Wakacje za dychę jako minimum socjalne

IP: *.acn.waw.pl 18.07.03, 09:17
"Moje dziecko spędza atrakcyjne wakacje ( w tym 3 tygodnie na obozie
językowym w Anglii ok 10,000 PLN + kieszonkowe - nie byłoby mnie stac przy
gromadce)."

Takie zdanie pojawiło się w dyskusji nad wielodzietnością, w kontekście tego,
że wielu ludzi po prostu nie stać na to, żeby czwórce czy nawet trójce dzieci
zapewnić przyzwoite wykształcenie, ubranie czy wakacje.

Tymczasem jak poskrobać, okazuje się, że to minimum socjalne, pożej którego
żaden kulturalny człowiek zejść nie może, bo oznaczałoby to pozbawienie jego
dzieci szans w wyścigu cv, to - wakacje koszujące 10.000 złotych...

No ja przepraszam, ale takich wakacji nie miałem w całej swojej historii i
jakoś żyję, nie czuję się wykluczony ze społeczeństwa. Taka definicja minimum
socjalnego automatycznie oznacza, że 98% ludzi to zupełne prole. Nazwijmy
rzeczy po imieniu - to jest luksus, fanaberia, a nie konieczność.

Jeżeli będziemy liczyć po tym, co naprawdę jest potrzebne, a co nie jest
tylko zachcianką ludzi, którzy mają za dużo kasy, okaże się, że stać nas na
dużo więcej.
    • Gość: siedem Re: Wakacje za dychę jako minimum socjalne IP: 213.216.66.* 18.07.03, 09:24
      Gość portalu: Anton napisał(a):

      > "Moje dziecko spędza atrakcyjne wakacje ( w tym 3 tygodnie na obozie
      > językowym w Anglii ok 10,000 PLN + kieszonkowe - nie byłoby mnie stac przy
      > gromadce)."


      myslenie o dziecku jak o pasozytniczej gliscie jest jedna z cech cywilizacji
      smierci. to sie pani zwroci na starosc. teraz mamy bankrutujace systemy
      emerytalne za 30 lat nie bedzie po nich sladu a my bedziemy chodzic w
      pochodach/protestach białej mniejszosci albo żebrać pod meczetami o kromkę
      chleba.

      5040
    • pajdeczka Re: Wakacje za dychę jako minimum socjalne 18.07.03, 09:27
      Moje dziecko (13 lat) wyjechało w te wakacje na pierwszy w swoim życiu obóz.
      I nie dlatego, że bałam się go wcześniej puszczać, ale zawsze brakowało na ten
      cel pieniędzy. Fakt, spędza wakacje od paru lat na działce letniskowej, która
      nie jest naszą własnością, ale dla nastolatka wchodzącego w życie to nie jest
      żadna atrakcja i sposób na poznawanie życia. Prawdziwe życie jest poza ciepłym
      i opiekuńczym domem. A jak ma je poznać, kiedy brakuje na to funduszy?
      Kiedy czytam, ile to dzieci z rodzin ubogich co lato wyjeżdża na wakacje z
      pomocą różnych fundacji czy instytucji państwowych to mnie szlag trafia.
      Czy to moja wina, że świadomie mam tylko jedno dziecko, bo nie chcę by moje
      dzieci żyły w nędzy? Czy to moja wina, że nasi prywatni pracodawcy mają fundusz
      socjalny tylko na papierze, że oszukują nas od lat nie przyznając żadnych
      świadczeń, w tym urlopowych?
      Czasami czuję się winna temu, że mam tylko jedno dziecko.
      • Gość: Anton Re: Wakacje za dychę jako minimum socjalne IP: *.acn.waw.pl 18.07.03, 09:35
        Ależ ja nie uważam, że dzieci nie należy wysyłać na wakacje. Wydaje mi się
        tylko, że pisanie o wakacjach za dziesięć tysięcy jako o minimum godnego życia
        jest pewnym nieporozumieniem.
    • Gość: Gal Re: Wakacje za dychę jako minimum socjalne IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 18.07.03, 09:35
      Kiedyś zapytałem tu, na forum, gdzie jest ta granica powyżej której
      zaspokajanie potrzeb staje się zaspokajaniem fanaberii i jak to ustalić
      (jakkolwiek to było sformuowane wówczas, sens pytania był podobny). Ktoś
      odpowiedział, że to "czuje", czy "wie się" samemu.:)
      Odpowiedź niezbyt precyzyjna, ale chyba jedyna jakiej można udzielić. Bo ta
      granica jest płynna i zależy od konkretnego człowieka, jego sytuacji życiowej
      i finansowej. Kurs językowy w Anglii dla dziecka, na pewno jest luksusem (w
      Polsce), ale nie musi być fanaberią.
      Żle jest tylko, gdy dla luksusów rezygnujemy z istotniejszych rzeczy. Może się
      okazać, że nie było warto.
      Pzdr.
      Gal
      • Gość: Anton Re: Wakacje za dychę jako minimum socjalne IP: *.acn.waw.pl 18.07.03, 09:40
        Gość portalu: Gal napisał(a):

        > Kurs językowy w Anglii dla dziecka, na pewno jest luksusem (w
        > Polsce), ale nie musi być fanaberią.

        I co? Będziemy się teraz kłócić, co jest luksusem, a co fanaberią?

        > Żle jest tylko, gdy dla luksusów rezygnujemy z istotniejszych rzeczy. Może
        się
        > okazać, że nie było warto.

        Tyz prowda.
        • Gość: Gal Re: Wakacje za dychę jako minimum socjalne IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 18.07.03, 09:49
          Gość portalu: Anton napisał(a):

          >> I co? Będziemy się teraz kłócić, co jest luksusem, a co fanaberią?

          Najgorzej to się kłócić o definicje:))

          luksus - zbytek, przepych, wystawne bogactwo; wysoko komfortowe warunki życia.

          fanaberia - kaprys; rzecz wymyślna, wyszukana.

          Pzdr.
          Gal
          • Gość: Anton Re: Wakacje za dychę jako minimum socjalne IP: *.acn.waw.pl 18.07.03, 09:54
            E tam, twoje definicje!

            Se przecytaj tę:

            fanaberie: grymasy, fumy, fochy, fąfry, kaprysy, humory, fantazje, chimery,
            pretensje; rzeczy luksusowe, zbytkowne, wykwintne, z szykanami.
            Etym. - prawdop. z jid. fajne berjes 'tęgie zuchy'; fajn od nm. fein 'ładny';
            hebr. birjā 'stworzenie'.

            No, take definicje to ja mogie, to ja rozumie!
            • Gość: Gal Re: Wakacje za dychę jako minimum socjalne IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 18.07.03, 10:21
              Gość portalu: Anton napisał(a):

              > E tam, twoje definicje!

              To ja przepraszam. Ja już nie będę.:))
              Pzdr.
              Gal
      • pajdeczka Re: Wakacje za dychę jako minimum socjalne 18.07.03, 09:43
        Gość portalu: Gal napisał(a):

        > Odpowiedź niezbyt precyzyjna, ale chyba jedyna jakiej można udzielić. Bo ta
        > granica jest płynna i zależy od konkretnego człowieka, jego sytuacji życiowej
        > i finansowej.

        Nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Są ludzie bardzo bogaci, którzy żyją
        skromnie i to nie ze skąpstwa, ale z ze zwyczajnej przyzwoitości. Myślę, że
        wynika to bardziej z przyjętej ich życiowej filozofii, wychowania czy też
        postrzegania świata i ludzi bardziej od wewnątrz, od strony duchowej, nie
        materialnej.
        • Gość: Gal Re: Wakacje za dychę jako minimum socjalne IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 18.07.03, 10:13
          pajdeczka napisała:


          > Nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Są ludzie bardzo bogaci, którzy żyją
          > skromnie i to nie ze skąpstwa, ale z ze zwyczajnej przyzwoitości. Myślę, że
          > wynika to bardziej z przyjętej ich życiowej filozofii, wychowania czy też
          > postrzegania świata i ludzi bardziej od wewnątrz, od strony duchowej, nie
          > materialnej.
          >
          Pajdeczko, "bardzo skromnie" to też nie jest precyzyjne określenie:)
          Oczywiście rozumiem co miałaś na myśli i możemy przyjąć, że chodzi o
          takie "przeciętne" skromne życie.:)
          Wszystko fajnie, jeżeli mówimy ogólnikowo, gorzej - gdy zagłębimy się w
          szczegóły, tzn. zaczniemy ustalać, gdzie leży granica np. między wygodnym
          mieszkaniem (wszyscy chyba chcemy wygodnie mieszkać i to akceptujemy również u
          innych) a luksusem lub jeszcze dalej fanaberią. Czy to jest;

          -10m2 na członka rodziny?
          -15m2 na członka rodziny?
          -dobra, spokojna dzielnica?
          -oddzielna sypialnia dla każdego?
          -samodzielny domek?
          -duży dom pod miastem?
          -duży dom pod miastem w dobrej okolicy?
          -posiadłość z własną ochroną 24h/dobę

          I odpowiedź wcale nie jest jednoznaczna. Człowiek z dużymi pieniędzmi w Polsce
          jest zmuszony do ostatniej opcji, chyba, że chce by raz na tydzień porywano mu
          któregoś członka rodziny (w Polsce jest średnio jedno porwanie dla okupu
          dziennie czy tygodniowo - już nie pamiętam). W takim przypadku coś
          ("posiadłość z własną ochroną 24h/dobę"), co pozornie jest oczywistą
          fanaberią - wcale nią nie jest.
          Najtrudniej jest znaleźć dla samego siebie moment, żeby powiedzieć "Tyle.
          Więcej nie potrzebuję". Ale każdy to musi ustalić dla siebie.
          Co prawda (i niestety)zbyt wielu ludzi w Polsce nie ma takiego problemu, bo
          mają dużo prostszy - jak przeżyć, o czym pisałaś.

          Pzdr.
          Gal


    • Gość: renata Re: Wakacje za dychę jako minimum socjalne IP: *.ath.spark.net.gr 18.07.03, 10:07
      Anton coś Ty sie tak uparł na te dzieci?


      Wakacje za 10 000 to na pewno luksus. Ale tez w cytowanym przez Ciebie zdaniu
      nie ma słowa o minimum socjalnym. Sa ldzie, ktorzy swoim dzieciom chca
      zapewnic komfortowe zycie i luksusy tudziez zaspokajac ich fanaberie i maja do
      tego prawo. MAm wrazenie, ze bardzo Ci zalezy, zeby swiat rodzil wiecej
      dzieci. Nie wiem ile sam masz dzieci, ale pozwol innym zyc tak jak chca bez
      oceniania tego, czy jakby sie tak dobrze zastanowili to nie doszliby
      przypadkiem do wiosku, ze stac ich na wiecej niz im sie wydaje. JA tez mam
      tylko jedno dziecko, z wielkim wahaniem przymierzam sie do drugiego, z wielu
      wzgledow ne zamieram o nich teraz pisac. Niemniej z pewnosciz na chleb i wode
      wystarczyloby nam i przy piatce dzieci. Ale ja tak nie chce, chce poza
      zmienianiem pieluch przezyc tez cos innego w zyciu, a pozatym niestety ale
      prawda jest, ze aby dziecko porzadnie wyksztalcic, to niestety, ale trzeba
      walizki pieniedzy. Piszesz w innym miejscu, ze znasz ludzi, ktorzy maja
      szesnascioro dzieci i jakos im to nie zaszkodzilo. Czy uwazasz, ze norma
      powinno byc rodzenie dzieci kazdego roku? Moim zdaniem 16 dzieci w jednym
      malzenstwie to totalna pomylka, zero odpowiedzialnosci, uwazam, ze dwoje ludzi
      nie jest w stanie naprawde sumiennie wychowac takiej ilosci potomstwa. No,
      chyba, ze sa to dzieci (w jakiejs czesci) adoptowane). Swoja plodnoscia trzeba
      jednak jakos sterowac, a nie puszczac wszystko na luz i co bedzie to bedzie.
      Bo nie przekonasz mnie , ze ktos swiadomie zaplanowal ze urodzi 16 sztuk
      drobiazgu. CZy Ty Anton jestes z ZChN - u , czy z LPR - u? Nie lubie, gdy ktos
      doroslym ludziom narzuca co maja robic nawet w tak zakamuflowany sposob jak to
      robisz Ty. Ciekawa jestem ile sam wychowujesz dzieci.

      Pozdrawiam, R
      • Gość: Anton Re: Wakacje za dychę jako minimum socjalne IP: *.acn.waw.pl 18.07.03, 10:30
        Gość portalu: renata napisał(a):
        > Anton coś Ty sie tak uparł na te dzieci?

        No nie wiem, sam się zastanawiam. Jakoś mnie ten temat kręci...

        > Piszesz w innym miejscu, ze znasz ludzi, ktorzy maja
        > szesnascioro dzieci i jakos im to nie zaszkodzilo. Czy uwazasz, ze norma
        > powinno byc rodzenie dzieci kazdego roku?

        Nie nie uważam. Generalnie uważam, że róbta sobie co chceta (i ile chceta). Ale
        jakoś tak mam poustawiane, że lubię sobie poszczekać.

        > Moim zdaniem 16 dzieci w jednym
        > malzenstwie to totalna pomylka, zero odpowiedzialnosci, uwazam, ze dwoje
        ludzi
        > nie jest w stanie naprawde sumiennie wychowac takiej ilosci potomstwa.

        I tu się myslisz. Ci ludzie to jest konkretna, rzeczywista rodzina. Mieszkają
        na kujawskiej wsi. Wszystkie dzieci skończyły studia (to ostatnio modny
        wskaźnik dobrego wychowania). Nie wiem, w jakim stopniu to było planowane. Na
        pewno jakąś decyzję ci ludzie podjąć musieli...

        > CZy Ty Anton jestes z ZChN - u , czy z LPR - u?

        Nigdy nie byłem członkiem ani szczególnym sympatykiem tych partii.

        > Nie lubie, gdy ktos
        > doroslym ludziom narzuca co maja robic nawet w tak zakamuflowany sposob jak
        to
        > robisz Ty.

        Ja nie narzucam. Qrde, przecież nie przychodzę do Ciebie i nie każę ci się
        zapłodnić. Tak tylko sobie gadam, to jeszcze nie jest zabronione. Może głównie
        piszę dlatego, że irytują mnie pewne sprawy.

        Po pierwsze irytuje mnie, że ludzie na widok człowieka z kilkorgiem dzieci
        reagują na zasadzie "to degenerat, to pijak i złodziej (bo każdy pijak to
        złodziej) i gwałciciel (bo która kobieta by się zgodziła). Tymczasem w
        rzeczywistości jest inaczej i krzywdzi się przez to tych wszystkich ludzi,
        którzy zdecydowali się podjąć trud wychowywania takiej czeredki.

        Po drugie irytuje mnie heroizm tych wszystkich, którzy z wielkim poświęceniem
        wychowują dwójkę dzieci. No ludzie, przecież to żaden wyczyn.

        Po trzecie, LPR LPR-em, ale przy jednym-dwójce dzieci na rodzinę w ciągu paru
        pokoleń wymrzemy i na starość będę sobie mieszkał w Polskiej Republice
        Islamskiej. No szczerze, ale ta perspektywa nieszczególnie mnie pociąga.

        > Ciekawa jestem ile sam wychowujesz dzieci.

        Null. Zero. Nada.
        • Gość: Gal Re: Wakacje za dychę jako minimum socjalne IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 18.07.03, 10:35
          Gość portalu: Anton napisał(a):

          >
          > > Ciekawa jestem ile sam wychowujesz dzieci.
          >
          > Null. Zero. Nada.

          Ale wierzę, że masz przynajmniej "dobre chęci".:))

          Pzdr.
          Gal
          • Gość: Anton Re: Wakacje za dychę jako minimum socjalne IP: *.acn.waw.pl 18.07.03, 10:40
            Ano mam. I moja druga połówka też ma. Zobaczymy, co z tego wyjdzie, choć z
            racji podeszłego wieku na rekordy już raczej nie liczymy ;)
        • Gość: renata Re: Wakacje za dychę jako minimum socjalne IP: *.ath.spark.net.gr 18.07.03, 10:43
          Gość portalu: Anton napisał(a):

          > Gość portalu: renata napisał(a):
          > > Anton coś Ty sie tak uparł na te dzieci?
          >
          > No nie wiem, sam się zastanawiam. Jakoś mnie ten temat kręci...

          Może w takim razie czas sie ozenic i zalozyc rodzine?


          >
          > > Moim zdaniem 16 dzieci w jednym
          > > malzenstwie to totalna pomylka, zero odpowiedzialnosci, uwazam, ze dwoje
          > ludzi
          > > nie jest w stanie naprawde sumiennie wychowac takiej ilosci potomstwa.
          >
          > I tu się myslisz. Ci ludzie to jest konkretna, rzeczywista rodzina.
          Mieszkają
          > na kujawskiej wsi. Wszystkie dzieci skończyły studia (to ostatnio modny
          > wskaźnik dobrego wychowania). Nie wiem, w jakim stopniu to było planowane.
          Na
          > pewno jakąś decyzję ci ludzie podjąć musieli...

          W takim razie to jakas naprawde wyjatkowa para malzenska, nalezy im
          pogratulowac, ale na pewno i zieciom, bo przypuszczam ze gdyby zieci nie
          chcialy to nici by z tego wyszly... :))


          >
          > > Nie lubie, gdy ktos
          > > doroslym ludziom narzuca co maja robic nawet w tak zakamuflowany sposob ja
          > k
          > to
          > > robisz Ty.
          >
          > Ja nie narzucam.

          Ale agitujesz, w dodatku, jak pisalam w sposob zakamuflowany.

          Qrde, przecież nie przychodzę do Ciebie i nie każę ci się
          > zapłodnić.

          HAha, wybacz, ale wtedy doszlo by miedzy nami do ostrej wymiany.. moze nawet
          ciosów w szczene :)))



          Tak tylko sobie gadam, to jeszcze nie jest zabronione.

          A ja komentuje Twoje gadanie, co tez dozwolonym poki co jest :)

          Może głównie
          > piszę dlatego, że irytują mnie pewne sprawy.

          Ja z tego samego powodu :)
          >
          > Po pierwsze irytuje mnie, że ludzie na widok człowieka z kilkorgiem dzieci
          > reagują na zasadzie "to degenerat, to pijak i złodziej (bo każdy pijak to
          > złodziej) i gwałciciel (bo która kobieta by się zgodziła). Tymczasem w
          > rzeczywistości jest inaczej i krzywdzi się przez to tych wszystkich ludzi,
          > którzy zdecydowali się podjąć trud wychowywania takiej czeredki.


          Niestyty nie znam wiele rodzin wielodzietnych. Naprawde na palcach jednej reki
          policze rodziny z wieksza niz troje iloscia dzieci, ktore znam. I niestety
          wszystkie te rodziny to takie, gdzie tatus pije i po pijaczku te dieci
          splodzil, gdzie naprawde na wszystko brakuje, a w jednej z tych rodzin ojciec
          siedzi aktualnie w wiezeiniu. O wychowaniu przez rodzicow mowy nie ma, te
          dzieci same sie wychowuja. Moze stad te, krzywdzace, trzeba przyznac,
          stereotypy.


          >
          > Po drugie irytuje mnie heroizm tych wszystkich, którzy z wielkim
          poświęceniem
          > wychowują dwójkę dzieci. No ludzie, przecież to żaden wyczyn.

          Wychowaj, wtedy sie wypowiedz. JAk sam mowisz, nie masz dieci, a najłatwiej
          sie gada o czyms, o czym nie ma sie pojecia. Teoria, w dodatku stworzona na
          wlasny uzytek z praktyka najczesciej nie ma nic wspolnego.


          >
          > Po trzecie, LPR LPR-em, ale przy jednym-dwójce dzieci na rodzinę w ciągu
          paru
          > pokoleń wymrzemy i na starość będę sobie mieszkał w Polskiej Republice
          > Islamskiej. No szczerze, ale ta perspektywa nieszczególnie mnie pociąga.

          Wybacz, ale nie jestem w stanie dla dobra ludzkosci zajac sie teraz masowym
          rozplodem, zebysmy nie wymarli za dwa pokolenia. I mysle, ze naprawde do
          nikogo ten wlasnie akurat argument nie przemawia. Nikt nie rodzi dzieci dla
          dobra ludzkosci, no przynajmniej w Europie.


          >
          > > Ciekawa jestem ile sam wychowujesz dzieci.
          >
          > Null. Zero. Nada.

          To czas najwyzszy zrobic cos, zeby ludzkosc ne wymarla. Zycze z serca
          pietnastu - szesnastu sztuk zdrowego potomstwa, na ktorym bedziesz mogl sie
          cwiczyc w heroizmie.
          Bierz sie do pracy :)))
          • Gość: Anton Re: Wakacje za dychę jako minimum socjalne IP: *.acn.waw.pl 18.07.03, 11:07
            Gość portalu: renata napisał(a):

            > > > Anton coś Ty sie tak uparł na te dzieci?
            > > No nie wiem, sam się zastanawiam. Jakoś mnie ten temat kręci...
            > Może w takim razie czas sie ozenic i zalozyc rodzine?

            A wiesz, że właśnie mi się tak składa? Cholera, nauczyłbym kogoś jeździć na
            rowerze.

            > Niestyty nie znam wiele rodzin wielodzietnych. Naprawde na palcach jednej
            reki
            > policze rodziny z wieksza niz troje iloscia dzieci, ktore znam. I niestety
            > wszystkie te rodziny to takie, gdzie tatus pije i po pijaczku te dieci
            > splodzil, gdzie naprawde na wszystko brakuje, a w jednej z tych rodzin ojciec
            > siedzi aktualnie w wiezeiniu. O wychowaniu przez rodzicow mowy nie ma, te
            > dzieci same sie wychowuja. Moze stad te, krzywdzace, trzeba przyznac,
            > stereotypy.

            No właśnie - a wśród moich znajomych z tej branży sami kulturalni,
            wykształceni, sympatyczni. Może to kwestia towarzystwa, w którym się
            obracasz? :O Fajny widok jak np. pięcioro rodzeństwa wparowuje do mnie na
            imprezę. Zawsze miło.

            > Wychowaj, wtedy sie wypowiedz. JAk sam mowisz, nie masz dieci, a najłatwiej
            > sie gada o czyms, o czym nie ma sie pojecia. Teoria, w dodatku stworzona na
            > wlasny uzytek z praktyka najczesciej nie ma nic wspolnego.

            No dobrze, a ci moi znajomi to co? Nonexistent something? Jakoś żyją...

            > Wybacz, ale nie jestem w stanie dla dobra ludzkosci zajac sie teraz masowym
            > rozplodem, zebysmy nie wymarli za dwa pokolenia. I mysle, ze naprawde do
            > nikogo ten wlasnie akurat argument nie przemawia. Nikt nie rodzi dzieci dla
            > dobra ludzkosci, no przynajmniej w Europie.

            No cóż, dobro własne, dobro rodziny i dobro narodu są ze sobą powiązane.
            SKrajny indywidualizm, jaki się pleni na forum Kobieta i w ogóle w kulturze
            europejskiej na dłuższą metę jest zabójczy. No i widzimy to: Europa umiera na
            własne życzenie, a Europejczyków niewiele to obchodzi. No nie poradzę, ale mnie
            to kurka obchodzi.

            > To czas najwyzszy zrobic cos, zeby ludzkosc ne wymarla. Zycze z serca
            > pietnastu - szesnastu sztuk zdrowego potomstwa, na ktorym bedziesz mogl sie
            > cwiczyc w heroizmie.
            > Bierz sie do pracy :)))

            ;) Śmieszna rzecz - to właśnie od Ciebie dostaję konkretne dyrektywy "rób to
            rób tamto", podczas kiedy ja snuję tylko dywagacje "robienie tego jest dobre, a
            tamtego takie sobie". Paradox???
            • Gość: renata Re: Wakacje za dychę jako minimum socjalne IP: *.ath.spark.net.gr 18.07.03, 11:16
              Gość portalu: Anton napisał(a):

              >
              > No właśnie - a wśród moich znajomych z tej branży sami kulturalni,
              > wykształceni, sympatyczni. Może to kwestia towarzystwa, w którym się
              > obracasz? :O


              Tak sie sklada, ze moje towarzystwo to najczesciej malzenstwa bezdzietne lub
              z jednym dzieckiem. Rodziny wielodzietne, o ktorych pisalam nie sa
              towarzystwem, w ktorym sie obracam, po prostu znam tych ludzi, wiem mniej
              wiecej jak tam jest. Chcialabym w sumie poznac wielodzietna bardzo fajna
              rodzine. Moj tata jest jednym z dziesieciorga rodzenstwa, wszyscy wyrosli na
              porarzadnych ludzi, pare stryjow i stryjenek ma wyzsze wyksztalcenie. Ale juz
              zaden z nich nie mial wiecej niz troje dzieci, ciekawe dlaczego, jak sadzisz?

              >
              > > Wychowaj, wtedy sie wypowiedz. JAk sam mowisz, nie masz dieci, a najłatwie
              > j
              > > sie gada o czyms, o czym nie ma sie pojecia. Teoria, w dodatku stworzona n
              > a
              > > wlasny uzytek z praktyka najczesciej nie ma nic wspolnego.
              >
              > No dobrze, a ci moi znajomi to co? Nonexistent something? Jakoś żyją...

              Oczywiscie, ale Ty piszesz o tym, ze wychowanie dwojga dzieci to zaden wyczyn.
              Dlatego proponuje wychowaj i wtedy mów. Dla mnie to jest wyczyn i nawet nie
              wiem czy go kiedykowliek dokonam.
              >


              >
              > > To czas najwyzszy zrobic cos, zeby ludzkosc ne wymarla. Zycze z serca
              > > pietnastu - szesnastu sztuk zdrowego potomstwa, na ktorym bedziesz mogl si
              > e
              > > cwiczyc w heroizmie.
              > > Bierz sie do pracy :)))
              >
              > ;) Śmieszna rzecz - to właśnie od Ciebie dostaję konkretne dyrektywy "rób to
              > rób tamto",

              Alez skad, po prostu napisalam, ze aby ocenic czy cos jest wyczynem czy nie,
              powinenes miec pojecie o czym mowisz, a nie majac dzieci, nie jestes w stanie
              stwierdzic czym naprawde jest wychowanie czlowieka. "Bierz sie do roboty" to
              był żart.

              NAwiasem mówiac, czy wielka niedyskrecja bedzie pytanie dlaczego taki
              zwolennik rodzenia dzieci nie ma zadnego?




              podczas kiedy ja snuję tylko dywagacje "robienie tego jest dobre, a
              >
              > tamtego takie sobie". Paradox???

              Po prostu teoretyzowanie, a nie paradox.
              • Gość: Anton Re: Wakacje za dychę jako minimum socjalne IP: *.acn.waw.pl 18.07.03, 11:54
                Gość portalu: renata napisał(a):

                > Moj tata jest jednym z dziesieciorga rodzenstwa, wszyscy wyrosli na
                > porarzadnych ludzi, pare stryjow i stryjenek ma wyzsze wyksztalcenie. Ale juz
                > zaden z nich nie mial wiecej niz troje dzieci, ciekawe dlaczego, jak sadzisz?

                Dlaczego, pytasz? Może dlatego, że w tzw. międzyczasie były ciężkie czasy
                komuny. Wtedy inne było podejście - np. moja droga matka jak poszła do
                ginekologa, to jego PIERWSZE pytanie brzmiało: "To jak, usuwamy?". Moja
                prababcia opieprzała moją ciocię, która właśnie była w trzeciej ciąży,
                że "mnoży się jak króliki". I takie różne. Kultura była wtedy bardzo - chyba
                bardziej niż teraz - przeciwko dzieciom i wielodzietnym. Teraz to się chyba
                trochę zmienia, czego dowodem np. Arka Noego, gdzie bodaj wszystkie te
                dzieciaki pochodzą z takich rodzin.

                > Oczywiscie, ale Ty piszesz o tym, ze wychowanie dwojga dzieci to zaden
                wyczyn.
                > Dlatego proponuje wychowaj i wtedy mów. Dla mnie to jest wyczyn i nawet nie
                > wiem czy go kiedykowliek dokonam.

                No właśnie - dziwna rzecz. Kiedyś bez higieny, bez ciepłej wody i takiego
                poziomu życia, jaki mamy, ludziom udawało się to bez większego problemu. A
                teraz - wychować dwójkę dzieci - klękajcie narody przed herosem i jego heroiną!

                > NAwiasem mówiac, czy wielka niedyskrecja bedzie pytanie dlaczego taki
                > zwolennik rodzenia dzieci nie ma zadnego?

                Bo tak wyszło. Ale nie traćcie nadziei! Za dziesięć lat będziemy mogli pogadać
                z innej trochę perspektywy. (Co nie jest powodem, żeby teraz przerwać dyskusję.)
              • Gość: Gal Re: Wakacje za dychę jako minimum socjalne IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 18.07.03, 12:10
                Gość portalu: renata napisał(a):


                >
                > Oczywiscie, ale Ty piszesz o tym, ze wychowanie dwojga dzieci to zaden
                wyczyn.
                > Dlatego proponuje wychowaj i wtedy mów. Dla mnie to jest wyczyn i nawet nie
                > wiem czy go kiedykowliek dokonam.

                Męczycie tego Antona (ad personam!) o dzieci jakbyście zwolenniczkami ojca
                Rydzyka były:)

                Chłop nie ma jak się bronić (ale ma "dobre chęci" - powiedział mi) więc ja go
                wesprę w ramach męskiej solidarności - do mnie się nie przyczepicie - mam
                troje.:::) Więc mówię;

                Wychowanie trójki dzieci to nie żaden heroizm - sporo wysiłku, dużo radości i
                nieco smuteczków.
                Dla pewności; Żona też tak uważa;

                Potwiedzam.
                Żona



                Pzdr.
                Gal
        • kraszan1 Re: Wakacje za dychę jako minimum socjalne 18.07.03, 10:50
          Anton napisał:

          > Po drugie irytuje mnie heroizm tych wszystkich, którzy z wielkim poświęceniem
          > wychowują dwójkę dzieci. No ludzie, przecież to żaden wyczyn.
          >
          A potem dodał w odpowiedzi na pytanie:

          > > Ciekawa jestem ile sam wychowujesz dzieci.
          >
          > Null. Zero. Nada.

          Po prostu no comments.
          Ręce opadają...

          Bez pozdrowień
          -K

          --------------------------------
          Ja nie jestem hakerem, ta pani przyszla tu z tymi plikami i z nimi wychodzi
    • Gość: moboj Re: Wakacje za dychę jako minimum socjalne IP: 62.233.250.* 18.07.03, 10:31
      drogi Antonie - tak się składa, że czytałam w całości posta EWY i nie było tam
      ani słowa o tym, że wakacje za 10 tysięcy to minimum socjalne. Ewa zarobiła te
      pieniądze swoja pracą i chyba ma prawo je wydać zgodnie z własnym życzeniem. i
      nie wydaje mi się, żeby kurs językowy w Anglii był fanaberią.
      • Gość: Anton Re: Wakacje za dychę jako minimum socjalne IP: *.acn.waw.pl 18.07.03, 10:34
        A mnie się wydaje - i co mi zrobisz?
        • Gość: melmire Re: Wakacje za dychę jako minimum socjalne IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 18.07.03, 10:41
          Nafiukam!
          • Gość: Anton Re: Wakacje za dychę jako minimum socjalne IP: *.acn.waw.pl 18.07.03, 10:47
            Nie pchać się! Po kolei!
        • Gość: moboj Re: Wakacje za dychę jako minimum socjalne IP: 62.233.250.* 18.07.03, 10:56
          Gość portalu: Anton napisał(a):

          > A mnie się wydaje - i co mi zrobisz?
          a co chcesz, żeby Ci zrobiła?
          całe zdanie z postu EWY brzmi tak: "Moje dziecko spędza atrakcyjne wakacje ( w
          tym 3 tygodnie na
          obozie językowym w Anglii ok 10,000 PLN + kieszonkowe - nie byłoby mnie stac
          przy gromadce). "
          gdzie tu jest o minimum socjalnym? i dodam jeszcze, że posty EWY są
          najrozsądniejsze z całej tej dyskusji o rodzinach wielodzietnych.
          • Gość: renata Re: Wakacje za dychę jako minimum socjalne IP: *.ath.spark.net.gr 18.07.03, 11:02
            Gość portalu: moboj napisał(a):

            >posty EWY są
            > najrozsądniejsze z całej tej dyskusji o rodzinach wielodzietnych.


            Według jakiego kryterium?
            • Gość: moboj Re: Wakacje za dychę jako minimum socjalne IP: 62.233.250.* 18.07.03, 11:21
              Gość portalu: renata napisał(a):


              > Według jakiego kryterium?

              według mojego subiektywnego kryterium:) po prostu EWA nie podaje gotowej
              recepty na szczęśliwe życie, nie agituje za tym, czy tamtym i dlatego jej posty
              mi się podobają.
              • Gość: renata Re: Wakacje za dychę jako minimum socjalne IP: *.ath.spark.net.gr 18.07.03, 11:24
                Nie czytałam tamtej dyskusji, ale jesli faktycznie jest tak jak mowisz, to tez
                uwazam, ze posty Ewy sa rozsadne. Innych nie znam wiec nie wiem, czy
                najrozsadniejsze :)

                Pozdrawiam, uciekam juz, zbyt dlugie przebywanie na forum szkodzi mi na
                resztki wypalonego juz i tak przez to cholerne slonce, mózgu.
          • Gość: Anton Re: Wakacje za dychę jako minimum socjalne IP: *.acn.waw.pl 18.07.03, 11:10
            Gość portalu: moboj napisał(a):
            > dodam jeszcze, że posty EWY są
            > najrozsądniejsze z całej tej dyskusji o rodzinach wielodzietnych.

            All due respect, ale moje wydają mi się rozsądniejsze.

            Z pozostałych dyskutantów lubię jeszcze Gala i Jendzę, ale to z tej prostej
            przyczyny, że kto ma to samo zdanie co my jest kulturalny, miły i po prostu
            człowiek renesansu; kto się z nami nie zgadza ten bydlę.
            • Gość: Gal Re: Wakacje za dychę jako minimum socjalne IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 18.07.03, 11:49
              Gość portalu: Anton napisał(a):

              > ale to z tej prostej
              > przyczyny, że kto ma to samo zdanie co my jest kulturalny, miły i po prostu
              > człowiek renesansu; kto się z nami nie zgadza ten bydlę.

              A ja myślałem, że to tylko moja obserwacja:)))

              Pzdr.
              Gal
    • aguszak Przecież za tę sumę... 18.07.03, 10:34
      .... można by było całą rodzinę wysłać na dwutygodniowe wczasy np. do Chorwacji
      i jeszcze by masa pieniąchów została!!! Dla mnie zgroza, żeby tyle na dziecko
      wydawać...
      • Gość: moboj Re: Przecież za tę sumę... IP: 62.233.250.* 18.07.03, 10:53
        aguszak napisała:

        > .... można by było całą rodzinę wysłać na dwutygodniowe wczasy np. do
        Chorwacji
        >
        > i jeszcze by masa pieniąchów została!!! Dla mnie zgroza, żeby tyle na dziecko
        > wydawać...
        >

        ale przecież te pieniądze nie poszły na głupoty w rodzaju pokemonów tylko na
        kurs językowy. poza tym, jak już pisałam, właścicielka pieniędzy ma prawo je
        wydać według własnego widzi-mi-się. nawet na pokemony, discmany itp. przecież
        EWA tych pieniędzy nikomu nie ukradła tylko ciężko na nie pracowała.
        • Gość: renata Re: Przecież za tę sumę... IP: *.ath.spark.net.gr 18.07.03, 10:59
          Właśnie o to chodzi, ze za 10 000 można było nakarmic mnóstwo bezdomnych dieci
          przecież, zorganizowac kampanie antynikotynowa, można tez było kupic sobie za
          4 000 naklejek z pokemonami, a za reszte hamburgerów. Ktos wydał 10 000 na
          wakacje dla dziecka i miał do tego prawo, skoro to były jego pieniadze. Nie
          zyjemy w swiecie rownosci, sprawiedliwosi i nie wszyscy mamy po tyle samo. Nie
          wszyscy tez majac te sama pule rozlokujemy ja w identyczny sposob. Czas to
          zrozumiec i sie nie oburzac tak bardzo :)))
          • Gość: Anton Re: Przecież za tę sumę... IP: *.acn.waw.pl 18.07.03, 11:25
            No i dobrze, ale upubliczniając ten fakt, Ewa wyłączyła go ze swojej sfery
            prywatnej i stał się on, że tak powiem, własnością powszechną. I każdy może się
            teraz o nim wypowiedzieć - pochwalić albo potępić albo nawet potaksobić. Jeżeli
            ktoś chce, żeby jego osobiste wybory nie były publicznie oceniane - to gęba na
            kłódkę. Ja np. dostałem już nauczkę - pochwaliłem się, że nie mam (jeszcze)
            dzieci i zaraz dostałem po ryju...
            • Gość: renata Re: Przecież za tę sumę... IP: *.ath.spark.net.gr 18.07.03, 11:29
              Gość portalu: Anton napisał(a):

              > No i dobrze, ale upubliczniając ten fakt, Ewa wyłączyła go ze swojej sfery
              > prywatnej i stał się on, że tak powiem, własnością powszechną. I każdy może
              się
              >
              > teraz o nim wypowiedzieć - pochwalić albo potępić albo nawet potaksobić.

              I nawet niektorzy z tego korzystaja i sie do wypowiedzi Ewy stosunkuja :)


              Jeżeli
              >
              > ktoś chce, żeby jego osobiste wybory nie były publicznie oceniane - to gęba
              na
              > kłódkę. Ja np. dostałem już nauczkę - pochwaliłem się, że nie mam (jeszcze)
              > dzieci i zaraz dostałem po ryju...


              Aaaaa wiec uwazasz, ze nie posiadanie dzieci to cos czym sie CHWALISZ!! nie
              dosc ze nam kazesz dzieci rodzic to jeszcze sam za wlasne osiagniecie uwazasz
              ich brak . Ozesz ty!!


              Antek serecznie Cie pozdrawiam, z sympatią, ale musze juz konczyc te
              pogawedke. Powodzeniaw we wszystkim, R
          • Gość: lolyta Re: Przecież za tę sumę... IP: *.bct.bellsouth.net 18.07.03, 20:17
            Zeby ze swoich, zarobionych ciezka praca pieniedzy Ewa mogla wyslac wlasne
            dziecko na wakacje, musiala pewnie prawie drugie tyle oddac do ZUS-u i na
            podatki. Jej sprawa, co zrobi z reszta kasy.
            A co do kosztownych wydatkow: a co w nich zlego? Jesli jubiler bedzie
            dysponowal przecudnej urody diamentem i potrafi oprawic go tak, ze bedzie to
            najpiekniejszy klejnot na swiecie, to co? kazdy potencjalny klient na to cudo,
            zdecydowany wydac na nie milion dolcow, to niemoralny koles ktory wydaje na
            kosztownosci zamiast fundowac zasilki dla bezrobotnych? Czy moze jubiler ma
            sprzedac swoje dzielo za jakies grosze? Albo nie bedzie w stanie sprzedac w
            ogole, bo wszyscy jak raz postanowia zyc za minimum z 16 dzieci i jubiler
            dolaczy dp grona bezrobotnych. Rany, co za bzdury.
            • Gość: Gal Re: Przecież za tę sumę... IP: 195.117.238.* 18.07.03, 20:28
              Gość portalu: lolyta napisał(a):

              > Rany, co za bzdury.

              Udajesz, że nie rozumiesz ?

              Gal
              • Gość: lolyta Re: Przecież za tę sumę... IP: *.bct.bellsouth.net 18.07.03, 21:12
                Gość portalu: Gal napisał(a):

                > Gość portalu: lolyta napisał(a):
                >
                > > Rany, co za bzdury.
                >
                > Udajesz, że nie rozumiesz ?
                >
                > Gal


                Czego nie rozumiem?
        • aguszak Re: Przecież za tę sumę... 18.07.03, 12:42
          Gość portalu: moboj napisał(a):

          > ale przecież te pieniądze nie poszły na głupoty w rodzaju pokemonów tylko na
          > kurs językowy. poza tym, jak już pisałam, właścicielka pieniędzy ma prawo je
          > wydać według własnego widzi-mi-się. nawet na pokemony, discmany itp. przecież
          > EWA tych pieniędzy nikomu nie ukradła tylko ciężko na nie pracowała.

          Owszem prawo ma, ale moje prawo, skoro już się do tego wydatku przyznała
          (!!??!), jakoś się do tego ustosunkować. Wiem, że teraz trzeba ułatwiać dziecku
          start w wyścigu do... no właśnie do czego? Ale przecież dziecko równie dobrze
          może sobie troche podrosnąć, zacząć uczyć się w średniej szkole, albo już będąc
          na studiach przynajmniej częściowo starać się na ten wyjazd zapracować...
          Sądzę, że bardziej się liczą na korzyść dzieciaka wakacje spędzone w gronie
          rodziny, lub (w przypadku nastolatka) znajomych rówieśników, niż wkacje
          spędzone na wtłaczaniu w dziecko wiedzy i to jeszcze jak drogiej...
          Nie przeczę, że każdy ma prawo do wydawania pieniędzy zgodnie z własnym
          widzimisię, ale wszystko ma swoją kolej w życiu i tej się należy trzymać...
          Poza tym, jeżeli w tym roku dziecko pojechało na obóz językowy do Anglii za
          10.000 PLN, to w przyszłym roku wakacje na Mazurach wydadzą mu się tylko nudą
          do kwadratu... sądzę, że z takimi atrakcjami wakacyjnymi należy po prostu
          poczekać, aż dziecko zrozumie po co to... oraz, że rodzice ponieśli jakiś tam
          wyrzeczenia, żeby dzidzia mogła się dokształcić. Najlepiej jednak, jeżeli
          nastolatek choć po części sam finansuje taki wyjazd. Potem dziwimy się,
          że "dzisiejsza młodzież" zachowuje się tak, jakby im się w życiu wszystko
          należało... od takich drogich wakacji wszystko się zaczyna...
      • Gość: Gal Re: Przecież za tę sumę... IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 18.07.03, 10:57
        aguszak napisała:

        > .... można by było całą rodzinę wysłać na dwutygodniowe wczasy np. do
        Chorwacji

        :))Wielodzietną!:))) I to z rodzicami.:)
        I konia z rzędem dam temu, kto mi udowodni, że dziecko będzie LEPSZYM*** I
        SZCZĘŚLIWSZYM*** człowiekiem w przyszłości z powodu kursu językowego w
        Anglii niż z powodu dwutygodniowej wyprawy Z RODZICAMI I RODZEŃSTWEM do
        Chorwacji, czy gdziekolwiek indziej.

        I o to, mniej więcej w całej dyskusji o wielodzietności chodziło.

        Pzdr.
        Gal


        ***(określenia co do których nie będę podejmował dyskusji, bo zrozumiałe dla
        kaźdego same-przez-sie)
        • Gość: melmire Re: Przecież za tę sumę... IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 18.07.03, 11:01
          Konia z rzedem temu kto udowodni ze dziecko bedzie lepszym i szczesliwszym
          czlowiekiem jezeli zamiast na oboz pojedzie na wakacje z rodzicami i
          rodzenstwem. Zreszta podejrzewam ze juz nie raz jedzilo, jakby nie bylo
          wakacje sa co roku :)
          • Gość: renia Re: Przecież za tę sumę... IP: *.ath.spark.net.gr 18.07.03, 11:03
            Albo konia z rzedem Antonowi jeśli udowodni, ze dziecko będzie gorszym
            człowiekiem jeśli pojedzie na wakacje za 10 000 zl.

            • Gość: Anton Re: Przecież za tę sumę... IP: *.acn.waw.pl 18.07.03, 11:14
              Gorszym człowiekiem niekoniecznie, ale na rozpuszczonego bachora może się
              jeszce wykierować.
              • Gość: moboj Re: Przecież za tę sumę... IP: 62.233.250.* 18.07.03, 11:30
                Gość portalu: Anton napisał(a):

                > Gorszym człowiekiem niekoniecznie, ale na rozpuszczonego bachora może się
                > jeszce wykierować.

                dobrze powiedziane: "MOŻE". mój partner ma brata starszego o 12 lat. to taka
                różnica wieku, że właściwie każdy z nich był po troszę jedynakiem. i mój
                partner był na takim obozie w pierwszej klasie liceum. to był Londyn, nauka
                języka itp. rodzice nigdy niczego mu nie odmawiali, dostawał kasę na co chciał.
                i od tego charakter mu się nie zmienił, jest wspaniałym człowiekiem. bardzo
                kocha swoich rodziców, szanuje ich. a ja mu zazdroszczę, bo ja o wszystko
                musiałam baaaaardzo swoich rodziców błagać, a mój ojciec ma taki charakter, że
                da, ale potem dłuuuugo będzie wypominał - obojętnie, czy dał na książkę, czy na
                pączka. i wiesz, co ja sobie o takim tatusiu myślę? !@@#$%%^& - to sobie myslę.
                bo jak się ktoś decyduje na dziecko to powinien zdawac sobie sprawę, że takie
                dziecko będzie trzeba nakarmić i ubrać bez wypominania mu, że zjadło dwie
                kanapki na sniadanie i 5 ziemniaków na obiad. bo to już jest przesada,
                szczególnie, że ma się kasę na kolejne dziwki w wieku swojego najstarszego
                dziecka.
                • aguszak Re: Przecież za tę sumę... 18.07.03, 12:47
                  Gość portalu: moboj napisał(a):

                  > dobrze powiedziane: "MOŻE". mój partner ma brata starszego o 12 lat. to taka
                  > różnica wieku, że właściwie każdy z nich był po troszę jedynakiem. i mój
                  > partner był na takim obozie w pierwszej klasie liceum. to był Londyn, nauka
                  > języka itp. rodzice nigdy niczego mu nie odmawiali, dostawał kasę na co
                  chciał.
                  >
                  > i od tego charakter mu się nie zmienił, jest wspaniałym człowiekiem. bardzo
                  > kocha swoich rodziców, szanuje ich. a ja mu zazdroszczę, bo ja o wszystko
                  > musiałam baaaaardzo swoich rodziców błagać, a mój ojciec ma taki charakter,
                  że
                  > da, ale potem dłuuuugo będzie wypominał - obojętnie, czy dał na książkę, czy
                  na
                  >
                  > pączka. i wiesz, co ja sobie o takim tatusiu myślę? !@@#$%%^& - to sobie
                  myslę.
                  >
                  > bo jak się ktoś decyduje na dziecko to powinien zdawac sobie sprawę, że takie
                  > dziecko będzie trzeba nakarmić i ubrać bez wypominania mu, że zjadło dwie
                  > kanapki na sniadanie i 5 ziemniaków na obiad. bo to już jest przesada,
                  > szczególnie, że ma się kasę na kolejne dziwki w wieku swojego najstarszego
                  > dziecka.

                  Moboj, ale Ty przeciwstawiłaś sobie dwa skrajne przypadki.
                  W gronie moich znajomych jest wiele ludzi, którzy na taki obóz pojechali
                  dopiero na studiach, przy czym rzeczywiście są to drogie imprezy i rodzice
                  finansowali część kosztów - tzn. tyle ile im brakowało do pełnej kwoty... i
                  nikt do rodziców nie ma pretensji, że nie wysłali ich wcześniej, albo, że
                  wogóle nie wysłali... ot co!
                  Pozdrowionka
              • Gość: renia Jeszcze tu sie przyczepie.. IP: *.ath.spark.net.gr 18.07.03, 11:33
                Gość portalu: Anton napisał(a):

                > Gorszym człowiekiem niekoniecznie, ale na rozpuszczonego bachora może się
                > jeszce wykierować.
                Ale czy uwazasz, ze ma wieksze szanse wykierowac sie na bachora niz dzieciak,
                ktory na drogie wakacje nigdy nie pojedzie? A jesli tak to dlaczego tak
                uwazasz? Obawiam sie , ze na podstawie takich samych stereotypow jak te, na
                podstawie ktorych wielodzietnosc uwaza sie za cos gorszego.
                • Gość: Anton Re: Jeszcze tu sie przyczepie.. IP: *.acn.waw.pl 18.07.03, 12:01
                  Nie na podstawie stereotypów, tylko na podstawie definicji rozpuszczonego
                  bachora. Aby wykierować dziecko na r.b. trzeba zaspokajać jego najdziksze
                  zachcianki i jeszcze trochę sztucznych potrzeb rozbudzić.

                  Dziecko w rodzinie wilodzietnej ma pod tym względem pod górkę, bo nawet jeśli
                  do podziału jest tyle samo, to działki z konieczności mniejsze. A więc, choćby
                  wbrew woli, może się pojawić człowiek, który woli świeżą wodę od Coca-Coli.
                  • Gość: melmire Re: Jeszcze tu sie przyczepie.. IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 18.07.03, 13:41
                    Zdziwisz sie pewnie jak ci powiem ze ja, rozpuszczona jedynaczka,przed obozami
                    jezykowymi zapieralam sie rekami i nogami, bo wbrew pozorom spedzenia wakacji
                    na nauce nie jest szczytem marzen rozwydrzonych bachorow. Co moze byc
                    przyczynkiem do dyskusji "no prosze, rodzice z siebie zyly wypruwaja o ona nie
                    chce!" hihihi
          • Gość: Gal Re: Przecież za tę sumę... IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 18.07.03, 11:38
            Gość portalu: melmire napisał(a):

            > Konia z rzedem temu kto udowodni ze dziecko bedzie lepszym i szczesliwszym
            > czlowiekiem jezeli zamiast na oboz pojedzie na wakacje z rodzicami i
            > rodzenstwem. Zreszta podejrzewam ze juz nie raz jedzilo, jakby nie bylo
            > wakacje sa co roku :)

            :) Problem w tym, że to pytanie nie jest równorzędnie odwracalne - nie zmienia
            się wartość opcji. Zakładając opcję pierwszą (dziecko będzie szczęśliwszym
            człowiekiem, jeżeli zapewnimy mu "luksusy" w dzieciństwie) podejmujemy również
            inną decyzję;
            - nie będzie miał rodzeństwa (o tym przecież rozmawiamy).
            Przy drugiej opcji (dziecko będzie szczęśliwszym człowiekiem, jeżeli zapewnimy
            mu rodzeństwo i częsty kontakt nawet za cenę ograniczenia "luksusów" w
            dzieciństwie - a, może i dzięki temu) takiej decyzji nie podejmujemy.


            Co do zalet posiadania rodzeństwa w porównaniu z byciem jedynakiem - zdania są
            podzielone, ale nie było chyba jeszcze opinii, że posiadanie rodzeństwa jest
            złe (poza "zabieraniem" środków dla pierwszego).

            Czyli, nawet nie mając pewności co uczyni go szczęśliwszym (luksus czy jego
            brak), wybierając "brak" dajemy mu jeszcze potencjalną "wartość dodaną", czyli
            rodzeństwo.:)
            Ergo;
            opcja pierwsza (luksus) = niepewność
            opcja druga (brak ale rodzeństwo) = niepewność + "wartość dodana"

            Q.E.D.

            Pzdr.
            Gal

            PS. A kiedy jescze ma się pewność, że nie luksus czyni człowieka
            szczęśliwym...:)))
    • Gość: Lena Re: Wakacje za dychę jako minimum socjalne IP: 80.48.96.* 18.07.03, 11:00
      Gal ma rację, to tak jak dla jednych społeczna szkoła dziecka jest fanaberią a
      dla innych nie. Luksusem może być dla tych i dla tych ale część rodziców na ten
      luksus odłoży pieniądze bo w społecznej szkole widzi możliwość rozwijania
      talentów dziecka. Innych choćby było na ten luksus stać uznają to za fanaberie.
      Pozdrawiam.
      • rose2 Re: Wakacje za dychę jako minimum socjalne 18.07.03, 12:05
        To ze my przezylismy jakos nasze dziecinstwo i dorastanie bez obozow
        jeszykowych w Anglii nie znaczy, ze nasze dzieci tez moga. Swiat sie zmienia i
        poprzeczke stawia sie coraz wyzej. Zgadzam sie ze oboz za 10tys to jest
        przesada, bo wiem ze mozna znalezc cos tanszego, no i cena zalezy od dlugosci
        pobytu - nie musze wysylac dziecka na 2 miesiace.
        Takie gadanie , ze jesli ja czegos nie mialem to ty tez mozesz nie miec, jest
        moim zdaniem jednym z najwiekszych bledow popelnianych przez rodzicow. Jak
        bylam na studiach to sobie obmyslilam takie wakacje w anglii, pracowalam
        calusienki rok na ten wyjazd (ale i tak bylo malo wiec musialam pozyczyc). Moj
        ojciec nazywal to fanaberiami, ze w glowie mi sie przewraca, ze przeciez mam
        jezyki obce na uczelni. A ja chcialam i juz. Teraz wszyscy uwazaja (lacznie z
        moim ojcem) ze to byla jedna z lepszych decyzji jakie podjelam, ha.
        • Gość: Anton Nożyce potrzeb i możliwości IP: *.acn.waw.pl 18.07.03, 17:03
          rose2 napisała:
          > To ze my przezylismy jakos nasze dziecinstwo i dorastanie bez obozow
          > jeszykowych w Anglii nie znaczy, ze nasze dzieci tez moga. Swiat sie zmienia
          i
          > poprzeczke stawia sie coraz wyzej.

          Otóż znaczy. W wielu przypadkach jak najbardziej znaczy.

          Frustracje biorą się nie z tego, że mamy za mało dóbr, tylko z różnicy pomiędzy
          tym, co możemy, a potrzebami, które mamy. Przemysł reklamowy specjalizuje się w
          tworzeniu sztucznych potrzeb, a potem my się zarzynamy po to, by je zaspokoić.
          Dzięki temu mimo że żyjemy w najbogatszej epoce w dziejach i mamy dostęp do
          najbardziej wymyślnych technologii ułatwiających życie (założę się, że zmywarka
          do naczyń to dla Was już prawie standard), to jesteśmy coraz bardziej zagonieni
          i sfrustrowani.

          Bez dupereli, surprise surprise!, da się żyć.
          • Gość: moboj Re: Nożyce potrzeb i możliwości IP: 62.233.250.* 18.07.03, 19:51
            Gość portalu: Anton napisał(a):

            (założę się, że zmywarka
            >
            > do naczyń to dla Was już prawie standard)

            przegrałbyś zakład - nie wyobrażam sobie, żeby jakaś maszyna zmyła naczynia
            dokładniej niż ja:) poza tym (pewnie powiecie, że jestem zboczona), ale ja
            uwielbiam zmywac naczynia:) aha, nie mam też pralki automatycznej, ani żadnej
            innej, ale to, mam nadzieję, wkrótce się zmieni.
            • Gość: Gal Re: Nożyce potrzeb i możliwości IP: 195.117.238.* 18.07.03, 20:23
              To rzeczywiście kładzie na łopatki tezę Antona.
              Gal
              • Gość: moboj Re: Nożyce potrzeb i możliwości IP: 62.233.250.* 18.07.03, 21:49
                Gość portalu: Gal napisał(a):

                > To rzeczywiście kładzie na łopatki tezę Antona.
                > Gal

                widzę, że nabijanie się z ludzi bardzo Cię bawi. dla mnie to nie jest zabawne.
                • Gość: Gal Re: Nożyce potrzeb i możliwości IP: polpak:* / 192.168.100.* 18.07.03, 22:49
                  Gość portalu: moboj napisał(a):

                  >
                  > widzę, że nabijanie się z ludzi bardzo Cię bawi. dla mnie to nie jest
                  zabawne.

                  Ja się nie nabijam z ludzi, a zwłaszcza nietrafnym jest, ze mnie to bawi.

                  Mogłem napisać: "Mam wrażenie, że Twój komentarz w zaden sposób nie odnosi
                  się do istoty tego, co napisał Anton, więc jako taki jest jedynie nic nie
                  wnoszącym i jednostkowym przykładem, który nie komunikując nic istotnego, ma w
                  intencji sprawić wrażenie, że teza Antona jest błędna".
                  Mogłem również napisać: "Twój komentarz ma się do tezy Antona jak pięść do
                  nosa".
                  Wybrałem; "To rzeczywiście kładzie na łopatki tezę Antona".

                  Wydawało mi się to stosunkowo najdelikatniejsze i niełopatologiczne.

                  Gal
                  • Gość: Anton Re: Nożyce potrzeb i możliwości IP: *.acn.waw.pl 21.07.03, 12:41
                    A jeszcze zabawniejsze jest, że zmywarka to moim zdaniem pożyteczne urządzenie.
                    Napisałem o niej głównie dlatego, że właśnie się zastanawiam, jak ją wcisnąć do
                    swojej ciasnawej kuchni.
Pełna wersja