seksprzyjaciel - z czym to się je? ;)

14.10.07, 12:53
W odpowiedzi na mojego posta wczorajszego wieczoru, otrzymałam (bez komenarza)
takiego linka: interia360.pl/artykul/seksprzyjaciel,2399 . No i supertrafnie.
Teraz pytanie - czy to jest układ, na którym można wygrać? Jakie warunki
trzeba spełnić? Jak się z takiego układu wychodzi - i co dzieje się dalej?
Odrzuca się "seks" i zostaje "przyjaciel"? Czy nie zostaje nic? Czy kiedy
pojawia się nowy, powazny tym razem partner, łatwo jest odciąć się od tamtego
"nic nieznaczącego" seksu?

Byłyście w takiej sytuacji? skąd się bierze "seksprzyjaciół"? To jest
zaplanowane działanie, czy "dzieje się samo"?

    • sumire Re: seksprzyjaciel - z czym to się je? ;) 14.10.07, 13:43
      ale co wygrać?
      układ jest prosty - masz kogoś, z kim chodzisz do łóżka i właściwie tyle. nikt Ci przecież nie powie, czy coś zostaje, czy nie zostaje, czy łatwo się od tego odciąć, zaprzyjaźnić, ani skąd ich się bierze. to nie jest gotowanie wątróbki, więc nie ma jednoznacznej odpowiedzi, z czym to się je. przetestuj, to się dowiesz.
    • duza-zolza Re: seksprzyjaciel - z czym to się je? ;) 14.10.07, 13:53

      ;))))
      partnerstwo.onet.pl/1442529,3505,2,artykul.html
      skąd się bierze "seksprzyjaciół"? To jest
      > zaplanowane działanie, czy "dzieje się samo"?

      Chyba trzeba dostac jakies przyzwolenie na określone działania,
      jakieś sygnały o gotowości do udzialu np. w seksie.

      2szarozielone jesli dobrze odczytałam,całkiem niedawno przezyłaś
      jakiś traumatyczny okres/rozstanie/,po takich przejściach
      czlowiek często bywa tzw"łatwym lupem",bo rozpaczliwie szuka
      akceptacji /nizsza samoocena/ boi sie samotności...itp
      Taki zwiazek na" chwile" czasem przeradza w coś więcej bo nowe
      njczęsciej jest postrzegane jako lepsze.

      często po nieudanych związkach prawie natychmiast znajdujemy
      "zastępcow" lub odchodzimy jak mamy "zabezpieczone tyły"

      Wszystko co przezywamy ma na nas jakis wpływ,a to jak sobie
      radzimy z niewygodną pamięcią zalezy od nas samych.
      • 2szarozielone Re: seksprzyjaciel - z czym to się je? ;) 14.10.07, 14:21
        Mam za soba dłuższy związek, ale nie skończył się jakoś traumatycznie. I to ja
        odeszłam. Zakochałam się i zostałam odrzucona, ale to też za mną. W
        przyjacielski seks zaangażowałam się trochę przypadkiem i bez namysłu i w sumie
        jest mi z tym fajnie. nie czuję jakoś za tym wszystkim swojego dramatu,
        słabości, czy czegokolwiek... Nie czuje się też łupem. Ale badam sytuację - bo
        jeszcze niedawno nie sądziłam, że w coś takiego wejdę. A tu proszę :) Dlatego
        pytam o inne historie, taka grupa wsparcia na wypadek jakiejś katastrofy.
        chociaż akurat chyba mój układ jest dość bezpieczny, tak mi się zdaje.
        • duza-zolza Re: seksprzyjaciel - z czym to się je? ;) 14.10.07, 14:41
          " jeszcze niedawno nie sądziłam, że w coś takiego wejdę"


          Nigdy nie mów nigdy.... :))).
          Tak naprawdę to siebie nie znamy.Jestesmy tyko ludzmi.

          "chociaż akurat chyba mój układ jest dość bezpieczny, tak mi się
          zdaje"

          jestes zuroczona...,tęsknisz ,czekasz na sms-a...,nie czujesz,
          ze cala ta sytuacja "wciaga"?

          Gdzie jest granica ,ktora dzieli sytuacje ,w ktorej sie znalazłaś
          na bezpieczną lub nie.TY musisz przyjac warunki jakie ci
          narzucił "zbieg okoliczności",zaakceptowac i dostosowac sie.
          Jeszcze ci sie wydaje,że nad tym panujesz,a może masz tyle sily
          by to kontynuowac wg.wlasnych zasad.Trzeba na to czasu.

          • 2szarozielone Re: seksprzyjaciel - z czym to się je? ;) 14.10.07, 15:40
            Czuję, że sytuacja wciąga. I staram się być ostrożna. Zresztą mam wrażenie, ze
            to nie jest jeszcze groźne, bo jest cholernie egoistyczne. To chyba tęsknota za
            przyjemnością, a nie za nim... I chyba bardziej potrzebuję jakichś miłych wrażeń
            od niego (moze być miły sms) i poczucia, że jestem pożadana. Nie czuję do niego
            nic na tyle silnego, że mogłabym dla niego coś poswiecić, nie marzy mi się jakiś
            głębszy związek. Chciałabym budzić tylko jego zainteresowanie (też nie miłość,
            czy głębsze uczucie). Może to cyniczne, ale w tym układzie chyba ok. A może sama
            siebie oszukuję.
            • duza-zolza Re: seksprzyjaciel - z czym to się je? ;) 14.10.07, 15:56

              2szarozielone :)
              To twoje zycie i masz prawo przezywac go wg wlasnego
              "widzi mi się".Błędy tez sa wkalkulowane w ten scenariusz.
              I zawsze jest...jutro.

            • zdzichu-nr1 Re: seksprzyjaciel - z czym to się je? ;) 14.10.07, 19:13
              Myślę, że przy regularnym współżyciu kobieta zawsze, prędzej czy później, się
              zaangażuje. Chyba, że jest całkiem wyprana z uczuć. Ale u Ciebie jest zdaje się
              kompletnie odwrotnie skoro cierpisz po poprzednim związku... Myślę, że dobrze by
              Ci zrobiła techniczna przerwa po jakimś czasie (takie zero kontaktu), abyś
              wybadała swoje reakcje.
              • 2szarozielone Re: seksprzyjaciel - z czym to się je? ;) 14.10.07, 19:29
                Na szczeście tak się złożyło, że w tej chwili jesteśmy w różnych miastach,
                widzimy się dość rzadko. Może gdyby był bliżej, byłoby gorzej - bo bym się
                szybciej uzależniła. A tak, ten dystans ulatwia sprawę. A może tez być odwrotnie
                - w sumie faceta lubię, a seks jest kosmiczny (brakuje slów, by opisać), ale to
                gość tak różny ode mnie, tak nie pasujący do mnie, że raczej nic z tego
                poważnego się nie może narodzić. No i jest dwa razy starszy ode mnie. I może
                gdybyśmy się częściej widzieli, to szybciej by mi się znudziło? Ja tak trochę
                histeryzuję, bo mam wbite do głowy, że kobiety się łatwo angażują i teraz każde
                cieplejsze piknięcie w serduchu odczytuję jako sygnał alarmowy.
              • 2szarozielone Re: seksprzyjaciel - z czym to się je? ;) 14.10.07, 19:31
                A tak w ogóle to zakładałam ostatnio wątek właśnie o tym, że jestem wyprana z
                uczuć. Po związku nie cierpię. Zagadkowa sprawa, może powinnam, ale po związku
                nie czuję nic.
                • zdzichu-nr1 Re: seksprzyjaciel - z czym to się je? ;) 14.10.07, 19:43
                  2szarozielone napisała:

                  > Po związku nie cierpię. Zagadkowa sprawa, może powinnam, ale po
                  > związku nie czuję nic.

                  No to chyba świadczy o tym, że to nie był TEN związek...

                  Opis sytuacji z obecnym facetem świadczy raczej o możliwości kontynuowania
                  "seksprzyjaźni", tu rzeczywiście dużo dzieli... no, ale ostrożność wskazana,
                  zwłaszcza jak seks jest boski. Pozdrawiam
Pełna wersja