Gość: Anton
IP: *.acn.waw.pl
18.07.03, 09:17
"Moje dziecko spędza atrakcyjne wakacje ( w tym 3 tygodnie na obozie
językowym w Anglii ok 10,000 PLN + kieszonkowe - nie byłoby mnie stac przy
gromadce)."
Takie zdanie pojawiło się w dyskusji nad wielodzietnością, w kontekście tego,
że wielu ludzi po prostu nie stać na to, żeby czwórce czy nawet trójce dzieci
zapewnić przyzwoite wykształcenie, ubranie czy wakacje.
Tymczasem jak poskrobać, okazuje się, że to minimum socjalne, pożej którego
żaden kulturalny człowiek zejść nie może, bo oznaczałoby to pozbawienie jego
dzieci szans w wyścigu cv, to - wakacje koszujące 10.000 złotych...
No ja przepraszam, ale takich wakacji nie miałem w całej swojej historii i
jakoś żyję, nie czuję się wykluczony ze społeczeństwa. Taka definicja minimum
socjalnego automatycznie oznacza, że 98% ludzi to zupełne prole. Nazwijmy
rzeczy po imieniu - to jest luksus, fanaberia, a nie konieczność.
Jeżeli będziemy liczyć po tym, co naprawdę jest potrzebne, a co nie jest
tylko zachcianką ludzi, którzy mają za dużo kasy, okaże się, że stać nas na
dużo więcej.