irmina-live
07.10.07, 15:15
Proszę poradzcie mi co mam zrobć? Nie chcę już truć głowy moim
znajomym i mojej mamie,nie chce im już zawracać głowy swpoimi
problemami, każdy ma swoje, dlatego zwracam się do Was, drodzy
forumowicze, forumnianie (czy jak tam się odmienia).
Nie mogę się dogadać z moim mężem, nie wiem co się ostatnio dzieje
ale nie mam już do niego siły i zdrowia.Może ktoraś z Was była albo
jest w podobnej sytuacji i coś mi poradzi, bo mnie brak już pomysłow.
Chodzi o to, że we wszystkich sprawach mój mąż jest na "nie". O
cokolwiek go nie poproszę, cokolwiek chcę zrobić czy zmienić w życiu-
wszystko jest na "nie - bo nie". O cokowliek, muszę z mężem staczać
batalie i wojny. Nie wiem ale to chyba jest już nienormalne.
Podam przyklad , niestety jeden z wielu. Obecnie jesteśmy 17 lat po
slubie, mamy 2 dzieci,dwoch synów, itd.
Mieszkaliśmy w kawalerce, po mojej babci -30 m, mieszkaliśmy tam we
trójkę (mlodszy syn się jeszcze nie urodził). Obydwoje pracowaliśmy,
studiowaliśmy, starszy syn chodził do szkoły podstawowej. Całe
mieszkanie, tj. pokój było zagracone. Do tego dochodziła nauka nasza
i dziecka. W końcu postanowilam że trzeba coś z tym zrobić.No i
oczywiście tutaj cały ciężar tego "coś" spadł na mnie. To ja
musialam szukać większego mieszkania, to ja musialam chodzić i
oglądać, bo mój mąż nie miał na to czasu, pracował, ja tez
pracowałam (ale mąż uznał, że skoro sama tego chciałam to mam
zalatwiać).Kiedy w końcu znalazlam mieszkanie, mąż łaskawie
zaakceptował i za moją namową zaczął zalatwiać kredyt(miał z tego
tytułu większe ulgi, itd).W końcu załątwiliśmy sprawę. Ale zanim
doszło do tego załatwienia , musiałam z mężem stoczyć niejedną walkę
i wytłumaczyć mu, że tak dalej nie możemy miekszać. Okazało się że
jemu było całkiem wygodnie w tym "kurniku" (jak ja to nazywam).Ale
to jest tylko jeden z przykładów. Tak samo miałam kiedy chcialam
kupić samochód i to wcale nie jakiś luksus tylko zwyczajny, używany,
najlepiej jeszcze w dobrym stanie. Też musiałam z mężem stoczyć
bój, bo mąż uważał, że po co nam samochód, tyle obywaliśmy się bez
samochodu to i teraz nie musimy mieć. Tak długo chodziłam i gadałam
mu za uszami na ten temat, że w końcu dokonaliśmy zakupu. Trwało to
ok. 1-1,5 roku. To samo mamy z innymi sprawami, ciężko mi z nim
cokoliwek uzgodnić, ustalić. Ja robię 3 kroki do przodu, a mąż 2 do
tyłu.Powiedzcie czy warto się dalej z takim człowiekiem szarpać?
Dlaczego facetom jest tak ciężko coś wytłumaczyć, nie wiem może to
chodzi o to, że mąż boi się podjąc jakichkolwiek decyzji, może nie
chce sobie tym wsyzstkim zawracać głowy, może ma dosyć, że ja "coś"
ciągle chce od niego, a on już nie chce niczego w życiu. Tylko
wydaje mi się to dziwne, bo człowiek bo to żyje i pracuje żeby coś z
tego mieć, żeby się rozwijać, żyć lepiej, wygodniej, upraszczać
sobie życie, ktore i tak na co dzień jest cholernie trudne. Wszyscy
dookoła się dziwią "co ty chcesz, masz dobrego męża, spokojnego"
tylko co mi z tego jego spokoju jak z nim nic nie mogę załatwić a
jak już, to musze staczać walki. czy to jest jakieś głupie
udawadnianie że facet musi mieć rację?
Napiszcie czy uważacie że mam rację czy nie mam. Czy rzeczywiście
jestem wymagającą osobą.17 lat się tak męczę i mam już dość.
Wspomnialam mężowi, że chyba czas się rozstać skoro mamy zupełnie
inne poglądy na wiele tematow a nie mamy żadnych wspólnych.