doprowadzałą do niepotrzebnych konfliktów, a teściowie oczywiście za
              nią stawali murem. Doprowadziło to do tego, że teraz nie lubię sie
              z męża siostra spotykać. Unikam jej i męża jak ognia. Nasze
              spotkania ograniczaja się tylko do jakiś uroczystości rodzinnych
              typu urodziny naszych dzieci, imieniny czy święta. Ale obecnie dla
              mnie jest to hrorror spotykac sie z nimi. Nie znoszę ich
              towartzystwa ale zapraszam męża siostrę z rodziną tylko ze względu
              na teściową, bo boję sie ,że teściowa obrazi się na mnie. A jestem
              od teściowej, niestety też uzalezniona ze względu na młodsze
              dziecko, ktorym pomaga mi się opiekować.
              Kiedyś teściowa zarzucila mi (raz jej córeczki nie zaprosilam na
              moje imieniny), że jej córunia jest dla mnie za biedna. Poczułam się
              jakby mnie spoliczkowała bo jej córeczki nie zaprosilam dlatego,
              ponieważ ona też tego nie robiła i nie zpraszala nas na żadne swoje
              imieniny, nie wspomnę juz o jej mężu. W końcu mąż wytlumaczył
              teściowej ale to i tak zostało bardzo źle odebrane. Nawet jej mąż
              (mężą siostry) nie potrafio do nas zadzwonić w dniu moich czy męża
              imienin i zwyczajnie złożyć życzeń. A druga sprawą jest jej corka,
              czyli chrześnica mojego męża. Tego dziecka też od początku nie lubię
              bo męża siostra chowala ją bardzo dziwacznie, nie wtrącalam się ale
              pewne rzeczy mnie denerwowały i postanowilam po prostu unikac
              odwiedzin żeby sie nie denerwować. Poza tym jest to dziewczynka
              (jedynaczka), ktora jest rozpuszczona i jest takim samolubem,
              wszystkie zabawki są jej, nikomu nie wolno się dotknąć , itd. Mnie
              to denerwuje bo dzieci powinny być dziećmiu a nie doroslymi -
              malutkimi ale tez stwierdziłam, że to sprawa jej rodziców. Jak sobie
              ją wychowali taka będa ja mieli. Podejrzewam, że wieku mojego
              starszego syna będzie z niej niezłe ziółko.
              Ale zaczynam się juz zastanawiać czy ja jestem normalna. Naprawdę
              wiele rzeczy mnie już denerwuje,na wiele rzeczy nie moge juz
              patrzeć, denerwuje mnie ludzka głupota i bezmyslność.
              Nie wiem, jak sądzicie czy dalej spotykac się z rodzina męża w stylu
              dobra mina do złej gry, czy odpuścic sobie???
              • kulka100 Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 07.10.07, 21:19
                Wyglada na to ze grasz teatrzyk z mezem, z jego siotra, z tesciowa i
                ze wszystkim co sie wokol dzieje bo tak wypada. Zastanow sie co
                chcesz zeby bylo za 10 lat i czy chcesz aby tak wygladalo jak teraz
                albo gorzej. Jezeli nic z tym nie zrobisz to tylko bedzie gorzej.
                • irmina-live Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 07.10.07, 21:25
                  kulka100 napisała:

                  > Wyglada na to ze grasz teatrzyk z mezem, z jego siotra, z tesciowa
                  i
                  > ze wszystkim co sie wokol dzieje bo tak wypada. Zastanow sie co
                  > chcesz zeby bylo za 10 lat i czy chcesz aby tak wygladalo jak
                  teraz
                  > albo gorzej. Jezeli nic z tym nie zrobisz to tylko bedzie gorzej.

                  No to co mam zrobić. Rozwalic to wszystko???? Nawsadzać teściowej,
                  męza siostrze itd.??? I co z tego będzie ???
                  To może faktycznie lepiej od razu podjąć radykalne kroki i założyć
                  sprawę rozwodową??? Szkoda mi dzieci, szkoda mojej may, szkoda
                  teściów. Męza mi nie szkoda, bo jao d niego też nie otrzymujwe
                  wspólczucia kiedy rzopoczynam nowa pracę, kiedy jest mi źle, kiedy
                  nie możemy sie porozumieć. Na razie wyczekuje czy coś się zmieni czy
                  coś poprawi. Mąż wie o tym co myslę o jego rodzoinie, zwlaszcza o
                  jego siostrze i wie też doskonale, że w wiekszości przypadków mam
                  rację, ale nie chce z tym nic zrobić. Nie wiem czy aż tak wielki ma
                  szacunek dla matki, że nie chce jej zranić, czy zwyczajnie boi sie
                  jej??? w każdym razie to ja zawszze jestem tą najgorszą, czarną owcą
                  w rodzinie męża.
              • iwa2727 Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 07.10.07, 21:50
                Jakoś mam wrażenie, że za dużo wymagasz od wszystkich. Jestem
                mężatką 8 lat. I nie wyobrażam sobie, aby tesciowie dawali mi kasę
                np na remont - choć mają. W końcu do cholery nie brałaś slubu z jego
                matką, siostrą itd. Myślę, że facet się stara. Ty masz duże
                wymagania. Na to wygląda, że pracuje stale. W Polsce nie jest łatwo
                związać koniec z końcem. Tak naprawdę to nie masz większych powodów
                do rozwodu. Kochasz go, bo jesteś z nim 17 lat:) Nie ma w tym
                związku zdrady, bicia i picia. Są dzieci. Może Ty masz jakieś
                kompleksy? Nie porównuje się do swoich koleżanek, które pewno mają
                dobre samochody, bogatych mężów itd. Nie to jest w życiu
                najważniejsze. Znam ludzi, którzy nie dorobili się przez całe swoje
                życie nawet kawalerki, ale się szanują i kochają. Uwierz ja mam
                kasę, ale w moim małżeństwie nie mam mowy o partnerstwie i szacunku.
                A to dopiero jest problem. Proszę pamiętaj, że Twój mąż powinien być
                dla Ciebie najważniejszy. Powinnaś być w stosunku do niego lojalna.
                A co Ty robisz? Nadajesz na niego gdzie się da. I co Ci pomoże mama
                i tysiące życzliwych kolezanek. To z mężem żyjesz i znim powinnaś
                rozwiązywać swoje problemy - tylko z nim. Jak on ma się czuć skoro z
                niego robisz nieudacznika. Ty wszystko załatwiasz za niego. A może
                udaj, że bez niego nie dajesz rady i powiedz mu, że jesteś z niego
                dumna, że mimo wszystko np. pracuje - to teraz przywilej.
                • irmina-live Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 07.10.07, 22:32
                  Ojej, nie nadaję tylko pytam sie o radę co mam zrobić???
                  W sprawie teściów - dali nam kasę bo trafila im się sprzedaż ziemi,
                  którą załątwiali latami. Wszystko fajnmie tylko nie podbało mi się,
                  że stawiali nam warunki na co mamy przeznaczyć te pieniądze ale tak
                  jak pisalam wcześniej grzecznie zrobiliśmy wg ich zyczenia, choć
                  lepeij by było gybysmy przanaczyli te poieniądze na ważniejsze -
                  naszym zdaniem - inwestycje. Ale nie mieliśmy nic do powiedzenia.
                  Po drugie, nie ma bicia i picia ale ja czuję się w tym związku
                  bardzo samotna, bo cokolwiek nie powiem czynie zrobię - wszsytko
                  jest źle bo np, nie wspólgra wg. moejgo męża z życzeniem teściowej.
                  Dla mnie w tej chwili sa najważniejsze moje dzieci. Mąż wypracował
                  sobie, że skutecznie do wszystkiego mnie zniechęca, wszystko z
                  czymkolwiek się do niego zwrócę uważa za tortuę już w tym, że
                  powinien ze mną porozmawiać. A gehenne w tym, że musiałby -nie daj
                  Boże - coś zrealizoiwać. Chodziło mi o to, że o wszystko musze z
                  mężem staczą bój i walkę aby cokoliwkje załątwić czy to w kwestii
                  domu czy samochodu czy choćby głupiego wyjazdu na urlop.
                  Uwierz mi, że naprawde ciężko jest żyć z człowiekiem , ktory tak
                  naprawde nic nie chce. Przecież jesteśmy istotami ludzkimi,
                  myslącymi, chyba nasza cywilizacja dąży do ciągłęgo rozwoju a nie
                  cofania się w tył, a tak wląśnie mysli mój mąż. On nie chce sie
                  rozwijać, on nie chce iść naprzód. Nawet nie chce mu się poszukac
                  innej pracy, sprawdzić czy inni sie nim zainteresują.A dziś z pracą
                  nie jest kolorowo.
                  No włąśnie piszesz, to z mężem żyjesz ale czy mąż żyje ze mną???
                  Dlaczego to tylko ja w tym małżeństwie mam o wzzystko zabiegać . To
                  mój mąż jest facetem , powinien mysleć przyszłościowo, a nie tylko
                  co będzie jutro na obiad. Nie pisałam że jest złym człowiekiem.Nie
                  jest.Jest dobrym ojcem, ma z dziećmi dobry kontakt.Jest spokojny (aż
                  za spokojny!!!), poukładany ale też bardzo punktualny, jak ma być na
                  8:00 rano to żeby sie paliło, żeby sie rozchorowal, to na 8:00
                  będzie. Zero spontaniczności, zero jakiegokolwiek szaleństwa.
                  Poza tym jak można z kims rozwiązywać problemy, jeżeli ta druga
                  strona nie chce ich rozwiązywać, nie chce nawet sprobówać zmierzyć
                  się z tematem. Mój mąż uważa, że jak ja o jakimś problemie z nim nie
                  rozmawiam to sprawa sie zalątwi, przycichnie, a ja się uspokoję i ma
                  spokój, ale problem zostaje nadal, i to nierozwiązany.

                  No cóż, może rzeczywiście to ja mam za wysokie wymagania,wida.ć
                  głupia jestem że chcę coś osiągnąć, ulepszyc swoje życie i móc
                  lepiej funckjonować.
                  • kulka100 Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 08.10.07, 09:35
                    Nawet nie chce mu się poszukac
                    innej pracy, sprawdzić czy inni sie nim zainteresują.A dziś z pracą
                    nie jest kolorowo.

                    No comment. Przeciez on ma prace a to TY caly czas
                    poszukujesz.Chcesz lepszy samochod, zeby maz mial lepsza prace, a TY
                    co z siebie dajesz???? Ty nic nie dajesz tylko wymagasz i mowisz ze
                    jestes ambitna. TY chcesz nowy samochod ale zeby twoj maz znalazl
                    lepsza praca kupil Ci ten samochod. Jego rodzice wam pomagaja.Czego
                    ty jeszcze chcesz? Kurcze po tych twoich mailach to dziwie sie ze
                    jeszcze Twoj maz nie wniosl sprawy o rozwod. No przperaszam ale
                    jakos nie moge stanac po Twojej stronie bo tobie ciagle malo i malo.
    • mijo81 Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 07.10.07, 22:32
      Oj nie dobrze irmino, wkurza cię że twój mąż ma inne zdanie, a że ty
      uważasz że tylko ty masz rację więc jest problem.
      Wyluzuj trochę, przecież on nie będzie robił zawsze to co tobie się
      ubzdura
      • luka76 Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 08.10.07, 01:12
        Mysle Irmino ze twoj znak zodiaku usposabia cie do ciaglej walki w zyciu - to
        masz wpisane w swoje cechy charakteru. Nie chodzi o walke z kims lub o cos ale
        wogole o "walke" jako taka. Jezeli chodzi o tesciow to pamietaj ze takie sa
        zasady ze jak ktos "daje" to lubi "kontrolowac" - juz wiele razy sie z tym
        spotkalam , dlatego ja osobiscie nie lubie "brac" ale sa sytuacje taka jak twoja
        i Cie rozumie.Dobrze ze jestes ambitna i chcesz wiecej miec niz masz - ale ja na
        twoim miejscu zadalabym sobie pytanie - czy chce miec czy moze lepiej "byc" -
        powiem wprost moze twoj maz jest typem "artysty" i moze naprawde mu nie zalezy
        na "gromadzeniu dobr", nie piszesz jak jest w seksie - wiem ze zodiakalne
        Strzelce sa wspanialymi kochankami - a moze sie myle nie wiem - mysle ze
        powinnas wziasc kartke papieru i zsumowac plusy i minusy waszego malzenstwa i
        wtedy sie odwezwij na forum. Pamietaj ze "ogien i iskra " , ktora towarzyszy
        kazdemu na poczatku zwiazku niestety "zanika" a w zasadzie "ginie" - chociaz my
        kobiety usilnie jej ciagle poszukujemy i chcemy zeby bylo "tak jak dawniej" -
        nie bedzie Irmino - zapomnij - przchodzi to kazda prawie kobieta "ojej czemu nie
        jest tak jak dawniej" "jejku jak on sie zmienil - nie zaprosi mnie do kina ani
        do restauracji" Irminko kochana - Oni nie zapraszaja , bo po prostu nie jusza
        sie juz "starac". Pisalam niedawno na forum / juz nie pamietam ktorym/ faceci to
        mysliwi - "gonia", "gonia" a jak "upoluja" - to juz ich . To okrutne co pisze
        ale tak jest. A pisze bo tego doswiadczylam p prostu - i wiesz mi ze kazda
        nastepna milosc tak wlasnie sie konczy - codziennosc, zmeczenie, rutyna po
        prostu. Jestes silna kobieta i mysle ze poradzisz sobie w kazdej sytuacji -
        Pozdrawiam cie bardzo serdecznie.
        • irmina-live Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 08.10.07, 10:16
          No cóż, dzięki że chociaż Ty ,mnie w jakimś sensie doceniłaś...
          Nie chodzi o to, żeby mieć więcej i więcej...Chodzi o zapsokojenie
          podstawowych potrzeb każdego człowieka. Z tego co zaiważyłam,
          większość z Was nie potrafi zrozumieć tego co czyta.Widz e też, że
          nie czytacie moich odopiwedzi.
          Czy to jest chęć rządzy, żeby zamienić mieszkanie na większe, bo w
          30 metrach zwyczajnie już nam było za ciasno??? Czy to jest żądza
          posiadania, że chcę zmieni ć samochód na większy bo obecny
          kupowaliśmy kiedy starszy syn miał 8 lat, a teraz to facet 14-letni
          1,85 cm , który po orpstu nie mieści się już do samochodu, nie
          mówiąc o młodszym dziecku, które musi mieć fotelik, zabieramy często
          wózek, itd. Ludzie zastanówcie się co poiszecie. To nie jest chęć
          żądzy posiadania, tylko konieczność poprawy spraw bytowych. Tak,
          przekonuje męża żeby chociaż postarał się poszukać inenj pracy, jest
          facetem , ma doświadczenie zawodowe, może w innej pracy dostałby
          lepszą , większą pensję, skoro u mnie sytuacja z pracą bywa różnie.
          Myslę, że obwiniacie mnie o jakąś chęć posiadania a to nie o to
          chodzi. Żądze posiadania więcej i więcej ma się wtedy, kiedy są
          zaspokojone inne podstawowe potrzeby i ludzie wymyślają i szukają
          nowych wrażeń i przeżyć. A tu nie o to chodzi!!!. Chodzi o to że na
          te podstawowe rzeczy, tzn. ich zakup musze z mężem
          staczać "batalie", tłumaczyć jak krowie na midzy, że to i to nam
          jest potrzebne, bo np. rozwalają nam się krzeslą i już raz modsze
          dziecko spadło i się potłukło.
          Nie piszcie więc, że jestem wymagająca, większość z Was to młodzi
          ludzie, sami przynzajcie jak częśto np. zmieniacie komórki, czy MP3,
          czy inne rzeczy...Też chcecie mieć coś lepszego, modniejszego i
          bardziej funkcjonalnego, prawda???
          • irmina-live Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 08.10.07, 10:21
            Aha i jeszcze jedno....teraz męża chrześniaca w maju będzie miała
            komunię.
            Czy ja też dając jej np. pieniądze w koprecie mam wyraźnie
            zaznaczyć , że tu masz pieniążki, ale wydasz dopiero jak ukończysz
            18 lat!!! Chyab dając pieniądze z okazji takiej uroczystości - nie
            stawia się warunków, to przecież rodxzice decydują na co je
            przeznaczą dla dziecka..
            A co do teściów, to w przypadku postawienia przez nich warunków, nie
            chiałam początkowo w ogóle brać tych pieniędzy - ale nistety, wyszło
            jak wyszło. Owszem jestem im wdzięczna ale widać starsi ludzie już
            tak mają, że jak sobie coś ubzdurają to trudno ich przekonać.
            Tyllo jest mi przykro, że nie nawet nie chcieli wysłuchac naszych
            argumentów, że te pieniądze przydałyby nam się na inne ważniejsze
            potrzeby.
            • irmina-live Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 08.10.07, 11:30
              A i jeszcze jedno, bo widzę, że robicie z mojego
              męża "cierpietnika", ze musi z taką Heterą żoną wytrzymać. - otóż
              najchętniej to mój mąż buy chiał, abym:
              - biegala codziennie ze ściereczką i wszystko po kolei sprzątalą
              (jak jego mamusia)
              - raz w weekand upiekła ciasto (jak jego mamusia)
              - zajmowala się dziećmi
              - gotowala obiadki - jak jego mamusia,
              - prowadziła firmę
              - świadczyła mu usługi seksualne- 24 godziny na dobę
              - była szczęśliwa, u śmiechnięta i zadowolona z życia, że ma JEGO -
              wspaniałego, który przyjdzie na wszystko gotowe, oczywiście ON
              zmęczony po pracy, naje się , ansyci, może przy okazji (jak się
              uda) "szybki seks".
              Wtedy byłby szczęśliwy, a że przy okazji krzeslą się rozwalają,
              samochód co chiwlia się psuje, co tam. to pryszcz....
    • modliszka24 Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 08.10.07, 12:56
      poczekaj jeszcze troche moze cos sie wyjasni
    • kulka100 Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 08.10.07, 13:34
      Kurcze jak Twoj maz jest zly to bierz rozwod i koniec.Dzeci sobie
      poradza, jest tyle rozwiedzionych ludzi teraz, ze napewno dadza
      rade. Po co sie o wszystko meza prosic, bedziesz sama i bedziesz
      decydowac o sobie. Zamiast prosic meza o nowy samochod, to sama
      sobie go kupisz bez pytania, kupisz sama sobie nowe krzesla (jedno
      fajne krzeslo to wydatek okolo 150zl) lub przyjdzie i naprawi ci
      stolarz i wezmie 200zl. Zrob sobie bilans czy na to wszystko Cie
      stac. A to ze sie po latach zmienilo to przeciez wiadomoze, ze po 17
      latach nie przezywa sie pierwszej milosci tylko jest sie w zwiazku.
      Trzeba brac to pod uwage jak sie bierze slub. Pozatym trzeba robic
      wszystko aby byc niezaleznym od meza aby po 17 latach nie obudzic
      sie z reka w nocniku.Jak masz duze wymania trzebabylo szukac meza
      milionera, chociaz i tak nie masz zle jak tesciowie wam pomagaja.
    • amoitalia Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 08.10.07, 16:32
      Wiesz, nie obraź się, ale z Twoich postów wynika, że to nie Twój mąż jest do
      wszystkiego na anty, tylko Ty. Teściów nie lubisz, siostry męża nie lubisz, jej
      męża i dziecka też, o swoim mężu mówisz tylko źle, o swoim starszym synu
      podobnie.. Twoja praca Ci się nie podoba, prowadzenie firmy dało Ci w kość. A
      jest w ogóle coś co Ci się podoba?
      Piszesz, że w dzieciństwie nauczyłaś się współżyć z ludźmi i radzić sobie w
      każdej sytuacji, ale ja tego nie dostrzegam. Chyba z całą rodziną żyjesz źle..
      Nie dziwię się, że chciałaś się wyprowadzić z kawalerki i chcesz żyć coraz
      lepiej. Ale może za bardzo naciskasz na swojego męża, a on czuje, że
      potrzebujesz go tylko, by zarabiał forsę i wydawał ją według Twoich życzeń.
      Jeśli Ty pracujesz dorywczo (z tego co piszesz chcesz rzucić obecną pracę)i
      jeszcze wiercisz mu dziurę w brzuchu, żeby poszukał lepszej pracy, to zupełnie
      zrozumiałe, że boi się o Waszą finansową stabilizację i broni się przed
      kolejnymi zobowiązaniami, w końcu jest odpowiedzialny za całą rodzinę..
      Wiesz, może przydałaby Wam się jakaś terapia małżeńska, skoro każde z Was widzi
      sytuację tylko ze swojej strony? Ktoś powinien Wam pomóc nawzajem zrozumieć
      swoje potrzeby i frustracje, jeśli nie jesteście w stanie tego zrobić sami i
      widzicie jedynie nawzajem swoje winy..
      Zanim podejmiesz decyzję o rozwodzie, przemyśl to bardzo starannie. Jeśli chcesz
      rozwodu, bo uważasz, że mąż ogranicza Cię finansowo, to czy po rozwodzie Twoja
      sytuacja się poprawi? Już nie będzie grymaszenia i dorywczej pracy, będziesz
      musiała wziąć co będzie, bo Twoje potrzeby wzrosną, a dostępne środki zmaleją.
      Będzie Cię wtedy stać na nowy samochód i wszystko to, czego mąż Ci teraz odmawia?
      I jeszcze jedno: zszokowało mnie to, co piszesz o pieniądzach od teściów. 17 lat
      po ślubie dostajecie od teściów finansowy podarunek a Ty jeszcze masz pretensje,
      że postawili Wam warunki, na co te pieniądze wydać? Oczywiście, że mieli do tego
      prawo, mieli też prawo przeznaczyć zarobione na sprzedaży ziemi pieniądze na
      swoje potrzeby albo odłożyć na starość.. Pomyślałaś o tym? Okazałaś im chociaż
      wdzięczność czy tylko niezadowolenie, że ośmielają się stawiać warunki?
      Spróbuj popatrzeć na Wasze życie z perspektywy męża, teściów, dorastającego
      syna.. Naprawdę uważasz, że Ty jedna jesteś w porządku a wina za Twoje kiepskie
      kontakty z innymi leży wyłącznie po ich stronie?
      • irmina-live Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 08.10.07, 18:23
        "Teściów nie lubisz, siostry męża nie lubisz, jej
        męża i dziecka też, o swoim mężu mówisz tylko źle, o swoim starszym
        synu podobnie.. Twoja praca Ci się nie podoba, prowadzenie firmy
        dało Ci w kość. A jest w ogóle coś co Ci się podoba?"

        Jest wiele innych rzeczy, które mi się pdobają ale to że teraz nie
        lubię rodziny męża to jest wypracowane przez 17 lat kontaktów z
        nimi.Pisałam już że na początku tj. przez pierwsze 10 lat, mieliśmy
        bardzo dobre stosunki, było miło i przyjemnnie.Niestety wiele
        popsuła siostra męża, najpierw przez swoje nieszczęśliwe małżeństwo
        (w którym nadal trwa), potem swoimi głupimi zachowaniami i
        traktowaniem nas. Często nas lekceważyła, raz nawet doszło do tego ,
        że nie kontaktowałam się z teściową przez rok, z winy męża siostry -
        teściowa bardzo mnie wtedy obraziła, mimo, że na to nie zasłużyłam i
        do dzisiaj nie usłyszałam od niej słowa przepraszam.Ponieważ jednak
        urodzilam drugiego synka - machnęłam na to ręką i wróciłyśmy do
        częstszych kontaktów.

        Co do pieniędzy, oczywiście, że nie musieli nam ich dawać. Ale mój
        mąż to ich syn, więc postanowili podzielić pieniądze między swoje
        dzieci. Na swoje potrzeby też odłożyli.
        Ostatnio moja mama wzięła kredyt i dała mi trochę gotówki (naprawde
        nie dużo) ale nie powiedziała masz wydać "na to czy na to", tylko
        wydasz na co będziesz chciala. Ja też gdybym komuś podarowała
        pieniądze (a byla taka sytuacja - oddałam kiedyś całą "trzynastkę"
        mojej cioci, która była w rozpaczliwej sytuacji i nie stawialam jej
        żandych warunków). Czyli nie jest to jednak tak wszystko do końca
        jak piszesz.
        Co do starszego syna- mam z nim kłopoty wychowawcze, wszyscy którzy
        mają dzieci w gimanzjum wiedzą coś na ten temat i tylko z takimi
        osobami mogłabym na tym forum podyskutować, ale ....nie będe sie już
        rozpisywac na ten temat.
        Niezapomnij tylko, że mimo, że ciągle szukam pracy, nie siedzę
        bezczynnie i nie czekam aż mąż kasę mi da albo nie da. Sama też
        staram się, na ile mogę, dorabiać, bo też w ten sposób chce go
        odciążyć od wszystkich wydatków, a uwierzcie mi mamy ich niemało.
        Myślę, że to chyba powinno mi być policzone na plus. Ale zawsze może
        być tak (odpukać w nie malowane), że jak mąż (tfu, tfu) straci
        pracę, to co??? Dopiero wtedy będzie oglądał się za następną??? Nie
        kochani, to już nie te czasy. Dzisiaj nie jest tak dobrze. Dlatego
        zwracam mu na to uwagę, że dobrze by było, gdyby o tym pomyslął,
        zanim będzie za późno.

        I jeszcze dla wyjaśnienia, na obecną pracę narzekam , bo nie mam
        nawet swojego stanowiska pracy, siedzę kątem przy innym biurku, na
        razie robię byle co, ale ile tak można "na razie"???? Chcę pracować
        i aż mnie nosi żeby "coś robić" ale nie mam ani na czym ani przy
        czym. Czasem uda mi sie "wskoczyć" do kogoś (pod strachem Boga) na
        komputer żeby zajrzeć na forum.Inna sprawa , że to jest chore co się
        dzieje w naszym kraju i w jakich warunkach w XXI wieku ludzie muszą
        pracować.Ale...nawet nie chce mi się o tym pisać.
        Co do decyzji o rozwodzie, sama nie wiem dalej co mam zrobić. Są
        dzieci, wspólny majątek, mieszkanie.....Jak trzeba by to wszystko
        rozstrząsać w Sądzie....Nie mam dokąd pójść, wyprowadzić się a mąż
        do swojej kochanej mamusi tez nie chce.
        Chcialabym to rzucić wszystko w diabły, tylko powstrzymuje mnie żal
        o dzieci, nie chce im psuć rodziny tego że mają mamę (chociaż
        straszy syn już mnie tak nie potdrzebuje- dla niego jestem
        tylko "stara" matka). Szkoda tylko, że muszę wybrać między pełną
        rodziną a kosztem wlasnego szczęścia.


        • elam1 Ale Cię bolą te pieniądze, 08.10.07, 19:29
          a nie powinny, jestem za teściami, kredyt to nie byle co, dziś Ty
          nie masz pracy, jutro może tak byc z mężem, a co jesli na zdrowiu
          podupadniecie, nie zyczę oczywiście, ale wiem, że w życiu róznie
          bywa. Nie patrz na koleżanki, co kto ma i ile, zacznij pielęgnować
          swoje małżeństwo, może za dużo mówisz, może jesteś taką - bardzo mi
          sie podoba okreslenie biblijne "cieknącą rynną" - ciągle źle, ciągle
          narzekania, utyskiwania, ja chcę to, chcę wiecej lepiej. E tam,
          usmiechnij się, i nie przyjmuj postawy wymuszania, bo wtedy budzi
          sie opór. A zauważyłaś, ze mąż zrobił remont ?
        • kulka100 Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 08.10.07, 20:01
          Jak trzeba by to wszystko
          rozstrząsać w Sądzie....Nie mam dokąd pójść, wyprowadzić się a mąż
          do swojej kochanej mamusi tez nie chce.


          Nieeee ja nie moge! Maz sie do mamusi nie chce wyprowadzic. Dlaczego
          on sie ma wyprowadzac a nie TY? Przeciez TY szukasz dziury w calym
          to sie wyprowadz.
          Bardzo rzadko bronie mezow, ale tym razem nie da sie nie bronic.
          • irmina-live Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 08.10.07, 23:19
            Przecież wyrażnie napisałam dlaczego nie JA.Bo nie mam dokąd. Gdybym
            miała,już dawno bym to zrobiła.
            No bo skoro ja jestem (wg.niektórych z was) taka "be" i taka
            niedobra dla mojego biednego "cierpiętnika- męża" to niech sobie
            szuka innej. On ma się gdzie wyprowadzić, bo jego rodzice mają trzy
            pokoje na ich dwoje. A moja mama ma kawalerkę, bez kuchni - 21 m.
            Gdyby miała dwa pokoje, już dawno by mnie tu nie było. Ułożyłabym
            sobie życie od nowa, a tak nie mam innych możliwości. To nie chodzi
            tylko o koszty wynajęcia pokoju czy mieszkania ale to są jeszcze
            sprawy związane z meblami. Przecież nie zabiorę pól regału, czy pól
            telewizora?. Poza tym, nawet gdyby Sąd nakazał podział majątku albo
            zdecydował, że mamy swoje mieszkanie zamienić na dwa mniejsze, to
            oczywiście mój mąż nie kwinąłby palcem żeby coś zorganizować tylko
            czekałby aż JA to za NIEGO zrobię.
            Zresztą dziwię się waszym opiniom, to znaczy, że większośc z Was
            jednak woli taki stan rzeczy żeby mieć w życiu źle i byle jak, niż
            odwazyć sie żeby coś zmienić. Widze że żyjecie w jakieś apatii, tak
            jest - no kiepsko ale co zrobić - nic się nie da zrobić, tak trzeba
            zyć i już! Przyznam , że niektórych z Was nie rozumiem.To co, cale
            życie przeżyć, nie za dobrze ale jako tako bo i tak lepiej nie
            będzie. To jakaś paranoja! Naprawde zadziwiacie mnie, niektórzy!
            No cóż myślalam że więcej z Waszych postów będę mogła wyciągnąć
            wniosków ale widzę, że jednak nie.
            Chcialam się tylko dowiedzieć ile z Was ma podobne problemy do moich
            z wlasnymi mężami, myslałam , że Wasze opinie pozowlą mi przemyśleć
            i zrozumieć zachowanie mojego męża. Widzę, że tylko atakujecie i
            krytykujecie, zwlaszcza mnie. Chcialam wam ucziwie przedstawić
            problem z moim mężem, myślalam , że odezwą się osoby, ktore mają
            podobnie i poradzą co robić ewentualnie napiszą jak same sobie radzą
            ze swoimi mężusiami, kiedy chcą coś nowego kupić do domu. A może
            inne kobiety nie maja takich problemów? Nie musza chodzić za mężem
            i gadać mu 2 lata że trzeba w to czy w tamto zainwestować. To może
            mnie się tylko taki jeden egzemplarz trafił??? Naprawdę wszystkim
            Wam tak ulada się cudownie i rewelacyjnie z Waszymi partnerami???
            • luka76 Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 09.10.07, 00:46
              "to niech sobie szuka innej" - Irmina a nie przyszlo ci do glowy ze on ta "inna"
              juz dawno ma?
              • kulka100 Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 09.10.07, 09:42
                "to niech sobie szuka innej" - Irmina a nie przyszlo ci do glowy ze
                on ta "inna"
                juz dawno ma?
                ------
                No moze to i byc prawda, dlatego wszystko olewa w domu.
                A co do autorki to nie wiem sama. Ja mam mase problemow chociaz tak
                jak napisalam w zwiazku jestem 5 lat a nie 17. Ale ja juz teraz
                zaczelam planowac co bedzie za 12 lat. Wiec zabezpiczam sie na
                przyszlosc ak moge zbey nie byc w Twojej sytuacji. Wiec ja mam
                wlasne mieszkanie a chlop kupil dom w ktorym niebawem bedziemy
                mieszkac a moje mieszkanie wynajmiemy.Ale jak dojde do wniosku tak
                jak ty ze trzeba sie rozstac to bede miec gdzie pojsc. Wierze w
                milosc do grobowej deski ale zawsze sie jest lepiej zabezpiczyc.
                Dlaczego Ty tego nie zrobilas? Teraz chcesz wywalic meza z domu bo
                jego rodzice maja wieksze mieszkanie??? Ale on mieszka w Waszym
                wsponym mieszkaniu i chyba narazie mu sie nie spieszy do wyprowadzki.
                Niestety ale trudno Ci wspolczuc jezeli to Twoj maz przynosi kase do
                domu i Was utrzymuje a Ty caly czas nazekasz.Moze on jest zmeczony
                praca? Jego rodzice daja wam pieniadze a nie Twoja mama. Wybacz, ja
                rozumiem ze Twoja mama moze nie miec, ale jak oni sa wszyscy tacy
                zli to po co od nich przyjmujesz pomoc?


            • elam1 Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 09.10.07, 07:48
              Spodziewałaś się głaskania po głowie. Przecież Ty jesteś 17 lat w
              związku, a myslenie masz przepraszam cIę ale na etapie 17 - latki -
              niedoświadczonej życiem.
              Małżeństwo, o ile w to wierzysz jest na całe życie, - chociaż traci
              ostanio na wartości.
              Napisałaś, że Twój mąż czeka aż Ty zrobisz wszystko - bo może
              nastąpił kiedyś - może nie zauważyłaś - taki moment w Waszym
              życiu, że zajęłaś Jego miejsce.
              A to co tu piszesz o "lepszym życiu" - kupując rzeczy na kredyt -
              jest śmieszne. I nie przystaje na osobę, która ma pokazać wzorzec
              jak żyć -dla jednego dojrzewającego syna i jednego młodszego.
              Potem trudno się dziwić, że społeczeństwo jest coraz bardziej
              konsumpcyjne.
              Samo słowo "mężusiami" - pokazuje na jakiej pozycji stawiasz męża.
              • marzeka1 Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 09.10.07, 09:51
                Przeczytałam cały wątek i jako rok starsza stażem mężatka powiem ci tak: nie masz racji w wielu sprawach. Nie lubisz męża, jego rodziny,rozwiedź się, jeśli będzie ci tak lepiej. Masz ogromne wymagania, ale może jednak SAMA zarób na ten samochód, kolejny kredyt (skoro to takie szczęście). W tych postach widzę pełną prestensji do świata i ludzi kobietę.Skoro mąż to taki balast, pozbądź się go, wyprowadź, sama zdobądź świat.
                • irmina-live Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 09.10.07, 15:52
                  marzeka1 napisała:

                  > Przeczytałam cały wątek i jako rok starsza stażem mężatka powiem
                  ci tak: nie ma
                  > sz racji w wielu sprawach. Nie lubisz męża, jego rodziny,rozwiedź
                  się, jeśli bę
                  > dzie ci tak lepiej. Masz ogromne wymagania, ale może jednak SAMA
                  zarób na ten s
                  > amochód, kolejny kredyt (skoro to takie szczęście). W tych postach
                  widzę pełną
                  > prestensji do świata i ludzi kobietę.Skoro mąż to taki balast,
                  pozbądź się go,
                  > wyprowadź, sama zdobądź świat.

                  Ja tez pisałam już, że nie mam gdzie się wyprowadzić - to raz. Mąż
                  ma- tak mu ze mną źle ale siedzi.
                  To też jest moje miekszanie w akcjie notarialnym zapisane jest na
                  nas dwoje , a nie tylko na mężą.
                  Tak, nie lubię męża rodziny, gdzie jest napisane , że muszę.
                  Owszem jestem wdzięczna teściowej za pomoc przy dziecku - jestem
                  grzeczną i potulna synową. Nie kłoce się z nią i szanuje ją. Nie
                  przeciwstawiam jej się .Tak jak tez pisalam wcześniej wiele w
                  naszych relacjach popsula męża siostra i denerwowało mnie to, że mąż
                  trzymał ZAWSZE i do dziś ich stronę.On by chciał żeby byl wilk syty
                  i owca cała a czasami się tak nie da.
                  Co do jego siostry, to też wiele rzeczy przełknęłam bo nie chcialam
                  wywoływać awantur. Staram się w związku z tym jak najrzedziej z nią
                  i jej rodzina spotykać.
              • parispari Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 09.10.07, 16:06
                Jeżeli jej mężowi sie nic nie chce i wszystko musi sama za niego
                załatwiać, to nie ma mowy o zajmowaniu czyjegokolwiek miejca,
                detronizacji, skoro NIGDY go tak naprawdę nigdy nie zajmował.
                Spróbujecie toczyć boje o byle gó... Po 17 latach może się
                nazbierać. A wy odbieracie to jakby się czepiała.
                Ma prawo wymagać od drugiej strony nie tyle pomocy w obowiązkach
                domowych co w życiu rodzinnym. Gdyby nie ona to nadal we czworo by
                mieszkali w kawalerce.
                Konsumpcynym stylem życia nazywacie chęć kupna lepszego auta, ktore
                jest potrzebne, bo stare się już rozlatuje?
    • listekklonu Gajowy 09.10.07, 08:52
      Wciąż w dobrej formie jak widzę :P
      • irmina-live Re: Gajowy 09.10.07, 11:01
        Wyjaśniam:
        Przed niczym ani przed nikim nie musiałam zabezpieczać się,
        poniewaz wychodząc za mąż już pracowalam. Stracilam pracę po 15
        latach i do głowy mi nie przyszło, że mogę ją starcić. Tym bardziej,
        że podjęłam studia i podnosilam swoje kwalifikacje. Miałam dobrą
        pensję, mialam możliwość brania różnych pożyczek, czy kredytow i za
        to kupowaliśmy wiele rzeczy do domu- dorabialiśmy się od
        przysłowiowej łyżki do herbaty.
        Zastanawia mnie w tym jedno, że nie widziecie lub nie chcecie
        zobaczyć, że ja również wtedy, kiedy pracowalam wiele wniosłam,
        nawet więcej niż mój mąż ale wy tylko widziecie JEGO i jego heterę
        żonę. Włąśnie dlatego, że mialam dobrze platną pracę chcialąm kupić
        samochód (jak już wspominialąm wcześniej uzywany ale w dobrym
        stanie - więc żaden luksus), chcialam zmienić mieszkanie na większe,
        bo tak jak też wcześniej pisalam mieszkaliśmy w 30 m we 2 z
        dzieckiem w wieku szkolnym.
        Biorąc kredyt na mieszkanie dla banku byliśmy wierzytelnymi
        pożyczkobiorcami bo obydwoje dobrze zarabialiśmy. Ponadto mialam
        możliwość w pracy zalatwiać wczasy, ktore załatwiałam, dzięki temu
        wyjeżdżaliśmy z mężem na wczasy, na urlopy zimą, etc. U męża w
        pracy, niestety nie było takich możliwośći ale z czasem zaczął
        zarabiać lepiej. Myslę, że faktycznie mój mąż przyzwyczaił się,. że
        ma wszystko gotowe , podstawione pod nos. I teraz kiedy czasem musi
        podjąc decyzję z racji przywileju , że pracuje, jest po prostu
        problem, bo do tej pory żadnych ważnych decyzji nie musiał
        podejmować.
        Kiedy straciłam tą pracę, zawalił mi się świat, ale nie zrozumie
        tego nikt, kto pracy nie stracił zwlaszcza dobrze płatnej i z dobrym
        socjalem.
        Później ukladało się różnie, znajdowałam pracę ale za 650 zł. na
        rękę, za 850 zł. na rękę, ba nawet bylam dyrektorem za 1.500
        brutto.Ale mimo to dorabiałam jeszcze przepisywaniem na komputerze
        prac. Mój mąż tez w między czasie skończył studia i cały czas
        pracuje tam gdzie pracuje.
        I wszystko byłoby fajnie i OK gdyby nie to że czy ja mialam dobrze
        platną prace , czy gorzej platną, niestety o wszystko musialam i
        musze do dziś staczać z mężem "boje " cokolwiek chcę zalątwić.
        Ta sytuacja zaczyna mnie juz męczyć i odnosze wrażenie ,że mężowi
        już na niczym nie zależy. ON rano wstaje, idzie do pracy, wraca i
        żyje obok mnie.
        Owszem , remont kuchni zmierza ku końcowi. I tez wszystko byłoby
        fajnie, gdyby nie to, że znowu uzależnia decyzje od sugestii
        teściowej a z tym co mnie jest potrzebne się nie liczy. Prosty
        przyklad: teściowa ma w kuchni blat, my nie mamy. Prosilam męża żeby
        tak gospodarował pieniążkami, żeby starczyło nam na zmywarkę (bo
        jest okazja, żeby kupić)ale teściowa zasugerowała mężowi że
        przydałby nam się blat (bo ona ma i nie wyobraża sobie, żeby w
        kuchni nie było blatu) noi i mój mąż chce zrobic ten blat ale wtedy
        nie będzie gdzie postawić zmywarki. Tak więc sami widzicie.
        Dlatego mówię mężowi, że jeśli mieszka i żyje ze mną, jestem matką
        jego dzieci i mamy za sobą 17 lat pożycia małżeńskiego to chyba mam
        prawo żeby mnie wysłuchał.Czyżbym sie mylila??? A jeżlei uważa, że
        ja mu nie pasuję i jest mu ze mną źle to w takim razie powinien
        pomysleć o zmianie żony i zamieszkania. Bo i tak już do końca życia
        będzie się sugerował podpowiedziami teściowej. A i zapomnialam
        dodać, że choćby ze strony jego matki czy siostry zachowanie w
        stosunku do mnie było nie w porządku to zawsze mąż będzie po ich
        stronie i będzie ich bronić. Ciekawe, prawda??? Tylko po co w takim
        razie jest ze mną??? Może faktycznie inna kobieta, ktora też NIC od
        zycia NIE CHCE dalaby mu więcej szczęścia?
    • modonia Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 09.10.07, 10:48
      No dziwię się Twojemu mężowi,że z Tobą wytrzymuje. Nie rozumiem zupelnie
      pretensji do teściów. Dziecka pilnują, finansowo pomagają i jeszcze źle?
      Sprzdali ziemię to nie po to, żeby kupić samochód który po kilku latach jest nic
      nie wart. Nie rozumiesz gradacji? Nikt normalny ne sprzedaje ziemi, żeby kupic
      samochód. I wcale sie Im nie dziwię, że pstawili taki warunek. Ja osobiście też
      bym, nie chciała żeby w ten sposób zdobyte pieniadze przeznaczać na taki zkup.
      No, nie chcałabym mietakiej synowej i nikomu takiej nie życzę.
      • irmina-live Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 09.10.07, 11:09
        modonia napisała:

        > No dziwię się Twojemu mężowi,że z Tobą wytrzymuje. Nie rozumiem
        zupelnie
        > pretensji do teściów. Dziecka pilnują, finansowo pomagają i
        jeszcze źle?
        > Sprzdali ziemię to nie po to, żeby kupić samochód który po kilku
        latach jest ni
        > c
        > nie wart. Nie rozumiesz gradacji? Nikt normalny ne sprzedaje
        ziemi, żeby kupic
        > samochód. I wcale sie Im nie dziwię, że pstawili taki warunek. Ja
        osobiście też
        > bym, nie chciała żeby w ten sposób zdobyte pieniadze przeznaczać
        na taki zkup.
        > No, nie chcałabym mietakiej synowej i nikomu takiej nie życzę.

        Chodzi mi tylko o to, że jeśli daje się komuś prezent czy w postaci
        pieniężnej czy rzeczowej to nie powinno się stawiać warunków. Skoro
        jednak teściowie postawili warunki i my jako odrębne małżeństwo nie
        mieliśmy nic do piowiedzenia , więc zrobiliśmy, a włąściwie m,ój
        mąż - zrobił, tak jak sobie życzyli.
        Zaznaczam jeszcze raz, że kiedy kolejny już samochód kupiła ich
        córka , to wszystko OK. Więc myslę, że jakaś tu niesprawiedliwość
        jednak jest. Bo ona jednak zdecydowala na co chce przeznaczyć
        pieniądze, a my nie mieliśmy takiej możlwiości.
        • kulka100 Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 09.10.07, 11:45
          Wyglda na to ze problemy zaczely sie wtedy jak ty zaczelas malo
          zarabiac. A jednak trzeba bylo sie zabezpiczyc. Jedna taka rozwodka
          kiedys mi powiedziala ze najlepsze co moze zrobic kobieta, to miec
          oszczednosci, bo w malzenstwie jest dobrze dokad nie zrobi sie zle.
          Boli Cie teraz to, ze maz lepiej zarabia. A po co w takim razie
          kazesz mu zmieniac prace? Wez troche wyluzuj. A jezeli Twoj maz
          slucha sie po 17 latach mazlenstwa mamusi to znaczy ze jest du...a a
          ja wczesniej juz to napisalam. Teraz masz dylemat ze chcesz go
          zostawic, ale gdzie pojdziesz? W sumie jedyne co Cie trzyma to nawet
          nie dzieci tylko brak lokum do ktorego mozesz sie przeprowadzic.
          • irmina-live Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 09.10.07, 12:37
            kulka100 napisała:

            > Wyglda na to ze problemy zaczely sie wtedy jak ty zaczelas malo
            > zarabiac. A jednak trzeba bylo sie zabezpiczyc. Jedna taka
            rozwodka
            > kiedys mi powiedziala ze najlepsze co moze zrobic kobieta, to miec
            > oszczednosci, bo w malzenstwie jest dobrze dokad nie zrobi sie
            zle.
            > Boli Cie teraz to, ze maz lepiej zarabia. A po co w takim razie
            > kazesz mu zmieniac prace? Wez troche wyluzuj. A jezeli Twoj maz
            > slucha sie po 17 latach mazlenstwa mamusi to znaczy ze jest du...a
            a
            > ja wczesniej juz to napisalam. Teraz masz dylemat ze chcesz go
            > zostawic, ale gdzie pojdziesz? W sumie jedyne co Cie trzyma to
            nawet
            > nie dzieci tylko brak lokum do ktorego mozesz sie przeprowadzic.

            Nie boli mnie to, że mąż zarabia więcej, tylko boli mnie to, że
            teraz poczuł się panem i włądcą calej sytuacji, bo jestem wlaściwie
            uzależniona od niego finansowo, ale tez nie chodzi o uzależnienie.
            Wiadomo , teraz mąż ma pracę i zarabia na rodzinę.Ze mną jest
            różnie ale też zdobywam kasę, tyle, że nie mogę przez to nic
            zalatwić, np . w banku, wziąć kredyt, bo wprawdzie prowadze firme
            ale ofiacjlnie nie ejstem zatrudniona. Aha z pracy ktora ostatnio
            znalazlam, zrezygnowalam. Wole juz zajmowac się sprawami
            firmy.Przynajmniej mam miejsce pracy i zadowolenie, jeżeli zrobię
            zlecenie i dodatkowo jeszcze na tym zarobię. Gdyby nie zakaz
            reklamy, chętnie podalam bym Wam stronę internetową.
            Muszę tylko poczynić jakieś kroki aby z mojego prowadzenia firmy
            odkladać na ZUS i przyszłą emeryturę. A pro po, może ktoś z Was coś
            by mi w tym temacie poradził. Bo mąż żony nie może ofiacjalnie
            zatrudnić. W spółkę cywilną nie chcę z mężem wchodzić.
            A może po prostu przepisać ta firmę na siebie???


            • paulajal Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 09.10.07, 14:31

              1. Jak większość forumowiczek nie rozumiem dlaczego chciałabyś
              narzucić teściom na co Wam dają pieniądze? moim zdaniem to b miło z
              ich strony, że w ogóle dają dorosłym pracującym ludziom cokolwiek i
              mają prawo zdecydować na co, bo to ICH pieniądze, zresztą
              zdecydowali rozsądnie (przecież nie kazali Wam za tę kasę jechać na
              Majorkę).

              2. Twój mąż pracuje, trudno więc nazwać go leniem. Myślę, że jest
              osobą mało przebojową i tak mu dobrze. Nie każdy chce mieć więcej,
              lepiej, kolejne dziecko itd, dla niektórych bardziej cenna jest
              świadomość, że nie wisi im kredyt nad głową, kolejne dziecko na
              utrzymaniu. To też trzeba zrozumieć.

              3. Z czego chciałabyś utrzymać siebie i synów po rozwodzie? gdzie
              mielibyście zamieszkać?

              4. Rozumiem, że nie odpowiada Ci takie życie, że ta sytuacja jest
              dla Ciebie trudna, ale może zacznij zmiany od siebie, bo głównie
              wiele wymagasz od innych: poszukaj (lepszej) pracy i za zarobione
              pieniądze kup coś do domu, pomyśl jak zaoszczędzić na nowsze auto,
              po raz kolejny przejmij inicjatywę i sama wyciągnij gdzieś męża,
              aby przekonać się czy potraficie miło spędzić razem czas we dwójkę.

              5. Rozwód to ostateczność, kiedy zawiedzie już wszystko inne, a
              człowiekowi, któremu przysięgałaś dozgonną miłość winna jesteś
              przynajmniej próbę uratowania Waszego małżeństwa.
              • irmina-live Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 09.10.07, 15:38

                "Jak większość forumowiczek nie rozumiem dlaczego chciałabyś
                narzucić teściom na co Wam dają pieniądze"
                Bo ja nic nikomu nie narzucam jak wręczam komus prezent - nie
                stawiam żandych warunków. I dla mnie to jest dziwne i głupie.Powinni
                oprzynajmniej zapytać - nie sądzisz???- na co chcielibyśmy wydać te
                pieniądze.A pienbiądze akurat w tym czasie zalatwili- tak się
                złożyło. Dla siebie też mają i też je odpiwedni ozainwestowali.

                Rozumiem, że nie odpowiada Ci takie życie, że ta sytuacja jest
                dla Ciebie trudna, ale może zacznij zmiany od siebie, bo głównie
                wiele wymagasz od innych: poszukaj (lepszej) pracy i za zarobione
                pieniądze kup coś do domu, pomyśl jak zaoszczędzić na nowsze auto,
                po raz kolejny przejmij inicjatywę i sama wyciągnij gdzieś męża,
                aby przekonać się czy potraficie miło spędzić razem czas we dwójkę.

                "Lepszej"pracy NIE MA!!! Szukałam pracy ROK czasu.
                KUPOWAŁAM !!!jak pracowalam i dobrze zarabialam.
                Ludzie zacznijcie nareszcie CZYTAĆ ZE ZROZUMIENIEM to co piszę, bo
                nie rozumiecie tego co czytacie.A potem dziwić się że w Polsce jest
                źle!
                INICJATWYWA wychodzenia gdzieś z domu ZAWSZE wychodzi ode mnie , bo
                mąż nie chce , bo "nie - bo nie" dla zasady!!!

                "Twój mąż pracuje, trudno więc nazwać go leniem. Myślę, że jest
                osobą mało przebojową i tak mu dobrze. Nie każdy chce mieć więcej,
                lepiej, kolejne dziecko itd, dla niektórych bardziej cenna jest
                świadomość, że nie wisi im kredyt nad głową, kolejne dziecko na
                utrzymaniu. To też trzeba zrozumieć"

                A ja myślę, że on jest zwykłym egoistą, ktory boi się włąsnego
                cienia. Myśli tylko o tym, żeby to ON nie miał problemów, NIE MY,
                tylko ON!

                5. Rozwód to ostateczność, kiedy zawiedzie już wszystko inne, a
                człowiekowi, któremu przysięgałaś dozgonną miłość winna jesteś
                przynajmniej próbę uratowania Waszego małżeństwa.

                Tak ostateczność i dlatego postanowiłam że będziemy życ obok siebie,
                ja zajmę sie tym czym się zajmowałam a mąż niech sobie pracuje i
                żyje pracą. Dzieci będą miały mame i tatę i będzie wszystko OK>
                To też jest MOJE MIESZKANIE -ciekawe że nikt z was tego do tej pory
                nie zuważył - nie będę się wyprowadzać, bo mój wklad tez jest
                wniesiony nie tylko pieniężny.
                I przestańcie bronić mojego męża, bo większość z Was nie
                wytrzymalaby z nim tygodnia, owszem z pozoru jest miły i
                sympatyczny ale to tylko pozory.Wiele moich koleżanek się nim
                zachwyca, że taki spokojny, a ja tego jego spokoju mam już po
                dziurki w nosie!!!
                Ile z was chciałoby swojego chłopaka ciągle gdzieś wyciągać???
                miesiąć, trzy , pół roku??? w końcu chyba każdemu znudziłoby się.
                Dlatego i mnie sie już znudziło. Trudno, niech mój mąż robi co chce,
                niech sobie zakląda ten głupi blat. I niech żyje pod dyktando swojej
                mamusi.
                Ja mam inne zajęcie.


              • irmina-live Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 09.10.07, 15:39
                Jak większość forumowiczek nie rozumiem dlaczego chciałabyś
                narzucić teściom na co Wam dają pieniądze"
                Bo ja nic nikomu nie narzucam jak wręczam komus prezent - nie
                stawiam żandych warunków. I dla mnie to jest dziwne i głupie.Powinni
                oprzynajmniej zapytać - nie sądzisz???- na co chcielibyśmy wydać te
                pieniądze.A pienbiądze akurat w tym czasie zalatwili- tak się
                złożyło. Dla siebie też mają i też je odpiwedni ozainwestowali.

                Rozumiem, że nie odpowiada Ci takie życie, że ta sytuacja jest
                dla Ciebie trudna, ale może zacznij zmiany od siebie, bo głównie
                wiele wymagasz od innych: poszukaj (lepszej) pracy i za zarobione
                pieniądze kup coś do domu, pomyśl jak zaoszczędzić na nowsze auto,
                po raz kolejny przejmij inicjatywę i sama wyciągnij gdzieś męża,
                aby przekonać się czy potraficie miło spędzić razem czas we dwójkę.

                "Lepszej"pracy NIE MA!!! Szukałam pracy ROK czasu.
                KUPOWAŁAM !!!jak pracowalam i dobrze zarabialam.
                Ludzie zacznijcie nareszcie CZYTAĆ ZE ZROZUMIENIEM to co piszę, bo
                nie rozumiecie tego co czytacie.A potem dziwić się że w Polsce jest
                źle!
                INICJATWYWA wychodzenia gdzieś z domu ZAWSZE wychodzi ode mnie , bo
                mąż nie chce , bo "nie - bo nie" dla zasady!!!

                "Twój mąż pracuje, trudno więc nazwać go leniem. Myślę, że jest
                osobą mało przebojową i tak mu dobrze. Nie każdy chce mieć więcej,
                lepiej, kolejne dziecko itd, dla niektórych bardziej cenna jest
                świadomość, że nie wisi im kredyt nad głową, kolejne dziecko na
                utrzymaniu. To też trzeba zrozumieć"

                A ja myślę, że on jest zwykłym egoistą, ktory boi się włąsnego
                cienia. Myśli tylko o tym, żeby to ON nie miał problemów, NIE MY,
                tylko ON!

                5. Rozwód to ostateczność, kiedy zawiedzie już wszystko inne, a
                człowiekowi, któremu przysięgałaś dozgonną miłość winna jesteś
                przynajmniej próbę uratowania Waszego małżeństwa.

                Tak ostateczność i dlatego postanowiłam że będziemy życ obok siebie,
                ja zajmę sie tym czym się zajmowałam a mąż niech sobie pracuje i
                żyje pracą. Dzieci będą miały mame i tatę i będzie wszystko OK>
                To też jest MOJE MIESZKANIE -ciekawe że nikt z was tego do tej pory
                nie zuważył - nie będę się wyprowadzać, bo mój wklad tez jest
                wniesiony nie tylko pieniężny.
                I przestańcie bronić mojego męża, bo większość z Was nie
                wytrzymalaby z nim tygodnia, owszem z pozoru jest miły i
                sympatyczny ale to tylko pozory.Wiele moich koleżanek się nim
                zachwyca, że taki spokojny, a ja tego jego spokoju mam już po
                dziurki w nosie!!!
                Ile z was chciałoby swojego chłopaka ciągle gdzieś wyciągać???
                miesiąć, trzy , pół roku??? w końcu chyba każdemu znudziłoby się.
                Dlatego i mnie sie już znudziło. Trudno, niech mój mąż robi co chce,
                niech sobie zakląda ten głupi blat. I niech żyje pod dyktando swojej
                mamusi.
                Ja mam inne zajęcie.
                • binia-kinia Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 10.10.07, 00:55
                  Irmina, spokojnie. Wsztsykie te panienki, które tak swietnie pojmują
                  partnerstwo, nie mają mężów ani faceta przy boku, oddałyby wszystko
                  dla kalesonów wtszących na klamce. Rozumiem Cię, ponieważ mam prawie
                  identyczną sytuację. Sama do tej pory nie podjęłam żadnej decyzji,
                  ponieważ mam dzieci, a sama jestem z rozbitej rodziny i nie chcę
                  narażać swoich dzieci na traumę związaną z rozwodem.Wiec nie wiem co
                  Tobie doradzić. Pozdrawiam.
                  • kulka100 Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 10.10.07, 09:52
                    hahahhaa...napewno irmina Cie polubi bo wyznajesz jej teorie.
                    Niektorym w zyciu sie udaje, szkoda tylko, ze coraz zadziej.
                    Niestety postawa taka jak Twoja i Irminy nie pomaga w tym aby
                    zwiazek byl dobry.
                    ----
                    Wsztsykie te panienki, które tak swietnie pojmują
                    > partnerstwo, nie mają mężów ani faceta przy boku, oddałyby
                    wszystko
                    > dla kalesonów wtszących na klamce

                    Hhahaha....ale to wy wuszlyscie za maz pewnie po to zeby miec te
                    kalesony.Macie kalesony i co??? problem! Wiec moze lepiej jednak nie
                    miec tych kalesonow.
              • parispari Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 09.10.07, 16:23
                1. Jezeli mają ochotę dysponować własnymi pieniędzmi to niech wydają
                je na remont SWOJEJ KUCHNI. Dorośli ludzie sami powinni mieć
                mozliwość decydowania na co ich zdaniem sa im potrzebne pieniądze.
                Co ich to obchodzi na co zaostaną wydane te srodki finansowe? Oni
                bardziej wiedzą co im w tej chwili jest najbardziej potrzebne.

                2. Nie każdy chce mież więcej i lepiej zgadza się. ale mu tu nie
                piszemy o pałacach a o zwykłym poprawieniu wygody zycia, chociażby
                poprzez kupno większego mieszkania (no najlepiej z dowjgiem dzieci
                mieszkać do usranej smierci w kawalerce, to wieźniowie dostają szału
                bo muszą mieszkać na małej powierzchni z kilkoma osobami).

                4. Jak tu spedzic miły czas we dwójke jak on nawet dupy nie chce
                ruszyć do kina 20 metów dalej?

                5. Oprócz przysięgi małżeńskiej dotyczącej miłości składa się też
                inne zobowiązania. W ich związku tego, nie widać, nie słychać i nie
                czuć. To dlatego, że składała przysięgę małżeńską ma się z tym
                debilem kolejne nascie lat upieprzać?
    • frankhestain niezły z Ciebie pasozyt 09.10.07, 17:27
      maz ma stala prace i ma brac kredyty na to co Ty wymyslisz a dlaczego on ma miec
      odpowiedzialnosc a Ty nie, nie jestes nawet w stanie utrzymac stalej pracy a
      innym stawiasz wymagania moze zacznij wymagac od siebie najpierw
      • siostra_siostry Re: niezły z Ciebie pasozyt 09.10.07, 17:37
        A ja to Ci serdecznie wspolczuje. Czyim Ty zyciem zyjesz? Bo na
        pewno nie swoim. Oni wszyscy wokol robia co chca a Ty taczysz jak Ci
        zagraja. Nie mowisz wprost o co ci chodzi bo tesiowa sie obrazi, bo
        siostra meza sie obrazi bo tak trzeba. I mąż ktory w ogole nie jest
        za toba. Na czym tak w ogole polega Twoje zycie? Nigdy nie zrozumiem
        ludzi ktorzy zyja w jakis sposob bo tak nalezy. Szkoda by mi bylo
        czasu na spotkanie rodzinne z ludzmi ktorzy sa mi wrodzy. I na
        malzenstwo ktore jest fikcja. Bo inaczej tego nazwac nie moge. Maz
        Cie nie docenia, nie widzi twojego wkaldu w wasze zycie. Nie spedza
        z Toba wolnego czasu w sposob kreatywny i satysfakcjonujacy dla
        obojga.
        I Ty sie pytasz czy masz to wszystko rozwalac?? Ale co, przepraszam?
        Przeciez tam nic nie ma. To tylko marne i smutne przedstawienie.
        Pomysl wreszcie o sobie, pamietaj sie poki czas, poki jestes jeszcze
        mloda. Zacznij zyc tak jak Ty chcesz i czujesz. Odrzuc te falszywe
        usmiechy i dogadzanie innym. Stworz siebie i swoje zycie od nowa.
        • paulajal Do autorki. 09.10.07, 21:32

          Strasznie krzyczysz (te wykrzykniki i drukowane litery), oskarżasz
          nas, niesłusznie, o niezrozumienie i nieczytanie Twoich postów, a
          może weźmiesz wreszcie pod uwagę, że możemy mieć inne zdanie niż
          Twoje? Różni ludzie różnie postrzegają rózne sprawy.

          Jeśli w życiu również jesteś taka zaparta w swoich opiniach i
          nieprzejednana, to chyba niełatwą osóbką do życia jesteś. I nie
          piszę tego złośliwie, po prostu może teraz Ty przeczytaj uważnie to
          co Ci odpisały forumowiczki, przemyśl to bez emocji, a potem...
          postępuj jak zechcesz, w końcu to Twoje życie.

          Tak czy inaczej wszystkiego dobrego.

          Ps. A porównywanie gotówki jako komunijnego prezentu do pieniędzy
          darowanych dorosłym ludziom przez teściów to jakaś kompletna
          pomyłka...

          Ps.2 I raczej nie łudź się, że jeśli zechcesz rozwodu, to mąż ot
          tak "odda" Ci Wasze mieszkanie.
          • elam1 Re: Do autorki. 09.10.07, 22:05
            A ja tak dodam jeszcze od siebie, że tak postawione pytanie - trochę
            mi koliduje z kobietą która ma 17 letni staż małżeński no i
            odpowiednio do tego stażu trochę lat. No nie żebym sie czepiała, ale
            w "Nad Niemnem" tez była fajna dygresja - że od zaręczonej panienki
            trochę powagi się wymaga. A Elżunia była młódką :)
            • yagres Re: Do autorki. 10.10.07, 08:59
              Reprezentujesz typową postawę roszczeniową: należy mi się, trzeba to
              zrobić, trzeba to kupić, trzeba się ustawić itp. Na miejscu twego
              męża nie wytrzymałbym z tobą.
              Więcej samodzielności w życiu. Jak coś chcesz, sama to zrób, sama
              zapracuj a nie ciegle tylko wymagaj. Twój mąż zdaje się ma dwóch
              szefów w życiu albo nawet trzech: szef w pracy, ty jako szefowa
              ogniska domowego, no i szefowa - jego matka, którą też musi słuchać.
              Nie dziwię się, że facet zatracił swą indywidualnośc i jest bierny
              bo ileż można ciągle słuchać poleceń, zakazów i nakazów.

              Jeśli tak bardzo pragniesz rozwodu to po pierwsze nie masz żadnych
              podstaw aby je uzyskać, a po drugie następnego takiego jelenia
              raczej nie znajdziesz mając taki, nastawiony na żądania charakter.
              Spróbój, powodzenia!
              • irmina-live Czy brać rozwod, czy czekać???? 10.10.07, 11:05
                Witam i dziekuje za inne jeszcze opinie.
                OK- nie krzyczę! oczywiście , że sie denerwuje, bo tak jak pisalam
                starcilam bardzo dobra pracę po 15 latach. Obecnie ok. 5 lat ciągle
                poszukuje innej pracy, nie dlatego, że nie mogę utrzymać pracy ale
                ze względów płacowych. Pisałam, że pracowałam naprawdę za marne
                grosze a pracodawcy mieli bardzo wysokie wymagania. Miałam i taka
                prace, że pracowalam na 1/2 etatu (male dziecko -karmiłam) a szef
                firmy wymagał ode mnie "obskakiwania" 2 etatów za 650 zł na rękę.
                Sam mąż mi wtedy odradzał tą pracę, i nawet zadecydował (o dziwo!!!)
                żebym sie zwolniła. Dodam jeszcze że dostałam aneks do umowy z 1/2
                etatu na 1/4, w związku z czym chyba nie mialam tam dalej czego
                szukać. Potem pracowałam za 1.500 BRUTTO (jako Dyrektor- ha,ha,ha)
                gdzie dojeżdżałam do pracy poza miasto i na benzynę traciłam z tego
                ok. 400 zł. miesięcznie.(inny dojazd to ok. 1 -1,5 godziny z
                przesiadkami w JEDNĄ STRONĘ). Wszystko fajnie tylko pracodawca
                zapominał wyplacać pensję, za październik wypłacił mi dopiero w
                listopadzie .Następna praca za 1000 zł. BRUTTO (ze względu na umowę
                o pracę) i miała to być praca biurowa, gdzie w pierwszym dniu
                okazało się, że miałam być handlowcem. Netto to 710 zł plus
                wytargowane 140 zł. ( na lewo) czyli = 850 zł. na rękę.+ prowizja
                15%, którą wypłacono mi tylko raz. Przyjmowałam te warunki ze
                względu na to że gdzieś musiałam pracować i tak jak wielu z Was mi
                tu zarzuca nie kręciłam nosem i nie wymagałam, poza tym ze względu
                na umowę o pracę, bo inna , moi drodzy , niestety nie liczy sie do
                EMERYTURY ani np. w UP przy naliczaniu zasiłku. Tak więc przyznaje
                jestem znerwicowa i zmęczona już tym ciągłym poszukiwaniem pracy. A
                jak tu też ktoś zauważyłam nie mam 25 lat.
                Do tego jeszcze dochodzą mi problemy ze starszym dzieckiem, musze
                ciągle uważać, żeby nie obrazić teściowej (jak ktoś też tu słusznie
                zauważył) bo pomaga mi w opiece nad dzieckiem więc nie mogę być dla
                niej niegrzeczna. i jej córki. Moja mam też już ma swoje lata i
                swoje nazwijmy to kaprysy. Do tego również dochodzi ciągła „walka”
                z moim mężem. Za mąż wyszłam , ponieważ się zakochałam czyli z
                miłości, tak to się nazywa? (nie bylam w ciąży). Wtedy tak
                myślałam , że to jest ten facet, z którym chcę być i święcie w to
                wierzyłam. Nie mówię, że jest złym człowiekiem, ale zwyczajnie nie
                pasujemy do siebie.
                Po ślubie obydwoje pracowaliśmy, byliśmy młodzi, dorabialiśmy się,
                później skoncentrowaliśmy się na dziecku, bo dużo chorował a i w
                pracy z koleżankami też nie mialam słodko. Ciągle wypominały mi, że
                chodze na zwolnienia, że ONE odwalają za mnie pracę. Efekt był taki,
                że pomijano mnie przy awansach, przy nagrodach, przy premiach. Albo
                mi nie dawano albo mi zaniżano. Dopiero po 8 latach po raz pierwszy
                dostałam nagrodę, ale tylko dlatego, że moja pani naczelnik
                odchodziła z pracy. Ale i to przełykałam, bo wiedziałam, że mają
                rację i nic nie zdziałam.
                Tak jak też już tu ktoś wcześniej zauważył, kiedy miałam pracę i
                zarabiałam nie miałam z mężem problemów odnośnie różnych inwestycji
                w domu. Teraz mam, choć sama nie siedzę bezczynnie i staram się jak
                mogę zarabiać . Ponieważ jednak nie mogę wielu
                rzeczy „przeskoczyć” ,np. w bankach z powodu braku umowy o pracę,
                dlatego zwracam się do męża o to żeby ON zalatwiał bo ma
                zatrudnienie na czas nieokreślony. Ale na wszelkie próby tłumaczenia
                męzowi i udowadniania, że to czy tamto jest nam potrzebne, mąz
                podchodzi na zasadzie „nie – bo nie”. To jest jego podstawowe
                tłumaczenie. Remont został przeprowadzony tylko ze względu na
                pieniądze od teściów.
                Powiem szczerze, że nie chce mi się biegać po sądach , pisać pism
                (nawet nie wiem jak to napisać), wiem, że jest z tym dużo zachodu.
                Poza tym pewnie mąż nie walczyłby o nasze małżeństwo, stwierdził by,
                że skoro tak chcę to niech tak będzie ale tu jest jeszcze kwestia
                podziału majątku i dzieci.
                Rozmawiałam tez mężem i o tym czyli o rozwodzie. Odpowiedział
                mi, „to idż i załatwiaj”. Pytałam, w takim razie, jakie on widzi
                rozwiązanie tej sytuacji, czy przeprowadził by się do teściów,
                ponieważ ja nie mam gdzie. Do teściów – nie chce. Możemy wystąpić o
                separację. Pytałam czy robiłby mi problemy o dzieci, szczególnie
                chodzi o młodsze dziecko. Odpowiedział „że tak” ale myślę, że chyba
                złośliwie.
                Więc na razie przeszłam w stan „oczekiwania co dalej” ale
                rzeczywiście ciężko mi się z mężem porozumieć. Nasze rozmowy
                ograniczają się do „co u starszego dziecka w szkole – na co trzeba
                dac pieniądze, co trzeba zaplacić i co załatwić w sklepie), o
                młodsze – jak u babci czy jak w przedszkolu i tyle.
                Nie wiem tylko jak tak dalej wytrzymam, radzicie mi też aby zacząć
                jednak żyć swoim życiem, pomyśleć o sobie i wyrwwać się z tego
                błędnego kola. Może rzeczywiście czas na ostre cięcie ??? Jeżeli
                faktycznie zdecyduję się na rozwód, to już NA PEWNO nie chce żadnego
                faceta. Wolę już być sama do końca życia.
                • elam1 Teraz trochę długo 10.10.07, 11:36
                  No widzisz, ta Twoja odpowiedź, zabrzmiała trochę inaczej.
                  Przynajmniej dla moich uszu (oczu).
                  Mam za sobą 20 lat małżeństwa - więc i trochę doświadczenia.
                  Chcę Ci powiedzieć, że pytanie jest wg mnie źle zadane, nie
                  dostaniesz odpowiedzi tak lub nie. Dawanie takiej odpowiedzi niesie
                  za sobą odpowiedzialność.
                  A ważne jest dla mnie też to czy jesteś osobą wierzącą.
                  Twój mąż wg opisów usunął się w cień, może mogłabyś zawalczyć o
                  Niego, zmienić wizerunek męża w swoich oczach, dać Mu szansę, aby
                  musiał podejmować decyzje. Mąż lubi być ważny w życiu rodziny, jeśli
                  nawet tak nie uważasz spróbuj dać Mu więcej niż masz przekonanie.
                  I tak mi jeszce przyszło do głowy. Czy rozmawiacie ze sobą - czy
                  wymieniacie komunikaty? To jest różnica.
                  Czy umiecie rozmawiać bez przyjmowania pozycji ataku, wymuszania -
                  czy mówicie sobie o swoich odczuciach, co boli co cieszy.
                  Np. przychodzę do męża i mówię - chcę to czy to - odpowiedź - nie.
                  Dlaczego - nie bo nie
                  Ale może mógłyś spojrzeć na to z innej strony
                  nie ma innej strony
                  Wiesz jak tak ze mną rozmawiasz to mnie to boli, rodzi się bunt.....

                  Chodzi o to, żeby się nie zamykać ale z łagodnością próbować
                  rozmawiać. Wy jesteście małżeństwem - walcz :-)
                  • skara Re: Teraz trochę długo 10.10.07, 13:13
                    Jasno widac, ze decyzje o separacji badz rozwodzie (zwal jak zwal)
                    juz podjelas. Nie chcesz byc dalej z mezem, nie znosisz go,
                    denerwuje Cie w nim wszystko. Ja to nawet jestem w stanie zrozumiec,
                    niezgodnosc charakterow nieraz jest nie do przeskoczenia.

                    Dobrze, czyli ten punkt mamy juz "odwalony".

                    Pozostaje pytanie: co dalej?

                    Gdzie bedziesz mieszkac? Z mezem w mieszkaniu? Bo ja doskonale
                    rozumiem, ze chlop nie ma ochoty wracac do swojej mamusi, chocby nie
                    wiadomo jakie palace miale. Nie zapominaj, ze MIESZKANIE JEST TEZ
                    JEGO. On nie ma zadnego obowiazku sie wyprowadzac, powiem wiecej, to
                    Ty chcesz rozwodu, wiec chocby na zlosc Tobie, ale tam zostanie. I
                    ma do tego swiete prawo. Tez by zostala na jego miejscu.

                    Z kim beda mieszkaly dzieci? Z Toba? Bedzie Ci ciezko, bo Twoja
                    marna pensja i niewielkie alimenty na luksusy raczej nie pozwola.
                    Zwlaszcza jesli jednak sie wyprowadzisz i bedziesz musiala placic za
                    wynajem. A sama wiesz najlepiej ile pieniedzy "pochlaniaja"
                    dorastajace dzieci.

                    Jak wyobrazasz sobie Twoje przyszle zycie? Ciagle balansowanie na
                    granicy ubostwa? Bo w koncu prace w kolko zmieniasz, nie masz stalej
                    umowy, ani godnych zarobkow. I fakt, wczesniej bylas zatrudniona
                    przez wiele lat w tej samej firmie, ale jak sama napisalas ciagle
                    bywalas na zwolnieniach. W dzisiejszych ciezkich czasach patrzy sie
                    glownie na efektywnosc i nie ma miejsca na sentymenty (choroba
                    dziecka). Przykre, ale prawdziwe. Wiec co, zycie na kredyt,
                    pozyczanie u znajomych i wegetacja do wyplaty?

                    A moze jakims wyjsciem bylby wyjazd za granice na kilka miesiecy?
                    Moglabys przemyslec to wszystko jeszcze raz, zarobic troche grosza i
                    wtedy decydowac. Z oddali latwiej zobaczyc sytuacje obiektywnie.

                    Zrobisz oczywiscie jak zechcesz, Twoje zycie, masz prawo ulozyc go
                    sobie po Twojej mysli, ale zastanow sie jak to wszystko ma wygladac.
                    Niestety kiedy w gre wchodza pieniadze decyzja musi byc dobrze
                    przemyslana.
                • skara Re: Czy brać rozwod, czy czekać???? 10.10.07, 13:19
                  Jasno widac, ze decyzje o separacji badz rozwodzie (zwal jak zwal)
                  juz podjelas. Nie chcesz byc dalej z mezem, nie znosisz go,
                  denerwuje Cie w nim wszystko. Ja to nawet jestem w stanie zrozumiec,
                  niezgodnosc charakterow nieraz jest nie do przeskoczenia.

                  Dobrze, czyli ten punkt mamy juz "odwalony".

                  Pozostaje pytanie: co dalej?

                  Gdzie bedziesz mieszkac? Z mezem w mieszkaniu? Bo ja doskonale
                  rozumiem, ze chlop nie ma ochoty wracac do swojej mamusi, chocby nie
                  wiadomo jakie palace miale. Nie zapominaj, ze MIESZKANIE JEST TEZ
                  JEGO. On nie ma zadnego obowiazku sie wyprowadzac, powiem wiecej, to
                  Ty chcesz rozwodu, wiec chocby na zlosc Tobie, ale tam zostanie. I
                  ma do tego swiete prawo. Tez by zostala na jego miejscu.

                  Z kim beda mieszkaly dzieci? Z Toba? Bedzie Ci ciezko, bo Twoja
                  marna pensja i niewielkie alimenty na luksusy raczej nie pozwola.
                  Zwlaszcza jesli jednak sie wyprowadzisz i bedziesz musiala placic za
                  wynajem. A sama wiesz najlepiej ile pieniedzy "pochlaniaja"
                  dorastajace dzieci.

                  Jak wyobrazasz sobie Twoje przyszle zycie? Ciagle balansowanie na
                  granicy ubostwa? Bo w koncu prace w kolko zmieniasz, nie masz stalej
                  umowy, ani godnych zarobkow. I fakt, wczesniej bylas zatrudniona
                  przez wiele lat w tej samej firmie, ale jak sama napisalas ciagle
                  bywalas na zwolnieniach. W dzisiejszych ciezkich czasach patrzy sie
                  glownie na efektywnosc i nie ma miejsca na sentymenty (choroba
                  dziecka). Przykre, ale prawdziwe. Wiec co, zycie na kredyt,
                  pozyczanie u znajomych i wegetacja do wyplaty?

                  A moze jakims wyjsciem bylby wyjazd za granice na kilka miesiecy?
                  Moglabys przemyslec to wszystko jeszcze raz, zarobic troche grosza i
                  wtedy decydowac. Z oddali latwiej zobaczyc sytuacje obiektywnie.

                  Zrobisz oczywiscie jak zechcesz, Twoje zycie, masz prawo ulozyc go
                  sobie po Twojej mysli, ale zastanow sie jak to wszystko ma wygladac.
                  Niestety kiedy w gre wchodza pieniadze decyzja musi byc dobrze
                  przemyslana.
    • lupus76 Weż jeden, drugi może dostaniesz w promocji n/t 10.10.07, 13:23

      • irmina-live Czy brać rozwod czy czekać? 10.10.07, 16:55
        Tam gdzie pracowałam 15 lat,chodzilam na zwolnienia dopiero po 3
        latach, bo wtedy urodził się starszy syn. Trwało to z różnymi
        przerwami (w między czasie miał opiekunki) ok. 5 lat. Ale wtedy
        kiedy mialam opiekunki, nie chodzilam na zwolnienia ale jakoś nikt
        tego nie pamiętał, pamiętano tylko to że chodzilam. A najwięcej
        krzyku o te moje zwolnienia na dziecko, robiła koleżanka, ktora sama
        nie mogła mieć dzieci (ale to już dawna histroia).
        Nie chodzi o to że ja męża nie znoszę , nie cierpię, po prostu
        denerwuje mnie i jestem już męczona tym, że ciągle musze "walczyć" o
        zakup czegoś do naszego gospodarstwa + to że nie bardzo moge gdzieś
        z nim wyjść,to że ja mowię że to jest białe, a mąż że czarne. Ktoś
        tu napisał, że mąż po zlości nie wypowrowadzi się, gdyby doszło do
        rozwodu. Włąśnie, myslę, że chodzi tu o jakąś jego głupią
        złośliwość, może on się denerwuje, że ja coś szybciej zrobię ,
        pomyślę, że zwyczajnie go wyprzedzam. Może to chodzi o jakąś ambicję
        męską??? Sama nie wiem. Ale zawsze mu tłumaczę, że komu on ma robić
        na złość czy na przekór?, przecież chodzi o nasze wspólne dobro.
        Poza tym przyzwyczaiłam się, ze mam męża, mam chłopa, w końcu 17
        lat spędziliśmy razem.
        Nie wiem wydaję mi się że inny facet, przynajmniej by się
        zastanwoił, przemyślał, czy nie mam racji. Ale muszę wam tez
        powiedzieć, że mój mąż nie pyta np. czy potrzebujesz pieniędzy? może
        potrzebujesz coś kupić?. Generalnie jest tak, że oplaty robi mój
        mąż, placi w supermarkecie przy zakupach, aha...oplaca starszemu
        obiady w szkole, a ja z pieniędzy firmowych, ktore zarobię,oplącam
        telefon komórkowy, koszty reklam w internecie, księgową, plącę
        sklądkę ZUS dla męża, itp."podbieram" też na przedszkole, daje
        starszemu synowi jakieś drobne, robię bieżące zakupy, czasem pozwolę
        sobie na jakiś lepszy krem i to wszystko.
        Aha...ostatnio z zarobionych pieniędzy zapłącilam za starszego syna
        wyjazd do Londynu na Zieloną Szkołę, zaplaciłam za zimowisko -12
        dni, i zaplącilam za kwatery nad morzem ,mąż placił za wyżywienie
        (tak się umówiliśmy).

        Pytalam męża, czy w razie rozwodu wziąłby pod opiekę starszego
        syna,na co się zgodził, ponieważ i tak mnie się nie słucha, mnie
        pyskuje, dla mnie jest opryskliwy, uważa mnie za "starą"
        i "głupią" . Ze mną zostałby młodszy synek, ale oczywiście nie
        robilabym mężowi problemów, żeby się z nim widywał.
        Poza tym myślam, że w Sądzie prosilabym o podział dla mnie
        komputera, mamy 2, jeden użytkuje starszy syn, a drugiego używam do
        prowadzenia firmy, więc może Sąd przyznalby mi jeden bo to byłoby
        moje jedyne źródło utrzymania.
        Musialabym znaleźć małą kawalerkę, w miarę umeblowaną, i zacząć żyć
        od nowa. Wiem i zdaję sobie sprawę że będzie mi bardzo ciężko,
        dltaego odwlekam złożenie pozwu rozwodowego, wciąż czekam, i czekam,
        że wydarzy się CUD, że w końcu dogadam się z mężem.
        • news21 Re: Czy brać rozwod czy czekać? 12.10.07, 18:48
          Uważam, że Twój mąż pojdzie żywcem do nieba, jeśli z Tobą wytrzymał
          17 lat.
          • irmina-live Re: Czy brać rozwod czy czekać? 13.10.07, 17:23
            Ha.ha.ha to chyba razem sie tam spotkamy, bo ja też się tam wybieram
            za 17 lat spędzone z moim mężem.
    • cartahena Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 13.10.07, 22:14
      Bardzo Ci wspolczuje meza minimalisty i w zasadzie lenia,
      emocjonalnego lenia. Znam takie przypadki. Duzo facetow po ozenku
      chce miec "swiety spokoj", zone, zeby gdzies sie krecila po domu,
      pozalatwiala sprawy zwiazane z jedzeniem, sprzataniem, praniem, a
      jemu nie zawracala glowy. "A jak uwazasz, ze jest brudno, to sobie
      posprzataj"- cytat ze znajomego.
      Ty od swojego mieza wcale tak znowu nie wymagasz wiele. Tylko
      poprawy komfortu zycia w niewielkim stopniu. Czy nie zasluzylas na
      ten komfort? Czy jestes zla matka, gospodynia? Kiedy bedziesz miala
      czas i zdrowie na przyjemnosci takie jak kino czy spacer? jak
      bedziesz miala 80 lat? Wcale nie dziwie sie, ze jestes rozgoryczona
      ta sytuacja. Czlowiek w koncu nie po to bierze sobie partnera na
      zycie, zeby byc w zwiazku osobno.
      Sprawa z tesciami to osobny temat. Wiele tesciow/tesciowych
      zniszczylo malzenstwa przez wtracanie sie i neakcptowanie
      synowej/ziecia. I to tez nie jest jakims odosobnionym przypadkiem.
      Po prostu Tz od yzcia chesy wiecej, niz tylko rutyny bez zadnych
      atrakcji.
      Nie wiem, co bym zrobila na Twoim miejscu. Nie mam w najblizszej
      rodzinie takiego przypadku. Moi rodzice, aczkolwiek dosc czesto sie
      kloca, czesto wyjezdzja gdzies razem, chodza do teatru, na spotkania
      ze znajomymi, duzo czesciej niz ja. A sa juz malzenstwem prawie 40
      lat! Widocznie pod wzgledem temperamentu sie lepiej dobrali....
      Moj ojciec jest tez dosc chytry, ale tez czasem podejmuje inicjatywy
      finansowe. Moja mama jest bardziej przebojowa i nastawiona na
      przyszlosc, co sie tez wiaze z tym, ze pracowala naukowo, gdzie
      ciagly rozwoj i uczenie sie jest niezbedne.
      Z rozwodem lepiej moze jeszcze poczekaj. Moze znajdziesz niedlugo
      prace i staniesz sie niezalezna finansowo, wiec nie bedziesz juz tak
      zalezna od meza...
      • cartahena Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 13.10.07, 22:20
        A moze poradnia malzenska by Wam pomogla? Nie doczytalam sie w
        Twoich postach, czy skorzystaliscie z takiej mozliwosci?
        • irmina-live Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 15.10.07, 13:27
          Do Katahena: Bardzo Ci dziekuje za miłe słowa. Padały tu co prawda
          różne wypowiedzi ale najczęściej oskarżające mnie, że wymagam nie
          wiadomo czego od swojego męża.
          Tak jak piszesz, nie wymagam luksusów i pałaców a tylko poprawy
          warunków bytowych, chociaż jestem osobą która stale dąży do czegoś
          więcej, nie tylko w sferze finansowej ale również w sferze
          intelektualnej. Jestem ambitna i przykro mi, bo jestem kobietą
          bardzo produktywną i mam wiele pomysłów i inwencji nie tylko w
          sprawach domowych, chcialabym się realizować rownież zawodowo,bo
          wiele zainwestowałam w swoje wykształcenie, a nie mam teraz gdzie
          się wykazać. Przykro mi też, że mój mąż nie dostrzega moich
          wysiłków i starań, ile mnie to wszystko kosztuje.
          Z ostatniej pracy zrezygnowałam bo nie miałam nawet podstawowych
          warunków do pracy.
          Zresztą teraz wszędzie pracodawcy chcą młodych, najchętniej biegle
          włądających językami, itd. Niestety, mnie skreśla od razu fakt, że
          nie znam biegle języka obcego, nie mam certyfikatów, choć
          np.j.ang.uczyłam się od szkoły podstawowej z róznymi przerwami w
          nauce.To daje mi jedynie znajomość komunikatywną, czyli umialabym
          się porozumieć gdybym, wyjechala za granicę. Ale tego nie zrobię bo
          mam małe dziecko(3 latka), ktorego za żadne skarby nie zostawię.
          No cóż szukam pracy dalej, może gdzieś jeszcze ktoś się mną
          zainteresuje...., staram się nie poddawać, choć juz na rynku pracy
          nie jestem taka młoda.
          Co do męża, to na razie wstrzymam się z różnymi decyzjami, cieszę
          się choć tym, że zrobiliśmy remont kuchni, cały czas
          jednak "pracuje" nad nim w sprawie zakupu samochodu...A co do
          teściów, to tak jak pisałam,jestem im wdzięczna za pomoc w opiece
          nad dzieciem, za oferowane nam pieniądze, nie są może tak
          spożytkowane jakbym tego chciała czy chcielibyśmy, ale dobrze że
          można było coś za to załatwić. Moje kontakty z nimi jak na razie sa
          poprawne, tylko z ich córką będę ograniczać do tzw. obowiązkowych
          spotkań z tytułu urodzin dzieci lub imienin.Widać i z męża siostrą
          nadajemy na innych falach. Ona jest młodą dziewczyną, właściwie ma
          wszystko, jej mąż dobrze zarabia,mają dziecko, ma piekne
          mieszkanie, kolejny samochód. Nie ma, niestety podstawowej więzi i
          uczucia ze strony męża i uważam że niepotrzebnie tkwi w tym związku-
          bo tak było od początku (ale to już jej życie i jej sprawa).
          Moje relacje z mężem ukladały sie dobrze, poza tym, że ciężko było
          go przekonać do pewnych spraw, zwlaszcza inewstycji domowych. Tyle,
          że jak już pisalam na początku małżeństwa nie przeszkadzało mi to,
          bo sama dobrze zarbialam i kupowalam do domu to co trzeba było kupić.
          Niestety po 17 latach troche mi się już to uprzykrzyło, zwłaszcza że
          sama stale szukam pracy i wyrywam pieniądze skąd się da, a mąż
          pracuje i całkiem nieźle zarabia. Generalnie główny problem jest w
          urzędach, bankach bo wszystko rozbija się o mój brak zatrudnienia a
          mój mąż z kolei wykorzystuje tą sytuacje, ma dobrą wymowkę, boi się
          kolejnego zadłużenia i nie chce nic załatwić.No cóż "ten typ tak ma".



          • atrapa_kobiety Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 03.11.07, 22:07
            Droga Irmino,
            długo się zastanawiałam, czy do tego wątku dołączyć bo prezentujemy
            zupełnie odmienne punkty widzenia. Mamy parę rzeczy wspólnych (małe
            dziecko, które urodziłaś prawdopodobnie grubo po trzydziestce, może
            bliżej czterdziestki tak jak ja). Jednak w pozostałych sprawach
            jestem bardziej podobna do Twojego męża. To ja jestem w moim związku
            leniem patentowanym (nie dotyczy jednak pracy), bałaganiarzem oraz
            jestem (o zgrozo!) kompletnie niezainteresowana domem.
            Mój mąż jest natomiast bardzo do Ciebie podobny pod wieloma
            względami: domator, niezadowolony ze swojej żony i cierpiący z
            powodu jej pasywnego stosunku do życia (chyba w sprawie pracy jest
            inny -ma bardzo dobry zawód). Nasze małżeństwo jest, podobnie jak
            Twoje, po kilkunastoletnim stażu bliskie rozwodu. Pewne Twoje
            wypowiedzi brzmią mi bardzo znajomo...
            Chcę Ci przedstawić stanowisko tego, kto stanowi w związku chamulec
            wszystkich (lub większości) zmian. Moja podstawowa reguła brzmi: co
            sprawdziło się należy zachować oraz mój spokój wewnętrzny jest
            ważniejszy od szarpania się o pierdoły. Moja sytuacja jest jednak
            zdecydowanie inna niż Twoja. Ja jestem kobietą od której oczekuje
            się, że będzie dbała o domowe ognisko i ja lubie poczytać i zapłacić
            komuś, żeby mieszkanie było sprzątnięte tak, jak mąż sobie wyobraża.
            Sęk w tym, że mąż chcę, żeby to ja się natrudziłam i w ten sposób
            okazałam zaangażowanie. A mi się nie chcę: sprątać i ciągle myśleć
            co w domu trzeba poprawić, polepszyć. Najchętniej mieszkałabym w
            hotelu w którym o wszytko dbają i śniadanie zrobią a ja bym sobie
            tylko robiła co przyjemne (do tego należy zaliczyć osobistą opiekę
            nad dzieckiem oraz moją pracę). Podkreślam, że najbardziej lubię
            spędzać czas se swoim dzieckiem oraz swoją pracę zawodową. Poza tym
            lubię gotować i czytać oraz sport. Natomiast zdecydowanie nie trawię
            ciągle się zajmować urządzaniem mieszkania, remontami i myśleniem o
            tym co lepiej w domu usprawnić. Zresztą nie mam do tego głowy. Moje
            rozpaczliwe próby udekorowania domu są (obiektywnie biorąc)
            nieudolne. Staram się coś zrobić nie z własnej potrzeby ale z powodu
            ciąglego trucia męża. Osobiście jestem już z tego zmęczona. Jak coś
            zrobię, pojawia się nowe zadanie (ze starego z reguły wywiązuje się
            wg oceny męża żle). Mąż jest perfekcjonistą, zrobienie czegokolwiek
            na 95 procent i niezrobienie tego jest traktowane na równi. Próba
            wyjścia mu na przeciw nie jest zaliczana na korzyść. Kompromis jest
            zawsze dla męża zgniły i frustrujący. Tylko perfekcja jest to, co
            się liczy. Za wszystkie błędy i potknięcia męża odpowiadam ja, bo
            wiadomo, dom dla mnie nic nie znaczy. Nie jestem kobietą wartościową
            bo niezapewniam gniazda domowego. Droga Irmino, ja poprostu uważam,
            że dom to są ludzie a nie rzeczy. Żyjemy tylko raz i zatruwanie
            życia ludziom jest w moim odczuciu bardziej karygodne niż brak
            zainteresowania rzeczami, ich stanem i ładem. To tyle.
            Osobiście uważam, że padający tu argument "takiego sobie wybrałaś"
            jest tak samo trafiony jak i nietrafiony. Wybierając sobie partnera
            jesteśmy nieczuli na jakiekolwiek negatywne jego cechy. Ja
            oczywiście wiedziałam, żę mój mąż jest dokładny, ale nie sądziłam,
            że może to graniczyć z obsesją skierowaną wobec współmałżonka. Ja
            niekryłam swojego bałaganiarstwa (i co do tego, teraz
            po "małżeńskiej terapii" sprzątam po sobie zadowalająco, ale nie
            perfekcyjnie), ale mąż uważał, że to się zmieni...
            Na koniec chcę Ci powiedzieć, że to, co napisałam jest opisem tylko
            mojego doświadczenia i w żaden sposób nie próbuję oceniać czy jesteś
            taka jak mój mąż, robiś źle czy nie. Chcę Ci poprostu pokazać punkt
            widzenia drugiej strony. Może Ci (i mnie) to pomoże w podjęciu
            decyzji. Do niektórych elementów Twojej wypowiedzi (np. te dotyczące
            teściów i dalszej rodziny) niepotrafię, się odnieść gdyż w podobniej
            sytuacji nigdy nie byłam. Pozdrawiam ciepło i liczę na wyrozumiałość.
    • iberia.pl dekonspiracja biednej irminy...:-DDDD 27.10.07, 10:55
      w innym watku kreujesz sie na megaszczesliwa matke, zone i
      katoliczke a tu prosze rozwodu ci sie zachciewa? :-DDDD
      dla zainteresowanych polecam pelen zaklamania i obludy wywody
      irminki w innym watku :
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=70449305&a=71129019
    • iberia.pl Re: Czy brać rozwód, czy czekać?i jaka decyzja? 03.11.07, 19:29
      czy juz irminko podjelas decyzje o rozwodzie?Ja sie nie dziwie, ze
      twoj maz jest na NIE :-), podziwiam go.
    • kamelia04.08.2007 Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 04.11.07, 15:52
      1. trzeba sobie kjeszcze dorodzic jeszcze trójke dzieci, bedzie
      weselej na tych 30 m
      2. możesz czekać, chyba na owdowienie
      3. ty chyba jestes masochistką, lubisz takie użeranie się i
      męczennictwo.
      • iberia.pl Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 04.11.07, 16:06
        cos TY, ona jest megaszczesliwa, a w dodatku zyje po katolicku....i
        po katolicku w innym watku wyzywa interlokutorow od idiotek...i
        innych.
        • kamelia04.08.2007 Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 04.11.07, 18:12
          własnie przeczytałam jej wywody na temat egoistów, co dzieci nie chca mieć w
          imie boże, i o szcześciu życia z mężem i z dziecmi i o radości z jaka człowiek
          powinien biec do domu po pracy bo dzieci i mąż czekają.

          A tu sie okazało, że irmina to masochistka
          • iberia.pl Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 04.11.07, 19:48
            nie dosc, ze masochistka to jeszcze hipokrytka do kwadratu:-)))
            • dori-dora Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 04.11.07, 23:22
              iberia ale ty to jesteś dobra z tym czepianiem sie irminy?znasz ją?zakładasz ze
              faktycznie ma problemy o których pisze?może zakłada nowy wątek z ciekawości albo
              z nudów a ty sie zaraz tak podniecasz.faktycznie chyba musisz się nudzić:)irmina
              nie sądzisz że iberia ma jakiś problem?:)
              • iberia.pl Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 05.11.07, 22:11
                dori-dora napisała:

                > iberia ale ty to jesteś dobra z tym czepianiem sie irminy?

                ja?no coz zastosowalam jej polityke....

                >znasz ją?zakładasz ze faktycznie ma problemy o których pisze?

                nie, no co ty, tak sobie pewnie bajdurzyla.....
                rownie dobrze z takim samym podejsciem traktuj inne watki.

                >może zakłada nowy wątek z ciekawości albo z nudów a ty sie zaraz
                tak podniecasz.

                taaaa jasne, sugerujesz, ze irmina to troll? :-DDDD

                >faktycznie chyba musisz się nudzić:)

                nawet jesli to CO ci do tego?NIIIIIIIIIIIIIC.


                >irmina nie sądzisz że iberia ma jakiś problem?:)

                na razie problem ma irminka, nie ja :-P
                • irmina-live [...] 18.11.07, 17:50
                  Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • alba27 Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 04.11.07, 21:21
      Po pierwsze: zatrzymaj się na chwilę. Za dużo w Tobie złości, nienawiści a za
      mało cierpliwości! Męża nie zmienisz, taki ma charakter a ty możesz z nim żyć
      lub nie.Jeśli chcesz odejści od męża to najpierw znajdż pracę. Nie dziwię się że
      mąż nie chce się przeprowadzić do mamy bo niby dlaczego skoro on również spłacał
      kredyt na mieszkanie a kuchnię urządzała teściowa. Ty chcesz zmian, ty chcesz
      rozwodu to się o siebie zatroszcz! Swoją drogą nie masz za grosz honoru skoro
      bierzesz pieniądze od kogoś kogo nienawidzisz!Ja bym nie wzięła...
      I jeszcze jedno. Macie problemy ze starszym synem to możę pomyśl najpierw jak je
      rozwiązać a nie go zostawiasz z ojcem! Za 10 lat podrzucisz ojcu następnego
      gimanzjalistę? Jesteś egoistką która nie potrafi docenić darów jakie niesie
      życie! Chcesz żebyśmy spojrzały na twoje wypowiedzi obiektywnie ale sma tego nie
      potrafisz robić. Pomyśl o tym co czuje twoj mąż jak wraca z pracy i żona ciągle
      ma jakieś ale, może rodzia męża cie nie lubi bo widzi jaką jesteś żoną i matką.
      Jak dla mnie to nie ludzkie uczucia się dla ciebie liczą ale pieniądze!
      • irmina-live Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 23.11.07, 17:44
        Nie chodzi o żadną złość czy nienawiść.Widać jak wielu z was
        odpisuje nie czytając doklądnie postów.
        Nie wiem dlaczego mój wcześniejszy post został usunięty, bo nie
        napisałam tam nic co mogłoby być potraktowane jako post łamiący
        regulamin, ale wiem za to czyja to sprawka. Nie ważne....widać jedni
        mogą pluć, obrażać i ubliżać i administratorzy tego nie usuwają a
        inni nie mogą.
        Przede wszystkim , moja droga, znalezienie dziś pracy graniczy
        niemal z cudem. Owszem , nedawno udało mi się znalećź zatrudnienie
        (po 1 roku bardzo intensywnych popszukiwań), ale zrezygnowałam,
        poniewaz nie miałam zapewnionych podstawowych warunków pracy -
        niezgodnych choćby z przepisami BHP..Nazwijamy że byla to "firma",
        która władowała cięzkie pieniądze na rozwój budynków a nie potrafi
        zapewnić podstawowych warunków pracy pracownikowi. Ale mówi się
        trudno, to była pomyłka, zwiodło mnie to jak ta "firma prezentowała
        się na zewnątrz, inaczej wyglądając od wewnątrz.
        Tak się składa że mam powyżej 15 lat doświadczenia zawodowego,
        ukończone dwie uczelnie, więc nie uśmiecha mi się pracować za np.
        1000 BRUTTO, bo wierzcie mi, takich propozycji pracy mam na pęczki.
        I już za takie pieniądze pracowałam (więc wiem coś na ten
        temat).Wymagam przy moich latach pracy i wykształceniu wyższych
        zarobków a taką prace jest dziś bardzo ciężko znaleźć. Właśnie, w
        grę wchodzi juz mój wiek, oczekiwania finansowe, zwracam tez uwagę
        na to czy będę miala do pracy blisko czy daleko, bo mam młodsze
        dziecko w przedszkolu i musze je odebrać. Z teściową jest różnie,
        jak ma humor to pomoże, jak nie - to nie i nic ją nie interesuje.
        To nie jest tak, że codziennie mój mąż jak wraca z pracy to zastaje
        żonę z ciągłymi "ale". Natomiast staram mu się uświadomić np. przy
        okazji wspólnego posiłku, że to czy tamto powinniśmy zrobić,
        zalatwić, kupić, ale też przy tym trzeba czasami wyjść, pojechać,
        zapytać, zainteresować się.
        A co do pieniędzy -to nie jest kwestia mojego honoru.Mój mąż jest
        ich synem. Teściowie rozdzielili pieniądze między swoje dzieci tj:
        mojego męża i swoją córkę. Teściowe postanowili że te pieniądze mamy
        przeznaczyć na spłacenie, podkreślam - części kredytu. Nie zapytali
        nas czy się z tym zgadzamy czy nie tylko musieliśmy wypełnić ich
        wolę. Tak więc wypełniliśmy ją, zgdonie z ICH życzeniem.
        Ja osobiście zostalam wychowana inaczej, jeżeli daje komuś prezent
        czy zamaist prezentu pieniądze -obojętnie czy z rodziny, czy obcemu-
        nie stawiam żadnych warunków.Uważam, że każdy wie najlepiej -
        zwłąszcza ludzie dorośli z długoletnim stażem małżeńskim (jak w
        naszym przypadu) na co mają wydać i na co pieniądze będa im
        najbardziej potrzebne.
        A co do mojego starszego syna - myślę, że główne problemy z nim
        wynikają z tego, że nagle przeskoczył ze szkoły podstawowej do
        Gimnazjum, nagle poczuł się dorosły a na dokładkę doszły problemy z
        dojrzewaniem oraz pojawieniem się młodszego brata - czyli zazdrość +
        koledzy i towarzystwo szkolne , na które , niestety, nie mam żadnego
        wpływu. Myslę, że to spowodowało w nim olbrzymią frustrację i
        powstał zaciekły bunt, przeciwko nam Rodzicom. Ale tak jak pisałam
        wcześniej to mogą zrozumiec tylko te osoby, ktopre mają dzieci w
        wieku mojego syna i w gimnazjum.
        Tak więc nie oskarżaj mnie, że jestem złą matką, heterą -żoną, bo
        tak nie jest. Chcę poprawiać nasz byt, bo pewne rzeczy czy meble nam
        się zwyczjenie psują (ze starości), samochód -grat, wymaga ciągłych
        napraw i związanych z tym ponoszeniem kosztów.
        Nie wspominając już o tym, ze zwyczajnie zaczynamy się w nim nie
        mieścić. Młodsze dziecko też rośnie i np. nie mieści się już do
        obecnego fotelika, a większy - oczywiście trzeba kupić.

        • monikate Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 23.11.07, 18:50
          Jezu, ależ ty marudna, kobieto...
        • iberia.pl Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 24.11.07, 12:06
          irmina-live napisała:


          > Nie wiem dlaczego mój wcześniejszy post został usunięty, bo nie
          > napisałam tam nic co mogłoby być potraktowane jako post łamiący
          > regulamin,


          :-DDDD Twoja hipokryzja jest powalajaca...katoliczko z bozej
          laski :-DDDD


          >ale wiem za to czyja to sprawka.

          tak, to na pewno uklad :-))))

          >Nie ważne....widać jedni
          > mogą pluć, obrażać i ubliżać i administratorzy tego nie usuwają a
          > inni nie mogą.


          pokaz gdzie cie ktos oplul, zniewazyl i ten post rzekomo dalej jest?

          > Tak więc nie oskarżaj mnie, że jestem złą matką, heterą -żoną, bo
          > tak nie jest.

          jasne, jestes idelanie krysztalowa, tylko ci inni sa zli :-))))
          • irmina-live Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 28.11.07, 13:06
            Powiedz mi iberio.pl po co ty odpowiadasz na moje posty???
            Skoro mnie uważasz za taką katoliczkę z "bożej łaski" oraz za
            taką "idealnie kryształową", to po co się odzywasz? po co zabierasz
            głos na tym forum.
            Jak do tej pory nic poza głupimi uwagami, nie wniosląś, nic
            konstruktywnego, nic o czym mogłybysmy dalej podyskutować.
            Wiele kobiet czy dziewczyn wypowiadających się , nawet jeżeli mnie
            kryrtykuje i oskarża, to przynajmniej ma na to jakieś konkretne i
            uzasadnione uwagi. A TY????
            Jeżeli nie masz doświadczenia w byciu w związku z mężczyzną,nie masz
            doświadczenia w byciu matką, nie masz żadnych innych problemów, poza
            własną pracą, to bardzo cię proszę, nie wypowiadaj się i nie
            zabieraj głosu, bo cóż możesz mi ciekawego napisać???


            • iberia.pl Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 28.11.07, 13:29
              irmina-live napisała:

              > Powiedz mi iberio.pl po co ty odpowiadasz na moje posty???

              bo mam taki kaprys.

              > Skoro mnie uważasz za taką katoliczkę z "bożej łaski" oraz za
              > taką "idealnie kryształową", to po co się odzywasz?

              jedno drugiego nie wyklucza, ale widze, ze ciebie to przerasta i
              pojac nie mozesz:-DDDD

              >po co zabierasz głos na tym forum.

              przed kim jak przed kim ale przed toba nie zamierzam sie tlumaczyc:-P

              > Jak do tej pory nic poza głupimi uwagami, nie wniosląś, nic
              > konstruktywnego, nic o czym mogłybysmy dalej podyskutować.

              vice versa...tylko moich postow jakos nie usuwaja, jak myslisz
              dlaczego ?

              > Wiele kobiet czy dziewczyn wypowiadających się , nawet jeżeli mnie
              > kryrtykuje i oskarża, to przynajmniej ma na to jakieś konkretne i
              > uzasadnione uwagi.


              :-DDDD

              >A TY????

              hmm a to ci zagadka :-)

              > Jeżeli nie masz doświadczenia w byciu w związku z mężczyzną,nie
              masz doświadczenia w byciu matką, nie masz żadnych innych
              problemów, poza własną pracą, to bardzo cię proszę, nie wypowiadaj
              się i nie > zabieraj głosu, bo cóż możesz mi ciekawego napisać???

              sluchaj kobito, guzik o mnie wiesza wiec moze SKOŃCZ te osobiste
              wycieczki bo piszac nie na temat lamiesz netykiete.
              Poza tym jestes ostatnia osoba, ktora bedzie mi mowic co, gdzie,
              kiedy i jak mam pisac.


              p.s. nie mam problemow z praca ani w zadnej innej sferze zycia:-)

              >
              >
            • irmina-live Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 28.11.07, 13:39
              Aha....wszystkim krytykującym mnie na tym forum musze pochwalić
              ostatnie zachowanie mojego mężą.
              OPtóż wyobrżcie sobie, że ostatnio bardzo ograniczylam kontakty z
              jego siostrą, nawet i z teściową i na razie mialąm teochę spokoju.
              Nieastety, co się okazało, siostra męża znowu wymyśłila, żeby zabrać
              naszego straszego syna w czerwcu na wyjazd do Egiptu. Wsyzstko
              byłoby fajnie ale...no włąśnie jest takie malę "ale".
              ostatnio męża siostra za naszymi plecami i bez naszej wiedzy zabrała
              styarszego syna w samochód i pojechali gdzieś poza miasto. Okazało
              się, że zgodę na tą przejażdżkę poidjęła teściowa (bo akurat syn był
              u niej) iuważałą, że skoro ONA wyrazila na to zgodę, to przecież
              wszystko w porządku. Może i tak by było ale syn po prostu nas
              okląmał, bał sie przyznać że pojechał z męża siostrą. Teściowa też
              nakręcila i kombinowala ale w końcu przyznala się jak naprawdę było.
              Niestety, ta sytuacja jescze bardziej zraziła mnie co do zachowania
              męża siostry i teraz jak wyszła z propozycją wyjazdu do Egiptu, to
              ja osobiście bardzo się zdenerwowałam. Stweirdziłam ,że znowu nas
              się czepia, znowu gdzieś tego naszego dzieciaka chce ze sobą ciągnąć
              po świecie.
              I tu, wyobraźcie sobie wkroczył mój mąż. Zadzwonił do niej,
              powiedział ,że nie zgadzamy się na tą propozycję i żeby dałą nam w
              końcu spokój.
              Przede wszystkim jest to podyktowane i sprawami finansowymi, i
              niezbyt sprzyjąjącym okresie wyjazdu (czerwiec) a więc najwyższe
              temperatury. Nie będę ukrywać,że sporo by nas ten wyjazd syna
              mkosztował , a nie wiemy jaka do czerwca czeka nas sytuacja
              finansowa. Poza tym, też nie chcę aby mój syn potraktował ten wyjazd
              jako jakąs nagrodę, żeby nie było tak, że on będzie brykał i
              dokazywał i w szkole i w domu - do nas, a potem w zamian pojedzie za
              granicę.
              Pod tym względem jestem wdzięczna mężowi, że tak rozwiązał tą
              sprawę. Bo inaczej znowu byłoby tak, że ja mówię "nie", teściowa się
              na mnie obrażą, bo nie chce skorzystać z wspanialej propozycji jej
              córeczki i znowu byłby problem.
              Ale jeszcze święta przed nami, znowu musze coś "wykombinować" w
              kwestii spotkania rodzinnego,....ha,ha,ha.....
              • iberia.pl Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 28.11.07, 13:42
                super, ze Cie tak slucha ten mężuś :-))))
              • naganoga Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 28.11.07, 17:25
                chyba troche cie rozumiem. maz tez ma siostre i matke totalnie w
                niego zapatrzona. wydaje mi sie, ze nie postawilas granic wczesniej
                i masz teraz ciezki orzech do zgryzienia. najlepszym rozwiazaniem
                jest zwaczajna samowystarczalnosc.
                ja w moim malzenstwie od samego poczatku mowilam mezowi, ze jego
                matka mnie rani. nie chce, zeby on mial zle relacje z matka, ale
                bardzo nie lubie, gdy ona sie wtraca nie tam gdzie potrzeba.
                na takie osoby jest jedyna rada. mieszkac od nich z daleka i byc
                100% niezaleznym finansowo.
                tak wlasnie zyjemy. nie jest to moze idealnie, ale latwiej.
                • naganoga Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 28.11.07, 17:30
                  a i jeszcz ejedna bardzo wazna rzecz. musicie stac murem. bo jesli
                  nie, to dla tesciowej jest to jakas pozywka, zeby wbijac kliny.
                  podobnie jesli o wychowanie dzieciakow. musicie grac w jednej
                  druzynie.
                  • irmina-live Re: Czy brać rozwód, czy czekać????? 28.11.07, 17:48
                    naganoga napisała:

                    > a i jeszcz ejedna bardzo wazna rzecz. musicie stac murem. bo jesli
                    > nie, to dla tesciowej jest to jakas pozywka, zeby wbijac kliny.
                    > podobnie jesli o wychowanie dzieciakow. musicie grac w jednej
                    > druzynie.

                    Tak, dziękuje za Twoją wypowiedź, to wszystko wiem. Tyle, że
                    niezależnośc finansowa w moim przypadku, na razie nie wchodzi w grę,
                    a ciężko jest stawiać granice i stać murem z człowiekiem takim jakim
                    jest mój mąż. Mówię mu o tym wszystkim co jest związane z męża
                    rodziną. Wie, że przestałam lubić jego rodzinę, wie też dlaczego tak
                    się stało.
                    Właśnie skończyłam pisać kolejne tomy listów
                    motywacyjnych...ech....życie jest ciężkie....Lata lecą, jest
                    naprawdę coraz trudniej na rynku pracy w Polsce. Sama się
                    zastanawiam jak to się stało, że tak jest teraz w Polsce, jak jest
                    czyli ciężko i tragicznie.Jak to się stało, że straciłam tak dobrą
                    pracę-chociaż byłam w zespole najmłodsza, podnosilam swoje
                    kwalifikacje, studiowalam, robilam kursy......no cóż, z jednej
                    strony nie chce już do tego wracać, ale z drugiej strony -właśnie,
                    przyjdzie nowa "miotła", jak to się mówi, zacznie po sowjemu
                    zamiatać. Nikt się dzisiaj z nikim nie liczy, nie ważne, ze masz
                    dzieci, że masz kredyt, że z czegoś musisz zaplącić mieszkanie, gaz
                    światło, że dzieci rosną, chcą jeść, za wszystko trzeba płącić.
                    NKompletnie nikogo w tym kraju to nie interesuje. Ba, nawet nikogo
                    nie interesuje co ma zrobić człowiek, który nie mam już prawa do
                    zasiłku....Naprawdę , nie wiem jak do tego doszło, że w Polsce
                    nastapiło takie upodlenie człowieka.
Pełna wersja