2szarozielone
11.10.07, 22:12
Tak sobie przejrzałam wątek o uwodzeniu przez niepatrzenie ;) i zaczęłam się
zastanawiać w ogóle nad metodami uwodzenia - ale od drugiej strony. I nawet
mam refleksje. Ciekawe, czy wy też macie, i jakie :) Taki punkt widzenia jest
chyba ciekawszy - co nas bierze, a nie na co bierzemy (bo tutaj łatwo się
pomylić).
Ostatnio trafiłam na taki egzemplarz. Nie wiem, do jakiego stopnia to, co
robił, było wystudiowane, a do jakiego było po prostu w nim. I było prawdziwe.
Ale jest diabelnie skuteczne.
1. Umiał sprawić, że czułam się najważniejsza z całego otoczenia (a była tam
grupka ludzi, moich znajomych, jego znajomych...). Słuchał mnie, patrzył na
mnie, kiedy gdzieś odchodził, zaznaczał, że za chwilę wróci. Czasem rzucał
jakiś lekko zawoalowany komplement. Wszystko bardzo nienachalne, z wyczuciem,
po prostu miłe.
2. Nie szarżował, nie popisywał się, emanował spokojem, pewnością siebie,
której nie trzeba niczym potwierdzać. Żaden temat nie wyprowadzał go z
równowagi, do wszystkiego trzymał lekki dystans. Było widać, że ma własne
zdanie, ale nie musi go narzucać otoczeniu.
3. Biło od niego ciepło. Coś takiego, co budzi zaufanie. Szczery uśmiech,
szczere spojrzenie, dość bliski kontakt, ciepły głos, akceptacja tego, co
robię i mówię.
Trzy elementy. Efekt jest taki, że kobieta przez chwilę czuje się boginią,
zaraża się spokojem i ma ochotę oddać się facetowi pod opiekę - leci jak ćma
prosto w ogień :) Analizuję to oczywiście już po spotkaniu. W trakcie nie
bardzo się dało chłodno analizować. Teraz dochodzę do wniosku, że facet
zaprezentował kwintesencję męskości. Tak właśnie pewnie zachowuje się Bruce
Willis na randce chwilę po uratowaniu świata ;) Nie można nie ulec.
Porozmawiamy sobie o uwodzeniu? Nie o tekstach na podryw, ale o jakimś ogólnym
modelu... Panie, panowie... :)